wtorek, 19 listopada 2019

Badanie krwi. Kiedy i po co?

Badanie krwi. Kiedy i po co?
Kochani, bardzo Wam dziękuję za wsparcie i zrozumienie... 

Powracam do pisania, ale zaczynam od tekstu, który przygotowałam kilka lat temu dla jednego z portali. Zdrowie mamy jedno, dlatego trzeba o nie dbać...


Badanie krwi. Co musisz wiedzieć? 

Czujesz się ciągle senna i zmęczona? Nie masz energii? W krótkim czasie tracisz kilka kilogramów bez diety i ćwiczeń? Zrób badanie krwi. Wyniki mogą dać odpowiedź na wiele pytań... Kiedy więc warto wybrać się na badanie krwi? Co może być przyczyną złego samopoczucia?

Długie zażywanie środków przeciwbólowych

Głównymi składnikami środków przeciwbólowych jest paracetamol i ibuprofen.  Jeśli stosujesz je przez dłuższy czas – mogą one obciążać wątrobę. Aby sprawdzić, czy z Twoją wątrobą jest wszystko w porządku – wykonaj badanie AspAT, AIAT.

Nadwaga – mimo diety i ćwiczeń

Starasz się jeść niewiele, przestrzegasz diety, ćwiczysz a mimo tego Twoja waga ciągle wzrasta. Przyczyną może być choroba wieńcowa albo niedoczynność tarczycy. W takiej sytuacji zrób badanie krwi z oznaczeniem poziomu cholesterolu całkowitego, LDL, HDL, trójglicerydów oraz hormonów – TSH, T3, T4.

Szybki spadek masy ciała 

Jeśli natomiast nie oszczędzasz na jedzeniu, słodycze i fast foody są dla Ciebie na wyciągnięcie ręki, a mimo wszystko chudniesz – zrób morfologię i badanie hormonów TSH, T3 i T4 . Może to świadczyć o nadczynności tarczycy albo chorobie nowotworowej.

Pragnienie

Jeśli ciągle chce Ci się pić, zrób badanie poziomu cukru we krwi i OB. Może się okazać, że masz cukrzycę. Ciągle pragnienie picia może też oznaczać nadczynność tarczycy, dlatego warto też abyś zrobiła badanie TSH. 

Alkohol

Zwłaszcza mocny alkohol i szczególnie w nadmiarze uszkadza wątrobę. W takiej sytuacji zrób badanie na oznaczenie we krwi poziomu enzymu gamma GTP.
Przed wynikami bądź na czczo, ale to nie wszystko...

Aby wyniki były jak najbliżej prawdy - warto wiedzieć co jeszcze wpływa na stężenie różnych substancji we krwi. Zanim wybierzesz się na badania, przeczytaj czym spowodowany jest np. wysoki poziom amoniaku, obniżony cukier we krwi, jakie znaczenie ma stosowanie zbyt często i długo polopiryny i aspiryny...

✔ Wysoki poziom amoniaku – efekt znacznej dawki alkoholu, który wypiłyśmy wieczorem, ale może być też spowodowany stosowaniem leków przeciwbólowych. Po zażyciu polopiryny czy aspiryny wydłuża się czas krzepnięcia krwi. M. In. pod wpływem dużych dawek witaminy C, alkoholu, kofeiny, papierosów, leków psychotropowych też obniża się cukier we krwi. Preparaty, które zawierają jod, ale również aspiryna i polopiryna mają wpływ na podwyższenie stężenia hormonów tarczycy. Jeśli na kolację zjemy tłusty posiłek – poziom lipidów i cholesterolu podniesie się, a jeśli wypijemy alkohol i weźmiemy antybiotyki – ich poziom się obniży. Również po alkoholu, ale także po nadużyciu kawy i doustnych środkach antykoncepcyjnych zmaleje stężenie magnezu. Wzrośnie ono po dużych dawkach wapnia i witaminy D3.

🚫 Unikaj, aby nie zakłócić wyników!

Na obraz naszej krwi ma wpływ to, co jemy. Może to również przyczynić się do zakłócenia wyników – zwłaszcza posiłki, które zjemy na dzień przed planowanym pobraniem krwi – najlepiej powstrzymać się od potraw tłustych i słodkich, nie pić alkoholu! Warto wiedzieć, że od ostatniego posiłki powinno minąć co najmniej osiem godzin. Zanim udamy się do punktu pobrań – możemy wypić szklankę przegotowanej wody.

I na koniec: Nie próbuj sama oceniać wyników. Tylko lekarz może je zinterpretować we właściwy sposób.  
 

środa, 13 listopada 2019

Moi Kochani...

Moi Kochani...

Moi Kochani,

Ze względu na śmierć bardzo bliskiej mi osoby - na razie nie będę publikować nowych artykułów. W tych trudnych dniach dla mnie i moich najbliższych - proszę Was przede wszystkim o modlitwę...

Liczę na zrozumienie,
Marta Jacukiewicz 

środa, 6 listopada 2019

[WYWIAD] Budowanie relacji a maski

[WYWIAD] Budowanie relacji a maski
Jednym przychodzi łatwo, inni może się trochę boją - zaufać, otworzyć, zaangażować... albo boją się, że znowu ktoś ich zawiedzie. Kilka dni temu miałam przyjemność udzielić wywiadu redaktor naczelnej Obcasów Podlasia. Mówiłam, że miałam taki czas, że zakładałam maski, bo chciałam - głupie, wiem - być lubiana i akceptowana przez wyszytkich 🙊🙉🙈 Czas zakładania masek mam już za sobą, ale w wywiadzie o budowaniu relacji Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach mówi też o zakładaniu masek...      



Pani Ewo, jakie są podstawowe zasady budowania dobrych relacji z ludźmi?  

W moim odczuciu to przede wszystkim prawdziwość nas samych, z tym wszystkim, jacy jesteśmy, bez masek, hipokryzji... Szacunek do siebie i do innych. Uczciwość i otwartość, a także zaufanie do siebie  i drugiego człowieka.

Jakie relacje zaliczamy do dobrych i dojrzałych?  

To relacje, które mają dla nas kluczowe znaczenie, które zmieniają nasze życie. Uważam, że kiedy doświadczamy ich całymi sobą, one zmieniają nas. I to jest esencja dobrych relacji.

Co najczęściej utrudnia komunikację?  

Brak istotnych spraw, o których trudno mówić. Bardzo rzadko rozmawiamy o emocjach, tak jakby ich nie było, a przecież to one nadają smak naszemu życiu. Nikt nie uczy nas o nich rozmawiać. Bez nich trudno cokolwiek budować.

Niezwykle ważna jest treść jaką przekazujemy za pomocą mowy ciała, jednak możemy nad nią też zapanować – w pewnym stopniu. Mimo wszystko po jakimś czasie da się zauważyć niespójność... 

Tak, dlatego, że nasza komunikacja wiele mówi o nas samych, a to, co jest najważniejsze to spójność. Kiedy jesteśmy spójni sami ze sobą, znacznie łatwiej się komunikować, często jednak nie jest to takie oczywiste i naturalne, jakby się wydawało. Bywa i tak, że nosimy wiele masek, a później sami nie wiemy, która jest prawdziwa…

Jak radzić sobie z przeszkodami, które komunikację utrudniają? 

Wszystko zależy od tego na jakim poziomie jest komunikacja i jakie przeszkody mogą się pojawić. Są one szalenie ważne – jeśli będziemy mieć na myśli poziom przekonań. Różny poziom przekonań – z pewnością przyda się nam tolerancja dla innego punktu widzenia. A jeśli ta różnica będzie na wyższym poziomie np. misji, czasami komunikacja może być wręcz niemożliwa, bądź bardzo trudna…

W jaki sposób zaprzeczać aby nie było to nieprzyjemne? 

Przede wszystkim należy bronić swojego zdania, jednak zawsze z szacunkiem do zdania rozmówcy.

Podstawą budowania każdej relacji jest znajomość siebie i szacunek do drugiego człowieka, ale nie zawsze potrafimy wszystkich traktować tak samo...   

Tak, to prawda. Szacunek  jest wartością nadrzędną. Nie traktujemy wszystkich tak samo, bo to prostu niemożliwe, tak jak niemożliwe jest stworzenie przyjaźni z „każdym” –  to się nie uda, mam tu na myśli prawdziwą przyjaźń, związek. Jesteśmy  tak bardzo zróżnicowani, a przy tym wszystkim, chcemy zwykle podobnych rzeczy: szczęścia, miłości, odnalezienie sensu życia… Tego wszystkiego Wszystkim życzę…

wtorek, 5 listopada 2019

Mały powrót do przeszłości

Mały powrót do przeszłości
Zawsze kiedy ktoś mi mówił, bym się cieplej ubrała i w końcu zamieniła japonki na "normalne" buty, żartowałam, że nie mam czasu teraz na chorobę. Niestety, stało się - mimo, że ciągle nie mam czasu aby leżeć - od kilku dni jestem skazana na łóżko... A piękną jesień oglądam przez okno...  




Ma to oczywiście swoje plusy, bo mogę odpocząć, ale minusów też by się kilka znalazło. Na szczęście mam cudownych przyjaciół, na których pomoc i wsparcie mogę liczyć. Bo chociaż bardzo ograniczam mówienie - Whats'app ma cudowną funkcję - rozmowy video 😊 Dzięki czemu wszystko jest pod kontrolą 😊 

Teraz mam więcej czasu na nadrobienie zaległości prasowych, bo chociaż piszę cały czas, bardzo rzadko mam dłuższą chwilkę na to, by bez stresu coś na spokojnie przeczytać. Jestem zaskoczona też, że będzie III sezon Zniewolonej, bo cieszyłam się, że Grigorij Czerwiński skończył jak skończył 😉 a teraz być może się okaże, że jednak będzie żył... Postać niezwykle podła, chociaż prywatnie pełny pozytywnej energii 😎 

Zniewoloną obejrzałam od pierwszego do ostatniego odcinka, ale coś niesamowitego jest w tym serialu - jakie emocje potrafi wywołać! Czasem uśmiecham się sama do siebie kiedy moi znajomi przeglądają zdjęcia i na widok Czerwińskiego od razu mówią, że go nie lubią 😊 Też za nim nie przepadam, ale taką ma rolę 📺 

Swoją drogą dość zabawne jest to, jak postacie z serialu niekiedy uważamy za prawdziwe. Sama mówiłam do Michaiła Gawriłowa: Grigorij Czerwiński 😁 Przymusowy odpoczynek to też plus w postaci tego, że można np. uporządkować zdjęcia czy notatki... Miło powspominać chwile, które stały się wyjątkowe i z pewnością na długo pozostaną w pamięci... Zawsze uważałam, że trzeba w życiu otaczać się dobrymi ludźmi, bo i wtedy nasze życie stanie się jakby piękniejsze 😊    
    

poniedziałek, 4 listopada 2019

7 najpiękniejszych cytatów o miłości

7 najpiękniejszych cytatów o miłości
Miłość musi być próbowana jak złoto w ogniu prób, 
tylko mała miłość w ogniu prób kruszeje. 
Wielka oczyszcza się i rozpala.
- Kard. Stefan Wyszyński


Kiedy zdajesz sobie sprawę, że chcesz z kimś spędzić resztę swojego życia, 
chcesz, aby ta reszta życia zaczęła się jak najszybciej.
- Kiedy Harry poznał Sally


Cierpliwość jest codzienną formą miłości. 
- Benedykt XVI 


Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!
- Michaił Bułhakow



Miłość sama w sobie jest nie do pojęcia, 
ale dzięki miłości rozumiemy wszystko.
- Ks. Józef Tischner 



Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, 
lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.
- Antoine de Saint-Exupéry


Widziałam, że jesteś doskonały, a więc cię pokochałam, 
a potem zobaczyłam, że nie jesteś doskonały, i pokochałam cię jeszcze bardziej.
- Angelita Lim


niedziela, 3 listopada 2019

Kot w pustym mieszkaniu

Kot w pustym mieszkaniu
Kilka dni temu dostałam link do tego wiersza, którego wcześniej nie znałam... 🐱💖 Bardzo mi się spodobał, dlatego publikuję go dziś... 


Umrzeć - tego się nie robi kotu
Bo co ma począć kot
W pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.

Niby nic tu nie zmienione,
A jednak pozamieniene.
Niby nie przesunięte,
A jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
Ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
Także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
W swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
Jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
A potem nagle zniknął
I uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
I rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
Niech no się pokaże.
Już on się dowie,
Że tak z kotem nie można,
Będzie się szło w jego stronę
Jakby się wcale nie chciało,
Pomalutku,
Na bardzo obrażonych łapach,
O żadnych skoków pisków na początek.

- Wisława Szymborska

sobota, 2 listopada 2019

[WYWIAD] Kiedy się traci Przyjaciela...

[WYWIAD] Kiedy się traci Przyjaciela...
Bycie w relacji przyjacielskiej sprawia, że czujemy się ważni i potrzebni dla drugiej osoby, ale też mamy poczucie, że ten ktoś potrzebuje nas. I nagle to wszystko znika i nigdy się już nie powtórzy… O przeżywaniu żałoby po śmierci bliskiej nam osoby mówi Marcin Korowaj - psycholog, psychoterapeuta 



Przyjaźń jest szczególną więzią. Przyjaciel to ktoś wyjątkowy. Ktoś, kto zna nas bardzo dobrze. I nagle, w codziennym zabieganiu dostajemy wiadomość, że nasz Przyjaciel nie żyje…

Przyjaźń możemy nazwać szczególną więzią, w której ludzie obdarowują siebie  akceptacją, zaufaniem, wsparciem, pomocą w trudnych chwilach. Bycie w relacji przyjacielskiej sprawia, że czujemy się ważni i potrzebni dla drugiej osoby, ale też mamy poczucie, że ten ktoś potrzebuje nas. Przyjaźń to wspólny czas, śmiech, smutek, wspólne wspomnienia. I nagle to znika i nigdy się już nie powtórzy…

Nagle jakby i nasze życie się zatrzymuje… Niedowierzanie, żal, złość, płacz… Zwykle w takich momentach słyszymy: "Taki młody, mógł jeszcze żyć…". Wydaje się - słowa pocieszenia, które jeszcze bardziej bolą…

W takich sytuacjach pierwszą reakcją jest niedowierzanie czy zaprzeczanie, że nasz przyjaciel nie żyje. Nie dopuszczamy do siebie, do swojej świadomości tego co się stało - chcemy żeby to nie była prawda. Później pojawia się złość. Zadajemy sobie pytanie dlaczego on, dlaczego to się stało, jaki to ma sens - najczęściej te pytania pozostają bez odpowiedzi. Szukamy wyjaśnień i zrozumienia tego co się stało. Kierujemy swoją złość na innych, na Boga, na siebie. Często nasi bliscy, znajomi próbują nas pocieszyć, podtrzymać na duchu (a przynajmniej tak im się wydaje, że to robią), sprawić by cierpienie zniknęło mówiąc "taki młody, mógł jeszcze żyć …" takie słowa mogą nam uświadamiać nam jeszcze bardziej jaka stratę ponieśliśmy, zastanawiamy się co było jeszcze przed nami razem co nas mogło by czekać. Częstymi słowami, które nie pomagają są też "musisz się wziąć w garść", "czas leczy rany" czy "jesteś młoda/dy musisz żyć". Takie słowa nie sprawią, ze osobie w żałobie poczuje się lepiej czy będzie jej lżej. Takie słowa padają bo bardzo często boimy się mówić o śmierci czy nie wiemy jak to zrobić.

Poprzez śmierć przyjaciela, osoby bliskiej, doświadczamy wielkiej straty wszystkiego co wiązało się z tą osobą, straty ważnego kawałka naszego życia z czym związany jest duży ból. To tak jakby wyjąć jedno koło zębate z mechanizmu zegarka gdzie reszta kół przestaje funkcjonować sprawnie co powoduje, że zegarek przestaje dobrze działać. Strata tworzy ranę, która powoduje ból. Jeśli zostawimy ranę i nie będziemy próbować jej opatrzyć prawdopodobnie ból będzie się ciągle nasilał i rana będzie się słabo goić. Opatrzeniem rany po stracie będzie przeżywanie żałoby w postaci akceptacji własnych emocji, nie odrzucaniu ich, wyrażaniu ich i nazywaniu, płakaniu jeśli ma się taką potrzebę. Dlatego też najlepszym sposobem na pomoc w sytuacji żałoby jest bycie przy tej osobie, wysłuchanie jej bez ocen oraz akceptacji tego co przeżywa.

Czasem mamy żal sami do siebie, że nie mogliśmy być przy naszym przyjacielu w ostatnich dniach czy godzinach jego życia. Ten żal mimo upływu czasu - nie ustaje. Co jest przyczyną takiego zachowania?

Często takie myślenie pojawia się w sytuacji gdy nasz przyjaciel (osoba bliska) długo choruje, czy leży w szpitalu a my akurat w chwili śmierci byliśmy w innym miejscu, bo zmusiły nas do tego inne okoliczności, które nie pozwoliły nam być tego dnia przy naszej osobie bliskiej. Po takiej sytuacji mamy poczucie winy, że zawiedliśmy, że nie pożegnaliśmy się, że mieliśmy jeszcze tyle do powiedzenia i że nigdy więcej już nie będziemy mieli okazji tego zrobić. Zdarza się też, że najzwyczajniej w świecie boimy się towarzyszyć w ostatnich chwilach naszej osoby bliskiej - przyjaciela. Pojawia się bezradność, że nie możemy nic z tą sytuacją zrobić czy myślenie życzeniowe, że jak udamy, że wszystko jest w porządku to sytuacja problemowa zniknie. Bardzo dobrze opisuje taką sytuację E.E. Schmidt w swojej najsłynniejszej powieści "Oskar i pani Róża". Autor pokazuje strach rodziców, którzy unikają rozmowy o śmierci ze swoim umierającym dzieckiem.

W takich momentach niekiedy może mamy wyrzuty sumienia, że zbyt mało czasu poświęciliśmy tak wyjątkowej osobie. A może nie zdążyliśmy właśnie powiedzieć jak ważne miejsce zajmuje w naszym życiu… Jak radzić sobie z takimi wyrzutami, myślami?

W takich sytuacjach warto pamiętać, że mamy prawo się bać i jest to naturalne, że w takiej sytuacji pojawia się strach czy bezradność, że nie mogliśmy przewidzieć momentu śmierci przyjaciela, i że nie mamy takiej mocy żeby to kontrolować. Warto też pamiętać, że przeszliśmy długą i wyjątkową drogę wspólnie z naszym przyjacielem i to ona jest najważniejsza. Można powiedzieć, że żaden moment nie jest dobry na pożegnanie gdyż nie chcemy dopuścić do naszej świadomości, że tracimy ważną dla nas osobę, pojawia się myślenie, że jak wrócimy z pracy czy z zakupów to na pewno jeszcze porozmawiamy ze sobą. Moim zdaniem nie da się przygotować na odejście bliskiej nam osoby nawet posiadając wiedzę o tym, że jest to nieuchronne. W sytuacji gdzie pojawia się poczucie winy i utrzymuje się przez długi czas, warto skorzystać z pomocy terapeuty, który pomoże zobaczyć własne emocje i spróbować je wyrazić, zmierzyć się z nimi, przyjrzeć się nim.

Mimo, że od śmierci naszego przyjaciela mijają kolejne miesiące, lata - nam wciąż ciężko pogodzić się z jego przedwczesnym odejściem. Powracamy do archiwum wiadomości, SMS. Jest to jeden ze sposobów na "zatrzymanie" tego człowieka?

Takie zachowanie może się pojawić w drugiej fazie w przeżywaniu żałoby, gdzie występuje tak zwana dezorganizacja emocjonalna. Chodzimy do miejsc gdzie wspólnie bywaliśmy, przeglądamy wspólne zdjęcia, czytamy wspólna korespondencje czy wiadomości. Jest to próba zatrzymania osoby, która odeszła jeszcze na jakiś czas - jest to trochę traka próba walki z nieodwracalnym, próba zaprzeczaniu rzeczywistości. Może wtedy pojawić się myślenie, że przyjaciel tylko wyjechał i zaraz wróci i wszystko będzie jak dawniej. Taki stan może trwać jakiś czas, aż do kolejnej fazy żałoby, która charakteryzuje się przeżywaniem smutku, osamotnienia, depresji. Jeśli stan poszukiwania zmarłej nam osoby trwa lata i osoba nie przechodzi do fazy przeżywania smutku warto zastanowić czy nie potrzebna byłaby pomoc specjalisty np. terapeuty.  Tylko przejście przez cały proces żałoby prowadzi do akceptacji i pogodzenia się ze stratą, prowadzi do tak zwanego stanu równowagi.

Jakiś czas temu znalazłam taki cytat: "Ci, których kochamy nie umierają, bo miłość jest nieśmiertelna". Zgodzi się Pan z tymi słowami?

Uważam, że osoby które obdarowujemy miłością stają się częścią nas jeszcze za życia. Mają wpływ na to jak postrzegamy różne obszary naszego funkcjonowania. Jak postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość, jak postrzegamy nas samych i jakich dokonujemy wyborów. Miłość polega na wymianie - dajemy, ale też otrzymujemy różne rzeczy od bliskich nam osób (przyjaciół). To co otrzymamy staje się częścią nas i żyje w nas.

Żałoba - i od razu w myślach mamy czarne ubrania, smutną twarz… Tymczasem żałobę można przeżywać w sercu. Nie trzeba przecież chodzić na czarno w czasie żałoby?

W każdej kulturze, społeczeństwie są obecne symbole, które zostały wytworzone umownie przez członków danej społeczności, funkcjonujące od wielu pokoleń. W kulturze chrześcijańskiej (i nie tylko) - kolor czarny funkcjonuje jako kolor śmierci, ale np. w kulturze romskiej na pogrzeb zakłada się ubrania w kolorze czerwonym co symbolizuje ochronę przed złymi duchami. U niektórych plemion wschodnich europejskich na czas żałoby kobiety ubierały się wyłącznie na biało. Odstąpienie od pewnej umowy społecznej (jaką jest symbol) jest traktowany jako brak identyfikacji z wydarzeniem (w tym przypadku śmierci), co może się spotykać z ostracyzmem ze strony społeczeństwa. Nie ma nigdzie przymusu zakładania czarnych ubrań, lecz dana osoba naraża się wtedy na posądzenie iż nie przeżywa smutku po stracie, a śmierć osoby bliskiej traktuje lekceważąco.

___
Źródło: deon.pl

piątek, 1 listopada 2019

[WYWIAD] Śmierć może być piękna

[WYWIAD] Śmierć może być piękna
Miałam przyjemność poznać i być w relacji. Dla mnie Ks. Kaczkowski to współczesny Święty. Wspaniały, dobry, konkretny. I ciągle na wysokich obrotach 😎 Kilka lat temu - pierwszy raz w życiu - miałam wywiad w zakrystii. Takie rzeczy tylko były możliwe z tym szalonym księdzem.  O czym wtedy rozmawialiśmy? 



 Proszę Księdza, całkiem niedawno gościmy Księdza w naszej parafii p.w. Św. Andrzeja Apostoła w Warszawie. Jaki był cel tych odwiedzin?

Przyjechałem po forsę (śmiech). Nie oszukujmy się, że tylko Bożym Słowem i  z Bożego "natchnienia" żyje hospicjum. Hospicjum potrzebuje żelaznej gotówy. Wkurza mnie, kiedy przyjeżdża ksiądz do obcej parafii i jego kazanie jest zamknięte w trzech punktach i nie ważne, czy prowadzi sierociniec, czy pracuje na Ukrainie, w Afryce itp… Na początku podaje łzawy przykład, aby wszystkich wzruszyć. Później - apeluje do sumień, żeby potrząsnąć, a następnie apeluje do portfeli żeby "wycisnąć". I kościelnym tonem mówi: "Bardzo prosimy o wsparcie, przede wszystkim modlitewne, ale także finansowe. Bardzo o to prosimy, bo u nas jest bieda…". No kurcze, wiadomo, że jeśli przyjechał to m. in. po to, by zebrać pieniądze i wszyscy o tym wiedza. Ja zamiast płaczliwych dwóch punktów staram się poruszyć aktualny problem bioetyczny dot. Hospicjum, np. przekazywanie prawdy choremu itp. Proszę mi uwierzyć, nie chce wyjść  na kompletnego cynika. To oczywiste, ze etyka i Pan Bóg są ważni we wszystkich tzw. dziełach miłosierdzia,  ale na litość Boska - etyką nawet najwyższą i pięknymi słowami nie da się umyć podłogi.

Ksiądz w nieco inny sposób "zaapelował do portfeli"…

Co tydzień jestem na innej parafii, zwłaszcza teraz, w okresie "jednoprocentowym". Wyjeżdżam na różnego rodzaju tourne żebracze po całej Polsce, a nawet za granicę. Na swoim terenie mają mnie już dość (śmiech). Mówię to tylko dlatego, że ludzie doskonale, mam nadzieję, rozumieją, że hajs (młodzież teraz mówi sos) nie jest dla mnie. Te pieniądze są dla moich pacjentów i na potrzeby hospicjum.

Zagranicę? Gdzie na przykład?

Byłem w Szwajcarii, w Zurychu. W adwencie głosiłem rekolekcje w Anglii, Norwegii. Głosiłem kazania w Berlinie, Szwecji i Bazylei.

Skąd w Księdzu ta chęć niesienia pomocy innym?

Przez całe życie nazywano mnie leniem, okazało się, że jestem pracoholikiem. Może się nakręciłem, ale nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Po to m. in. jest celibat, żeby się dać w całości. I to jest jego bardzo istotna funkcja, bo gdyby nie było celibatu - nie byłbym tak skory do chodzenia w nocy do moich umierających. Jeśli przestanę w nocy do nich chodzić - stanę się bydlakiem albo zwykłym urzędnikiem kultu. To jest wykonywanie mojej powinności.

Pociesza Ksiądz swoich pacjentów…

Nie koniecznie pocieszam… Często po prostu jestem i słucham.

Jak wygląda przykładowy dzień z życia Księdza?

Popołudnie i wieczory są dla pacjentów. Jestem oczywiście całą dobę dla nich, ale zasadniczo przed południem załatwiam sprawy biurowe. Chcę się jak najszybciej z nimi uporać, bo ich nie znoszę. Na początku dnia schodzę na oddział, dowiaduję się kto jest przyjęty, w jakim stanie, co się wydarzyło przez noc. Chyba, że wołano mnie nawet kilkukrotnie do umierających. Za punkt honoru postawiłem sobie by - o ile to możliwe - być przy każdym zgonie, a później czekać na rodzinę, by z nimi "domknąć" śmierć. Bywają także ludzie samotni, do których nikt nie przyjedzie, wtedy rodziną stajemy się my, choćby w tym najważniejszym momencie. To dla nas zaszczyt.

Co po południu wypełnia Księdza czas?

O 16.00 odprawiam Mszę św. Po Mszy idę z komunią św., ale to nie jest przelot. Ponad godzinę zatrzymuję się nad każdym z pacjentów. Jeśli są potrzebne jakieś rozmowy - rozmawiam z nimi, albo umawiam się na później.  A najbardziej lubię wieczory. Tak od 20.00 do 22.00 i później.

Dlaczego?

Pacjenci nie zawsze chcą lub mogą spać. Wtedy jest dużo czasu na te najpoważniejsze, czasem trudne bywa, że nie pozbawione humoru rozmowy.

Ksiądz ma czas dla siebie?

Staram się nie mieć. To jest mój wewnętrzny ślub. Jakaś minimalna ofiara siebie.

Zdarza się, że w ciągu dnia odchodzi kilka osób?

Bywa i tak. Raczej kilka osób odchodzi w ciągu doby. NFZ nie mówi o dniach,  ale o tzw. osobo-dobach. Dlatego można powiedzieć, że w ciągu doby zdarzają się odejścia kilkorgu pacjentów.

Czego Ksiądz się nauczył od umierających pacjentów?

Musze sprostować pewien mit. To nie prawda, ze w hospicjum wszyscy, którzy do niego przyszli w nim umrą.  Taki "one way ticket". Część pacjentów pewnie nie zdrowieje, ale opuszcza hospicjum, wraca do domu. Zdarzają się pojedyncze przypadki, ze pacjenci wracają do leczenia przyczynowego. Od tej znacznej grupy, która odchodzi nauczyłem się spokojnego dystansu. Nawet tego, że mogę spokojnie powiedzieć, że przyjechałem po sos, bo jak wspomniałem - teraz już się nie mówi hajs (śmiech).

Na kazaniach mówił Ksiądz o prawdzie, aby nie zatajać niczego przed chorym. Nie można lawirować przecież w zakłamaniu…

Absolutnie. Jak można lawirować między kłamstwami? Pacjenci, my, chorzy potrzebujemy żeby nas prowadzono, żebyśmy szli przez chorobę ze świadomością. Jeden będzie potrzebował prawdy podanej na tacy, będzie chciał aby ją do końca rozkminić, drugiemu - wystarczą pewne informacje, po których się zatrzyma i powie, że nie chce więcej wiedzieć. Nie można komuś, kto jest chory na np. nowotwór płuc mówić, że ma niedoleczoną grypę.

Dlaczego tak ważne jest mówienie dzieciom o śmierci? Bardzo spodobał mi się przykład z kotem - kiedy widzimy na drodze rozjechanego kota to możemy mówić, że kotek się opala…

Nie można wychowywać dzieci i młodzieży w przeświadczeniu, że jesteśmy wieczni, młodzi i piękni. Dzieci wcześniej czy później spotkają się ze śmiercią swoich dziadków, pradziadków. Na szczęście jesteśmy takim pokoleniem, które ma pradziadków, bo już ten koszmar wojny się skończył. Dzieciom będą zdychały ulubione zwierzątka, i można powiedzieć, że zostały oddane do ZOO i tam się świetnie czują lub można porozmawiać z dziećmi, że na każdą biologiczną istotę przyjdzie śmierć. Z własnego doświadczenia wiem, jak ważne jest opowiadanie fenomenologiczne o śmierci. Dzieci nie wiedzą czym jest śmierć, często potrzebują aby im to wytłumaczono. Wtedy serce nie bije, krew nie krąży, ciało się nie rusza, robi się chłodne. Dopiero kiedy wtłoczymy im strach przed śmiercią - boją się trupów, kościotrupów. Boją się śmierci zmitologizowanej. Nieprawdziwej. Śmierć może być łagodna i piękna. To jak mówiłem na kazaniach: śmierć nie może być śmiertelnie smutna i nudna, bo to by nas zabiło.

📋📷📋

- chcialabym przeprowadzić z księdzem wywiad.
- ale ja idę do zakrystii... 
- nie szkodzi, ja pójdę z księdzem...

I tak to się zaczęło 😊

Tekst dla: deon.pl
Fot.: Daniel Krakowiak

środa, 30 października 2019

Miodowe szaleństwo

Miodowe szaleństwo
Bardzo podobają mi się produkty, które są wykonane ręcznie - mają w sobie to "coś". Są też ładnie zapakowane, więc kuszą jeszcze wcześniej zanim poznamy zawartość ☺ Bardzo przypadły mi do gustu mydła naturalne, które powstają w Miodowej Mydlarni, ale to nie tylko mydła...


Uwielbiam miód w ogóle, ale pierwszy raz testowałam kosmetyki naturalne z woskiem, miodem i pyłkiem pszczelim. Poza mydłem kakaowym z miodem malinowym i olejkiem ryżowym, bardzo polubiłam odżywcze masło do ciała i twarzy - bardzo delikatne, o przyjemnym zapachu. I bardzo wydajne! Aż jestem zaskoczona, że mały słoiczek jest ciągle w użyciu! 😊


Produkty naturalne zdecydowanie nie mają sobie równych. Są przede wszystkim lepsze dla naszej cery - efekty przecież możemy zauważyć dość szybko. Bardzo ważne jest dla mnie również i to, że w składzie kosmetyków w Miodowej Mydlarni zawierają się też m.in. zioła i rosliny: rumianek, lawenda, zielona herbata. Ponadto, sole mineralne, glinki, algi, węgiel aktywny, jedwab, mleczko kokosowe - to tylko wybrane dodatki, które sprawiają, że produkt staje się naprawdę wartościowy.


W Miodowej Mydlarni znajdziemy również pudry do kąpieli, peelingi, balsamy do ust i maseczki do twarzy, i... perfumy! To produkty unikatowe z woskiem, miodem i pyłkiem pszczelim, które sprawdzą się doskonale jako prezent 🎁💖  Warto pamiętać, że produkty te mają pozytywne oddziaływanie na skórę. Kosmetyki wzbogacone są różnorodnymi dodatkami naturalnymi, dzięki czemu przeznaczone są do każdego rodzaju cery.

Zainspiruj się! 🍁🍂🍯

wtorek, 29 października 2019

[WYWIAD] Żeby szczęśliwym być...

[WYWIAD] Żeby szczęśliwym być...
Wywiad z Ewą Guzowską - psycholog, psychoterapeuta, coach...


Pani Ewo, być szczęśliwym – czyli jakim?

Bycie szczęśliwym to wewnętrzny stan. Jesteśmy wypełnieni radością, spokojem, błogością, całkowitym zachwytem. Czujesz szczęście kiedy wieczorem biegniesz, widzisz gwiazdy na niebie, a delikatny wiatr muska twarz – po prostu jesteś – w tym i jesteś tym. Nie ma żadnych granic – jesteś wszystkim i wszystko jest Tobą. Chwila, która może trwać i trwa, a Ty jesteś jej częścią. Nie ma początku, nie ma końca, jest TERAZ. Patrzysz na wschód słońca, który zachwyca – wstaje dzień… Czujesz morski piasek pod stopami….  Rozkoszujesz się  papają i nic  innego nie ma w tej chwili.

Żyć chwilą i cieszyć się z tego kim się jest i co się ma, ale musi być przede wszystkim akceptacja – to w niej tkwi siła... Jakie kroki musimy spełnić, aby zaakceptować siebie? 

Kiedy zaczynamy akceptować rzeczywistość - nie nadając jej znaczenia, bez interpretacji, mamy zgodę na to, że wszystko jest właściwe. Nawet jeśli czasami jest dla nas nieprzyjemne i trudne – po prostu tak jest. Akceptacja to obecność w „TU i TERAZ” – to bycie nie podlegające ocenom. To doświadczania – kiedy doświadczasz – po prostu jesteś. Nie potrzeba siły, zmagania i prób – zmiany, bowiem wszystko jest już doskonałe – takie jakie jest. Często chcemy zmieniać rzeczywistość, chcemy ją kontrolować. Istotą jest uznanie, że jest ona znacznie większa niż my sami. W akceptacji jest siła, ponieważ kiedy mamy zgodę - jesteśmy doskonali, tacy jacy jesteśmy.

Wobec tego - czego wynikiem jest wewnętrzna radość? 

Wewnętrzna radość jest doświadczeniem. Jest czymś co jest kiedy tylko nauczymy się być obecni w ciele, kiedy tylko pojmiemy, że tak naprawdę nie musimy się wysilać. Wewnętrzna radość jest jeśli tylko pozwolimy jej być. Jest czymś, czego doświadczymy jeśli tylko „puścimy” głowę i zanurzymy się w głąb siebie. Kiedy pozwolimy płynąć temu co i tak jest, nie przeszkadzając.

Jak ją odnaleźć? Od czego zacząć?  

Odnalezienie jej może być dla niektórych trudne, dla innych niezmiernie łatwe. Jeśli zależy nam na tym by spotkać ją i cieszyć się nią, ważny jest kontakt z samym sobą. Miłość i dobroć dla siebie stanowi początek tej drogi. Kiedy poczujemy, że jedyną osobą jaką mamy jesteśmy my sami – może pojawić się wewnętrzny uśmiech. Zacząć od bycia uważnym, bycia w ciele i podążaniem za obserwacją w ciele.

Jesteśmy my sami, ale dlaczego tak ważne jest, aby „żyło” w nas wewnętrzne dziecko?

Nasze wewnętrzne dziecko jest bardzo ważne z uwagi na to, że bez niego jesteśmy jak zdekompletowani. Jeśli nasze wewnętrzne dziecko doświadczyło pewnych traum, ważne by znalazł się ktoś, kto te traumy zrozumie i wyleczy. Może zrobić to tylko nasz dorosły. Odcięcie od naszego wewnętrznego dziecka nie służy nikomu - ani dziecku, ani dorosłemu. Ciągle kogoś brakuje… by być naprawdę szczęśliwym.

Można by szczęśliwym mimo przeciwności losu? 

Przeciwności losu doświadczają nas – jednak, kiedy popatrzymy na nie z innej perspektywy, może się okazać, że to właśnie one pomogły nam być szczęśliwym. Przeciwności losu – hartują nas, ale też wyzwalają w nas siły o jakie sami byśmy nawet siebie nie podejrzewali. To stanowi niesamowitą wiedzę o samym sobie, ale też o innych. Może nas wzmacniać, ale tym samym, uczyć szczęścia – słońca zawsze wychodzi zza chmur…

Z jednej strony to również możliwość utraty tego, co mamy daje wewnętrzny spokój?  

Człowiek z natury rzadko czuje wdzięczność za to, co posiada, ale bardzo dotkliwie odczuwa straty.  Często też straty pokazują mu, że to co stracił, być może było ważne, ale niekoniecznie czyniło go szczęśliwym…

Dziś każdy za czymś biegnie – pieniądze, sława... Mimo wszystko można odzyskać wewnętrzną równowagę i spokój, ale jak to zrobić?  

Tak, konsumpcyjny styl życia stawia pewne wymagania. Pracujemy coraz więcej by zaspakajać swoje potrzeby, czasem też zachcianki. Pytanie, czy rzeczy naprawdę czynią nas szczęśliwym? Wszystko trwa chwilę, chwilę cieszymy się nowym samochodem, nowym zakupem, a potem – szybko ta radość mija i znowu zaczyna się pogoń… Ważne by zrozumieć, że ta pogoń nie czyni nas szczęśliwymi jeśli zaniedbujemy inne strony życia, mam na myśli takie, które nadają życiu sens.

Może zbyt rzadko zdajemy sobie sprawę, że to wszystko naprawdę trwa chwilę... Za pieniądze możemy kupić wiele rzeczy, ale szczęścia i zdrowia nie kupimy... 

Dokładnie tak. Rzeczy, rzeczy to tylko rzeczy, a szczęścia nie mierzy się wartością rzeczy. Jest taki niewielki kraj – BHUTAN, gdzie szczęście jest miernikiem PKB, choć ludzie nie są nadzwyczaj bogaci, po prostu są szczęśliwi.

Po czym poznać, że odzyskaliśmy wewnętrzną równowagę?  

Wewnętrzna równowaga to stan, który można rozpoznać i poczuć. Każdy będzie miał swoją wewnętrzną równowagę. Charakteryzuje się spokojem, wewnętrznym uśmiechem, pogodą ducha i świetnym samopoczuciem.

Wewnętrzna równowaga to jedno, ale z drugiej strony -  wewnętrzne kłamstwo. Gdzie tkwi jego źródło?  

Źródło wewnętrznego kłamstwa przede wszystkim tkwi w nas samych, często sami oszukujemy siebie, że jeśli zdobędziemy jeszcze kolejny cel, on nas uszczęśliwi – niekoniecznie to prawda. Możemy być nieszczęśliwi w drodze to celu, jak też tuż po osiągnięciu celu. Na końcu drogi jest pustka. Pustka, która dotkliwie boli, mimo, że osiągnęliśmy cel. Pytanie – a gdzie było nasze życie w trakcie realizacji celu – w nas czy obok nas?

Radość życia to dar od Boga, czy wynik pracy nas sobą? 

Odpowiedź pewnie może być różna od przekonań i wiary jaką każdy z nas ma, bądź nie.  Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na tak złożone pytanie. Wg mnie – jedno nie wyklucza drugiego. I tu nasuwają się słowa mojej ulubionej piosenki: „Trudno nie wierzyć w nic… i byłem tym kim miałem być….”.

Piosenka rzeczywiście piękna, z przesłaniem...  Czym dla Pani jest szczęście? 

Szczęście dla mnie ma bardzo wiele odsłon, kocham ten stan kiedy patrzę na błękit nieba, po nim przesuwają się obłoczki, kocham pojawiającą się tęczę po letniej burzy i  kocham kiedy wstaje nowy dzień… Kocham taniec, muzykę, ruch, podróże i  nieskończenie wiele…. Po prostu kocham być…

poniedziałek, 28 października 2019

Zimno zimno!

Zimno zimno!
Czapki ZIMNO! spodobały mi się od pierwszego wejrzenia, szczególnie połączenie różowo - szare 😊 Gdyby ktoś na jakiś czas przed tym, zanim otrzymałam przesyłkę - powiedział mi, że zamienię kapelusz na czapkę - powiedziałabym, że to jest niemożliwe. Uwielbiam kapelusze i praktycznie nigdy się z nimi nie rozstaję, ale czapka ZIMNO! jest na równi z kapeluszem... aż sama jestem zaskoczona 😉 


Mam świadomość tego, że kiedy zakładam czapkę ZIMNO! wyróżniam się z tłumu, zresztą, często widzę nawet reakcję ludzi na ulicy czy znajomych kiedy gdzieś wspólnie wychodzimy 😊 Czapka ta w jakiś magiczny sposób na mnie zadziłała 😎 Zobaczcie sami, czyż nie jest piękna? 😊


Moja czapka będzie mi towarzyszyć w chłodniejsze i zimne dni, które niestety już się zbliżają, dlatego dla wszystkich zmarźluchów to produkt idealny. Bardzo ładne wykonanie, miękka i daje niesamowite ciepło - bez obawy, nawet podczas bardzo groźnej zimy nie zmarzniemy. Nie musimy się też bać, że silny wiatr zwieje nam czapkę -  czego o kapeluszu już powiedzieć nie można... Wybór czapek jest bardzo duży!

Wiem, że jeszcze ponad miesiąc do Mikołajek, chociaż w moim zawodzie już jest końcówka listopada... 🙈🙉🙊 Takie mamy tempo! 😎 Czas minie bardzo, bardzo szybko - może to dobra chwila, by powoli zacząć się rozglądać za prezentami? 🎄🎁


Mój wyjazd w góry jeszcze jest w planach, ale jestem przekonana, że i tak czapka ZIMNO! sprawdzi się w 100 procentach 😊 Na razie nie wyobrażam już sobie jesieni i zimy bez czapki, chociaż sentyment do kapeluszy pozostaje... 

Zainspiruj się i bądź modna tej ZIMY! ❄❄❄   

sobota, 26 października 2019

Bluzki basic - podstawowy element garderoby

Bluzki basic - podstawowy element garderoby
Pewnie każda z nas ma co najmniej kilka bluzek basic i nic w tym dziwnego, ponieważ bluzki te są podstawą wielu stylizacji. Chociaż na co dzień zdecydowanie wybieram sukienki - przejrzałam bluzki od polskiego producenta - Babell 💖


O ile sukienek nie jestem w stanie zliczyć - i tak bardzo często rano zwykle nie mam się w co ubrać 😀 Bluzki basic okazują się jednak niezbędne. Oczywiście największą popularnością cieszy się biała bluzka, która pasuje do różnych okazji, ale tuż za nią są granatowe i czarne bluzki. Tym razem pokusiłam się o granatową, w której świetnie się czuję. Plusem jest to, że bluzki pasują zarówno do spódnicy jak i do jeansów 😎

Produkty Babell łączą w sobie wysoką jakość produktu i wygodę. Gładkie, ozdobne, z dekoltem czy z guzikami - różne modele, wśród których znajdziemy te idealne dla nas. Mnie oczywiście od lat zachwycają koronki, dlatego i tym razem wybrałam bluzeczkę z elementami koronki na całej długości rękawów. Bluzki koronkowe są niezwykle zmysłowe. Jestem przekonana, że z dnia na dzień skaradają coraz więcej serc 💖


Koronkowe bluzeczki są dobrym wyborem na wieczorne wyjście, randkę czy spotkanie ze znajomymi, ale też na co dzień, np. do jeansów, czy spodni z wysokim stanem. Ważne jest, że kiedy decydujemy się założyć koronkową bluzeczkę - ograniczamy ilość dodatków. Czarna koronka stworzy wspaniały duet z głęboką zielenią... A zieleń jest jednym z kolorów tej jesieni 🍃🍁🍂🍃🍁

Warto mieć w szafie kilka bluzeczek basic - nigdy nie wiemy na jaką okazję się przydadzą. A to, że nie mamy się zwykle i tak w co ubrać - chyba tak ma już być 😉 Na szczęście nie jest to tylko mój "problem" 😀   


W Babell znajdziemy nie tylko damskie bluzki, ale również bieliznę na co dzień i bieliznę nocą. Jeśli więc ciągle nie mamy pomysłu czym obdarować mamę, babcię, przyjaciółkę - zarówno bluzeczki jak i komplecik piżam będzie dobrym prezentem. Która z nas nie lubi czuć się piękna również w nocy... 😊

Zainspiruj się! 💖

piątek, 25 października 2019

Kurtka czy płaszcz?

Kurtka czy płaszcz?
Chociaż za oknem jeszcze piękne słońce, zima zbliża się dużymi krokami... 😨 W związku z tym, że teraz mam przymusowy opoczynek - zrobiłam też porządki w szafie. Grube i ciepłe swetry zajęły miejsce pięknych, letnich, zwiewnych sukienek...


Wielkie szaliki, dzianinowe sukienki i golfy, pikowane kurtki oversize i płaszcz w krate z pewnością zdominuje jesienną garderobę. Zresztą, modele w kratkę to wiodący trend w modzie w sezonie Jesień/Zima. Kraciaste plaszcze są uniwersalne i ponadczasowe. Zwykle kiedy decydujemy się na płaszcz - wiemy, że będziemy się w nim czuły elegancko. Płaszcz znakomicie podkreśli sylwetkę.

Kurtki są o wiele bardziej praktyczne i cieplejsze niż płaszcze, ale nie muszą być wcale nudne. Wbrew pozorom kurtki jesienne są bardzo stylowe. Bez obaw można w nich wychodzić nawet na największe mrozy ❄❄❄ Jesienią i zimą bardzo modne będą zwłaszcza kurtki puchowe, które od kilku sezonów nie wychodzą z mody, i oczywiście kurtki oversize w kolorach neonowej zieleni, fioletu, turkusu i... pudrowego różu! 🌹🌹🌹


Są też kurtki w metalicznych odcieniach - dla odważnych, którzy chcą się wyróżnić z tłumu. Najważniejsze, by kurtka, którą wybierzemy - sprawdzała się podczas dużych mrozów, bo podobno ma być groźna zima ❄❄❄

Zainspiruj się i znajdź swoją ulubioną kurtkę, zanim przyjadą duże mrozy! 😎


czwartek, 24 października 2019

Jesiennie i modnie z kapeluszami typu bucket hat

Jesiennie i modnie z kapeluszami typu bucket hat
Kapelusze pasują prawie do każdej stylizacji, są jej modnym wykończeniem. Bez wątpienia panie, które wybierają jako okrycie głowy kapelusz - wyróżniają się z tłumu. Jesień i zima to czas kiedy nawet podczas mrozów możemy wyglądać modnie i stylowo. Wybór nakryć głowy na chłodniejsze miesiące jest bardzo duży...


Kapelusze dodają niepowtarzalnego charakteru, ale... oczywiście podstawa to odpowiedni wybór fasonu, który podkreśli naszą urodę. Jeśli wybierzemy kapelusz, który nie będzie pasował do kształtu naszej twarzy i sylwetki - podkreślimy tylko mankamenty.

Stylowe nakrycie głowy - raz mniejsze, innym razem większe - zależy od pory roku. Jesienią i zimą powinnyśmy zainteresować się grubymi, wełnianymi czapkami, francuskimi beretami, kaszkietami i kapeluszami - to one królują w sezonie Jesień/Zima ☔🍂🍁🍃


Wśród moich Przyjaciółek dużą popularnością cieszą się kolorowe i wzorzyste czapki, które są hitem tego sezonu. A grube, wełniane czapki pasują zarówno dziewczynom jak i kobietom, w różnym wieku.

A mi do gustu bardzo przypadły kapelusze typu bucket hat, które wywołują dość skrajne emocje 😊 Również i tutaj wybór jest duży - od welnianych, poprzez skórzane i wzorzyste 🌹🌷🌺🌻 Kapelusze typu bucket hat są najpopularniejszym dodatkiem sezonu.


Warto mieć chociaż jeden kapelusz 😊
Nie czekaj dłużej, Zainspiruj się i i bądź modna tej Jesieni 🍃🍁🍂☔

___
Produkty ze zdjęcia:
👒 malinowo - fioletowy dostępny tutaj 👈
👒 szary dostępny tutaj 👈

środa, 23 października 2019

Skarpetkowy raj - dosłownie

Skarpetkowy raj - dosłownie
Od czasu kiedy wzięłam pod opiekę najpiękniejszego kotka na świecie 🐱💖 - polubiłam wszystkie gadżety z podobizną słodkich kiciusiów - idealne dla ludzi, którzy kochają zwierzątka 😉 Dzięki temu też moi Przyjaciele już nie mają problemu z tym, co mi kupić - doskonałe wiedzą, że gadżet z kotkiem będzie prezentem, który mnie ucieszy 😊


Nie przepadam za skarpetkami, ale od tygodnia, kiedy walczę z przeziębieniem - na nowo je polubiłam. W Skarpetkowym Raju każdy znajdzie skarpetki dla siebie - stopki czy skarpetki klasyczne wykonane w niebanalny sposób. Zachwycają swoimi wzorami i motywami. Są bardzo wygodne i modne! 😊 Przyjemne w dotyku i miłe w noszeniu. W 85 proc. wykonane z bawełny. Mnie oczywiście najbardziej zachwycają skarpetki w przeurocze kotki, ale też stópki kotki 🐱 I oczywiście stópki z koronką...  


Inne niż wszystkie skarpetki to też fajny pomysł dla wszystkich, którzy mają kotki czy pieski, ale i też tych, którzy - podobnie jak ja - nie wyobrażają sobie życia bez słodyczy 🍩🍩🍩 Słodkie skarpetki donuty są doskonałe dla dziewcząt i kobiet, bo przecież nie cały czas chodzimy w szpilkach, a w leniwe dni - dlaczego nie pozwolić sobie na więcej luzu?...


Uwielbiam takie dni kiedy po kilku spotkaniach wracam już zmęczona do domu i botki mogę w końcu zamienić na skarpetki. Warto się przełamać i wybrać takie wzory skarpetek, które nam się podobają - nie koniecznie klasyczne w tradycyjnych kolorach. W sezonie Jesień/Zima królują pastele. Może warto się tym zasugerować? 😊 


Zainspiruj się! 🐱💖🍩🌺🌻

wtorek, 22 października 2019

Torebki, które zachwycają

Torebki, które zachwycają
Uwielbiam swoją pracę i ludzi, z którymi pracuję. Nie wyobrażam sobie życia, w którym pracujemy w miejscu, którego zwyczajnie nie lubimy... Mam to szczęście, że współpracuję też z ludźmi, którzy mają pasję!


O torebkach Fabiola pisałam już kilkukrotnie, ale są tak piękne, że nie sposób nie pisać o nich więcej 😊 Pomijam to, że są personalizowane, ale przede wszystkim są zachwycające! Wykonane z największą starannością o najmniejszy nawet szczegół! 


Bardzo zwracam uwagę na kontakt z klientem, a w tym przypadku jest na piątkę z plusem. Nie ma obawy, że już po zamówieniu chcę coś zmienić. Pracownia Fabiola daje możliwość stworzenia swojej własnej wymarzonej torebki - czy to nie jest fascynujące, by samej wybierać kolor, okucia? Niesamowite doświadczenie, bo tak naprawdę jest! Fabiola stworzy torebkę o jakiej marzymy. Sama w to do końca nie wierzyłam, ale przekonałam się już kilkukrotnie.


Jestem wręcz zauroczona torebką, którą dostałam z Pracowni na urodziny! 🎁💖 Praktyczna, piękna i bardzo stylowa. Nigdy nie byłam też przekonana do takiego modelu torebki, ale odkąd założyłam ją raz - bardzo trudno mi się z nią rozstać! 😊 

Nie czekaj... 
Zainspiruj się i  stwórz swoją wymarzoną torebkę! 💖
Z Fabiola to możliwe! 🎁   

poniedziałek, 21 października 2019

Nowy dzień - nowa ja

Nowy dzień - nowa ja
Kilka dni temu miałam przyjemność skorzystać w usług fryzjerskich w Salonie Tina. Nie raz pisałam już tutaj, że kilka lat temu, przez prawie dwa lata przedłużałam włosy... Mimo, że zabieg jest bezbolesny - włosy są zniszczone. To, co dokonało się w salonie - przeszło moje oczekiwania 😎


Bardzo cenię sobie dobrą atmosferę podczas różnego rodzaju wykonywania usług. Pewnie większość z Was też tak ma, że do dobrego fryzjera jest w stanie jechać przez pół miasta, bo przecież liczy się zaufanie i efekt końcowy. Ciężko jednak mówić o zaufaniu podczas, gdy nowego fryzjera widzimy pierwszy raz na oczy. Mimo wszystko - po kilkunastominutowej rozmowie powiedziałam aby fryzjer robił to, co uzna za konieczne. Chciałam przede wszystkim odświeżyć włosy, ale Andrzej, który w branży fryzjerskiej pracuje już dość długo zaproponował, byśmy troszkę zmienili kolor. I tak też się stało 😉


Bardzo było mi miło również dlatego, że na czas mojego pobytu w salonie przyjechała właścicielka - Pani Kasia Jaworowska 🌻🌺🌷🌹


Może i na pierwszy rzut oka zmiana jest mało zauważalna, ale z salonu wyszłam bardzo zadowolona. Pierwszy raz oddałam moje włosy w ręce mężczyzny 😉 Profesjonalna troska o włosy poprzez również nakładanie masek odżywczych i regeneracyjnych i indywidualne podejście do klienta wyróżnia Salon Tina w centrum Warszawy.  Jestem zauroczona miejscem, ale też atmosferą, jaka tam panuje. Przecież kiedy idziemy do fryzjera to chcemy się zrelaksować, i chociaż na chwilkę zapomnieć o obowiązkach...


Ponadto, usługi fryzjerskie to nie wszystko, co salon ma w swojej ofercie. Zabiegi na twarz, ciało i zabiegi medycyny estetycznej - czyli wszystko to, co my - kobiety, uwielbiamy 👑👗🎀  Zainspiruj się do zmian z Salonem Tina 🌺🌻🍃

sobota, 19 października 2019

Przymusowy odpoczynek

Przymusowy odpoczynek
I stało się - po kilku latach w końcu dopadło mnie przeziębienie, niestety 😯 Całe szczęście, że pod koniec tygodnia, ale jednak - aktywność ograniczona. Może trochę i dobrze, bo w codziennym zabieganym życiu pewnie nie tylko ja zapominam o odpoczynku... A dziś mam czas na książkę, serial... i troszkę prasowych zaległości 😉 



Życzę Wam miłego odpoczynku i zatrzymania się - najlepiej nie z powodu przeziębienia 😊 

___
Skarpetki z kotkami znajdziecie tutaj 👈

piątek, 18 października 2019

Jesienne łączenia

Jesienne łączenia
Jesień nadchodzi, niestety... Bardzo nie lubię tej pory roku, jeszcze szczególnie kiedy słońce zamieni się na wiatr i deszcz i nie będzie się chciało nigdzie wychodzić.  Chociaż kiedy przeglądam różne kożuszki, kamizelki futrzane czy piękne swetry - trochę zaczynam lubić tę chłodną, zimną porę roku...


Bardzo jestem zachwycona piękną kożuszkową kamizelką od Lejdi 💖 Pasuje do różnych stylizacji, jest ciepła. Świetnie wygląda z połączeniu z grubym swetrem albo kurtką przejściową. Kożuszek jest wykonany ze sztucznego futerka, u góry z dłuższym włosem. Bardzo ciekawy efekt wizualny 😊 Uwielbiam swój kożuszek, bardzo dobrze się w nim czuję. Jest taki kobiecy!


Jesień ma też to do siebie, że można łączyć letnie ciuchy z ciepłymi swertrami. W tym sezonie królować będą te w kolorach groszkowej zieleni, fioletu, ognistej czerwieni, neonów i pudrowego różu, który uwielbiam 🌹💖 Kolory jesieni wcale nie muszą być nudne 🍃🍁🍂☔ 


Zanim przyjdzie prawdziwa zima z pewnością jeszcze zrobimy porządki w szafie i wykorzystamy może po raz ostatni w tym roku sukienki letnie. Szczególnie te w kwiaty ładnie będą wyglądać w połączeniu z grubym swetrem i botkami. W sezonie Jesień/Zima bardzo modne są botki zamszowe 😊


Wybierz swój modny sweter jesienny z Lejdi! ☔🍂🍁🍃

czwartek, 17 października 2019

Dokanowłowe słuchawki - odkrycie miesiąca

Dokanowłowe słuchawki - odkrycie miesiąca
Bez wątpienia dokanowłowe słuchawki od BlackWhiteTV to moje odkrycie miesiąca. Nie byłam fanką takich słuchawek, ale odkąd je mam - nie wyobrażam sobie już funmocnonawnia bez nich. Są bardzo, bardzo praktyczne. Pomijam już to, że możemy sprzątać w kuchni a muzykę możemy słuchać w słuchawkach, bez konieczności trzymania smartfona w kieszeni. 


Słuchawki EP-82M BT to wyjątkowy, perfekcyjnie wykonany produkt. Trwałość słuchawek gwarantuje wysokiej klasy materiał. A aluminiowe wykończenie dodaje produktowi elegancji. Dokanałowe słuchawki to świetny wybór dla wszystkich, którzy żyją aktywnie - doskonale sprawdzą się podczas biegania, są wygodne - nie przemieszczają się w uchu. Kabel też się nie skręca, co również jest plusem.


Komfort noszenia poprawiają niewielkie silokonowe zaczepy douszne. Do zestawu dołączone są w trzech różnych rozmiarach. Słuchawki posiadają magnetyczne łączenie, i multifunkcyjny pilot sterujący. Dioda syganlizacyjna i złącze USB do ładowania słuchawek - to to, co wyróżnia produkt od innych. 


Słuchawki świetnie sprawdziły się w mojej pracy. Czasami ze względu na różne wydarzenia - możliwy jest tylko wywiad przez telefon... Ogromnym plusem jest również bardzo którymi czas ładowania słuchawek, max do dwóch godzin. Przy czym czas pracy to aż sześć godzin. Idealne w podróży 😎 I bez obaw, że je zgubimy - słuchawki można zawiesić na szyji - dzięki magnetycznemu łączeniu. 


Jestem zachwycona i bardzo polecam. Z takich słuchawek ucieszy się przede wszystkim ktoś, kto lubi praktyczne gadżety. Niedługo Mokojaki, czas leci szybko, więc... 🎁 

Więcej inspiracji tutaj! 👈  
A słuchawki ze zdjęcia dostępne tutaj 🎁 

środa, 16 października 2019

[WYWIAD] Wspomnienia o Ojcu Świętym

[WYWIAD] Wspomnienia o Ojcu Świętym
Wywiad ten przeprowadziłam kilka lat temu, jeszcze przed kanonizacją Ojca Świętego Jana Pawła II. JE Ks. Arcybiskupa Mokrzyckiego - drugiego osobistego sekreterza pytałam m.in. o decyzję, która przed kilkunastu laty zmieniła jego życie, o wspomnieniach ze wspólnych spacerów z Ojcem Świętym, śmierci, beatyfikacji i zbliżającej się kanonizacji Jana Pawła II...



Ekscelencjo, Księże Arcybiskupie, przed kilkunastu laty poprzez decyzję Ojca Świętego Jana Pawła II zmieniło się Księdza dotychczasowe życie. Jak odebrał Ksiądz Arcybiskup tę decyzję papieża?

Trudno mi powiedzieć czym Ojciec Święty się kierował - po prostu była taka potrzeba. Zawsze miał dwóch sekretarzy, a mój poprzednik - ks. Wincenty Thu miał już 78 lat. Był Wietnamczykiem. Był po dyplomacji, ale ze względu na wiek musiał już odejść. Myślę, że los padł na Macieja (uśmiech).

Komu pierwszemu powiedział Ksiądz Arcybiskup o propozycji jaką w imieniu Ojca Świętego przedstawił Ks. Stanisław Dziwisz?

Pierwszy dowiedział się Ks. arcybiskup Marian Jaworski. Powiedziałem, że taką wiadomość przekazał mi ks. Stanisław Dziwisz - Ojciec Święty chciałby żebym przyszedł do pracy jako drugi sekretarz. Była to dl mnie trudna propozycja. Pracowałem w Watykanie dopiero kilka miesięcy. Nie byłem po dyplomacji. Było to dla mnie także wielkie zaskoczenie. Przeważnie w Sekretariacie Stanu pracują kapłani, którzy są po szkole dyplomatycznej, później jadą na placówki jako sekretarze, a następnie zostają w większości nuncjuszami. Nie byłem też odpowiednio przygotowany. Także znajomość języków nie jest przeze mnie opanowana, wystarczająco… pamiętam, że powiedziałem ks. Dziwiszowi, że chciałbym mieć czas na przemyślenie tej decyzji i porozumienie się ze swoim ordynariuszem. Myślę, że Arcybiskup o tym wiedział. Wyraził zgodę, abym mógł pełnić tę funkcję. Po zachęceniu, po dodaniu mi odwagi także przez ks. Dziwisza - który powiedział, że sobie poradzę, że będzie mi pomagał, że będzie nam się razem na pewno dobrze współpracowało - przyjąłem funkcję drugiego sekretarza.

Przez kilka lat służył Ksiądz Arcybiskup przy Ojcu Świętym, ale może jest jakieś wspomnienie, które szczególnie utkwiło Księdzu w najbardziej w pamięci?

Ojciec Święty w czasie wakacji bardzo dużo czasu przebywał w ogrodach, wśród przyrody. Wychodził do ogrodu, siadał na ławeczce gdzieś w cieniu i tam sobie pisał
i czytał, ale zawsze jakiś odcinek trasy też przechodził. Pamiętam, w czasie naszego pierwszego spaceru opowiadał, że kiedy na początku przyjechał do Castel Gandolfo - gdzie jest ok. 40 hektarów ogrodu, mówił: "Schodziłem tutaj każdy zakątek, bo brakowało mi Bieszczad". W ogrodach były różne laski, krzaczki, jakieś zgliszcza, góry, wzniesienia, pagórki. Ojciec Święty zaglądał wszędzie, bo jakby ciągle brakowało mu Bieszczad, gdzie bardzo często spacerował. To było też dla mnie bardzo ważne, że Ojciec Święty tęsknił za górami. Tutaj jakby czuł się troszeczkę ograniczony przestrzenią.

Jaki był Ojciec Święty w takim codziennym życiu?

Był bardzo zdyscyplinowany. Zawsze mnie uderzało to, że nigdy pewnych spraw nie pomijał, nie uchylał się od obowiązków, które na przykład nie były obowiązkowe - np. zapraszanie gości na Mszę świętą prywatną. Mógł przecież spokojnie sobie odprawić, przeżyć Mszę św., jednak chciał, żeby każdego dnia zapraszać gości. Wiadoma sprawa, że wtedy Msza św. trochę się przedłuża. Później witał się z tymi osobami, a to przecież też zajmuje czasu. Z pewnością też jest jakiś wysiłek. Nigdy się od tego nie dyspensował. Kiedy było to możliwe zawsze to czynił. Podobnie na posiłki prywatne. Każdego dnia były audiencje oficjalne, można by powiedzieć obowiązkowe. Natomiast wiele było takich dodatkowych, z których Papież nie rezygnował mimo czasami zmęczenia czy późnej już podeszłego wieku, pewnych trudności, czy choroby. Zawsze to realizował. Nie wymigiwał się. Nie chciał sobie w niczym ulżyć, ale ciągle zachowywał ten sam rytm dnia w pracy.

Co było najtrudniejsze w tych dniach, kiedy Ojciec Święty umierał?

Dla nas, którzy byliśmy blisko i towarzyszyliśmy Ojcu Świętemu, najtrudniejsze chwile były kiedy Ojciec Święty musiał być w szpitalu, przejść operacje. Jednocześnie świadomość, że tracimy kogoś bardzo bliskiego, człowieka przez nas bardzo lubianego, człowieka bardzo dobrego. Wielkiego człowieka, człowieka bliskiego… Człowieka, który tak wiele zrobił dla Kościoła, dla całego świata. Towarzyszyła nam też jakaś niepewność, co będzie teraz, co będzie dalej… ale tam za oknami, dzięki tym tłumom ludzi na Palcu św. Piotra, co ciągle powtarzam - które towarzyszyły Ojcu Świętemu - także i nam było lżej, bo widzieliśmy, że ludzie są wierni, że są solidarni z Ojcem Świętym. Mimo swojego odchodzenia, czy cierpienia, nie jest zapomniany, nie jest zostawiony samemu sobie. Widzieliśmy, że chcą przez to Ojcu Świętemu wyrazić swoją bliskość, swoje serce, wdzięczność i to dodawało nam otuchy, siły. Cieszyliśmy się,  że to wszystko, co Ojciec Święty robił podczas swego pontyfikatu zostało dobrze odczytane i nadal trwa.

Jak wyglądało pożegnanie Księdza Arcybiskupa z Ojcem Świętym?

Ojciec Święty przez te ostatnie dni był cały czas świadomy. Był wypełniany harmonogram, który miał każdego dnia był wypełniany, realizowany do ostatnich dni, do ostatnich chwil życia. Ojciec Święty nie mógł już wtedy sam czytać i modlić się. Można powiedzieć, że Ojciec Święty modlił się słuchając nas. Do Ojca Świętego przychodzili kardynałowie, biskupi, inne osoby, żeby się jeszcze z nim spotkać, pożegnać. Natomiast widzieliśmy, że powoli zaczyna jak gdyby być słabszym, nie tyle tracił świadomość, co zaczynał być słabszym. Więc tak po południu w sobotę podchodziliśmy do Ojca Świętego żegnając się i prosząc go raczej o błogosławieństwo.
Nie tyle żegnaliśmy się z Ojcem Świętym, ile po prostu mówiliśmy do Niego: "Bóg zapłać. Dziękuję Ojcu Świętemu za wszystko i proszę o błogosławieństwo". Żeby to też tak nie wyglądało, że już żegnamy się z nim, bo widzimy, że umiera, bo żadnemu człowiekowi nie można okazywać takiego gestu. Była to taka chwila ucałowania ręki Ojca Świętego i prośba tylko o błogosławieństwo.

I wtedy Ojciec Święty spojrzał na Księdza Arcybiskupa?

Tak, Ojciec Święty był świadomy i cały czas patrzył. Ręką udzielał błogosławieństwa. Oczywiście w sercu był jakiś żal, chwila trudna, ale staraliśmy się tego nie okazywać zewnętrznie.

Czyli pożegnanie było już w godzinach popołudniowych?

Tak, około 16.00.

Czy trwanie przy Ojcu Świętym w ostatnich godzinach ziemskiego życia wprowadziło coś nowego w rozumienie śmierci?

Ojciec Święty poprzez swoje życie pokazał nam jaki może być moment naszej śmierci. Jeśli nasze życie jest zgodne z wiarą, z normami chrześcijańskimi, jeśli jesteśmy ludźmi blisko Pana Boga, ludźmi praktykującymi, wierzącymi, to nasze umieranie jest wtedy pogodne. Jest faktycznie oczekiwaniem na przejście, na spotkanie z Bogiem. Czyli nie mamy jakiegoś lęku, trwogi. Jest to pełne zawierzenie, a jednocześnie tęsknota. Przejście do tego, czego oczekujemy, czego uczy nas wiara. Nasze życie to nie tylko to ziemskie życie, na którym się wszystko kończy. Przechodzimy tam, na co czekaliśmy.

Nie było żalu do Pana Boga?

Długie życie i ciągle pogarszający się stan zdrowia Ojca Świętego przygotowywał nas na tę chwilę. Myślę, że i samego Ojca Świętego też na tę chwilę przygotowywało życie i to długie cierpienie. Trochę było nam smutno, że tracimy bliską osobę. Wiedzieliśmy, że pójdzie do Pana Boga, którego tak bardzo kochał i któremu służył.

A w tych dniach do pogrzebu i po pogrzebie - gdzie Ksiądz Arcybiskup szukał pocieszenia?

W modlitwie i swojej wierze. Zawsze jest taki pewien smutek, niepokój, po stracie kogoś bliskiego. W tym przypadku byłem jakoś taki wewnętrznie spokojny, pogodny, ponieważ odszedł człowiek, który był wielki w oczach całego świata, nie tylko Kościoła a ja mogłem się w jakiś sposób do tego przyczynić i służyć temu człowiekowi. Człowiekowi, któremu w tych ostatnich dniach świat okazał wdzięczność, uznał to wszystko, co Ojciec Święty zrobił. Ta świadomość ciągle mi towarzyszyła. Jak gdyby rekompensowała tę stratę kogoś bliskiego. Jako człowiek wierzący, wiedziałem, że życie się kończy, ale jest drugie życie…

Krzyż o który opierał się Ojciec Święty podczas Drogi Krzyżowej był z pokoju Ekscelencji. Dlaczego Ksiądz Arcybiskup nie zostawił sobie tego krzyża na pamiątkę po Wielkim Papieżu?

Wiemy, że Ojciec Święty swoim życiem dał nam przykład jak trzeba kochać Pana Boga mimo wielkich doświadczeń. I ten krzyż z Wielkiego Piątku, można powiedzieć, że to jego krzyż. Trudno by mi było jakoś sobie ten krzyż przywłaszczyć. Chociaż z jednej strony jest on dla mnie bardzo cenny, to byłem wewnętrznie przekonany, że ten właśnie krzyż będzie dalej przypominał Ojca Świętego, że Ojciec Święty poprzez ten krzyż, ten symbol, który zapadł w sercu i świadomości wielu wiernych, którzy uczestniczyli w tej Drodze Krzyżowej czy to w Coloseum czy poprzez telewizje, będzie dalej apostołował, dalej będzie oddziaływał na ludzi. I dlatego cieszę się z tego, że poprzez ten krzyż Ojciec Święty dalej może być obecny wśród wielu wiernych, którzy ciągle - można powiedzieć - pragną Jana Pawła II, pragną umocnienia, jego osobowości, jego słuchania, jego słów. Ten krzyż pielgrzymuje po różnych miejscowościach, po różnych parafiach. Kilkanaście miesięcy temu był w Skandynawii przez trzy miesiące. Na początku lipca 2011 roku peregrynował po archidiecezji przemyskiej. Widać, że jest taka potrzeba. Jest wielkie zapotrzebowanie duchowe na dalszą obecność Ojca Świętego wśród wiernych, poprzez różne gesty, celebracje. A krzyż w sposób szczególny spełnia tę funkcję, dlatego nie mogę go sobie przywłaszczać. Dopóki będzie służył w ten sposób, będzie zawsze w drodze.

A kiedy przychodził Ksiądz Arcybiskup przed sarkofag Ojca Świętego…

Z jednej strony były to zawsze odwiedziny Ojca Świętego i spotkanie z nim. Przychodziłem do grobu, ale miałem poczucie spotkania z Ojcem Świętym żyjącym. A jednocześnie już wtedy, przez jego orędownictwo, jako Słudze Bożemu przedstawiałem w modlitwie swoje sprawy, swoje prośby…

Powróćmy do dnia 1 maja 2011. Jaki to był dzień dla Ekscelencji?

Dla wszystkich było zaskoczeniem przygotowanie w tak krótkim czasie pozycji o heroiczności cnót do beatyfikacji Sługi Bożego przez ks. Sławomira Odera. Tak bogaty pontyfikat, i życie Ojca Świętego Jana Pawła II wymagało bardzo dużego wysiłku i dużej pracy.  Jednocześnie ten dzień jest wielką uroczystością, bo jest to oficjalne stwierdzenie heroiczności cnót, ogłoszenie Jana Pawła II jako błogosławionego.
Czyli po prostu uwiarygodnienie tego wszystkiego, cośmy w sercu nosili, danie nam go już przez Kościół jako orędownika, jako patrona. Jest to wielka radość dla Kościoła, ponieważ wszyscy, którzy mieli możność go spotkać, słuchać, czy czytać, teraz już jak gdyby mają potwierdzenie poprzez władzę Papieża, że to wszystko co robił było zgodne nie tylko z ich przekonaniami, z ich odczuciami, ale potwierdzone nauką Kościoła, zatwierdzone przez Kościół.

Jest Ksiądz przekonany, że Ojciec Święty Jan Paweł II czuwa nad swoim sekretarzem?

Mogę powiedzieć, że tak. Ojciec Święty pomaga mi w jakimś wielkim spokoju sprawować moją codzienną posługę. Pomimo wszelkich trudności, właśnie z takim pokojem, zawierzeniem Panu Bogu i prowadzę swój kościół.

Zaledwie kilka tygodni dzieli nas od kanonizacji Ojca Świętego. Jak Ksiądz Arcybiskup przyjął tę radosną wiadomość?

Jest to dla mnie wielkie przeżycie, ponieważ mogłem go poznać i żyć tak blisko niego. Jest to ponowne potwierdzenie jego świętości,  którą mogłem już za życia doświadczyć.

Tęskni Ksiądz Arcybiskup za Rzymem?

Myślę, że Rzym jest bliski sercu każdego chrześcijanina, każdego wiernego. Pozostały tam dla mnie miłe wspomnienia i zawsze chętnie tam wracam, nie tylko żeby spotkać się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, ale także z Ojcem Świętym Benedyktem XVI, który zawsze życzliwie zaprasza mnie do siebie i przyjmuje.

___
Źródło: deon.pl 

wtorek, 15 października 2019

Nic nie trwa wiecznie

Nic nie trwa wiecznie
Akceptacja dotyczy wydarzeń, które przewijają się w ciągu całego życia, na różnych jego etapach. Zaczyna się oczyścieć od akceptacji siebie, akceptacji tego, co było w przeszłości, aż do akceptacji tego, co dzieje się obecnie - sytuacji codziennych, jak np. tego, że tyjemy, a może nie do końca potrafimy jeszcze zaakceptować siebie w "nowym" ciele, ale też tego, że spóźniamy się na autobus, stoimy w korku... Tylko od nas zależy co zrobimy kiedy pojawią się trudności.


Możliwości jest co najmniej kilka. Można dążyć do rozwiązania problemu, można zmienić też swoje podejście do problemu, zaakceptować go, ale można też nie zrobić nic. Z pewnością można też usiąść i płakać - chyba najłatwiej... Tylko czy to ma sens?

Zwykle jest tak, że nie godzimy się na to, co złego nas spotyka. Krzyczymy, płaczemy, próbujemy wrzucić z siebie te negatywne emocje. Jednym słowem – walczymy. Uderzają w nas nie tylko złośliwa krytyka, ale i emocje, zwłaszcza te nieprzepracowane - czasami w najmniej oczekiwanym momencie. Gdzie wobec tego miejsce na radość? Gdzie miejsce na to aby cieszyć się z tego, co TU i TERAZ? Akceptacja dodaje siły i energii w nowe możliwości i zdobycie tego, co wydaje się poza naszym zasięgiem. Takie jest życie – raz jest pięknie, cudownie, przeżywamy radość i szczęście, ale później przychodzi czas ciężkich i bolesnych doświadczeń, które mimo wszystko powinniśmy przyjąć i zaakceptować. Chociaż wcale nie jest to takie łatwe...

„Nic nie może przecież wiecznie trwać” – słowa dobrze znanej piosenki niejako potwierdzają, że nic nie jest wieczne – również i to, co sprawia nam ból i jest trudnym doświadczeniem. To, co się zaczęło – ma także swój koniec. Trudności się skończą, dlatego warto je zaakceptować.

Akceptacja łączy się z prostotą, z zatrzymaniem się i ustaleniem faktów, jest punktem wyjścia” (Cheryl Strayed). Akceptacja to również otwartość na nowe możliwości. Nie chodzi o to, aby akceptować wszystko i wszystkich, aby dać się bezmyślnie podporządkować, ale to właśnie akceptacja uczy jak wyjść z konfliktu. Definiujemy problem, poznajemy jego strukturę i szukamy rozwiązania. W każdej sytuacji starajmy się odnaleźć pozytywne strony – na pewno istnieją. A z każdej porażki, każdej trudności i bolesnych doświadczeń starajmy się wyciągnąć nowe wnioski.

Każde doświadczenie przecież nas zmienia, wzrastamy w siłę.
Zaakceptuj aktualną sytuację. Przecież to tylko od Ciebie zależy jak przeżyjesz ten dsień! Jak wykorzystasz najbliższe 24 godziny? Na co poświęcić swoją energię? To Twoje życie – bierz je we własne ręce! Zaakceptuj negatywne sytuacje, a zobaczysz co się stanie w Twoim życiu. Odwagi!

poniedziałek, 14 października 2019

[WYWIAD] Czas się zatrzymać?

[WYWIAD] Czas się zatrzymać?
Słynny Marek Mostowiak w wersji jakiego nie znamy 😊 



Panie Kacprze, zdarza się jeszcze, że ktoś powie do Pana „Panie Marku”?

No pewnie! To się będzie zdarzało jeszcze przez wiele lat, nie mam wątpliwości.

Ogromną popularność zdobył Pan dzięki „M jak miłość”. Popularność przeszkadza czy pomaga w życiu na co dzień? 

To zależy w jakiej sytuacji. Często spotykam się z ogromną sympatią i życzliwością nieznajomych osób,  uśmiechają się do mnie, życzą mi powodzenia. To bardzo miłe i marzy mi się, żeby Polacy odnosili się w ten sposób do wszystkich, a nie tylko do tych, których znają z telewizji.  Z drugiej strony tak duża popularność często oznacza brak prywatności. Wszędzie, gdzie się pojawię jestem rozpoznawany, każdy traktuje mnie jak znajomego, chce ze mną pogadać i zrobić zdjęcie, nawet jeśli sytuacja jest nieodpowiednia. To bywa bardzo męczące.

W wieku trzydziestu lat mamy nieco inne podejście do życia, wydaje się, że możemy zdobyć cały świat. Tak było i w Pana przypadku?

Rzeczywiście, kiedy skończyłem trzydzieści lat miałem poczucie, że zaczyna się najfajniejsza dekada mojego życia. Zwykle w tym wieku człowiek sporo już w życiu doświadczył, wie kim jest i o co mu w życiu chodzi, zazwyczaj ma już jakąś pozycję zawodową a jednocześnie nadal ma poczucie, że w każdej chwili mógłby rzucić to, co robi i zacząć od nowa, że wszystko jest jeszcze możliwe. Ja zacząłem wtedy podyplomowe studia aktorskie na uniwersytecie w Manchester prowadzone przez Teatr Pieśń Kozła we Wrocławiu i uczyłem się zupełnie nowych rzeczy. Po ukończeniu kursu na 8 lat związałem się z tą niezwykłą grupą, to było moje najważniejsze i najpiękniejsze doświadczenie zawodowe.

To czterdzieste urodziny były momentem przełomowym, w którym zmienił Pan swoje życie i podejście do różnych spraw?

Kiedyś śmiałem się z tego powszechnego lęku przed czterdziestką, sądziłem, że mnie to zupełnie nie dotyczy. A jednak kiedy sam skończyłem 40 lat, to wyraźnie poczułem, że coś się we mnie zmienia. Niby wiemy, że człowiek nie żyje wiecznie, ale wiedzieć coś a poczuć to na własnej skórze, to dwie różne sprawy. A ja, kiedy minąłem półmetek życia, poczułem bardzo wyraźnie, że młodość powoli się kończy, że na pewne rzeczy już jest w życiu za późno, że czas się zastanowić co się chce zrobić z resztą czasu, który pozostał, bo będzie go coraz mniej.

Czyli po urodzinach zaczął Pan więcej myśleć o tematach, które wcześniej nie miały większego znaczenia? 

Zacząłem o nich myśleć inaczej. Poza tym nagle wiele rzeczy, które dotychczas mnie pasjonowały i były dla mnie ważne, przestały mieć znaczenie. Poczułem, że jestem w jakimś punkcie zwrotnym, że muszę od nowa ułożyć moje życiowe priorytety.

Zaczęły się rozmyślania o starości, śmierci? 

No, może bez przesady, raczej rozmyślania o życiu, o tym co jest dla mnie ważne.

Z 40. urodzinami wiązało się z jakieś niespełnione pragnienie? Np. Nowe auto?

Przeciwnie. Poczułem, że dobra materialne nie są aż tak ważne.

A co z celami, planami na przyszłość? 

O, to właśnie jest istotne pytanie, z którym jeszcze nie całkiem się uporałem. Ten okres przejściowy w moim życiu wciąż trwa. Na wierzchu niewiele się zmieniło, wciąż dużo pracuję, odnoszę sukcesy, mam cudownych przyjaciół i bardzo fajne, udane życie, ale gdzieś pod spodem wciąż jest dużo pytań i wątpliwości. Dotychczasowe cele i plany przestały być aktualne, nowe jeszcze się nie wykrystalizowały. Więc na razie spokojnie czekam.

Życie bez celu wydaje się nie mieć sensu. Podobnie jak i życie bez marzeń. Jakie Pan ma marzenia?

Ostatnio moje marzenia mniej dotyczą mnie samego a bardziej świata, w którym żyję. Marzy mi się, żeby ludzie w tym kraju mieli dla siebie więcej życzliwości, serdeczności, żeby się szanowali. A politycy żeby postawili na uczciwość i przyzwoitość, na łączenie ludzi mimo różnic a nie na ciągła walkę i zwracanie nas wszystkich przeciwko sobie.

Co tak naprawdę się w życiu liczy?

Jak tylko to ustalę, natychmiast dam Pani znać  😊 a mówiąc poważnie, myślę, że każdy musi szukać odpowiedzi na to pytanie sam. I chyba o to szukanie chodzi a nie o łatwe recepty i gładkie odpowiedzi. Zwłaszcza, że my się przecież przez całe życie zmieniamy, to co było dla nas ważne 10 lat temu dziś może już nie mieć większego znaczenia.

A dziś, ma Pan czas by nie robić nic? 

Staram się go mieć i wykorzystuję na to każdą wolną chwilę :-D   Często nam się wydaje, że w życiu ciągle trzeba do czegoś dążyć, coś osiągać, załatwiać, robić, biec dalej i wyżej. A może właśnie trzeba się zatrzymać? Popatrzeć w niebo, poczuć jak pachnie powietrze, usłyszeć dźwięki wokół, przez chwilę nie myśleć o niczym… Może to właśnie jest życie? Może o to przede wszystkim chodzi?

___
Źródło: Twoje Imperium 
Fot.: Archiwum prywatne Kacpra Kuszewskiego  
Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger