poniedziałek, 10 czerwca 2024

Skórzana mini torebka

Skórzana mini torebka

Za mną baaardzo intensywny czas... Chociaż jestem przyzwyczajona do ciągłych wyjazdów - coraz bardziej - zarówno w podróży jak i na co dzień - przekonuję się do tego, że wcale nie muszę mieć niewiadomo jak dużej i pakowane torebki. Coraz chętniej wybieram torebki mini, ponieważ ciągle odkrywam nowe ich zalety. Wbrew pozorom, mimo, że są niewielkie - pomieszczą wszystko, co jest mi najpotrzebniejsze do pracy - notesik i długopis, telefon i oczywiście klucze... Torebki mini są naprawdę urocze 💙    


archiwum prywatne 

Jedynym minusem torebek mini jest to, że nie zmieści się do nich książka 😉 ale zmieszczą się słuchawki... a to już coś ☺ Nigdy nie przepadałam za bardzo dużymi torebkami, ale od czasu kiedy odkrywam zalety małych torebek - jeszcze chętniej je wybieram na co dzień, z tego względu, że sprawdzają się świetnie. Jakiś czas temu pisałam o tym, że nawet kiedy jestem na protestach rolników - jestem w pracy, ale mini torebka przeszła "chrzest bojowy" w wielu różnych sytuacjach i sprawdziła się doskonale. Na wakacyjne dni jest po prostu idealna... 💙  


archiwum prywatne 

Plusem torebki jest to, że ma jedną komorę, ale największym plusem jest to, że torebki mini dostępne są w różnych kolorach i różnych firm. W związku z tym, że do małej torebki nie wrzucamy niepotrzebnych rzeczy - z łatwością znajdziemy to, czego będziemy potrzebowały. Kolejnym plusem jest możliwość noszenia torebki na różne sposoby - i do ręki i na ramię. Wszystko zależy od sytuacji...      



Może się wydawać, że jeśli na co dzień chętnie wybieramy listonoszki - torebka mini nie zda egzaminu w naszej sytuacji, ale nic bardziej mylnego. Też jeszcze jakiś czas temu nie bardzo wyobrażałam sobie, aby z torebką mini wyruszyć w świat, a jednak... Nie musimy mieć zawsze wszystkiego przecież przy sobie. Torebka powinna być raczej ładnym, praktycznym dodatkiem, a nie małą walizką 😉   


archiwum prywatne 

Pomijam już sam fakt, że torebka jest wykonana ze skóry naturalnej, co samo w sobie sprawia, że jest piękna. Ponadto, torebka jest zamykana na uroczy złoty zatrzask w kształcie pszczoły 🐝  Bez wątpienia, zwraca uwagę ☺ Przy okazji dziękuję wszystkim za miłe słowa: "Jaką ma Pani śliczną torebkę" 👜 Zawsze odpowiadam: "Wiem, dziękuję" ☺


archiwum prywatne 

Kochani, po raz setny zachęcam aby nie czekać na żadne "wyjątkowe" momenty, bo takie nie istnieją. Życie jest cudowne, piękne, fascynujące, ale jest też bardzo kruche. Nie czekajmy na odpowiedni moment, żeby komuś sprawić przyjemność - TU i TERAZ 💛 Nie znam chyba żadnej kobiety, która by się nie ucieszyła na widok ładnej torebki... Zbliżają się wakacje...Warto zrobić coś miłego dla kobiet, które są nam bliskie ☺


archiwum prywatne 

I znowu będę zachęcać do tego aby zadbać o samą siebie. Czy ktoś powiedział, że samej sobie nie możemy kupić torebki? ☺💛 Zakupy dają szczęście... 👜👈


💌

artykuł promocyjny

niedziela, 9 czerwca 2024

Bracia, módlcie się za nami...

Bracia, módlcie się za nami...

Kochani, dzielę się z Wami poruszającymi wspomnieniami braci o zamordowanych misjonarzach - bł. O. Zbigniewie Strzałkowskim i bł.  O. Michale Tomaszku. Młodzi franciszkanie zostali zamordowani w dn. 9 sierpnia 1991 roku w Pariacoto. 

Rozmowa z rodzonymi braćmi błogosławionych misjonarzy męczenników była dla mnie ogromnym zaszczytem i ogromnie wzruszająca... Nie pamiętam nawet kiedy ostatni raz podczas wywiadu leciały mi łzy... 


Internet 


W święto św. Róży z Limy – w dn. 30 sierpnia 1989 roku, trzej misjonarze krakowskiej Prowincji Franciszkanów: o. Jarosław Wysoczański, o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek, oficjalnie rozpoczęli swoją misję w Pariacoto. 

Czy brat był świadomy niebezpieczeństwa? – Tak – odpowiada Marek Tomaszek, brat bliźniak o. Michała Tomaszka. – Nie da się nic więcej powiedzieć, bo jeżeli jest dokument, jeżeli były powiadomieni aby wyjechać, bo mogą być nieobliczalne skutki, to trzeba mieć świadomość, że obydwaj zdawali sobie sprawę z tego jakie konsekwencje może mieć pozostanie na misji z miłości do ludu, z miłości do tej miłości jaką przekazali im wszystkie wioski peruwiańskie – wyjaśnia Marek Tomaszek. 

Bracia ostatni raz na żywo widzieli się przed samym wyjazdem o. Michała do Peru. – Później już żeśmy się nie spotkali – mówi Marek Tomaszek. - Telefon to była niespodzianka od Michała dla mamusi. Kiedy umówiliśmy się z Michałem, zawiozłem mamusię do Krakowa, zeszliśmy na dół do refektarza, tam było połączenie. Mamusia nawet nie wiedziała kogo dostaje do telefonu, takie to było zaskoczenie. I to była jedyna nasza rozmowa z Michałem, ale czy jeszcze nie było jakiejś rozmowy to nie kojarzę... – wspomina brat o. Michała Tomaszka. 

Bogdan Strzałkowski również zwraca uwagę na fakt, że w czasie kiedy bracia byli na misji, kontakt z nimi był dość utrudniony, co dziś nawet trudno sobie wyobrazić. Bogdan Strzałkowski wspomina moment kiedy się dowiedział o decyzji brata. - Nigdy nie było mowy, że Zbyszek chce wstąpić do seminarium. Było dla mnie dużym zaskoczeniem kiedy byłem w wojsku i dostałem list z domu, w którym rodzice napisali, że Zbyszek idzie do zakonu – wspomina. – Decyzja Zbyszka była chyba dla wszystkich zaskoczeniem, bo sam nawet nie przyznał się nigdy do tego, że planuje pójść taką drogą – dodaje brat błogosławionego męczennika.     

Kilka dni wcześniej nic nie zapowiadało tragicznych informacji. - Dwa dni wcześniej w naszym domu był Jarek Wysoczański, mimo, że najpierw na urlop miał przyjechać Zbyszek. Ponieważ jednak siostra Jarka wychodziła za mąż, dogadali się między sobą, że najpierw przyjedzie Jarek, a później mój brat. Niby wszystko było w porządku, ale oni podjęli taką decyzję żeby nie informować nikogo w domu, że coś im grozi. Z prostego względu – żeby się nikt nie martwił – wspomina Bogdan Strzałkowski. – Kiedy zapytałem Jarka o terrorystów, odpowiedział, że skoro interesuję się tym tematem to powie mi, że już im grożono... – dodaje. 

- W sobotę do południa przycinaliśmy drzewo, żeby mieć na opał zimą. Pamiętam, że wtedy przyjechało do nas trzech franciszkanów. A wiadomo, że jak przyjechało ich trzech, to coś się stało... – wspomina Bogdan Strzałkowski. – Z początku mówili coś ogólnie, a później powiedzieli co się stało. To był straszny szok... bo nikt się nie spodziewał. Tym bardziej, że dwa dni wcześniej był Jarek, i niby było wszystko w porządku...              

Jak to jest mieć brata bliźniaka, który jest błogosławiony? – Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście, że się modlę za wstawiennictwem Michała. Nawet nie tyle, że się modlę, co rozmawiam z nim tak jak z panią teraz. Rozmawiam sobie z Michałem na zasadzie, że skoro tam już siedzisz to nie bądź na bezrobociu, tylko coś rób.   

- Może nie zawsze jest to doskonała modlitwa, ale oczywiście, że się modlę za wstawiennictwem mojego brata – mówi Bogdan Strzałkowski. – Kilka lat temu byłem w takiej sytuacji, że nie miałem pracy. Spotkałem koleżankę, z którą kiedyś pracowałem, zapytała jak się układa w moim zawodowym życiu. Opowiedziałem jaka jest sytuacja, na co koleżanka odpowiedziała: bo się kiepsko modlisz – wspomina brat błogosławionego męczennika. 

Bracia zamordowanych męczenników zawsze mają przy sobie relikwie błogosławionych braci. - W tej chwili już się oswoiłem z tym, że ktoś prosi o relikwie mojego brata. Staram się zawsze mieć przy sobie kilka obrazków z relikwiami II stopnia. Zawsze zaznaczam, że jeżeli ktoś potrzebuje relikwie to je dostanie. Czasami spotykam też takie osoby, którym chciałbym dać relikwie, ale mówią wprost, że szanują brata, ale nie są zainteresowane relikwiami – mówi Bogdan Strzałkowski.       

- Czasem siedziałem przy oknie, patrzyłem, czekałem nie wiadomo na co... To znaczy, wiadomo na co... ale to już było pewne, że ten czas nie wróci... – wspomina Bogdan Strzałkowski. - Bardzo mile wspominam dzień po beatyfikacji, w którym była uroczysta Msza Święta w Pariacoto. To było dla mnie wyjątkowe przeżycie, wyjątkowa uroczystość... – dodaje.   

O. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski to pierwsi polscy błogosławieni misjonarze męczennicy, którzy przez śmierć męczeńską dali świadectwo swojej wiary. O. Michał został zabity strzałem w tył głowy, a o. Zbigniew dwoma strzałami w kręgosłup i w głowę. 


___
Źródło: aleteia.pl  

piątek, 7 czerwca 2024

Błogosławieni misjonarze męczennicy z Pariacoto

Błogosławieni misjonarze męczennicy z Pariacoto

- Normalnie jak ktoś umiera to bierzemy różaniec, książeczkę i modlimy się za zmarłego. A tamci ludzie nie modlili za braci, tylko przez ich wstawiennictwo. To był pierwszy znak dla Kościoła, że ci nasi bracia byli wyjątkowi. Ludzie przyprowadzali swoje dzieci, chcieli aby się dotknęły ciał misjonarzy - mówi br Jan Hruszowiec - promotor kultu męczenników z Pariacoto.


Meczennicy.Franciszkanie.pl 

Proszę Brata, 7 czerwca mamy liturgiczne wspomnienie braci męczenników. Jak w tym roku będziemy świętować? 

- W tym roku w dniu 7 czerwca – poza liturgicznym wspomnieniem pierwszych polskich misjonarzy męczenników – bł. Zbigniewa Strzałkowskiego i bł. Michała Tomaszka, przypada Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zawsze w drugi piątek po Bożym Ciele jest ta uroczystość, dlatego w tym roku niejako „przysłania” naszych braci męczenników, ale wcale nie przeszkadza w tym, aby każdy osobiście mógł w sposób szczególny ich wspominać i prosić o łaskę. 

Tegoroczny 7 czerwca niech będzie pewnego rodzaju wigilią przed tym, co czeka nas w przyszłym roku – dziesiąta rocznica wyniesienia ich na ołtarze. Przypomnijmy, że bracia zginęli 9 sierpnia 1991 roku, w Pariacoto. Oddali życie za wiarę. Zostali zabici przez skrajnie komunistyczną partię terrorystyczną z ugrupowania Świetlisty Szlak (hiszp. Sendero Luminoso). Na ołtarze zostali wyniesieni w dniu 5 grudnia 2015 roku. 

Co znaczy śmierć męczeńska?

- Śmierć męczeńska jest ogromnym darem w Kościele, pomimo, że kojarzy się z krwią. Jeśli Bóg kogoś powołuje do męczeństwa to w jakiś sposób go przygotowuje. Być może nikt z czytelników nie dostąpi takiego momentu, że będzie musiał oddać życie za wiarę, chociaż... patrząc na to, co się dzieje w świecie – można się wszystkiego spodziewać, ale bądźmy spokojni – Pan Bóg przygotowuje na taką śmierć. 

Jak było z tym przygotowaniem na śmierć męczeńską w przypadku braci?

- Zbyszek i Michał mieli przygotowanie do męczeńskiej śmierci. Świadkowie mówią, że im bliżej była data męczeńskiej śmierci – oni stawali się coraz bardziej pokorni, jak baranki, „schodziło” z nich napięcie. Ludzie bardzo często widzieli tych naszych braci na indywidualnej adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Kiedy Zbyszek przychodził na adorację to było widać, że pot z głowy się lał, że prowadził jakiś dialog. Z kaplicy wychodził zdenerwowany, przeszedł się kawałek, wrócił z powrotem. Było widać, że coś w nim się dzieje.     

Zbyszek miał taki zwyczaj, że lubił wejść do kuchni, zobaczyć co się gotuje, podnosił pokrywki, zawsze zażartował sobie z kucharką. Na trzy dni przed śmiercią zobaczył, że kucharka jest smutna. Zapytał się jej dlaczego jest taka smutna. Powiedziała: Proszę Ojca, a można wierzyć w sny? Wtedy Zbyszek odpowiedział: No wiesz, są sny od Pana Boga, czytamy o nich w Biblii, ale są też zwykle sny. Powiedz co Ci się śniło. Ona wtedy odpowiedziała, że Pan Jezus, który był ukrzyżowany zszedł z krzyża i włożył na siebie zakrwawioną koszulę Michała. Wtedy Zbyszek jej przerwał: Nic się nie bój, niczego się nie lękaj. Tu się będą dziać wielkie rzeczy, ale pamiętaj, że cokolwiek się stanie – chcemy być tutaj pochowani. Te słowa Zbyszka zakon uznał jako testament, dlatego zostali pochowani w Pariacoto. 

Mówi brat o przygotowaniu o. Zbigniewa. Co wiemy o o. Michale? 

- Niedaleko Pariacoto jest miejscowość Quaras. Michał w dniu 9 sierpnia otrzymał łaskę przeżycia trzech największych ofiar, których chrześcijanin może doświadczyć. To jest ofiara samego siebie, Ofiara Eucharystyczna i ofiara życia.    

Michał miał wielki talent jeśli chodzi o relacje z dziećmi, dlatego też jest patronem dzieci i młodzieży. Pojechał do Quaras, i tam był w pomieszczeniu na drugim piętrze. Żeby zejść na podwórko to trzeba było iść po schodach, innej możliwości nie było. Między pierwszym a drugim piętrem była kuchnia. W kuchni wybuch pożar – zapaliła się butla gazowa i ogień zajął cały korytarz. Nie było szans zejść z góry żeby nie wejść w ogień. Michał znalazł stary koc, wyrwał ze ściany na drugim piętrze bojler – zbiornik z wodą, rozlał obficie wodę po kocu, który wziął do ręki, osłonił się nim i poszedł w ten ogień. W tym momencie ogień buchał w zmoczony mocno koc, a wszystkie dzieci wyszły bezpiecznie na podwórko. Wtedy rzucił ten koc i uciekł. Wtedy już rano mógł liczyć się z tym, że tego może nie przeżyć... Później wrócił do Pariacoto, gdzie miał najważniejszą ofiarę – Ofiarę Eucharystyczną. W tym dniu była czytana Ewangelia wg św. Marka: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8, 35-36). 

Trzecią ofiarą była ofiara oddania życia za wiarę, Zbyszka i Michała. To jest niesamowite jak w samym tym dniu Bóg ich przygotowywał. Ofiara z siebie samego, czyli oddanie się totalnie tym, do których jest się posłanym...        

Bracia chyba nikomu nie wchodzili w drogę, robili to, co do nich należało. Dlaczego zostali zamordowani? 

- Jako kapłani przyjechali do swoich owiec, więc przede wszystkim robili to, co należy do kapłanów – odprawiali Msze Święte, modlili się na różańcu, udzielali sakramentów świętych. Robili dokładnie to, co robi każdy kapłan - ewangelizowali. Teren parafii, na której posługiwali ma ponad 1000km2. Mieli do obsłużenia ponad siedemdziesiąt wiosek, do których musieli dotrzeć, a nie wszędzie była możliwość dojazdu samochodem. Tamtejsi ludzie – Indianie Andyjscy, mają z natury tak, że potrzebują kilka lat zanim do białego człowieka powiedzą „ty jesteś nasz”, a w przypadku Zbyszka i Michała ludzie już po dwóch, trzech miesiącach przyjęli ich jako swoich. 

O czym to świadczy? 

- Świadczy to o tym, że nasi męczennicy byli rzeczywiście pasterzami, którzy pachnęli swoimi owcami, czyli oddali się w pełni. Jest to sprawa duchowa. Natomiast druga sprawa jest taka, że oni bardzo pomagali tamtym ludziom w pracach fizycznych. Byli – jak mówi przysłowie: „Do tańca i do różańca”. Są takie zdjęcia, na których widać jak Zbyszek podaje cegły, pustaki... Zbyszek sprowadzał też leki. 

W tamtym czasie w Pariacoto nie było wody pitnej. Kobiety musiały chodzić godzinę w górę, żeby przynieść dwadzieścia litrów wody. Zbyszek miał zmysł techniczny, zrobił jakieś kaskady, że woda zaczęła spływać do Pariacoto. Bracia robili różne projekty, zakładali szkoły – pracowali z dziećmi i młodzieżą, zbudowali instalację wodną i kanalizację. Byli bardzo zaangażowani. Prowadzili działalność duszpasterską i dobroczynną. Ich działania w pewnym momencie nie spodobały się terrorystom. 

Z jakich powodów?   

- W pewnym momencie bracia zdobyli autorytet. Ludzie przestali chodzić na tzw. „szkółki partyjne”, gdzie terroryści mówili tylko o zabijaniu. Bracia mówili natomiast o miłości, pokoju, o przebaczeniu. Pamiętajmy, że terroryści byli tak agresywni, że w ciągu dziesięciu lat zamordowali siedemdziesiąt tysięcy niewinnych ludzi – głównie autorytety, tych, którzy mieli coś do powiedzenia. Ich parcie na rewolucję w kraju było tak mocne, że nawet i męczennicy – bracia, którzy tam pracowali, zaczęli im przeszkadzać.

Bracia byli świadomi niebezpieczeństwa? Dostawali listy z pogróżkami?             

- W Wielki Czwartek 1991 roku Michał znalazł list na ołtarzu. W liście terroryści napisali: „Jeśli nie przestaniecie odprawiać Msze Święte, modlić się, uczyć różańca, jeśli nie przestaniecie pomagać, współpracować z imperializmem, to zginiecie”. Tydzień przed śmiercią przyjechał biskup, który mówił braciom, aby może wrócili do Polski, a jak się uspokoi sytuacja to wrócą do Pariacoto... Wtedy Zbyszek miał powiedzieć: Nam przełożeni kupią bilet, wrócimy w ciągu dwóch/trzech dni i wszystko będzie OK, ale co z tymi ludźmi, do których przyjechaliśmy... więc zostajemy. Przyjdą terroryści, będziemy rozmawiać. 

I przyszli...

- Przyszli 9 sierpnia 1991 roku. Po Mszy Świętej wyprowadzili Zbyszka i Michała. Całe wydarzenie opisuje s. Berta, która była świadkiem uprowadzenia i wywiezienia braci przez terrorystów, na miejsce egzekucji. Wywieźli ich za miasto i później rozstrzelali w sposób bolszewicki, rzucając na kolana. Michał dostał strzał w głowę. Zbyszek najpierw w plecy, później w głowę. 

Może nie jeden się teraz zastanawia czemu zostali... przecież tak jak im powiedział biskup, mogliby wrócić gdyby się poprawiła sytuacja?

- Ktoś może nawet powie, że frajerzy – zostali, ale właśnie... Bóg widzi inaczej. Z siedemdziesięciu miejscowości na 1000m2 ludzie zaczęli schodzić do kaplicy. Jakoś się dowiedzieli, że bracia zostali zamordowani, a w tamtych czasach przecież nie było telefonów komórkowych. Mimo to informacja po całej ich parafii przeszła jak błyskawica. Ludzie przychodzili do kapliczki, gdzie na zakrwawionych prześcieradłach leżały ciała młodych franciszkanów. I tu się stał pierwszy cud, tzw. Vox populi – głos ludu Bożego. Normalnie jak ktoś umiera to bierzemy różaniec, książeczkę i modlimy się za zmarłego. A tamci ludzie nie modlili za braci, tylko przez ich wstawiennictwo. To był pierwszy znak dla Kościoła, że ci nasi bracia byli wyjątkowi. Ludzie przyprowadzali swoje dzieci, chcieli aby się dotknęły ciał misjonarzy.         

Aż trudno to wszystko pojąć... 

- Następny cud wydarzył się w trzecim dniu, gdzie nie tak dawno się okazało, że terroryści mieli tzw. Plan „B” – chcieli wysadzić w powietrze kaplicę i drogę pogrzebową. Chcieli wszystkich zabić. Nie wybuchła żadna bomba, aż sami terroryści byli w szoku. Pogrzeb był wielką manifestacją: „Dość tego, co się dzieje w Peru!”.  Rząd oczyścił struktury, wojsko, policję, urzędy. W ciągu dwóch/trzech lat aresztowali wszystkich najważniejszych terrorystów i terroryzm ustał. To zawdzięcza się wstawiennictwu naszych polskich misjonarzy męczenników.         


___
Źródło: PCh24.pl  

niedziela, 2 czerwca 2024

[WYWIAD] Chrystus karmi nas swym Słowem i Ciałem, byśmy mogli żyć pełnią życia

[WYWIAD] Chrystus karmi nas swym Słowem i Ciałem, byśmy mogli żyć pełnią życia

Chrystus, ustanawiając ten sakrament, dał nam możliwość uczestnictwa w Jego Męce i Zmartwychwstaniu. Podczas każdej Mszy Świętej karmi nas najpierw swoim Słowem, aby poruszyć serce, a następnie udziela nam Siebie, abyśmy zostali umocnieni, abyśmy mogli przy Nim trwać, abyśmy mogli żyć pełnią życia w Nim - przypomina Ks. Jarosław Ciuchna - proboszcz parafii pw. św. Antoniego w Sokółce, Kustosz Sanktuarium Najświętszego Sakramentu, Wicedziekan Dekanatu Sokółka. 


Fot.: Sanktuarium Najświętszego Sakramentu w Sokółce 

Proszę Księdza, jedne z symboli chrześcijaństwa są bardziej znane, inne – mniej, ale wszystkie są ważne i potrzebne. Jaką rolę odgrywają?  

- W przestrzeni wiary, podobnie jak w codziennym życiu, człowiek posługuje się symbolami. Potrzebuje ich, aby lepiej zrozumieć, mocniej przylgnąć lub po prostu pamiętać, żeby nie zapomnieć. Kościół posługując się różnymi symbolami przypominającymi o Jezusie Chrystusie – obrazy, figury, krzyż - daje wierzącym narzędzie do lepszego poznania Zbawiciela. Poprzez widoczne znaki i symbole można zbliżyć się do największych tajemnic naszej wiary. Podobnie czynił sam Chrystus podczas nauczania i przepowiadania. Posługiwał się symbolami i znakami żeby słuchacze mogli lepiej zrozumieć prawdy objawione: 

- „Kto mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9)

- „To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6,58)

- „Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo». Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?» On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus”. (J 2, 19-22)

- „…A Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim”. (Łk 5, 10-11)

Ze wszystkich naszych świętości jedna jest jednak największa - to Najświętszy Sakrament. Niczego nie ujmuję świętości pozostałych sakramentów ani tym bardziej Pisma Świętego. Ale ta obecność, z którą mamy do czynienia w Eucharystii, nie da się porównać z żadną inną. Jest bowiem obecnością „prawdziwą, rzeczywistą i substancjalną” (por. KKK 1374), które podkreślają realną obecność Zbawiciela. 

Czasami nawet w rozmowach dorosłych można usłyszeć, że ksiądz podczas Mszy Świętej pije wino... 

- Konsekrowana hostia i konsekrowane wino nie jest hostią ani winem, lecz Ciałem i Krwią Chrystusa. Istnieją zatem tylko widoczne dla nas postacie chleba i wina, substancjalnie jednak pod tymi znakami jest obecny cały Jezus Chrystus - Bóg i Prawdziwy Człowiek Zmartwychwstały. Eucharystia jest największym darem i cudem, gdyż uobecnia się w Niej tajemnica męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Ojciec Święty Jan Paweł II pisał, że „Człowiek, ażeby osiągnąć życie wieczne, potrzebuje Eucharystii. Jest to pokarm oraz napój, który przemienia życie człowieka i otwiera przed nim horyzont życia wiecznego”. Tak trudno niekiedy to zrozumieć...   

- Warto też sobie uzmysłowić fakt, że określenie „Najświętsza” nie wyczerpuje w żaden sposób omawianej tematyki. To tylko mizerna próba zrozumienia, czym jest ta nasza największa tajemnica naszej wiary. Jako stworzenie możemy jedynie przyjąć z miłością ten wielki dar obecności Miłości Bożej. Boże Tajemnice są tak głębokie i niepojęte, że możemy się do nich jedynie zbliżyć i przyjąć, ale nie sposób ich dogłębnie poznać.

Eucharystia to sakrament, który ma nam nieustannie przypominać o Bożej obecności wśród nas? 

- To wielki dar miłości Bożej, który ustanowiony podczas Ostatniej Wieczerzy, wypełnił się przez śmierć i chwalebne zmartwychwstanie naszego Zbawiciela. Chrystus ustanawiając ten sakrament dał nam możliwość uczestnictwa w Jego męce i zmartwychwstaniu. Podczas każdej Mszy Świętej karmi nas najpierw swoim Słowem, aby poruszyć serce, a następnie udziela nam Siebie, abyśmy zostali umocnieni, abyśmy mogli przy Nim trwać, abyśmy mogli żyć pełnią życia w Nim. 

Z drugiej strony – nie tak łatwo wcale dziś, kiedy w stolicy naszego kraju są zdejmowane krzyże – mówić o swojej wierze, bo można również i przez wyznanie wiary w Chrystusa zostać wyśmianym, „stracić” znajomych, z którymi fajnie spędzamy czas... Czy naszą wiarę widać?  

- Trzeba zrobić wszystko, aby wiary swojej nie osłabiać i lekkomyślnie nie narażać się na jej utratę. Wiarę – obok nadziei i miłości – otrzymaliśmy w darze od Boga w momencie chrztu świętego. Praktykę wiary uczyli nas wprowadzać w życie nasi rodzice, dziadkowie i babcie. Na wszystkich etapach życia było, jest i będzie aktualne „…wiarę swoją mężnie wyznawać, bronić jej i według niej żyć”. Bez szacunku do rzeczy świętych nie można mówić o wierze. O żadnej wierze. 

Co się z nami dzieje, że nie potrafimy czy nie chcemy okazać należnego szacunku Jezusowi Eucharystycznemu? 

- W ubiegłym roku obiegło sieć nagranie z parafii Ossanesga w diecezji Bergamo (Włochy), w którym ksiądz postanowił dać naczynie do rozdzielania Eucharystii małej dziewczynce. Kilkuletnie dziecko udzielało Komunii Świętej wiernym. Fakt ten wywołał wielkie poruszenie i wcale nie dziwię się. Pośpiech, nonszalancja czy brak wyobraźni? A może wszystkiego po trochu? Poprzez takie postępowanie można zniechęcić i spłycić to, co dla ludzi wierzących jest najważniejsze podczas Eucharystii – prawdziwe spotkanie z Chrystusem w Komunii Świętej.

Dlaczego Msza Święta jest taka ważna? 

- Ojciec Święty Jan Paweł II w swoich homiliach i przemówieniach, a szczególnie w encyklice „Ecclesia de Eucharistia”, pragnął abyśmy uczyli się prawdziwego szacunku i zachwycili się darem Eucharystii, gdyż Msza św. nie jest jednym z wielu cennych darów, ale jest to dar największy, jaki otrzymaliśmy od Chrystusa. Eucharystia jest „…źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego. W Niej bowiem zawiera się całe dobro duchowe Kościoła” (EE 1).

Kilka dni temu wyszliśmy na ulice naszych miast z Jezusem, w procesji na Boże Ciało. I wcale nie szła tylko garstka starszych ludzi, ale często wręcz – tłum. Idziemy, bo wierzymy, że nasz Zbawiciel żyje. Później chyba trochę - z różnych względów, ta nasza wiara w Jezusa słabnie, co przekłada się na naszą obecność podczas Mszy Świętych w „zwykłą” niedzielę?  

- Przeszkodą na drodze wiary w Chrystusa i Jego obecności w Eucharystii jest zadziwiający zwyczaj wielu polskich katolików, którzy „uczestniczą” we Mszy św. przed kościołem albo przy murze kościelnym. Obok ołtarza wolna przestrzeń, a ludzie cisną się pod chórem lub za drzwiami. W polskich kościołach im dalej od Chrystusa tym większy tłok, im dalej od ołtarza tym ciaśniej. Jest to całkowicie niezrozumiałe z punktu świadomego uczestnictwa we Mszy św., czyli minimum, które trzeba spełnić, aby zadość czynić powyższemu obowiązkowi. Byłoby to jednak bardzo smutne, gdybyśmy tak ważne spotkanie z Chrystusem ograniczyli jedynie do bezwzględnego obowiązku.

Co powinniśmy zrobić? 

- Do tego, aby przeżywać głębię spotkania z Chrystusem potrzeba przed wszystkim pełnego uczestnictwa we Mszy św., czyli przyjmowania Ciała Pańskiego: „Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6, 53-54).

Czy naprawdę to za mało żeby wreszcie uwierzyć i żyć? Nie tylko tutaj na ziemi, ale przede wszystkim w wieczności. Przecież to jest nasz cel – spotkać Chrystusa w wieczności.


___

Źródło: PCh24.pl  

czwartek, 30 maja 2024

[WYWIAD] Radość z odkrycia skarbu Eucharystii

[WYWIAD] Radość z odkrycia skarbu Eucharystii

- W naszym przekonaniu katolickim wyznanie wiary sprowadza łaskę obecności Zbawiciela i błogosławieństwo na tych, którzy dokonują tego aktu. Co więcej! Łaska tego błogosławieństwa spływa na nas i na miejsce gdzie wyznajemy naszą wiarę. Stąd wychodzimy z kościoła z Najświętszym Sakramentem w celu wyznania naszej wiary w miejscu gdzie żyjemy na co dzień, by i tam spłynęło Boże błogosławieństwo - przypomina Ks. dr Stanisław Mieszczak SCJ – liturgista, rekolekcjonista 


pixabay.com/pl/


Księże Doktorze, Boże Ciało to jedno z najważniejszych świąt w Kościele Katolickim. Skąd się wzięła Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa?

- W XI i XII rozwijała się w Kościele katolickim refleksja teologiczna na temat prawdziwej obecności Pana Jezusa Chrystusa w postaciach eucharystycznych. Przy takich dyskusjach u niektórych teologów powstały także wątpliwości w przyjmowaniu tej prawdy wiary. I tu pojawia się ciekawa reakcja wiernych. Gdy usłyszeli o wątpliwościach uczonych teologów chcieli swoją prostą i ufną wiarę po prostu wyznać. Chcieli pokazać, że wierzą w prawdziwą obecność naszego Zbawiciela pod postaciami chleba i wina. To była wiara Kościoła modlącego się. Zażądali więc od duchownych, którzy sprawowali Eucharystię, by po słowach konsekracji ukazywali wiernym hostię i wtedy przyklękali pokornie wyznając wiarę. Podobnie stało się także nieco później z kielichem i z Krwią Pańską. W ten sposób w Kościele Katolickim narodziło się podniesienie w czasie Mszy Świętej. Wcześniej go nie było. Były to początki publicznej czci Eucharystii. Do tego doszedł jeszcze inny Boży znak, czyli cuda eucharystyczne. Były to nadzwyczajne znaki ze strony Pana Boga, które potwierdzały wiarę Kościoła w prawdziwą obecność naszego Pana pod postaciami chleba i wina. Trzecim i chyba decydującym w tej sprawie motywem, były objawienia prywatne bł. Julianny de Cornillon (1193-1258) w Liège. Pan Jezus dał do zrozumienia tej zakonnicy, że brakuje święta ku uczczeniu Tajemnicy Jego obecności pod postacią chleba i wina. Był Wielki Czwartek, ale tam rozważano tę Tajemnicę w kontekście męki Zbawiciela. Brakowało natomiast radosnego świętowania tego Daru. Joanna przekazała treść tych objawień władzom duchownym w Kościele. Po różnych dyskusjach, wątpliwościach i rozważaniach papież Urban IV ustanawia to święto w 1264 roku dla całego Kościoła. Zostało to ogłoszone w Orvieto w związku z innym cudem eucharystycznym w niedalekim Bolsena. Tak więc wprowadzeniu tej uroczystości towarzyszyła pogłębiona refleksja na temat tej prawdy wiary oraz nadprzyrodzone znaki. W XIV wieku to święto zostało potwierdzone i z czasem zaczęły pojawiać się także procesje eucharystyczne, które ostatecznie stały ważną częścią tej uroczystości. 

Powstała zatem uroczystość Bożego Ciała. Jednak dla pewnej równowagi wprowadzono potem także święto Najdroższej Krwi naszego Pana, obchodzone 1 lipca. Ponieważ jednak jego treść była bardzo podobna do uroczystości Bożego Ciała, więc w ramach reformy po Soborze Watykańskim II w 1969 roku połączono obie te uroczystości w jedną. Mamy więc dzisiaj Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, obchodzoną we czwartek po uroczystości Trójcy Przenajświętszej.

Dlaczego Boże Ciało jest zawsze w czwartek?

- Jest to niewątpliwie nawiązanie do Wielkiego Czwartku, pamiątki Ostatniej Wieczerzy i ustanowienia sakramentu Eucharystii i kapłaństwa. Tradycyjnie także zawsze w czwartki w liturgii Kościoła nawiązujemy do Tajemnicy Eucharystii.

Co jest głównym punktem Uroczystości? 

- Potocznie uważa się, że w centrum tej Uroczystości jest procesja z Najświętszym Sakramentem po ulicach naszych wiosek i miast. Trudno temu zaprzeczyć. Badając jednak bardziej uważnie zarówno teksty liturgiczne jak i tradycję Kościoła w tym względzie zauważamy przede wszystkim potrzebę wyznania wiary w prawdziwą obecność Zbawiciela pod postaciami chleba i wina. To publiczne wyznanie wiary jest w centrum obchodu. Więcej! W tej Uroczystości otrzymujemy od Boga łaskę, która uzdalnia nas do autentycznego wyznania tej wiary. Celebracja rozpoczyna się przede wszystkim na Mszy Świętej, w przyjęciu Komunii Świętej i jej przedłużeniem jest dopiero procesja eucharystyczna.

Uczestnictwo w procesji jest obowiązkowe? 

- Obowiązkiem dla katolika jest uczestniczenie we Mszy Świętej w tym dniu. Takiego obowiązku nie ma w stosunku do procesji. 

Dlaczego jednak warto się na nią wybrać? 

- Ale właśnie – czy dla wierzącego uczestnictwo w tym publicznym wyznaniu wiary nie staje się dobrą okazją do przeżycia w pełni swojej przynależności do wspólnoty wierzących i do Kościoła? Jest nam to po prostu potrzebne z punktu widzenia naszej wiary. Przez uczestnictwo w takim akcie umacniamy się jako katolicy.

Jaki jest sens tego pójścia z Chrystusem poza mury świątyni? 

- To pytanie jest bardzo uzasadnione, szczególnie wobec dzisiejszych ataków ośrodków liberalnych i laickich na wszelkie publiczne przejawy kultu katolickiego. W naszym przekonaniu katolickim wyznanie wiary sprowadza łaskę obecności Zbawiciela i błogosławieństwo na tych, którzy dokonują tego aktu. Co więcej! Łaska tego błogosławieństwa spływa na nas i na miejsce gdzie wyznajemy naszą wiarę. Stąd wychodzimy z kościoła z Najświętszym Sakramentem w celu wyznania naszej wiary w miejscu gdzie żyjemy na co dzień, by i tam spłynęło Boże błogosławieństwo. Błogosławieństwo spływa oczywiście przede wszystkim na człowieka wyznającego swoją wiarę, ale w tej sposób zostają pobłogosławione także nasze wioski, ulice i domostwa. Dobrym przykładem tej wiary jest znana nam historia procesji eucharystycznej ojca Kordeckiego po wałach Jasnej Góry w czasie oblężenia szwedzkiego. Obrońcy walczyli i przyklękali z wiarą przed Najświętszym Sakramentem, przekonani o Bożej pomocy. Podobnie było niedawno, w czasie pandemii. Kapłani nieśli Najświętszy Sakrament pomiędzy domami, aby wierni mogli wyznać swoją wiarę i uzyskać Boże błogosławieństwo w tych trudnych godzinach. My robimy to zatem także i dzisiaj z podobną wiarą. Boże błogosławieństwo jest nam zawsze potrzebne. Mamy jednak świadomość, że może to prowokować nawet negatywne reakcje. Jednak prawo do wyznawania własnej wiary to standardy życia społecznego dzisiaj.

Procesja odbywa się do czterech ołtarzy. Dlaczego? 

- Przepisy liturgiczne mówią o tzw. stacjach, czyli po prostu zatrzymaniach się w celu medytacji, rozważania. By ułatwić to rozważanie zaczęto przygotowywać specjalnie cztery ołtarze. Ponieważ przedmiotem tej medytacji były zawsze fragmenty Ewangelii, a że Ewangelie są cztery, więc powstały cztery stacje – ołtarze. Dzisiaj przy pierwszym ołtarzu czyta się fragment Ewangelii św. Mateusza o ustanowieniu Eucharystii. Przy drugiej stacji rozważamy scenę rozmnożenia chleba, opisaną przez św. Marka. Święty Łukasz opisuje nam jak uczniowie w Emaus poznali Jezusa po łamaniu chleba. A święty Jan przypomina nam modlitwę Pana Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy, gdy prosi on Ojca o łaskę zachowania jedności dla swoich uczniów. Cztery Ewangelie, czyli wszystkie, mówią nam po prostu, że jest to główne przesłanie Nowego Testamentu.

Boże Ciało to też piękne tradycje - jak chociażby sypanie kwiatków przez dzieci czy zakładanie pięknych strojów ludowych. O czym jeszcze warto wspomnieć?  

- Te piękne zwyczaje przyciągają uwagę nawet ludzi niewierzących. I dobrze! Piękno zawsze jest znakiem szczególnej obecności Boga. Trzeba jednak pamiętać dlaczego ubieramy odświętne stroje, dlaczego pojawia się sypanie kwiatów itd. Dla nas motywem jest dostrzeżenie i uczczenie obecności Pana Jezusa pośród nas w Tajemnicy Eucharystii. Boję się, że często te manifestacje przeradzają się jedynie w wydarzenia o charakterze folklorystycznym. Czy w ten sposób nie stają profanacją tego co święte? Może nie! Ale nie spełniają swojego zadania we wspólnocie wierzących. I to zależy w dużej mierze od każdego z nas. Trzeba tej refleksji i wysiłku, by uszanować świętość tego wydarzenia.

Czym różni się Uroczystość Bożego Ciała od codziennej Eucharystii? 

- Istotnej różnicy nie ma. Zawsze chodzi o zbliżenie się do naszego Zbawiciela. Jednak w uroczystość, podobnie jak w każde inne święto w Kościele, otrzymujemy specjalną łaskę tego dnia do głębszego zrozumienia przeżywanej Tajemnicy. A myślę, że szczególnie dzisiaj potrzebujemy tej Bożej pomocy wobec zagrożeń dla naszej wiary.

Jako, że już jest bardzo ciepło - muszę o to zapytać - jak się ubrać na Boże Ciało? Czy odkryte ramiona i trochę krótka spódnica "przejdą"? Czy panowie mogą pójść w krótkich spodniach?

- Pewnie nikt nie będzie upominał nikogo, ale czy na ważne spotkanie lub na koncert do filharmonii wybralibyśmy się w taki sposób? Trzeba pomyśleć czym jest to wydarzenie dla nas, a w konsekwencji wybierzemy właściwy sposób zachowania się.


___ 

Źródło: PCh24.pl  

niedziela, 26 maja 2024

[KOMENTARZ] Zatroskani, zazdrośni czy zalęknieni?

[KOMENTARZ] Zatroskani, zazdrośni czy zalęknieni?

Porównywanie się do innych, czy ktoś ma lepiej lub gorzej jest jednym z najgłupszych pożeraczy naszego czasu i pozostałych zasobów. Żyj lepiej swoim życiem. Żyj tu i teraz, a odkryjesz, że Bóg prowadzi Cię najlepszą ścieżką z możliwych i że również dla innych jest dobry. 


pixabay.com/pl/


👀 ZATROSKANI, ZAZDROŚNI CZY ZALĘKNIENI?

W Ewangelii widzimy uczniów, którzy są zatroskani o to, że ktoś spoza ich grona skutecznie wyrzuca złe duchy. 

Ponieważ jest to historia sprzed Zesłania Ducha Świętego - wydarzenia, które zmieniło serca uczniów, możemy domyślać się, że oprócz faktycznej troski o to, co dziś nazwalibyśmy „czystością wiary”, była tam również pewna domieszka zazdrości i skupienia się na sobie podszytego strachem, że na skutek czyjejś działalności oni sami coś stracą, np. uprzywilejowaną pozycję wśród pozostałych uczniów. 

Oczywiście nie znamy ich serc, nie znamy proporcji poszczególnych intencji, które nimi kierowały, ale historia ta jest dobrym przykładem na to, jak Bóg wychowuje nas do coraz dojrzalszego myślenia o Jego działaniu. 


BÓG DOBRY DLA WSZYSTKICH

Okazuje się tu, że Bóg ma swoje drogi działania, które wymykają się naszym ciasnym schematom. Bóg udziela hojnie swojej łaski każdemu człowiekowi, bo chce zbawienia wszystkich ludzi. Każdemu, czyli również takiemu, który w naszych oczach na to nie zasługuje. Ale taka jest właśnie definicja łaski - jest to przecież dar dany za darmo, nie ze względu na czyjeś zasługi, ale ze względu na miłość Boga. 

Kiedy widzimy jak Bóg daje swą łaskę innym, pojawia się wtedy bezcenne pytanie - jak ja na to zareaguję. I spoglądając w swoje serce, możemy się wtedy bardzo dużo dowiedzieć i o sobie, i o Bogu, gdy widzimy, że jest On dobry dla innych, dla tych „złych”, dla moich wrogów i nieprzyjaciół. 


🔬 CO WIDZĘ W SWOIM SERCU?

Możesz wtedy wpaść w zazdrość i porównywanie się do innych. Zazdrość polega na tym, że widzisz czyjeś obdarowanie, ale nie cieszy cię to, tylko smuci i złości. Towarzyszy temu często myśl, że inni mają lepiej, a ja gorzej. Gorzej, bo aktualnie cierpię, bo czegoś mi brak, bo w tej konkretnej sytuacji jaką aktualnie przeżywam, trudno mi uwierzyć w Bożą dobroć również dla mnie. 

Wynika to często ze strachu i nieufności względem miłości Boga. Boję się, że dobroć Boga już się dla mnie skończyła lub w pewnym dniu skończy. Boję się, że jutro, a może nawet już dziś może mi zabraknąć Jego łaski. Przestaję wierzyć, że jestem tak samo dobrze, mądrze i czule prowadzony przez Boga jak inni. Mam wrażenie, że moja droga, którą mnie Bóg prowadzi jest jakaś gorsza, a czyjaś lepsza. 

Takie myśli i odczucia, choć trudne same w sobie, są fantastycznym materiałem do popracowania nad najważniejszymi decyzjami wiary, a szczególnie nad zaufaniem w Bożą Dobroć i Miłość. Jeżeli okoliczności twojego życia - patrząc po ludzku - nie pomagają w podjęciu tych decyzji, to tak naprawdę pomagają, i to bardzo! Właśnie wtedy możesz wyrazić i pogłębić swoją wiarę w Boga: w cierpieniu, w ciemnościach, w niezrozumieniu swojego życia, a nawet w tym, że widzisz dobroć Boga dla innych, a dla siebie nie. 

Jak to jest z twoją wiarą? Ufasz również wtedy gdy jest źle? Czy tylko wtedy, gdy jest dobrze?

Ks. dr Piotr Spyra 

niedziela, 19 maja 2024

[KOMENTARZ] Duch Święty w naszej słabości

[KOMENTARZ] Duch Święty w naszej słabości

To nie twoja doskonałość, ale słabość i beznadzieja uprawniają cię do proszenia o Ducha Świętego. Łatwo się to mówi, gdy czujesz się przed Bogiem bogaty w zasługi. Gdy jednak jesteś świadom swojej nędzy, jakże trudno jest wtedy zwracać się do Boga. Dlatego pomimo tego, jak źle się dziś czujesz, wołaj o Ducha Świętego! 


pixabay.com/pl/


💛 GDY ODKRYWASZ PRAWDĘ O SOBIE

Bardzo lubimy stawać przed Bogiem z poczuciem, że mamy co dać Mu w zamian i - jak to się mawia w Kościele - z "naręczem dobrych uczynków". Modlitwa jest wtedy prosta, bo człowiek nie czuje się wtedy jak Adam i Ewa po wygnaniu z Raju, doświadczający swojej nagości i nędzy. 

Takimi atrybutami, które dają nam poczucie, że mam z czym przyjść do Boga jest chociażby czas, który Mu świadomie daję, pragnienia i chęci by Mu służyć, moja modlitwa, moje poświęcenie.  

Czasem jednak Bóg daje poznać, że nic z tych rzeczy nie jest tak naprawdę moje. I pojawia się duży problem. 

Głupio tak „modlić się”, nie mając absolutnie żadnej chęci na modlitwę. Równie nieprzyjemne jest stawanie przed Bogiem z poczuciem, gdy wszystko ci mówi, że tak naprawdę to Go nie chcesz, ale resztkami wiary przymuszasz się do modlitwy. Nawet samo przyznanie się do tego jest czymś co mnie upokarza, zawstydza i czymś czego nie chce. Podobnie jak to, że nie wiem jak się modlić, nie umiem tego robić, nie daje mi to pocieszenia, a tylko sprawia ból. 

Do tej listy braków możesz dorzucić swoje aktualne, aby skompletować twój własną „encyklopedię nędz”. 


💙 JESTEM I CZEKAM

Jeśli doświadczasz takiego lub podobnego stanu, jest w tym jakiś Boży zamysł. Nie ma przypadków, a wszystko co nas spotyka służy naszemu dobru, o ile spojrzysz na to oczami wiary lub jej resztkami - jeśli przeżywasz jakiś kryzys. 

I to są te błogosławione momenty, gdy nie zostaje ci nic innego, jak przyjście do Jezusa i powiedzenie: jestem i czekam. 

Nie mam nic, z czym mógłbym przed Tobą stanąć i czym Ci się pochwalić. Raczej przynoszę Ci te część mojego życia, która jest martwa, chora i która potrzebuje cudu


💚 DUCH ŚWIĘTY W NASZEJ SŁABOŚCI

A co robi Jezus? Do naszej nędzy posyła dar Ducha Świętego. To jakby płomień w mroku mojej duszy. Jakby woda, która ożywia to co wysuszone. Jakby wiatr, który poruszy mnie ku Bogu i innym ludziom. To ogień, który rozpali we mnie boską miłość, bo sam tego nie potrafię. 

Jezus daje nam to, co Bóg ma najlepszego, bo sam mówi dziś do swoich uczniów, że Duch Święty „z mojego weźmie i wam objawi”. 

Duch Święty jest duchem prawdy, który pozwala mi najpierw na odkrycie mojej nędzy, a potem pokazuje niepojęty ogrom bogactwa Boga, którym tak chętnie chce nas obdarowywać. 

Głowa do góry, biedny człowieku. To nie twoje zasługi, lecz właśnie twoja bieda uprawnia Cię najbardziej do przyjęcia Tego, który jest Wszystkim. Masz Jego - masz wszystko. Dlatego od dziś jeszcze bardziej Go wzywaj, zaprzyjaźniaj się z Nim, powierzaj się Jego prowadzeniu. Bóg uwielbia wypełniać naszą nędzę sobą. A ty powtarzaj często - "Jestem i czekam".

Ks. dr Piotr Spyra 

niedziela, 12 maja 2024

Tylko Miłość...

Tylko Miłość...

 

pixabay.com/pl/ 

Człowiek szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko miłość może uczynić go szczęśliwym. 

- Jan Paweł II 

piątek, 10 maja 2024

Z Dzienniczka Św. S. Faustyny

Z Dzienniczka Św. S. Faustyny

 

pixabay.com/pl/  

Rozumiem to dobrze, o mój Jezu, że jak chorobę mierzy się termometrem, a silna gorączka mówi nam o wielkości choroby, tak w życiu duchowym cierpienie jest termometrem, który mierzy miłość Bożą w duszy (Dz. 774). 


środa, 8 maja 2024

Modlitwa do Św. Michała Archanioła

Modlitwa do Św. Michała Archanioła

archiwum prywatne  


Święty Michale Archaniele! 

Wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. 

Amen. 


___ 

Źródło: misericors.org  

poniedziałek, 6 maja 2024

Ah, co to był za wieczór...

Ah, co to był za wieczór...

Data 6 maja 2022 roku już chyba na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Tego dnia przyjechali do nas cudowni, pełni pozytywnej energii ludzie - PRIME Orchestra z Charkowa. Dali czadu, jak zwykle 💛 To był piękny wieczór z wielu względów...  


Pożyczone ☺   

Dziś, dwa lata od tego niesamowitego wydarzenia - wciąż pozostajemy w kontakcie. Chociaż połączył nas wolontariat - w życiu nie ma przypadków. Może rzeczywiście ludzie pojawiają się w naszym życiu przypadkiem, ale to już nie przypadek decyduje kto w nim pozostaje...  


archiwum prywatne 

Bardzo jestem wdzięczna kierownictwu PKiN i naszej uroczej Pani Prezydentce za dobroć i życzliwość i pamięć o mojej skromnej osobie, a w czasie kiedy byłam koordynatorką wolontariuszy - za zaufanie. Bardzo było i jest to dla mnie ważne... 

Mojej niezwodnej ekipie z wolontariatu - za wspólne godziny - dni i noce, za dobrą energię, motywację i otuchę, kiedy z bezradności tak często leciały łzy... Przy okazji dziękuję też kolegom z Policji... 👮👮 i pozdrawiam policjantów z mojej ulubionej komendy - którzy czytają to, co piszę 😎  

Wolontariat to też piękny czas, za który bardzo jestem wdzięczna... Do dziś mam kontakt z wieloma ludźmi, których w tamtych tragicznych dniach poznałam. Tego, ile i w jaki sposób wróciło do mnie dobro - nie da się nawet krótko opisać, ale działy się wtedy i dzieją się nadal niesamowite historie... 💙💛 

Bardzo za wszystko WSZYSTKIM dziękuję 💞 


archiwum prywatne 


I dziękuję też moim ludziom z PRIME Orchestra - za zaproszenia na koncerty, za tony dobrej energii, życzliwość... Za wszystko... 


archiwum prywatne 

Jak dobrze być z dobrymi ludźmi... 💙💛  

niedziela, 5 maja 2024

[KOMENTARZ] Pokój od Jezusa dostępny zawsze

[KOMENTARZ] Pokój od Jezusa dostępny zawsze

Co jest dla ciebie źródłem pokoju serca? Bo jeśli są to „pośrednicy”, a nie sam Bóg, prędzej czy później, mniej lub bardziej zawiodą. Dlatego szczęśliwy zaś ten, kto pokłada ufność w Panu i umie w Nim znaleźć pokój, niezależnie od swojego położenia. 


pixabay.com/pl/


POKÓJ JAKI DAJE ŚWIAT

Bardzo byśmy chcieli prowadzić spokojne, stabilne i szczęśliwe życie. Ten stan nazywamy często „pokojem” serca. 

Odczuwamy go zazwyczaj wtedy, gdy nasze podstawowe potrzeby są zaspokojone, czyli gdy sytuacja finansowa jest stabilna, pewna i przewidywalna. Gdy nie ma wielkich konfliktów w rodzinie, a ci którzy nas kochają są wiarygodni i mamy pewność niezmienności ich uczuć względem nas (na ile oczywiście można być pewnym drugiego człowieka). Gdy czujemy się bezpieczni, kochani, spełnieni. 

Jest jednak pewien problem. Wszystkie powyższe wyobrażenia w Ewangelii jest to pokój, jaki daje świat. Jest to coś dobrego, bo wszystko co stworzył Bóg jest dobre, jednakże pokój ten jest niewystarczający do osiągnięcia szczęścia.


🌿 DLACZEGO NIEWYSTARCZAJĄCY?

Czym się różni pokój, który daje Jezus od tego, który daje świat?

Po pierwsze - pokój, który daje świat jest pokojem "niepokojącym", bo jest niepewnym, czyli jakby z definicji niezasługującym na to, by oprzeć na nim całe swoje życie. 

Jeśli źródłem twojego pokoju są pieniądze, jeden krach finansowy lub wojna i wszystko tracisz. Jeśli opierasz się na ludziach, prędzej czy później zawiodą cię i staniesz się cynikiem, mówiąc że już nigdy nikomu nie zaufasz i nie pomożesz. Jeśli ufność pokładasz w swoim sprycie i umiejętności ogarniania życia, dobrze wiesz, że mogą pojawić się niespodziewane okoliczności, których nie przewidzisz i cały twój plan pójdzie na dno. 


💒 POKÓJ OD JEZUSA DOSTĘPNY ZAWSZE

Z powodu tej zmienności świata, rozsądny człowiek będzie chciał oprzeć swoje życie na czymś niezmiennym i naprawdę trwałym. Takim czymś jest pokój, który przynosi Jezus. 

Jezus nie tylko życzy ci pokoju, ale jak sam mówi - zostawia i przekazuje go nam. Możemy z tego pokoju korzystać w pewnym uproszczeniu na dwa sposoby. 

Pierwszy sposób polega na tym, że płynie on przez wszystkie wymienione wyżej ważne dla nas obszary życia: pieniądze, rodzina, ludzie, stabilna praca itp. Nie popełnij błędu bałwochwalstwa widząc w nich twój pokój, tylko odnoś te dary zawsze do ich Dawcy. Wtedy będziesz mógł z nich korzystać, radować się nimi, chwalić Boga za nie i mieć jednocześnie do nich właściwą wolność i dystans. 

Drugi sposób jest nieco trudniejszy, bo polega na ominięciu tych ziemskich dóbr (pokoju "tego świata"). Czasem Pan Bóg wychowując nas, pozwala nie doświadczać przez jakiś czas niektórych ziemskich elementów pokoju. Są to sytuacje, gdy na kimś bardzo się zawiedziesz, brakuje pieniędzy, zdrowia, poczucia bezpieczeństwa lub wydarzy się coś takiego, że wyprowadzi cię to całkowicie z równowagi. I co wtedy? Wtedy masz wspaniałą okazję odkryć czym jest pokój Jezusa, podłączając się prosto do serca Jezusa z pominięciem ziemskich "kanałów" manifestacji tego pokoju. 

Trzeba do tego wiary i ufności. Czyli takich postaw, że nie obrażasz się na Boga za to, że coś poszło nie po twojej myśli, tylko idziesz do Niego i ufasz, że to co On ci da jest o wiele większe i lepsze niż pokój tego świata. Spróbuj tak zrobić, jeśli jesteś w tej sytuacji. Pomódl się najszczerzej jak umiesz i obserwuj co się potem będzie działo.

Ks. dr Piotr Spyra 

piątek, 3 maja 2024

[WYWIAD] Litania Loretańska - inspiracja do pogłębienia modlitwy...

[WYWIAD] Litania Loretańska - inspiracja do pogłębienia modlitwy...

- Litania jest modlitwą prostą, ale to nie znaczy, że płytką. Łatwą do recytacji, śpiewu. Dzięki niej modlą się oczy i usta, kolana i ręce, rozum i wola. Modlą się również człowiecze uczucia. Modlitwa litanijna obejmuje całego człowieka! Wprowadza go w medytację, czyli niezwykle trudną, lecz nieodzowną w rozwoju wewnętrznym formę rozmowy z Jezusem - mówi o. dr Ireneusz Klimczyk – dyrektor Instytutu Maryjno – Kolbiańskiego „Kolbianum” w Niepokalanowie 


pixabay.com/pl/


Ojcze Doktorze, skąd wywodzi się kult Matki Bożej Loretańskiej?

- Kult Matki Bożej Loretańskiej jest związany z sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Jest to, jak mówił Jan Paweł II, „sanktuarium cudowne”, składające się z domu z Nazaret, w którym urodziła się i żyła Maryja Panna. W tych ścianach miało miejsce Zwiastowanie, a co za tym idzie również Wcielenie Syna Bożego. W tym domu bywała, a może i żyła Święta Rodzina. Wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej jest obchodzone 10 grudnia. Data ta upamiętnia cudowne przeniesienie Domku do Loreto. Miało to miejsce w 1294 roku. Zgodnie z tradycją przeniesienia mieli dokonać aniołowie, by uchronić tę pamiątkę Wcielenia przed muzułmanami. W nocy z 9 na 10 grudnia Domek stanął na dzisiejszym miejscu, o czym w mistycznym widzeniu został poinformowany eremita Paweł, który z kolei zawiadomił władze kościelne. Ze względu na to cudowne przeniesienie, Benedykt XV w 1920 roku ogłosił Matkę Bożą Loretańską Patronką Lotników. 

Co oznacza termin "litania"?

- Termin "litania" (gr. lite, łac. litanea - prośba, błaganie) oznacza dosłownie modlitwę błagalną. Od innych modlitw, różni się specyficznym układem. Genezę litanii jako formy modlitwy znajdujemy w tekstach ewangelicznych, w których ludzie spotykający Jezusa, zanoszą do Niego swoje błagania: np. „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nad nami", „Panie, zmiłuj się nade mną". Litania złożona jest z szeregu wezwań-inwokacji, po których, w litaniach do Matki Bożej i świętych następuje stała odpowiedź: „Módl się za nami". Podkreślają one fakt, że przez wstawiennictwo Maryi zwracamy się do Boga. Ona uczestniczyła w najważniejszych wydarzeniach życia swojego Syna. Była przy Nim obecna od tajemnicy dziewiczego poczęcia w Nazarecie, aż do Jego śmierci. Dlatego czymś naturalnym stało się nadawanie różnych tytułów, przypominających Jej obecność podczas ważnych faktów z życia Jezusa: „Matka Boża Zwiastowania", „Matka Bolesna", „Uczennica", „Współpracownica Jezusa" itp. Takie czy inne określenia i wezwania wypływały z wiary i miłości. W ten sposób można wyjaśnić powstanie litanii. Litanie ku czci Matki Najświętszej znane są już od średniowiecza. Ich autorzy wzorowali się na pochodzącej z końca VI w. Litanii do Wszystkich Świętych.

Jak powstała Litania Loretańska?

- Każdego roku podczas nabożeństw majowych w polskich kościołach i kapliczkach rozbrzmiewa Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny. Przymiotnik "loretańska" pochodzi od włoskiego miasta Loreto, gdzie w bazylice, zgodnie z podaniami, znajduje się domek Matki Bożej. Litania do Najświętszej Maryi Panny była tam szczególnie propagowana i odmawiana. Nie narodziła się jednak w Loreto. Jej geneza jest trudna do ustalenia. Najprawdopodobniej w swej charakterystycznej formie i podstawowym zarysie pojawiła się w manuskrypcie paryskim z końca XII w. Można również wykazać, że niektóre wezwania, skierowane do Maryi, znajdowały się w Litanii do Wszystkich Świętych. Z biegiem czasu dodawane nowe tytuły stawały się coraz liczniejsze i stopniowo utworzyły nową grupę, która oderwała się od początkowego pnia. Pośród licznych schematów litanii maryjnych utrwalił się właśnie ten, który był używany od pierwszej połowy XVI w. w pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym, w Loreto. W dokumentach papieskich pojawiła się o niej wzmianka w 1581 r., w bulli Redituri papieża Sykstusa V, który udzielił za jej odmawianie 200-dniowego odpustu. Kolejne odpusty przypisali do niej Pius VII oraz Pius XI w 1932 r. Po raz pierwszy ukazała się drukiem w 1572 r. we Florencji i zawierała 43 wezwania. Określenie Litania Loretańska stosowane było częściej od 1575 r., kiedy to dyrygent chóru w Loreto, Constanzo Porta skomponował do niej melodię. W Litanii Maryja przywoływana jest jako „Matka Stworzyciela”, „Róża duchowna” czy „Królowa Różańca świętego”. Z powodu mnożących się wezwań papież Klemens VIII wydał w 1601 r. dekret, który mówił o konieczności zatwierdzenia jej przez Stolicę Apostolską. Urzędowo zatwierdził ją papież Benedykt XIV.

Można powiedzieć, że Litania Loretańska składa się z trzech części? 

- W skład Litanii Loretańskiej wchodzą: Wstęp, który podobny jest do tego z Litanii do Wszystkich Świętych i z Litanii do Najświętszego Imienia Jezus. Drugą część Litanii stanowi temat główny, składający się z trzech przenikających się nawzajem wątków: dogmatycznego, obejmującego wezwania wynikające z dogmatów Kościoła, takich jak: „Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta", „Królowo wniebowzięta", „Święta Boża Rodzicielko"; historiozoficznego, który obejmuje wezwania symboliczne, którymi w Litanii opisywana jest Matka Boża: zwierciadło, przybytek, róża duchowna, wieża dawidowa, dom złoty itp.; eschatologicznego, który ukazuje Maryję wielbioną w niebie oraz łaski, które za Jej wstawiennictwem otrzymujemy: „Uzdrowienie chorych", „Ucieczka grzesznych", „Pocieszycielka strapionych". Trzecia część to zakończenie, składające się ze stałych wezwań, zaczerpniętych z innych litanii: np. modlitwa Baranku Boży. Następnie występują wersety modlitwy końcowej.

Dlaczego mówi się, że Litania Loretańska jest modlitwą biblijną? 

- W Litanii Loretańskiej następują wezwania o korzeniach biblijnych. Są one bardzo ważne, ponieważ wpisują Maryję i Jej misję w historię Izraela, w proroctwa zapowiadające przyjście Mesjasza. Wezwania biblijne osadzają ludową pobożność odmawiania Litanii Loretańskiej w Piśmie Świętym. Ponadto w ten sposób dla wiernych Litania ta staje się biblią pauperum – biblią ubogich, wprowadza ich w teksty i obrazy biblijne. Na przykład tytuł „Zwierciadło sprawiedliwości” przypomina biblijne nauczanie o sprawiedliwości, stanowiącej w Starym Testamencie synonim świętości. Tytuł „Wieżo Dawidowa” przypomina o żydowskim pochodzeniu Maryi. Tytuł „Wieżo z kości słoniowej” nawiązuje do Księgi Pieśni nad pieśniami. Kość słoniowa to szlachetny materiał, a wieża kojarzy się z siłą i obroną. Jednym z najpiękniejszych biblijnych tytułów Maryi jest nazwanie Jej „Arką przymierza”. Arka przymierza stanowiła najświętszą rzecz kultu Starego Testamentu. Znajdowała się ona w najświętszym miejscu w świątyni i przechowywano w niej tablice Dekalogu, tablice przymierza, które Mojżesz otrzymał od Boga na Górze Synaj. Maryja jest jak Arka, bo w Niej zamieszkał sam Bóg.

Wróćmy jeszcze do tego, że do Litanii dodawane są też nowe wezwania. Jaki jest tego powód?

- Dawniej w Litanii było więcej tytułów, m.in.: „Mistrzyni pokory", „Matko Miłosierdzia" czy „Bramo Odkupienia". Później pojawiały się inne wezwania: „Królowo Różańca świętego" (1675), „Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta" (1846), „Matko Dobrej Rady" (1903), „Królowo pokoju" (1917), „Królowo Wniebowzięta" (1950). Podczas obrad Soboru Watykańskiego II papież Paweł VI nadał Najświętszej Maryi Pannie tytuł „Matka Kościoła", a w 1980 r. papież Jan Paweł II udzielił pozwolenia na włączenie go do Litanii Loretańskiej. Świętemu Janowi Pawłowi II zawdzięczamy też wezwanie „Królowo Rodziny", które pojawiło się w 1995 r. pośród inwokacji. Dzisiejsza wersja Litanii zawiera 52 wezwania. Po zatwierdzeniu liturgicznego święta Matki Bożej Królowej Polski 3 maja, dołączono 12 października 1923 r. tytuł „Królowo Korony Polskiej", który po II wojnie światowej zmieniono na „Królowo Polski". Oprócz zezwoleń na powszechne wprowadzenie inwokacji wydano wiele zezwoleń ograniczonych do poszczególnych diecezji lub zgromadzeń zakonnych. W 1910 r. Franciszkanie uzyskali pozwolenie na umieszczenie na ostatnim miejscu własnego wezwania „Królowo Zakonu Serafickiego", a Karmelici stosują od 1689 r. wezwanie „Królowo szkaplerza świętego".

W czym pomaga ta forma modlitwy?

- Litania jest modlitwą prostą, ale to nie znaczy, że płytką. Łatwą do recytacji, śpiewu. Dzięki niej modlą się oczy i usta, kolana i ręce, rozum i wola. Modlą się również człowiecze uczucia. Modlitwa litanijna obejmuje całego człowieka! Wprowadza go w medytację, czyli niezwykle trudną, lecz nieodzowną w rozwoju wewnętrznym formę rozmowy z Jezusem. Litania jest modlitwą, w której Bóg mówi nam "wszystko" o sobie, przypomniał Jan Paweł II. Mówi o Jezusie, o odwiecznym planie ratowania ludzkości i każdego człowieka, o swojej miłości, o swej współczującej dobroci dla każdego, o potrzebie i pięknie świętości, o hojności Boga w jej rozdawaniu. Litania to modlitewne portrety Jezusa, Maryi z Nazaretu czy też św. Józef. Litania jest rozmową intymną. Bóg odsłania przed człowiekiem swe serce. Okazuje mu zobowiązujące zaufanie. Człowiek odwzajemnia mu zaufaniem ze swej strony. W tej rozmowie rodzi się więź przyjaźni pomiędzy ziemianami a mieszkańcami nieba. Litania to boska podpowiedź, jak znaleźć drogę, sposób i środki konieczne do osobistego rozwoju. Rozwinąć się, zmężnieć, okrzepnąć. Osiągnąć autentyczną wielkość dzięki przyjaźni i łaskawości Boga.

Szczególnie w maju w naszym kraju chętnie gromadzimy się w świątyniach, czasami też przy kapliczkach - aby oddawać cześć Matce Bożej. Na czym polega fenomen Litanii Loretańskiej? 

- 17 grudnia 2001 roku Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ogłosiła "Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii". Odnośnie co do praktyki „miesięcy maryjnych", rozpowszechnionej w różnych Kościołach zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, można tu przypomnieć kilka podstawowych uwag: 191. Ograniczając się do zachodniego zwyczaju obchodzenia „miesiąca maryjnego" w maju (w niektórych krajach półkuli południowej w listopadzie), pożyteczne będzie uwzględnić wymogi liturgiczne, oczekiwania wiernych, ich dojrzałość w wierze i poznanie problematyki związanej z „miesiącami maryjnymi" w ramach „całościowego duszpasterstwa" Kościoła lokalnego, unikając jednocześnie sytuacji niezgodnych z praktykami duszpasterskimi, tzn. takich, które wprowadzałyby zamęt w umysłach wiernych. Tak byłoby np. w przypadku próby zniesienia „miesiąca maja". W wielu przypadkach najlepszym rozwiązaniem jest zharmonizowanie treści „miesiąca maryjnego" z treścią okresu roku liturgicznego. Tak np. w maju, miesiącu, który w przeważającej mierze zbiega się z pięćdziesięcioma dniami Wielkanocy, nabożeństwa powinny podkreślać uczestnictwo Maryi w tajemnicy paschalnej (por. J 19,25-27) i w wydarzeniu Pięćdziesiątnicy (por. Dz 1,14) rozpoczynającym drogę Kościoła; drogę, którą Maryja przebywa pod przewodnictwem Ducha Świętego jako uczestniczka nowości zmartwychwstania. A ponieważ te „pięćdziesiąt dni" jest właśnie czasem sprawowania i mistagogii sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego, nabożeństwa w maju mogą z pożytkiem uwydatnić rolę, jaką Dziewica Maryja, uwielbiona w niebie, odgrywa na ziemi, „tu i teraz", w sprawowaniu sakramentu chrztu, bierzmowania i Eucharystii. 

Nie każdy, kto wybiera się na do świątyni, ma przy sobie książeczkę do nabożeństwa... Można modlić się ze smartfona? 

- Św. Maksymilian Maria Kolbe często powtarzał, że media są dane przez Pana Boga. Jeśli wykorzystujemy je w sposób dobry i mądry, to nie ma przeciwwskazań, aby również w kościele korzystać z tekstów dostępnych w Internecie. Mam tu na myśli przede wszystkim modlitwę prywatną. Są jednak takie sytuacje, w których korzystanie ze smartfona i tabletu w kościele uważam za niestosowne. Nie wyobrażam sobie, aby podczas Mszy Świętej lekcjonarz czy mszał został zastąpiony przez tablet. Niewskazane jest też, aby na ambonę wychodzić z tabletem. Możemy modlić się liturgią godzin ze smartfona, pozostając w głębokim skupieniu, ale równie dobrze, posługując się książeczką do nabożeństwa, możemy modlić się w roztargnieniu. Jeżeli chcemy trwać w skupieniu podczas modlitwy, to powinniśmy, rozpoczynając modlitwę, wezwać pomocy Ducha Świętego. To On prowadzi nas po drogach modlitwy. Zasadniczo to nie ma reguł, kiedy możemy modlić się z telefonu. Musi to być powiązane z rozsądnym wyczuciem sytuacji. Nie neguję prywatnego korzystania z tekstów liturgicznych czy różnych innych modlitw, które pobieramy na smartfon czy na tablet, bo akurat nie mamy przy sobie książeczki. W takiej sytuacji aplikacje na smartfonie mogą okazać się pomocne. Przede wszystkim ważne jest to, aby robić to dyskretnie, aby nikogo nie razić. Wydaje się też, że wzrasta świadomość, iż telefon w kościele może służyć także do modlitwy.

Dlaczego warto w ogóle modlić się litaniami? 

- Świadomie odmówiona litania zawsze jest inspiracją do pogłębienia modlitwy, do lepszego rozumienia Boga i Jego działania. Ta forma modlitwy może pomóc kształtować i pogłębiać więź z Bogiem. Kiedy jest się w relacji z drugim człowiekiem, trzeba nauczyć się okazywania mu miłości na różne sposoby, także za pomocą słów, by bliska osoba czuła się piękna i kochana, zauważona i akceptowana. O ile więc bardziej warto w podobny sposób wyrażać cześć i uwielbienie samemu Bogu. Niektórzy ludzie nazywają litanie "modlitwami szturmowymi" i twierdzą, że te modlitwy mają szczególną skuteczność. Warto uświadomić sobie, że skuteczność modlitwy nie zależy od tego, z jakich słów jest ona skomponowana, ale od Bożej woli i naszej wiary. Żadna litania, choćby nawet została zatwierdzona przez wszystkich papieży, nie jest magicznym zaklęciem, które gwarantuje, że stanie się to, o co proszę. Jezus nawoływał do głębszej wiary: „Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: Podnieś się i rzuć w morze, a nie zwątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co prosicie w modlitwie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komuś, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze" (Mk 11,22-25).

Które wezwanie z Litanii Loretańskiej jest Ojcu najbliższe?

- Litania Loretańska jest dla mnie współczesnym Messengerem. Kiedy wymawiam wezwania litanijne, niejako wysyłam prośbę do Maryi aby wstawiała się u Boga w moich potrzebach. Litania Loretańska, cała  w sobie ma bogactwo wezwań, które towarzyszą mi każdego dnia, jednakże bardzo istotne dla mnie to: „Matko Dobrej Rady”, „Matko Miłosierdzia”, „Królowo Rodziny”, „Królowo Polski”, „Królowo Zakonu Serafickiego”. 


___

Źródło: PCh24.pl  

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger