czwartek, 26 września 2019

Janusz Tracz - najczarniejszy z czarnych charakterów

Uwielbiam Janusza Tracza. Nie sądziłam, że będę kiedyś płakać przy oglądaniu jego poczynań w "Plebanii", ale stało się. I to nie raz... Wspaniały aktor i wspaniały człowiek. Mialam przyjemność poznać 😊 W tamtym roku we współpracy z aktorem - przygotowaliśmy sylwetkę Dariusza Kowalskiego, który kapitalnie odegrał rolę zimnego biznesmena z Tulczyna 😊


- Pieniądze to nie wszystko. - Tak mówią nieudacznicy, ludzie słabi, którzy nie potrafią walczyć – wielokrotnie podkreślał Janusz Tracz, biznesmen, najbogatszy mieszkaniec Tulczyna. Chroniony przez swoich goryli, nie liczy się z nikim, chociaż przyjmuje każdego – burmistrza, księdza, siostry zakonne, które zbierają pieniądze na konkretne cele. Janusz Tracz to najczarniejszy z czarnych charakterów polskich seriali, w którego rolę wcielił się aktor Dariusz Kowalski w serialu „Plebania”.

Rola w „Plebanii” przyniosła mu  ogromną popularność. W serialu nie było wątpliwości – jeśli zło istnieje to nosi imię Janusz Tracz. Zresztą, czytane wspak: Czart. Mimo, że od ostatniego odcinka serialu minęło ponad sześć lat – postać Janusza Tracza ciągle żyje. 

- Czarny charakter jest chyba łatwiej zagrać. Zło jest bardziej atrakcyjne, bardziej rzuca się w oczy, jest bardziej krzykliwe, hałaśliwe, ekspansywne, zaborcze, przez co łatwiej zwraca na siebie uwagę, a to w pewnym sensie jest istotą zawodu aktora  – mówi Dariusz Kowalski.

- Dobry klecha to martwy klecha – mawiał biznesmen. – Rozmowa z Traczem była prawie niemożliwa – śmieje się Marcin Janos Krawczyk, który grał ks. Antka, wikariusza w parafii, na terenie której mieszkał Tracz. – Rzadko się spotykaliśmy na planie, scen wspólnych nie było wiele. Ograniczały się najczęściej do służbowego „Szczęść Boże” i uśmiechu – dodaje.

Janusz Tracz potrafił  recytować na pamięć całe fragmenty Pisma Świętego i być wyjątkowo skuteczny w walce z lokalnym Kościołem. Dariuszowi  Kowalskiemu jednak rola  nie przeszkadza  w życiu. Jest człowiekiem, którego można spotkać w świątyni na indywidualnej modlitwie, zaangażowany jest w życie Kościoła, a rodzina to dla niego istotna wartość. Biznesmen z Tulczyna to całkowite zaprzeczenie Dariusza Kowalskiego.

- Grał świetnie, był postrachem całej wsi. Chociaż wspólnych scen było niewiele. Jako babcia Józia byłam dla Tracza uprzejma, mimo, że wiedziałam, jakim jest człowiekiem i jakie interesy prowadzi – śmieje się Katarzyna Łaniewska, która w „Plebanii” grała gospodynię proboszcza. – Teraz czasem spotykam Darka w kościele, zdarzało się nam razem występować  podczas różnych uroczystości. Pamiętam, że opowiadał kiedyś, że w kościele - kiedy grał jeszcze w serialu – podchodzili do niego ludzie i pytali, co tutaj robi! 

- Czasami ktoś gdzieś usłyszy, że przyznaję się do tego, że jestem wierzący i  zaprasza mnie, abym przyjechał i opowiedział o swojej wierze, o doświadczeniu obecności Boga w moim życiu - mówi aktor.  Jadę i opowiadam o tych wszystkich cudach, jakich On dla mnie dokonał i dokonuje. Jemu zawdzięczam wszystko: życie, rodzinę, aktorstwo. Od Niego dostałem talent. W Nim wszystko ma sens, nawet cierpienie. Nie spuszcza mnie z oka nawet na chwilę. Kim jestem przy Nim? Dziś jestem, jutro mnie nie będzie. Moja wiara to zachowanie właściwej miary, z prawdą o mnie samym – mizernym stworzeniu i o Stwórcy, który jest Miłością, który wydał swojego syna, żeby za mnie umarł. On chce mnie prowadzić bezpiecznie, jak dobry Ojciec. Wiara każe mi oddać stery mojego życia w Jego ręce. On mnie tyle razy ratował  z pułapek moich własnych pomysłów na życie...   

Jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na właściwym miejscu.
Niezastąpioną pomocą w porządkowaniu świata jest dla mnie Biblia. To życiodajne Słowo, Ono mnie prowadzi, pomaga nawet w codziennych decyzjach. To jest Księga, która mówi o odwiecznym porządku – podkreśla Dariusz Kowalski.

- Prawdziwą  zawodową przystanią jest dla mnie teatr – mówi. – Najciekawsza jest relacja, która nawiązuje się między sceną a widownią, za każdym razem inna, świeża. Lubię mieć poczucie sensu tego, co robię. Mam szczególną satysfakcję, kiedy widz po wyjściu z teatru czuje się wzbogacony, pozytywnie naładowany, albo wręcz rozładowany, bo boli go przepona ze śmiechu.

-  Jako aktor – mówi – jestem powołany do sumiennego, odpowiedzialnego wykonywania swojego zawodu, a jako człowiek, chrześcijanin, jestem powołany do miłości bliźniego. Święty Augustyn powiedział, że niespokojne jest ludzkie serce, dopóki nie spocznie w Bogu. To znaczy, że tylko Boża Miłość jest w stanie zaspokoić moje pragnienia, wypełnić  pustkę. Ale jest jeden warunek: muszę chcieć otworzyć się na tę Miłość, wejść w relację! Dać Mu przyzwolenie, zaprosić,  po prostu oddać Mu swoje życie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger