poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Suknia ślubna w rozmiarze XXL

Suknia ślubna w rozmiarze XXL
W dniu ślubu każda kobieta chce wyglądać zachwycająco i pięknie. Dobrze dobrana suknia ślubna to podstawa. Kiedy mamy świadomość mankamentów naszej sylwetki, wystarczy, że będziemy przestrzegały kilku zasad... Dla puszystych wybór białej sukni ślubnej nie jest najlepszym wyborem. Warto rozejrzeć się wśród modeli w cieplejszych odcieniach ecru albo delikatnego kremu. Suknie z pionowymi cięciami podkreślą talię. Dobrze też, aby przyszłe Panny Młode unikały błyszczących materiałów...


W modzie ślubnej XXL należy unikać kilku modeli sukien. Należą do nich przede wszystkim: modele „Syrena” – rozkloszowana na dole, poniżej linii kolan, obcisła na górze; model „Princessa” – bardzo rozkloszowana od wysokości bioder, dopasowana do sylwetki; oraz modele sukni „Cygaro” – bardzo wąska, nierozszerzana ku dołowi, z rozcięciem, które ułatwia poruszanie się.

Piękna suknia, piękna Ty... 💕

Piękno w rozmiarze XXL jest możliwe! Dobrze dobrana suknia tuszuje niedoskonałości i wyszczupla sylwetkę. W przypadku szerokich ramion dobrze będzie wyglądała suknia z mocno zaakcentowaną górą oraz dłuższym gorsetem, który sięgnie za biodra. Rezygnujemy z obficie marszczonych spódnic i odcinanych w talii gorsetów. W przypadku widocznej ciąży doskonałym rozwiązaniem będzie suknia odcięta pod biustem, z szarfą. Tuszowanie nie ma sensu! Proste fasony, które będą eksponować plecy będą dobrym rozwiązaniem w przypadku dużego biustu i szerokich ramion. Warto też pamiętać o prostych trikach, tak jak m.in.: dekolt w literę V – wydłuży szyję i podkreśli ładny biust. Upięte włosy wysmuklą szyję, a odkryte ramiona zrównoważy duża i wyrazista biżuteria – kolia, perły, naszyjnik. Dodatkowo welon może wyszczuplić sylwetkę i przykryć szersze ramiona. Pięknie będzie się prezentował m.in. welon hiszpański, ale wybór jest o wiele większy.

Zainspiruj się! 💕 

___
Fot.: pixabay.com/pl/  

niedziela, 30 sierpnia 2020

[WYWIAD] Dziewice konsekrowane

[WYWIAD] Dziewice konsekrowane
Rozmowę te przeprowadziłam już pięć lat temu, ale nigdy dotąd jej nie opublikowałam tutaj... Określenie "świecki konsekrowany" może komuś wydawać się co najmniej dziwne. Jak to można być konsekrowanym pozostając równocześnie świeckim? - o życiu konsekrowanym, istocie, celach i zadaniach, o kryteriach, realizowaniu powołania i "duchowym macierzyństwie" opowiada dyrektor wydziału duszpasterskiego kurii diecezjalnej w Radomiu - Ks. kan. dr Piotr Walkiewicz



Proszę Księdza, jest wiele sposobów oddania się Panu Bogu. Jednym z nich jest życie konsekrowane. Czym jest konsekracja?

Nie możemy zapomnieć, że konsekracja, o której tu chcemy mówić, jest niejako pochodną chrztu świętego, stanowi kontynuację i dopełnienie oblubieńczego zjednoczenia z Chrystusem zapoczątkowanego właśnie w sakramencie chrztu świętego. To chrzest jest pierwszą konsekracją, momentem w czasie, którego stajemy się własnością Boga, oddając się Jemu. Konsekracja kojarzy się nam przede wszystkim z oddaniem się Bogu, z ofiarą i poświęceniem z naszej strony. Jest to jednak bardzo jednostronne spojrzenie. Konsekracja bowiem to najpierw działanie samego Boga, który uświęca i przemienia człowieka, czyni go swoją szczególną własnością, wprowadzając w jeszcze głębszą relację ze sobą. Jest to więc proces dwukierunkowy i dwustronny, równoczesne działanie Boga i działanie człowieka. Inicjatywa jednak leży zawsze po stronie Boga, ponieważ to On powołuje, człowiek zaś odpowiada na Jego powołanie.

Kim jest "świecki konsekrowany"?

Określenie "świecki konsekrowany" może komuś wydawać się co najmniej dziwne. Jak to można być konsekrowanym pozostając równocześnie świeckim? Otóż tak określa się tę grupę ludzi, którzy oddając się całkowicie Bogu na drodze radykalizmu ewangelicznego, swoje powołanie realizują pośród zwyczajnych okoliczności życia. Co znaczą te zwyczajne okoliczności życia? Przyzwyczajeni jesteśmy, że człowiek oddający się Bogu zostaje w pewnym sensie wyłączony, niejako oddzielony od świata, od codziennych spraw, zajęć "zwykłych" ludzi, włączony w inne struktury. Niejako symbolicznym tego znakiem jest mur klasztorny czy też całkiem odmienny strój. Świecki konsekrowany zaś nie przestaje być cząstką swego dotychczasowego środowiska, żyje tam, gdzie dotąd funkcjonował. Nie odróżnia go od innych świeckich ani miejsce zamieszkania, ani specjalny strój. Wykonuje pracę taką, jak wielu innych świeckich, zwykle jest ona źródłem jego utrzymania. Zewnętrznie nie wyróżnia się niczym specjalnym. Można powiedzieć, że taka zwyczajność i codzienność jest miejscem realizacji jego powołania, miejscem i sposobem całkowitego oddania się Bogu; w tej rzeczywistości stara się naśladować Chrystusa. Ta zwykła, "świecka" rzeczywistość także jest narzędziem jego uświęcenia, tzn. że zabiega on o swoje uświęcenie nie pomimo bycia w tej rzeczywistości, ale właśnie poprzez tę rzeczywistość. Z kolei świadectwo świeckich konsekrowanych jest niejako podwójne: z jednej strony, podobnie jak zakonnicy, rezygnują z pewnych dóbr doczesnych, co wskazuje na absolutne pierwszeństwo Boga i ogłasza konieczność odnoszenia (poddania) rzeczywistości ziemskiej do Boga. Z drugiej strony wykorzystują w sposób pozytywny i twórczy ewangeliczną wolność, która płynie z rezygnacji z tych dóbr, starają się praktycznie wprowadzić w życie to poddanie, porządkując według zamysłu Bożego ten odcinek świata, który został im powierzony stosownie do ich sytuacji.

W dzisiejszym świecie dziewictwo jest często wyśmiewane, niekiedy niezrozumiałe. Jak należy jest rozumieć?

Podstawową motywacją, która leży u podstaw idei dziewictwa konsekrowanego nie jest odrzucenie czegokolwiek, ale szczególny związek pomiędzy miłością, jaką osoba czuje się ukochana przez Boga, a miłością jaką Bóg, w Chrystusie, kocha Kościół. Jest to “tak" powiedziane miłości oblubieńczej do Chrystusa, któremu towarzyszą zdecydowane i jasne motywy ewangeliczne. Dziewice konsekrowane czują się wybrane i ukochane przez Boga bezinteresowną miłością i Jemu w sposób niepodzielny oddają siebie i całe swe życie. Właśnie w takim całkowitym oddaniu się Bogu czystość osoby konsekrowanej, jako znak tego oddania, posiada swoją rację bytu. Bóg wypełnia wtedy całe życie osoby konsekrowanej: każdą chwilę, każde uczucie, każde pragnienie. Stąd znakiem wzrostu w tej cnocie jest nic innego jak wzrastanie w przyjaźni z Chrystusem oraz wewnętrzna integracja osoby.

Co jest konsekwencją tak bliskiej więzi z Chrystusem?

Niejako konsekwencją oblubieńczej więzi z Chrystusem przez świadome i dobrowolne pozostawanie w dziewictwie (celibacie), podobnie jak innych osób konsekrowanych, jest antycypowanie eschatycznej rzeczywistości, o której Chrystus pouczył, że tam "nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie" (Mt 22, 30). W ten sposób osoby konsekrowane są świadkami nadprzyrodzonej rzeczywistości i świata, który ma dopiero nadejść, ale w którym one przez wiarę i miłość już uczestniczą oraz stanowią zapowiedź przyszłego zmartwychwstania i chwały Królestwa Niebieskiego (por. LG 44).

Mimo, że kobieta wybiera taki właśnie rodzaj służby, dalej pozostaje kobietą…

Wpisując się w misterium oblubieńcze Chrystusa i Kościoła dziewictwo jest też drogą, na której dziewica konsekrowana, choć w sposób inny niż w małżeństwie, realizuje swą kobiecą osobowość. Przeżywa ona swoje bycie kobietą i wypełnia powołanie chrześcijańskie przez przyjęcie swego szczególnego powołania. W procesie swego dojrzewania w wymiarze ludzkim i duchowym konsekracja pozwala jej w określony sposób przeżywać w pełni swoje człowieczeństwo. Tę pełnię realizowania się kobiety w dziewictwie konsekrowanym bardzo precyzyjnie wyjaśnia Jan Paweł II: "W dobrowolnie wybranym dziewictwie kobieta potwierdza siebie jako osobę, czyli tę istotę, której Stwórca od początku chciał dla niej samej, równocześnie zaś realizuje osobową wartość swej kobiecości, stając się ‹bezinteresownym darem› dla Boga, który objawił siebie w Chrystusie, darem dla Chrystusa, Odkupiciela człowieka i Oblubieńca dusz: darem ‹oblubieńczym›. Nie można prawidłowo pojąć dziewictwa, kobiecej konsekracji w dziewictwie bez odwołania się do miłości oblubieńczej, w takiej bowiem miłości człowiek-osoba staje się darem dla drugiego" (MD 20). Miłość jest zawsze u podstaw konsekracji, decyduje o jej sensie. Byłoby absurdem konsekrować ograniczając, zamiast rozwijać zdolność miłowania. Ojciec święty Jan Paweł II wyjaśnia: "Wrodzona dyspozycja oblubieńcza osobowości kobiecej znajduje odpowiedź w dziewictwie rozumianym w taki sposób. Kobieta powołana od ‹początku› do tego, aby być miłowaną i miłować, znajduje w powołaniu do dziewictwa nade wszystko Chrystusa jako Odkupiciela, który ‹do końca umiłował› przez całkowity dar z siebie — i na ten dar odpowiada ‹bezinteresownym darem› z całego swojego życia. Oddaje więc siebie Boskiemu Oblubieńcowi, a to osobowe oddanie zmierza ku zjednoczeniu, które ma charakter czysto duchowy: przez działanie Ducha Świętego staje się ‹jednym duchem› z Chrystusem-Oblubieńcem (por. 1 Kor 6,17)" (MD 20).

Jakie kryteria powinny spełniać kobiety, które chcą zostać konsekrowane jako dziewice?

Stolica Apostolska bardzo konkretnie określa te kryteria, które muszą spełniać kandydatki do stanu dziewic konsekrowanych, sprowadzając je do trzech:

🌸 nigdy nie zawarły małżeństwa ani nie żyły w stanie przeciwnym czystości;
🌸 według ogólnej opinii przez swój wiek, roztropność i obyczaje dają rękojmię, że wytrwają w życiu czystym i poświęconym służbie Kościołowi i bliźnim;
🌸 zostały dopuszczone do konsekracji przez biskupa ordynariusza.
Pierwszy z tych warunków podkreśla, że tej konsekracji nie mogą przyjąć wdowy i kobiety, które prowadziły w sposób powszechnie znany styl życia przeciwny cnocie czystości. Z pewnością zauważymy, że fizyczne dziewictwo, jak mogłoby się wydawać, nie jest więc bezwzględnie koniecznie, by zostać włączonym do stanu dziewic konsekrowanych. Istotne jest, że kandydatki deklarują pragnienie dozgonnego życia w czystości w służbie Bogu i Kościołowi. Z kolei drugi warunek nie stawia ograniczeń wiekowych dla konsekracji dziewic, podkreśla jednak konieczność dojrzałości osobowej i dojrzałości w wierze, widocznych w życiu kandydatek. Decyzja o ostatecznym dopuszczeniu do konsekracji, po gruntownym rozeznaniu, pozostawiona zostaje biskupowi ordynariuszowi. To on, jako odpowiedzialny za Kościół lokalny, zwykle przy pomocy przygotowanych do tego osób, otacza opieką i duchową pomocą kobiety pragnące związać się z Chrystusem i Kościołem poprzez konsekrację włączającą je w stan dziewic konsekrowanych. Wspomniane tu warunki mają jednak charakter formalny. Nie można zapomnieć, że najważniejsze jest powołanie do takiego stanu, pragnienie całkowitego poświęcenia swego życia Bogu w czystości, gotowość życia radykalizmem ewangelicznym oraz służba drugiemu w zwyczajnych warunkach codziennego życia.

Co jest istotą życia konsekrowanego?

Jak już wspominałem, w pierwszej chwili słowo «konsekracja» - poświęcenie - może sugerować, że inicjatywa pochodzi od człowieka, i że to «ja» się poświęcam. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Konsekracja wynika przede wszystkim z inicjatywy Bożej; to Bóg mnie uświęca w głębi mego bytu, czyniąc uczestnikiem swojej świętości. Inicjatorem i sprawcą konsekracji jest więc Bóg, a nie człowiek. Konsekracja z Boga bierze początek, ale też do Boga prowadzi. Jest ona nie tylko działaniem Boga, ale obejmuje również działanie człowieka stanowiące jego odpowiedź, tzn. oddanie się człowieka Bogu. Istotą tej odpowiedzi ze strony człowieka, czyli istotą życia konsekrowanego, jest nakierowanie całej swej egzystencji na Boga; Bóg staje się dla osoby konsekrowanej jedyną miłością i jedynym celem życia, tak w wymiarze doczesnym, jak i wiecznym. Ma to zastosowanie do wszystkich osób konsekrowanych, zarówno zakonnych, jak i świeckich. Różnica ujawni się dopiero w sposobie wyrazu i realizacji tej miłości.

Czyli ostatecznym celem jest Bóg…

Dla osób konsekrowanych Bóg Ojciec jest ostatecznym celem ich życia i działania, gdyż życie konsekrowane jest całkowitym i wyłącznym oddaniem się Bogu. Wzorem dla nich jest zawsze Chrystus, który był konsekrowany Ojcu i poświęcony ludziom. Stąd to oddanie się winno mieć charakter chrystyczny, tzn. tak wewnętrznie jak zewnętrznie winno być przyjęciem sposobu, w jaki Chrystus przeżywał swoje oddanie Ojcu. Ogólnie oznacza to bycie autentycznym uczniem i naśladowcą Chrystusa. Chodzi tu "o oddanie się, którego Bóg pragnie, a na które człowiek wierzący się godzi, i właśnie dlatego, że chce całkowicie i wyłącznie należeć do Boga" (PF 9), obiera zobowiązanie i praktykę czystości. Taka konsekracja ma charakter pełny, stały, niepodzielny i całkowity, choć jest różna od konsekracji zakonnej. Wyraża się ona przede wszystkim w oddaniu siebie i umiłowaniu Boga niepodzielnym sercem. Konsekracja to również poddanie się kierownictwu Ducha Świętego. On staje się Mistrzem na drodze życia duchowego rozwijającego się w warunkach świeckich.

Osoby konsekrowane żyją w świecie, ale nie oznacza to "zamknięcia się za murami"…

Całkowite oddanie osoby konsekrowanej Bogu wypływa z faktu umiłowania Boga nade wszystko i ponad wszystko (por. LG 44). Ta miłość sprawia, że osoba konsekrowana żyje i pracuje wyłącznie dla Niego (choć oczywiście nie oznacza to, że nie istnieje wtedy dla tego człowieka i nie interesuje go nic poza Bogiem). Pełnia komunia z Bogiem stanowi istotę życia konsekrowanego. Osoba konsekrowana przez oddanie się Bogu stawia Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu w taki sposób, by On realnie kształtował jego codzienność, był kryterium dla jej wyborów i działania. To oddanie wymaga od niej pełnej dyspozycji wobec Boga oraz całkowitego oderwania się od wszystkiego, by szukać jedynie spraw Boga i tego, co służy Jego chwale i dobru Królestwa Bożego. Dla świeckiej osoby konsekrowanej Bóg staje się jedynym i największym Bogactwem, jedynym Towarzyszem życia i absolutnym Panem oraz Tym, w którym miłuje wszelkie inne stworzenie. Całkowity dar ze siebie samego jest przylgnięciem do Boga, przylgnięciem całej osoby, z jego duchowością, cielesnością, uczuciami, zmysłowością, doświadczeniem, całą jego historią i odniesieniami do innych ludzi i spraw. Obejmuje całą osobę ze wszystkimi jej zainteresowaniami, relacjami, we wszystkich sytuacjach i wyborach obecnych i przyszłych. To dar, który oddaje do dyspozycji Bogu i światu całe istnienie i działanie człowieka. Wszystko inne w tym wymiarze, jakkolwiek byłoby ważne i konieczne, staje się drugorzędne.

Co jest celem takiego oddania się?

Chwała Boga i służba Jego Królestwu, zarówno pośród rzeczywistości doczesnej, jak i w perspektywie wieczności. Jest to akt największego uwielbienia Boga, jaki może wykonać człowiek oddając hołd swemu Stwórcy. Od tej chwili już nie tylko on sam i całe jego życie należą do Boga, ale wszystko, co czyni jest Jemu ofiarowane i - o ile jest dobrem - jest oddawaniem chwały Bogu i służbą w szerzeniu Jego Królestwa.

Jakie są warunki realizacji życia konsekrowanego?

W układaniu własnego życia dziewica konsekrowana idzie przede wszystkim za pragnieniem, by odpowiedzieć w pełni i autentycznie na otrzymane powołanie, przyjmując własną sytuację rodzinną, zawodową i eklezjalną jako dar Boży, miejsce uświęcenia i spotkania z braćmi. To prowadzi ją do rozpoznania stylu życia dla niej możliwego i sprzyjającego. Konsekracja, z istoty swej, nie wymaga od niej żadnej zmiany zewnętrznej: dziewica konsekrowana żyje ze swojej pracy, dba o swój dom i normalne ludzkie relacje. Mieszka sama, z rodziną, z innymi konsekrowanymi dziewicami, czy też jeszcze inaczej. Nie wymaga się od niej szczególnych znaków, które by ją odróżniały (znakiem konsekracji jest zawsze obrączka, niekiedy dziewice konsekrowane używają też welonu, ale jest to bardzo rzadkie i pozostawione do ich wyboru). Zewnętrznie żyje stylem właściwym dla zwyczajnego środowiska społeczności świeckiej. W pewnej mierze należy do jej charyzmatu dzielenie takiej "normalności" pozostając włączoną w świat. Równocześnie w zwyczajnych okolicznościach życia oddaje ona Bogu na służbę swoje osobiste uzdolnienia w sposób podpowiadany każdej przez natchnienia Ducha świętego i odpowiednio do zaleceń Kościoła. Takie działanie jest gwarancją wielkiej skuteczności ewangelicznej. Ten styl życia z biegiem czasu może ulegać zmianie, zależnie od okoliczności i wymagań.  Żyjąc w świecie nie podlega żadnym specjalnym strukturom życia wspólnotowego, a styl jej życia nie opiera się na konstytucjach, regułach czy statutach, które zakładałyby konieczność wspólnoty. Posłannictwo dziewic konsekrowanych zawsze ma charakter indywidualny. Również swój charyzmat życia konsekrowanego przeżywają nawiązując bezpośrednio do Ewangelii, bez nawiązywania do duchowości jakiegoś założyciela. Dziewice konsekrowane mają jednak możliwość zrzeszania się, tworząc stowarzyszenia, których statuty wymagają zatwierdzenia ze strony władzy eklezjalnej. Zrzeszanie się jest dopuszczone w celu "wierniejszego wypełniania swego zamiaru oraz dla służby Kościołowi" (por. KPK, kan. 604 §2).

Dziewice konsekrowane poświęcają się Panu Bogu. Jaki więc charakter powinno mieć takie życie?

Konsekracja i ślub dziewictwa w przypadku dziewic konsekrowanych nie powoduje różnic co do natury, stanu czy godności między świeckimi osobami konsekrowanymi a "zwykłymi" świeckimi. Nie stają się oni lepszymi ani bardziej świętymi przez fakt konsekracji. Konsekracja nie oznacza w żaden sposób oddzielenia od stanu świeckiego czy jego jakiejkolwiek modyfikacji. Specyfiką charyzmatu dziewictwa konsekrowanego jest "poślubienie"  Chrystusa. Jakkolwiek wszyscy chrześcijanie są wszczepieni przez chrzest w misterium oblubieńcze, jedynie dziewica konsekrowana jest nazywana oblubienicą Chrystusa, podobnie jak cały Kościół. Wyrażenie "oblubienica Chrystusa" jest metaforą, która oddaje rzeczywistość głębokiej komunii łaski, życia Bożego i miłości, która powstaje między Chrystusem a dziewicą poświęcającą Bogu swoje dozgonne dziewictwo. W misterium oblubieńczym Chrystusa i Kościoła odnajduje ona sens swego powołania: przyjąć i odpowiedzieć na miłość Boga w taki sposób, by w każdym geście ujawniało się oddanie Kościoła Chrystusowi. Konsekracja to, inaczej mówiąc, także głębsze zobowiązanie się do dążenia do doskonałości. Choć dotyczy ono wszystkich, to jednak ma zastosowanie przede wszystkim w odniesieniu do osób konsekrowanych, które mają dawać świadectwo i przykład tej świętości (por. LG 39; VC 35). "Dążyć do świętości - to synteza programu każdego życia konsekrowanego" (VC 93). Właściwością świeckich osób konsekrowanych jest, że swoje dążenie do świętości realizują w sposób wspólny wszystkim świeckim, tzn. nie oddzielając się od świata, ale tkwiąc w skomplikowanej rzeczywistości pracy, kultury, zawodów i różnego rodzaju służby społecznej. Dotyczy to zarówno miejsca, jak i sposobu wypełniania tego powołania: realizują je nie tylko w świecie, ale i poprzez świat, tzn. przy pomocy środków tego świata. Wymaga to zdolności odnajdywania - zarówno w małych, jak i wielkich wydarzeniach świata - obecności Chrystusa, który idzie zawsze obok człowieka. Wymaga to także stałej uwagi na zbaw¬cze znaczenie codziennych wydarzeń, ażeby można je było interpretować w świetle wiary i zasad chrześcijańskich. Światu niczego tak bardzo dziś nie potrzeba, jak świętości. Ona stanowi konieczną zaporę i odpowiedź na współczesny sekularyzm (por. ChL 4). Również Kościół potrzebuje takiej świętości dla realizacji swej uświęcającej misji i głoszenia Ewangelii pośród świata. Stąd wymóg nowej gorliwości.

Matka Boża jest wzorem dla dziewic konsekrowanych?

Aby uczyć się odpowiadać na miłość Chrystusa do Kościoła dziewica konsekrowana patrzy na Maryję, Tę, która w sobie stworzyła przestrzeń i nadała formę oblubieńczemu przymierzu między Bogiem a ludzkością, stając się Matką Chrystusa oraz tych, którzy w Duchu świętym odrodzeni zostają do życia w łasce. W taki sposób również dziewica odkrywa w Maryi sposób życia w wierze i wyłącznej miłości dla Pana, stając się coraz bardziej służebnicą Pańską.

Które spośród zadań dziewic konsekrowanych jest najważniejsze?

Można więc powiedzieć, że jej pierwszorzędnym powołaniem jest bycie dla świata żywym znakiem rzeczywistości nadprzyrodzonej, cała natomiast działalność jest następstwem tego i z tego wypływa. Nie tyle jest ona konsekrowana by "działać", co raczej by "być". Dla środowiska, w którym żyje i pracuje jest ona znakiem wartości przekraczających doczesność i wskazujących na rzeczywistość nadprzyrodzoną. Tę funkcję znaku spełnia ona również wykonując pracę zawodową, także o charakterze typowo świeckim, czy też angażując się w działalność duszpasterską bądź charytatywną w ramach parafii czy diecezji. Jednak nie rodzaj pracy czy zaangażowania stanowi o istocie czy tożsamości jej życia i powołania. Te sprowadzają  się do bycia znakiem i do uobecniania rzeczywistości nadprzyrodzonej. Współczesnemu człowiekowi dziewica konsekrowana przybliża pragnienie Boga oraz ukazuje sposoby, przez które Bóg dzisiaj staje się obecny w historii człowieka ofiarując mu ciągle nowe okoliczności, skłaniające, by przyjął ofertę życia, które go zbawia.

Co należy czynić, aby sprostać temu zadaniu?

By sprostać zadaniu najpierw sama stara się czerpać z pierwszego i koniecznego źródła swej duchowości i swego życia chrześcijańskiego jakim jest tajemnica Chrystusa przeżywana w liturgii. Dzięki słuchaniu Słowa Bożego, sakramentom pojednania i Eucharystii, przestrzeni ciszy i osobistej modlitwy, wzrasta w kontemplacyjnym wymiarze i nabywa umiejętności odczytywania rzeczywistości w perspektywie Bożych planów. Celebrując Liturgię Godzin jednoczy się z modlitwą Chrystusa w wychwalaniu Ojca oraz w modlitwie wstawienniczej dla zbawienia świata. Liturgia uczy ją żyć w nieustannym zanurzeniu w życie trynitarne oraz ukierunkowuje eschatologicznie, w poszukiwaniu Królestwa Bożego dla chwały Ojca.

Mówi się nieraz o "duchowym macierzyństwie". Na czym polega płodność dziewictwa konsekrowanego?

Konsekrowana dziewica doświadcza czułej i wyłącznej miłości Chrystusa poprzez bliskość braci i sióstr. Poświęcając się im odkrywa wielkość miłości, jaką Ojciec przez Syna wylewa na ludzkość i od Niego uczy się być córką zrodzoną w wierze, siostrą dla kobiet i mężczyzn jej czasu będących w drodze, matką w poświęceniu bez granic. Tu właśnie realizuje się jej duchowa płodność i duchowe macierzyństwo, które ma swe źródło w jej oblubieńczym zjednoczeniu z Chrystusem. Precyzyjnie ujmuje to Jan Paweł II w Mulieris dignitatem: "Dziewictwo w znaczeniu ewangelicznym niesie z sobą rezygnację z małżeństwa, a więc i z macierzyństwa w znaczeniu fizycznym. Jednakże rezygnacja z tego rodzaju macierzyństwa, która bywa również i wielką ofiarą dla serca kobiety, pozwala doświadczyć macierzyństwa w innym znaczeniu: macierzyństwa «wedle Ducha» (por. Rz 8,4). Dziewictwo bowiem nie odbiera kobiecie jej przywilejów. Duchowe macierzyństwo przybiera wielorakie formy. W życiu kobiet konsekrowanych […] może się ono wyrażać jako troska o ludzi, zwłaszcza najbardziej potrzebujących: o chorych, niepełnosprawnych, opuszczonych, sieroty, starców, dzieci i młodzież, więźniów i, ogólnie biorąc, ludzi z «marginesu». Kobieta konsekrowana odnajduje w ten sposób we wszystkich i w każdym Oblubieńca, za każdym razem innego, a przecież tego samego, wedle Jego własnych słów: «Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych... Mnieście uczynili» (Mt 25,40). Miłość oblubieńcza zawiera w sobie szczególną gotowość przeniesienia jej na wszystkich, którzy znajdują się w kręgu jej działania. W małżeństwie gotowość ta, chociaż otwarta na wszystkich, polega w szczególności na tej miłości, jaką rodzice obdarzają dzieci. W dziewictwie ta gotowość jest otwarta na wszystkich ludzi, których ogarnia miłość Chrystusa-Oblubieńca" (n. 21). Miłość dziewicy konsekrowanej nie jest więc selektywna, ale ma charakter uniwersalny.

W czym wyraża się "duchowe macierzyństwo"?

Duchowa płodność wyraża się jednak nie tylko przez czynne apostolstwo, ale także w modlitwie wstawienniczej zanoszonej do Boga w konkretnych intencjach Kościoła i świata (por. OCV 16). Dzięki takiej postawie, w porządku duchowym staję się one matkami, gdyż wypełniając wolę Ojca, przez swoją miłość przyczyniają się do tego, że niezliczone dzieci rodzą się do życia w łasce lub to życie odzyskują (por. OCV 16). Jest to uczestnictwo w duchowej naturze płodności Kościoła, jak również jej wyraz.

Jakie miejsce w Kościele zajmują dziewice konsekrowane?

Dziewictwo konsekrowane jest zakorzenione w Kościele. Jan Paweł II spotykając się z dziewicami konsekrowanymi podkreślił to bardzo mocno: "Kochajcie Kościół waszą Matkę. Poprzez uroczysty obrzęd konsekracji, któremu przewodniczył biskup diecezjalny  otrzymałyście od Kościoła dar konsekracji. Jesteście przeznaczone do służby Kościołowi. Powinnyście zawsze czuć się silnie związane z Kościołem. Zgodnie z nauczaniem Ojców, otrzymując od Pana "konsekrację dziewictwa", dziewica staje się widzialnym znakiem dziewiczości Kościoła, narzędziem jego owocności i świadkiem jego wierności Chrystusowi. Dziewice są także przypomnieniem o ukierunkowaniu Kościoła ku dobrom przyszłym i napomnieniem, by ożywiać to eschatologiczne napięcie" (Jan Paweł II do dziewic konsekrowanych, Niech Chrystus będzie waszą całkowitą i wyłączną miłością). Ale precyzuje tę więź jeszcze dokładniej w Vita consecrata: "Dziewice konsekrowane przez Biskupa łączą się szczególną więzią z Kościołem lokalnym, któremu służą z poświęceniem, chociaż pozostają w świecie. Żyjąc osobno lub wespół z innymi, są szczególnym eschatologicznym wizerunkiem niebiańskiej Oblubienicy i przyszłego życia, w którym Kościół zazna wreszcie pełni miłości do Chrystusa - Oblubieńca"  (n. 7). Zakorzenienie i więź z Kościołem lokalnym stanowią bowiem konstytutywny element tej formy życia. W konkretnej rzeczywistości Kościoła dziewica konsekrowana szuka swego Oblubieńca, stanowiącego sens jej życia. Spotkanie z Nim staje się faktem właśnie w tej cząstce Kościoła, w której żyje, przez który jest karmiona  i któremu się poświęca. Uznaje się włączona w historię, w żywą tradycję, w duchowość swego Kościoła, wychodząc naprzeciw jego pastoralnym wymaganiom i potrzebom. W nim słucha Słowa Bożego, przyjmuje sakramenty, ofiarowuje swoją modlitwę, dzieli radości i trudy współbraci, w dialogu wiary przeżywa komunię z różnymi powołaniami.

___
Źródło: deon.pl 
Fot.: pixabay.com/pl/  

sobota, 29 sierpnia 2020

Miesiąc świętowania

Miesiąc świętowania
Mija miesiąc jak wynikiem pozytywnym zakończył się mój egzamin na prawo jazdy, a my ciągle świętujemy 😎 Jak pisałam miesiąc temu - wmówiłam sobie, że nie idę na egzamin... jeździłam tak jak podczas jazdy z nowym instruktorem i było świetnie 😊  



Teraz kiedy już wspomninam ostatni egzamin, ale i wszystkie wcześniejsze - widzę jaką długą drogę przeszłam... Na pierwszej godzinie nie wiedziałam nawet jak prawidłowo włożyć kluczyk do stacyjki... Nie wiedziałam nic. Zaczynałam od zera... 

Dziękuję Wszystkim na dobrą energię 😊 


___
Fot.: archiwum prywatne 

piątek, 28 sierpnia 2020

[WYWIAD] Zatrucie emocjonalne

[WYWIAD] Zatrucie emocjonalne
Zatrucie emocjonalne... Jak się obawia i jak je leczyć? - mówi Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach 
 

Pani Ewo, różne są rodzaje zatruć i różne przyczyny, a co jest przyczyną zatrucia emocjonalnego? 

Przyczyny zatrucia emocjonalnego mogą być bardzo różne, zależy to głównie od tego, co ostatecznie spowodowało występowanie objawów emocjonalnych. Wg mnie najczęściej  taką emocją, która bardzo wpływa na stany emocjonalne – jest poczucie winy, tak powszechnie występujące w naszym kraju. Emocja ta negatywnie wpływa na nasze ciało, umysł, duszę, siejąc totalnie spustoszenie w naszym organizmie. Pokrewną wówczas emocją jest strach, który wpływa na naszą postawę wobec życia, najczęściej paraliżując wiele naszych poczynań np. trudności w znalezieniu pracy, zdaniu egzaminu, powiedzeniu i wyjaśnieniu zaistniałej sytuacji. Poczucie winy najczęściej powoduje w nas ogromny konflikt wewnętrzny, który nie pozwala żyć i cieszyć się pełnią życia. Zwykle jest tak, że jedna część nas chce czegoś innego niż druga, bo druga może zależeć od oczekiwań, żądań innych osób, dla nas bliskich i ważnych. Poczucie winy narasta i nie pozwala nam pójść w tę stronę, która jest dla nas ważna. Towarzyszący temu strach przed odrzuceniem może powodować stany depresyjne, lękowe. Im dłużej taki stan trwa - tym większe spustoszenie dla całego organizmu, w tym ciała fizycznego. 

W jaki sposób działa osoba, która jest emocjonalnie zatruta?

Osoba znajdująca się w takim konflikcie może być smutna, wycofana, depresyjna i drażliwa na swoim punkcie. Poza  tym, takim działaniom towarzyszy częsty chaos i pogubienie, które w dłuższej perspektywie może być początkiem jakiejś patologii np. osoba jest tak drażliwa na swoim punkcie, że trudno dobrać słowa, ponieważ tak wiele spowodować jej urazę, bądź odrzucenie, że zdarza się, że nie wiadomo jak postępować, ponieważ najdrobniejszy krok może wywołać niespodziewane reakcje. Zdarza się również i tak, że relacja z taką osobą jest utrudniona, czasami wręcz niemożliwa, a ta osoba może w związku z tym odczuwać odrzucenie i dalszą spiralę emocjonalnego wiru… 

Zatrucie emocjonalne może wystąpić w każdym czasie, czy narażone są na nią konkretne grupy społeczne?  

Im bardziej jesteśmy świadomi swoich emocji i bardziej zharmonizowani, tym lepiej radzimy sobie z kolejnymi przytrafiającymi się trudnościami. Jeśli życie w „oderwaniu” od siebie, trudno nam połączyć czasami skutki z przyczynami, co może potęgować dalsze rozdrażnienie, wycofanie, lęk. Konsekwencją czasami bywają trudności w radzeniu sobie z podstawowymi czynnościami życiowymi, stają się coraz trudniejsze do realizacji, a w efekcie możemy zacząć uciekać od życia. 

Choroba ta charakteryzuje się m.in. tym, że osoba chora chroni sama siebie przed własnymi uczuciami?   

Wiele zmiennych składa się na każdą chorobę i dla każdego przyczyna może być inna, biorąc pod uwagę wrażliwość ludzkiej psychiki. Jeśli osoba nie jest świadoma swoich uczuć, tym trudniej będzie jej sobie z nimi porodzić. Najpierw musimy je sobie uświadomić, co bywa czasami bardzo trudną sprawą np. złość – która jest nieakceptowana społecznie – kiedy uświadomimy sobie, że mamy złość w sobie i mamy do niej prawo, to pierwszy krok do uzdrowienia.  Zdarza się, że rozpoznanie, nazwanie i zaakceptowanie tych negatywnych emocji w nas samych może stanowić trudną konfrontację dla nas samych. Zderzenie z obrazem – nie jestem idealny – dla niektórych osób to wielka sprawa, ponieważ wówczas może rozpaść się mocno trzymana dotychczas iluzja – ja jestem w porządku, to świat jest zły. 

Z czym wiąże się emocjonalna blokada?  

Blokady emocjonalne dotyczą głównie tego, że nie mamy kontaktu z tym, co dzieje się w nas np. złościmy się, a na zewnątrz pokazujemy, że wszystko jest w porządku – a przecież prawda dla nas samych jest inna... Czasami mówienie o swoich emocjach jest trudne, a często też ludzie żyją tak jakby ich nie mieli - z obawy przed tym, że mogą strasznie przeszkadzać w życiu. Rozpoznanie emocji i swojego wewnętrznego świata może dostarczać wiele radości i nadaje zupełnie inny koloryt życiu. 

A jednak zderzenie z emocjami może być trudne...  

Zderzenie się z trudnymi emocjami czasami bywa trudne, ale prawda jest taka, że one i tak w nas są – tylko nieuświadomione, które z czasem mogą skutkować stanami chorobowymi. Powinniśmy być połączeni (tj. umysł  i serce), nie sposób, twierdzić, że może być inaczej…

Czy taka osoba może też zatruć innych?  

Zdecydowanie, tak…. Możemy przecież to obserwować często w autobusie, tramwaju sklepie, kiedy spotykamy się z jakimś bezsensownym komentarzem, brakiem uprzejmości i innymi nieprzyjemnymi zrachowaniami. Kierowca zamyka nam drzwi przed nosem, bo przecież tak może, a jest bardzo zły, więc te złe emocje idą dalej w świat. A przecież tak może niewiele trzeba, by ten świat był przyjazny dla nas i innych. Jesteśmy tu przecież przez chwilę i parafrazując: kochajmy ludzi, tak szybko odchodzimy… To co dajemy wraca do nas, może nie w tym samym momencie, ale ważne aby podawać to co najważniejsze w życiu – miłość. 

Co jest największym zagrożeniem ludzi zatrutych emocjonalnie?  

Najgorszym zagrożeniem jest to, że jeśli nie skonfrontują się z tą trucizną emocjonalną, nie będą mogli przeżyć życia sięgając do jego najprawdziwszej i najpiękniejszej istoty – życia samego w sobie. 

Jak rozpoznać, że wśród ludzi, którymi się otaczamy nie ma tych, którzy cierpią na emocjonalne zatrucie? 

Właściwie jest to bardzo proste, bo prędzej czy później możemy odczuć to na własnej skórze,  w różnej postaci – pretensji, roszczenia, oczekiwań, niezadowolenia, złości, zazdrości, intryg… Lista jest długa. 

Wobec tego w jaki sposób przestać karmić negatywne emocje?  

Najważniejsze to zauważyć je wcześniej, zaczym fizyczna choroba nie zmusi nas do tego, by spojrzeć na nią ze strony emocjonalnej. Powinniśmy zająć się tym ważnym obszarem jakimi są emocje. 

A skąd wiem, że problem nie dotyczy również mnie? 

Może skutecznie nam pomóc w tym uważność i obserwacja swojego życia. Czy jest ono szczęśliwe samo w sobie, czy może jestem tylko szczęśliwy, jeśli jakieś zewnętrzne substytuty mi je przez chwile „zapewnią”?

Kiedy jest czas aby udać się po pomoc do specjalisty? Czy może da się pomóc takiej osobie bez pomocy specjalisty?  

Zwykle to życie nam to pokazuje przez jakieś zwykle zdarzenia – np. koleżanka w pracy knuje jakąś intrygę, szef potraktował mnie tak, że znowu ominął mnie przy kolejnym obiecanym awansie, nagle nasze fizyczne ciało zaczyna szwankować – nie ma siły, nie chce uczestniczyć  w życiu itd. Nie należy się brać za to w sposób dając porady, bowiem jak mówi przysłowie „dobrymi radami jest piekło wybrukowane”, ale potrzeba znaleźć pierwotną przyczynę, która spowodowała takie skutki. Życzę WSZYSTKIM POZYTYWNYCH EMOCJI, one dają RADOŚĆ I POWERA w życiu…. By nie przespać życia! 

___
Źródło: kobietawswiecie.pl  
Fot.: pixabay.com/pl/ 

czwartek, 27 sierpnia 2020

Totalny spadek formy...

Totalny spadek formy...
Nie cierpię takiej pogody jak od wczoraj jest u nas - deszcz, deszcz, deszcz... Rankiem nie pomogły mi nawet trzy kawy... troszkę jakby czekolada postawiła mnie na nogi, ale w końcu odpuściłam sobie większość rzeczy, które miałam na dziś zaplanowane i wybrałam sen 😎


Nie wiem - może macie sprawdzone, skuteczne sposoby na spadek formy - chętnie się dowiem czegoś nowego 😊 u mnie kilka godzin snu podziałało - wróciła energia i znowu działam. A kiedy tak patrzę w planer... chyba nie pójdę dziś spać 😲 No, ale przecież świat się nie zawali jeśli zrobimy sobie dzień przerwy od tego wszystkiego... 😎

___
Fot.: pixabay.com/pl/ 

środa, 26 sierpnia 2020

Diablo Włodarczyk i dobre rady

Diablo Włodarczyk i dobre rady
Lubię rozmawiać z Diablo Włodarczykiem - znamy się już długo... Kilka dni temu przeglądałam wcześniejsze wywiady i dziś dla przypomnienia wywiad sprzed kilku lat.. bo i walka Włodarczyk vs Drozd odbyła się w 2014 roku 😊 

      
Krzysztofie, już wiele miesięcy minęło od Twojej walki z Drozdem. Przyzwyczaiłeś nas przez te cztery lata, że zawsze wracasz z pasem... Ciężko było zacząć normalnie żyć po porażce? 

To był trudny czas i ciężko było zacząć znowu normalnie funkcjonować. Cztery lata były wspaniałe, piękne i ten czas mógłby trwać nadal – gdyby nie moja głowa i problemy, z którymi w tamtym czasie walczyłem. Moja głowa była gdzieś w chmurach. Nie potrafiłem przestać myśleć o problemach i skupić się na treningach i tym, co było dla mnie ważne sportowo w tamtym czasie.

Przygotowania do walki z Drozdem różniły się od przygotowań do wcześniejszych walk?

Nie, byłem po prostu słaby psychicznie. Problemy, które mnie dopadły  nie mogły mi w żaden sposób „pomoc” w ringu.

Po porażce poleciały łzy? 

Nie. Miałem w sobie ogromną złość, w środku. Łzy leciały dużo wcześniej i po walce już chyba ich nie było... Miałem niesamowita złość w swoim sercu. To był taki czas kiedy dużo się działo przed walką. Najlepiej gdyby tamta walka odbyła się dwa, trzy miesiące po wyznaczonym terminie. No, ale, niestety...

W jednym z wywiadów po walce powiedziałeś, że zaczniesz współpracę z psychiatrą. Tak było? 

Przez trzy miesiące współpracowałem z psychiatrą. Był to bardzo dobry czas, który korzystnie wpłynął na moje życie. Każdego człowieka w jakimś momencie dopada handra, złość, niemoc. I chyba każdy ma takie momenty, że życie zaczyna „boleć”, że stajemy się bezradni, ale na szczęście w tym wszystkim nie zostajemy sami – mamy rodzinę, przyjaciół. Podkreślam: Nie zostajemy sami – to jest bardzo ważne.

Właśnie, obecność... Nie musimy spotykać się co dzień, abyś widział, że możesz na mnie liczyć...

Dokładnie. Mam przy sobie takich ludzi. Jest ich garstka, ale są. Nie chodzi o kogoś, kto fałszywie poklepie po plecach, ale o ludzi, którzy z czystej sympatii i miłości potrafią dobrze doradzić. 

Mówisz o przyjacielach. Jak zdefiniujesz prawdziwą przyjaźń?

Ciężko zdefiniować zagadnienie prawdziwej przyjaźni. Myślę, że nie ma dobrej definicji. Prawdziwą przyjaźń rozumiem jako wyjątkową relację między dwojgiem ludzi. Relację, która bez względu na to, czy dzieje się dobrze czy źle – będzie trwać. Cokolwiek by się nie działo, w jakichkolwiek zawiłych sytuacjach byśmy się nie znaleźli – nasi przyjaciele zawsze będą. Też nie chodzi o to, aby ze wszystkim się zgadzać. Jakiś czas temu przez telefon miałem małe spięcie z moim serdecznym przyjacielem. Później się spotkaliśmy, wyjaśniliśmy sobie pewne kwestie. Nikt na nikogo nie były obrażony, nie było żadnego żalu. Przyjaźń to relacja, która musi być bezwzględnie budowana na zaufaniu. Innej możliwości nie ma, jeśli ma być prawdziwa i szczera.

Jesteś dobrym przykładem tego, że każdy dołek jest do pokonania...

Nie ma takiego dołka, z którego nie dałoby się wyjść, ale czasami ludzie się gubią, zatracają. Myślą, że są w takiej sytuacji, z której nie ma już żadnego wyjścia, nie ma dla nich ratunku. Takie myślenie nie jest pomocne. Moim ratunkiem jest sport.

Niewiele osób zna nasze problemy, a nasze życie na portalach społecznościowych może się znacznie różnic od prawdziwego życia... Nikt przecież nie publikuje smutnych zdjęć... 

Często pod przykrywką uśmiechu albo dobrego samopoczucia nie ujawniamy tak naprawdę tego, co kryje się wewnątrz nas. Mało kto wie jakie myśli tworzą się w głowie, po jakich przejściach jesteśmy, z czym się aktualnie zmagamy... To, że się uśmiechamy wcale nie znaczy, że w naszym życiu jest idealnie i nie mamy żadnych problemów. Na portalach społecznościowych możemy kreować siebie takich, jakimi byśmy chcieli być.

Mimo wielu zajęć, treningów, znajdujesz czas na spotkania z młodymi ludźmi, bierzesz udział w akcjach charytatywnych... Co przekazujesz podczas tych spotkań? 

Zwykle pokazuję kilka ciosów i prezentuję krótki trening. Są to spotkania na których pokazuje im jak wygląda przede wszystkim przygotowanie do treningu. Ćwiczymy razem, pokazuję im różne chwyty.  Później to już oni mają mnóstwo pytań, jest czas na robienie zdjęć, autografy. Mówię o motywacji, o dążeniu do celu, wsparciu. To bardzo ważne, że nawet po przegranej walce jest ktoś, kto nas nie przekreśla. Ktoś, kto pocieszy... Dawniej jeździłem też na kolonie dla dzieci, które organizował Polski Czerwony Krzyż. Jeśli tylko mam czas i możliwości – staram się uczestniczyć w różnych akcjach.

Miałeś taki czas, kiedy myślałeś o zakończeniu kariery?

Kilka lat temu. Na szczęście jakoś się podniosłem.

Motywacja. Gdzie jej szukasz?

Sam sie  nakrecam, sam się motywuje. Życie jest za krótkie żeby interesować się i zaprzątać sobie głowę głupotami.

Czytasz komentarze po swoich walkach? 

Nie czytam żadnych komentarzy, wypowiedzi. To nie ma sensu. Szkoda na to czasu.

Do tej pory występowałeś na dużych imprezach. Ciężko było przestawić się na gale organizowane w Polsce?

Ująłbym to tak - coś się kończy, coś się zaczyna. Zamknąłem stary rozdział, a otworzyłem nowy. Trzeba sobie radzić w inny sposób. Nie uważam żeby jedna walka przekreśla zawodnika, stawiała go na ostatnim miejscu. To nie jest prawdą, że skoro przegrał to już nic nie pokaże w ringu. Zawodnik dalej jest cenny, groźny, widowiskowy - mimo porażki, która poniósł. Jestem elastyczny – nie miałem problemu z tym, aby znowu występować w kraju. Lubię polską publiczność, lubię to skromniejsze otoczenie.

Czy to nie było tak, że trochę lekceważyłeś przeciwników kiedy byłeś mistrzem świata?  

W ostatniej walce z Fragomenim troszeczkę go zlekceważyłem, ale on już w ringu nie był taki „świeży”. Kiedy walczyłem w obronie pasa – czułem się mocny, byłem zawsze bojowo nastawiony. W tamtej walce akurat wiedziałem, że Fragomeni mi nie zaszkodzi.

Na razie jeszcze jakąś drogę musisz pokonać, aby zdobyć znowu tytuł mistrza świata. Te walki też są po to, abyś sam sobie coś udowodnił?     

Udowodnić samemu sobie, że jeszcze mogę coś w ringu zrobić. Jak to się wyszlystko zmienia... Kiedy byłem nastolatkiem to człowiek, który miał trzydzieści kilka lat był już dla mnie starszym człowiekiem. Dziś sam mam ponad trzydzieści lat. Moja mentalność i patrzenie na świat, na innych się zmienia. Patrzę sam na siebie...

Wow! Dalej boksuje! (śmiech)

(śmiech) dokładnie! Mam doświadczenie, trochę bardziej chłodniejszą głowę, jest fajnie. Przypomniała mi się taka historia... Kiedy chodziłem do szkoły podstawej, rozmawiałem z nauczycielka polskiego. Opowiadałem pani, że spotkałem się ze starszym człowiekiem, ale w pewnym momencie pani się zapytała „Ile lat miał ten starszy człowiek? Odpowiedziałem, że trzydzieści pięć, może trzydzieści siedem... Nauczycielka opowiedziała „dziękuję Ci, Krzysztofie”. Ta pani była wtedy w takim wieku... To pokazuje jak zmienia się nasze spostrzeganie świata i nas samych.

Mówiliśmy o spotkaniach z dziećmi i młodzieżą, ale miałeś i taki czas kiedy jeździłeś na spotkania z więźniami. O czym im mówiłeś? 

Przede wszystkim o tym, że jest inne życie, że można inaczej funkcjonować.

Kiedy zaczynałeś boksować – marzyłeś aby być docenianym sportowcem. Marzenie się spełniło...  

Chciałem być dobrym sportowcem. W jakimś sensie chciałem być też autorytetem dla dzieci i młodzieży. Zawsze chciałem dobrze, godnie reprezentować nasz kraj.

Cel na Nowy Rok już jasno określony? 

Doprowadzić do walki o mistrzostwo świata i zdobyć pas. To jest mój cel.

Myślisz powoli o zakończeniu kariery bokserskiej? 

Na razie nie myślę, ale chciałbym jeszcze boksować pięć lat.

Cel i ciężka praca zawsze przynoszą efekty... 

Zgdza się. Trzeba samemu się motywować, wyznaczać sobie nowe cele. Nie można tkwić w miejscu. Trzeba ciągle iść do przodu.

___
Źródło: Magazyn Trenera 
Fot.: archiwum prywatne 

wtorek, 25 sierpnia 2020

Życie to echo...

Życie to echo...
Życie to echo...

Co wysyłasz - wraca,
Co siejesz - zbierasz, 
Co dajesz - dostajesz,

To, co widzisz w innych - istnieje w Tobie 🌷



Zgadzacie się z tym? Wierzycie, że dobra energia i dobre czyny do nas wracają? 😊 ja nie ma wątpliwości, że tak właśnie jest 😊 Czasami może jakoś nawet na siłę chcemy coś sobie czy innym udowodnić - czy to ma sens?...

Poznałam wielu cudownych ludzi, którym jestem wdzięczna za to, co zrobili i robią. Można się różnić - mogą nas dzielić poglądy, religia, ale szacunek do drugiego człowieka powinien być tym, co nas łączy... Razem można naprawdę zrobić coś dobrego...     

💖

*Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest 
niewidoczne dla oczu
- Mały Książę

💖

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Policja Konna

Policja Konna
Od blisko pół wieku spotkać ich możemy w parkach, lasach, skwerach czy plażach i ogólnie mało dostępnych miejscach, do których  trudno dojechać radiowozem – funkcjonariusze Ogniwa Konnego Komendy Stołecznej Policji pełnią szczególny rodzaj służby, który w połączeniu z pasją,  daje im dużo satysfakcji i jest wizytówką Policji w Garnizonie Stołecznym. Policja Konna znajduje się w strukturach organizacyjnych Wydziału Wywiadowczo – Patrolowego Komendy Stołecznej Policji. 



W tym roku ze względu na koronawirus nie ma wielu wydarzeń, w których jeszcze rok temu policjanci z Ogniwa Konnego uczestniczyli. – W zeszłym roku co tydzień było jakieś wydarzenie związane ze świętem Policji, w którym braliśmy udział – mówi st. asp. Krzysztof Utnik – kierownik Ogniwa. Chociaż Policja Konna nawiązuje do tradycji formacji konnych Policji Państwowej z okresu międzywojennego, dziś funkcjonariusze na koniach wciąż spotykają się zaskoczeniem ludzi, których mijają. - Zimą, kiedy temperatura jest dość niska, konie odpoczywają. Wtedy mamy patrole zmotoryzowane. Po zimie, kiedy znowu ruszamy patrolować tereny zielone zdarzają się  sytuacje, że ludzie nas zaczepiają np. w Parku Skaryszewskim. Mówią, że miło nas widzieć, że „ten park bez Was to nie ten sam park”. Niektórzy są zaskoczeni, bo widzą nas pierwszy raz, a ci, którzy widzą po raz kolejny – są przyzwyczajeni. Pozytywnie odbierają wykonywaną przez nas pracę – mówi st. sierż. Mateusz Lis z Ogniwa Konnego Policji.

Służba w Policji Konnej jest wyjątkowa pod wieloma względami. Trzeba przejść dwa osobne szkolenia. Najpierw trzeba przejść całą ścieżkę rekrutacyjną, żeby zostać policjantem. Po adaptacji zawodowej, którą przechodzimy w oddziałach Prewencji Policji, możemy zacząć starać się o przyjęcie tutaj, do Ogniwa Konnego Policji - tłumaczy sierż. Olga Wrześniewska.

- Kiedy już dostajemy się do Ogniwa Konnego to przechodzimy dalsze szkolenia, składające się z dwóch etapów. Poziom pierwszy do służby patrolowej umożliwiający patrolowanie  terenów zielonych: lasy, laski, parki, wyjechać w ogóle do służby na ulicę. A szkolenie drugiego stopnia zezwala  na wyjazd do służby podczas imprez masowych, przy zabezpieczeniach meczy, koncertów, strajkach i wszystkich imprezach o podwyższonym stopniu ryzyka – wyjaśnia st. sierż. Błażej Szczeciński.


- Konie bardzo dobrze sprawdzają się na za zabezpieczeniach imprez masowych. To jest wizytówka Policji. Nie wszystkie jednostki w Polsce mają konie, takich jednostek jest kilka. Myślę, że Policja Konna jest potrzebna – mówi st. asp. Krzysztof Utnik. - Najtrudniejsze są zabezpieczenia imprez masowych, bo wtedy wszystko dzieje się dynamicznie. Na przykład 11 listopada, mecze Legii, Polonii, a wszystkie mecze w Warszawie to są mecze podwyższonego ryzyka. Ludzie jak widzą konie to się uspokajają, czują respekt – mówi sierż. sztab. Przemysław Lal.

Zima w radiowozach? 

Poza chłodnymi miesiącami, kiedy konie zostają w stajni – policjanci wyjeżdżają na patrole, ale bez względu na porę roku – co poniedziałek konie mają dzień szkoleniowy. - Koniom należy przypominać różne sytuacje, które mogą się wydarzyć podczas patrolowania w mieście, gdzie jest ruch uliczny,  ludzie, biegają dzieci, są też różne bodźce. Koniki o pewnych rzeczach mogą zapomnieć, a żeby nie było stresu dla nich i dla nas, to przypominamy, że są huki, hałasy, baloniki, chorągiewki, otwieranie parasole. Przede wszystkim trzeba poprawić im kondycję, bo jak jeździmy w rejonie to z tempem, ale dzień, w którym podtrzymujemy kondycję to jest właśnie poniedziałek – tłumaczy sierż. sztab. Katarzyna Wieczorek.

- Konie przyjeżdżają do nas na stajnię i wtedy instruktorzy z nimi pracują. Codziennie je siodłamy, najpierw są przyuczane do pracy z jeźdźcem, pod siodłem, a następnie są przyuczane do dymu, ognia, petard. To wszystko jest stopniowane. Kilka miesięcy, codzienna, systematyczna praca ze zwierzętami. Nie jest tak, że koń bez szkolenia idzie w ogień, a my mamy nadzieję, że on się przyzwyczai – wyjaśnia sierż. Wrześniewska. Konie nie są przymuszane, bardziej staramy się je przekonać na zasadzie zaufania, że koń, ilością powtórzeń podejdzie do tego ognia. Czasami potrzeba miesięcy, by on do tego ognia się przekonał. Chodzi o to, żeby  doświadczone konie swoją pewnością dawały pewność temu młodemu zwierzakowi. Pokazywały mu, że to nie jest nic strasznego, że można tam podejść – dodaje st. sierż. Szczeciński.


Kabaty, Lasek Bielański, Park Moczydło czy Park Skaryszewski – to właśnie tam najczęściej można spotkać policyjnych jeźdźców zarówno w ciągu tygodnia jak i w soboty czy niedziele. – Często nasi przełożeni „wykorzystują” nas do służby różnego typu, poza końmi, ale głównie jest to służba na koniach. Inne służby zdarzają się sporadycznie – mówi st. sierż. Błażej Szczeciński.

Pasja przede wszystkim

- U mnie od dziecka były konie, jeździectwo – uśmiecha się sierż. Olga Wrześniewska. – Mam swoje konie, swoją stadninę. Do pracy przyjeżdżam z przyjemnością, swoje obowiązki wykonuję z entuzjastycznie. Służba daje mi dużo satysfakcji i możliwości spełnienia się w tym, co się lubi. A przy okazji jeszcze mundur, który też był marzeniem... ja się w pracy nie męczę – mówi sierż. Wrześniewska.

- To, co może być uporczywe to jedynie temperatury zimą, bo czasami trzeba gdzieś jednak wyjechać. Wtedy ubieramy się ciepło. Podczas meczu czy zabezpieczenia, kiedy stoi się w miejscu i organizm nie ogrzewa się przez poruszanie. To kształtuje charakter, człowiek walczy sam ze sobą – dodaje st. sierż. Błażej Szczeciński.       
- Myślę, że jest to funkcja reprezentatywna jeśli chodzi o Komendę Stołeczną Policji. Każdy z nas jest dumny, że może w tym uczestniczyć. Mogę połączyć pasję ze służba. Przychodzę do pracy, lubię to, co robię, nie narzekam. Każdy z nas ma swojego konia, wobec tego jest to więź, to jest przyjaciel – mówi st. sierż. Mateusz Lis.

- Większość ludzi, którzy tutaj pracują połączyli pracę z hobby, a chyba nie ma nic lepszego. Poza pracą każdy też ma swoje pasje, zazwyczaj są to jakieś sporty, jesteśmy ludźmi dosyć aktywnymi. Są ludzie, którzy lubią bardziej sporty ekstremalne, mają zaliczone kursy na skoki spadochronowe. Każdy ma swoją pasję, poza konikami – mówi sierż. sztab. Katarzyna Wieczorek. 

- Sport i praca – mnie to kręci. Moim zdaniem człowiek nie wpada w rutynę, ponieważ co dzień są nowe wyzwania, cały czas trzeba z koniem nawiązać więź emocjonalną. Mógłbym to porównać do nauki nowego języka – mówi sierż. sztab. Waldemar Biadoń. - Trzeba lubić zwierzęta. Na pewno nie da  rady ten, który się szybko wypala do zwierząt. Zwierzę, podobnie jak człowiek, też może mieć gorszy dzień – dodaje st. sierż. Szczeciński. - Ważne jest zaufanie między nami, a zwierzętami. Koń czyta też mowę werbalną jeźdźca, więc  wie kiedy człowiek jest bardziej napięty, zestresowany, a wtedy też się stresuje. Przez lata służby ze zwierzęciem buduje się zaufanie jeźdźca do konia, ale też odwrotnie – wyjaśnia policjant.

Jak w rodzinie 

- Jest nas tutaj siedemnaście osób, bardzo jesteśmy ze sobą zżyci. W tym momencie mamy 16 koni, a każdy ma swojego opiekuna. Mamy nadzieję, że tak zostanie. Też są ograniczenia ze względu na stajnie, bo nie jest to taka prosta sprawa by znaleźć tak dużą stajnię z taką infrastrukturą, która jeszcze spełniałaby nasze wymogi – mówi sierż. Olga Wrześniewska. – Plus to, że musi być to stajnia w okolicach lub w samej Warszawie – dodaje st. sierż. Błażej Szczeciński.     

Służba w Policji Konnej jest wyjątkowa pod wieloma względami. - Możliwość obcowania ze zwierzakami i to, że wykonuję zawód, który w Polsce wykonuje około pięćdziesięciu osób czyni moją służę wyjątkową – mówi sierż. sztab. Biadoń. - Braliśmy udział w Święcie Kawalerii Wojska Polskiego, z udziałem prezydenta. To było dla mnie ważne wydarzenie, ale najważniejsza była dla mnie moja rodzina, która stała na Pl. Piłsudskiego – wspomina policjant. - Raz byliśmy też podczas ślubowania młodych policjantów na Pl. Zamkowym. A kiedyś na każdym ślubowaniu były konie. Jestem po oddziałach prewencji i pamiętam, że na moim ślubowaniu były konie – wspomina st. asp. Krzysztof Utnik.

Przyjaźń – po prostu 

Praca ze zwierzętami jest najwspanialszą pracą, jaką może być – przekonuje st. asp. Utnik. – Mimo, że służba w Ogniwie Konnym to przede wszystkim ciężka praca fizyczna. Funkcjonariusze przekonują o przyjaźni między nimi, a zwierzętami. - Kiedy już zwierzę nie może pełnić tutaj służby, to nikt nie odda tego zwierzęcia na rzeź. Jest zbudowana duża więź, więc zależy nam na tym, by te koniki brać do siebie – mówi st. sierż. Szczeciński. – Koń jest jako członek rodziny. Człowiek przywiązuje się do tego zwierzęcia i myśl, że miałby pójść „gdzieś”... Ja zabrałam swojego do siebie, chodzi po łące i rozrabia. Kto ma takie możliwości to zabiera konia do siebie, a jeśli opiekun nie może zabrać konia, to zwykle wyjeżdżają do Zakątka Weteranów – to jest fundacja, którą założyli byli policjanci i u nich są wszystkie pieski i koniki z całej Polski, które po służbie nie mogły trafić do opiekunów. To jest zobowiązanie, koszt i czas... – tłumaczy sierż. Wrześniewska.

Na posterunku do końca 

Przede wszystkim czworonożni funkcjonariusze, by pełnić służbę – muszą mieć dobre zdrowie. – Nikt nie pozwoli sobie na to, żeby koń, który cierpi, którego boli noga miał jechać na patrol... U nas konie przechodzą coroczny przegląd, na co dzień są pod stałym nadzorem pani weterynarz, która przyjeżdża na każdy nasz telefon. Tak samo szczepienia, odrobaczenia – wszystkie terminy mamy zapisywane w książkach. Opiekę medyczną konie mają zapewnioną najlepszą jaką mamy. Ratujmy zwierzę jeśli zajdzie taka potrzeba – wyjaśnia sierż. Wrześniewska. - Każdy jeździec też dogląda swojego konia przed i po służbie, po meczach, zabezpieczeniach, czy w żaden sposób nie ucierpiał, czy nie ma ran, kontuzji. Przed służbą tak samo – już podczas szczotkowania trzeba obejrzeć mu nogi, czy nie są zadrapane – dodaje st. sierż. Szczeciński.

- Konie przychodzą już z nadanymi imionami. Mają paszporty, hodowcy nadają im imiona. Kupujemy je w drodze przetargu. Przeglądamy oferty, weterynarz przegląda konie. To widać czy koń jest odważny, ciekawski, nie boi się, wszędzie wejdzie, a staramy się eliminować konie, które się boją, żeby było bezpiecznie. Śląska rasa jest bardzo spokojna, co nie znaczy, że policyjny koń na nic nie reaguje – tłumaczy sierż. sztab. Przemysław Lal.

___
Źródło: Tygodnik Idziemy  
Fot.: pixabay.com/pl/; Komenda Stołeczna Policji 

niedziela, 23 sierpnia 2020

[WYWIAD] Nuda w życiu duchowym

[WYWIAD] Nuda w życiu duchowym
Nigdy wcześniej nie publikowałam tego wywiadu - rozmowy z Ks. drem Mariuszem Krawcem SSP - rekolekcjonistą, dziennikarzem i wykładowcą komunikacji społecznej, który pracuje we Lwowie... 


Ojcze, jakie są przyczyny tego, że modlitwa zaczyna nas nudzić? 

Jeśli modlitwa nas nudzi, to przyczyn tego stanu szukałbym na dwóch obszarach: ludzkim i duchowym. Możemy czuć się znudzeni na modlitwie, bo ogólnie czujemy się znudzeni życiem, pracą, ludźmi. Nuda jest to pewien stan emocjonalny, przez niektórych psychologów traktowana jako odmiana frustracji bądź stresu, związana ze stanami depresyjnymi. A zatem jeśli nudę, która nas dopadła diagnozuje psycholog, to też on może dać receptę, jak z niej wyjść. Ale nuda może być też częścią walki duchowej. Ewagriusz z Pontu, jeden z Ojców Pustyni z IV wieku odwołując się do Psalmu 91 (w. 6), pisał o tak zwanym demonie południa, który ogarnia on mnicha pomiędzy godziną czwartą a ósmą. Wydaje się mu wówczas, że słońce zatrzymało się w miejscu, a dzień ma pięćdziesiąt godzin. Stan okrutnej nudy i beznadziei. W środowisku wczesnochrześcijańskich mnichów żyjących na pustyni, pojawił się wówczas termin acedii, czyli pewnej obojętności, lenistwa czy nudy. Mnisi, aby to lepiej zrozumieć, używali obrazu-przenośni, nazywanego „wyjściem z celi”, czyli rezygnacji z duchowej walki. Ale acedia może dopaść także przyjaciół czy małżonków. Wyraża się ona znudzeniem się sobą nawzajem. Stawiają sobie oni wówczas pytanie, które zabija miłość: co on/ona może jeszcze wnieść w moje życie. Wydaje się, że już wszystko o sobie wiemy, nie ma potrzeby, abyśmy ze sobą rozmawiali.

Doświadczamy czasem czegoś co można określić, jako znudzenie się Bogiem. Czy jest ono w ogóle możliwe?

Możemy być w ten sposób kuszeni. Wydaje się nam wówczas, że Bóg jest nudny. Oczywiście jest to fałszywe odczucie, bo Bóg nie może być nudny, choćby z tego względu, że jest nie do ogarnięcia przez człowieka. Tak naprawdę nigdy nie dojdziemy tu na ziemi, do pełnego poznania Boga. A zatem wciąż możemy odkrywać w Bogu coś nowego i mówiąc obrazowo, zachwycać się każdego dnia, nowym fragmentem jego „oblicza”, którego dotychczas nie znaliśmy. Ale szatan będzie nas odwodził od takiego zachwytu się nad Bogiem. Będzie próbował prowadzić nas w jakiś ślepy zaułek dialogu z grzechem, który niekontrolowany, może doprowadzić do tego, że przestaniemy Boga poszukiwać i nie będziemy mieli ochoty na dialog z Nim.

Nuda jest też pewnego rodzaju pustką duszy, ale również zniewoleniem serca. Czy ten, który jest znudzony - potrafi kochać? 

Serce jest zniewolone przez złego ducha, a następstwem tego zniewolenia będzie nuda, która może pchnąć nas ku nowym zniewoleniom. Ilu młodych tzw. nudzących się ludzi, jako antidotum na nudę sięga po alkohol, narkotyki, uzależnienie od różnego rodzaju perwersji seksualnych. A kto nie może kochać? Tylko osoba zniewolona, czyli inaczej mówiąc chora. Aby kochać, trzeba umieć się zachwycić, aby się zachwycić, trzeba się otworzyć na drugiego człowieka. Zakochany mężczyzna dostrzega u swojej ukochanej najdrobniejsze detale jej urody, pragnie z nią przebywać jak najdłużej i nigdy się przy niej nie nudzi. Ale gdy ta miłość zacznie słabnąć, tych „cudownych detali jej urody” dostrzega co raz mniej, a czas wspólnych rozmów skraca się drastycznie. Miłość przestaje być pielęgnowana, a jeśli nie jest pielęgnowana to karłowacieje i a z czasem zanika.

Czy zatem istnieje jakaś recepta na przezwyciężenie nudy w życiu duchowym?

Na pewno nie można się poddawać. Z nudą, tak jak z każdą inną pokusą, która oddala nas od Boga, należy walczyć. Jeśli popycha ona nas do duchowej bierności, to na przekór temu, powinniśmy stawać się w życiu duchowym bardziej aktywnymi. Św. Ignacy Loyola proponował bardzo skuteczną metodę walki ze strapieniami. Otóż uważał on, że skoro strapienia są pokusą i nie biorą się z zewnątrz, to nie należy na zewnątrz niczego zmieniać (np. pracy, miejsca zamieszkania, przyjaciół czy współmałżonka), lecz należy zmieniać siebie samego i czynić to z wytrwałością i cierpliwością. Przede wszystkim nie należy rezygnować z dialogu z Bogiem. Nawet jeśli na pewnym etapie będzie wydawał się on nudny i bezowocny, to nie można się tym zniechęcać. Wytrwała modlitwa chroni nas przed działaniem złego ducha, który za wszelką cenę próbuje nas oddalić od Boga i wśród wielu wymyślnych metod, aplikuje nam nudę. Zwycięstwo nad nudą prowadzi człowieka do wewnętrznej radości, daje pokój sercu i zagrzewa go do dalszej aktywności.

___
Fot.: pixabay.com/pl/

sobota, 22 sierpnia 2020

50 km po raz pierwszy

50 km po raz pierwszy
W sierpniu bardzo dużo się dzieje w moim życiu 😊 Z początkiem miesiąca zaczęłam biegać - najpierw 5km, później 6km i 7km, a kilka dni temu po raz pierwszy (w życiu!) przebiegłam 10km 😎 I tak sobie biegam kilka razy w tygodniu - zależnie od tego czy jestem na miejscu czy poza Warszawą, bo wtedy mam wolne od biegania 😊 


Jak na razie przebiegłam 50km. Kiedyś nie byłabym w stanie nawet sobie tego wyobrazić... Bieganie jakoś ciągle odkladałam, bo bardziej skupiałam się na treningach na sali - boks i krav maga, ale troszkę się pozmieniało...  A dziś... cóż, mam ochotę na więcej 😊  

A Wy, biegacie? 

___
Fot.: pixabay.com/pl/

piątek, 21 sierpnia 2020

Bliscy i oddaleni

Bliscy i oddaleni

Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają
i muszą się spotkać aby się ominąć
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało

są inni co się nawet po ciemku odnajdą
lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali lecz wad im zabrakło

bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają-to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty co nigdy nie chodzą parami

można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się spowrotem.

- Ks. Jan Twardowski 

___
Fot.: pixabay.com/pl/

czwartek, 20 sierpnia 2020

Zainspiruj się do działania

Zainspiruj się do działania
📰 Nic nie tworzy przyszłości tak jak marzenia. 
Victor Hugo



🌻 W życiu nie chodzi o czekanie
Aż burza minie...
Chodzi o to
By nauczyć się tańczyć w deszczu.
- Vivian Green 



😼 Kiedy w coś wierzysz 
Wierz bezwarunkowo i nieodwracalnie.
- Walt Disney 


📰 Małe czyny, które robisz 
Są lepszenicy niż duże
Które planujesz. 
- George Catlett Marshall 


🌻 Jeśli raz się poddaszem to może się stać Twoim nawykiem.
Nigdy się nie poddawaj. 
- Michael Jordan 


😼  Życia mierzy się ilością oddechów
Ale ilością chwil
Które zapierają dech w piersiach.
- Maya Angelou 

📰  Mistrzowie grają dotąd
Aż grają dobrze. 
- Billie Jean King 


🌻 Twoja dieta dziś jest Twoim ciałem za miesiąc.
- Autor nieznany...   


___
Fot.: pixabay.com/pl/

środa, 19 sierpnia 2020

10 000 w sierpniu!

10 000 w sierpniu!
I stało się 😊 W ostatnim miesiącu bloga odwiedziło ponad 10 000 osób! Cieszę się, że w trzy lata od powstania mojego miejsca w sieci - zaglądacie tutaj 😊 Te pierwsze 10 tys wyświetleń w ciągu miesiąca to dla mnie duża motywacja i wdzięczność za Waszą aktywność - za dobre słowa, komentarze, dobrą energię... i dobre porady 😎



Bez reklam na fejsie, bez promocji na różnego rodzaju grupach dla blogerów - odnieśliśmy wspólny sukces, za co Wam dziękuję 💖 Cieszę się, że to właśnie dziś pojawiło się 10 z przodu, bo też to jest dzień dla mnie ważny z innego powodu, o którym napiszę trochę więcej, ale za kilka tygodni... 

PS. Marzenia się spełniają gdy ludzie się kochają! 💖        

___
Fot.: pixabay.com/pl/

wtorek, 18 sierpnia 2020

Delikatne i urocze

Delikatne i urocze
Uwielbiam spotykać się z ludźmi, którzy mają pasję - i bez znaczenia czy są to ludzie z pierwszych stron gazet czy ci, których spotykam na co dzień, a którzy tworzą tak piękne rzeczy, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Jakiś czas temu ogromną miałam przyjemność odebrać prezent, który ucieszyłby każdą kobietę - wieczne różne i przepiękne, delikatne kolczyki...


RoseBelle i wiecznych różach już pisałam 🌹 Są wyjątkową ozdobą i przeuroczym pomysłem na prezent. Bardzo mi się podobają! Dziś przyszedł czas na śliczne kolczyki, które bardzo często zakładam. Już pomijam to, że są zapakowane w piękne pudełeczko, dzięki czemu tak zamówiony produkt będzie od razu gotowy do wręczenia 🎁


Biżuteria - zwłaszcza tak wyjątkowa, bo ręcznie robiona - to zawsze dobry pomysł na prezent. Nie ma po co odkładać wdzięczności na kiedyś, bo "kiedyś" nie istnieje. Okazji przecież nie brakuje - urodziny, imeininy... Kolczyki są bardzo delikatne i niezwykle kobiece - mają naturalne kwiaty wrzośca. A latem motywy kwiatowe są szczególnie modne... Przepiękny jest też naszyjnik z płatkami róży  - podobnie jak kolczyki - wykonany ręcznie 🌹  


Kochani, bardzo zachęcam to życia TU i TERAZ i wdzięczności za dobrych ludzi, których mamy obok 💖 Czasami naprawdę wystarczy tak niewiele, by bliskiej osobie sprawić przyjemność. A produkty, które wykonane są sercem i pasją - są niesamowite... 


I bądź wdzięczna... 💖     

___
Fot.: archiwum prywatne 

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

[WYWIAD] W chmurach

[WYWIAD] W chmurach
Wtym roku o lotach samolotem mogę tylko pomarzyć... Uwielbiam latać! 😊 I chyba trochę z tęsknoty za tym, co piękne - przypomniał mi się wywiad sprzed kilku lat... Bardzo często znamy tylko ich głosy z kabiny pilotów. Chociaż czasem zastanawiamy się jak wygląda rzeczywiście ich praca „od kuchni” – nie mamy zwykle możliwości, aby podczas lotu być w kabinie pilotów. Kapitan Dariusz Szulc – szef pilotów w SprintAir, w niezwykłej atmosferze opowiada o swojej pracy... ✈



Panie Kapitanie, dzięki Państwa gościnności mam przyjemność przeprowadzić niezwykły wywiad, bo w chmurach – i to dosłownie. Praca pilota wiąże się chyba z ciągłym stresem? 

Na pewno są sytuacje stresujące, pracujemy w mało komfortowej sytuacji dla nas. Musimy być sprawni od samego początku do końca. Są takie momenty, że musimy działać szybko i sprawnie, są momenty startu i lądowania, które wymagają od nas pełnej koncentracji, postępowania zgodnie z procedurami – oczywiście mając na celu szybką reakcję.

Jesteśmy na wysokości ok. 5 tys. km nad ziemią. Widać tylko chmury – to nie utrudnia w jakiś sposób lotu? 

Nie ma to większego znaczenia czy widać ziemię, czy wykonujemy lot w chmurach. Dlatego, że wykonujemy lot według ustalonych przepisów. Lot ponad chmurami, w chmurach czy z widocznością ziemi – jeśli mamy stałą trasę, to jest wykonywany na stałych parametrach. Są różnice, które wynikają na przykład z pogody, niekorzystnych warunków meteorologicznych – burze, bardzo silne wiatry. To nie ma jednak żadnego znaczenia emocjonalnego dla nas. Naturalnie, kiedy widzimy ziemię – możemy podziwiać piękne widoki. To jest piękna sprawa – możemy się podzielić tym z pasażerami. Zawsze cieszymy się, że jest dobra pogoda. To jest dla nas też pewien komfort lotu.

Lepiej się lata w dzień czy w nocy? 

Są pewne różnice kiedy lata się w dzień i w nocy. Dla człowieka naturalną rzeczą jest praca w ciągu dnia. Człowiek musi odpoczywać w nocy, żeby mógł pracować w dzień. Nam jako pilotom łatwiej pracuje się w dzień, dlatego, że mamy większy komfort. Szybciej dostrzegamy jakieś błędy wynikające z odczytu, informacji. To też przekłada się na nasze mniejsze zmęczenie. Każdy z nas się męczy, a po jakimś czasie jego zdolność się osłabia. W osiemdziesięciu procentach jesteśmy wzrokowcami – wiadomo, że nasz wzrok bardziej się meczy w nocy, bo musi dostrzegać pewne elementy. Musi ciągle walczyć z tą różnicą.

Ma Pan czasem już dość tej pracy, dość latania? 

No pewnie (śmiech). To jest ludzka sprawa. Jednemu się chce iść bardziej do pracy w poniedziałek, drugiemu – w środę. Ja jestem na tej wygranej pozycji, że pracuję jako pilot – robię to co lubię, i jeszcze dostaję za to pieniądze. Życzę każdemu kto pracuje w wymarzonym swoim zawodzie, żeby był wytrwały. Tylko przez wytrwałość można dojść do takiego momentu jak ja teraz. Czasem zdarza się, że jestem zmęczony, ale zawsze mówię, że przyjemność spotka mnie tam wyżej, w chmurach. Ta praca sprawia mi przyjemność, daje mi satysfakcję. Jestem w stanie utrzymać rodzinę, uśmiechnięte dziewczyny mijają mnie w pracy – to wszystko sprawia, że moje akumulatory dodatkowo się jeszcze ładują.

Za niedługo będziemy podchodzić do lądowania. Co jest trudniejsze – strat czy lądowanie? 

Pod pewnymi względami i strat jest bardziej niebezpieczny i lądowanie jest bardzo ryzykowne. Wiadomo, że są takie momenty podczas całego lotu, że musimy być skupieni. Musimy zdawać sobie sprawę, że od naszej szybkiej reakcji zależy jaki będzie lot. Dużo trudniejsze jest lądowanie chociażby z racji tego, że my musimy poprowadzić ten samolot, wylądować w określonym miejscu na pasie, i też wielokrotnie jest taka sytuacja, że lądujemy przy minimalnej widzialności. Start jest też dość niebezpieczny dla nas, ale poziom tego zagrożenia jest troszkę mniejszy. To jest troszkę łatwiejszy etap.

___
Źródło: mojafigura.com 
Fot.: pixabay.com/pl/

niedziela, 16 sierpnia 2020

Mój pierwszy medal

Mój pierwszy medal
Od kilku lat na dzień 1 sierpnia mam taki sam plan: o 17.00 - w Godzinie W - idę oddać hołd Powstańcom Warszawskim, a wieczorem biorę udział w (Nie)zakazanych Piosenkach... W tym roku ze względu na koronawirus nie uczestniczyłam w koncercie, ale do moich planów dodałam bieg: Wirtualny Bieg Powstania Warszawskiego 😊  


Podoba mi się sam pomysł wirtualnych biegów, chociaż dopiero co je odkrywam. Nigdy bym się chyba nie odważyła wziąć udziału w normalnym biegu, ponieważ uważam, że z moją kondycją nie jest najlepiej 😎 ale wirtualny bieg ma taki plus, że dystans można pokonać zarówno biegiem jak i marszem... I trasę wybieramy sobie sami. Czyli więcej plusów jak jeden 😊 

Mam w planie jeszcze kilka wirtualnych biegów... A Wy - bierzecie udział w takich biegach?

 ___
Fot.: archiwum prywatne 
Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger