piątek, 3 kwietnia 2020

W domu nie znaczy byle jak!

W domu nie znaczy byle jak!
To, że pracujemy w domu nie znaczy, że mamy przestać o siebie dbać i od rana do wieczora chodzić w piżamie, choćby była niewiadomo jak piękna i wygodna 💖 Bardzo ważna jest higiena pracy - nie można o niej zapomniać, ale trzeba też wyznaczyć sobie zadania, które są konieczne do zrealizowania...


Z rozmowy ze znajomymi wiem, że ciężko się przestawić nagle na pracę w domu, że brakuje motywacji i rzeczywiście jakaś pokusa chodzenia cały dzień w piżamie jednak jest, mimo, że w szafie mały wiele pięknych rzeczy - bluzeczki, spódnice czy sukienki 🌺🌼🌹🌷🌻 Z doświadczenia natomiast wiem, że jakoś łatwiej przychodzi praca jeśli się dobrze do niej przygotujemy - również poprzez ubiór czy delikatny makijaż, ale przede wszystkim jeśli mamy jasno określony plan działania, bo jednak trudno być z siebie zadowoloną pod koniec dnia, jeśli nie miałyśmy ustalonych konkretnych działań i tak naprawdę zdajemy sobie sprawę z tego, że ten dzień jednak do dobrych nie należy.


Wszystko musi być z umiarem, bo nie wolno przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę. Trzeba robić sobie przerwy w pracy. I naprawdę warto znaleźć czas na małe ciastko czy rozmowę z przyjaciółmi. Jak napisałam na początku - praca w domu nie znaczy, że mamy o siebie nie dbać. Co prawda nie możemy korzystać z usług salonów kosmetycznych, chociaż i tak jakieś zapasy kosmetyków mamy 😊 Możemy za to ubierać się w sukienki, których do pracy byśmy jeszcze założyć nie mogły chociażby przez względu na pogodę. Każda z nas ma pewnie wiele pięknych, letnich, zwiewnych sukienek 🌻🌷🌹🌼🌺 Bądźmy kobiece w pracy w domu, bo zamknięte drzwi wcale nie znaczą, że mamy chodzić w dresach 😎

Zainspiruj się z Lejdi 💖

___
👗 Sukienka ze zdjęcia dostępna tutaj 👈

czwartek, 2 kwietnia 2020

Wspomnienia Kard. Dziwisza o Ojcu Świętym

Wspomnienia Kard. Dziwisza o Ojcu Świętym
Zastanawiałam się czy publikować dziś cytaty Ojca Świętego Jana Pawła II czy opublikować ten wywiad sprzed kilku lat. I kiedy tak przeglądam teksty - zdecydowałam się na wspomnienia Kard. Dziwisza. Ten wywiad powstał kilka lat temu, ale też i na spotkanie z kardynałem nie było łatwo się dostać... 😊

Czasem nazywają mnie "przyjacielem" Ojca Świętego. Nigdy do tego słowa nie przywiązywałem wagi, bo nigdy - i do dziś dnia - nie uważam się za przyjaciela Jana Pawła II... - mówi kard. Stanisław Dziwisz


Księże Kardynale, zaledwie kilka tygodni minęło od kolejnej rocznicy urodzin Ojca Świętego. Przy człowieku świętym spędził Ksiądz wiele lat. Które świętowanie najbardziej utkwiło w pamięci?

Obchodzenie urodzin związane jest z tradycją niemiecką. W polskiej tradycji obchodzi się raczej imieniny niż urodziny. Ojciec Święty właściwie nie obchodził urodzin. Był człowiekiem wyjątkowym, który wpisał się w historię, który tę historię tworzył. To my - najbliższe otoczenie - zawsze wspominaliśmy tę datę. Natomiast pamiętam dobrze - jeszcze w Krakowie za czasów, kiedy Ojciec Święty był arcybiskupem - świętowaliśmy jego imieniny - Karola. Przeważnie w ten dzień jeździł do Niepołomic - tam jest piękna kaplica Św. Karola Boromeusza, jego patrona. Ojciec Święty był związany z tym świętym. Zawsze też w dzień imienin przyjeżdżały grupy z Archidiecezji Krakowskiej, najczęściej z Podhala. Mieli przygotowany program artystyczny - składali życzenia, śpiewali. Staraliśmy się stworzyć atmosferę, która sprzyjałaby świętowaniu.

Ojciec Święty dostawał od Was prezenty?

Nie. My nie dawaliśmy Ojcu Świętemu prezentów - składaliśmy życzenia. Przy okazji imienin zawsze był bardziej wystawny obiad. I zawsze byli zaproszeni goście. Ojciec Święty nie przywiązywał do tego większej wagi.

Powróćmy do wyboru Ojca Świętego. Gdzie Ksiądz Kardynał wtedy był? Jaka była reakcja na ogłoszenie wyboru?

Tamten moment pamiętam bardzo dobrze. Utrwalił się głęboko w mojej pamięci. W momencie ogłoszenia wyboru Ojca Świętego byłem na Pl. Św. Piotra. Pomyślałem sobie: "Stało się". Pomyślałem też o tym, co go czeka - odpowiedzialność, troska o Kościół. Wybór nie był może tak wielkim zaskoczeniem, ponieważ w Rzymie mówiło się, że jednym z czołowych kandydatów był arcybiskup krakowski. Potem pisali w gazetach, że został wybrany człowiek nieznany, ale to nieprawda. Kard. Karol Wojtyła był znany w Kościele. 

Jaki był Ojciec Święty dla swoich najbliższych współpracowników?

Kontakt z Ojcem Świętym był bardzo prosty, rodzinny. Właściwie każdy wiedział co ma robić. Ojciec Święty nigdy nikomu nie rozkazywał, nie wydawał poleceń.

Jakie były relacje?

Będąc z Ojcem Świętym staraliśmy się wykonywać jego życzenia czy polecenia. Było to bardzo naturalne, zwyczajne. To nie były relacje pracodawca - pracownik, absolutnie nie. To była wspólnota. Najbardziej odpowiada mi słowo "wspólnota rodzinna", która troszczyła się o wszystko - sprawy wielkie i małe.

Ojciec Święty kochał góry, Ksiądz Kardynał chodził również na górskie wędrówki. Co było w nich nadzwyczajnego?

Uczestniczyłem zawsze w wyprawach w góry. Wiedziałem, że Ojciec Święty jest wrażliwy na piękno, również piękno przyrody - piękno gór, jezior. On w tym wszystkim szukał Stworzyciela. Szukał spokoju, ciszy. W czasie wędrówek wcale nie rozmawiał. Chciał być sam na sam z Panem Bogiem. Był bardzo otwarty na kontakt ze Stwórcą, obecnym w naturze. Tu szukał odnowy duchowej.


Śpiewaliście wieczorami?

W górach dzień kończy się wieczorem przy ognisku. Osoby, które nam towarzyszyły - lubiły śpiewać. Ojciec Święty włączał się, bądź z radością słuchał. To były bardzo miłe chwile, które dawały mu odpoczynek i odprężenie.

Jak Ojciec Święty spędzał swój czas wolny?

Ojciec Święty lubił czasem obejrzeć dobry film. Niewiele miał czasu wolnego, ale przygotowywaliśmy kilka filmów w ciągu roku. Nie raz mówił, że oglądanie dobrych filmów pobudza jego wyobraźnię. Ojciec Święty bardzo lubił się śmiać. Nie z kogoś, ale z zabawnych sytuacji. Co dzień w okresie Bożego Narodzenia śpiewał kolędy. Nawet wtedy, kiedy odprawiał Mszę św. sam. Był pogodny, zwyczajny, a w tym wszystkim - w tej zwyczajności - było coś nadzwyczajnego.

Ksiądz Kardynał był nie tylko przy Ojcu Świętym w radościach, ale i w smutkach…

Towarzyszyłem Ojcu Świętemu w radościach i troskach dnia codziennego, w chwilach podniosłych i tragicznych.

W dn. 13 maja 1981  roku…

Ojciec Święty został postrzelony śmiertelnie. Został uratowany dzięki - jak sam mówił - wstawiennictwu Matki Bożej. Tak mówił. Był o tym przekonany. Tak myślało również najbliższe otoczenie. Ta jedna kula przeszyła jego ciało na wylot. Stracił prawie trzy czwarte krwi. Wszystko wewnątrz było zniszczone. Lekarze robili wszystko co mogli, aby go uratować. Był taki moment, kiedy przyszedł do mnie lekarz i powiedział, że będzie trzeba udzielić sakramentu namaszczenia chorych, ponieważ zaledwie słychać bicie serca, ciśnienie spada… Nie chciał powiedzieć: "Idzie do śmierci"… Później były również choroby, które bardzo Ojca Świętego osłabiły. Nigdy jednak nie opuścił brewiarza. Wiele razy był naznaczony cierpieniem.

Ksiądz Kardynał został nazwany "Przyjacielem Ojca Świętego". Czy tak jest?

Czasem nazywają mnie "przyjacielem" Ojca Świętego. Nigdy do tego słowa nie przywiązywałem wagi, bo nigdy - i do dziś dnia - nie uważam się za przyjaciela Jana Pawła II. Bardziej odpowiada mi określenie "syn duchowy", który współpracuje ze swoim ojcem. Dla mnie Jan Paweł II był ojcem. Tak samo dla sióstr i dla wszystkich w domu.

Był jak ojciec, ale w życiu Ojca Świętego nie brakowało zmartwień, problemów… Rozmawiał z Księdzem Kardynałem o tym, co go trapi?

Najbliższe otoczenie żyło problemami Ojca Świętego i jego radości i troski były również moimi radościami i troskami. Chociaż Ojciec Święty nie był bardzo wylewny, ale można było odczuć, kiedy przeżywał problemy Kościoła, kapłanów i biskupów, prześladowania chrześcijan, wojny i katastrofy…

Przy boku Ojca Świętego Ksiądz Kardynał spędził wiele lat. Jak dziś ocenia Ksiądz tamten czas?

Coraz bardziej widzę, że była to wielka łaska. Wciąż na nowo odkrywam  głębię życia duchowego Ojca Świętego. Był bardzo otwarty, ale oprócz tego miał głębokie życie duchowe. Do tej głębi niewielu miało możliwość dotarcia i poznania. Nie żeby on się z tym krył, ale poznanie wnętrza drugiego człowieka wymaga więcej czasu.

Mówi Ksiądz o głębi życia duchowego Ojca Świętego. W czym ona się wyrażała?

Głębokie życie duchowe jest wynikiem zjednoczenia człowieka z Bogiem. Ojciec Święty był cały zanurzony w Bogu. Stąd ta głębia, świeżość i niepowtarzalność. Tym doświadczeniem dzielił się w swoich homiliach czy przemówieniach, np. w orędziu na Boże Narodzenie. To wszystko, o czym mówił i pisał wynikało ze aktualnego stanu jego życia duchowego.

Ostatnie dni marca i pierwsze kwietnia 2005 roku wyraźnie wskazywały, że to koniec ziemskiego życia Ojca Świętego?

Wtedy wszystkie znaki wskazywały, że zbliża się moment odejścia. Choroba była już wcześniej, ale Ojciec Święty nad nią panował i mógł w jakiś sposób jeszcze funkcjonować. Na przełomie marca i kwietnia nastąpił nagły kryzys. Lekarze zrozumieli, że sytuacja jest bardzo poważna, że może się skończyć śmiercią.

Ojciec Święty uczył, że nasze życie ma doprowadzić nas do spotkania z Panem…

Ojciec Święty przygotowywał nas do tego odejścia. Nie raz mówił, że całe życie człowieka powinno być przygotowaniem do tego momentu odejścia, bo to jest ostateczny cel. Życie na ziemi ma nas przygotować do spotkania z Panem Bogiem. Ten ostatni dzień… Już było widać, że Ojciec Święty odchodzi. Żegnał się ze wszystkimi. Z kardynałami, ale też z tymi, którzy posługiwali w Watykanie.

Jak rozpoczął się dzień 2 kwietnia 2005 roku?

Rano odprawiliśmy Mszę świętą. Ojciec Święty był w łóżku. Koncelebrował, modlił się razem z nami, przyjął Komunię Świętą. Potem były inne modlitwy, adoracja, dziękczynienie.

Pożegnanie…

Przed południem przychodzili Kardynałowie i pracownicy Kurii Rzymskiej, aby się z nim pożegnać. To były krótkie pożegnania. Ojciec Święty podawał dłoń i mówił: "dziękuję". Większej rozmowy nie było, ale już to było wielkim przeżyciem. Myślę, że dla Ojca Świętego też, chociaż nie okazywał wzruszenia, nie płakał. Pożegnanie było większym przeżyciem dla nas, niż dla niego.

Co było popołudniu?

Po południu poprosił, żeby czytano Pismo Święte. Ks. Tadeusz Styczeń, uczeń Ojca Świętego czytał Ewangelię św. Jana - rozdział po rozdziale. I tak poprzez rozważania i modlitwę Ojciec Święty przygotowywał się do śmierci.

Wybiła godzina 21.37…  

Byłem wtedy przy Ojcu Świętym. Widziałem na monitorze ostatnie uderzenie serca… I gdy lekarz stwierdził zgon, zaśpiewaliśmy "Te Deum Laudamus". Hymn uwielbienia Pana Boga za człowieka i za całe dzieło, które się przez niego dokonało. Za całe jego życie. Nie było nastroju żałoby, tylko wyraz wdzięczności. Wyczuwało się wdzięczność Panu Bogu za dar Ojca Świętego. Nie odmawialiśmy modlitwy "Wieczny odpoczynek", lecz "Chwała Ojcu…". Był traktowany jako święty człowiek.

Który moment był dla Księdza Kardynała najtrudniejszy?

Najbardziej wstrząsający moment, który bardzo mocno przeżyłem, miał miejsce tuż przed zamknięciem trumny, kiedy według liturgii trzeba było nałożyć welon na twarz Ojca Świętego. Świadomość, że żegnam człowieka, z którym żyłem tak długo… Patrzyłem na jego spokojną twarz i musiałem teraz zasłonić ją welonem - symbol, że już należy do innego świata.

Jak przyjął Ksiądz decyzję Ojca Świętego Benedykta o nominacji na arcybiskupa Krakowa - ukochanego miasta Ojca Świętego?

Ojciec Święty Benedykt zaprosił mnie do siebie. Najpierw odprawialiśmy Mszę św., później udaliśmy się na śniadanie. W rozmowie Ojciec Święty powiedział, że ma zamiar mianować mnie arcybiskupem Krakowa. Powiedziałem, że Kraków miał zawsze wybitnych ludzi, że zawsze był to książę. Ostatnim był książę Sapieha. Pierwszym nie-księciem był kard. Wojtyła. Ojciec Święty powiedział: "To był książę ducha". Dalsza część rozmowy to już tajemnica między Ojcem Świętym a mną. W każdym razie na koniec Benedykt XVI powiedział: "Ja Ci błogosławię. Masz iść i koniec". To nie łatwa decyzja…

Były obawy przed rozpoczęciem posługi na krakowskiej ziemi?

Z jednej strony miałem świadomość tego, co mnie czeka, co podejmuję. Z drugiej - to nie ja wybrałem dla siebie takie zadanie. Była to propozycja, na którą wyraziłem zgodę. Miałem zaufanie do Ojca Świętego, który ma asystencję Ducha Świętego. Wierzyłem, że Pan Bóg da łaskę i z Bożą pomocą będę mógł służyć Ludowi Bożemu.

Ksiądz Kardynał znał Ojca Świętego jak nikt inny. Miał Ksiądz wątpliwość, że Jan Paweł II jest człowiekiem świętym?

Nie miałem wątpliwości. Nie tylko dlatego, że znałem Ojca Świętego z bliska, ale również dlatego, że widziałem znaki z nieba. Do beatyfikacji i kanonizacji są potrzebne znaki z nieba, które nazywa się cudami. Tych znaków z nieba było bardzo dużo i ciągle są. Nie wiem jak kiedyś historia to wszystko oceni, bo tych łask za życia i po śmierci było dużo. Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym, a dzisiaj mogę modlić się przez wstawiennictwo Ojca Świętego. Jestem przekonany, że św. Jan Paweł II również dziś wyprasza dla nas łaski.

 
___
Źródło: deon.pl  

środa, 1 kwietnia 2020

Co się odwlecze...

Co się odwlecze...
Kiedy 13 marca w piątek mój egzamin teoretyczny wewnętrzny zakończył się sukcesem - nie przeszło mi przez myśl, że jest to dopiero początek długiego  oczekiwania na egzamin państwowy... Nie należę do osób, które ubolewają z tego powodu, że muszą zostać w domu, bo na brak pracy nie narzekam 😎 ale chciałabym prowadzić... 🚘  


Zakladałam, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i w kwietniu już "na pewno" będę miała prawo jazdy, a jako, że bez telefonu i tabletu nie potrafię się obyć w podróży, bo w pracy redaktorki nigdy nie wiadomo co się wydarzy 😎  - pierwszym gadżetem, który byłby mi bardzo przydatny w samochodzie - była ładowarka 🚘 


Wybrałam tę, która wydawała mi się idealna - czyli 2xUSB. Ładowarka jest bardzo stylowa i funkcjonalna, co oczywiście jest dużym plusem, a przy tym ma elegancki design. Doskonała na prezent 🎁


W związku z tym, że dużo podróżuję  i rzeczywiście, nigdy nie wiadomo czy na przykład podczas podróży do miejscowości, w której będę prowadzić imprezę - nie będę musiała pracować nad wywiadem. Uwielbiam swoją pracę, ale czasami rozmowa telefoniczna wydaje się wręcz niemożliwa do przeprowadzenia, chociażby z tego względu, by nie utrudniać innym podróżnym podróży... By uniknąć w przyszłości sytuacji, kiedy telefon ma słabą baterię - wybrałam tę uniwersalną ładowarkę - dla smartfonów, tabletów i laptopów. Tylko, że zanim ją przetestuję - trochę czasu jeszcze minie... 


Na razie w pracy w domu doskonale sprawdza się rysik Spigen Stylus Pen, który przeznaczony jest zarówno do tabletów jak i smartfonów. Bez obawy, że zarysuje ekran dotykowy. Rysik wykonany jest z lekkiego aluminium, zapewnia płynne ruchy po ekranie. Bardzo polecam! Tak już się przyzwyczaiłam do rysików, że jak nie mam żadnego pod ręką to jakoś źle się z tym czuje. Jest bardzo wygodny i praktyczny! Może też dlatego, że dużo piszę - nie wyobrażam sobie pracy przy tablecie bez rysika. 


Więcej praktycznych gadżetów? Kliknij tutaj 👈    

wtorek, 31 marca 2020

7 inspirujących cytatów

7 inspirujących cytatów
Trzymaj się z dala od ludzi, którzy tłamszą twoje marzenia. 
Mali ludzie zawsze to robią. 
Jednak naprawdę wielcy sprawiają, że Ty także możesz stać się wielki.
- Mark Twain     


Kiedyś – nie ma takiego dnia tygodnia.
 - Janet Dailey

🌷 🌻 🌷

Wiele spośród rzeczy, które możesz policzyć, nie liczą się. 
Wiele z tych, których policzyć nie można, naprawdę się liczą.
 - Albert Einstein 

🌻 🌷 🌻

Najtrudniejsze jest zdecydowanie się na działanie. 
Reszta to już tylko kwestia wytrwałości.
 - Amelia Earhart

🌷 🌻 🌷

Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie. 
- Peter Drucker

🌻 🌷 🌻

Nie pytaj czego świat potrzebuje. 
Pytaj co czyni cie pełnym życia i rób to, ponieważ tym czego świat potrzebuje są ludzie pełni życia.
 - Howard Thurman

🌷 🌻 🌷

Rób to, co uważasz za stosowne. 
I tak zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa inaczej... 
- Michelle Obama 

poniedziałek, 30 marca 2020

Zostaw dobre słowo...

Zostaw dobre słowo...
Jakiś czas temu bardzo się zachwycałam przepięknym albumem - personalizowanym od AB GRAF - zachwyt oczywiście nie minął! 😊 Chociaż mamy go już kilka tygodni - ciągle jesteśmy na etapie wybierania odpowiednich zdjęć, ponieważ jest to album bez wątpienia wyjątkowy - chcemy więc w nim zachować najpiękniejsze chwile... A, że żyjemy tu i teraz - każda chwila jest wyjątkowa 💖    


Co prawda teraz spędzamy czas w mieszkaniu i raczej poza zakupami - nigdzie nie wychodzimy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby naszym bliskim zostawiać miłe słowo, które przeczytają kiedy będą sięgać po coś z lodówki 🍯🍕🍤🍣


Notesiki - podobnie jak album - są pięknie wykonane. Widać, że jest dbałość o najmniejszy szczegół. Nie mam wątpliwości, że produkty, które powstają - powstają z pasji. Bardzo podobają mi się te dobre, pozytywne myśli, których teraz chyba większość z nas potrzebuje... I każdy potrzebuje teraz chyba - szczególniej niż wcześniej - zrozumienia, bo przecież wcale nie tak łatwo wytrzymać ze sobą jeśli nie chodzi się do pracy... 😊 Bo chociaż więcej mamy czasu na rozmowy z przyjaciółmi czy znajomymi - zwykle to najbardziej ranimy tych, którzy są najbliżej... Dobre słowo i zrozumienie - niby tak niewiele, a jednak czasami tak bardzo dużo...


AB GRAF to nie tylko albumy i notesiki na lodówkę, ale też księgi gości, kartki okolicznościowe, ozdobne pudełeczka i planery. I 100 procent gwarancji - zadowolenia z wykonanego projektu! 👑 

Zbliża się też Wielki Czwartek - dzień, w którym szczególnie pamiętamy o księżach. Myślę, że i księżom spodoba się piękny produkt, który będzie personalizowany... 🎁 

Zainspiruj się! 🌺🌻🌸🌼🌹🌷
 

niedziela, 29 marca 2020

[WYWIAD] Cuda Eucharystyczne

[WYWIAD] Cuda Eucharystyczne
Wczoraj oglądałam transmisję z Watykanu... Bardzo mnie poruszyła modlitwa, ale i pusty Pl. Św. Piotra... Kiedy przeglądałam wywiady, przypomniało mi się, że prawie rok temu przygotowałam wywiad nt Cudów eucharystycznych. Odpowiedzi na moje pytania udzielił ks. dr hab. Dominik Ostrowski - konsultor ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów 



Księże Doktorze, kiedy zaczyna się eucharystyczna obecność Chrystusa? 

Eucharystyczna obecność Chrystusa w obrzędzie rzymskim staje się rzeczywistością po wypowiedzeniu słów ustanowienia, czyli przywołania słów Chrystusa z Wieczernika („... to jest ciało moje / to jest krew moja”). Pamiętajmy, że nie są to dokładne cytaty, ponieważ samo Pismo Święte ich nie podaje precyzyjnie, ale formuła zatwierdzona przez Kościół na mocy władzy kluczy (autorytet apostolski). Istnieją poglądy rozciągające obecność eucharystyczną poza słowa konsekracji, ale twarde fakty są proste: przed wypowiedzeniem słów konsekracji nad poszczególnymi postaciami (chlebem i winem) tej obecności nie ma, po wypowiedzeniu – jest (widać to w przypadku gdy np. trzeba konsekrować wino, jeśli przy Komunii kapłan zorientuje się, że do kielicha nie wlano wina, a np. samą wodę).

Czym jest cud eucharystyczny?

Cud eucharystyczny to określenie szerokie: obejmuje cudowne wydarzenia związane z Eucharystią, jak przemiana hostii lub wina w ciało, krwawienie hostii, ale nie tylko: do tej kategorii zalicza się także cudowne ocalenia świętych postaci przed zniszczeniem lub profanacją, ich odnalezienie; cuda przypisane osobom świętych; Komunie uznane za cudowne; uzdrowienia związane z kultem Najśw. Sakramentu; cudowne odżywianie się mistyków tylko Komunią św. czy objawienia prywatne związane z Komunią św. (np. wizje św. Faustyny).

Co cechuje cud eucharystyczny?

Jeśli mowa o cudzie eucharystycznym w Kościele, należy mieć pewność, że wydarzenie zostało uznane za cudowne nie tylko przez niektórych wiernych, ale przede wszystkim przez autorytet Kościoła (Biskup lub Stolica Apostolska), którzy podejmują odpowiedzialność za stwierdzenie obiektywności zdarzenia, także jego zgodności z doktryną katolicką, a przede wszystkim jego interpretację. Istnieją kryteria, które pozwalają uchronić się przed pochopnym ogłoszeniem cudu eucharystycznego, ogłoszone w 1978 r. przez Kongregację Nauki Wiary w dokumencie Normy postępowania w rozeznawaniu domniemanych objawień i przesłań. Według tego dokumentu należy przede wszystkim wyeliminować oczywisty błąd wobec wydarzenia i faktu, a także zbadać, czy za zaistniałym faktem nie kryje się ewidentne dążenie do osiągnięcia zysku albo działanie osób mogących mieć jakiś osobisty interes, lub działających pod wpływem zaburzeń psychicznych.

Jakie są różnice między sakramentalną obecnością Chrystusa a cudem eucharystycznym?

W sakramencie Eucharystii mamy do czynienia z wielowymiarową obecnością Chrystusa w chlebie i winie ukrytą, podczas gdy podczas cudu eucharystycznego można powiedzieć otrzymujemy jakiś fragment objawienia tej o wiele szerszej rzeczywistości. Np. kiedy następuje przemiana hostii we fragment ciała ludzkiego, szczególnie konającego serca, wtedy objawia się nam w Eucharystii szczególny wymiar historii Zbawienia, a więc tajemnica Męki Chrystusa. Ale mamy też inne świadectwa, np. św. Faustyna doświadcza obecności Dzieciątka Jezus w hostii. Tu mamy do czynienia z inną odsłoną tej tajemnicy, która jest ukryta w Chrystusie eucharystycznym. Można w pewnym sensie uprościć to mówiąc, że sakramentalna obecność Chrystusa jest bogatsza niż  ta, która akurat objawia się w cudzie eucharystycznym.

A wydarzenie eucharystyczne? Czym jest?

To termin bezpieczny: stosuje się go, gdy Kościół nie chce oficjalnie swoim autorytetem stwierdzić cudowności (nadprzyrodzoności) danego zdarzenia. Jest to przejaw ostrożności, aby w przypadku odkrycia jakichś naturalnych przyczyn można było nadal być wdzięcznymi Bogu za owoce ożywienia pobożności eucharystycznej, ale bez efektu kompromitacji autorytetu Kościoła. Cud eucharystyczny, jak zresztą inne cuda również, powinien mieć charakter trwały, a tego nie można stwierdzić w krótkim czasie i przedwcześnie. Każdy cud jest wydarzeniem, ale nie każde wydarzenie jest cudem. Nie znaczy to, że nie należy czerpać z tego wydarzenia owoców duchowych.

Badania często wykazują, że część konsekrowanej Hostii jest ciałem mięśnia sercowego? 

Badania te również mówią o tym, że jest to serce konające, żywe, należące do mężczyzny. Ale nie można tego obrazu rozumieć niewłaściwie. Już w XIII w. Tomasz z Akwinu tłumaczył, że to co jest widoczne w cudach eucharystycznych, nie jest po prostu substancją ciała Zbawiciela (a więc np. Jego własnym mięśniem sercowym lub Jego własną krwią z Jego DNA), ale uformowaną cudownie postacią. Dlatego nie można powiedzieć, że cuda eucharystyczne są w ścisłym sensie relikwiami Chrystusa, nie można powiedzieć, że te konkretne komórki i włókna należały do Niego. Jeśli używa się czasem sformułowania „relikwie”, to nie w odniesieniu do osoby Chrystusa, ale do samej cudownej postaci (papież Jan Paweł II pisał o „relikwiach słynnego cudu”, a nie o „relikwiach Chrystusa”). Czasem mówi się o „relikwiach Najdroższej Krwi” (sformułowanie używane także przez papieża Benedykta w odniesieniu do pozostałości cudu konsekrowanego wina), ale pamiętajmy, że słowo „relikwia” oznacza dosłownie „pozostałość”. Nie można powiedzieć, że dysponujemy „pozostałościami” Krwi Chrystusa, przynajmniej nie w przypadku cudów eucharystycznych.

Co to dziś dla nas znaczy?

Dla nas to oznacza z pewnością, że Bóg objawia nam w Eucharystii prawdę o prawdziwym cierpieniu Jezusa na Krzyżu i o tym, że w Eucharystii możemy doświadczyć bycia świadkami Męki Chrystusa. Wyniki badań, mówiące o związku konsekrowanej Hostii z mięśniem sercowym, mogą także być dla nas kluczem do właściwej pobożności eucharystycznej i sposobu adoracji Najświętszego Sakramentu. Obrzęd adoracji Najświętszego Sakramentu nie powinien tracić optyki pasyjnej, nawet jeśli adoracja jest skoncentrowana na uwielbieniu Chrystusa zmartwychwstałego. Chociaż może być w nas wielkie pragnienie, aby adoracja przerodziła się w nabożeństwo radosne i pełne energii, z klaskaniem i choreografią, to jednak zawsze należy pamiętać, że znajdujemy się w prawdziwej obecności Chrystusa, który zwycięża śmierć na Krzyżu. Modlitwa uwielbienia z tańcami i radosnymi pieśniami może być bardziej odpowiednia poza obrzędem adoracji Najśw. Sakramentu. Nie wolno nigdy zapomnieć, że posiadanie przez nas dostępu do Eucharystii bierze swoje źródło w Ostatniej Wieczerzy, która wprowadzała Apostołów w tajemnicę Męki, Śmierci i Zmartwychwstania.

Kiedy udowodnienie cudu eucharystycznego jest niemożliwe?

Nie można stwierdzić cudu eucharystycznego, gdy spełnione zostały kryteria negatywne, o których pisze Kongregacja. Z pewnością także przeszkodą stwierdzenia cudowności zdarzenia jest niemożliwość przeprowadzenia badań naukowych. Nie można także stwierdzić cudu, jeśli był on nietrwały. Wielkie cuda eucharystyczne przetrwały wieki, już samo to jest dowodem ich cudowności. Z pewnością zawsze stosuje się najnowsze dostępne techniki, aby zbadać czy wydarzenie wymyka się nauce, wtedy jest to pośredni dowód. Natomiast gdy wszystko opiera się jedynie na twierdzeniach ludzi, można mieć wątpliwości i zachować dystans. Należy pamiętać, że cuda eucharystyczne nie są podane wierzącym do obowiązkowego kultu, pozostają one w sferze pobożności prywatnej, w wolności wierzących.

Czy dziś potrzebujemy cudów?

Chrystus dokonywał cudów po to, aby ludzie uwierzyli w to, kim jest On sam i jaka jest Jego misja. Skoro dzisiaj cuda eucharystyczne się zdarzają, może to oznaczać, że Bóg chce ożywiać naszą wiarę w sakrament Eucharystii, a tym samym że nasza wiara jest osłabiona. Niekoniecznie musi to oznaczać wyróżnienie lub przywilej, czasem wręcz może być ostrzeżeniem dla naszej niewiary. Należy pamiętać, że Bóg jak zawsze wiele ryzykuje poprzez takie cuda: w bazylice cudu w Lanciano bardzo często nikogo nie ma, kościół świeci pustkami, a obok na ulicy życie toczy się normalnie, ludzie żyją swoim rytmem. Tymczasem sakramentalna obecność Pana w Hostii jest niezwykle dyskretna, delikatna, taka jak On sam, pozostawia nam wolność. Cud jest raczej ostrzeżeniem i wezwaniem do nawrócenia. Być może cuda eucharystyczne są „wielkim dzwonem” i znakiem naszego niedowiarstwa.

___
Źródło: Tygodnik Idziemy 

sobota, 28 marca 2020

Czwarta rocznica śmierci

Czwarta rocznica śmierci
Doskonale pamiętam moment kiedy się dowiedziałam, że Ks. Kaczkowski będzie na parafii i moment, kiedy po raz pierwszy do niego przemówiłam 😊 Często kiedy podczas wywiadów prowadzący proszą abym powiedziała jak się poznaliśmy - zaczynam siebie uśmiechać, bo wychodzi cała prawda o tym jak działam 😊

- Proszę Księdza, chciałabym przeprowadzić z Księdzem wywiad...
- Ale ja idę do zakrystii...
- Nie szkodzi. Ja pójdę z Księdzem...

I tak to się zaczęło... 


Dziś, w czwartą rocznicę śmierci Ks. Jana Kaczkowskiego - publikuję jeden z wywiadów, które zrobiliśmy 😊

W jedenej ze swoich książek powiedział Ksiądz, że choroba to nie jest kara za grzechy…

Nie jest. W Ewangelii św. Jana, kiedy Jezus uzdrowił niewidomego od urodzenia, Jego uczniowie zadali Mu pytanie: „Kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?”. Jezus opowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże”. 

Jak tłumaczyć sobie, że osoby młode, które mają rodziny, za niedługi czas odejdą z tego świata? Niektórzy mówią, że te osoby są potrzebne w Niebie… 

Głupoty gadają. Kto mówi, że są potrzebne w Niebie? To tak jakbyśmy chcieli ustawić Pana Boga jako przeciwnika naszego szczęścia, naszej wolności i naszych bliskich. Sami w prosty sposób  próbujemy znaleźć logiczne wyjaśnienia.  Chcemy aby wszystko bardzo ładnie się poukładało. To prowadzi do pułapki banalnych odpowiedzi. Czy naprawdę koniecznie musimy wszystko wiedzieć? Do mnie najbardziej przemawiają słowa Benedykta XVI, który na pytanie dwunastoletniej dziewczynki dlaczego tsunami w Japonii zabiło całą jej rodzinę, z dziecięcą bezradnością uczonego papieża powiedział po prostu: „Nie wiem”. Są takie momenty, że trzeba powiedzieć „nie wiem” i przestać siebie i innych katować przed doszukiwaniem się w nieskończoność sensu. To nas wyprowadzi na manowce typowo ludzkich spekulacji. I proszę mi nie mówić, że jest to tajemnica, bo to bardzo często niezrozumiałe. Nie chcę powiedzieć banalnie, że kiedy staniemy po „drugiej stronie” – wszystko się wyjaśni. Tego nie wiemy. Może brutalnie to zabrzmi, ale śmierć jest wpisana w nasze życie jak wszystko inne. Starsi księża mówili: „Stary musi umrzeć, a młody – może”. Nie sprzeciwiajmy się oczywistym faktom, że ludzie umierają. 

W Hospicjum spełniacie takie proste życzenia pacjentów jeśli chodzi na przykład o dania. Dlaczego to jest aż tak ważne?

Godność człowieka musi przejawiać się we wszystkim,  nawet w najmniejszym geście. Wobec osób chorych, zwłaszcza w agonii dbanie o godność jest kluczowe. Najlepiej ukazać godność przez zwykły szacunek w codzienności. To może być czyjś ostatni posiłek, więc niech on będzie z klasą – smaczny, pięknie podany itp. Umierający mają prawo dobrze zjeść, bo w tym drobnym goście miłości jest sam On. 

Co jest najważniejsze w czasie trwania przy łóżku chorego?

Spokój, łaska uświęcająca, modlitwa, zadbanie o to, aby przyjął sakrament chorych, komunię św., tzw. wiatyk, która prawdopodobnie będzie ostatnią komunią św. w jego życiu – na drogę ku wieczności. Dobrze, aby była też zapalona gromnica, aby odmawiać koronkę do Bożego Miłosierdzia, litanię do Św. Józefa. A ponad tym wszystkim miłość i bliskość. 

Ciężko niekiedy skupić się na modlitwie, zwłaszcza jeśli naszego kochanego trzymamy za rękę…

To wystarczy. Miłość też jest modlitwą. To cierpienie i nasze łzy, które spływają mimowolnie boleśnie po policzku także mogą być modlitwą. Jedność, szczerość i pełne otwarcie duszy, które zaboli. Należy unikać faryzeizmu, odklepanych modlitw, lub teatralnych gestów rozpaczy. To wszystko musi wypływać z serca. 

W jaki sposób nieść pocieszenie temu, który za niedługi czas odejdzie?

Trzeba mówić delikatnie o swojej wierze w perspektywie nadprzyrodzonej, ale tak, żeby uszanować wolność drugiego. Nie możemy naszego aktu woli wmusić umierającemu, ale możemy o nim świadczyć. Możemy powiedzieć: „Mój Drogi, jestem przekonany, że to nie jest koniec. Nie bój się. Jestem przy Tobie. Jest Twój Anioł Stróż, Matka Najświętsza. Ufam mocno, że jak puszczę Cię za rękę, Twoja ręka wpadnie w miłującą rękę Pana Boga. Kiedy odepchniemy Twoją łódkę od tego brzegu, za chwilkę będzie drugi brzeg – Wieczność”. 

A „modelowa” sytuacja odchodzenia ze strony najbliższych? 

Kiedy było trudno, wszyscy płakali – wszyscy byli, chory czuł się spokojnie. Chorego nic nie bolało, nie dusił się – był medycznie zabezpieczony. Rodzina miała możliwość bycia, powiedzenia ważnych słów: „Kocham”, „Przebaczam”, „Proszę o wybaczenie”, „Przepraszam”. Chociaż jest ciężko, paradoksalnie – jest bardzo spokojnie. Wszyscy czują się spełnieni, na swoich miejscach. Wtedy nie ma panicznej rozpaczy. W hospicjum nazywamy to „śmiercią domkniętą”.     

piątek, 27 marca 2020

Energia wiosny na paznokciach

Energia wiosny na paznokciach
Manicure Wiosna 2020 to tryumf ponadczasowej klasyki. To, że pracujemy teraz głównie z mieszkania nie znaczy, że mamy nie dbać o dłonie i paznokcie. Manicure w domu też jest możliwy! 😊 Pożegnajmy zimę na dobre - z wiosennymi kolorami Cuccio 💖


Minimalizm jest w modzie! Beż, jasny róż i błękit na paznokciach - ładnie będą współgrać ze zwiewnymi sukienkami i prostymi stylizacjami, ale i podczas pracy w mieszkaniu 😊 Do eleganckich sytulizacji - manicure w formie klasycznego french manicure. Elegancji dodadzą również czerwone paznokcie, które nigdy nie wyjdą z mody. W sezonie Wiosna 2020 modne są paznokcie w kolorze czerwono - czarnym w formie ombre (ciemne końcówki).    


Klasyka powraca do łask 🎯 Jednym z wiodących trendów w świecie paznokci to Galaxy Nail. To nawiązanie do dyskotekowych trendów sprzed kilku dekad. A dla romantycznych: retro romantyzm i pastelowe lakiery. 


W sezonie Wiosna 2020 rządzi błękit, odcień mięty, brzoskwiniowy, rozbielona róża. Mi najbardziej podobają się też kolory, które kojarzą się z wioseną świeżością. A krótkie paznokcie... Nie stanowią żadnego problemu 😊 Nie są przecież ograniczeniem jesli chdozi o manicure. Odpowiednie będą kolory wyraziste. Nie zaszkodzi też dodać troszkę brokatu 😊

Aktywuj tryb Wiosna z kolorami Cuccio 💖 

czwartek, 26 marca 2020

Uwaga! Złodzieje! Złodzieje czasu...

Uwaga! Złodzieje! Złodzieje czasu...
Ciągle narzekamy na brak czasu, a może sami nie potrafimy go dobrze wykorzystać? Złodzieje czasu to nic innego jak czynności, które marnują czas, w którym moglibyśmy zrobić coś, co da nam satysfakcję. Bezczynne przesiadywanie przed telewizorem, przeglądanie portali społecznościowych... A później, pod koniec dnia, zdajemy siebie sprawę, że nie wykonaliśmy tego, co na dziś sobie zaplanowaliśmy. I tak oto zadania w planerze przechodzą z tygodnia na tydzień...  


Niejasne wyznaczanie celów, a co za tym idzie – nieodpowiednie planowanie dnia – tu jest po części odpowiedź, gdzie potrafią się wkradł złodzieje czasu. Zbyt dużo obowiązków w ciągu kilku godzin, co praktycznie w ogóle jest niewykonalne czy próba realizowania wielu spraw na raz nigdy nie jest dobrym pomysłem. Podstawą to jasne cele i uporządkowanie.

Spontaniczne priorytety i niezdawanie sobie sprawy z czynności, które musimy wykonać to kolejni złodzieje czasu. Oczywistym jest, że jedna sprawa wymagać będzie np.: czterdziestu minut, ale inna – nawet kilku godzin. Spontaniczne planowanie dnia również nie jest dobrym pomysłem.

To, co również wydaje się oczywiste to bałagan – wszechobecny: na biurku, w dokumentach, kalendarzu czy niepotrzebnie zapisywanych notatek. Jednym słowem: zły osobisty styl pracy.

Nie bez znaczenia jest także zakłócanie spowodowane przez inne osoby – czyli niezapowiedziane odwiedziny, rozmowy telefoniczne. Poza tym również hałas, prywatne rozmowy, niezaplanowana wcześniej kawa z przyjaciółką...

Do złodziei czasu zaliczyć należy też własne słabości. Najczęściej to niecierpliwość, pośpiech, brak samodyscypliny. I niska motywacja oraz brak stanowczości i odkładanie wszystkiego w czasie. Są również słabości zespołowe, w których wyróżnić trzeba przede wszystkim brak koordynacji pracy zespołowej i nieprecyzyjne przekazywanie  informacji.

Najważniejsze to znaleźć motywację w sobie, bo wtedy żaden złodziej czasu nie ma opcji by zwyciężyć! 😎

środa, 25 marca 2020

Mieliśmy szczęście żyć razem z Nim

Mieliśmy szczęście żyć razem z Nim
Cały czas nie mogę uwierzyć, że Ks. Piotr Pawlukiewicz nie żyje. Chociaż, jak sam mówił w jednym z kazań, o zmarłych: "To oni żyją, a my umieramy"... Pierwsze swoje kroki - kiedy w trakcie studiów przyjeżdżałam na praktyki do TVP - kierowałam właśnie na Pl. Zamkowy, do kościoła Św. Anny... 


To tam, podczas mszy świętych, w czasie których Ks. Pawlukiewicz głosił Słowo Boże - poznałam inny obraz Kościoła. Pozytywny obraz. I chociaż czułam się zagubiona w tym ogromnym i nieznanym dotąd świecie - kościół św. Anny był pewnym miejscem, do którego znałam drogę. Żyłam chyba wtedy bardziej od kazania do kazania, bo miałam wrażenie, że te wszystkie słowa ksiądz mówi właśnie do mnie...

Wtedy nie przeszkadzało mi nic - ani odległość (bo jednak kilka dzielnic musiałam przejechać), ani brzydka pogoda, czy zmęczenie. Niedziela, 15.00 - było dla mnie oczywistym, że wtedy moje miejsce jest w świątyni. 

Jestem wdzięczna Ks. Piotrowi za kazania i homilie. Za wskazywanie drogi do nieba...

___
To jedna z moich ulubionych homilii, chociaż jest ich kilkadziesiąt - do których wciąż powracam...


wtorek, 24 marca 2020

Jednokolorowe sukienki

Jednokolorowe sukienki
Do tej pory wybierałam sukienki przede wszystkim w kwiatowe wzory, w których niezmiennie od kilku lat jestem zakochana 🌷🌸🌼🌻🌺 To, że sukienka jest królową garderoby to wiemy, że ma moc zatuszowania niedoskonałości - też wiemy, ale o tym, że piękno tkwi w prostocie - może czasami zapominamy 😉


Niedawno przekonałam się do jednokolorowych sukienek, które właśnie są jednocześnie i eleganckie i skromne, w których czuję się nie tylko komfortowo, ale i kobieco 👑🌺👗Wybór sukienek jest ogromny! Nigdy wcześniej nie byłam przekonana do tych, które są w jednym kolorze. Bardzo mi się spodobały sukienki z marszczeniem 😊 

Sukienka to przede wszystkim wygoda. Nie powinna krępować ruchów, ale dodawać pewności siebie. Jest doskonałym wyborem na różne spotkania i uroczystości. Chętnie zakładam sukienki z ozdobną falbanką na spódnicy, są niezwykle eleganckie. Czuję się w nich dobrze.  Sukienki są uniwersalne. Stanowią chyba synonim kobiecości... 👗🌺🌻🌼🌸💕

Nie wyobrażam sobie tygodnia, by chociaż kilka razy nie założyć sukienki. Mam ich najwięcej, bo je uwielbiam 🌸🌼🌻🌺👗 Sukienki jednokolorowe mają ten plus, że można dobierać do nich odważne dodatki. W połączeniu z białymi szpilkami - hitem sezonu, na pewno będą wygądały fantastycznie. Pamiętajmy też o tym, że historia lubi się powtarzać 😊 A modne było już chyba wszystko... Oczywiście, sukienki w jaskrawych kolorach zostawiamy dla tych, które są bardziej odważne 🌺🌻🌼🌸💕 ale zachęcam, by wiosną i latem zdecydować się na look pełen kobiecości 👗🌷🌻👜👑

Jeśli do tej pory jakoś niechętnie decydowałyście się na sukienki - może wraz z nadejściem wiosny warto się do nich przekonać? 👗🌷🌻🌸🌼🌺

Więcej inspiracji? Kliknij tutaj 👈 🌻🌸🌼🌺🌷👗       

poniedziałek, 23 marca 2020

[WYWIAD] Kupić szczęście?

[WYWIAD] Kupić szczęście?
Szczęście... Czy da się je kupić? Odpowiedź jest oczywista, jakby... Na pytania odpowiada Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach 😊  



Pani Ewo, być szczęśliwym – czyli jakim? 

Bycie szczęśliwym to wewnętrzny stan. Jesteśmy wypełnieni radością, spokojem, błogością, całkowitym zachwytem. Czujesz szczęście kiedy wieczorem biegniesz, widzisz gwiazdy na niebie, a delikatny wiatr muska twarz – po prostu jesteś – w tym i jesteś tym. Nie ma żadnych granic – jesteś wszystkim i wszystko jest Tobą. Chwila, która może trwać i trwa, a Ty jesteś jej częścią. Nie ma początku, nie ma końca, jest TERAZ. Patrzysz na wschód słońca, który zachwyca – wstaje dzień… Czujesz morski piasek pod stopami….  Rozkoszujesz się  papają i nic  innego nie ma w tej chwili.

Żyć chwilą i cieszyć się z tego kim się jest i co się ma, ale musi być przede wszystkim akceptacja – to w niej tkwi siła... Jakie kroki musimy spełnić, aby zaakceptować siebie? 

Kiedy zaczynamy akceptować rzeczywistość - nie nadając jej znaczenia, bez interpretacji, mamy zgodę na to, że wszystko jest właściwe. Nawet jeśli czasami jest dla nas nieprzyjemne i trudne – po prostu tak jest.  Akceptacja to obecność w „TU i TERAZ” – to bycie nie podlegające ocenom. To doświadczania – kiedy doświadczasz – po prostu jesteś. Nie potrzeba siły, zmagania i prób – zmiany, bowiem wszystko jest już doskonałe – takie jakie jest. Często chcemy zmieniać rzeczywistość, chcemy ją kontrolować. Istotą jest uznanie, że jest ona znacznie większa niż my sami. W akceptacji jest siła, ponieważ kiedy mamy zgodę - jesteśmy doskonali, tacy jacy jesteśmy.

Wobec tego - czego wynikiem jest wewnętrzna radość? 

Wewnętrzna radość jest doświadczeniem. Jest czymś co jest kiedy tylko nauczymy się być obecni w ciele, kiedy tylko pojmiemy, że tak naprawdę nie musimy się wysilać. Wewnętrzna radość jest jeśli tylko pozwolimy jej być. Jest czymś, czego doświadczymy jeśli tylko „puścimy” głowę i zanurzymy się w głąb siebie. Kiedy pozwolimy płynąć temu co i tak jest, nie przeszkadzając.

Jak ją odnaleźć? Od czego zacząć?  

Odnalezienie jej może być dla niektórych trudne, dla innych niezmiernie łatwe. Jeśli zależy nam na tym by spotkać ją i cieszyć się nią, ważny jest kontakt z samym sobą. Miłość i dobroć dla siebie stanowi początek tej drogi. Kiedy poczujemy, że jedyną osobą jaką mamy jesteśmy my sami – może pojawić się wewnętrzny uśmiech. Zacząć od bycia uważnym, bycia w ciele i podążaniem za obserwacją w ciele.

Jesteśmy my sami, ale dlaczego tak ważne jest, aby „żyło” w nas wewnętrzne dziecko?

Nasze wewnętrzne dziecko jest bardzo ważne z uwagi na to, że bez niego jesteśmy jak zdekompletowani. Jeśli nasze wewnętrzne dziecko doświadczyło pewnych traum, ważne by znalazł się ktoś, kto te traumy zrozumie i wyleczy. Może zrobić to tylko nasz dorosły. Odcięcie od naszego wewnętrznego dziecka nie służy nikomu - ani dziecku, ani dorosłemu. Ciągle kogoś brakuje… by być naprawdę szczęśliwym.

Można by szczęśliwym mimo przeciwności losu? 

Przeciwności losu doświadczają nas – jednak, kiedy popatrzymy na nie z innej perspektywy, może się okazać, że to właśnie one pomogły nam być szczęśliwym. Przeciwności losu – hartują nas, ale też wyzwalają w nas siły o jakie sami byśmy nawet siebie nie podejrzewali. To stanowi niesamowitą wiedzę o samym sobie, ale też o innych. Może nas wzmacniać, ale tym samym, uczyć szczęścia – słońca zawsze wychodzi zza chmur…

Z jednej strony to również możliwość utraty tego, co mamy daje wewnętrzny spokój?  

Człowiek z natury rzadko czuje wdzięczność za to, co posiada, ale bardzo dotkliwie odczuwa straty.  Często też straty pokazują mu, że to co stracił, być może było ważne, ale niekoniecznie czyniło go szczęśliwym…

Dziś każdy za czymś biegnie – pieniądze, sława... Mimo wszystko można odzyskać wewnętrzną równowagę i spokój, ale jak to zrobić?  

Tak, konsumpcyjny styl życia stawia pewne wymagania. Pracujemy coraz więcej by zaspakajać swoje potrzeby, czasem też zachcianki. Pytanie, czy rzeczy naprawdę czynią nas szczęśliwym? Wszystko trwa chwilę, chwilę cieszymy się nowym samochodem, nowym zakupem, a potem – szybko ta radość mija i znowu zaczyna się pogoń… Ważne by zrozumieć, że ta pogoń nie czyni nas szczęśliwymi jeśli zaniedbujemy inne strony życia, mam na myśli takie, które nadają życiu sens.

Może zbyt rzadko zdajemy sobie sprawę, że to wszystko naprawdę trwa chwilę... Za pieniądze możemy kupić wiele rzeczy, ale szczęścia i zdrowia nie kupimy... 

Dokładnie tak. Rzeczy, rzeczy to tylko rzeczy, a szczęścia nie mierzy się wartością rzeczy. Jest taki niewielki kraj – BHUTAN, gdzie szczęście jest miernikiem PKB, choć ludzie nie są nadzwyczaj bogaci, po prostu są szczęśliwi.

Po czym poznać, że odzyskaliśmy wewnętrzną równowagę?  

Wewnętrzna równowaga to stan, który można rozpoznać i poczuć. Każdy będzie miał swoją wewnętrzną równowagę. Charakteryzuje się spokojem, wewnętrznym uśmiechem, pogodą ducha i świetnym samopoczuciem.

Wewnętrzna równowaga to jedno, ale z drugiej strony -  wewnętrzne kłamstwo. Gdzie tkwi jego źródło?  

Źródło wewnętrznego kłamstwa przede wszystkim tkwi w nas samych, często sami oszukujemy siebie, że jeśli zdobędziemy jeszcze kolejny cel, on nas uszczęśliwi – niekoniecznie to prawda. Możemy być nieszczęśliwi w drodze to celu, jak też tuż po osiągnięciu celu. Na końcu drogi jest pustka. Pustka, która dotkliwie boli, mimo, że osiągnęliśmy cel. Pytanie – a gdzie było nasze życie w trakcie realizacji celu – w nas czy obok nas?

Radość życia to dar od Boga, czy wynik pracy nas sobą? 

Odpowiedź pewnie może być różna od przekonań i wiary jaką każdy z nas ma, bądź nie.  Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na tak złożone pytanie.  Wg mnie – jedno nie wyklucza drugiego. I tu nasuwają się słowa mojej ulubionej piosenki: „Trudno nie wierzyć w nic… i byłem tym kim miałem być….”.

Piosenka rzeczywiście piękna, z przesłaniem...  Czym dla Pani jest szczęście? 

Szczęście dla mnie ma bardzo wiele odsłon, kocham ten stan kiedy patrzę na błękit nieba, po nim przesuwają się obłoczki, kocham pojawiającą się tęczę po letniej burzy i  kocham kiedy wstaje nowy dzień… Kocham taniec, muzykę, ruch, podróże i  nieskończenie wiele…. Po prostu kocham być…

niedziela, 22 marca 2020

[WYWIAD] Nie trać życia!

[WYWIAD] Nie trać życia!
Nie jestem przekonana do mszy świętych online, ale gdyby nie zaproszenie o. Łukasza - pewnie nie włączyłam transmisji... Myślę, że to też dobry moment, aby podzielić się publikacją, która powstała jakiś czas temu... 😇


Proszę Ojca, życie zakonne może błędnie kojarzyć się z nudą i rutyną. Nie wprowadza Ojciec w kompleksy swoich współbraci?

Można „siedzieć” za murami i rozwijać swoje pasje, i można „siedzieć” w zakonie i również rozwijać pasje. Ja mam trzy: Jezus, św. Franciszek i bycie z drugim człowiekiem, druga pasja to muzyka, a trzecia – sport. Moje pasje są po to, by być bliżej Jezusa i by innych do Niego przyprowadzić. Pasje nie są tylko po to, by realizować siebie.

Czego potrzebuje Kościół dziś?

Tego, czego dziś najbardziej potrzebujemy to bycie wiernym temu, co – jako zakonnicy – wybraliśmy. To ciągły wzrost w miłości, która nas tutaj przyprowadziła. Miłości, której oddaliśmy życie. Ostatnio coraz częściej mówimy słowo „miłość”. I mam wrażenie, że nie bardzo doceniamy co ono znaczy. Potrafimy ją w taki sposób dostosować do swojego stylu przepowiadania, że w niektórych momentach wychodzi dosłownie kabaret.

Czym jest miłość?

Czymś niesamowitym. Św. Augustyn mówił o tym, że człowiek, który kocha, który zbliża się do tej miłości – pozwala, by ona stawała się w nim wszystkim.

Co nie znaczy, że mamy stać w miejscu?

„Dbaj o ducha i ciało jak na Bożego wojownika przystało” – nie wiem nawet dlaczego napisałem tę piosenkę, ale słowa w niej zawarte realizuję. Widzę również, że dzieci, które jeżdżą na REKO-SKI – w taki sam sposób podchodzą do życia. Cieszy mnie to. Szedłem do zakonu z pragnieniem pracowania z młodymi, cały czas się rozwijam. 

Ktoś powie, że księża nie powinni chodzić na siłownię, ale to źle kiedy księża o siebie dbają?

Nie. Mam kilku znajomych w Stanach Zjednoczonych i Australii, którzy nawet kręcą video-blogi z siłowni. Jeden ojciec z Australii brał nawet udział w X Factor.

U nas by to nie przeszło...

Gdybym poszedł do takiego programu to by mnie zadźgali (śmiech). Mimo wszystko, polskie społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na tego typu programy z udziałem duchownych. A ważne jest przecież, by przykład życia danego człowieka pociągał drugiego. Pierwszy punkt naszej Reguły brzmi: „Życie braci mniejszych polega na zachowywaniu Ewangelii”. W tym wszystkim jest oczywiście możliwość dbania, troski. Kapłan nie powinien zapominać, że jest człowiekiem. Chrystus też był człowiekiem.

Czyli przede wszystkim wymaganie od siebie?

Kultura ciała jest ważna, ale tak samo należy troszczyć się o ducha. Po którychś rekolekcjach zacząłem biegać rano. Młodzi zaczęli się dopytywać czy bym przebiegł maraton. Złożyłem się z nimi. Wybrałem jeden z najtrudniejszych maratonów w Europie – by nie mówili później, że było zbyt łatwo. Jako amator zrobiłem nawet dość dobry wynik. I kiedy stanąłem przed nimi z satysfakcją, pokazałem medal – byli zdziwieni. W taki sposób zacząłem wymagać od nich.

I znowu, słowa nie mają większego znaczenia jeśli nie idzie za nimi konkretny czyn...

Chcąc być z młodymi, trzeba im nie tyle udowadniać, ale pokazać, że jest się konsekwentnym w słowie, które daje się drugiemu. Ważne jest by nie być człowiekiem, który „rzuca słowa na wiatr”. Młodzi ludzie to najbardziej wykwalifikowany cenzor ludzkiego postępowania. Nie da się wcisnąć im kitu. Przyjmują tylko to, co jest autentyczne.

Za kilka tygodni wyruszy i Wasza piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Jak to się dzieje, że w Waszej grupie są tłumy?

Wynika to z tego, że nasza grupa ma 3xR: Rozmodlona, Rozśpiewana, Roztańczona (śmiech). Co ciekawe – z roku na rok jest nas coraz więcej. Pamiętam, że któregoś roku było 680 osób! Młodość jest taka, jak się ją przeżywa. A paleta rzeczy, które są oferowane młodemu człowiekowi jest ogromna...

I niebezpieczna...

Chcę się – w jakimś sensie - zawładnąć młodość. Takim człowiekiem jest łatwiej sterować. Dochodzi do tzw. procesu odczłowieczania. Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ wiele młodych ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, żyjąc tylko chwilą.

Jest to jedno z zagadnień, które porusza Ojciec na spotkaniach?

Podczas spotkań z cyklu muzyczno – słownych konferencji: Obudź się! Możesz więcej! – tłumaczę, że ten moment już nigdy nie wróci. Zdarzają się komentarze w stylu: mój tata przeżywa teraz drugą młodość. Tyle, że nie jest to druga młodość, a kryzys wieku średniego. Wspólnie z bpem Dajczakiem wyartykułowaliśmy, że młodość to czas, w którym chce się dać młodemu człowiekowi wszystko, co chce. Nasycić go różnymi możliwościami, substytutami miłość. Później świat go zostawi, a człowiek zaczyna cierpieć. A Jezus mówi, że nawet jeśli upadniesz to On wyciągnie do ciebie rękę. Chce abyś powstał. Ze strony Kościoła, społeczeństwa i państwa nie może nie być troski o młodzież.

To, co zwykle daje szczęście na krótko – jest bardziej atrakcyjniejsze, ciekawsze?

Dziś „dilerów szczęścia” jest wielu, którzy wkraczają w młodość. Często bez żadnych skrupułów. Kiedy przygotowywałem się do maratonu – w każdą sobotę rano ok. 4.00 – 4.30 wybiegałem, by się przygotować. Robiłem 20 km. Wtedy spotykałem młode osoby na Plantach. Był to dla mnie straszny ból, by przebiec ten dystans, bo widziałem pijanych, znarkotyzowanych ludzi... W takich momentach chciałbym ich wszystkich do siebie przytulić i powiedzieć by nie tracili swojego życia, bo w życiu dorosłym będą mieć tego konsekwencje...     

A autorytety?

Proszę zobaczyć kto dziś dla młodego człowieka jest autorytetem? Ludzie, którzy promują konkretne produkty w mediach społecznościowych? Człowiek szuka autorytetów, ale z drugiej strony jest światek pożądliwości, sportu – przesady kult ciała...

Zostańmy przy sporcie. Skąd pomysł na „Boskie Futbolowo”?

Napisałem tę książkę dla moich uczniów, kiedy kończyłem pracę w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Chciałem im coś po sobie zostawić. Bo, chociaż przywitanie nie było przyjemne, to kiedy odchodziłem – zwołali mecz Władze Miasta vs Drużyna O. Łukasza. Strzeliłem piękną bramę (śmiech).Ks. Edward Pleń – Krajowy Duszpasterz Sportowców powiedział, że ta książka jest jak sportowy YOUCAT.

Sport jednak jest Ojcu bliski od licealnych czasów? Dlaczego REKO-SKI? 

W liceum to różnie (śmiech). W miejscowości rodzinnej grałem w piłkę nożną. Osiem lat temu pojechałem na stok, miałem zrobić akcję na zimę, dla dzieci. Nigdy przedtem nie miałem na nogach nart ani deski! Zacząłem obserwować na czym częściej się przewracają, wygrała deska. I tak się zaczęło. Na następny rok wymyśliłem akcję REKO-SKI – w kaplicy i na stoku. W międzyczasie jemy (śmiech). Są to projekty, które zrzeszają nie tylko dzieci i młodych ludzi, ale całe rodziny. Są to spotkania pełne świadectw, nawróceń, które Bóg działa.

Problemów z zapisami chyba nie ma?

Lista zapisów na rekolekcje zamyka się w kilka dni po ogłoszeniu terminu. 

REKO-SKI zimą, a co latem?

Dojrzewam jeszcze do tego, by zrobić coś ekstra.

Powróćmy do słowa pisanego. Książek było kilka, ale również i tomiki poezji. Od czego się zaczęło?

„Z mojego okna widzę świat” – to tomik poezji, który dostał każdy uczestnik Prymicji. Chciałem, aby poza obrazkami, dostali coś mojego. W tym tomiku wyraziłem siebie. A zaczęło się od jazdy rowerem, kiedy potrącił mnie pewien kapłan. Okazało się, że jest dyrektorem wydawnictwa i zgodził się wydać ten tomik. Później napisałem też inne: „W ciszy adoracyjnej posłyszane”, „Poezja na Wielki Post”...

Rekolekcje, spotkania, sport, poezja i muzyka. Jak można to wszystko pogodzić?

Przede wszystkim dobre zarządzanie swoim czasem. Dlaczego zazdrościmy, czemu mamy w siebie zawiść? W trosce o pasję to Pan Bóg daje siły, by to rozwijać. I jeżeli ty nie wykorzystujesz tej siły, by rozwijać swoją pasję to będziesz siedzieć i ciągle zazdrościć. Gdzieś przecież trzeba tę energię spożytkować.

Zaczynam wpadać w kompleksy (śmiech)...

Kiedyś ktoś mnie nazwał „Chodzący wyrzut sumienia” (śmiech)...

To pozytywnie?

Bardzo. Są tacy, którzy się cieszą z tego co robię. Trzeba się rozwijać duchowo, ale i w tych umiejętnościach, które daje Pan. Dzięki zgodzie przełożonych podjąłem kolejne studia z nauk o rodzinie, by jeszcze bardziej pomagać rodzinom i młodym ludziom. Temat, który chcę podjąć to uzależnienia behawioralne.

Ma Ojciec na swoim muzycznym koncie kilka płyt. Wśród nich jedna z piosenek, o niezwykle poruszających słowach - „Piękna Matko”...

Napisałem tę piosenkę dla mojej mamy. Dużo mnie to kosztowało, bo chyba miesiąc pisałem tekst... 

W tak poukładanym, pięknym życiu zdarzają się kryzysy?

Oczywiście. Kryzysy to momenty kiedy bardziej wierzymy w siebie niż w Boga. Są momenty, kiedy bardziej wzrastam ja niż On, a to jest bardzo niebezpieczne. Mam trzy swoje sposoby na radzenie sobie z kryzysem. Pierwszy to idę w nocy do kaplicy, czytam świadectwa osób, które złożyli podczas rekolekcji. Czasami włączam Różaniec albo Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Drugi sposób to zakładam buty, włączam dobrą muzykę i ogień! Dobry bieg po lesie, po mieście. Któregoś razu przebiegłem po wszystkich naszych kościołach w Krakowie. Nigdy nie zapomnę też biegu pod Kopiec Kościuszki... A trzeci sposób to idę do hospicjum, by być z tymi ludźmi. To lekcja pokory i bliskość. Lubię pomagać.

Po co? Co to daje?

Nie zapominam o tym, że jestem człowiekiem. I, że spotykam ludzi, którzy też cierpią.

O jakim Kościele Ojciec marzy?

Chrystusowym. O Kościele świętym. Żyję w autentycznym, żywym Kościele, w którym widzę jak ludzie powstają, ale też się męczą. Kościół jest dla wszystkich, każdy ma tu swoje miejsce. Nie mamy żadnego dress code, by być katolikiem. To, czego doświadczamy w Kościele, czego stajemy się udziałem, mamy wcielać w codzienność, by nikt nie mówił: katolicy – schizofrenicy. Chciałbym, abyśmy wzrastali w tożsamości, a ku temu potrzebna jest prawda.   

___
O. Łukasz Buksa OFM – franciszkanin, duszpasterz młodzieży, rekolekcjonista, muzyk, instruktor snowboardu. Zawsze dostępny dla tych, którzy go potrzebują. Inspiruje i motywuje ludzi do poznania Boga i życia w prawdzie i do dobrego przeżywania najpiękniejszego czasu w życiu każdego człowieka – młodości, przepełnionej prawdziwą, franciszkańską radością. Jest twórcą niezwykle energetycznych i inspirujących słowo - muzycznych konferencji ewangelizacyjnych dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej – OBUDŹ SIĘ! MOŻESZ WIĘCEJ! Ten autorski sposób daje nadzieję, mobilizuje i pobudza młodych do działania. Twórca Reko-SKI – zimowych rekolekcji na stoku z prawdziwym duchowym treningiem. Biega oraz jeździ na longboardzie. Jest autorem dwóch tomików poezji. 

sobota, 21 marca 2020

Cudowne masła do ciała

Cudowne masła do ciała
Jakiś czas temu odkryłam markę Cuccio. Bardzo mi się spodobały lakiery, które są niezwykle trwałe! Byłam zaskoczona, że rzeczywiście długo - w porównaniu do innych lakierów - utrzymują wysoki połysk i intensywność. Dokładnie tak jak jest napisane na stronie internetowej. Testowałam i potwierdzam 😊



Poza lakierami - bardzo przypadły mi do gustu masła do ciała, dłoni i stóp (237ml). Moje ulubione to kokos i imbir 😊 Są delikatne i szybko się wchłaniają. Nie pozostawiają też tłustej warsty na skórze. Masła do ciała Cuccio nawilżają i odżywiają. Odpowiednie są dla osób z suchą skórą 😉  

Może teraz - kiedy mamy więcej czasu, choćby z tego powodu, że nie dojeżdżamy do pracy - warto zadbać o siebie bardziej i znaleźć kosmetyki, które odpowiednie będą dla naszej skóry? Warto rozejrzeć się wśród nowości, które może jakoś przegapiłyśmy... 😊 

piątek, 20 marca 2020

Praca w domu. Więcej wad czy zalet?

Praca w domu. Więcej wad czy zalet?
Publikuję tekst, który przygotowałam kilka lat temu, ale myślę, że ciągle aktualny - szczególnie gdy większość z nas pracuje w domu 🏡 

- Pracujesz w domu? Super, też bym tak chciała! – ile to razy słyszałyśmy komentarz w takim stylu? Praca w domu ma niewątpliwie wiele zalet, ale ma również i wady. Mimo, że brzmi pozytywnie – praca w domu wbrew pozorom nie jest odpowiednia dla wszystkich. Trzeba mieć w sobie wiele motywacji, by wykonywać pracę w miejscu zamieszkania...



Więcej zalet?

Do bezwzględnej zalety pracy w domu należy oszczędność czasu na dojazd do pracy, szczególnie jeśli mielibyśmy jeździć na drugi koniec miasta. Wykonywanie firmowych obowiązków w domu jest również łatwiejsze w tym sensie, że to sami sobie układamy indywidualny plan działania. Możemy pracować w piżamie i ustalać sobie na tyle elastyczny system pracy, że jeśli najdzie nas ochota na jedzenie – idziemy do kuchni, a nie musimy czekać na przerwę na lunch. Praca w domu to także większa kreatywność i lepsza koncentracja. A z drugiej strony – zapewnienie relaksu, bo kiedy czujemy się zmęczone – po prostu możemy odpocząć bez tłumaczenia się nikomu. Same sobie jesteśmy szefami, ale jest potrzebna wielka determinacja i mobilizacja, by to lenistwo nie zwyciężyło. Są tacy, którzy muszą mieć nad sobą kogoś, by wykonywać określone obowiązki, stąd też praca w domu nie jest dla każdego. Praca w domu daje dużo możliwości!

Praca bez wad?

Zdecydowanie nie. Praca w domu ma również wady. I chyba pierwsza, jaka w ogóle przychodzi na myśl to niezapowiedziane odwiedziny koleżanki czy sąsiadki. Panuje jednak błędne przekonanie, że jak ktoś pracuje w domu to znaczy, że zawsze ma czas. Do wad pracy w domu należy zaliczyć również brak możliwości zapytania o radę współpracowników. Są co prawda różne komunikatory, ale jeśli mamy problem z koncentracją – spędzimy więcej czasu na portalach społecznościowych jak na samej pracy. Kolejnym minusem pracy  w domu jest odkładanie pracy na później i później... Mamy tę świadomość, że możemy pracować o każdej porze, a myślenie o odpoczynku dodatkowo obniża wydajność pracy. Do wad pracy w domu można zaliczyć również i to, że z czasem może przyjść pokusa aby przestać dbać o swój wygląd, bo przecież nie chodzę do biura...

Co dalej?

Człowiek jest istotą społeczną, więc nie powinien się zamykać na innych ludzi. Jeśli jednak ktoś nie ma problemów ze skupieniem się – praca w domu będzie dobrym rozwiązaniem. O ile oczywiście na tyle będziemy miały silną wolę, że wybierzemy pracę a nie np.: kolejny odcinek ulubionego serialu. Przede wszystkim motywacja i koncentracja, a sukces przyjdzie w odpowiednim momencie! ☺
Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger