sobota, 2 lipca 2022

Łatwe przepisy na lemoniady

Łatwe przepisy na lemoniady

Lemoniada to połączenie orzeźwiających właściwości i witamin, które pochodzą z cytrusów. W XIX wieku była stosowana jako lekarstwo. Są dość łatwe w przygotowaniu i wyjątkowo smaczne. Poza tym są tanie – na przygotowanie lemoniady wydamy kilka złotych. Idealne na upalne, słoneczne, wakacyjne dni, które przed nami. A Wy, macie swoje ulubione lemoniady? 😎

pixabay.com/pl/ 

🍋 Lemoniada cytrynowa 

Potrzebujemy: 1 kg cytryn, 2 litry wody, 12 łyżeczek cukru (albo miód), kostki lodu. Cytryny parzymy wrzątkiem i wyciskamy sok. Przecedzamy przez sitko, dolewamy wodę. Część wody mieszamy z cukrem (albo miodem), następnie wlewamy do wody z cytryną. Mieszamy. Podajemy z kostkami lodu i plasterkami cytryny. 

🍐 Lemoniada ogórkowa

Potrzebujemy: 1 duży ogórek szklarniowy, 2 cytryny, 1,5l wody niegazowanej, 4-5 łyżeczek cukru, miętę do podania. Do 100 ml wody dodajemy cukier i obranego, pokrojonego na mniejsze kawałeczki ogórka. Blendujemy na jednolitą masę, następnie przepuszczamy przez sito aby nie było grudek. Dodajemy sok z dwóch cytryn, dolewamy wodę i wstawiamy do lodówki. Podajemy ze świeżymi listkami mięty i plasterkami ogórka.    

🍓 Lemoniada malinowa 

Potrzebujemy: 2 szklanki świeżych malin, 2/3 szklanki soku z cytryny, 1 szklankę cukru, 1/2 szklanki wody, 1/2 szklanki świeżych malin do dekoracji. Maliny zasypujemy ½ szklanki cukru i odstawiamy by puściły sok. Z reszty cukru przygotowujemy syrop, dodajemy ½ szklanki wody. Syrop odstawiamy do wystudzenia. Maliny miksujemy na puree, przecedzamy przez sitko, aby wydobyć jak najwięcej soku. W dzbanku łączymy syrop malinowy, syrop z cukru, sok z cytryny i wodę. Dokładnie mieszamy. 

Picie lemoniady ma wiele korzyści: nawilża organizm, jest bogatym źródłem witaminy C, przywraca prawidłowe pH organizmu, wspomaga układ odpornościowy, poprawia trawienie i pomaga zachować młodzieńczy wygląd 😎 


czwartek, 30 czerwca 2022

Dlaczego się spowiadamy?

Dlaczego się spowiadamy?
Wiele osób zadaje sobie to pytanie: "Dlaczego mam iść do obcego człowieka i wypowiedzieć przed nim moje grzechy? Czy nie wystarczy po prostu stanąć przed Bogiem ina modlitwie i wyznać Mu swoje winy, a następnie przeprosić Go za nie i poprosić o odpuszczenie?". Odpowiedź na to pytanie daje nam sam Jezus, który wyznaczając apostołów, dla im władzę odpyszczania grzechów: "Tym, którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone; którym zatrzymacie, są zatrzymane" (J 20, 23). Słowa te bardzo wyraźnie wskazują, że tylko apostołowie i ich następcy, czyli współcześni kapłani, mają władzę odpuszczania grzechów. Jeśli Syn Boży chciałby, aby było inaczej, na pewno zaproponowałby inne rozwiązanie. 

pixabay.com/pl/

Wyznanie grzechów przed kapłanem uczy nas pokory. Nie jest łatwo wypowiedzieć przed drugim człowiekiem to, co jest w nas grzeszne, czego w wielu przypadkach się wstydzimy. Dlatego dla wielu z nas sakrament spowiedzi wydaje się bardzo trudny i nierzadko kłopotliwy. To tak jak w codziennym życiu, gdy coś nam się nie uda, gdy spotka nas jakaś porażka. Przecież nie lubimy o tym mówić. Gdy zawodnicy wracają do szatni po przegranym meczu, unikają spotkania z dziennikarzami, którzy chcieliby zadać im jak najwięcej pytań o przyczynę porażki. takie pytania nie są dla nich w żaden sposób przyjemne. Chcąc jednak znaleźć przyczynę przegranego meczu, dobrze jest po ustaniu pierwszych emocji usiąść do rzeczowej rozmowy z trenerem i przeanalizować popełnione błędy. Wtedy jest szansa, że w przyszłości zawodnicy unikną przynajmniej niektórych z nich i następny mecz będzie lepszy.

Wyznanie grzechów przed kapłanem pozwala nam lepiej uświadomić sobie to, że zgrzeszyliśmy, ale czasem także to, dlaczego zgrzeszyliśmy. Kiedy wypowiadamy słowa na głos, to słyszy je nie tylko drugi człowiek, lecz także my sami. To może stać się dla nas punktem zwrotnym. Kiedy sami usłyszymy, co złego uczyniliśmy, wtedy możemy powziąć postanowienie poprawy i je dotrzymać. 

Drugi człowiek potrafi zobiektyzować nasze wyznanie. Czasem bywa i tak, że obwiniamy się o rzeczy, które nie są grzeszne albo tak straszne, jak nam się wydaje. Kapłan podczas spowiedzi pełni nie tylko funkcję tego, który odpuszcza grzechy w imię Chrystusa, ale staje się naszym duchowym ojcem - kimś, kto potrafi doradzić, co robić dalej, jak pracować nad tą czy inną słabością, aby ją pokonać. 

Do Jezusa też przychodzili różni ludzie. Zadawali mu pytania, prosili o rozwiązanie dylematów sumienia. Przypomnij sobie scenę opisaną w Ewangelii św. Jana 9, 1-34, kiedy uczniowie zapytali Nauczyciela, co było przyczyną ślepoty u spotkanego niewidomego. Sugerowali, że być może jest nią grzech, którego mógł się dopuścić on lub jego rodzice. Jezus wyjaśnił im to, kładąc akcent nie tyle grzech, co na działanie łaski Bożej, która ma moc uzdrawiającą. Przychodzimy do spowiedzi przytłoczeni ciężarem naszych win i własnej niemocy. Szczera rozmowa ze spowiednikiem pozwala spojrzeć na grzech z innej perspektywy, mniej przygnębiającej i dramatycznej. Pozwala przede wszystkim dostrzec łaskę Bożego miłosierdzia, jaka rozlewa się w konfesjonale.

Innym ważnym wydarzeniem, które pozwala nam lepiej zrozumieć istotę spowiedzi, jest rozmowa, jaką z ukrzyżowanym Jezusem odbył jeden ze straceńców, dzisiaj nazywany Dobrym Łotrem (por. Łk 23, 41-43). Widząc na krzyżu, uznał przed Jezusem, że zgrzeszył i że spotkała go sprawiedliwa kara. Następnie poprosił Zbawiciela, aby Ten wspomniał na niego, gdy już będzie w raju. Jezus obiecał mu, że jeszcze tego samego dnia trafi do Królestwa Bożego. Słowa Chrystusa były równoznaczne z odpuszczenie grzechów, jakie Dobry Łotr popełnił.    

Jeśli jest w Tobie lęk przed wyznaniem grzechów wobec kapłana, poproś Jezusa o dobrego spowiednika. Wielu świętych modliło się o takiego ojca duchowego, który by ich dobrze zrozumiał, który stworzyłby właściwą atmosferę spowiedzi, by mogli poczuć się bezpiecznie i blisko Boga. Czyniła tak m.in. św. Faustyna Kowalska, która modliła się o dobrego spowiednika i o światło Ducha Świętego dla niego. Miłosierny Jezus, który się jej ukazywał, często zachęcał ją, aby szła do spowiedzi i opowiadała o tym, co usłyszała. Jednym ze spowiedników św. Faustyny był bł. Michał Sopoćko, kapłan, który nie tylko odpuszczał siostrze grzechy, a.ale który stał się jej ojcem duchowym, wyjaśniając wizjonerce, co mówił do niej Jezus.

- Ks. Mariusz Krawiec SSP*      


*Tekst pochodzi z Przewodnika dla spowiadających się. Wystarczy Ci Mojej Łaski; Edycja Św. Pawła; Częstochowa 2022.

wtorek, 28 czerwca 2022

Letni klimat w mieszkaniu

Letni klimat w mieszkaniu
Lato jest ulubioną porą roku wielu z nas. Dla wielu też letnie, ciepłe dni kojarzą się z beztroskim odpoczynkiem i przywołują przyjemne wspomnienia z wakacji, które chciałoby się zatrzymać jak najdłużej. Może właśnie te miejsca, które odwiedzamy w czasie lata staną się dla nas inspiracją i spróbujemy choć troszkę odtworzyć klimat, który towarzyszył nam podczas podróży - przenieść do mieszkania lekkość i luz słonecznych dni, za sprawą na przykład odpowiednich tkanin i kolorów? 🌴🌞🐢

pixabay.com/pl/

Niestety lato, mimo, że trwa prawie sto dni – i tak za szybko mija, ale na szczęście jest kilka sposobów na to, aby przedłużyć letni klimat. Już o tym było wcześniej, przy okazji stylu marynistycznego – ale także w przypadku letnich dekoracji sprawdzą się zdjęcia z wakacji ustawione w różnych pomieszczeniach mieszkania, czy przywiezione pamiątki z miejsc, które odwiedziliśmy. To zawsze ładne dekoracje, dzięki którym wrócimy do miłych, wakacyjnych wspomnień. Dlatego warto podczas wakacyjnych wyjazdów rozglądać się za oryginalnymi dekoracjami do domu, bo po powrocie będą one jeszcze długo cieszyły nasze oczy. Może przy tej okazji poszukamy też nowych ramek na zdjęcia? 😍

Trudno chyba wyobrazić sobie stworzenie letniego klimatu bez akcentu kwiatowego. Latem dobrze jest mieć w swoim zasięgu bukiet żywych kwiatów – są one dobre w radości i smutku, jak mówi przysłowie 🌞🌴🌷 Kwiaty sprawiają, że w mieszkaniu jest radośniej, wprowadzają w dobry nastrój na cały dzień. Nie zapominajmy, że poza kwiatami, które kupimy na targowiskach – są też kwiaty polne, które również mogą przywołać miłe wspomnienia, chociażby ze spaceru czy wspólnie spędzonego czasu z najbliższymi. Latem chętnie sięgamy po słoneczniki, które jak żadne inne kwiaty tak bardzo nie kojarzą się z latem, ale też idealne do wazonu w salonie będą frezje czy piwonie. Wszystkie kwiaty są piękne, dlatego zwłaszcza latem warto mieć bukiet kwiatów w mieszkaniu. Wielu z nas nadal pracuje online – kwiaty na biurku to miły widok, który bez wątpienia wprawia w dobre samopoczucie. Warto się o tym przekonać 🌞🌷🌴
   
A jeśli już mowa o kwiatach – może warto też pójść dalej, i wybrać nowe doniczki? Jest wiele ciekawych produktów, które doskonale wpisują się w letni klimat – będą odpowiednie zarówno w mieszania jak i na tarasie czy w ogrodzie. Kwiaty w donicach, ustawione w ogrodzie, hamak i lemoniada albo mrożona kawa – i można się poczuć na jak na wakacjach 😎 Przy tej okazji warto też nieco wprowadzić letniego klimatu do kuchni za sprawą dzbanków do lemoniady, kompletu szklanek do mrożonej kawy czy zestawu eleganckich kieliszków 😉 

Świetnym uzupełnieniem wystroju stołu w ogrodzie czy w ogóle mieszkania są też suszone kwiaty. Susz egzotyczny, różnego rodzaju bukiety naturalnych suszonych kwiatów, ale ciekawą opcją jest tez trawa pampasowa, dostępna w różnych kolorach. Suszone kwiaty to jeden z trendów wśród dekoracji wnętrzarskich.     

Ładnymi, praktycznymi dekoracjami, które tak pięknie wpisują się w letni klimat są oczywiście lampiony i zestawy świec. Lampiony możemy ustawić nie tylko w pomieszczeniach, ale – podobnie jak donice - na tarasie, albo w ogrodzie. Wieczorem dużo przyjemniej odpoczywa się w blasku świec. Dlaczego więc podczas różnych uroczystości czy wspólnego spędzania wieczoru na dworze nie zdecydować się na wystrój pełen pięknych lampionów i świec, które bez wątpienia stworzą niepowtarzalny klimat? Wystarczy ustawić na stołach bukiety kwiatów, na hamaku i krzesłach poduszki, do tego przyjemna muzyka i można świętować 😍 Fotel hamakowy z powodzeniem możemy też zainstalować  w mieszkaniu – dzięki temu nawet w chłodne, jesienne wieczory – poczujemy się trochę jak na wakacjach. Wtedy wystarczy orzeźwiające lemoniady zamienić na ciepłą herbatkę, wziąć ulubioną książkę i cieszyć się odpoczynkiem. Interesującym rozwiązaniem może okazać się również fotel bujany z poduszką 😎 

Wakacyjną atmosferę stworzą przede wszystkim odpowiednio dobrane dodatki w letniej kolorystyce: błękit, żółty i brązowy to kolory, które przywołują skojarzenia z wakacyjnym widokiem. Ponadto, zasłony z motywem roślinnym będą również przypominały o ciepłych dniach. Modele z nadrukiem cieszą się dużą popularnością od kilku sezonów. Łatwym, tanim i szybkim sposobem stworzenia letniego klimatu w mieszkaniu są poduszki dekoracyjne. Ich zakup nie wiąże się z dużym wydatkiem, dzięki czemu możemy pokusić się o wzory, które wniosą pozytywną energię do pomieszczeń, w których je ustawimy. Wybór dekoracyjnych poduszek jest bardzo duży. Innym, ciekawym pomysłem, który również wpisuje się w letni klimat jest ładny obrus, z motywem kwiatowym 🌷🌴🌞🐢

Pomysłów na stworzenie letniego klimatu w mieszkaniu nie brakuje, wystarczy tylko więcej czasu i chęci by dodać nieco lekkości i świeżości mieszkaniu, a później cieszyć się odpoczynkiem prawie takim samym jak podczas wakacji.  
Zainspiruj się i stwórz wakacyjne wnętrze 🐢🌞🌴

___
Źródło: dekoracjadomu.pl 

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Z czasem zrozumiesz...

Z czasem zrozumiesz...
archiwum prywatne 

Z czasem zrozumiesz, że są ludzie którzy będą z Tobą, ponieważ jesteś taka jaka jesteś. Są także ludzie, którzy odejdą od Ciebie, ponieważ nie zechcesz być taka jak oni.

PS. Czyli zawsze warto być sobą 😎

__
Źródło: Ona po 30.   

niedziela, 26 czerwca 2022

[KOMENTARZ] Jak właściwie rozeznawać?

[KOMENTARZ] Jak właściwie rozeznawać?

Kiedy nie mamy stałego kontaktu ze źródłami Objawienia i karmimy wiarę jakimiś ludzkimi interpretacjami, możemy niechcący odciąć się od Prawdy, żyć we własnej "bańce informacyjnej" i rozpowszechniać błędy wiary. Czym więc się karmić i jak odróżniać to co boskie od błędnych ludzkich dodatków?

pixabay.com/pl/

CO BÓG POWIEDZIAŁ I CZEGO NIE POWIEDZIAŁ

W kolejnej nauce Kazania na Górze Jezus przytacza powszechnie krążącą opinię dotyczącą przykazania miłości. Ewangelista Mateusz przytacza ją w następujący sposób: "Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził". Okazuje się, że tylko połowa tego zdania jest prawdziwa. Owszem, Bóg powiedział, że mamy miłować bliźniego (Kpł 19, 8b), lecz drugiej części próżno szukać w Starym Testamencie, bo Bóg nic takiego nie powiedział. To sami ludzie wyciągnęli sobie ten niepoprawny wniosek, że skoro mamy miłować bliźniego, to nie jesteśmy już zobowiązani do miłowania nieprzyjaciela. Tak po prostu jest łatwiej i wygodniej, lecz nie jest to zgodne z wolą Boga. Dlatego Jezus musiał wyprostować tę niewłaściwą interpretację, zawyżając jednocześnie poprzeczkę miłości.

DZIŚ WCIĄŻ MAMY TO SAMO

Tak naprawdę niewiele zmieniło się od czasów Jezusa gdy chodzi o nadawanie boskich atrybutów naszym ludzkim i błędnym interpretacjom. Wystarczy rozejrzeć się tylko po Internecie i znajdziemy tam całą masę PRYWATNYCH opinii wielu osób, tak świeckich jak i duchownych, dotyczących np. sposobu przyjmowania Komunii świętej czy szczepionek, podczas gdy Kościół JEDNOZNACZNIE naucza inaczej.

I komu tu wierzyć? - zapytalibyśmy. Przecież ci ludzie nauczają radykalniej niż oficjalne nauczanie Kościoła. Ba... nawet ponoć jakieś cuda się dokonują przez ich ręce i diabeł wyje, gdy się modlą. To pewnie oni mają rację, a nie Kościół, który - wygląda na to, że nie przestrzega już nauki Jezusa i poszedł na tyle ustępstw ze światem? Czyżby?

JAK WŁAŚCIWIE ROZEZNAWAĆ?

Pytanie o to komu wierzyć i kto ma prawdę, to tak naprawdę pytanie o naszą wiarę w Kościół, a konkretniej mówiąc - Urząd Nauczycielski Kościoła, który jest depozytariuszem, strażnikiem i jedynym interpretatorem prawd wiary. Albo wierzymy, że w sprawach wiary i moralności Kościół jest bezpośrednim kontynuatorem misji Jezusa, albo - będziemy prawdy wiary dostosowywali pod siebie, nasze gusta i naszą wygodę. To w zasadzie nic nowego pod słońcem, bo nosimy w sobie konsekwencje grzechu pierworodnego, przez który stale borykamy się z brakiem zaufania do Boga i naszą pychą. Dlatego najlepszym lekarstwem na te obydwie przypadłości jest ZAUFANIE Kościołowi i POKORNE PODPORZĄDKOWANIE się temu, co naucza, nawet jeśli mi to nie odpowiada. Nikt jeszcze nie wyszedł na tym źle, a wręcz odwrotnie - właśnie tak się rodzili najwięksi święci.

Oprócz pokory i zaufania do Kościoła oraz umiejętności rozeznawania duchów wg św. Ignacego, warto zwrócić uwagę na teologię i używanie rozumu w wierze. Kościół na przestrzeni wieków wypracował wiele kryteriów jak odróżnić coś co faktycznie pochodzi od Boga, od tego co jest ludzkim lub wręcz diabelskim dodatkiem do wiary. Jedną z wielu takich metod jest hierarchia prawd wiary, gdzie oficjalne nauczanie Kościoła zajmuje o wiele wyższe miejsce nawet wobec przeróżnych objawień. A same objawienia też rozeznaje i zatwierdza Kościół, posługując się kryteriami podanymi w dokumencie "Normy postępowania w rozeznawaniu domniemanych objawień i przesłań", gdzie aby poddać jakieś objawienie/pogląd pod rozeznanie, niejako "na dzień dobry" musi być ono m.in.: bez błędów doktrynalnych, zgodne ze zdrowym rozsądkiem, wykluczające choroby i zaburzenia psychiczne danej osoby, bez poważnych czynów niemoralnych tej osoby (jak np. suspensa - zakaz sprawowania czynności kapłańskich) i bez dążenia do zysku (również w sferze psychicznej - karmiąc swoją niedojrzałość czy braki poważania).

Zastanów się więc, czym najbardziej karmisz się w swoim życiu duchowym: zdrowym i czystym pokarmem (m.in. Słowo Boże i oficjalne Nauczanie Kościoła), czy też pokarmami drugorzędnymi i niekoniecznymi (np. objawienia), bądź też pokarmami, w których ludzkie interpretacje (najczęściej błędne i diabelskiego pochodzenia) zostały pomieszane i postawione na równi ze Słowem samego Boga.

- Ks. Piotr Spyra 

sobota, 25 czerwca 2022

PRIME Orchestra z Charkowa

PRIME Orchestra z Charkowa

Od koncertu PRIME Orchestra minęło już dużo czasu, dlatego mogliby już znowu u nas zagrać 😎 Шановні друзі, запрошуємо до Варшави! 💙💛  

Na scenie przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie 5 maja wybrzmiał Hymn Ukrainy. PRIME Orchestra z Charkowa dała w stolicy niesamowite show. Zanim przyjechali do Warszawy to wystąpili też w Katowicach. Muzycy są szczęśliwi, że mogli wystąpić w naszym kraju, chociaż - jak mówią - podczas koncertu w Warszawie towarzyszyło im ogromne wzruszenie. 

Fot.: Rafał Motyl/UM Warszawa 

PRIME Orchestra została założona w 2014 roku, przez trzech producentów.  Zagrała ponad 600 koncertów.  Gra muzykę rockową, popową, elektroniczną,  w orkiestrowych aranżacjach, wykorzystując unikatowe opracowania i własny schemat muzyków siedzących i brzmiących, co daje niepowtarzalne i czyste brzmienie.  - Koncert PRIME Orchestry to jest tylko muzyka, ale także wspaniały pokaż światła, tańca, efektów specjalnych interakcji z publicznością - mówi Aleksiej Chorolski, jeden z założycieli PRIME Orchestra. W ramach trasy koncertowej po Europie muzycy grają charytatywne koncerty na rzecz Ukrainy. 

Zanim zrodził się ten pomysł, wielu artystów PRIME Orchestra było wolontariuszami. Podczas niesienia pomocy tym, którzy jej potrzebowali, postanowili, że mogą zrobić coś więcej – wpadli na pomysł trasy koncertowej, dzięki której wesprą swoją Ojczyznę. –  Zaczęliśmy dowiadywać się o możliwości wyjazdu z Ukrainy, gromadzić orkiestrę i sprzęt. Pisaliśmy listy z wezwaniami o pomoc, a około miesiąca później zdaliśmy sobie sprawę, że możemy  zrobić wszystko. Będą z tego korzyści – to najważniejsze – mówi Yuri Rybalka, reżyser PRIME Orchestra. 

– Trasa koncertowa mogła się odbyć dzięki staraniom administracji orkiestry, Ministerstwa Kultury Ukrainy i chęci muzyków –  mówi Andrej Kudinov, solista i wokalista. – Dla muzyków instrumenty są ich bronią. Dlatego nie bylibyśmy w stanie w takim momencie stać z boku – dodaje Kateryna Stronska, skrzypaczka. - Do rozpoczęcia wojny żyliśmy szczęśliwym życiem. Było dużo planów, ale… były próby, trasy koncertowe i było zadowolenie z tego, co robimy - mówi Anastasia Popova, altowiolistka. - Trasa koncertowa miała się rozpocząć 4 marca, ale… Jestem wdzięczna naszym liderom: Maximowi Maksimenko, Jurijowi Rybalko, Aleksiejowi Chorolskiemu za to, że w tym trudnym czasie nie przestali w nas wierzyć i to dzięki nim mamy trasę po całej Europie - mówi Anna Łytwyn, koncertmistrz zespołu wiolonczelowego. 

W dniu rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Yuri był w pociągu do Lwowa. – Jechałem na duży event, żeby zareklamować PRIME Orchestra. Byłem około tysiąca kilometrów od Charkowa. I było mi trudno uwierzyć, że wojna to już nie tylko duch rosyjskich propagandystów i musimy działać natychmiast – dodaje. W Charkowie została jego rodzina. Najpierw mieszkał przez kilka dni w hotelu we Lwowie, który został zarezerwowany na czas eventu, a później w małym mieszkaniu znajomego. – Część mojej rodziny ewakuowała się do Polski, część – została w domu w Charkowie, ale jesteśmy w stałym kontakcie – opowiada. W kontakcie z połową rodziny, która została pod Mariupolem jest też Kateryna. – Ponad trzy tygodnie nie wiedzieliśmy, co się z nimi dzieje. Teraz wszystko jest dobrze – mówi. 

Anastasia, przez pierwszy tydzień wojny mieszkała w Charkowie. – Obudziliśmy się od wybuchu. Była panika. Nie mogliśmy uwierzyć, że to się dzieje w XXI wieku – wspomina. Od wystrzałów obudził się też Anton Iwaszczenko, wokalista. – Byłem w mieście z rodziną od początku wojny. Nikt nie chciał wyjeżdżać, ale ostrzał oraz bombardowania z samolotów były bardzo mocne i ciągle nam mówiono, że powinniśmy opuścić miasto. Zdecydowaliśmy, że dopóki nasz dom stoi to zostaniemy. Wyjechałem dopiero 26 kwietnia – mówi. Część jego rodziny została w Charkowie. – Ci, którzy mieszkali bliżej granicy, teraz przebywają na tymczasowo okupowanych terytoriach. Mamy kontakt, ale rzadko – dodaje. Pierwszego dnia ataku poszli kupić jedzenie i wodę, bo nie wiedzieli co będzie dalej. – Cały czas byliśmy w schronie, w budynku obok naszego mieszkania. Był bardzo stary, było zimno i ciemno. Schroniło się tam wielu ludzi – wspomina. – W drugi dzień wojny Rosjanie zaczęli mocno bombardować naszą dzielnicę. Jak się później okazało, było to piętnaście bomb, każda o masie 500 kg. Dwie trafiły w budynek koło nas. Dużo osób zginęło. Razem z ojcem pobiegliśmy tam i pierwszy raz w życiu zobaczyłem czym jest wojna. Ogień, dym, krew, zwłoki... Trudno to wyrazić słowami – dodaje przez łzy. 

Poza Charkowem w dniu rozpoczęcia wojny była Anna. – Miałam szczęście, że 20 lutego wyjechałam w odwiedziny do rodziny w innym mieście, i nie mogłam już wrócić. Od 2011 roku mieszkałam w Charkowie, to jest mój dom – mówi.   

Charkowa nie chciała też opuszczać Katerina. – Nikt nie chciał wyjeżdżać, ale z każdym dniem miasto było coraz mocniej bombardowane. Decyzja o wyjeździe była spontaniczna. Zrozumiałam, że nie pomogę, jeśli będę siedzieć w schronie. Było mi smutno też z tego powodu, że nie zabrałam ze sobą skrzypiec – wspomina. Ludzi dobrej woli nie brakowało, dlatego dzięki wolontariuszom, skrzypce powróciły do jej rąk.          

–  Najtrudniej było sobie uświadomić, że życie już nie będzie takie samo. W jednaj chwili naród stał się jednością i ma wspólny cel – mówi Anastasia. Anna często wraca do pierwszych dni swojej działalności wolontariackiej i przez łzy wspomina tamte chwile. – Na początku było ciężko uwierzyć, że rozpoczęła się wojna, a później była potrzeba, by pomagać. Ta pomoc była bardzo różna, od informacji w portalach społecznościowych po opiekę nad ludźmi starszymi, które miały trudność z poruszaniem się i samodzielnie nie mogły opuścić domu – mówi.   

W czasie wojny życie kulturalne na Ukrainie zmieniło się, ale nie przestało istnieć.– Niemal każdy, kto przed wojną zajmował się kulturą, teraz angażuje się w pomoc na wszelkie możliwe sposoby – mówi Yuri. Trudno myśleć o występach takich z prawdziwego zdarzenia, kiedy na miasta spadają bomby, a alarmy przeciwlotnicze wyją po kilka godzin. – Czasami odbywają się w metrze, w schronie. Są też koncerty w mediach społecznościowych – dodaje. – Życie kulturalne było, jest i będzie. Kultura ukraińska nadal rozwija i gloryfikuje naszą ojczyznę – dodaje Anastasia. – Nasi ludzie są niezniszczalni! Wydaje mi się, że wszyscy twórczy ludzie Ukrainy starają się pomóc naszym żołnierzom. Oni będą nas chronić, a my będziemy dla nich pracować – mówi Anna. 

Fot.: Rafał Motyl/UM Warszawa 

Mówi się, że „muzyka to lek na całe zło”. Tego samego zdania jest ukraińska altowiolistka. – Myślę, że muzyka leczy i inspiruje. Najlepszym dowodem jest reakcja publiczności, która przychodzi nas wspierać. Przyjemność, która przechodzi przez łzy... Czuję satysfakcję, kiedy ludzie śpiewają wspólnie z nami hymn i ukraińskie piosenki – mówi Anastasia.      

Swoich emocji po koncercie w Warszawie nie ukrywa też Anton. – Wzruszył mnie widok ukraińskiej flagi i to, że na występ przyszło tak dużo Ukraińców. W pewnym momencie mało się nie popłakałem, kiedy zaczęliśmy śpiewać hymn. Dawno już nie czułem takiej energii – mówi. - Zobaczyć flagi Ukrainy we wszystkich zakątkach Europy, poczuć wsparcie całego świata,  to niesamowite - dodaje Andrej.  

Anton wspomina, że po powrocie z trasy koncertowej w Hiszpanii i Portugalii, na początku lutego, wydawało się, że po pandemii życie wraca na właściwe tory. – Przed wojną miałem inne priorytety, było dużo koncertów. U nas żartujemy, że 24 lutego skoczył się jeden wirus, ale zaczął się drugi – mówi. Jest jednak przekonany, że drugiego „wirusa” uda się pokonać. 


Dziękuję Aleksiejowi Chorolskiemu za pomoc w przygotowaniu reportażu. 


___

Źródło: Tygodnik Idziemy  


piątek, 24 czerwca 2022

Na pomoc Ukrainie

Na pomoc Ukrainie

Na pomoc Ukrainie - pod takim tytułem jest opublikowany mój artykuł we "Wiadomościach Parafialnych Parafii Wszystkich Świętych". Egzemplarze są dostępne w naszej świątyni. W czwarty miesiąc od rozpoczęcia wojny - publikuję treść artykułu...   

archiwum prywatne 

Od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę wielu z nas - z potrzeby serca - poszło do Punktów Informacyjnych, aby pomagać. Jedni przynosili odzież, inni – artykuły spożywcze, a jeszcze inni – często w środku nocy – przychodzili by zgłosić, że są gotowi zawieźć tych, którzy w dalszą podróż jadą z Dworca Wschodniego czy Zachodniego. Nie brakowało i takich, którzy byli gotowi przyjąć ukraińską rodzinę pod swój dach. Także i w naszej parafii są rodziny, które wyraziły chęć pomocy poprzez udostępnienie swojego mieszkania. 

Zwłaszcza w pierwszych dniach wojny wszystkim, którzy bezpośrednio byli zaangażowani w pomoc dla naszych Przyjaciół z Ukrainy towarzyszyło uczucie niezrozumienia i bezsilności. Często – zarówno na twarzach wolontariuszy jak i uchodźców – były widoczne łzy, ogromny smutek i żal. A w oczach pytanie: Co teraz? Co będzie dalej? Może nikt nie pytał wprost, ale z pewnością nie jeden zadawał sobie wtedy pytanie: Gdzie jest Bóg? Dlaczego pozwala na tę wielką tragedię? 

- Przypomnijcie sobie jedenasty września 2001 roku, gdy zło próbowało obrócić w perzynę wasze miasta, kiedy niewinni ludzie zostali zaatakowani z powietrza. Nie byliście w stanie temu zapobiec. Nasz kraj dzień w dzień doświadcza tego samego, teraz, co noc, od trzech tygodni – mówił Zełenski i apelował o zamknięcie nieba nad Ukrainą. Czy prosimy o zbyt wiele? – pytał. (Fragment z przemówienia do Kongresu USA, Zełenski, Biografia; W. Rogacin; s.294).   

Czy da się pocieszyć ludzi, którzy w wieku siedemdziesięciu kilku lat uciekają przed wojną z własnego domu, nad którym lecą rakiety, a na który pracowali latami? Co powiedzieć? Setki, tysiące ludzi, którzy do naszego kraju uciekali przed wojną, chcą żyć. Do 24 lutego tak jak i my – każdy z nich miał swoje życie, też mieli jakieś plany, jakieś marzenia. I nagle, z dnia na dzień, decyzja o rozpoczęciu wojny przez zbrodniarza wojennego, który nie liczy się z ludzkim istnieniem, przerwała niejako ich życie. Najczęściej w pośpiechu musieli spakować do torby najpotrzebniejsze rzeczy i uciekać w nieznane. Często, w prywatnej rozmowie z wolontariuszami mówili, że nawet nie brali walizki, bo było tak dużo ludzi a walizka zajmowałaby więcej miejsca. Na początku marca Dworzec Zachodni przeżywał prawdziwe oblężenie. Widok tych biednych, starszych ludzi, którzy zasłużyli na spokojne i szczęśliwie życie – sprawiał, że serce pękało na kawałeczki, i nie dało się ukryć łez. 

Środek nocy, na krześle zasnął starszy pan. Przed nim dwie czy trzy reklamówki. Czy naprawdę zasłużył na takie życie!? Ból, ogromny ból i ogromne cierpienie, wokół którego nie dało się przejść obojętnie i bez emocji. Kolejna noc, i kolejne cierpienie i płacz z bezsilności. Bo co powiedzieć dziecku, które przychodzi w środku nocy, bo nie może spać, a na pytanie: Gdzie Twoja mama odpowiada: Śpi z braciszkiem? Wzięłam koc, otuliłam tę dziewczynkę, ale chciała się położyć. Nie wiem jak to zrobiła, ale wzięła pod głowę plecak, który dla mnie wydawał się ciężki, i położyła na nim swoją malutką główkę. Otuliłam ją jeszcze raz kocem, i powiedziała, że będzie spać. Kilka chwil później szłam obok nich, ale dziewczynka leżała przytulona do swojej mamy... Tamta noc była dla mnie najtrudniejszą ze wszystkich nocy.       

Ci ludzie, którzy przyjeżdżali do Warszawy – poza tym, że byli bardzo skromni, byli niesamowicie wdzięczni. Za wszystko. I bez względu na wiek czy to młodzi, czy starsi – najczęściej nie mieli żadnych próśb. Na pytania wolontariuszy: Czego potrzeba? Odpowiadali: Niczego. Niczego nie potrzebowali ludzie, którzy z jedną reklamówką bądź plecakiem, a często jeszcze szli po kilka, a nawet kilkadziesiąt kilometrów do granicy, w deszczu, śniegu – nie potrzebowali niczego... Aż trudno uwierzyć! Wolontariusze, którzy po kilkanaście godzin na dobę służyli pomocą najbardziej potrzebującym, nikogo nie zostawiali bez pomocy. Każdy mógł liczyć na kawę, herbatę, ciepły posiłek czy kanapki na dalszą podróż. Oprócz tego oczywiście nasi Przyjaciele z Ukrainy mogli liczyć na pomoc w kupienia biletu czy sprawdzeniu rozkładu jazdy. 

Były też takie sytuacje, że ci, którzy zatrzymywali się w Punkcie Informacyjnym czy na Dworcach, pytali wolontariuszy: Mogę cię przytulić? To, co rzeczywiście ściskało za serce i poruszało – niesamowita wdzięczność za wszystko. Czasami zdarzało się i tak, że między wolontariuszami a uchodźcami nawiązywały się relacje, które trwają do dziś. – Najpiękniejsze i najmilsze chwile jakich doświadczają wolontariusze to właśnie te związane z relacjami. Widok łez szczęścia, wdzięczności, możliwości pomocy innym i całego czynienia dobra ma niezwykłą wartość – mówi Bartosz Niewiadomy. Część z tych, którzy przyjechali do Warszawy – zostało w naszym mieście, mieszkają m.in. na Wołoskiej 7, skąd do centrum jest blisko. Całego świata nie zbawimy, ale z zaprzyjaźnioną rodziną możemy wyjść na kawę czy spacer. Jeśli robimy coś dobrego to robimy to przede wszystkim dla siebie, bo dobro powraca zawsze. 

Czasami w tramwaju czy autobusie możemy podarować zabawkę dziecku, które również za przyczyną zbrodniarza wojennego nie ma dzieciństwa, a na pewno nie jest ono tak szczęśliwe jak powinno być w pierwszych latach życia. Wystarczy też zobaczyć na prace plastyczne dzieci, które zostały na dworcach. Czołg, broń i rakiety – często spotykane obrazy...   

Wojna jest blisko nas, ale nie oznacza to, że mamy cały czas płakać z bezsilności. Musimy pamiętać o sobie. Każdy pomaga jak może. Wolontariusze, którzy szczególnie w pierwszych dniach wojny poświęcili całe swoje życie na pomoc innym, często po kilkunastu dobach pracy na wysokich obrotach – musieli zrobić sobie kilka dni przerwy, bo byli wyczerpani. Czy mamy prawo mieć wyrzuty sumienia? Czy powinniśmy odmawiać sobie wyjazdu na wakacje? – Działania na rzecz potrzebujących są dobrowolne, ale dla tamtych ludzi było to jedyne, co dostali. Mamy prawo poczuć się bezsilni, smutni czy przygnębieni tym, co widzimy. Wyrzuty sumienia to zjawisko naturalne, chcemy jak najlepiej pomóc, ale mamy swoje osobiste ograniczenia chociażby finansowe czy czasowe – mówi Bartosz Niewiadomy. Psycholog zaznacza, że również po jakimś czasie może pojawić się niechęć związana z niesieniem dalszej pomocy. – Podczas każdej charytatywnej działalności kiedy przedłuża się ona w czasie, może nastąpić poczucie bezsilności, zmęczenia, braku widocznych efektów oraz różnych przeciwności losu. Początkowy zryw pomocy może czasem słabnąć, i jest to naturalne. Nie zapominajmy, że my także mamy, mimo chęci pomocy – swoje życie i sprawy, o które musimy dbać – przypomina psycholog.  

Z doświadczenia wolontariuszy i wolontariuszek, którzy byli w Punkcie Informacyjnym w Pałacu Kultury i Nauki wynika, że czasami ważniejsze od posiłku było to, że ktoś z nimi porozmawiał, poświęcił swój czas, otarł łzy... – Praca wolontariuszy to przede wszystkim wielka empatia, humanizm w najczystszej i wielkiej postaci. To dobrowolne dawanie siebie dla innych – swojego serca, wsparcia, czasu i energii, bez własnych korzyści materialnych. Wszyscy obserwujemy od początku wojny ten wyjątkowy ogrom natychmiastowej pomocy naszych rodaków. Polacy zjednoczyli się w niezwykły sposób, chcąc pomagać ukraińskim sąsiadom. Tysiące Polaków ruszyło do indywidualnej pomocy. To naprawa nas nadzieją nad wygraną dobra ze złem – mówi Bartosz Niewiadomy. W dniu 5 maja odbył się koncert dla wolontariuszy i wszystkich ludzi dobrej woli. Na scenie przed Pałacem Kultury i Nauki wystąpiła PRIME Orchestra z Charkowa. Artyści również wyrazili swoją wdzięczność wszystkim, którzy pomagają. 

Bez wątpienia, od 24 lutego i nasze priorytety się zmieniły. Nie wszyscy mamy taką możliwość, by pod swój dach przyjąć rodzinę z Ukrainy, ale jak napisałam – dobro powraca zawsze. W naszej parafii są kosze. Nie stoją tam przypadkiem. Można w nich składać rzeczy, które będą przekazane naszym wschodnim sąsiadom. Najbardziej potrzebne są środki higieny osobistej, środki czystości. Można przynosić również produkty spożywcze, które mają długą datę ważności. Razem możemy wszystko!   

Módlmy się, Kochani, o pokój dla Ukrainy i o opamiętanie dla morderców.  

czwartek, 23 czerwca 2022

Naucz się...

Naucz się...
pixabay.com/pl/

Naucz się ku*wa odróżniać ludzi wartościowych od tych, którzy nie są warci nawet cienia uwagi. Zrozum i doceniaj, że osoby, które dobrze Ci życzą zawsze powiedzą prawdę prosto w oczy, nawet brutalną prawdę, a nie będą napie*dalać na Ciebie za plecami. To oni podadzą Ci rękę tam, gdzie nikt inny tej ręki nie podaje. Pomogą wstać kiedy inni będą Cię omijać. Oni będą wstać milczeniu robić, kiedy inni będą krzyczeć i siedzieć na pupach.

O wartości człowieka świadczą proste słowa i odważne czyny. I myślę, że teraz wielu z nas przekonuje się kto jest kim.


___

Źródło: Nawrocki/Świat jego oczami 

środa, 22 czerwca 2022

Uskrzydlające Spotkanie

Uskrzydlające Spotkanie

Każda z nas przyszła do ambasady w tej samej sprawie - odebrać paszport. Już na samym początku jedna z kobiet, które pracują w ambasadzie powiedziała, że z nią najlepiej rozmawiać po ukraińsku albo po angielsku. Kiedy wiedziałam co i jak, stanęłam w kolejce i siłą rzeczy słyszałam rozmowę kobiet, które stały za mną. Byłam ciekawa kiedy przyjechały, jaki jest ich zawód i gdzie jest ich rodzina... Chwilkę rozmawiałyśmy, i przyszła moja kolej...

archiwum prywatne     

W międzyczasie wyszłam po wodę, a kiedy wróciłam do biura to przy biurku stała starsza pani. Widziałam, że nie czuje się najlepiej. Szybciutko ogarnełyśmy dla pani krzesełko, przykucnęłam do niej i zaczęłyśmy rozmawiać. Po chwili zauważyłam łzy na twarzy starszej pani... Powiedziałam jej, że modlę się o pokój dla Ukrainy i całego świata. Odpowiedziała, że ona też się modli. Wtedy dałam jej obrazek z wizerunkiem Matki Bożej. I tak się pożegnałyśmy...

Kilka chwil później zaczęłam rozmawiać z innymi dziewczynami, które również uciekły przed wojną do naszego kraju. W końcu - baaardzo spontanicznie - wybrałyśmy się na kawę. Podziwiam te wszystkie niezykle odważne i silne kobiety, które znalazły się w naszym kraju, znalazły pracę i tutaj układają sobie życie - choć jeszcze do 24 lutego żyli swoim szczęśliwym życiem, w którym nie brakowało planów, marzeń... Rozmawiałyśmy przez kilka godzin, i było to piękne, uskrzydlające spotkanie.  

Jestem wdzięczna za te piękne spotkania i inspirujące rozmowy... 💙💛

Niech Bóg da pokój Ukrainie... 🙏

wtorek, 21 czerwca 2022

Niebieski rządzi

Niebieski rządzi

Nawet jakoś nie zwracałam na to uwagi, ale za każdym razem kiedy byłam ubrana w uroczym błękitnym kompleciku czy niebieskim garniturze - słyszałam komplementy. To też ciekawe, bo najpierw spodobał mi się garnitur w kolorze liliowym, i byłam przekonana, że taki właśnie zamówiłam, a jak otworzyłam przesyłkę - zobaczyłam niebieski. Miła zamiana 💙 

archiwum prywatne 

Tak dużo usłyszałam komplementów i miłych slow - również od kobiet, a nawet - jakiś czas temu kiedy kupowałam kwiaty, podeszła do mnie na ulicy kobieta i powiedziała, że tak pięknie wyglądam, że chciałaby się dowiedzieć gdzie kupiłam sukienkę 💙 

archiwum prywatne 

To jest właśnie to - nie wstydźmy się wyrażać swojej kobiecości, bądźmy dumne z tego, że Pan Bóg stworzył nas jako kobiety. To niesamowite, ile mamy w sobie siły. Zdaję sobie sprawę też i z tego, że dziś może to właśnie nie być w modzie, by chodzić na co dzień w sukienkach, w makijażu... bo w końcu nikt nie powiedział, że każda kobieta ma chodzić w sukienkach, dbać o siebie, i być dumna z tego, że jest kobietą. Warto chyba odkrywać każdego dnia piękno, które w nas jest - w końcu nie da się dać innym tego, czego nie ma się w sobie. 

archiwum prywatne 

Komplet w stylu boho zachwyca nie tylko mnie - co jest oczywiście zrozumiałe, bo jest przepiękny, delikatny i tak bardzo kobiecy... Ponadto, top możemy nosić do spodni ☺ ale jednak asymetryczna spódnica jest tak urocza, że trudno z niej zrezygnować. Komplecik dostępny jest tutaj 👈💙

archiwum prywatne 

I oczywiście garnitur - doskonały wybór na niedzielny spacer, spotkanie... Wygodny,  ładny i sprawia, że czujemy się jeszcze bardziej pewne siebie. 

archiwum prywatne 

Garnitur - nie tylko w kolorze niebieskim - dostępny tutaj 👈💙

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Ucieczka z KL. Auschwitz

Ucieczka z KL. Auschwitz

Osiemdziesiat lat temu, w dniu 20 czerwca 1942 roku Kazimierz Piechowski wraz z trzema innymi więźniami uciekli z obozu koncentracyjnego KL Auschwitz - w mundurach SS i z bronią. Ogromny miałam zaszczyt przyjaźnić się z Panem Kazimierzem - spotykaliśmy się przy różnych okazjach. W rocznicę tej niezwykłej, brawurowej ucieczki przypominam jeden z naszych wywiadów sprzed kilku lat... 

pixabay.com/pl/

Przywieziono Pana do Auschwitz na początku istnienia obozu, w jednym z pierwszych transportów. Jak wyglądało życie każdego dnia?

Na każdy dzień składała się przede wszystkim praca. Najgorsza była praca pod gołym niebem. Ciężka praca w mrozie, deszczu, śniegu, w błocie. To wszystko sprawiało, że człowiek z wolna tracił siły. Kiedy przy mnie nie było kapo ani esesmana, pozorowałem robotę i odpoczywałem, a gdy był blisko, udawałem, że rwę się do pracy. Ale jeśli ktoś tyrał, bo od niego tego żądali, to wtedy takiego przywoziliśmy na taczce martwego. Były przypadki, że więzień wiózł taczką kamienie i chciał wyprostować plecy. Gdy zauważył to esesman, zawołał: „Daj mi swoją czapkę”. Więzień zdjął z głowy czapkę i dał esesmanowi. Wiedział, że od tej chwili liczą się sekundy jego życia. Esesman rzucał czapkę daleko, poza obręb pracy, i kazał przynieść ją więźniowi. Więzień szedł krok za krokiem i czekał, kiedy padnie strzał. Strzał padał, a esesman dostawał trzy dni urlopu za uniemożliwienie ucieczki.

Kiedy narodził się pomysł zorganizowania ucieczki z KL Auschwitz?

W garażach i warsztatach pracował Ukrainiec, Gienek Bendera. Zaprzyjaźniłem się z nim. Któregoś dnia oświadczył mi, że jest na liście do gazu albo na rozwałkę. Informację tę otrzymał od więźnia, który pracował w „Politische Abteilung” (obozowe gestapo). „Kazek, czy można by stąd uciec?” — zapytał. On był złotą rączką od mechaniki samochodowej, jego tam nawet na swój sposób szanowali. A kiedy jakiś samochód wyremontował, to pozwalali mu w celu sprawdzenia objechać tym wozem obozowe uliczki. Powiedziałem wtedy: „Gienek, to niemożliwe. Przecież stąd, z centralnego obozu, nikt jeszcze nie uciekł. Nie możemy wsiąść do samochodu w pasiakach i wyjechać stąd”. Gienek nadal uporczywie wracał do tego tematu, dlatego postanowiłem zastanowić się, czy z tych zamiarów, że możemy mieć samochód, można stworzyć realny plan ucieczki.

Jak to wszystko się zaczęło?

Po jakimś czasie kierownik parteru Zucker wysłał mnie na drugie piętro po puste kartony. Zauważyłem drzwi z napisem „Bekleidungskammer”. Bekleidung to znaczy odzież, a odzież u esesmanów to przecież mundury. Wpadałem na drugie piętro, ale drzwi były zamknięte. Raz jednak były lekko uchylone. Niedługo myślałem, wszedłem i bez namysłu powiedziałem do esesmana, który tam był: „Panie sierżancie, ma pan zejść do głównego biura”. Nikt go tam nie wzywał, ale musiałem coś mu powiedzieć, a tylko to wpadło mi do głowy. On zeskoczył z ławeczki, na której stał i porządkował coś na półkach, i zaczął mnie kopać, bić, aż się przewróciłem... Ale ja w tym czasie zobaczyłem już wszystko, były tam mundury, buty, broń, amunicja, granaty, hełmy. Dosłownie wszystko.

Jedyna brama, przez którą można było wyjść poza obóz centralny, to brama „Arbeit macht frei”. Jakim sposobem udało się Wam przejść przez tę bramę?

Myślałem prawie całą noc i nie mogłem nic wymyślić, aż wreszcie... przecież to takie proste. Trzeba przejść przez bramę „Arbeit macht frei” jako fałszywe „Rollwagenkommando”. Wtedy nie uciekamy ani z bloku, ani z komanda. W ten sposób mogliśmy opuścić obóz centralny oraz zabezpieczyć więźniów przed konsekwencjami naszej ucieczki. Do połowy 1942 r. Niemcy przestrzegali więźniów każdego transportu: „Stąd ucieczki nie ma. Tu należy pracować i tylko pracować. A jeśli już komuś taka głupota przyjdzie do głowy, to niech wie, że jeżeli ucieknie z bloku, to dziesięciu z tego bloku pójdzie na śmierć, a w przypadku ucieczki z komanda pracy, zginie dziesięciu z tego komanda”. Jeśli nas wypuszczą, to znaczy, że wypuścili fałszywe komando, które nie wróciło.

Aby przejść przez bramę, trzeba było czterech osób, do najmniejszej rolwagi. W jaki sposób dobraliście jeszcze dwóch więźniów?

Byliśmy z Gienkiem, ale trzeba było pomyśleć, żeby stworzyć czwórkę. Łatwo było Gienkowi zwerbować Józka Lemparta, z którym pracował. On był pewny, to był ksiądz. Zaproponowałem Staszkowi Jasterowi, harcerzowi. I on się zgodził. Mieliśmy więc już zmontowaną czwórkę.

Dlaczego wybraliście 20 czerwca 1942 r. na dzień ucieczki?

Uciekać mogliśmy tylko jeden dzień w tygodniu, w sobotę. Dlatego, że tego dnia pracowaliśmy tylko do południa. Esesmani zamykali magazyn i wyjeżdżali do swoich domów. A 20 czerwca 1942 r. była sobota.

Nie zakładał Pan, że może się nie udać? Jak rozpoczęła się ucieczka?

Oczywiście, postanowiliśmy, że w przypadku kiedy się nie uda na terenie obozu, likwidujemy samych siebie. Przed ucieczką spotkaliśmy się na strychu niedokończonego bloku, by sprawdzić, czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Gienek zaproponował parę minut przerwy, aby się myślami połączyć z rodziną. Wierzyliśmy, że się uda. Wyszliśmy z bloku, wzięliśmy wóz stojący za kuchnią. Na wozie jakieś obierki kartoflane, zmięte kartony. Pojechaliśmy pod bramę „Arbeit macht frei”. Zameldowałem wyjście. Każde komando było zapisane w księdze. Nasze jest fałszywe. Zajrzy esesman do księgi czy nie zajrzy... Wierzymy, mocno wierzymy, że nie zajrzy... I tak było. „Ab” — powiedział. Jedziemy... Pierwszy krok do wolności za nami, ale nie ostatni...

Przebieraliście się w magazynie „Bekleidungskammer”. Jak dalej wyglądała ucieczka?

Szybko zakładaliśmy wszystko, co należało włożyć, na końcu mundury. W mundurach, w pełnym uzbrojeniu, zeszliśmy na parter. Dla Gienka mieliśmy przygotowany komplet umundurowania. Nagle usłyszeliśmy warkot samochodu. Niemcy... Krótkie zastanowienie: wejdą czy nie wejdą. Ja z pistoletem z jednej strony drzwi, Staszek z drugiej strony — i czekamy... Znowu silnik na chodzie i odjeżdżają. Odprężenie... Ja w mundurze oficera SS wychodzę na rampę samochodową. Podjeżdża Gienek i robi to, co do niego należy. Zdejmuje czapkę, melduje się, ja wskazuję, że ma wejść do magazynu. W tym czasie, gdy Gienek się ubiera, chłopcy ładują do samochodu broń i amunicję. Gienek ubrany w mundur wychodzi na rampę i wsiadamy do samochodu. Gienek za kierownicą, ja obok, za Gienkiem Staszek, a za mną Józek. Ruszamy. Wiedzieliśmy, że gramy „va banque” z załogą SS, że istnieje wielkie ryzyko, ale tego ryzyka nie braliśmy pod uwagę. Do głównego szlabanu mieliśmy jakieś 80 m, a szlaban na dole. Gienek zwolnił bieg na trójkę, podjeżdżamy bliżej, szlaban na dole. Mamy jeszcze jakieś 25 m, esesman się nie rusza, szlaban na dole. Wtedy pomyślałem, że nam się nie udało. W myślach żegnałem się z mamą, ale wtedy poczułem silne uderzenie w kark i syczący głos Józka: „Kazek, zrób coś!”. To mnie ocknęło. Widzę blisko ten szlaban, otwieram prawe drzwiczki, wystawiam szarże, żeby widzieli, i mówię do stojącego esesmana: „Śpisz tam czy co? Otwieraj ten szlaban, bo ja ciebie obudzę, jeśli ty nie możesz się obudzić!”. Esesman podskoczył, kręci korbą i szlaban podnosi się w górę. Gienek włącza bieg i przejeżdżamy. A esesmani podnoszą rękę — „Heil Hitler!”. Wolność...

Co było dalej, po ucieczce? Gdzie Pan przebywał?

Podczas ucieczki z obozu zepsuł nam się samochód. Dalej musieliśmy iść pieszo. Cały czas Niemcy deptali nam po piętach. Józek Lempart zachorował i musieliśmy go zostawić gdzieś na plebanii u księdza. Staszek Jaster wrócił do swojej ukochanej Warszawy. Ja z Gienkiem postanowiliśmy ukryć się na Ukrainie, ale okazało się, że miejscowa ludność nie jest przyjaźnie nastawiona do Polaków. Zdecydowaliśmy się więc zawrócić do znajomych Gienka we wsi Lasek. Gienek otrzymał tam fałszywe dokumenty i wrócił do swojego Czortkowa. A ja, już jako Władysław Sikora, zacząłem pracować w gospodarstwie Nikodema Nowakowskiego, niedaleko Lasku. Wstąpiłem do Armii Krajowej i walczyłem do końca wojny.

Jest Pan gościem w różnych miejscowościach w kraju i za granicą, opowiada Pan swoje wspomnienia z obozu jako były więzień, a mimo wszystko można się spotkać jeszcze z nazwą „polskie obozy koncentracyjne”. Jak to się dzieje?

W Niemczech nadal pojawiają się w publikacjach sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Tak świat zachodni opisuje historię czasu II wojny światowej. Świadczy to o wielkiej przewrotności Niemców i, niestety, naszej nieudolności w głoszeniu prawdy. Wielokrotnie powtarzam: obecne pokolenie Niemców nie może odpowiadać za grzechy swych dziadków. I można powtórzyć za Janem Pawłem II: „Nie może być dziedziczenia win, ale musi pozostać dziedziczenie pamięci, bo naród bez pamięci swej historii przestaje być narodem”.

archiwum prywatne 

Kazimierz Piechowski zmarł 15 grudnia 2017 roku.

   

niedziela, 19 czerwca 2022

[KOMENTARZ] Dlaczego ucieka ze mnie życie?

[KOMENTARZ] Dlaczego ucieka ze mnie życie?
Jeśli na grzech spojrzymy jako na śmiertelną chorobę przez którą cierpimy i ucieka z nas radość, to czyż nie chcielibyśmy, aby ktoś znający się na rzeczy zdiagnozował nas i dał odpowiednie lekarstwo? Dlaczego więc tak bardzo boimy się, gdy Jezus chce nas "uświęcić w prawdzie"?

pixabay.com/pl/

DLACZEGO UCIEKA ZE MNIE ŻYCIE?

Bardzo często tego nie wiem… I właśnie dlatego, że nie wiem - tak bardzo się męczę. Co wiec jest lepsze? Znać prawdę dlaczego cierpię, czy jej nie znać? Poznać prawdziwe źródło szczęścia, czy szukać go po omacku?

Może właśnie to miał na myśli Jezus, modląc do Ojca się za uczniów „Uświęć ich w prawdzie!”. Mógł przecież powiedzieć „Zakryj ich grzechy!” (aby nie wiedzieli co ich boli) lub „Spraw by przestali cierpieć!” (likwidując ból jako konsekwencję naszych grzechów). Jezus wybrał jednak zbawienie nas przez pokazanie prawdy o nas, bo szanuje nas, nasz intelekt oraz nasze wybory. I dobrze, że zrobił to właśnie w ten sposób, bo gdyby i On nas oszukiwał, to jak na kłamstwie można zbudować jakąkolwiek relację i wzajemne zaufanie?

UŚWIĘCANIE TRWA

Jak każdą Ewangelię, tak i tę mamy czytać dla siebie w czasie teraźniejszym. Oznacza to, że uświęcanie w prawdzie trwa. Jezus walczy o to, abym żył w prawdzie o sobie i o Bogu. Kiedy więc pobłądzę, mogę być pewien, że Jezus da mi odpowiednie słowo, wydarzenia i znaki, a także postawi ludzi, przez których upomni mnie lub przytrzyma przy sobie jakimś nowym objawieniem swojej miłości.

Kiedy z kolei będę przygnieciony tą smutną częścią prawdy o mnie, gdy odkryję że jestem niedoskonały, grzeszny i słaby, wtedy Jezus stanie przy mnie i umocni mnie - samemu lub przez sposoby podane wyżej: słowo, ludzi, wydarzenia czy znaki, które w świeckim patrzeniu na świat nazywamy „zbiegami okoliczności”.

Jedno jest pewne - Jezusowi bardzo zależy, aby wszyscy których dał Mu Ojciec z Nim byli, a On w nich. Jezus nie chce utracić ani jednego ze swoich braci, bo jako nasz Brat cierpi, gdy my cierpimy. Jezus wie, co czeka tego, kto da się omamić naszemu nieprzyjacielowi i straci poczucie prawdy. Dlatego cały czas trudzi się, byśmy żyli w prawdzie, bo tylko prawda nas wyzwoli, czyli pozwoli żyć w szczęściu. 

A CO JEŚLI TA PRAWDA MNIE BOLI?

A jeśli ja nie udźwignę tej prawdy o mnie? Może jednak lepiej nie wiedzieć wszystkiego o sobie i innych? Może jednak lepiej żyć na jakich "tabletkach znieczulających", które „zmiękczą” otaczającą mnie rzeczywistość i pozwolą mi łagodniej przeżywać prawdę o mnie? Jeśli nosisz w sobie takie lęki, może to być oznaka kilku duchowych zjawisk, które zagościły w twoim życiu:

1. Być może nie jesteś jeszcze nawrócony w kluczowych przestrzeniach twojego życia, a twój niepokój jest oznaka działania „ducha dobrego” jak mawia św. Ignacy, czyli samego Boga. Rzeczywiście jest tak, że gdy jest w nas jakaś nienawrócona przestrzeń przez którą ucieka z nas życie i grozi nam niebezpieczeństwo wiecznego potępienia - Bóg z miłości do nas będzie dawał nam sygnały mające zwrócić uwagę na chorobę. Taki ból duszy jest zbawczy, bo podobnie jak gorączka objawia, że z naszym ciałem jest coś nie tak (wkradła się jakaś infekcja), tak też i ten ciągły niepokój może być oznaką tego, że do naszej duszy wdarł się ktoś niepożądany ze swoimi "duchowymi infekcjami". Jeśli tego doświadczasz, rób sobie dobry rachunek sumienia. Zobacz, co robisz inaczej niż uczy Ewangelia, co przed Bogiem ukrywasz, gdzie Jezus nie jest jeszcze pierwszy.

2. Inna możliwością jest to, że działa na ciebie zły duch kłamstwa, który chce cię oddalić od Boga wzbudzając lek przed Nim lub rozpacz, która będzie odbierała ci chęć do życia i pragnienie radosnego służenia Bogu. Pamiętaj wtedy, że Bóg pokazując Ci prawdę, ZAWSZE przychodzi w pokoju, podnosi cię swoją akceptującą miłością i pokazuje, że jest większy od twojego grzechu.

Dlatego podziękuj dziś Bogu za wszystkie wydarzenia trudne trudne i niezrozumiałe, bo one w jakiś tajemniczy sposób wybijają cię z rutyny życia i, albo przestrzegają przed jakimś grożącym niebezpieczeństwem, którego jeszcze nie widzę, a Bóg już widzi i ostrzega, albo prowadzą w głąb wiary.

- Ks. Piotr Spyra  

sobota, 18 czerwca 2022

Зустріч після Святої Меси

Зустріч після Святої Меси

🙏 Дякую всім, з ким мені приємно зустрітися. Війна змусила мене більше ходити на каву з людьми з України, ніж з Польщі 💙💛 Я радію кожній зустрічі. Бажаю вам хороших людей, щоб навколо вас були хороші люди.

archiwum prywatne 

Війна ще триває. Помирають діти та літні люди. Помолімось за мир для України та мир для всього світу... 💙💛

piątek, 17 czerwca 2022

Elegancja, jakość i styl

Elegancja, jakość i styl
Torebki kuferki - uwielbiam! 😍 Są urocze i praktyczne i pasują do różnych stylizacji 😉 Ostatnio bardzo mi się spodobał skórzany włoski kuferek w stylu retro. Jest bardzo elegancki. I rzeczywiście bardzo często mam go przy sobie. Wzór skóry krokodyla prezentuje się wyśmienicie 😍 A licowa skóra naturalna lakierowana gwarantuje piękny połysk każdej „łuski”. Ten śliczny jasnoszary włoski kuferek to torebka klasy premium. Zdecydowanie wyróżnia się spośród innych modeli 💛

archiwum prywatne 

Bez wątpienia - gustownego charakteru nadaje okucie w kolorze złotym. Warto też zwrócić uwagę, że także i spod torebki jest zabezpieczony metalowymi stópkami ochronnymi. Nie wiem jak dla kogo, ale dla mnie jednak ma to znaczenie 😉 Zwłaszcza, że kuferek niemalże każdego dnia mam przy sobie i jestem w różnych miejscach... Też jestem zaskoczona bardzo pozytywnie pojemnością torebki - zmieści się w niej dużo więcej niż zakładałam na początku 😉

archiwum prywatne 

Kuferek ma też dodatkowy pasek ☺ Włoska skóra naturalna, z której produkowane są torebki - należy do najlepszych jakościowo surowców garbarskich. Charakteryzuje się grubą, solidną strukturą, co pozytywnie wpływa na wytrzymałość całej torebki. A wszystkie wiemy jak jest to istotne, szczególnie kiedy chcemy kupić torebkę dla mamy czy babci ❤ W końcu jeśli torebka jest ładna i praktyczna to lepiej gdyby służyła nam przez długi czas...   

archiwum prywatne 

Torebka kuferek to piękne połączenie. To 3 w 1: elegancja, jakość i styl 💛 

archiwum prywatne 


___
artykuł promocyjny  

czwartek, 16 czerwca 2022

[KOMENTARZ] Gdzie mieszka Bóg?

[KOMENTARZ] Gdzie mieszka Bóg?
Pan Bóg chce się mną posługiwać. Ja oczywiście mam wiele wymówek, począwszy od tej, że nie wierzę w to, czuję się niegodny i grzeszny lub wydaje mi się, że się do tego nie nadaję. A jednak, mimo wszystko Bóg chce przez ciebie przemawiać do innych. Jak to możliwe?

pixabay.com/pl/

JAK BÓG DO NAS MÓWI?

Pan Bóg jakoś tak sobie upodobał przychodzenie do nas, że woli bardziej "ludzkie" niż "boskie" sposoby objawiania się. Owszem, Bóg może objawić się w najbardziej cudownych i spektakularnych wydarzeniach (egzorcyzmy, cuda, objawienia, uzdrowienia), lecz dojrzały duchowo człowiek wie, że to nie one najbardziej karmią naszą wiarę. Dlatego zamiast histerycznie szukać Boga w "cudownościach" karmiących raczej emocje niż wiarę, będzie on szukał Boga w bardziej przyziemnych "miejscach".

GDZIE MIESZKA BÓG?

Jakie to miejsca? Pierwszym z nich jest SŁOWO. I nie chodzi tu tylko o samą Biblię. Dziś Jezus uczy nas, że po swoim odejściu będzie wciąż mówił do świata, również przez swoich uczniów: "Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ICH SŁOWU będą wierzyć we Mnie".

Bóg obiecuje zatem, że słowo uczniów Jezusa będzie czymś WYSTARCZAJĄCYM, aby rozwinąć w sobie wiarę. Jakież to proste i chyba jednak wciąż nieoczywiste, bo Bóg to kojarzy nam się z wielkimi objawieniami, a nie z prostotą i skromnością... Czyżby? Jeśli popatrzymy na życie Jezusa, okaże się, że od samego początku Bóg wybierał najprostsze i najuboższe sposoby objawienia swojej CHWAŁY: niemowlę, żłóbek, ludzka postać, słowa, służba, krzyż... Czy tak szybko zapomnieliśmy o słowach św. Pawła (Flp 2, 6-8): "On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej".

Aby jeszcze bardziej wzmocnić moc słowa uczniów, Jezus modli się dziś, aby w uczniach była Jego miłość. Słowa bez miłości to propaganda, wewnętrzna sprzeczność w nauce Jezusa i antyświadectwo dla świata. Dlatego drugim sposobem przez który Bóg chce przychodzić do nas w naszych czasach jest nasza wzajemna miłość.

BÓG MÓWI DZIŚ PRZEZ UCZNIÓW

Jeśli jesteś uczniem Jezusa, nie musisz szukać pokarmu dla swojej wiary daleko. Na początek wystarczy, że masz obok siebie innych uczniów, którzy będą dzielili się z tobą swoją wiarą i będą wiarygodni w tym, dzięki ich świadectwie miłości.

Jeśli jesteś uczniem Jezusa, wiedz, że On chce posługiwać się również tobą, aby inni mogli w Niego uwierzyć. Wystarczy, że jesteś z Nim zjednoczony, czyli prowadzisz wspólne życie z Bogiem i dajesz Mu się do dyspozycji. Dzięki wspólnemu życiu z Bogiem będziesz miał co powiedzieć innym, bo nie będą to wyczytane gdzieś suche nowinki religijne, lecz twoje świadectwo życia. W twoim słowie będzie też moc, ponieważ sam Jezus dziś mówi nam, że wciąż modli się za tych, którzy dzięki naszemu słowu uwierzą w Niego (i nie tylko modli się, ale będzie mówił przez nas dzięki Duchowi Świętemu, który w nas mieszka). A jeśli będzie w tym jeszcze szczera miłość umiejąca dostrzec co się dzieje w drugim człowieku - nic ci więcej nie trzeba. Jesteś idealnym kandydatem na ewangelizatora.

Nie bój się tego, do czego zaprasza cię Bóg. Uwierz, że jesteś posłany by dzielić się Ewangelią z innymi. Masz wszystkie potrzebne ci dary i charyzmaty. Towarzyszy ci stała modlitwa Jezusa i moc Ducha Świętego. Tylko idź i głoś tam gdzie Pan Bóg cię dziś pośle. Tylu ludzi dziś na to czeka...

- Ks. Piotr Spyra 

środa, 15 czerwca 2022

Książka na Dzień Ojca?

Książka na Dzień Ojca?
Książka to zawsze dobry pomysł na prezent, a w tym roku u nas na blogu inspiracje książkowe - wyjątkowo, bo też po raz pierwszy - trzy publikacje doskonałe na prezent z okazji Dnia Ojca ☺ I nie tylko... bo - jak wiemy - "idealny" moment nie istnieje, a najlepszy czas na działanie jest TU i TERAZ... 💙 

pixabay.com/pl/


Napisane z ogromnym zaangażowaniem i ewangeliczną prostotą, porywające studium na temat naszej chrześcijańskiej tożsamości, jako umilowanych dzieci Boga i bezpardonowych ataków szatana, na tysiące sposobów dążącego do zniszczenia naszej tożsamości synów i córek Boga. Ważny dodatek do książki stanowią modlitwy i uwolnienie i uzdrowienie. 

Autorem książki jest Ks. Dominik Chmielewski SDB. 

🌞  📚  🌞


Ludzie tacy jak kardynał Stefan Wyszyński pojawiają się raz na epokę, która na miarę swoich czasów potrzebuje kogoś, kto wyrasta absolutnie ponad przeciętność, aby przeprowadzić za sobą cały naród. (...) Cały czas szukamy strefy komfortu. Ma być dobrze. Ma być miło. Ma być przyjemnie. Dyscyplina jest czymś, co nam kompletnie nie pasuje w naszym dzisiejszym świecie. Tym niemniej to dyscyplina kształtuje naszą męskość (ze wstępu Ks. D. Chmielewskiego SDB). 

Książka powstała we współpracy 
z Wydawnictwem im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego SOLI DEO.

🌞  📚  🌞  



Spójrz w Jej oczy na okładce tej książki i powiedz Jej: Chcę Cię poznać Maryjo, chcę Cię pokochać, chcę żebyś mnie wyszkoliła do duchowej walki i najwspanialszych duchowych zwycięstw! 

Użyj mnie do Triumfu Twojego Niepokalanego Serca na świecie! Tak, chcę być cały Twój, Maryjo, a Ty bądź cała moja, bo tylko w Tobie będę cały dla Boga, a Bóg cały dla mnie. 

Weź mnie za rękę Kecharitomene i prowadź do odkrycia Twojego niesamowitego sekretu, a w nim mojego wiecznego przeznaczenia! Amen! 

Autorem książki jest Ks. Dominik Chmielewski SDB. 

wtorek, 14 czerwca 2022

Kiedy jest mi smutno...

Kiedy jest mi smutno...

... robię risotto 😉 Uśmiecham się jak czytam wiadomości w takim trochę stylu: "Ty masz takie szczęśliwe życie, ciągle jesteś uśmiechnięta"... Moi Kochani, ja kocham żyć, ale jak każdy z nas tak i ja - mam problemy, mam gorsze dni, mam takie wieczory kiedy płaczę... To nie jest tak, że od rana do późnych godzin nocnych uśmiech nie znika mi z twarzy... ale mimo wszystko staram się skupiać na tym, co dobre, pozytywne i co daje nadzieję, że będzie lepiej... 💚 

archiwum prywatne

Mam przy sobie cudownych ludzi, którzy zawsze odbierają telefon, a z którymi gdy tylko jest możliwość - spędzamy czas wspólnie 😎 Czytam dobre, wartościowe książki, słucham muzyki z konkretną dawką pozytywnej energii... A to wszystko sprawia, że życie mniej boli... 

Dziękuję Wam za energię, dobre emocje, wiadomości, komentarze - to zawsze bardzo miłe 💛 Życzę Wam i sobie abyśmy otaczali się dobrymi ludźmi, którzy są uczciwi i pomocni... W dzisiejszym świecie, kiedy kłamstwo jest na porządku dziennym - mieć przy sobie uczciwych i dobrych ludzi to naprawdę piękne i ważne 💛 i potrzebne...  

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Nowy dzień - Nowe wyzwania

Nowy dzień - Nowe wyzwania

Pisałam już o tym wiele razy, więc nie będę się powtarzać. Napiszę tylko tyle - życie naprawdę jest pełne niespodzianek 😎 Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi... 

pixabay.com/pl/ 

TU i TERAZ - i jest pięknie, bardzo... Troszkę zmieni się "rozkład jazdy" jeśli chodzi o publikacje, a mianowicie (jak mówi jeden z naszych zaprzyjaźnionych księży) ☺ w każdą niedzielę - zamiast wywiadów - będą publikowane teksty inspirowane Słowem Bożym. Wojtkowi Łapińskiemu - Szefowi Wydawnictwa SUMUS dziękuję za inspirujące spotkanie, bo od tego się zaczęło... ☺ A za możliwość publikowania komentarzy bardzo dziękuję Ks. dr Piotrowi Spyra - Dyrektorowi Zamojskiej Szkoły Ewangelizacji ☺ 

Wywiady oczywiście będą publikowane dalej, ale już nie w niedzielę 😊 Ponadto, zakładka Niedoskonaly-On... - pracujemy nad kolejnymi wywiadami... Mężczyźni są wyjątkowo zapracowani, ale i na wywiad oczywiście znajdują czas, za co jestem bardzo wdzięczna ☺

I dziękuję Wam, Kochani, że jesteście 💛 Jeśli macie jakieś pomysły co do wywiadu, artykułu - zapraszam do kontaktu ✉

niedziela, 12 czerwca 2022

[KOMENTARZ] Ewangelizacja jest prosta

[KOMENTARZ] Ewangelizacja jest prosta
Jeśli Jezus obiecuje, że podczas ewangelizacji nie zabraknie ci jedzenia, ubrania i spania, to tym bardziej nie zabraknie ci odpowiedniego słowa i mocy Ducha Świetego. Skoro tak, to skąd nasze lęki przed głoszeniem i dawaniem świadectwa?

pixabay.com/pl/ 

EWANGELIZACJA WBREW SOBIE?

Tak naprawdę to ewangelizacja jest prosta. Dajesz się Bogu do dyspozycji, a On cię prowadzi we wszystkim i troszczy się o wszystko, bo to Jemu bardziej zależy na tym, by Jego dzieci Go poznały.

Żeby jednak dać się do dyspozycji, trzeba się pozbyć chęci kontrolowania wszystkiego, a to jest sprzeczne w zasadzie z wszystkimi naszymi podstawowymi instynktami/potrzebami: fizjologicznymi (co będziemy jeść? gdzie będziemy spać?), bezpieczeństwa (a jak nas nie przyjmą?), przynależności (a jak nas nie zaakceptują?), uznania (a jeśli stracę przez to dobre imię?) i samorealizacji (przecież to nie jest coś na co mam ochotę...).

Być może dlatego tak trudno jest nam zdobyć się na to, by tam gdzie jesteśmy głosić Ewangelię, bo patrząc czysto po ludzku robimy coś wbrew sobie, musimy wyjść ze strefy komfortu i bardzo dużo ryzykujemy. Czyż jednak właśnie nie o to chodzi w wierze? Przecież zaufanie słowom Jezusa to praktyce nic innego jak zrobienie czegoś wbrew sobie, bo w posłuszeństwie Jego Słowu, przez które wychodzimy ze strefy własnego komfortu, nierzadko całkiem dużo ryzykując.

EWANGELIZACJA TO SPRAWDZIAN WIARY

Dlatego ewangelizacja jest bardzo dobrym sprawdzianem naszej wiary i naszej chrześcijańskiej dojrzałości. Jeśli ewangelizujesz, oznacza to, że prawdopodobnie masz już za sobą doświadczenie prawdziwości słów Jezusa i jest to dla ciebie naturalna kontynuacja procesu rozwoju twojej wiary. Skoro tyle Bożych obietnic już się sprawdziło w twoim życiu i przez to nawróciłeś się w tak wielu przestrzeniach twojego życia, to czymś normalnym na pewnym etapie wiary jest  również "nawrócenie się" w głoszeniu Ewangelii i odważnym dawaniu świadectwa.

Oczywiście będziesz się zmagał z podobnymi pokusami jak w innych przestrzeniach życia (to zbyt trudne, nie nadaję się do tego, to za wcześnie, jestem niegodny, to nie dla mnie itp.), lecz dla tych którzy odważą się zrobić ten krok wiary, Jezus przygotował wielkie rzeczy.

EWANGELIZACJA TO OKAZJA DO ROZWOJU WIARY

Chyba w żadnej innej przestrzeni wiary nie doświadcza się tak namacalnych Bożych interwencji, jak właśnie wtedy, gdy się głosi innym Ewangelię. Tam, gdzie wyzbędziesz się potrzeby kontroli i zaufasz Bogu, tam doświadczysz Bożego prowadzenia. Dlatego Jezus dziś poucza Apostołów, aby nie brali na drogę pieniędzy, zapasów ubrania i jedzenia oraz aby zdali się na życzliwość ewangelizowanych, gdy chodzi o jedzenie i nocleg.

Co otrzymają w zamian za tę odważną decyzję wiary? Otóż będą świadkami tego, jak Bóg się nimi posługuje. Będą na własne oczy widzieli uzdrowienia chorych, wskrzeszanie umarłych, oczyszczanie trędowatych i klęskę złego ducha. Będą widzieli jak Boży pokój zstępuje na ich słuchaczy i będą świadkami tego, jak Boże Królestwo triumfuje ponad piekielnymi mocami i ludzkimi układami.

Chcesz pójść dalej w wierze? Zacznij głosić innym Ewangelię. Sposobów jest na to wiele: od zwykłego świadectwa życia, przez stałe omadlanie jakiejś jednej konkretnej osoby, aż po głoszenie bezpośrednie, jeden na jeden czy też wygłoszenie przed innym świadectwa lub konferencji, jeśli ktoś cię o to poprosi. Im bardziej poddasz się Duchowi Świętemu (a po ludzku - stracisz kontrolę i poczujesz się we wszystkim zależny od Boga), tym większe rzeczy będziesz widział. Zatem "Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić, dlatego że wiele ludu mam w tym mieście" (Dz 18, 9-10).

- Ks. Piotr Spyra 

sobota, 11 czerwca 2022

Zostań z ludźmi, którzy...

Zostań z ludźmi, którzy...

 

pixabay.com/pl/

Najlepsi ludzie to ci, którzy wkraczają w Twoje życie i sprawiają, że widzisz słońce tam, gdzie wcześniej były chmury. Ludzie, którzy wierzą w Ciebie tak bardzo, że sam zaczynasz w siebie wierzyć. Ludzie, którzy kochają Cię za to, że po prostu jesteś sobą... 


___

cytaty.pl 

piątek, 10 czerwca 2022

Moi ludzie z Tarnopola

Moi ludzie z Tarnopola
Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę spotkałam się z kilkoma tysiącami ludzi, którzy uciekli do naszego kraju przed śmiercią. Z jednymi chwilkę rozmawiałam, jeszcze innym przynosiłam jedzenie i picie, ale byli też i tacy, którym pomagałam w dalszej podróży. Twarze tych ludzi - szczególnie z pierwszych dni wojny - pamiętam do dziś. Podczas koncertu PRIME Orchestra, kiedy wybrzmiał hymn Ukrainy i poleciały mi łzy, przeszły mi przed oczyma twarze tych, których spotkałam... 

archiwum prywatne 

Zawsze się cieszę, kiedy moi Ukraińscy Przyjaciele się odzywają, piszą, dzwonią, wysyłają zdjęcia. To zawsze takie miłe, i niezwykle wzruszające 💙💛 Mam taką cudowną rodzinkę, którą poznałam pod koniec lutego. Teraz mieszkają w jednym z miast naszego pięknego kraju, ale za każdym razem kiedy przyjeżdżają do Warszawy - spotykamy się ☺ Podczas spotkania przekazałam moim Przyjacielom modlitewniki do Św. Michała Archanioła ❤ Modlitewniki przekażą się też swoim najbliższym, i przyjacielom z Ukrainy, ponieważ modlitewnik jest w ukraińskiej wersji językowej. Modlitwę o pokój na świecie ułożył Ks. Zbigniew Kras, kapelan Prezydenta RP.  

archiwum prywatne 

Jestem wdzięczna wszystkim, z którymi mam przyjemność wspólnie działać, bo razem możemy wszystko 💙💛 Dziękuję Księdzu Kapelanowi za modlitewniki, a moim Ukraińskim Przyjaciołom za dalsze ich rozpowszechnianie w swoim środowisku 😎
 
Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger