poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Odnaleźli Boga na pielgrzymce

W Uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej publikuję reportaż, który przygotowałam w tamtym roku, podczas Pieszej Pielgrzymki Hispisów na Jasną Górę 😊

Różne drogi, ale cel jeden – odnaleźć Chrystusa. U jednych poszukiwania trwały przez lata, inni – znali Go, ale chcieli zbudować silniejszą relacje. Tak było w przypadku Ani i Maćka – małżeństwa z pięcioletnim stażem. - Byłam osobą, która poszukiwała Pana Boga. I w końcu Go znalazłam, albo to On mnie znalazł... I próbujemy się mocno trzymać – mówi Ania. - Przez dobrych kilka lat koleżanki zachęcały czy wręcz namawiały nas do udziału w pielgrzymce, którą stworzył ks. Szpak, ale byliśmy zupełnie anty-pielgrzymkowi. W końcu, dla świętego spokoju zdecydowałam, że pójdę w pielgrzymce. Poszłam sama, mimo, że już od kilku lat byliśmy małżeństwem, ale mąż zupełnie nie czuł pielgrzymowania – dołączył dopiero na ostatnie trzy dni... 


Na pielgrzymce poznałam bardzo wartościowych ludzi, bo mimo, że jednak ten luz jest bardzo widoczny – jest modlitwa, codzienna Eucharystia, możliwość spowiedzi i kontakt z drugim człowiekiem – mówi Ania. Maciek, mąż Ani dodaje - Jestem w Kościele od ośmiu lat. Atmosfera pieszych pielgrzymek i wysiłku fizycznego nigdy nie była moją domeną. Poza tym klimat, jaki panuje na pielgrzymce – lokalny folklor – nie jest czymś, w czym się odnajduję. A jednak pielgrzymka „szpakowa”, na której się znalazłem jest zupełnie inna – są krótsze dystanse, muzyka też jest różna, atmosfera... Jeśli tutaj jest tak wspaniale, to jak musi być w niebie? – pyta. - Teraz jest dla nas już oczywiste, że kiedy jest sierpień – idziemy na pielgrzymkę. Jest to czas, w którym bardzo widoczne jest to jak Pan Bóg działa – wyjaśnia.

- Nigdy nie brałem narkotyków – mówi Piotr, który piętnaście lat temu intensywnie poszukiwał różnych dróg aby odnaleźć Chrystusa. Droga, którą przeszedł w pielgrzymce z Warszawy do Częstochowy to tylko jedna z dróg w tym roku, którą pokonał. Przed nim kolejna, dłuższa, licząca blisko cztery tysiące kilometrów. - Idę nie tylko do Częstochowy, ale również do Santiago de Compostela – wyjaśnia. - Ciągle błądzę, ciągle czegoś szukam, ale na drodze doświadczamy wielu cudów – mówi. Chociaż sam ma na szyi korale, a w uszach i brwiach – kolczyki, jest przykładem na to, że nie wygląd jest najważniejszy. – Nie wygląd jest przepustką do uczestniczenia w pielgrzymce. Czy jest utarty schemat człowieka, który może iść w pielgrzymce? – pyta. - Nie tylko mężczyźni, którzy chodzą w garniturach nadają się na pielgrzymkę – mówi z uśmiechem. – Podczas pielgrzymowania jest czas na przemyślenia, refleksję. Każda pielgrzymka to też czas duchowego rozwoju – podkreśla.

- W moim życiu zaczęło się coś, co niekoniecznie szło w dobrą stronę. W pewnym sensie widziałem, że moje życie traci sens – mówi Marcin. - Cały czas się zastanawiam czy Pan Bóg potrzebuje tego, aby zakładać różne fajne koszulki i mówienia o tym, że ewangelizujemy... Nie wiem czy taka droga prowadzi do Boga – zastanawia się. - Pierwszy dzień pielgrzymki, kiedy zobaczyłem obraz Jezusa Miłosiernego i spojrzałem w te oczy – pierwsze, o czym pomyślałem: Gdzie zobaczę na pielgrzymce oczy Chrystusa? Czy zobaczę je w drugim człowieku? – pytał sam siebie. - Na drodze spotkaliśmy wiele różnych przeciwności. Na przykład wystrzeliła opona w dziecięcym wózku, co znacznie utrudniło dalsze pielgrzymowanie. Spotkaliśmy ludzi, którzy nie tylko pomogli naprawić wózek, ale czekali na nas rankiem z kawą i ze śniadaniem. To jest niesamowite jak Duch Święty działa i pomaga tym, którzy tego potrzebują. Nie chcieliśmy przerwać tej drogi – opowiada. - Prawdopodobnie gdybyś nie podeszła, nie dołączylibyśmy do grupki, od której wszystko się zaczęło – nie zdecydowałbym się na udział w pielgrzymce. Miałem w sobie bardzo dużo różnych emocji. Dziś jestem tu, zaledwie kilkadziesiąt metrów od Jasnej Góry... Przeżyłem piękny czas – mówi Marcin.

- To, czego tutaj doświadczam nie nazywam nawróceniem, ale rozwojem duchowym i dojrzewaniem. Pielgrzymka jest takim czasem, w którym głęboko mogę wejść z modlitwę, relacje z Bogiem, ale też zastanowić się nad sobą. Zawsze się dużo modliłem – mówi Szymon. - Uczestniczenie w pielgrzymce pomaga mi zwalczać pewne cechy, których w sobie nie lubię. Widzę też to, co powinienem w sobie zmienić. Dzięki rozmowom, konferencjom, modlitwom, które są nie tylko na duchowym, ale i merytorycznym – wysokim poziomie – jest rzeczywiście szansa aby się głębiej zastanowić nad wieloma rzeczami. I znaleźć siłę i odwagę aby zmienić w sobie to, chcemy zmienić – wyjaśnia. - Mój tato w latach osiemdziesiątych chodził na tą pielgrzymkę. Zachęcił mnie do udziału w niej. Jest to bardzo wartościowy czas – podkreśla.

- Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu – wszystko jest na właściwym miejscu – podsumowuje Tomasz.

___
Źródło: Tygodnik Idziemy  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger