poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Policja Konna

Od blisko pół wieku spotkać ich możemy w parkach, lasach, skwerach czy plażach i ogólnie mało dostępnych miejscach, do których  trudno dojechać radiowozem – funkcjonariusze Ogniwa Konnego Komendy Stołecznej Policji pełnią szczególny rodzaj służby, który w połączeniu z pasją,  daje im dużo satysfakcji i jest wizytówką Policji w Garnizonie Stołecznym. Policja Konna znajduje się w strukturach organizacyjnych Wydziału Wywiadowczo – Patrolowego Komendy Stołecznej Policji. 



W tym roku ze względu na koronawirus nie ma wielu wydarzeń, w których jeszcze rok temu policjanci z Ogniwa Konnego uczestniczyli. – W zeszłym roku co tydzień było jakieś wydarzenie związane ze świętem Policji, w którym braliśmy udział – mówi st. asp. Krzysztof Utnik – kierownik Ogniwa. Chociaż Policja Konna nawiązuje do tradycji formacji konnych Policji Państwowej z okresu międzywojennego, dziś funkcjonariusze na koniach wciąż spotykają się zaskoczeniem ludzi, których mijają. - Zimą, kiedy temperatura jest dość niska, konie odpoczywają. Wtedy mamy patrole zmotoryzowane. Po zimie, kiedy znowu ruszamy patrolować tereny zielone zdarzają się  sytuacje, że ludzie nas zaczepiają np. w Parku Skaryszewskim. Mówią, że miło nas widzieć, że „ten park bez Was to nie ten sam park”. Niektórzy są zaskoczeni, bo widzą nas pierwszy raz, a ci, którzy widzą po raz kolejny – są przyzwyczajeni. Pozytywnie odbierają wykonywaną przez nas pracę – mówi st. sierż. Mateusz Lis z Ogniwa Konnego Policji.

Służba w Policji Konnej jest wyjątkowa pod wieloma względami. Trzeba przejść dwa osobne szkolenia. Najpierw trzeba przejść całą ścieżkę rekrutacyjną, żeby zostać policjantem. Po adaptacji zawodowej, którą przechodzimy w oddziałach Prewencji Policji, możemy zacząć starać się o przyjęcie tutaj, do Ogniwa Konnego Policji - tłumaczy sierż. Olga Wrześniewska.

- Kiedy już dostajemy się do Ogniwa Konnego to przechodzimy dalsze szkolenia, składające się z dwóch etapów. Poziom pierwszy do służby patrolowej umożliwiający patrolowanie  terenów zielonych: lasy, laski, parki, wyjechać w ogóle do służby na ulicę. A szkolenie drugiego stopnia zezwala  na wyjazd do służby podczas imprez masowych, przy zabezpieczeniach meczy, koncertów, strajkach i wszystkich imprezach o podwyższonym stopniu ryzyka – wyjaśnia st. sierż. Błażej Szczeciński.


- Konie bardzo dobrze sprawdzają się na za zabezpieczeniach imprez masowych. To jest wizytówka Policji. Nie wszystkie jednostki w Polsce mają konie, takich jednostek jest kilka. Myślę, że Policja Konna jest potrzebna – mówi st. asp. Krzysztof Utnik. - Najtrudniejsze są zabezpieczenia imprez masowych, bo wtedy wszystko dzieje się dynamicznie. Na przykład 11 listopada, mecze Legii, Polonii, a wszystkie mecze w Warszawie to są mecze podwyższonego ryzyka. Ludzie jak widzą konie to się uspokajają, czują respekt – mówi sierż. sztab. Przemysław Lal.

Zima w radiowozach? 

Poza chłodnymi miesiącami, kiedy konie zostają w stajni – policjanci wyjeżdżają na patrole, ale bez względu na porę roku – co poniedziałek konie mają dzień szkoleniowy. - Koniom należy przypominać różne sytuacje, które mogą się wydarzyć podczas patrolowania w mieście, gdzie jest ruch uliczny,  ludzie, biegają dzieci, są też różne bodźce. Koniki o pewnych rzeczach mogą zapomnieć, a żeby nie było stresu dla nich i dla nas, to przypominamy, że są huki, hałasy, baloniki, chorągiewki, otwieranie parasole. Przede wszystkim trzeba poprawić im kondycję, bo jak jeździmy w rejonie to z tempem, ale dzień, w którym podtrzymujemy kondycję to jest właśnie poniedziałek – tłumaczy sierż. sztab. Katarzyna Wieczorek.

- Konie przyjeżdżają do nas na stajnię i wtedy instruktorzy z nimi pracują. Codziennie je siodłamy, najpierw są przyuczane do pracy z jeźdźcem, pod siodłem, a następnie są przyuczane do dymu, ognia, petard. To wszystko jest stopniowane. Kilka miesięcy, codzienna, systematyczna praca ze zwierzętami. Nie jest tak, że koń bez szkolenia idzie w ogień, a my mamy nadzieję, że on się przyzwyczai – wyjaśnia sierż. Wrześniewska. Konie nie są przymuszane, bardziej staramy się je przekonać na zasadzie zaufania, że koń, ilością powtórzeń podejdzie do tego ognia. Czasami potrzeba miesięcy, by on do tego ognia się przekonał. Chodzi o to, żeby  doświadczone konie swoją pewnością dawały pewność temu młodemu zwierzakowi. Pokazywały mu, że to nie jest nic strasznego, że można tam podejść – dodaje st. sierż. Szczeciński.


Kabaty, Lasek Bielański, Park Moczydło czy Park Skaryszewski – to właśnie tam najczęściej można spotkać policyjnych jeźdźców zarówno w ciągu tygodnia jak i w soboty czy niedziele. – Często nasi przełożeni „wykorzystują” nas do służby różnego typu, poza końmi, ale głównie jest to służba na koniach. Inne służby zdarzają się sporadycznie – mówi st. sierż. Błażej Szczeciński.

Pasja przede wszystkim

- U mnie od dziecka były konie, jeździectwo – uśmiecha się sierż. Olga Wrześniewska. – Mam swoje konie, swoją stadninę. Do pracy przyjeżdżam z przyjemnością, swoje obowiązki wykonuję z entuzjastycznie. Służba daje mi dużo satysfakcji i możliwości spełnienia się w tym, co się lubi. A przy okazji jeszcze mundur, który też był marzeniem... ja się w pracy nie męczę – mówi sierż. Wrześniewska.

- To, co może być uporczywe to jedynie temperatury zimą, bo czasami trzeba gdzieś jednak wyjechać. Wtedy ubieramy się ciepło. Podczas meczu czy zabezpieczenia, kiedy stoi się w miejscu i organizm nie ogrzewa się przez poruszanie. To kształtuje charakter, człowiek walczy sam ze sobą – dodaje st. sierż. Błażej Szczeciński.       
- Myślę, że jest to funkcja reprezentatywna jeśli chodzi o Komendę Stołeczną Policji. Każdy z nas jest dumny, że może w tym uczestniczyć. Mogę połączyć pasję ze służba. Przychodzę do pracy, lubię to, co robię, nie narzekam. Każdy z nas ma swojego konia, wobec tego jest to więź, to jest przyjaciel – mówi st. sierż. Mateusz Lis.

- Większość ludzi, którzy tutaj pracują połączyli pracę z hobby, a chyba nie ma nic lepszego. Poza pracą każdy też ma swoje pasje, zazwyczaj są to jakieś sporty, jesteśmy ludźmi dosyć aktywnymi. Są ludzie, którzy lubią bardziej sporty ekstremalne, mają zaliczone kursy na skoki spadochronowe. Każdy ma swoją pasję, poza konikami – mówi sierż. sztab. Katarzyna Wieczorek. 

- Sport i praca – mnie to kręci. Moim zdaniem człowiek nie wpada w rutynę, ponieważ co dzień są nowe wyzwania, cały czas trzeba z koniem nawiązać więź emocjonalną. Mógłbym to porównać do nauki nowego języka – mówi sierż. sztab. Waldemar Biadoń. - Trzeba lubić zwierzęta. Na pewno nie da  rady ten, który się szybko wypala do zwierząt. Zwierzę, podobnie jak człowiek, też może mieć gorszy dzień – dodaje st. sierż. Szczeciński. - Ważne jest zaufanie między nami, a zwierzętami. Koń czyta też mowę werbalną jeźdźca, więc  wie kiedy człowiek jest bardziej napięty, zestresowany, a wtedy też się stresuje. Przez lata służby ze zwierzęciem buduje się zaufanie jeźdźca do konia, ale też odwrotnie – wyjaśnia policjant.

Jak w rodzinie 

- Jest nas tutaj siedemnaście osób, bardzo jesteśmy ze sobą zżyci. W tym momencie mamy 16 koni, a każdy ma swojego opiekuna. Mamy nadzieję, że tak zostanie. Też są ograniczenia ze względu na stajnie, bo nie jest to taka prosta sprawa by znaleźć tak dużą stajnię z taką infrastrukturą, która jeszcze spełniałaby nasze wymogi – mówi sierż. Olga Wrześniewska. – Plus to, że musi być to stajnia w okolicach lub w samej Warszawie – dodaje st. sierż. Błażej Szczeciński.     

Służba w Policji Konnej jest wyjątkowa pod wieloma względami. - Możliwość obcowania ze zwierzakami i to, że wykonuję zawód, który w Polsce wykonuje około pięćdziesięciu osób czyni moją służę wyjątkową – mówi sierż. sztab. Biadoń. - Braliśmy udział w Święcie Kawalerii Wojska Polskiego, z udziałem prezydenta. To było dla mnie ważne wydarzenie, ale najważniejsza była dla mnie moja rodzina, która stała na Pl. Piłsudskiego – wspomina policjant. - Raz byliśmy też podczas ślubowania młodych policjantów na Pl. Zamkowym. A kiedyś na każdym ślubowaniu były konie. Jestem po oddziałach prewencji i pamiętam, że na moim ślubowaniu były konie – wspomina st. asp. Krzysztof Utnik.

Przyjaźń – po prostu 

Praca ze zwierzętami jest najwspanialszą pracą, jaką może być – przekonuje st. asp. Utnik. – Mimo, że służba w Ogniwie Konnym to przede wszystkim ciężka praca fizyczna. Funkcjonariusze przekonują o przyjaźni między nimi, a zwierzętami. - Kiedy już zwierzę nie może pełnić tutaj służby, to nikt nie odda tego zwierzęcia na rzeź. Jest zbudowana duża więź, więc zależy nam na tym, by te koniki brać do siebie – mówi st. sierż. Szczeciński. – Koń jest jako członek rodziny. Człowiek przywiązuje się do tego zwierzęcia i myśl, że miałby pójść „gdzieś”... Ja zabrałam swojego do siebie, chodzi po łące i rozrabia. Kto ma takie możliwości to zabiera konia do siebie, a jeśli opiekun nie może zabrać konia, to zwykle wyjeżdżają do Zakątka Weteranów – to jest fundacja, którą założyli byli policjanci i u nich są wszystkie pieski i koniki z całej Polski, które po służbie nie mogły trafić do opiekunów. To jest zobowiązanie, koszt i czas... – tłumaczy sierż. Wrześniewska.

Na posterunku do końca 

Przede wszystkim czworonożni funkcjonariusze, by pełnić służbę – muszą mieć dobre zdrowie. – Nikt nie pozwoli sobie na to, żeby koń, który cierpi, którego boli noga miał jechać na patrol... U nas konie przechodzą coroczny przegląd, na co dzień są pod stałym nadzorem pani weterynarz, która przyjeżdża na każdy nasz telefon. Tak samo szczepienia, odrobaczenia – wszystkie terminy mamy zapisywane w książkach. Opiekę medyczną konie mają zapewnioną najlepszą jaką mamy. Ratujmy zwierzę jeśli zajdzie taka potrzeba – wyjaśnia sierż. Wrześniewska. - Każdy jeździec też dogląda swojego konia przed i po służbie, po meczach, zabezpieczeniach, czy w żaden sposób nie ucierpiał, czy nie ma ran, kontuzji. Przed służbą tak samo – już podczas szczotkowania trzeba obejrzeć mu nogi, czy nie są zadrapane – dodaje st. sierż. Szczeciński.

- Konie przychodzą już z nadanymi imionami. Mają paszporty, hodowcy nadają im imiona. Kupujemy je w drodze przetargu. Przeglądamy oferty, weterynarz przegląda konie. To widać czy koń jest odważny, ciekawski, nie boi się, wszędzie wejdzie, a staramy się eliminować konie, które się boją, żeby było bezpiecznie. Śląska rasa jest bardzo spokojna, co nie znaczy, że policyjny koń na nic nie reaguje – tłumaczy sierż. sztab. Przemysław Lal.

___
Źródło: Tygodnik Idziemy  
Fot.: pixabay.com/pl/; Komenda Stołeczna Policji 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger