niedziela, 19 września 2021

Niedzielny odpoczynek

Niedzielny odpoczynek

Teraz można tylko pomarzyć o lenistwie na plaży od świtu 😎 już tęsknię za słońcem i piękną pogodą... Niedzielę - cudowny dzień odpoczynku i ładowania akumulatorów - spędzam trochę na nadrabaianiu zaległości książkowych, ale nie tylko... Nic tak nie poprawia nastroju jak ulubiona komedia 😊 A w związku z tym, że jeszcze cały czas jest mi trudno chodzić - spacery nie wchodzą w grę, więc zostaje mieszkanie... Już dawno tak nie odpoczywałam! 

pixabay.com/pl/

Na nowy tydzień życzę Wam, Kochani, dobrej energii i dobrych ludzi w swoim zasięgu! Niech to będzie cudowny tydzień, pełen wyzwań! 💛

sobota, 18 września 2021

[WYWIAD] Przyjacielu, nie odchodź!

[WYWIAD] Przyjacielu, nie odchodź!

Śmierć bliskich nam ludzi to zawsze ogromny ból, smutek, żal...  W kolejną rocznicę śmierci mojego Przyjaciela - przypominam wywiad z psychologiem. Na pytania odpowiada Marcin Korowaj. 

pixabay.com/pl/

Przyjaźń jest szczególną więzią. Przyjaciel to ktoś wyjątkowy. Kt. oś, kto zna nas bardzo dobrze. I nagle, w codziennym zabieganiu dostajemy wiadomość, że nasz Przyjaciel nie żyje…

Przyjaźń możemy nazwać szczególną więzią, w której ludzie obdarowują siebie  akceptacją, zaufaniem, wsparciem, pomocą w trudnych chwilach. Bycie w relacji przyjacielskiej sprawia, że czujemy się ważni i potrzebni dla drugiej osoby, ale też mamy poczucie, że ten ktoś potrzebuje nas. Przyjaźń to wspólny czas, śmiech, smutek, wspólne wspomnienia. I nagle to znika i nigdy się już nie powtórzy…

Nagle jakby i nasze życie się zatrzymuje… Niedowierzanie, żal, złość, płacz… Zwykle w takich momentach słyszymy: "Taki młody, mógł jeszcze żyć…". Wydaje się - słowa pocieszenia, które jeszcze bardziej bolą…

W takich sytuacjach pierwszą reakcją jest niedowierzanie czy zaprzeczanie, że nasz przyjaciel nie żyje. Nie dopuszczamy do siebie, do swojej świadomości tego co się stało - chcemy żeby to nie była prawda. Później pojawia się złość. Zadajemy sobie pytanie dlaczego on, dlaczego to się stało, jaki to ma sens - najczęściej te pytania pozostają bez odpowiedzi. Szukamy wyjaśnień i zrozumienia tego co się stało. Kierujemy swoją złość na innych, na Boga, na siebie. Często nasi bliscy, znajomi próbują nas pocieszyć, podtrzymać na duchu (a przynajmniej tak im się wydaje, że to robią), sprawić by cierpienie zniknęło mówiąc "taki młody, mógł jeszcze żyć …" takie słowa mogą nam uświadamiać nam jeszcze bardziej jaka stratę ponieśliśmy, zastanawiamy się co było jeszcze przed nami razem co nas mogło by czekać. Częstymi słowami, które nie pomagają są też "musisz się wziąć w garść", "czas leczy rany" czy "jesteś młoda/dy musisz żyć".

Takie słowa nie sprawią, że osoba w żałobie poczuje się lepiej czy będzie jej lżej. Takie słowa padają bo bardzo często boimy się mówić o śmierci czy nie wiemy jak to zrobić...

Poprzez śmierć przyjaciela, osoby bliskiej, doświadczamy wielkiej straty wszystkiego co wiązało się z tą osobą, straty ważnego kawałka naszego życia z czym związany jest duży ból. To tak jakby wyjąć jedno koło zębate z mechanizmu zegarka gdzie reszta kół przestaje funkcjonować sprawnie co powoduje, że zegarek przestaje dobrze działać. Strata tworzy ranę, która powoduje ból. Jeśli zostawimy ranę i nie będziemy próbować jej opatrzyć prawdopodobnie ból będzie się ciągle nasilał i rana będzie się słabo goić. Opatrzeniem rany po stracie będzie przeżywanie żałoby w postaci akceptacji własnych emocji, nie odrzucaniu ich, wyrażaniu ich i nazywaniu, płakaniu jeśli ma się taką potrzebę. Dlatego też najlepszym sposobem na pomoc w sytuacji żałoby jest bycie przy tej osobie, wysłuchanie jej bez ocen oraz akceptacji tego co przeżywa.

Czasem mamy żal sami do siebie, że nie mogliśmy być przy naszym przyjacielu w ostatnich dniach czy godzinach jego życia. Ten żal mimo upływu czasu - nie ustaje. Co jest przyczyną takiego zachowania?

Często takie myślenie pojawia się w sytuacji gdy nasz przyjaciel (osoba bliska) długo choruje, czy leży w szpitalu a my akurat w chwili śmierci byliśmy w innym miejscu, bo zmusiły nas do tego inne okoliczności, które nie pozwoliły nam być tego dnia przy naszej osobie bliskiej. Po takiej sytuacji mamy poczucie winy, że zawiedliśmy, że nie pożegnaliśmy się, że mieliśmy jeszcze tyle do powiedzenia i że nigdy więcej już nie będziemy mieli okazji tego zrobić. Zdarza się też, że najzwyczajniej w świecie boimy się towarzyszyć w ostatnich chwilach naszej osoby bliskiej - przyjaciela. Pojawia się bezradność, że nie możemy nic z tą sytuacją zrobić czy myślenie życzeniowe, że jak udamy, że wszystko jest w porządku to sytuacja problemowa zniknie. Bardzo dobrze opisuje taką sytuację E.E. Schmidt w swojej najsłynniejszej powieści "Oskar i pani Róża". Autor pokazuje strach rodziców, którzy unikają rozmowy o śmierci ze swoim umierającym dzieckiem.

W takich momentach niekiedy może mamy wyrzuty sumienia, że zbyt mało czasu poświęciliśmy tak wyjątkowej osobie. A może nie zdążyliśmy właśnie powiedzieć jak ważne miejsce zajmuje w naszym życiu… Jak radzić sobie z takimi wyrzutami, myślami?

W takich sytuacjach warto pamiętać, że mamy prawo się bać i jest to naturalne, że w takiej sytuacji pojawia się strach czy bezradność, że nie mogliśmy przewidzieć momentu śmierci przyjaciela, i że nie mamy takiej mocy żeby to kontrolować. Warto też pamiętać, że przeszliśmy długą i wyjątkową drogę wspólnie z naszym przyjacielem i to ona jest najważniejsza. Można powiedzieć, że żaden moment nie jest dobry na pożegnanie gdyż nie chcemy dopuścić do naszej świadomości, że tracimy ważną dla nas osobę, pojawia się myślenie, że jak wrócimy z pracy czy z zakupów to na pewno jeszcze porozmawiamy ze sobą. Moim zdaniem nie da się przygotować na odejście bliskiej nam osoby nawet posiadając wiedzę o tym, że jest to nieuchronne. W sytuacji gdzie pojawia się poczucie winy i utrzymuje się przez długi czas, warto skorzystać z pomocy terapeuty, który pomoże zobaczyć własne emocje i spróbować je wyrazić, zmierzyć się z nimi, przyjrzeć się nim.

Mimo, że od śmierci naszego przyjaciela mijają kolejne miesiące, lata - nam wciąż ciężko pogodzić się z jego przedwczesnym odejściem. Powracamy do archiwum wiadomości, SMS. Jest to jeden ze sposobów na "zatrzymanie" tego człowieka?

Takie zachowanie może się pojawić w drugiej fazie w przeżywaniu żałoby, gdzie występuje tak zwana dezorganizacja emocjonalna. Chodzimy do miejsc gdzie wspólnie bywaliśmy, przeglądamy wspólne zdjęcia, czytamy wspólna korespondencje czy wiadomości. Jest to próba zatrzymania osoby, która odeszła jeszcze na jakiś czas - jest to trochę traka próba walki z nieodwracalnym, próba zaprzeczaniu rzeczywistości. Może wtedy pojawić się myślenie, że przyjaciel tylko wyjechał i zaraz wróci i wszystko będzie jak dawniej. Taki stan może trwać jakiś czas, aż do kolejnej fazy żałoby, która charakteryzuje się przeżywaniem smutku, osamotnienia, depresji. Jeśli stan poszukiwania zmarłej nam osoby trwa lata i osoba nie przechodzi do fazy przeżywania smutku warto zastanowić czy nie potrzebna byłaby pomoc specjalisty np. terapeuty.  Tylko przejście przez cały proces żałoby prowadzi do akceptacji i pogodzenia się ze stratą, prowadzi do tak zwanego stanu równowagi.

Jakiś czas temu znalazłam taki cytat: "Ci, których kochamy nie umierają, bo miłość jest nieśmiertelna". Zgodzi się Pan z tymi słowami?

Uważam, że osoby które obdarowujemy miłością stają się częścią nas jeszcze za życia. Mają wpływ na to jak postrzegamy różne obszary naszego funkcjonowania. Jak postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość, jak postrzegamy nas samych i jakich dokonujemy wyborów. Miłość polega na wymianie - dajemy, ale też otrzymujemy różne rzeczy od bliskich nam osób (przyjaciół). To co otrzymamy staje się częścią nas i żyje w nas.

Żałoba - i od razu w myślach mamy czarne ubrania, smutną twarz… Tymczasem żałobę można przeżywać w sercu. Nie trzeba przecież chodzić na czarno w czasie żałoby?

W każdej kulturze, społeczeństwie są obecne symbole, które zostały wytworzone umownie przez członków danej społeczności, funkcjonujące od wielu pokoleń. W kulturze chrześcijańskiej (i nie tylko) - kolor czarny funkcjonuje jako kolor śmierci, ale np. w kulturze romskiej na pogrzeb zakłada się ubrania w kolorze czerwonym co symbolizuje ochronę przed złymi duchami. U niektórych plemion wschodnich europejskich na czas żałoby kobiety ubierały się wyłącznie na biało. Odstąpienie od pewnej umowy społecznej (jaką jest symbol) jest traktowany jako brak identyfikacji z wydarzeniem (w tym przypadku śmierci), co może się spotykać z ostracyzmem ze strony społeczeństwa. Nie ma nigdzie przymusu zakładania czarnych ubrań, lecz dana osoba naraża się wtedy na posądzenie iż nie przeżywa smutku po stracie, a śmierć osoby bliskiej traktuje lekceważąco.

___
Źródło: deon.pl

piątek, 17 września 2021

Cudowne właściwości miodu

Cudowne właściwości miodu
Wzmacnia organizm, leczy przeziębienia i łagodzi podrażnienia skóry – to chyba najbardziej nam znane właściwości miodu, a jest ich znacznie więcej. Dlaczego tak ważne jest, aby miód był w każdej kuchni, w każdej apteczce? 

pixabay.com/pl/

Miód zawiera witaminy z grupy B (B1, B2, B6 i B12), C, A, biotynę, kwas pantotenowy, kwas foliowy oraz duże ilości potasu, fosforu, chloru, wapnia, magnezu i molibdenu. 

Właściwości wykrztuśne, przeciwgorączkowe, uspokajające i napotne posiada miód lipowy. Charakteryzuje się herbacianą barwą i nieco gorzkawym smakiem. Przy zaburzeniach pracy układu pokarmowego świetnie sprawdzi się słodki, o lekko kremowym odcieniu miód akacjowy. W leczeniu anemii natomiast sprawdzi się miód koniczynowy, o ciemniejszym kolorze i kwaśnym smaku. Działa również uspokajająco. Także miód wielokwiatowy polecany jest przy anemii i alergii. Jeśli mamy problemy z drogami oddechowymi – powinniśmy sięgnąć po miód rzepakowy, który doskonale jest przyswajany przez wątrobę. Charakteryzuje się słodkim smakiem. Miód wrzosowy sprawdzi się w przypadku leczenia kamicy nerkowej, dróg moczowych i zapalenia jelit. Wyróżnia go piękny, bursztynowy kolor oraz aromatyczny wrzosowy smak i zapach. W leczeniu miażdżycy i niedokrwistości poleca się miód malinowy o zapachu i posmaku malin. Działa również napotnie, antyseptycznie i przeciwgorączkowo. Podobnie miód gryczany – świetnie sprawdzi się w leczeniu schorzeń układu krążenia, osłabienia pamięci, miażdżycy i zaburzeniach na tle nerwowym. 

Miód rewelacyjnie sprawdza się w leczeniu ropiejących ran, które powstały w wyniku oparzeń. Zdaniem naukowców, prawdziwy miód świetnie oczyszcza wątrobę i wykazuje właściwości detoksykacyjne.

czwartek, 16 września 2021

Mydło marsylskie z algami morskimi

Mydło marsylskie z algami morskimi

Od jakiegoś czasu testuję mydło marsylskie Foufour. Składa się z 72% olejów roślinnych. Od dawien dawna znane jest ze swoich dobroczynnych właściwosci pielegnujących. Mydło powstało na bazie oleju palmowego, który nawilża, wygładza, dodaje elastyczności skórze zwiotczełej, popękanej oraz dojrzałej. Ponad to olej posiada właściwości regenerujące i łagodzące podrażnienia...

archiwum prywatne 

Sproszkowany wyciąg z alg morskich w mydle delikatnie peelinguje skórę, dogłębnie ją oczyszcza, nawilża i wspaniale wygładza. Przywraca równowagę i odpowiednie nawilżenie. Pomaga walczyć z rozstępami i cellulitisem. Zawiera składniki organicznie takie jak jod, mannitol, fukoksantynę, brom, kwas alginowy, luminarynę, fukoidynę, witaminy (B1, B2, C, D, E, H, K, kwas foliowy) oraz mikroelementy (żelazo, mangan, kobalt).
 
🌺  💛  🌺 

Mydełko wzbogacone jest ekologicznym masłem shea (karite), które dodatkowo odżywia, rewitalizuje i fantastycznie nawilża skórę. Jest cenionym w kosmetyce składnikiem wygładzającym, przeciwzapalnym oraz nawilżającym. Oryginalne francuskie mydło marsylskie polecane jest dla każdego rodzaju skóry, a w szczególności dla cery alergicznej, delikatnej (np. skóra dziecka) i wysuszonej, jak również wspomagająco przy leczeniu trądziku. Mydła z Marsylii posiadają neutralne dla skóry pH i są polecane przez dermatologów w przypadku nietolerancji na mydła przemysłowe 💛

___
Źródło: esent.pl 

środa, 15 września 2021

Piżamy na jesień

Piżamy na jesień
Minęły już czasy kiedy piżama kojarzyła się przede wszystkim z szarością i nudą. Dziś - dzięki nieograniczonej wyobraźni projektantów, mamy do wyboru piżamy w wielu wzorach i fasonach. Dla jednych - w tym dla mnie - koronkowe koszulki nocne to bezwzględny nr 1 🌸 ale wszystkim tym, które pragną też wygody - na jesienne i zimowe wieczory i poranki świetnym rozwiązaniem będzie piżama na krótki rękaw i spodnie 3/4 albo 7/8...

pixabay.com/pl/ 

Większość z nas raczej zgodzi się z tym, że piżama powinna być przede wszystkim wykonana z dobrego jakościowo materiału. Przyjemna w dotyku (100 proc. bawełna) piżama to nie tylko komfort noszenia, ale też luźny fason, który zapewni nam dobry sen. Ważne jest by wybierać piżamy, które nie będą krępować ruchów, a przy tym będą kobiece. Piżama nie musi być szaro - bura! Pięknych, brwnych zestawów nie brakuje. 

modny-sklep.pl

Każda z nas zna to uczcie, kiedy po ciężkim dniu jedynym, na co ma ochotę - to położyć się do łóżka w prywatnej oazie spokoju i wtulić się w pościel 💛 Piżamy ze spodenkami w ponadczasową kartkę, które nie podrażniają skóry to wygoda, komfort i swoboda. Wykonane z dobrego materiału na pewno poprawią jakość snu.       

modny-sklep.pl

Modna piżama sprawdzi się jako prezent dla siostry i przyjaciółki 🎁 ale najpierw... wybierz coś dla siebie! 🌺 

PS. Dzień Chłopaka tuż tuż... Zainspiruj się! 🎁

wtorek, 14 września 2021

Chleb dla syna

Chleb dla syna

W dniu 14 wrzesnia 1947 roku, w Okopach, urodził się Ks. Jerzy Popiełuszko. Od kilku lat właśnie w rocznicę jego urodzin przypominam wywiad, który przeprowadziłam kilka lat temu z jego mamą, bratem i bratową... Może nie wszyscy wiedzą, ale Ks. Jerzy Popiełuszko przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. Kard. Stefana Wyszyńskiego (w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie) 🙏 

Ta niezwykła rozmowa odbyła się w domu, w którym wychował się ksiądz Jerzy Popiełuszko. Dziś mieszka tam jego młodszy brat Stanisław wraz z dziećmi. Starszy brat Józef jest częstym gościem w domu rodzinnym. Mama księdza, pani Marianna Popiełuszko zmarła w 2013 r. Wywiad został przeprowadzony na kilka miesięcy przed jej śmiercią. 


Jakim człowiekiem był ksiądz Jerzy?

Józef Popiełuszko: Pamiętam, że opowiadał, jak w stanie wojennym, w święta Bożego Narodzenia, jeździł samochodem na bramki, gdzie stało wojsko, żeby podzielić się opłatkiem z żołnierzami. To byli różni ludzie. Czasem, jak tylko przyjeżdżał, wyciągali broń. Gdy jednak widzieli opłatek, to zaczynali płakać. Dziękowali, że o nich pamięta. Brat prosił też, żeby z parafii wynosić herbatę dla tych z ZOMO, którzy stali przed bramą.

Alfreda Popiełuszko: On nie potępiał ludzi. Był tylko przeciwny systemowi komunistycznemu.

A czy zapamiętał Pan coś szczególnego z czasu, gdy ksiądz Jerzy był jeszcze dzieckiem?

Józef Popiełuszko: W tamtych czasach dzieci chodziły paść krowy. Pamiętam, że budowaliśmy ołtarzyk, a później były takie zabawy, że niby Mszę św. odprawia [uśmiech]. Mieliśmy sąsiada, który został księdzem. Brat lubił z nim rozmawiać. Zawsze przed szkołą szedł 5 kilometrów do kościoła parafialnego w Suchowoli, żeby służyć do Mszy Świętej. Pamiętam też, jak raz rozbiłem mu głowę. Stał za oborą, a ja pomyślałem, że jeśli rzucę kamyczkiem, to ucieknie. A on dostał w głowę. Później musieli mnie szukać, bo ze strachu się ukryłem.

Jaka była wówczas Wasza rodzina? Czy modliliście się wspólnie?

Józef Popiełuszko: Zawsze w maju było u nas nabożeństwo majowe, w czerwcu - czerwcowe. W lipcu odmawiana była Litania do Najświętszej Krwi Pana Jezusa, a w październiku Różaniec. Obowiązkowo w każdą niedzielę chodziliśmy do kościoła. Nie było ważne, czy był duży mróz i śnieg, czy też upał. Zawsze musieliśmy być w kościele.

Marianna Popiełuszko: Wspólne modlitwy odmawiane były w środy, piątki i soboty. Na ścianie wisiał obraz, my klęczeliśmy i razem się modliliśmy.

Czy ksiądz Jerzy opowiadał coś o swoim pobycie w wojsku? Był w specjalnej jednostce dla kleryków o zaostrzonym rygorze...

Józef Popiełuszko: Jerzy opowiadał mi, że został ukarany za nieposłuszeństwo, bo nie chciał zdjąć z palca różańca-obrączki i medalika z piersi. Za karę musiał trzy godziny stać boso na betonowej posadzce, w pełnym umundurowaniu i z ciężkim plecakiem, a oficer polityczny mu ubliżał. To zostało bardzo dobrze pokazane w filmie Popiełuszko - Wolność jest w nas.

Jak wspominają Państwo przyjazdy księdza Jerzego do domu rodzinnego, gdy już pełnił posługę w Warszawie? Czy przyjeżdżał na dłużej? Czy był zawsze ubrany w sutannę?

Józef Popiełuszko: Przyjeżdżał zazwyczaj na krótko. Mama zawsze piekła dla niego chleb, aby mógł go wziąć ze sobą do Warszawy. Na prywatne wyjazdy nie zakładał sutanny, tylko koloratkę. Dziś powiedzielibyśmy, że jak przyjeżdżał do domu, to był ubrany "na luzie".

Alfreda Popiełuszko: Pamiętam, jak w trakcie tych krótkich pobytów mama smażyła mu placki ziemniaczane. A gdy chciał naprawdę odpocząć, wyjeżdżał gdzieś w góry albo nad morze - najczęściej z młodzieżą lub pracownikami służby zdrowia. Ale już pod koniec życia zawsze jeździł w sutannie. Mówił, że jak zobaczą kapłana w sutannie, to będą mieli szacunek. Z Bydgoszczy, gdzie odprawił ostatnią Mszę Świętą w życiu, też wracał w sutannie… Wtedy został porwany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, a następnie bestialsko zamordowany.

Pamiętacie Państwo swoje uczestnictwo w Mszach Świętych za Ojczyznę odprawianych przez księdza Jerzego?

Józef Popiełuszko: Tak. Przygotowując się do nich, Jerzy pytał robotników: "Rozumiecie, co ja mówię? Jeśli wy rozumiecie te kazania, to i uczeni zrozumieją". Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa strasznie go pilnowali. Po każdej Mszy Świętej chcieli go porwać. Dlatego Jerzego zawsze trzeba było przebierać, żeby mógł bezpiecznie wyjść nierozpoznany - w tym celu na przykład doklejano mu wąsy.

Alfreda Popiełuszko: Kiedyś wyszedł z kościoła przebrany, z jakąś kobietą pod rękę. Musiał się w ten sposób ratować, bo czyhali na niego tajniacy. Nam też nakazywał, abyśmy po skończeniu Mszy Świętej jak najszybciej stamtąd uciekali. Msze Święte za Ojczyznę były niezwykłym przeżyciem, przyjeżdżali na nie ludzie z całej Polski, od morza po Tatry. Ksiądz Jerzy z nami rozmawiał tak normalnie, ale gdy głosił kazania, to miał zupełnie inny ton wypowiedzi.

Czy ksiądz Jerzy czymś się martwił?

Alfreda Popiełuszko: Martwił się o każdego. Problemy innych to były jego problemy. Wysłuchiwał wszystkich, a nawet płakał z nimi. U niego nigdy nie było spokoju. Ilekroć do niego zajechaliśmy, mówił: "Zostawcie mnie, bo chcę być trochę z rodziną. Nie zawsze mnie odwiedzają".

Józef Popiełuszko: On miał dużą rodzinę. Gdy ktoś został aresztowany, to on musiał pomóc jego bliskim. Martwił się o innych bardziej niż o siebie. Pamiętam, jak mi mówił, że wrzucili mu cegłę z ładunkiem wybuchowym do mieszkania. Kilka razy robili na niego zamachy. Opowiadał mi kiedyś, że gdy wracał z Okopów, to na wiadukcie jakiś samochód tak ściął, że urwał lusterko w jego aucie.

Czy ksiądz Jerzy mówił coś o śmierci?

Józef Popiełuszko: Wspominał, że go śledzą. Mówił, że pomalowali mu samochód i poprzebijali koła.

Pamięta Pan swoje ostatnie spotkanie z bratem?

Józef Popiełuszko: Oczywiście, że pamiętam. To było przed moim wyjazdem do Niemiec, czyli w sierpniu 1984 roku. Pojechaliśmy do niego do Warszawy, a on nam powiedział: "Ja mogę zginąć, ale Wy będziecie mieć lepiej". To "Wy" oznaczało Polskę i naród polski.

Co było później, już po zabójstwie?

Marianna Popiełuszko: Przypominało się, jaki był ksiądz Jerzy. To trzeba było przeżyć…

Józef Popiełuszko: Byłem wtedy w kościele Świętego Stanisława Kostki, w parafii księdza Jerzego. Na wieść o tym, że wyłowiono jego ciało, ludzie zaczęli płakać w głos. A kiedy jego zwłoki zostały już przewiezione do Białegostoku, to razem z rodzicami i rodzeństwem pojechaliśmy do księdza prymasa, żeby wystąpił z prośbą o zwrócenie ciała księdza Jerzego do Warszawy. Gdy rano zajechaliśmy po nie do Białegostoku, brama wjazdowa na teren kostnicy była zamknięta. Pracownicy tłumaczyli, że niby klucze gdzieś zginęły. Nie chcieli otworzyć, bo pod bramą było bardzo dużo ludzi, którzy przyszli, żeby oddać hołd księdzu Jerzemu. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Białegostoku, to ludzie ze zniczami stali na drodze. W parafii księdza Jerzego, w kościele św. Stanisława Kostki całą noc trwało czuwanie przy trumnie. Ludzie czekali w bardzo długich kolejkach. Wieczorem przywieźli ciało, a na drugi dzień był pogrzeb. Wzięły w nim udział setki tysięcy ludzi. Byli dosłownie wszędzie. Na drzewach, dachach, gdzie się tylko dało…

Alfreda Popiełuszko: W Warszawie ludzie czekali już na ciało księdza Jerzego. Mówili, że ksiądz Jerzy się nie spóźni. To było 2 listopada. Po śmierci to już dla nas był ksiądz Jerzy, a nie Jurek. Od listopada 1984 roku, każdego 19 dnia miesiąca, aż do beatyfikacji, mama zamawiała w parafii w Suchowoli Msze Święte w intencji księdza Jerzego. Teraz, po beatyfikacji, nadal je zamawia, ale już dziękczynne, za wyniesienie księdza Jerzego na ołtarze.

Gdzie Pani jako matka męczennika szukała pocieszenia?

Marianna Popiełuszko: A gdzie szukać pocieszenia, jak nie u Matki? Maryja jest, zawsze była i będzie Pocieszycielką.

Czy marzyła Pani kiedyś o tym, że ksiądz Jerzy będzie wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony?

Marianna Popiełuszko: Najpierw trzeba było się modlić o to, żeby został księdzem. Po sąsiedzku mieszkał ksiądz. Do naszej parafii w Suchowoli zaliczały się kiedyś cztery miejscowości, więc było tam bardzo dużo księży. Marzyłam o tym, aby być matką kapłana. I później, jak to wszystko się stało, zgodziłam się z wolą Bożą. Maryja też cierpiała pod krzyżem. On był kapłanem z powołania. Przeżywam wielkie wzruszenie, bo kto we łzach sieje, w radości żąć będzie. Kiedy przyszła śmierć, to płakałam i siałam w smutku. Ale teraz, kiedy dożyłam tych chwil, przeżywam wielką radość.

Niedziela 6 czerwca 2010 roku. Beatyfikacja księdza Jerzego. Jaki to był dla Państwa dzień?

Marianna Popiełuszko: Otrzymałam od Boga łaskę.

Józef Popiełuszko: To była wielka radość. Aż trudno opisać.

W tym pokoju wisi obraz, który otrzymała Pani od arcybiskupa Kazimierza Nycza 19 października 2010 roku. Jakie znaczenie ma on dla Pani?

Marianna Popiełuszko: On jest dla mnie jak relikwia.

___
Źródło: Magazyn Familia
Fot.: Jerzy Szóstko 

poniedziałek, 13 września 2021

Inspirujące cytaty

Inspirujące cytaty

🌺 Dobry plan konsekwentnie wykonany dzisiaj jest lepszy niż idealny plan wykonany jutro. (George Patton) 

🍀 Możesz mieć wszystko czego zapragniesz, jeżeli pozbędziesz się przekonania, że nie możesz tego mieć. (Robert Anthony)

🌺 Trzymaj się z dala od ludzi, którzy tłamszą twoje marzenia. Mali ludzie zawsze to robią. Jednak naprawdę wielcy sprawiają, że Ty także możesz stać się wielki. (Mark Twain)     

pixabay.com/pl/

🍀 Kiedyś – nie ma takiego dnia tygodnia. (Janet Dailey) 

🌺 Wiele spośród rzeczy, które możesz policzyć, nie liczą się. Wiele z tych, których policzyć nie można, naprawdę się liczą. (Albert Einstein) 

🍀 Najtrudniejsze jest zdecydowanie się na działanie. Reszta to już tylko kwestia wytrwałości. (Amelia Earhart) 

🌺 Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie. (Peter Drucker)

🍀 Nie pytaj czego świat potrzebuje. Pytaj co czyni cię pełnym życia i rób to, ponieważ tym czego świat potrzebuje są ludzie pełni życia. (Howard Thurman)

🌺 Rób to, co uważasz za stosowne. I tak zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa inaczej...  (Michelle Obama) 


niedziela, 12 września 2021

Błogosławieni

Błogosławieni

Tydzień temu, w niedzielę 5 wrzenia duchowni odczytywali list pasterski Episkopatu Polski „Połączyła ich świętość” – w związku z beatyfikacją kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia oraz Matki Elżbiety Czackiej, niewidomej założycielki Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża i Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Poruszył mnie ten list... Dziś już cieszymy się z beatyfikacji 🙏 

- Róża otrzymała staranne wychowanie i wykształcenie. W wieku 22 lat straciła wzrok. Jej ślepota stała się wielką traumą dla rodziny, która nie umiała przyjąć jej niepełnosprawności – czytał ksiądz. – Uderzyło mnie to, że ludzie Matki mają ten jakiś szczególny wzrok. Oni patrzą z pogodnym bohaterstwem (pisał ks. Stefan Wyszyński do Matki Czackiej). W takie chrześcijaństwo ksiądz Wyszyński wpisał swoje kapłaństwo. 

W końcowej części listu usłyszeliśmy słowa: Każde z nich tę swoją drogę do świętości zawierzyło Matce Najświętszej i chcieli służyć Bogu i człowiekowi tak, jak Maryja. (...) Bóg złączył tych dwoje ludzi, tak przecież różnych i przez nich dokonał wielkich rzeczy.    


sobota, 11 września 2021

[WYWIAD] Miłość jest modlitwą

[WYWIAD] Miłość jest modlitwą

Aż trudno uwierzyć, że od śmierci Ks. Jana Kaczkowskiego minęło już pięć lat. Nie wiem jak to się działo, że zawsze miał czas. Nie raz już o tym pisałam, że czasami dzwoniłam do niego tylko po to, żeby mu powiedzieć, że życzę dobrego dnia 😎 Był szalony! Cieszę się, że miałam przyjemność go poznać i współpracować przy kolejnych wywiadach... Miłość jest modlitwą - jeden z moich ulubionych wywiadów... O rozumieniu choroby, odchodzeniu, godności człowieka chorego, bliskości i miłości...

Daniel Krakowiak

W swojej książce powiedział Ksiądz, że choroba to nie jest kara za grzechy…

Nie jest. W Ewangelii św. Jana, kiedy Jezus uzdrowił niewidomego od urodzenia, Jego uczniowie zadali Mu pytanie: „Kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?”. Jezus opowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże”. 

Jak tłumaczyć sobie, że osoby młode, które mają rodziny, za niedługi czas odejdą z tego świata? Niektórzy mówią, że te osoby są potrzebne w Niebie… 

Głupoty gadają. Kto mówi, że są potrzebne w Niebie? To tak jakbyśmy chcieli ustawić Pana Boga jako przeciwnika naszego szczęścia, naszej wolności i naszych bliskich. Sami w prosty sposób  próbujemy znaleźć logiczne wyjaśnienia.  Chcemy aby wszystko bardzo ładnie się poukładało. To prowadzi do pułapki banalnych odpowiedzi. Czy naprawdę koniecznie musimy wszystko wiedzieć? Do mnie najbardziej przemawiają słowa Benedykta XVI, który na pytanie dwunastoletniej dziewczynki dlaczego tsunami w Japonii zabiło całą jej rodzinę, z dziecięcą bezradnością uczonego papieża powiedział po prostu: „Nie wiem”. Są takie momenty, że trzeba powiedzieć „nie wiem” i przestać siebie i innych katować przed doszukiwaniem się w nieskończoność sensu. To nas wyprowadzi na manowce typowo ludzkich spekulacji. I proszę mi nie mówić, że jest to tajemnica, bo to bardzo często niezrozumiałe. Nie chcę powiedzieć banalnie, że kiedy staniemy po „drugiej stronie” – wszystko się wyjaśni. Tego nie wiemy. Może brutalnie to zabrzmi, ale śmierć jest wpisana w nasze życie jak wszystko inne. Starsi księża mówili: „Stary musi umrzeć, a młody – może”. Nie sprzeciwiajmy się oczywistym faktom, że ludzie umierają. 

W Hospicjum spełniacie takie proste życzenia pacjentów jeśli chodzi na przykład o dania. Dlaczego to jest aż tak ważne?

Godność człowieka musi przejawiać się we wszystkim,  nawet w najmniejszym geście. Wobec osób chorych, zwłaszcza w agonii dbanie o godność jest kluczowe. Najlepiej ukazać godność przez zwykły szacunek w codzienności. To może być czyjś ostatni posiłek, więc niech on będzie z klasą – smaczny, pięknie podany itp. Umierający mają prawo dobrze zjeść, bo w tym drobnym goście miłości jest sam On. 

Co jest najważniejsze w czasie trwania przy łóżku chorego?

Spokój, łaska uświęcająca, modlitwa, zadbanie o to, aby przyjął sakrament chorych, komunię św., tzw. wiatyk, która prawdopodobnie będzie ostatnią komunią św. w jego życiu – na drogę ku wieczności. Dobrze, aby była też zapalona gromnica, aby odmawiać koronkę do Bożego Miłosierdzia, litanię do Św. Józefa. A ponad tym wszystkim miłość i bliskość. 

Ciężko niekiedy skupić się na modlitwie, kiedy naszego kochanego trzymamy za rękę…

To wystarczy. Miłość też jest modlitwą. To cierpienie i nasze łzy, które spływają mimowolnie boleśnie po policzku także mogą być modlitwą. Jedność, szczerość i pełne otwarcie duszy, które zaboli. Należy unikać faryzeizmu, odklepanych modlitw, lub teatralnych gestów rozpaczy. To wszystko musi wypływać z serca. 

W jaki sposób nieść pocieszenie temu, który za niedługi czas odejdzie?

Trzeba mówić delikatnie o swojej wierze w perspektywie nadprzyrodzonej, ale tak, żeby uszanować wolność drugiego. Nie możemy naszego aktu woli wmusić umierającemu, ale możemy o nim świadczyć. Możemy powiedzieć: „Mój Drogi, jestem przekonany, że to nie jest koniec. Nie bój się. Jestem przy Tobie. Jest Twój Anioł Stróż, Matka Najświętsza. Ufam mocno, że jak puszczę Cię za rękę, Twoja ręka wpadnie w miłującą rękę Pana Boga. Kiedy odepchniemy Twoją łódkę od tego brzegu, za chwilkę będzie drugi brzeg – Wieczność”. 

A „modelowa” sytuacja odchodzenia ze strony najbliższych? 

Kiedy było trudno, wszyscy płakali – wszyscy byli, chory czuł się spokojnie. Chorego nic nie bolało, nie dusił się – był medycznie zabezpieczony. Rodzina miała możliwość bycia, powiedzenia ważnych słów: „Kocham”, „Przebaczam”, „Proszę o wybaczenie”, „Przepraszam”. Chociaż jest ciężko, paradoksalnie – jest bardzo spokojnie. Wszyscy czują się spełnieni, na swoich miejscach. Wtedy nie ma panicznej rozpaczy. W hospicjum nazywamy to „śmiercią domkniętą”.    

piątek, 10 września 2021

Na chwile przed odlotem...

Na chwile przed odlotem...

Ogromną miałam przyjemność pracować nad materiałem o Lotnictwie Policyjnym ✈👮 Uwielbiam ludzi, którzy mają pasję! Uwielbiam! Za jakiś czas opublikuję reportaż... Od momentu kiedy miałam przyjemność przeprowadzić wywiad z szefem pilotów jednej z linii lotniczych, z którą często miałam przyjemność podróżować - samoloty stały się moim ulubionym środkiem transportu ✈ 

archiwum prywatne 

Jestem wdzięczna wszystkim, którzy poświęcili swój czas w przygotowanie reportażu ✈👮

czwartek, 9 września 2021

Soniczna szczoteczka do twarzy

Soniczna szczoteczka do twarzy

InFace to soniczna szczoteczka (wodoodporna), która zapewnia dogłębne oczyszczanie skóry twarzy. Urządzenie nadaje się do codziennej pielęgnacji każdego typu cery, nawet bardzo wrażliwej. Łagodnie peelinguje martwy naskórek, odblokowuje pory oraz usuwa pozostałości makijażu, nadmiar sebum i inne zanieczyszczenia, które kumulują się na twarzy. InFace posiada trzy strefy włosków do różnych części twarzy. Szczoteczka wibruje 90 sekund, co jest podobno optymalnym czasem na mycie twarzy...

   

Specyfikacja InFace 

oparta na technologii sonicznej, generującej kilka tysięcy transdermalnych pulsacji na minutę;

✔ hipoalergiczny, bezpieczny dla ciała i nieporowaty silikon klasy medycznej jest łatwy w utrzymaniu w czystości oraz zapobiega rozmnażaniu się bakterii; 

✔ silikonowe włoski posiadają certyfikat FDA, mają grubość 4.5 mm.;

✔ klasa wodoszczelności: IPX7 (możliwość zanurzenia w wodzie na 30 minut, na głębokość 1 metra);

✔ jedno lądowanie ok. 2.5h starcza na 3-4 godzin ciągłego użytkowania (ok. 100 użyć);

✔ wymiary urządzenia: 80 x 53 x 30.4 mm; 

✔ waga: 83 gramy.

Włączenie/wyłączenie szczoteczki następuje po długim naciśnięciu przycisku, każde kolejne krótkie przyciśnięcie powoduje zmianę trybu (3 tryby). Soniczną szczoteczkę stosowałam dopiero kilka razy, a już jestem nią zachwycona! Dokonale oczyszcza twarz! Bardzo polecam!    

___
Źródło: minexo.pl 

środa, 8 września 2021

[WYWIAD] Naturalna Świeca - jak to się zaczęło?

[WYWIAD] Naturalna Świeca - jak to się zaczęło?

Kochani, publikuję wywiad z Olą Wiecką - założycielką marki 💛 Naturalna Świeca 💛 o świecach już pisałam, są cudowne - mają tak piękny zapach, że trudno wokół nich przejść obojętnie... Z pewnością wprowadzą cudny zapach do całego mieszkania...   

naturalnaswieca.pl

Skąd pomysł na Naturalną Świecę? 

Pracowałam kilka lat w korporacji. Ważny dla mnie był relaks i wypoczynek po ciężkim dniu pracy. Zawsze w tym czasie były dookoła mnie świeczki. Powoli zmieniałam swoje życie na bardziej ekologiczne dlatego, zaczęłam szukać naturalnego odpowiednika parafiny. W taki sposób powstały pierwsze produkty, które później pojawiały się u moich znajomych, którzy chętnie jak ja otaczają się świecami i szukają pogłębienia relaksu.

Co się przyczyniło do tego, że założyłaś firmę?

Pewnego dnia przyszła pandemia, a w mojej pracy nastąpiła redukcja etatów. Zostałam bez pracy, jednak miałam swoją pasję oraz już wtedy sporo klientek. Chwilę popłakałam w poduszkę, a następnie poszłam rejestrować firmę. W sierpniu obchodziłam pierwszą rocznicę.

A co było najtrudniejsze? 

Najtrudniejsze jest wyjście ze strefy komfortu i podejmowanie trudnych biznesowych decyzji. Posiadanie własnej firmy to trudna codzienna praca, ale uwielbiam ją.

naturalnaswieca.pl

Gdzie szukasz inspiracji? 

Inspiracji szukam w naturze. Przynajmniej kilka razy w tygodniu jestem w lesie, na łące lub nad jeziorem. Każda pora roku oraz dnia pokazuje mi zmiany w naturze. Dzięki nim powstają zapachy na różne okazje.

Jakie są największe wyzwania?

W prowadzeniu firmy najtrudniejsze są przepisy prawne. Trudno było połączyć małą produkcję z gwarancją bezpieczeństwa. Na szczęście udaje mi się to idealnie 😊

naturalnaswieca.pl

A jakie świece można u Ciebie zamówić?

W swoim asortymencie przed wszystkim mam świece sojowe. Wosk sojowy jest naturalnym zamiennikiem ropy naftowej. Wygrywa z nim w wielu aspektach. Zapachy powstają dzięki olejkom eterycznym oraz syntetycznymi. Dzięki mojej wiedzy z zakresu chemii i fizyki (posiadam tytuł inżyniera materiałowego) łączę nowoczesność, bezpieczeństwo i naturę. Świece stworzone są, aby polepszyć jeszcze bardziej relaks i wypoczynek w domowym zaciszu. 

Co jest dla Ciebie największą motywacją?

Największą motywacją są dla mnie zadowoleni klienci. Wiadomości, które otrzymuję każdego dnia wypełniają moje serce radością i miłością. Dzięki takiej wspólnej energii, ja uwielbiam swoją pracę. Nieśmiało powiem, że klienci czują tą energię. Ja ogromnie się cieszę, że mogę pomagać w relaksie i odpoczynku. Jest to bardzo istotne w dzisiejszych czasach. w których biegniemy często do przodu bez tchu. Dzięki moim świecą (oraz od niedawna poduszką) możemy się zatrzymać, podziałać na nasz układ nerwowy i oddać się błogiemu wypoczynkowi.

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger