czwartek, 30 września 2021

Okresowa rewolucja

Okresowa rewolucja

Przyznam, że nie byłam przekonana do bielizny menstruacyjnej do momentu, kiedy zaczęłam ją testować - wtedy nie miałam już wątpliwości, że to produkt dla mnie. Chociaż oczywiście poza odpoczynkiem, czasami zdarza mi się także podróżować w "te" dni - pewność, że podróż przebiegnie zgodnie z planem - gwarantowana 😊 Bielizna menstruacyjna Sis to bez wątpienia rewolucyjne rozwiązanie podczas okresu. To nowa alternatywa dla tradycyjnych środków higienicznych. Majteczki zaprojektowane są zgodnie z nurtem eko i zero - waste, a dzięki ich używaniu możemy realnie przyczynić się do ograniczenia zużycia plastiku. A przy tym czuć się komfortowo nie tylko w podróży, ale i podczas spotkania z przyjaciółmi 😊

materiały prasowe 

Majteczki Sis możemy nosić wielokrotnie. Wystarczy, że po użyciu je upierzemy i wysuszymy. Bielizna menstruacyjna może wydawać się niekomfortowym rozwiązaniem, ale tylko do czasu, kiedy jej nie przetestujemy. Dla mnie to rozwiązanie idealne. Chłonność majteczek odpowiada trzem tamponom. Można je nosić nawet do 12 godzin! 👙 

materiały prasowe 

Za niezwykłą chłonność odpowiada warstwa absorbująca - stworzona z eukaliptusa, który nie tylko pochłania krew, ale również zapobiega infekcjom i alergii, dzięki swoim naturalnym właściwościom bakteriobójczym. 

Majteczki Sis są całkowicie bezpieczne i stworzone z materiałów z certyfikatem OEKO-TEX, dzięki czemu mamy pewność, że każda warstwa jest odpowiednia dla naszej skóry i nie spowoduje alergii. Majteczki Sis to 100 proc komfortu! Polecam, warto je mieć! 😊

Przekonaj się sama! 👙   

środa, 29 września 2021

Dziękuję, że Was mam!

Dziękuję, że Was mam!
Dzień 29 września to dla mnie szczególny dzień... Ostatnio dość dużo piszę o relacjach - nie bez powodu. Dwa lata temu "przypadkiem" spotkałam ludzi, którzy dziś są mi bardzo bliscy. Bardzo cenię uczciwość i wsparcie w relacjach - dlatego jestem wdzięczna za tych, którzy w ostatnich dwóch latach pojawili się na mojej drodze i pokazali mi, że razem można wszystko. Dziękuję za dobrą energię! Przy okazji - dziękuję też wszystkim, którzy odeszli z mojego życia i uczynili je jeszcze bardziej szczęśliwszym 😎 

Każdemu życzę pięknych ludzi w zasięgu - wtedy kiedy jest ciężko - pewność, że ktoś za nami stoi jest bezcenna! A to dodaje niesamowitej energii... 

archiwum prywatne 

Dziękuję, że Jesteście! 🌷💛🍀
M. 

wtorek, 28 września 2021

[WYWIAD] Druga szansa na szczęśliwy związek?

[WYWIAD] Druga szansa na szczęśliwy związek?

Wywiad przeprowadziłam jakiś czas temu, kiedy jeszcze naiwnie wierzyłam w to, że ludzie się zmieniają. Dziś już wiem, że to nie inni się zmieniają, tylko my otwieramy coraz szerzej oczy 😊 Sama nie raz dawałam drugą, piątą szansę, bo miałam nadzieję, że tym razem rzeczywiście będzie inaczej. Czy warto dać drugą szansę? Z własnego doświadczenia wiem, że nie. Co o drugich szansach i nowych początkach mówi psycholog? Oddaję głos Ewie Guzowskiej - psycholog, psychoterapeuta, coach 

pixabay.com/pl/ 

Pani Ewo, oczywistym jest, że w toksycznych związkach czy relacjach nie ma możliwości aby myśleć nawet o drugiej szansie, bo jest to bez sensu. Zgodzi się Pani ze mną?  

W przypadku toksycznego związku najczęściej osoby nie potrafią się „ostatecznie” rozstać. Jeśli osoby rozejdą się na chwilę, to najczęściej nie mogą stworzyć innego związku. „Innego”, bo każdy inny i tak jest podobny do tego poprzedniego. Jeśli zmieniamy tylko osobę, tak naprawdę nie zmienia się nic…   Istotne jest, by przyjrzeć się czemuś w nas, dlaczego wchodzimy właśnie w takie związki. Nikt inny za nas tego nie zrobi. Czasami wydaje się, że chemia pojawia się szybko, niestety, jak później często się okazuje, poza nią – być może niewiele łączy. Problematyczne jest określenie – co w tym związku trzyma mnie? Czy to seks? Bezpieczeństwo? Kumpelstwo? Okazuje się, że to duży problem, kiedy człowiek nie wie, czym jest miłość. Przychodzą mi na myśl słowa z Małego Księcia: „Jeśli kochasz puść to wolno. Jeśli jest Twoje i tak do Ciebie wróci. Jeśli nie wróci, znaczy, że nigdy Twoje nie było…”.   A co dzieje się najczęściej, trzymamy mocno – sami nie wiedząc CO trzymamy?

Jest to dość skomplikowany temat. Inaczej sprawy się mają, jeśli chodzi o związek... Czasem taki drugi początek jest lepszy niż ten pierwszy...  

Wszystko zależy, co jest powodem tarć w związku? Jeśli to naprawdę są drobiazgi, warto nad tym popracować. Jeśli chodzi o tematy, które dotyczą np. przekonań, wartości, jakie w życiu osoba wyznaje, czasami jest to trudne, a wręcz niemożliwe. Najczęściej odgrywamy, poniekąd związki naszych rodziców… czyli znowu wracamy – do punktu startowego: CZAS WRÓCIC DO DOMU….

Z czego to wynika, ten drugi lepszy początek? 

Zdecydowanie, jeśli  obydwie osoby chcą pracować nad związkiem, bo ta druga osoba jest bardzo ważna dla niej… wówczas nic nie stoi na przeszkodzie, należy podjąć tę pracę.  Praca ta zwykle bardzo popłaca – bo rozwijamy się przez taki związek.  A nasz rozwój, to być może najważniejsza rzecz, jaką powinniśmy się zająć…

Druga szansa to też niejako przyznanie się do błędu? 

Przyznanie się do błędu, wymaga wiele odwagi, a odwaga ta świadczy o nas samych i dla nas samych jest istotną informacją. Nie musimy być nieskazitelni i zwykle to niemożliwe. Wystarczy, że będziemy po prostu ludzcy. Człowiek jest osobą popełniającą błędy, ważne by ich się nie wypierał, tylko uczył się na nich i nie popełniał ich w przyszłości.

Ludzie się zmieniają... Spotkanie po latach może być początkiem czegoś pięknego... Czegoś, czego może wcześniej nie potrafiliśmy docenić, zobaczyć?  

Tak, ludzie się zmieniają i trzeba mieć to na uwadze, że być może spotkanie po latach, będzie czymś niesamowitym i radosnym.  Nie można jednak pominąć tego faktu, że każda z osób w tym czasie, żyła swoim życiem i być może jest już zupełnie inną osobą niż tą którą znaliśmy przed laty. To może być pułapka, w którą czasami chętnie się wpada. Wspomnienie beztroskości wraca i znowu chce się to zatrzymać, niestety często już jest to niemożliwe.  

A może właśnie i takie powroty są potrzebne? Bardziej też poznajemy siebie...   

Nie sposób wejść drugi raz do tej samej rzeki, gdyż rzeka płynie… Nic nie jest już takie samo…

Zdarza się też i tak, że strach robi swoje... Może właśnie życie da drugą szansę i znowu będę cierpieć? 

Jeśli nic nie zmieniliśmy w sobie, z pewnością, będziemy cierpieć i pytanie, czy być może to jest nasza rola, którą graliśmy w rodzinie…  Warto przyjrzeć się tej roli. Być może się okazać, że w każdym związku byliśmy ofiarą, dawcą albo katem, biorcą… W żadnym związku – nie było harmonii ani równowagi, ponieważ to byłoby niemożliwe.

Druga szansa nie daje przecież gwarancji, że teraz już będzie pięknie...  

Druga szansa, bez pracy, nie daje nic innego, niż na wejściu, poza może kolejnymi rozczarowaniami i frustracją. Inaczej nie może się zdarzyć, jeśli nic w nas nie zmieniło się – nie może być inaczej..

Każda relacja jest inna, inne uczucia, emocje, ale gdzie jest ta granica, której nie powinniśmy przekraczać – jeśli chodzi o drugą szansę? 

Toksyczne związki, to wiadomo, co poza? Pierwsza czy druga szansa, nie powinna pozbawiać nas wzajemnie szacunku do siebie…  Jestem zdania, że czasami lepiej rozstać się wcześniej, by nie tracić tego, co być może było też piękne… Życzę Wszystkim przede wszystkim szacunku do siebie, wówczas łatwiej do drugiej osoby, a to podstawa każdego związku 😊 

poniedziałek, 27 września 2021

Piękno zamknięte w ramach

Piękno zamknięte w ramach

Jeżdżę sobie po naszym pięknym kraju i spotykam się z różnymi ludźmi. Obserwuję tych, których widzę w restauracji i w pociągu. Przyglądam się temu, co widzę na ulicy czy podczas małego odpoczynku na ławce nad Wisłą i czasami po prostu przecieram oczy z niedowierzania, bo nie mogę  uwierzyć w to, co widzę. Zasnatawiam się w którą stronę to wszystko zmierza... Wszystko rozumiem, że można mieć (a nawet chyba wskazane 😜) swój styl, ale moje Drogie - nie dajmy się zmanipulować, że piękno jest idealne - co widzimy niemalże na każdej reklamie. Która z nas ma tak piękną, jędrną skórę i "doskonałą" figurę, jak panie z reklam? 

pixabay.com/pl/

Nigdy nie przerabiałam zdjęć, nie nakładałam żadnych upiększeń, bo po pierwsze nie znam się na tym, a po drugie uważam, że nie ma to sensu. Piękno to coś, co jest w nas. Nic nam go nie da, jeśli nie odkryjemy go w sobie. To nie jest jak ze skanowaniem kodu w autobusie czy przy wejściu do metra - musimy się wpisać w jakieś ramy. Każda z nas jest piękna i wyjątkowa! Nie musimy sobie na siłę tego udowadniać, bo piękno to coś ponad. To niesamowita wewnętrzna siła! 🍀💛🌷

Każdej kobiecie życzę radości i satysfakcji z odkrywania swojej kobiecości i piękna. Nie dajmy się wpisać w żadne ramy, bo piękno jest w nas! 💛 Nie zapominajmy o tym..  

niedziela, 26 września 2021

Jeśli dziś usłyszycie Jego głos...

Jeśli dziś usłyszycie Jego głos...

- słowa pieśni, pięknej pieśni, którą pierwszy raz usłyszałam na jednym ze spotkań Wspólnoty. Już dawno nie słuchałam tych pieśni. Czasami wieczorami słucham kazań Ks. Piotra Pawlukiewicza, ale i z tego kilka miesięcy temu zrezygnowałam. Kiedy jeszcze miałam zdrową stopę i biegałam - wchodziłam do świątyni na krótką modlitwę. Zrezygnowałam ze wszystkiego, co pomagało mi być lepszym człowiekiem... 

pixabay.com/pl/

Na szczęście... mam przy sobie przyjaciół, którzy potrafią zobaczyć, że coś się dzieje... Dziękuję za wszystkich dobrych ludzi, którzy są... Dziękuję za każdą wiadomość, rozmowę, wsparcie i modlitwę. Jestem słaba, popełniam błędy, ale wiem, w Kim mogę wszystko... ❤  

sobota, 25 września 2021

Jesienne nadrabianie zaległości

Jesienne nadrabianie zaległości
Kiedyś pisałam tekst pt.: Jak się przygotować do wiosny? 😎 Eh, wiosna to taki cudowny czas - wszystko się budzi do życia, i jakoś pozytywnej energii jest więcej... Jesień - wśród wielu minusów, które widzę - ma też plusy, bo m.in. można nadrobić książkowe zaległości 😊 Jesienią wiele słyszymy o depresji... Mam wśród swoich bliskich takich, którzy zmagali się z chorobą - za jakiś czas opublikuję też wywiad dot. depresji... 

pixabay.com/pl/

Kochani, bardzo zachęcam, by się nie poddawać - ja też, mimo, że mam milion zdjęć, na których jestem uśmiechnięta - mam gorsze momenty... Trzeba być silnym mimo wszystko! Każde trudne doświadczenie to jednocześnie lekcja i szansa, że następnym razem będziemy bardziej rozsądne... 

piątek, 24 września 2021

Z ludźmi nie ilość tylko jakość

Z ludźmi nie ilość tylko jakość

Bardzo lubię "Bez strachu" Palucha. To prawdziwa petarda! Kilka lat temu miałam przyjemność przeprowadzić wywiad z raperem i było to spotkanie, które jeszcze na długo pozostanie w mojej pamięci. Dokładnie tak jest jak śpiewa Paluch: "(...) z ludźmi nie ilość tylko jakość"... 

pixabay.com/pl/

Bardzo byłam zaskoczona kiedy czekałam na opóźniony pociąg i nagle zobaczyłam mojego profesora, którego ostatni raz widziałam chyba z dziewięć lat temu! Właśnie o tę jakość w relacjach chodzi - bo przecież można odwrócić głowę i udawać, że się nie znamy, ale można też porozmawiać i ucieszyć się wzajemnymi sukcesami...    

Jakość jest zdecydowanie ważniejsza od ilości! Jakiś czas temu pewien mężczyzna, kiedy powiedziałam, że na fejsie mam "trzynastu przyjaciół" skomentował, że moje wirtualne towarzyskie życie po prostu leży 😊 I o to właśnie chodzi  - jak mówił inny mój profesor 😎 wirtualny świat...  Można mieć tysiące "przyjaciół" na fejsie, ale na ilu z nich możemy liczyć?     

czwartek, 23 września 2021

[WYWIAD] Bliskość emocjonalna

[WYWIAD] Bliskość emocjonalna

Bliskość emocjonalna to wyjątkowy rodzaj bliskości, pod warunkiem, że obydwie strony są względem siebie uczciwe. Jak to jest z uczciwością to sami doskonale wiemy... Czasem się zastanawiam czy szczerość to naprawdę tak duże wyzwanie? Po co kłamać i tworzyć historie, których nie ma? Nie wiem. Oddaję głos Waldemarowi Dulębie - współzałożycielowi Pracowni Terapii i Rozwoju 

pixabay.com/pl/ 

Panie Waldemarze, to w jaki sposób budujemy relacje z innymi nie jest przypadkowe?    

Sposób w jaki budujemy więź emocjonalną z drugim człowiekiem, w dużej mierze – ale nie wyłącznie – jest determinowany przez wzorce zachowań, które wynosimy z naszych rodzin. Są takie nurty w  myśleniu o więzi międzyludzkiej, które mówią, że jest to reakcja wyłącznie wyuczona na drodze warunkowania: bodziec – reakcja. Nawiązuje się pewnie rodzaj zależności, który prowadzi do jakiegoś rodzaju bliskości. Są też takie nurty, które mówią, że potrzeba więzi jest czymś bardzo pierwotnym – umacnia się i utrwala w codziennym zachowaniu, bo są pozytywne wzmocnienia, które będziemy powtarzać. Ważnym  elementem, na który zwracają uwagę badacze, jest predyspozycja którą przynosimy już ze sobą – jest nią  potrzeba więzi z innymi. To jest ewolucyjne uzasadnienie. Jest to rodzaj przekazu pokoleniowego, z czego sobie nie zdajemy sprawy, a co jest ważnym czynnikiem wiążącym nas z innymi ludźmi.

Bliskość emocjonalna z dzieckiem, szczególnie na początku – jest konieczna, by było one bezpieczne, a w przyszłości – by potrafiło budować dojrzałe relacje?

Bliskość na początku życia jest niezbędna, bo gdyby jej nie było to byśmy nie przetrwali. Dziecko jest całkowicie zależne – najczęściej od matki i opiekuna. To, czy będzie nakarmione, przewinięte to jest podstawa. Jeśli te potrzeby nie zostaną spełnione to dziecko może przeżywać realne zagrożenie, tym zagrożeniem jest śmierć. Pierwotna więź opiera się na takiej podstawowej biologicznej wymianie, dopiero później staje się ona coraz bardziej wzbogacona. 

Jaką rolę odgrywa kontakt fizyczny?

Jest bardzo ważny. To, w jaki sposób dziecko zostaje zaopiekowane i w jaki sposób – poprzez kontakt fizyczny – zostają przekazane informacje o akceptacji. Do tego dochodzi bardzo ważny element: mimika. Jak reagujemy na dziecko? Śmiejemy się, odpowiadając na jego uśmiech, uspakajamy kiedy płacze. Bardzo ważne jest też to w jaki sposób mówimy. Fryderyk II zalecił przeprowadzenie eksperymentu deprywacyjnego, w którym niespełna roczne dzieci zostały odebrane matkom i przekazane opiekunkom. One dostarczały dzieciom pożywienia, przewijały, ale miały jeden zakaz: nie wolno było im się odzywać do dzieci. Fryderyk II chciał w ten sposób odkryć pierwotny naturalny język człowieka. Co się okazało, deprywacja – pozbawienie dziecka mowy doprowadziła w konsekwencji do śmierci dzieci. Eksperyment ten pokazywał w jaki sposób pozbawienie dziecka kontaktu werbalnego, powoduje zaburzenie więzi. Nie wystarczy byśmy byli doglądani. To jest skomplikowany proces, który wymaga nie tylko zaopiekowania zewnętrznego, fizjologii, ale wymaga również poszerzonego wachlarza bodźców, które budują pewien rodzaj wymiany, zaufania, więzi między ludźmi. 

Możliwe jest, że ktoś może odpowiedzieć w negatywny sposób na bliskość fizyczną?

Jeśli dziecko ma dostarczane to, co jest mu potrzebne z podstawowych rzeczy: ubrania, pożywienie i jednocześnie ma  informację, że jest akceptowane, to nie tylko utrwala się więź między opiekunami a dzieckiem, ale ma to wpływ na budowanie pozytywnego obrazu samego siebie. Jeśli ta relacja zaczyna wzmacniać zaufanie i bezpieczeństwo, to na przykład w sytuacji kiedy opiekun dziecka znika mu z oczu, to ono wie, że on wróci. Jest coraz więcej zaufania, i nie stwarza zagrożenia, że opuszczanie  jest końcem świata. Nie jest czymś, co jest zagrażające. Jeśli natomiast są wzorce, w których jest pewien rodzaj zaniedbania, opiekunowie są niespokojni, niecierpliwi, nie zwracają uwagi na sygnały jakie wysyła dziecko, a też nie bardzo są zorientowani w tym, co sami robią – może być to rodzaj więzi nacechowanej lękiem i obawą przed bliżej nieokreślonym zagrożeniem.  

Można mówić w ogóle o więzi, która oparta jest na lęku?

Tak. Bo na przykład uległość daje pewność nie utracenia mamy czy taty. Jak coś się rodzicom nie spodoba to zareagują niechęcią, złością, wycofaniem. Jest to sytuacja, w której zostaję pozbawiony źródła opieki i bezpieczeństwa. W związku z tym, trzeba dostosować się tego, czego chcą rodzice. Wtedy utrwala się taki rodzaj relacji, w którym bliskość tworzy się po przez bycie uległym, podporządkowanym. 

O to chodzi, by spełniać oczekiwania innych?

Chyba nie. Każda relacja, która będzie oparta na wyżej opisanym wzorcu – będzie replikowała złe wzorce relacji później. Ciągle będzie to sytuacja, że będę się bał, że jeśli czegoś nie zrobię dla ciebie, to ciebie utracę. Żyć w obawie utraty to dyskomfort.  

Człowiek, który w dzieciństwie nie doświadczył miłości, ciepła, poczucia bezpieczeństwa, akceptacji –  jest najbardziej narażony na to, że w dorosłym życiu nie będzie potrafił zbudować relacje oparte na bliskości emocjonalnej? 

Może tak być, bo taka osoba  nie ma pozytywnych  doświadczeń w tworzeniu autonomicznej więzi. Gdzie zaufanie dominuje a nie lęk. To jest pewien brak, utrudniający tworzenie bliskości emocjonalnej pozbawionej niepokoju. Najważniejsze jest by przetrwać, nie stracić tego co mam. Może się okazać, że trudna jest bliskość i trudno się odnaleźć w zdystansowaniu od innych. 

W jakim sensie?

Na przykład rezygnacja z własnych dążeń, to jak już wspomniałem, włącza sygnał ostrzegawczy prze zbytnią zależnością. Są oczywiście tacy, którzy do tego będą dążyć, bo w takim modelu czują się dobrze. Jeśli ktoś ma na tyle słabe poczucie  własnego „ja” to woli szukać oparcia w kimś innym. W sobie go nie będzie szukał, bo jest niepewny, zagubiony sam nie wie czego chce.

Poszukiwanie swojej wartości i wsparcia w kimś innym chyba nie prowadzi do dojrzałej relacji?

To może doprowadzić do tego, że będziemy gotowi na taką uległość wobec innych, że stamtąd będziemy czerpać źródło bezpieczeństwa i poczucie wartości, chociażby poprzez to, że mnie będzie określało to z kim rozmawiam, z kim jem kolacje, z kim się spotykam...

Kolacja i spotkania się kiedyś skończą. Co wtedy?

Powrót do samotnego mieszkania i pustki może być źródłem rozpaczy. Czym to wypełniamy? Jest wiele sposobów, na przykład,  wypełnić tę pustkę wspomnieniem tego, co było godzinę temu, to jeszcze jest konstruktywny sposób. Możemy zapełnić pustkę różnego rodzaju rozrywką: obejrzeć film, kabaret, zadzwonić do kogoś, zacząć przeglądać portale społecznościowe. W destrukcyjnym sposobie wypełnienia pustki – sięgniemy po alkohol czy używki. 

Bez zaufania da się zbudować bliskość? 

Tak, natomiast jest pytanie o jakość tej bliskości. Jeśli bliskość jest zbudowana na lęku – nie potrzeba zaufania. W takiej sytuacji będziemy z kimś związani  obawę przed utratą. Tam nie będzie bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie, źródłem będzie niebezpieczeństwo.

Jeśli mamy świadomość w jakiej relacji jesteśmy – to jest właściwy moment by skorzystać z porady specjalisty?

Rozumiem, że chodzi tu o świadomość „toksycznej więzi”. Wyobrażam siebie, że można też żyć w taki sposób, bo inaczej nie umiemy. Może ktoś nam zwróci uwagę na to, pokaże że coś jest nie tak . Trzeba to jeszcze umieć usłyszeć, odnieść do siebie i chcieć z tego uwikłania wyjść. Bo jest to rodzaj uwikłania, w którym nie ma satysfakcji i zadowolenia. Ciągle jest niepokój, obawa i lęk przez utratą. Do tego dojdzie też zazdrość – będziemy niepewni drugiego, albo siebie samych, będziemy widzieć cały czas jakiś rodzaj zagrożenia – ze strony kogoś, albo czegoś. Właściwie nie będziemy mogli zaufać. I to być może jest ta chwila, kiedy się pojawi chęć spotkania z psychoterapeutą.

W takiej relacji zaufanie jest możliwe? 

Zaufania nie da się chyba ustanowić, powiedzieć: „od dziś ci ufam”. Zaufanie jest stanem umysłu wypracowanym przez lata. Trzeba mieć takie doświadczenie, w którym mogłem ufać drugiemu człowiekowi, i wiem, że on mnie nie zawiódł i nie zawiedzie. Jeśli mam utrwalone przekonanie, że nawet to co kruche, nieznane czy niepewne nie jest groźne jest to przyjemne. To musi być rodzaj doświadczenia, w którym mamy pozytywne wzorce.

Trudno też mówić o zaufaniu komuś, jeśli tak naprawdę liczę się tylko ja i moje potrzeby muszą być na pierwszym miejscu?

W lękowym modelu przywiązania, kiedy cały czas ze strachu muszę robić pewne rzeczy – jest koncentracja głównie na sobie, i przekonanie, że jestem w stanie skontrolować ten świat i drugiego człowieka. I wypłynąć na niego w taki sposób, że go nie utracę. Zaufanie do drugiego człowieka w zasadzie nie istnieje. Istnieje natomiast przekonanie, że jeśli stracę czujność to stanie się coś złego. W związku z tym, to ja jestem odpowiedzialny za tą relację, wtedy też różne rzeczy robię, będę się starał być atrakcyjny, będę kontrolował, rezygnował z siebie.

Ludzie, którzy postępują w taki sposób muszą chyba być bardzo poranieni... I chyba nigdy nie doświadczyli miłości...

To ludzie z jakimś brakiem emocjonalnym z jednej strony, a z drugiej – ten właśnie brak wpływa mocno na poczucie własnej wartości. Taki jaki jestem – mogę być niewystarczający a w konsekwencji porzucony. Poczucie własnej wartości buduje się w relacji z otoczeniem już na wczesnym etapie rozwoju. To, co jest ważne w więzi emocjonalne to szacunek do drugiego człowieka uważność na niego i jego potrzeby.

Z kim nie jest możliwe zbudowanie bliskości emocjonalnej?

Na szczęście tak pesymistycznie nie jest. Chodzi raczej w oparciu o jakie wzorce będziemy bliskość emocjonalną tworzyli. Trudne, się wydaje,  zbudowanie satysfakcjonującego związku w oparciu o model , w którym dominuje lęk czy nieufność. Gdzie przekonanie, że kontrola na drugim człowiekiem  daje szansę na utrzymanie relacji. Tam, nie ma wymiany. Nawet z kimś kto jest gotów na daleko idące kompromisy, rezygnację z własnych pragnień czy ambicji odczujemy wcześniej czy później brak zadowolenia. Jest to obciążające, kiedy czujemy, że się ktoś na nas „uwiesił”. 

Bez świadomości siebie i poczucia własnej wartości – możliwa jest dojrzała relacja, w oparciu o bliskość emocjonalną? 

Bliskość będziemy rozumieli jako rodzaj więzi emocjonalnej, która nie więzi, a daje przestrzeń i swobodę. Gdzie nie boimy się utracić kogoś, jestem w stanie komuś zaufać i wiem, że ktoś nam ufa. To jest ten rodzaj przywiązania, w którym chce się być. Tam, gdzie jest zaborczość – męczy i zniechęca. 

Bliskość emocjonalna może być ważniejsza jak bliskość fizyczna?

Te elementy się dopełniają. W związku partnerskim bliskość emocjonalna ma część intymności, pożądania, erotyki. Im bliskość emocjonalna jest dojrzalsza – tam bliskości erotyczna, zmysłowa będzie bardziej satysfakcjonująca. 

Kiedy bliskość emocjonalna się kończy? 

Bliskość emocjonalna jest oparta na zaufaniu, zrozumieniu, otwartości. Jeśli tego zabraknie, przestaniemy wzajemnie dbać o siebie, doświadczymy zawodu, rozczarowań, niespełnienia i ludzie rozstają się zawiedzeni a czasami we wrogiej atmosferze, wtedy bliskość emocjonalna może być trudna do odbudowania a czasami staje się wręcz niemożliwa.  

___
Źródło: Tygodnik Idziemy 

środa, 22 września 2021

Ludzi dobrej woli jest więcej...

Ludzi dobrej woli jest więcej...
pixabay.com/pl/

Dziwny jest ten świat

Gdzie jeszcze wciąż

Mieści się wiele zła

I dziwne jest to

Że od tylu lat

Człowiekiem gardzi człowiek

Dziwny ten świat

Świat ludzkich spraw

Czasem aż wstyd przyznać się

A jednak często jest

Że ktoś słowem złym

Zabija tak jak nożem

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej

I mocno wierzę w to

Że ten świat

Nie zginie nigdy dzięki nim

Nie nie nie nie

Przyszedł już czas

Najwyższy czas

Nienawiść zniszczyć w sobie

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej

I mocno wierzę w to

Że ten świat

Nie zginie nigdy dzięki nim

Nie nie nie nie nie

Nadszedł już czas

Najwyższy czas

Nienawiść zniszczyć w sobie


wtorek, 21 września 2021

Lekcja 1

Lekcja 1

pixabay.com/pl/

Życie jest zbyt krótkie, aby pić niedobre wino, nie jeść lodów i marnować czas na ludzi, którzy nie przeskoczyliby dla nas kałuży. Nie traćmy go na kiepski seks, nieszczęśliwe związki i wszystkie gówniane znajomości. 

- Rafał Wicijowski 

poniedziałek, 20 września 2021

W walce z przebarwieniami

W walce z przebarwieniami

Domowe sposoby na przeziębienie, domowe maseczki, domowe peelingi – brzmi znajomo? Wystarczy mieć przepis i potrzebne składniki, by bez wychodzenia z domu zrobić np. maseczki. Można oczywiście kupić gotowe produkty w aptece czy drogeriach, ale te, które wykonamy w domu również przynoszą efekty... Wbrew pozorom – domowe sposoby są skuteczne... 

pixabay.com/pl/

Maseczka ogórkowa

Cienkie plasterki ogórka kładziemy na twarz i powieki. Po 20 minutach zdejmujemy plasterki. Efekt widoczny jest niemal natychmiast. Maseczka z ogórka działa przede wszystkim wybielająco, zmiękczająco i jest skuteczna w walce z niechcianymi piegami i drobnymi przebarwieniami. Łagodzi podrażnienia, zmniejsza zaczerwienienia, ale również łagodzi opuchliznę i cienie pod oczami.   

Maseczka z mąki i cytryny 

3 łyżki mąki ziemniaczanej mieszamy z 1 łyżką soku z cytryny i 1 łyżką maślanki. Nakładamy na twarz. Zmywamy letnią wodą, kiedy maska zaschnie. Sok z cytryny sprawdza się doskonale w przypadku pojedynczych przebarwień, ale również skutecznie radzi sobie z plamami po trądziku.    

Maseczka z rumianku

Mieszamy 1 szklankę naparu z rumianku i 1 szklankę jogurtu naturalnego. Dosypujemy mleko w proszku, w taki sposób, by powstała papka. Nakładamy na twarz na 20 minut, po czym kruszymy maseczkę palcami. Następnie zmywamy wodą. Rumianek łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia skóry. Napar z rumianku rozjaśnia także włosy. 

Maseczka z miodu i cytryny 

2 łyżki miodu, 4 łyżeczki świeżo wyciśniętego soku z cytryny, 3 łyżeczki jogurtu naturalnego oraz 1 białko jajka. Wszystkie składniki połączyć i ubijać aż maska zgęstnieje. Nałożyć na oczyszczoną skórę twarzy, na 15 minut. Zmyć ciepłą wodą. 

A Wy, macie swoje ulubione przepisy na maseczki? 

niedziela, 19 września 2021

Niedzielny odpoczynek

Niedzielny odpoczynek

Teraz można tylko pomarzyć o lenistwie na plaży od świtu 😎 już tęsknię za słońcem i piękną pogodą... Niedzielę - cudowny dzień odpoczynku i ładowania akumulatorów - spędzam trochę na nadrabaianiu zaległości książkowych, ale nie tylko... Nic tak nie poprawia nastroju jak ulubiona komedia 😊 A w związku z tym, że jeszcze cały czas jest mi trudno chodzić - spacery nie wchodzą w grę, więc zostaje mieszkanie... Już dawno tak nie odpoczywałam! 

pixabay.com/pl/

Na nowy tydzień życzę Wam, Kochani, dobrej energii i dobrych ludzi w swoim zasięgu! Niech to będzie cudowny tydzień, pełen wyzwań! 💛

sobota, 18 września 2021

[WYWIAD] Przyjacielu, nie odchodź!

[WYWIAD] Przyjacielu, nie odchodź!

Śmierć bliskich nam ludzi to zawsze ogromny ból, smutek, żal...  W kolejną rocznicę śmierci mojego Przyjaciela - przypominam wywiad z psychologiem. Na pytania odpowiada Marcin Korowaj. 

pixabay.com/pl/

Przyjaźń jest szczególną więzią. Przyjaciel to ktoś wyjątkowy. Kt. oś, kto zna nas bardzo dobrze. I nagle, w codziennym zabieganiu dostajemy wiadomość, że nasz Przyjaciel nie żyje…

Przyjaźń możemy nazwać szczególną więzią, w której ludzie obdarowują siebie  akceptacją, zaufaniem, wsparciem, pomocą w trudnych chwilach. Bycie w relacji przyjacielskiej sprawia, że czujemy się ważni i potrzebni dla drugiej osoby, ale też mamy poczucie, że ten ktoś potrzebuje nas. Przyjaźń to wspólny czas, śmiech, smutek, wspólne wspomnienia. I nagle to znika i nigdy się już nie powtórzy…

Nagle jakby i nasze życie się zatrzymuje… Niedowierzanie, żal, złość, płacz… Zwykle w takich momentach słyszymy: "Taki młody, mógł jeszcze żyć…". Wydaje się - słowa pocieszenia, które jeszcze bardziej bolą…

W takich sytuacjach pierwszą reakcją jest niedowierzanie czy zaprzeczanie, że nasz przyjaciel nie żyje. Nie dopuszczamy do siebie, do swojej świadomości tego co się stało - chcemy żeby to nie była prawda. Później pojawia się złość. Zadajemy sobie pytanie dlaczego on, dlaczego to się stało, jaki to ma sens - najczęściej te pytania pozostają bez odpowiedzi. Szukamy wyjaśnień i zrozumienia tego co się stało. Kierujemy swoją złość na innych, na Boga, na siebie. Często nasi bliscy, znajomi próbują nas pocieszyć, podtrzymać na duchu (a przynajmniej tak im się wydaje, że to robią), sprawić by cierpienie zniknęło mówiąc "taki młody, mógł jeszcze żyć …" takie słowa mogą nam uświadamiać nam jeszcze bardziej jaka stratę ponieśliśmy, zastanawiamy się co było jeszcze przed nami razem co nas mogło by czekać. Częstymi słowami, które nie pomagają są też "musisz się wziąć w garść", "czas leczy rany" czy "jesteś młoda/dy musisz żyć".

Takie słowa nie sprawią, że osoba w żałobie poczuje się lepiej czy będzie jej lżej. Takie słowa padają bo bardzo często boimy się mówić o śmierci czy nie wiemy jak to zrobić...

Poprzez śmierć przyjaciela, osoby bliskiej, doświadczamy wielkiej straty wszystkiego co wiązało się z tą osobą, straty ważnego kawałka naszego życia z czym związany jest duży ból. To tak jakby wyjąć jedno koło zębate z mechanizmu zegarka gdzie reszta kół przestaje funkcjonować sprawnie co powoduje, że zegarek przestaje dobrze działać. Strata tworzy ranę, która powoduje ból. Jeśli zostawimy ranę i nie będziemy próbować jej opatrzyć prawdopodobnie ból będzie się ciągle nasilał i rana będzie się słabo goić. Opatrzeniem rany po stracie będzie przeżywanie żałoby w postaci akceptacji własnych emocji, nie odrzucaniu ich, wyrażaniu ich i nazywaniu, płakaniu jeśli ma się taką potrzebę. Dlatego też najlepszym sposobem na pomoc w sytuacji żałoby jest bycie przy tej osobie, wysłuchanie jej bez ocen oraz akceptacji tego co przeżywa.

Czasem mamy żal sami do siebie, że nie mogliśmy być przy naszym przyjacielu w ostatnich dniach czy godzinach jego życia. Ten żal mimo upływu czasu - nie ustaje. Co jest przyczyną takiego zachowania?

Często takie myślenie pojawia się w sytuacji gdy nasz przyjaciel (osoba bliska) długo choruje, czy leży w szpitalu a my akurat w chwili śmierci byliśmy w innym miejscu, bo zmusiły nas do tego inne okoliczności, które nie pozwoliły nam być tego dnia przy naszej osobie bliskiej. Po takiej sytuacji mamy poczucie winy, że zawiedliśmy, że nie pożegnaliśmy się, że mieliśmy jeszcze tyle do powiedzenia i że nigdy więcej już nie będziemy mieli okazji tego zrobić. Zdarza się też, że najzwyczajniej w świecie boimy się towarzyszyć w ostatnich chwilach naszej osoby bliskiej - przyjaciela. Pojawia się bezradność, że nie możemy nic z tą sytuacją zrobić czy myślenie życzeniowe, że jak udamy, że wszystko jest w porządku to sytuacja problemowa zniknie. Bardzo dobrze opisuje taką sytuację E.E. Schmidt w swojej najsłynniejszej powieści "Oskar i pani Róża". Autor pokazuje strach rodziców, którzy unikają rozmowy o śmierci ze swoim umierającym dzieckiem.

W takich momentach niekiedy może mamy wyrzuty sumienia, że zbyt mało czasu poświęciliśmy tak wyjątkowej osobie. A może nie zdążyliśmy właśnie powiedzieć jak ważne miejsce zajmuje w naszym życiu… Jak radzić sobie z takimi wyrzutami, myślami?

W takich sytuacjach warto pamiętać, że mamy prawo się bać i jest to naturalne, że w takiej sytuacji pojawia się strach czy bezradność, że nie mogliśmy przewidzieć momentu śmierci przyjaciela, i że nie mamy takiej mocy żeby to kontrolować. Warto też pamiętać, że przeszliśmy długą i wyjątkową drogę wspólnie z naszym przyjacielem i to ona jest najważniejsza. Można powiedzieć, że żaden moment nie jest dobry na pożegnanie gdyż nie chcemy dopuścić do naszej świadomości, że tracimy ważną dla nas osobę, pojawia się myślenie, że jak wrócimy z pracy czy z zakupów to na pewno jeszcze porozmawiamy ze sobą. Moim zdaniem nie da się przygotować na odejście bliskiej nam osoby nawet posiadając wiedzę o tym, że jest to nieuchronne. W sytuacji gdzie pojawia się poczucie winy i utrzymuje się przez długi czas, warto skorzystać z pomocy terapeuty, który pomoże zobaczyć własne emocje i spróbować je wyrazić, zmierzyć się z nimi, przyjrzeć się nim.

Mimo, że od śmierci naszego przyjaciela mijają kolejne miesiące, lata - nam wciąż ciężko pogodzić się z jego przedwczesnym odejściem. Powracamy do archiwum wiadomości, SMS. Jest to jeden ze sposobów na "zatrzymanie" tego człowieka?

Takie zachowanie może się pojawić w drugiej fazie w przeżywaniu żałoby, gdzie występuje tak zwana dezorganizacja emocjonalna. Chodzimy do miejsc gdzie wspólnie bywaliśmy, przeglądamy wspólne zdjęcia, czytamy wspólna korespondencje czy wiadomości. Jest to próba zatrzymania osoby, która odeszła jeszcze na jakiś czas - jest to trochę traka próba walki z nieodwracalnym, próba zaprzeczaniu rzeczywistości. Może wtedy pojawić się myślenie, że przyjaciel tylko wyjechał i zaraz wróci i wszystko będzie jak dawniej. Taki stan może trwać jakiś czas, aż do kolejnej fazy żałoby, która charakteryzuje się przeżywaniem smutku, osamotnienia, depresji. Jeśli stan poszukiwania zmarłej nam osoby trwa lata i osoba nie przechodzi do fazy przeżywania smutku warto zastanowić czy nie potrzebna byłaby pomoc specjalisty np. terapeuty.  Tylko przejście przez cały proces żałoby prowadzi do akceptacji i pogodzenia się ze stratą, prowadzi do tak zwanego stanu równowagi.

Jakiś czas temu znalazłam taki cytat: "Ci, których kochamy nie umierają, bo miłość jest nieśmiertelna". Zgodzi się Pan z tymi słowami?

Uważam, że osoby które obdarowujemy miłością stają się częścią nas jeszcze za życia. Mają wpływ na to jak postrzegamy różne obszary naszego funkcjonowania. Jak postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość, jak postrzegamy nas samych i jakich dokonujemy wyborów. Miłość polega na wymianie - dajemy, ale też otrzymujemy różne rzeczy od bliskich nam osób (przyjaciół). To co otrzymamy staje się częścią nas i żyje w nas.

Żałoba - i od razu w myślach mamy czarne ubrania, smutną twarz… Tymczasem żałobę można przeżywać w sercu. Nie trzeba przecież chodzić na czarno w czasie żałoby?

W każdej kulturze, społeczeństwie są obecne symbole, które zostały wytworzone umownie przez członków danej społeczności, funkcjonujące od wielu pokoleń. W kulturze chrześcijańskiej (i nie tylko) - kolor czarny funkcjonuje jako kolor śmierci, ale np. w kulturze romskiej na pogrzeb zakłada się ubrania w kolorze czerwonym co symbolizuje ochronę przed złymi duchami. U niektórych plemion wschodnich europejskich na czas żałoby kobiety ubierały się wyłącznie na biało. Odstąpienie od pewnej umowy społecznej (jaką jest symbol) jest traktowany jako brak identyfikacji z wydarzeniem (w tym przypadku śmierci), co może się spotykać z ostracyzmem ze strony społeczeństwa. Nie ma nigdzie przymusu zakładania czarnych ubrań, lecz dana osoba naraża się wtedy na posądzenie iż nie przeżywa smutku po stracie, a śmierć osoby bliskiej traktuje lekceważąco.

___
Źródło: deon.pl

piątek, 17 września 2021

Cudowne właściwości miodu

Cudowne właściwości miodu
Wzmacnia organizm, leczy przeziębienia i łagodzi podrażnienia skóry – to chyba najbardziej nam znane właściwości miodu, a jest ich znacznie więcej. Dlaczego tak ważne jest, aby miód był w każdej kuchni, w każdej apteczce? 

pixabay.com/pl/

Miód zawiera witaminy z grupy B (B1, B2, B6 i B12), C, A, biotynę, kwas pantotenowy, kwas foliowy oraz duże ilości potasu, fosforu, chloru, wapnia, magnezu i molibdenu. 

Właściwości wykrztuśne, przeciwgorączkowe, uspokajające i napotne posiada miód lipowy. Charakteryzuje się herbacianą barwą i nieco gorzkawym smakiem. Przy zaburzeniach pracy układu pokarmowego świetnie sprawdzi się słodki, o lekko kremowym odcieniu miód akacjowy. W leczeniu anemii natomiast sprawdzi się miód koniczynowy, o ciemniejszym kolorze i kwaśnym smaku. Działa również uspokajająco. Także miód wielokwiatowy polecany jest przy anemii i alergii. Jeśli mamy problemy z drogami oddechowymi – powinniśmy sięgnąć po miód rzepakowy, który doskonale jest przyswajany przez wątrobę. Charakteryzuje się słodkim smakiem. Miód wrzosowy sprawdzi się w przypadku leczenia kamicy nerkowej, dróg moczowych i zapalenia jelit. Wyróżnia go piękny, bursztynowy kolor oraz aromatyczny wrzosowy smak i zapach. W leczeniu miażdżycy i niedokrwistości poleca się miód malinowy o zapachu i posmaku malin. Działa również napotnie, antyseptycznie i przeciwgorączkowo. Podobnie miód gryczany – świetnie sprawdzi się w leczeniu schorzeń układu krążenia, osłabienia pamięci, miażdżycy i zaburzeniach na tle nerwowym. 

Miód rewelacyjnie sprawdza się w leczeniu ropiejących ran, które powstały w wyniku oparzeń. Zdaniem naukowców, prawdziwy miód świetnie oczyszcza wątrobę i wykazuje właściwości detoksykacyjne.

czwartek, 16 września 2021

Mydło marsylskie z algami morskimi

Mydło marsylskie z algami morskimi

Od jakiegoś czasu testuję mydło marsylskie Foufour. Składa się z 72% olejów roślinnych. Od dawien dawna znane jest ze swoich dobroczynnych właściwosci pielegnujących. Mydło powstało na bazie oleju palmowego, który nawilża, wygładza, dodaje elastyczności skórze zwiotczełej, popękanej oraz dojrzałej. Ponad to olej posiada właściwości regenerujące i łagodzące podrażnienia...

archiwum prywatne 

Sproszkowany wyciąg z alg morskich w mydle delikatnie peelinguje skórę, dogłębnie ją oczyszcza, nawilża i wspaniale wygładza. Przywraca równowagę i odpowiednie nawilżenie. Pomaga walczyć z rozstępami i cellulitisem. Zawiera składniki organicznie takie jak jod, mannitol, fukoksantynę, brom, kwas alginowy, luminarynę, fukoidynę, witaminy (B1, B2, C, D, E, H, K, kwas foliowy) oraz mikroelementy (żelazo, mangan, kobalt).
 
🌺  💛  🌺 

Mydełko wzbogacone jest ekologicznym masłem shea (karite), które dodatkowo odżywia, rewitalizuje i fantastycznie nawilża skórę. Jest cenionym w kosmetyce składnikiem wygładzającym, przeciwzapalnym oraz nawilżającym. Oryginalne francuskie mydło marsylskie polecane jest dla każdego rodzaju skóry, a w szczególności dla cery alergicznej, delikatnej (np. skóra dziecka) i wysuszonej, jak również wspomagająco przy leczeniu trądziku. Mydła z Marsylii posiadają neutralne dla skóry pH i są polecane przez dermatologów w przypadku nietolerancji na mydła przemysłowe 💛

___
Źródło: esent.pl 

środa, 15 września 2021

Piżamy na jesień

Piżamy na jesień
Minęły już czasy kiedy piżama kojarzyła się przede wszystkim z szarością i nudą. Dziś - dzięki nieograniczonej wyobraźni projektantów, mamy do wyboru piżamy w wielu wzorach i fasonach. Dla jednych - w tym dla mnie - koronkowe koszulki nocne to bezwzględny nr 1 🌸 ale wszystkim tym, które pragną też wygody - na jesienne i zimowe wieczory i poranki świetnym rozwiązaniem będzie piżama na krótki rękaw i spodnie 3/4 albo 7/8...

pixabay.com/pl/ 

Większość z nas raczej zgodzi się z tym, że piżama powinna być przede wszystkim wykonana z dobrego jakościowo materiału. Przyjemna w dotyku (100 proc. bawełna) piżama to nie tylko komfort noszenia, ale też luźny fason, który zapewni nam dobry sen. Ważne jest by wybierać piżamy, które nie będą krępować ruchów, a przy tym będą kobiece. Piżama nie musi być szaro - bura! Pięknych, brwnych zestawów nie brakuje. 

modny-sklep.pl

Każda z nas zna to uczcie, kiedy po ciężkim dniu jedynym, na co ma ochotę - to położyć się do łóżka w prywatnej oazie spokoju i wtulić się w pościel 💛 Piżamy ze spodenkami w ponadczasową kartkę, które nie podrażniają skóry to wygoda, komfort i swoboda. Wykonane z dobrego materiału na pewno poprawią jakość snu.       

modny-sklep.pl

Modna piżama sprawdzi się jako prezent dla siostry i przyjaciółki 🎁 ale najpierw... wybierz coś dla siebie! 🌺 

PS. Dzień Chłopaka tuż tuż... Zainspiruj się! 🎁

wtorek, 14 września 2021

Chleb dla syna

Chleb dla syna

W dniu 14 wrzesnia 1947 roku, w Okopach, urodził się Ks. Jerzy Popiełuszko. Od kilku lat właśnie w rocznicę jego urodzin przypominam wywiad, który przeprowadziłam kilka lat temu z jego mamą, bratem i bratową... Może nie wszyscy wiedzą, ale Ks. Jerzy Popiełuszko przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. Kard. Stefana Wyszyńskiego (w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie) 🙏 

Ta niezwykła rozmowa odbyła się w domu, w którym wychował się ksiądz Jerzy Popiełuszko. Dziś mieszka tam jego młodszy brat Stanisław wraz z dziećmi. Starszy brat Józef jest częstym gościem w domu rodzinnym. Mama księdza, pani Marianna Popiełuszko zmarła w 2013 r. Wywiad został przeprowadzony na kilka miesięcy przed jej śmiercią. 


Jakim człowiekiem był ksiądz Jerzy?

Józef Popiełuszko: Pamiętam, że opowiadał, jak w stanie wojennym, w święta Bożego Narodzenia, jeździł samochodem na bramki, gdzie stało wojsko, żeby podzielić się opłatkiem z żołnierzami. To byli różni ludzie. Czasem, jak tylko przyjeżdżał, wyciągali broń. Gdy jednak widzieli opłatek, to zaczynali płakać. Dziękowali, że o nich pamięta. Brat prosił też, żeby z parafii wynosić herbatę dla tych z ZOMO, którzy stali przed bramą.

Alfreda Popiełuszko: On nie potępiał ludzi. Był tylko przeciwny systemowi komunistycznemu.

A czy zapamiętał Pan coś szczególnego z czasu, gdy ksiądz Jerzy był jeszcze dzieckiem?

Józef Popiełuszko: W tamtych czasach dzieci chodziły paść krowy. Pamiętam, że budowaliśmy ołtarzyk, a później były takie zabawy, że niby Mszę św. odprawia [uśmiech]. Mieliśmy sąsiada, który został księdzem. Brat lubił z nim rozmawiać. Zawsze przed szkołą szedł 5 kilometrów do kościoła parafialnego w Suchowoli, żeby służyć do Mszy Świętej. Pamiętam też, jak raz rozbiłem mu głowę. Stał za oborą, a ja pomyślałem, że jeśli rzucę kamyczkiem, to ucieknie. A on dostał w głowę. Później musieli mnie szukać, bo ze strachu się ukryłem.

Jaka była wówczas Wasza rodzina? Czy modliliście się wspólnie?

Józef Popiełuszko: Zawsze w maju było u nas nabożeństwo majowe, w czerwcu - czerwcowe. W lipcu odmawiana była Litania do Najświętszej Krwi Pana Jezusa, a w październiku Różaniec. Obowiązkowo w każdą niedzielę chodziliśmy do kościoła. Nie było ważne, czy był duży mróz i śnieg, czy też upał. Zawsze musieliśmy być w kościele.

Marianna Popiełuszko: Wspólne modlitwy odmawiane były w środy, piątki i soboty. Na ścianie wisiał obraz, my klęczeliśmy i razem się modliliśmy.

Czy ksiądz Jerzy opowiadał coś o swoim pobycie w wojsku? Był w specjalnej jednostce dla kleryków o zaostrzonym rygorze...

Józef Popiełuszko: Jerzy opowiadał mi, że został ukarany za nieposłuszeństwo, bo nie chciał zdjąć z palca różańca-obrączki i medalika z piersi. Za karę musiał trzy godziny stać boso na betonowej posadzce, w pełnym umundurowaniu i z ciężkim plecakiem, a oficer polityczny mu ubliżał. To zostało bardzo dobrze pokazane w filmie Popiełuszko - Wolność jest w nas.

Jak wspominają Państwo przyjazdy księdza Jerzego do domu rodzinnego, gdy już pełnił posługę w Warszawie? Czy przyjeżdżał na dłużej? Czy był zawsze ubrany w sutannę?

Józef Popiełuszko: Przyjeżdżał zazwyczaj na krótko. Mama zawsze piekła dla niego chleb, aby mógł go wziąć ze sobą do Warszawy. Na prywatne wyjazdy nie zakładał sutanny, tylko koloratkę. Dziś powiedzielibyśmy, że jak przyjeżdżał do domu, to był ubrany "na luzie".

Alfreda Popiełuszko: Pamiętam, jak w trakcie tych krótkich pobytów mama smażyła mu placki ziemniaczane. A gdy chciał naprawdę odpocząć, wyjeżdżał gdzieś w góry albo nad morze - najczęściej z młodzieżą lub pracownikami służby zdrowia. Ale już pod koniec życia zawsze jeździł w sutannie. Mówił, że jak zobaczą kapłana w sutannie, to będą mieli szacunek. Z Bydgoszczy, gdzie odprawił ostatnią Mszę Świętą w życiu, też wracał w sutannie… Wtedy został porwany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, a następnie bestialsko zamordowany.

Pamiętacie Państwo swoje uczestnictwo w Mszach Świętych za Ojczyznę odprawianych przez księdza Jerzego?

Józef Popiełuszko: Tak. Przygotowując się do nich, Jerzy pytał robotników: "Rozumiecie, co ja mówię? Jeśli wy rozumiecie te kazania, to i uczeni zrozumieją". Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa strasznie go pilnowali. Po każdej Mszy Świętej chcieli go porwać. Dlatego Jerzego zawsze trzeba było przebierać, żeby mógł bezpiecznie wyjść nierozpoznany - w tym celu na przykład doklejano mu wąsy.

Alfreda Popiełuszko: Kiedyś wyszedł z kościoła przebrany, z jakąś kobietą pod rękę. Musiał się w ten sposób ratować, bo czyhali na niego tajniacy. Nam też nakazywał, abyśmy po skończeniu Mszy Świętej jak najszybciej stamtąd uciekali. Msze Święte za Ojczyznę były niezwykłym przeżyciem, przyjeżdżali na nie ludzie z całej Polski, od morza po Tatry. Ksiądz Jerzy z nami rozmawiał tak normalnie, ale gdy głosił kazania, to miał zupełnie inny ton wypowiedzi.

Czy ksiądz Jerzy czymś się martwił?

Alfreda Popiełuszko: Martwił się o każdego. Problemy innych to były jego problemy. Wysłuchiwał wszystkich, a nawet płakał z nimi. U niego nigdy nie było spokoju. Ilekroć do niego zajechaliśmy, mówił: "Zostawcie mnie, bo chcę być trochę z rodziną. Nie zawsze mnie odwiedzają".

Józef Popiełuszko: On miał dużą rodzinę. Gdy ktoś został aresztowany, to on musiał pomóc jego bliskim. Martwił się o innych bardziej niż o siebie. Pamiętam, jak mi mówił, że wrzucili mu cegłę z ładunkiem wybuchowym do mieszkania. Kilka razy robili na niego zamachy. Opowiadał mi kiedyś, że gdy wracał z Okopów, to na wiadukcie jakiś samochód tak ściął, że urwał lusterko w jego aucie.

Czy ksiądz Jerzy mówił coś o śmierci?

Józef Popiełuszko: Wspominał, że go śledzą. Mówił, że pomalowali mu samochód i poprzebijali koła.

Pamięta Pan swoje ostatnie spotkanie z bratem?

Józef Popiełuszko: Oczywiście, że pamiętam. To było przed moim wyjazdem do Niemiec, czyli w sierpniu 1984 roku. Pojechaliśmy do niego do Warszawy, a on nam powiedział: "Ja mogę zginąć, ale Wy będziecie mieć lepiej". To "Wy" oznaczało Polskę i naród polski.

Co było później, już po zabójstwie?

Marianna Popiełuszko: Przypominało się, jaki był ksiądz Jerzy. To trzeba było przeżyć…

Józef Popiełuszko: Byłem wtedy w kościele Świętego Stanisława Kostki, w parafii księdza Jerzego. Na wieść o tym, że wyłowiono jego ciało, ludzie zaczęli płakać w głos. A kiedy jego zwłoki zostały już przewiezione do Białegostoku, to razem z rodzicami i rodzeństwem pojechaliśmy do księdza prymasa, żeby wystąpił z prośbą o zwrócenie ciała księdza Jerzego do Warszawy. Gdy rano zajechaliśmy po nie do Białegostoku, brama wjazdowa na teren kostnicy była zamknięta. Pracownicy tłumaczyli, że niby klucze gdzieś zginęły. Nie chcieli otworzyć, bo pod bramą było bardzo dużo ludzi, którzy przyszli, żeby oddać hołd księdzu Jerzemu. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Białegostoku, to ludzie ze zniczami stali na drodze. W parafii księdza Jerzego, w kościele św. Stanisława Kostki całą noc trwało czuwanie przy trumnie. Ludzie czekali w bardzo długich kolejkach. Wieczorem przywieźli ciało, a na drugi dzień był pogrzeb. Wzięły w nim udział setki tysięcy ludzi. Byli dosłownie wszędzie. Na drzewach, dachach, gdzie się tylko dało…

Alfreda Popiełuszko: W Warszawie ludzie czekali już na ciało księdza Jerzego. Mówili, że ksiądz Jerzy się nie spóźni. To było 2 listopada. Po śmierci to już dla nas był ksiądz Jerzy, a nie Jurek. Od listopada 1984 roku, każdego 19 dnia miesiąca, aż do beatyfikacji, mama zamawiała w parafii w Suchowoli Msze Święte w intencji księdza Jerzego. Teraz, po beatyfikacji, nadal je zamawia, ale już dziękczynne, za wyniesienie księdza Jerzego na ołtarze.

Gdzie Pani jako matka męczennika szukała pocieszenia?

Marianna Popiełuszko: A gdzie szukać pocieszenia, jak nie u Matki? Maryja jest, zawsze była i będzie Pocieszycielką.

Czy marzyła Pani kiedyś o tym, że ksiądz Jerzy będzie wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony?

Marianna Popiełuszko: Najpierw trzeba było się modlić o to, żeby został księdzem. Po sąsiedzku mieszkał ksiądz. Do naszej parafii w Suchowoli zaliczały się kiedyś cztery miejscowości, więc było tam bardzo dużo księży. Marzyłam o tym, aby być matką kapłana. I później, jak to wszystko się stało, zgodziłam się z wolą Bożą. Maryja też cierpiała pod krzyżem. On był kapłanem z powołania. Przeżywam wielkie wzruszenie, bo kto we łzach sieje, w radości żąć będzie. Kiedy przyszła śmierć, to płakałam i siałam w smutku. Ale teraz, kiedy dożyłam tych chwil, przeżywam wielką radość.

Niedziela 6 czerwca 2010 roku. Beatyfikacja księdza Jerzego. Jaki to był dla Państwa dzień?

Marianna Popiełuszko: Otrzymałam od Boga łaskę.

Józef Popiełuszko: To była wielka radość. Aż trudno opisać.

W tym pokoju wisi obraz, który otrzymała Pani od arcybiskupa Kazimierza Nycza 19 października 2010 roku. Jakie znaczenie ma on dla Pani?

Marianna Popiełuszko: On jest dla mnie jak relikwia.

___
Źródło: Magazyn Familia
Fot.: Jerzy Szóstko 

poniedziałek, 13 września 2021

Inspirujące cytaty

Inspirujące cytaty

🌺 Dobry plan konsekwentnie wykonany dzisiaj jest lepszy niż idealny plan wykonany jutro. (George Patton) 

🍀 Możesz mieć wszystko czego zapragniesz, jeżeli pozbędziesz się przekonania, że nie możesz tego mieć. (Robert Anthony)

🌺 Trzymaj się z dala od ludzi, którzy tłamszą twoje marzenia. Mali ludzie zawsze to robią. Jednak naprawdę wielcy sprawiają, że Ty także możesz stać się wielki. (Mark Twain)     

pixabay.com/pl/

🍀 Kiedyś – nie ma takiego dnia tygodnia. (Janet Dailey) 

🌺 Wiele spośród rzeczy, które możesz policzyć, nie liczą się. Wiele z tych, których policzyć nie można, naprawdę się liczą. (Albert Einstein) 

🍀 Najtrudniejsze jest zdecydowanie się na działanie. Reszta to już tylko kwestia wytrwałości. (Amelia Earhart) 

🌺 Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie. (Peter Drucker)

🍀 Nie pytaj czego świat potrzebuje. Pytaj co czyni cię pełnym życia i rób to, ponieważ tym czego świat potrzebuje są ludzie pełni życia. (Howard Thurman)

🌺 Rób to, co uważasz za stosowne. I tak zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa inaczej...  (Michelle Obama) 


niedziela, 12 września 2021

Błogosławieni

Błogosławieni

Tydzień temu, w niedzielę 5 wrzenia duchowni odczytywali list pasterski Episkopatu Polski „Połączyła ich świętość” – w związku z beatyfikacją kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia oraz Matki Elżbiety Czackiej, niewidomej założycielki Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża i Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Poruszył mnie ten list... Dziś już cieszymy się z beatyfikacji 🙏 

- Róża otrzymała staranne wychowanie i wykształcenie. W wieku 22 lat straciła wzrok. Jej ślepota stała się wielką traumą dla rodziny, która nie umiała przyjąć jej niepełnosprawności – czytał ksiądz. – Uderzyło mnie to, że ludzie Matki mają ten jakiś szczególny wzrok. Oni patrzą z pogodnym bohaterstwem (pisał ks. Stefan Wyszyński do Matki Czackiej). W takie chrześcijaństwo ksiądz Wyszyński wpisał swoje kapłaństwo. 

W końcowej części listu usłyszeliśmy słowa: Każde z nich tę swoją drogę do świętości zawierzyło Matce Najświętszej i chcieli służyć Bogu i człowiekowi tak, jak Maryja. (...) Bóg złączył tych dwoje ludzi, tak przecież różnych i przez nich dokonał wielkich rzeczy.    


sobota, 11 września 2021

[WYWIAD] Miłość jest modlitwą

[WYWIAD] Miłość jest modlitwą

Aż trudno uwierzyć, że od śmierci Ks. Jana Kaczkowskiego minęło już pięć lat. Nie wiem jak to się działo, że zawsze miał czas. Nie raz już o tym pisałam, że czasami dzwoniłam do niego tylko po to, żeby mu powiedzieć, że życzę dobrego dnia 😎 Był szalony! Cieszę się, że miałam przyjemność go poznać i współpracować przy kolejnych wywiadach... Miłość jest modlitwą - jeden z moich ulubionych wywiadów... O rozumieniu choroby, odchodzeniu, godności człowieka chorego, bliskości i miłości...

Daniel Krakowiak

W swojej książce powiedział Ksiądz, że choroba to nie jest kara za grzechy…

Nie jest. W Ewangelii św. Jana, kiedy Jezus uzdrowił niewidomego od urodzenia, Jego uczniowie zadali Mu pytanie: „Kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?”. Jezus opowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże”. 

Jak tłumaczyć sobie, że osoby młode, które mają rodziny, za niedługi czas odejdą z tego świata? Niektórzy mówią, że te osoby są potrzebne w Niebie… 

Głupoty gadają. Kto mówi, że są potrzebne w Niebie? To tak jakbyśmy chcieli ustawić Pana Boga jako przeciwnika naszego szczęścia, naszej wolności i naszych bliskich. Sami w prosty sposób  próbujemy znaleźć logiczne wyjaśnienia.  Chcemy aby wszystko bardzo ładnie się poukładało. To prowadzi do pułapki banalnych odpowiedzi. Czy naprawdę koniecznie musimy wszystko wiedzieć? Do mnie najbardziej przemawiają słowa Benedykta XVI, który na pytanie dwunastoletniej dziewczynki dlaczego tsunami w Japonii zabiło całą jej rodzinę, z dziecięcą bezradnością uczonego papieża powiedział po prostu: „Nie wiem”. Są takie momenty, że trzeba powiedzieć „nie wiem” i przestać siebie i innych katować przed doszukiwaniem się w nieskończoność sensu. To nas wyprowadzi na manowce typowo ludzkich spekulacji. I proszę mi nie mówić, że jest to tajemnica, bo to bardzo często niezrozumiałe. Nie chcę powiedzieć banalnie, że kiedy staniemy po „drugiej stronie” – wszystko się wyjaśni. Tego nie wiemy. Może brutalnie to zabrzmi, ale śmierć jest wpisana w nasze życie jak wszystko inne. Starsi księża mówili: „Stary musi umrzeć, a młody – może”. Nie sprzeciwiajmy się oczywistym faktom, że ludzie umierają. 

W Hospicjum spełniacie takie proste życzenia pacjentów jeśli chodzi na przykład o dania. Dlaczego to jest aż tak ważne?

Godność człowieka musi przejawiać się we wszystkim,  nawet w najmniejszym geście. Wobec osób chorych, zwłaszcza w agonii dbanie o godność jest kluczowe. Najlepiej ukazać godność przez zwykły szacunek w codzienności. To może być czyjś ostatni posiłek, więc niech on będzie z klasą – smaczny, pięknie podany itp. Umierający mają prawo dobrze zjeść, bo w tym drobnym goście miłości jest sam On. 

Co jest najważniejsze w czasie trwania przy łóżku chorego?

Spokój, łaska uświęcająca, modlitwa, zadbanie o to, aby przyjął sakrament chorych, komunię św., tzw. wiatyk, która prawdopodobnie będzie ostatnią komunią św. w jego życiu – na drogę ku wieczności. Dobrze, aby była też zapalona gromnica, aby odmawiać koronkę do Bożego Miłosierdzia, litanię do Św. Józefa. A ponad tym wszystkim miłość i bliskość. 

Ciężko niekiedy skupić się na modlitwie, kiedy naszego kochanego trzymamy za rękę…

To wystarczy. Miłość też jest modlitwą. To cierpienie i nasze łzy, które spływają mimowolnie boleśnie po policzku także mogą być modlitwą. Jedność, szczerość i pełne otwarcie duszy, które zaboli. Należy unikać faryzeizmu, odklepanych modlitw, lub teatralnych gestów rozpaczy. To wszystko musi wypływać z serca. 

W jaki sposób nieść pocieszenie temu, który za niedługi czas odejdzie?

Trzeba mówić delikatnie o swojej wierze w perspektywie nadprzyrodzonej, ale tak, żeby uszanować wolność drugiego. Nie możemy naszego aktu woli wmusić umierającemu, ale możemy o nim świadczyć. Możemy powiedzieć: „Mój Drogi, jestem przekonany, że to nie jest koniec. Nie bój się. Jestem przy Tobie. Jest Twój Anioł Stróż, Matka Najświętsza. Ufam mocno, że jak puszczę Cię za rękę, Twoja ręka wpadnie w miłującą rękę Pana Boga. Kiedy odepchniemy Twoją łódkę od tego brzegu, za chwilkę będzie drugi brzeg – Wieczność”. 

A „modelowa” sytuacja odchodzenia ze strony najbliższych? 

Kiedy było trudno, wszyscy płakali – wszyscy byli, chory czuł się spokojnie. Chorego nic nie bolało, nie dusił się – był medycznie zabezpieczony. Rodzina miała możliwość bycia, powiedzenia ważnych słów: „Kocham”, „Przebaczam”, „Proszę o wybaczenie”, „Przepraszam”. Chociaż jest ciężko, paradoksalnie – jest bardzo spokojnie. Wszyscy czują się spełnieni, na swoich miejscach. Wtedy nie ma panicznej rozpaczy. W hospicjum nazywamy to „śmiercią domkniętą”.    

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger