Kwiat Kobiecości. Zostań Ambasadorką!

Kwiat Kobiecości. Zostań Ambasadorką!

Pierwszy raz o Kwiecie Kobiecości usłyszałam przy okazji badań cytologicznych, które można było wykonać bezpłatnie w specjalnym cyto-busie, który przez lutowy weekend stał w pobliżu Pałacu Kultury i Nauki... 



Tak się złożyło, że miałam okazję poznać wspaniałą Idę Karpińską - prezes Organizacji Kwiatu Kobiecości. Jej historia zainspirowała mnie przede wszystkim do większej troski o siebie. Dziś, kiedy ciągle gdzieś biegniemy, na coś się spieszymy - tak łatwo zapomnieć o sobie! Pamiętamy zwykle o wszystkich i jesteśmy dla innych zawsze kiedy tylko potrzebują naszej pomocy, ale ważne jest to, abyśmy w tym wszystkim - całym zabieganiu - nie zapominały o sobie!

Historię Kwiatu Kobiecości znajdziesz tutaj 👈


🌺🌸🌺🌸🌺

Dziś zapraszam Wszystkie Kobiety - bez względu na wiek, zawód i miejsce zamieszkania... Zapraszam Wszystkie do dbania o siebie i troski o swoje ciało 😊  Zapraszam do dołączenia do Ambasadorek Kwiatu Kobiecości - niech ta bransoletka będzie tym, co wyróżnia nas w świecie! Niech będzie znakiem rozpozwaczym tego, że naszą kobiecość przeżywamy świadomie! 💋


🌸 Bransoletkę możesz zamówić tutaj 🌺
🌸 A w sprawie zamówienia koszulki najlepiej napisz maila na adres, który znajdziesz tutaj 🌺 

#weźsięzbadaj! 👈

[WYWIAD] Edyta Geppert: Kocham Cię, życie!

[WYWIAD] Edyta Geppert: Kocham Cię, życie!

27 stycznia wieczorem w kościele na Karolkowej odbył się niezwykły koncert w wykonaniu Edyty Geppert. To, co zrobiło na mnie duże wrażenie - mnóstwo ludzi, którzy nie mieścili się w świątyni. Po koncercie miałam przyjemność porozmawiać chwilkę z Panią Edytą...   


Fot. Materiały prasowe 

Do jakich wspomnień z dzieciństwa lubi Pani najbardziej powracać?

Najchętniej wracam do tych związanych ze szczęśliwymi chwilami.

Czym jest szczęście? Co je Pani daje?

Mam nadzieję, że nie oczekuje Pani ode mnie uniwersalnej recepty. Na swój prywatny użytek uważam, że szczęściem jest brak nieszczęścia.

A śpiew?

W moim przypadku to próba nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem.

Ma Pani takie poczucie, że po Pani koncertach ludzie chcą stawać się lepsi?

Tak naprawdę to nie wiem, co się dzieje po koncertach z moimi słuchaczami. To ich trzeba by było o to zapytać. Mam nadzieję, że czasu, który razem spędziliśmy, nie uważają za stracony.

Po każdym koncercie jest wiele osób, które chcą się z Panią spotkać…

To mnie z jednej strony cieszy, a z drugiej krępuje. Cieszy, bo stanowi dla mnie dowód, że to, co robię, jest ważne nie tylko dla mnie. A krępuje, bo w życiu prywatnym jestem osobą nieśmiałą.

Co daje Pani energię do dalszego działania?

Chyba to, że kocham robić to, co robię.

Podczas Pani koncertu w warszawskim kościele św. Klemensa były tłumy. Ojciec, który posługuje w parafii, powiedział, że tak dużo ludzi było ostatni raz na Mszach Świętych za ojczyznę w stanie wojennym...

To miłe, zważywszy na to, że ludzie dziś mają dużo więcej możliwości spędzania czasu niż wtedy.

Wtedy rozpoczęła Pani karierę zawodową, w latach 80. Co wtedy było najtrudniejsze dla artystki?

Mogę mówić tylko o sobie. Dla mnie – znalezienie repertuaru odpowiedniego, godnego czasu, w którym przyszło mi debiutować. Przypominam, że czasy były smutne i momentami dramatyczne.

Jak wspomina Pani swój pierwszy koncert?

Był nim recital dyplomowy w Państwowej Średniej Szkole Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie w czerwcu 1983 r. Miałam ogromną tremę, bo na widowni byli, oprócz profesorów i uczniów ze szkoły, znamienici goście, m.in. Wojciech Młynarski. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło – otrzymałam dyplom z wyróżnieniem.

Dlaczego wybiera Pani czarny kolor ubioru na scenie?

Bo pozwala skupić się zarówno mnie, jak i słuchaczom.

Śpiewała Pani również rap. Czy rap bez przesłania ma sens?

Moje śpiewanie rapu było żartem zahaczającym o parodię pewnej znanej wykonawczyni. Pytanie o sens należało by chyba skierować do tych, którzy zajmują się rapem na poważnie. Ja się tylko bawiłam tą formą.

Połączyła Pani życie prywatne i życie zawodowe, czyli jednak się da? I to życie, w którym prawie nie ma miejsca dla mediów...

Ktoś powiedział, że prywatność bardzo łatwo sprzedać, ale bardzo trudno ją potem odzyskać. To mnie przekonuje.

Czego nauczyło Panią macierzyństwo?

Tego, że w życiu są sprawy ważne i mniej ważne. Narodziny mojego syna to najważniejsze wydarzenie w moim życiu.


A kobiecość – jak ją Pani rozumie, wypełnia?

Nie zastanawiałam się nad tym. Nie bardzo umiem odpowiedzieć – chyba nawet samej sobie – co to jest i jak widzę swoją kobiecość. Czy to jest świadomość siebie i poczucie własnej wartości? Czy za nią idą jakieś przywileje, czy powinności? Dopiero wtedy, gdybym znała satysfakcjonujące mnie odpowiedzi na te pytania, mogłabym odpowiedzieć, czy ją wypełniam.

Czego nauczyła się Pani od mamy?

Zachowania pogody ducha w trudnych momentach mojego życia.

Nie ma Pani wrażenia, że dzisiejsze kobiety są smutne, jakby mniej szczęśliwe?

Ponieważ żyję tu i teraz, nie wiem, z kim miałabym porównywać smutek i stopień szczęśliwości dzisiejszych kobiet. Jaką skalą to mierzyć? Kobiety idące Nowym Światem wydają mi się częściej uśmiechnięte, niż te np. żyjące na Szmulkach. A może odwrotnie – wszystko zależy od tego, kto to ocenia.

A co ze wsparciem, zaufaniem? Czy dziś mają one jeszcze wartość?

To są dobra zawsze cenione.

W show biznesie również? Jakie tam wartości królują?

Nie wiem, nie czuję się częścią show biznesu. Od lat z rozmysłem działam poza nim.

Dziś wszyscy, mimo braku relacji, nazywają się wzajemnie „przyjaciółmi”. Co jest dla Pani fundamentem przyjaźni?

Lojalność i wyrozumiałość. Bez nich przyjaźń nie istnieje.

Śpiewa Pani „Kocham Cię, życie (...) choć się marnie odwzajemniasz”... Za co kocha Pani życie?

Za to, że jest.

Ludzie, którzy odnoszą sukcesy, chcą być „wszędzie”, a Pani jednak rzadko udziela wywiadów…

Powtórzę za Sławomirem Mrożkiem: „Nie lubię mówić byle czego i byle jak”. A poza tym wszystko, co mam do powiedzenia publicznie, mówię ze sceny swoimi piosenkami.


Źródło: Tygodnik Idziemy

[WYWIAD] Miłość na odległość...

[WYWIAD] Miłość na odległość...

Miłość... przetrwa wszystko... Kilka lat temu nt. Miłości na odległość rozmawiałam z ks. drem Markiem Dziewieckim...   


Księże Doktorze, związek na odległość, szczególnie w bliskich relacjach: mąż-żona, rodzice-dzieci już sam w sobie zakłada pewną tęsknotę. Jednocześnie - mimo takiego związku – jest to poniekąd skazanie na samotność? 

W tych najważniejszych więziach obowiązuje zasada: im bliżej jest osoba, którą kocham i która mnie kocha, tym bardziej umacniamy siebie nawzajem naszą miłością. Tą właśnie zasadą kierował się Bóg, gdy nadszedł czas pełnego objawienia nam miłości. Bóg-Ojciec posłał nam wtedy swego Jednorodzonego Syna w ludzkiej naturze, by był blisko nas, byśmy mogli Go widzieć, słyszeć, dotykać, by na nas patrzył i by nas wspierał swoją widzialną obecnością. Gdy źli ludzie skazali Jezusa na śmierć, wrócił On do nas po zmartwychwstaniu i pozostał fizycznie blisko nas – w Eucharystii i w Komunii świętej. Nie dziwmy się więc, że wtedy, gdy małżonkowie czy rodzice i dzieci nie żyją pod jednym dachem, zaczynają cierpieć, tęsknić, boleśnie odczuwać brak tego, kto nas kocha i kogo my kochamy. W takich sytuacjach każda ze stron przeżywa poczucie osamotnienia i cierpi.

Gdy nie mamy ukochanej osoby w swoim zasięgu – możemy uzależnić się od telefonu, Internetu, bo przecież cały czas czujemy potrzebę kontaktu? 

Uzależnienie od mediów elektronicznych rzeczywiście grozi, gdyż kontakt za pomocą telefonu, skype’a czy e-maila jest prawdziwy, ale nigdy tak nas nie cieszy i nigdy nie jest dla nas takim  źródłem wsparcia, jak kontakt fizyczny – twarzą w twarz. Najbardziej czujemy się umocnieni, gdy ta druga osoba jest tuż obok nas i gdy tworzy nam poczucie bezpieczeństwa za pomocą swojej fizycznej obecności. Często mówią mi ludzie, których bliscy są daleko od domu, że gdy z nimi kontaktują się za pomocą telefonu czy Internetu, to zwykle rozmawiają całymi godzinami, a mimo to kontakty te pozostawiają niedosyt. Łatwo wtedy po skończeniu rozmowy pozostać przed komputerem i godzinami surfować w Internecie czy szukać „przyjaciół” na portalach internetowych, byle tylko zapomnieć o trudnej rzeczywistości czy
o poczuciu osamotnienia.


Z drugiej strony małżonkowie, którzy żyją w takim związku, doceniają każdą chwilę, gdy są razem i uczą się cierpliwości w czekaniu na kolejne spotkanie. Czy rzeczywiście odległość jest tak wielkim problemem? 

Odpowiedzią niech będzie konkretna sytuacja jednej z rodzin, którą znam od długiego czasu. On - mąż i ojciec – jest szlachetnym i pracowitym człowiekiem. Żeby utrzymać żonę i dwójkę dorastających dzieci musiał kilka lat temu z tej „zielonej wyspy” wyjechać zagranicę, bo w Radomiu i okolicy nie miał szans na pracę. Za każdym razem, gdy spotykałem jego żonę, rozmowa kończyła się jej płaczem. Opowiadała mi o tym, jak bardzo czuje się osamotniona i smutna, mimo że codziennie rozmawia z mężem przez telefon 2-3 godziny, a w weekendy jeszcze dłużej. Niedawno spotkałem tę kobietę po raz kolejny. Tym razem rozpłakała się jeszcze bardziej. Okazało się, że zgodnie z tym, co wspólnie zdecydowali – kilka miesięcy temu mąż wrócił do Polski. Nadal jednak nie było możliwe znalezienie pracy w Radomiu. Żeby rodzina miała za co żyć, musiał zgodzić się na pracę w odległości 300 km od domu. Może przyjeżdżać jedynie na weekendy. Nadal więc cała rodzina cierpi: żona, mąż i dorastające dzieci. Nie we wszystkich rodzinach bliscy przeżywają bycie na odległość aż tak boleśnie, ale jeśli ból jest mniejszy, to znaczy, że małżonkowie czy dzieci zaczynają stopniowo oddalać się od siebie.

Czy to ma sens?”, „Czy przetrwamy?” – te pytania najczęściej zadajemy sobie 
w związku, który od początku będzie związkiem na odległość. Można być daleko, ale stwarzać poczucie bliskości? 

Jeśli bliskie sobie osoby tworzą związek na odległość, to na długą metę nie da się uniknąć poważnych trudności. Przecież z definicji człowiek mi bliski to ktoś taki, kogo kocham z bliska, a nie na odległość. Tą właśnie bliskością różni się miłość do małżonka czy dziecka od miłości do reszty ludzkości. Fizyczna bliskość jest wręcz miarą miłości w małżeństwie i rodzinie na zasadzie: tyle miłości, ile czasu poświęcam moim bliskim. Jeśli z jakichś względów wyjazd jednej z osób jest konieczny i rozstanie na jakiś czas jest nieuniknione, to warto zrobić wszystko, by taka sytuacja trwała krótko i by traktować ją jako wyjątek. Jeśli wyjazd – np. ze względu na pracę – jest planowany na dłużej, wtedy warto zrobić wszystko, by umożliwić szybki przyjazd całej rodziny w to nowe miejsce.

Czy to nie jest tak, że dzięki takiemu związkowi stajemy się bardziej świadomi naszej więzi? 

Z pewnością taka sytuacja pomaga nam uświadomić sobie, jak ważna jest wzajemna więź i jak trudno radzić sobie z codziennością w pojedynkę. Z drugiej strony to uświadomienie ma wysoką nieraz cenę. Ceną tą jest nie tylko smutek i tęsknota, lecz także coraz bardziej dręczące pytanie o to, czy takie bycie „razem” na odległość ma sens. Czasem ceną za związek na odległość jest słabnięcie miłości i stopniowy zanik więzi. Bywa nierzadko i tak, że jedna ze stron układa sobie życie z nowym „partnerem”. Dochodzi wtedy do zdrad małżeńskich, rozpadu rodzin, dramatycznego cierpienia krzywdzonego małżonka i jeszcze bardziej dramatycznego cierpienia krzywdzonych dzieci. Zdarza się i tak, że małżeństwo rozpada się… po powrocie męża czy żony. Okazuje się, że w międzyczasie jedno z nich - lub obydwoje - stali się dla siebie obcy, że siebie już nie rozumieją, że nie mają już wspólnych zainteresowań i wspólnego tematu rozmów, że już nie cieszą się bliskością. Znam takie sytuacje, gdy po kwiatach, łzach radości i przytuleniach na lotnisku w dniu przylotu wytęsknionej osoby, święto zamienia się szybko w rozczarowanie i poczucie wyobcowania po długim okresie bycia „razem” na odległość.

Czy ciągła rozłąka może być przyczyną częstych kłótni, wyrzutów, pretensji?

Na długą metę tego typu sytuacje są trudne do uniknięcia. Zwykle to kobiety – żony, matki, córki – zaczynają coraz głośniej protestować i mówić, że bycie na odległość jest dla nich coraz bardziej nie do zniesienia. Wtedy mężczyźni – mężowie czy synowie – nie rozumieją takich reakcji kobiet, czują się niedoceniani i nie szanowani, no bo przecież oni tam w tych dalekich krajach ciężko pracują, a tu ktoś ma do nich jeszcze pretensje. Eskalacja konfliktu i wzajemna agresja to wtedy już tylko kwestia czasu.

Jak dbać o kontakt, gdy bliskie osoby dzieli duża odległość?

Pierwszym warunkiem poradzenia sobie z tego typu trudnymi sytuacjami jest troska o bliską więź z Bogiem. Według mnie to rzecz absolutnie najważniejsza! Im dalej jesteśmy od ludzi, których kochamy, tym bliżej bądźmy Boga, bo On daje siłę i uczy kochać w każdej sytuacji i za każdą cenę – wiernie, wytrwale, mądrze. Jeśli mąż i żona czy dorosłe dzieci gdzieś tam daleko od domu pozostają blisko Boga, włączają się w życie miejscowej parafii, są zawsze na niedzielnej Eucharystii, modlą się, znajdują sobie stałego spowiednika, to wtedy są w stanie zwycięsko przetrwać próbę odległości. Drugim warunkiem jest codzienne dawanie bliskim osobom znaków, że kochamy, że pamiętamy, że tęsknimy, że liczymy dni i godziny do powrotu. To mogą być telefony, e-maile, sms-y, listy, paczki, a także – co szczególnie cieszy - niezapowiedziane odwiedziny, nawet jeśli podróż sporo kosztuje i wiąże się z dużym zmęczeniem fizycznym. Człowiek jest spotkaniem, a spotkania z tymi, z którymi wiąże nas wielka miłość, dają wielką siłę i umacniają nadzieję na dobrą przyszłość.

Inspiracja na Dzień Dobry

Inspiracja na Dzień Dobry

Dalej. Otwórz drzwi, o których mówiono, że je da się ich otworzyć. Tam czeka życie.
 – Kelly Ann Rothaus 



Jeżeli jesteś nastawiony na to żeby wszyscy cię lubili, będziesz gotowy poświęcić wszystko każdego dnia i niczego nie osiągniesz.
- Margaret Thatcher


🌺🌻🌺🌻🌺

  Zbyt często ludzie pracują ciężko nad niewłaściwą rzeczą. Pracować nad właściwą rzeczą jest prawdopodobnie ważniejsze niż pracować ciężko.
- Caterina Fake

🌺🌻🌺🌻🌺

Dobry plan konsekwentnie wykonany dzisiaj jest lepszy niż idealny plan wykonany jutro.
- George Patton

🌺🌻🌺🌻🌺

Możesz mieć wszystko czego zapragniesz, jeżeli pozbędziesz się przekonania, że nie możesz tego mieć.
 - Robert Anthony

🌺🌻🌺🌻🌺

 Trzymaj się z dala od ludzi, którzy tłamszą twoje marzenia. Mali ludzie zawsze to robią. Jednak naprawdę wielcy sprawiają, że Ty także możesz stać się wielki.
- Mark Twain   

🌺🌻🌺🌻🌺

 Kiedyś – nie ma takiego dnia tygodnia.
 - Janet Dailey

🌺🌻🌺🌻🌺 

Wiele spośród rzeczy, które możesz policzyć, nie liczą się. Wiele z tych, których policzyć nie można, naprawdę się liczą.
- Albert Einstein

🌺🌻🌺🌻🌺 

Najtrudniejsze jest zdecydowanie się na działanie. Reszta to już tylko kwestia wytrwałości - Amelia Earhart

🌺🌻🌺🌻🌺 

Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie 
- Peter Drucker

🌺🌻🌺🌻🌺 

Nie pytaj czego świat potrzebuje. Pytaj co czyni cie pełnym życia i rób to, ponieważ tym czego świat potrzebuje są ludzie pełni życia. 
- Howard Thurman

🌺🌻🌺🌻🌺  

Rob to, co uważasz za stosowne. I tak zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa inaczej...
- Michelle Obama

🌺🌻🌺🌻🌺 

Wasz czas jest orpgraniczony, więc nie marnuje go na życie cudzym życiem. Nie dajcie się schwytać w pułapkę dogmatu, która oznacza życie według wskazówek innych ludzi. Nie pozwólcie, by szum opinii innych zagłuszył wasz wewnętrzny głos. I co najważniejsze, miejcie odwagę iść za głosem swojego serca i intuicji.
 - Steve Jobs

🌺🌻🌺🌻🌺 

Niesłuszne krytyka to często ukryty komplement
 - Dale Carnegie

🌺🌻🌺🌻🌺

 Kiedy nie masz nic oprócz wiary, masz wszystko czego potrzebujesz.
 - Regina Brett 

🌺🌻🌺🌻🌺

 Życie to nie suma oddechów. Życie to suma momentów, kiedy zapiera ci dech w piersi - Vicki Corona

🌺🌻🌺🌻🌺

  Nie ma sytuacji bez wyjścia. Kiedy Bóg drzwi zamyka to otwiera okno.
- Ks. Jan Twardowski

🌺🌻🌺🌻🌺

  Sposobem na zaczęli jest skończenie mówienia i podjęcie działania.
 - Walt Disney

🌺🌻🌺🌻🌺

  Przyszłość zaczyna się dziś, nie jutro.
- Jan Paweł II

🌺🌻🌺🌻🌺 

Oto jest test, aby sprawdzić, czy twoja misja na Ziemi się skończyła. Jeżeli żyjesz – nie jest skończona.
 - Richard Bach

Papa Emerito 💖 Wspomnienia Sekretarza abpa Mokrzyckiego

Papa Emerito 💖 Wspomnienia Sekretarza abpa Mokrzyckiego

Dziś mija kolejna rocznica wyboru kard. Ratzingera na papieża. Z tej okazji dzielę się wywiadem, który kilka lat temu przeprowadziłam z drugim sekretarzem Ojca Świętego Benedykta XVI 💖 Abp Mokrzycki był również sekretarzem Ojca Świętego Jana Pawła II. 

fot. EPA/L'OSSERVATORE ROMANO/PAP

Księże Arcybiskupie, rozmawiamy we Lwowie, do którego skierował Księdza Ojciec Święty Benedykt. Czym dla Ekscelencji była nominacja na arcybiskupa Lwowa?

Ta decyzja to wielkie zaufanie papieża Benedykta XVI. Powierzył mi Kościół, który cieszy się wielkim prestiżem a także chlubi tradycją i historią. Metropolia bardzo żywa, z bogatą historią. Jednocześnie – obecnie znajdująca się w trudnej sytuacji materialnej. Jest to metropolia, która wymaga poświęcenia się i ofiarnej pracy w rozwoju tego kościoła. Dla mnie  jest to też dowód zaufania i wdzięczności papieżowi za powierzenie mi diecezji, ponieważ to moja diecezja – diecezja, w której się wychowałem. Cząstka tej diecezji pozostała na terenie Polski – 33 parafie.

Czyli Ksiądz Arcybiskup po kilkunastu latach wrócił znowu do swojej diecezji…

Tak. Dlatego taka decyzja Ojca Świętego była dla mnie wielką radością, że jako biskup mogę pracować w swojej diecezji, o której tak wiele się słyszało, a która poprzez lata komunizmu wiele wycierpiała. Byliśmy zawsze wychowywani w duchu tej tradycji
w seminarium, a także w codziennym życiu.

Chyba wszyscy byli mile zaskoczeni, kiedy to nowo wybrany papież przemówił do nas w języku polskim. Kto uczył Ojca Świętego naszego języka?

Przed wystąpieniem zawsze robiliśmy próbę w czytaniach Ojca Świętego. Papież dość sobie radził z tym językiem, oczywiście było to w transkrypcji niemieckiej. Zawsze kiedy tam byłem, przed każdym wystąpieniem, przed Anioł Pański, czy przed audiencjami środowymi to już taką lekką próbę robił.

„Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus” – to jedno zdanie znał chyba na pamięć… 

Tak (uśmiech). Kiedyś kolega do mnie zażartował: „Ja już teraz wiem dlaczego Ojciec Święty mówi takim śpiewającym tonem: „Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus”. Ja tak mówię śpiewająco (uśmiech), ale taki ton Ojciec Święty sam sobie wybrał (uśmiech).

Dla Jana Pawła II był Ksiądz „Mieciem”. Dla Benedykta XVI jest Ksiądz „Mietkiem”. Jakie były relacje? 

To są dwie różne osobowości. Jan Paweł II traktował mnie bardziej można powiedzieć jako swojego wnuka, myślę, że takie relacje były… Więc zawsze z taką ogromną życzliwością, sympatią… Natomiast także i Benedykt XVI przez te dwa lata okazał mi wiele życzliwości, wiele serca, chociaż jest człowiekiem bardzo nieśmiałym, ale jednocześnie bardzo otwartym i bardzo wrażliwym. Darzył mnie szczególną życzliwością i sympatią.

Jakie były różnice pomiędzy posługą polskiemu papieżowi a Benedyktowi?

Funkcja była podobna. Jeśli chodzi o Ojca Świętego Benedykta – w większości audiencji generalnych uczestniczył pierwszy sekretarz – ks. Georg Gänswein. Za pontyfikatu Benedykta XVI bardziej pełniłem funkcję drugiego sekretarza – byłem odpowiedzialny za kancelarię. Z Ojcem Świętym Janem Pawłem II – współpraca z ks. Stanisławem w większości była na przemian - co środa – raz on chodził na audiencje, raz – ja. Natomiast wielkiej, innej różnicy nie było.


[WYWIAD] Hejt. Czy jest grzechem?

[WYWIAD] Hejt. Czy jest grzechem?

Kilka tygodni temu rozmawiałam z Ks. Matteo o hejcie w sieci... Temat ważny, który może z różnych względów pomijamy... Czy warto żyć tak jakbyśmy na hejt byli obojętni? 



Proszę Księdza, Chrystus uczy o miłości, a my niekiedy sięgamy do nienawiści – zwłaszcza tej, dość widocznej w Internecie... 

Mogę się z czymś nie zgadzać, mogę mieć inny pogląd na konkretną sprawę, ale to nie daje mi prawa do hejtu. Mówić, że się z kimś nie zgadzamy jest czymś innym – zawsze powinniśmy bronić swoich poglądów. Zanim zaczniemy pozostawiać po sobie jakikolwiek ślad w Internecie, może warto przedtem odpowiedzieć na pytanie: Kim jestem aby hejtować? Czy rzeczywiście wszystko muszę komentować i oceniać? Co daje mi takie prawo?

Może to, że niejako jesteśmy „ekspertami od wszystkiego”? 

Jeśli nie znam się specjalnie na sztuce, to nie komentuję dzieł sztuki. Jest pewien rodzaj wiedzy, którą mamy na konkretny temat, ale nie oznacza to, że jesteśmy ekspertami od wszystkiego. Coś może mi się podobać lub nie, ale jest to moja subiektywna ocena. Kiedy zaczynamy hejtować – bardzo szybko schodzimy na poziom osobisty, personalny. Nie chodzi o to, aby nie mieć swojego zdania, ale o atak personalny, do którego nie mamy prawa.

Cytowanie samego siebie też może być rodzajem pewnej patologii?

Jeśli spojrzymy z naukowego punktu widzenia na fakt, że ktoś cytuje sam siebie – jest to co najmniej dziwne...

Z czegoś to wynika. Brakuje autorytetu? 

Brak autorytetu powoduje to, że każdy chce nim być – przynajmniej dla siebie. Każdy jest najlepszym nauczycielem dla siebie, każdy może oceniać, krytykować, hejtować – w imię prawa do swojej wizji. Pewna forma braku wychowania niesie za sobą również coraz mniej tolerancyjności. Inna opinia, inna wizja niż moja będzie zawsze zła. Brak wychowania przejawia się niekiedy także we wpisach, które powodują hejt.

Wobec tego, z czego wynika odrzucanie autorytetu?  

Nie żyjemy w świecie, który jest czarno – biały. Ten, kto widzi świat w dwóch barwach, czyli albo coś jest dobre albo złe – jest niedojrzałym człowiekiem. Nie akceptuje również wad i niedoskonałości drugiego człowieka.

Hejt = nienawiść. Może nie mamy tego świadomości?  

To, że się z czymś nie zgadzam nie daje mi prawa do hejtowania. Nawet w przypadku kiedy uważam, że konkretny post jest „zły”. Niezgoda na post to roszczenie sobie prawa do bycia sędzią, katem czy obrońcą „biednych”. Nie chodzi tylko o ostrość wypowiedzi, ale również świadomość tego, że hejt staje się medialny i otwarty – w sensie, że większość ma do niego dostęp.

Dobrze, ale hejtowanie prywatnych postów na profilach ludzi, których nie znamy? 

Nie jest to raczej postawa katolicka. Moje kryteria będą nieodpowiednie, ponieważ nie znam motywów dlaczego ta konkretna osoba opublikowała taki a nie inny post czy zdjęcie. Nie wiem w jakim stanie aktualnie jest, jakie jest jej życie, z jakimi problemami się zmaga. Inaczej przyjmuje się krytykę w cztery oczy, ale musi być relacja.

Nie wiem, ale hejtuje...

Powierzchowny sąd jest antychrześcijański. Kościół mówi o upomnieniu najpierw w cztery oczy. Zanim kogoś ocenisz, zadaj sobie pytanie czy tego kogoś znasz, w jakiej relacji z nim jesteś, jak często się spotkacie. Jest przecież dużo okazji aby upomnieć w cztery oczy. Internet nie jest do tego potrzebny.

Może czasami hejt mylimy z krytyką?

Warto pamiętać, że korygowanie czy poprawianie zawsze ma na celu dobro drugiej osoby. Jeśli więc zwracasz mi uwagę dla mojego dobra, to rób to osobiście! Jeśli atakujemy wprost to nie szanujemy drugiej osoby, ale też nie robimy tego dla jej dobra.

A skoro hejtuję – chcę się dowartościować?

Czy autor hejtu jest świadomy tego, co jego wpis może powodować? To, że widzimy drugiego człowieka tylko na zdjęciu nie daje nam prawa do wszystkiego! Być może przez swój hejt poczujemy się lepiej.

Znamy przypadki, kiedy to księża hejtują... A Ksiądz był ofiarą hejtu?

Doświadczyłem hejtu przez post, który udostępniłem na stronie, jaką zarządzam – związaną z duszpasterstwem Włochów. Ksiądz ma spełniać konkretną funkcję. Czy ksiądz powinien być lepszym chrześcijaninem? Tak. A czy jest lepszym człowiekiem? Tego nie wiadomo.

Może hejtowanie w czymś jednak pomaga?

Hejtowanie nie pomaga w niczym. Każdy podział w Kościele jest powodem zgorszenia.

Są sytuacje w których hejt jest wskazany? 

Fala hejtu jest też pewnego rodzaju reakcją na zło, na niesprawiedliwość. Jeśli uznajemy etymologię słowa – nikt nie ma prawa hejtować. Grzech i złość zawsze objawiają się przez kogoś. Czy moje prawo do wolności nie staje się krzywdą dla drugiego? Mogę mówić o tym, co mi się podoba albo nie podoba, ale nie mam prawa krzywdzić, osądzać i krytykować. Warto się zastanowić czy to nie jest tak, że celowo szukam starcia?

Z hejtu trzeba się spowiadać?

Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie czy świadomie działam przeciwko Bogu i ludziom? Jeśli w szerszym kontekście popatrzmy na walkę dobra ze złem, to w sytuacji kiedy hejtuję – rozsiewam zło, nie dobro.

Źródło: Tygodnik Idziemy
Piękno jest w nas!

Piękno jest w nas!

To, że mamy problem z wartościami i czy kulturą choćby względem starszych ludzi – wiadomo nie od dziś, ale jest też inna sprawa, która mnie – jako kobietę – dość zasmuca. Mijam w ciągu dnia setki kobiet –  piękne, uśmiechnięte, zadbane, ale mijam też i smutne, niezbyt dobrze wyglądające, o smutnych oczach... Chciałabym, abyśmy były dumne ze swojej kobiecości!


Nie mówię o tym, że każda ma mieć pomalowane usta na czerwono, zrobione paznokcie i buty na wysokim obcasie, bo nie o to jakby chodzi. Chodzi mi o pokazanie tego piękna, które jest w nas. Piękno, które mamy w sobie odbija się w naszych oczach. Nie raz pewnie słyszymy komplementy, że pięknie dziś wyglądamy, że w naszych oczach widać radość i szczęście. Jednak to nie wszystko...

Bądźmy też bardziej kobiece również na zewnątrz – zakładajmy chętniej sukienki, spódnice i buty na obcasie czy koturnie, a rano znajdźmy czas na makijaż – nie chodzi o godzinne przesiadywanie przez toaletką, ale o ładny, naturalny makijaż, w którym będziemy się dobrze czuły. Nie chodzi o nakładanie maski, ale o delikatny makijaż, który podkreśli naszą urodę.

Podobnie, zadbajmy również o dłonie. Pomalujmy paznokcie, przecież co chwilkę wchodzą na rynek nowości, lakiery holograficzne stały się chyba hitem ostatnich tygodni. Malowanie paznokci nie wymaga przecież wielu godzin. Zarezerwujmy czas tylko dla siebie, wybierzmy ulubiony lakier i do dzieła. Dbajmy również o nasze ciało, bo w zdrowym duchu...

Korzystajmy też z biżuterii, pięknych korali czy bransoletek. A torebki? Przecież to wszystko jest dla nas. Nie bójmy się naszej kobiecości, jest ona siłą! Nie chodźmy smutne, nie miejmy kompleksów, ale zaakceptujmy siebie takimi, jakie jesteśmy. Jesteśmy przecież piękne, bo takie stworzył nas Bóg.

Oczywiście, że to nie ilością przedłużanych rzęs mierzy się naszą kobiecość, ale czy nie jest piękniej, kiedy kobieta ubrana jest w sukienkę, a przy tym uśmiechnięta, radosna? Nie chodzi też o to, aby kreować się na gwiazdy z pierwszych stron gazet. Jesteśmy wyjątkowe i szczególne, nie bójmy się tego pokazywać. Świat dziś, jak chyba nigdy przedtem potrzebuje widocznych znaków dobra. Dobra kobieta podoba się i oczom i sercu, nie żyjemy więc w ukryciu przed światem i drugim człowiekiem. Bądźmy dumne z tego, że jesteśmy kobietami. Szczęśliwymi – tego życzę każdej z nas!

Odpowiedni lakier i ...

Odpowiedni lakier i ...

Te z nas, które uwielbiają malować paznokcie mają pewnie tylko jeden dylemat - który kolor wybrać 😊 Jeśli więc mamy dużo czasu możemy same wykonać piękny manicure - w domu 🌸 A to, że dłonie są naszą wizytówką a ozdobą rąk każdej kobiety są piękne, zadbane paznokcie. Nie zawsze mamy czas aby wybrać się do kosmetyczki, ale jeśli dobrze przygotujemy nasze dłonie – w domowym zaciszu również możemy wykonać piękny manicure. Jak się do niego przygotować? 




💅 Odpowiedni pilnik 

Najlepiej piaskowy lub szklany. Jeśli chcemy uniknąć rozdwojenia należy piłować paznokcie od krańca płytki do środka. W przypadku gdy chcemy aby lakier bardziej się trzymał – możemy dodatkowo polerować paznokcie. 

💅 Zmiękczanie skórek 

Następnym krokiem jest zmiękczanie skórek w ciepłej wodzie z dodatkiem kilku kropel cytryny i żelu do mycia rąk. Wystarczy również zamoczyć ręce w płatkach mydlanych albo zwykłym mydle w płynie.   W skórki możemy też wmasować specjalny preparat do zmiękczania skórek. Następnie drewnianymi patyczkami odsuwamy je.

💅 Odtluszczanie

Jeśli chcemy aby efekt był dłuższy, powinnyśmy zastosować preparat odtłuszczający, dzięki czemu  pozwoli on na utrzymanie się lakieru dłużej. W tej roli doskonale sprawdzi się zmywacz do paznokci. Kiedy wybieramy zmywacz – zwróćmy uwagę czy zawiera aceton. Delikatniejsze i nie przesuszające płytki paznokcia są produkty bezacetonowe.

💅 Baza

Jest również sposób na poprawienie przyczepności lakieru. Wystarczy nałożyć specjalny lakier pokładowy. Chroni on także płytkę przed przebarwieniami.

💅 Właściwy lakier 

Musimy pamiętać, że lepiej będą wyglądały nasze paznokcie jeśli nałożymy dwie cienkie warsty  - zamiast jednej, grubej. I nie ma znaczenia czy lakier, który wybralysmy jest delikatny czy intensywnie czerwony. Nie wolno nakładać jednej warstwy lakieru na drugą, ale jeśli bardzo się spieszymy – możemy nałożyć specjalny wysuszacz lakieru.

💅 Utwardzacz

Jeśli chcemy aby nasze paznokcie były piękne, o szklistym połysku – możemy nałożyć preparat nawierzchniowy. Dodatkowo przedłuża on trwałość lakieru.

Warto od czasu do czasu zrezygnować z wizyty u kosmetyczki i zrobić manicure w domu. Daje dużo satysfakcji i na pewno zachwyci efektem. 

[WYWIAD] Wypalenie zawodowe. Co mam zrobić?

[WYWIAD] Wypalenie zawodowe. Co mam zrobić?

Kilka lat temu miałam wywiad z szefem pilotów. Kapitan powiedział wtedy m.in również i to, że każdemu życzy aby pracę połączyć z pasją. Wtedy jest pięknie! 😊 Niestety często bywa i tak, że na samą myśl o pracy czujemy się źle... Może cierpimy na wypalenie zawodowe? Oddaje głos Ewie Guzowksiej - psycholog, psychoterapeuta, coach




Pani Ewo, dobra praca i zadowolenie przyczynia się do naszego szczęścia? Nie chodzi tylko o wypełnianie obowiązków, ale o coś więcej... 

Z pewnością dobra praca, którą wykonujemy z pasją i zadowolenie z niej powoduje, że wykonujemy ją z przyjemnością. A może chodzi też o coś innego? A może - jeśli jesteśmy szczęśliwi, wykonujemy  naszą pracę inaczej – może ona po prostu – WYKONUJE SIĘ SAMA:) Każdy z nas ma przecież coś do zrobienia w tym życiu dla innych - przynajmniej ja tak do tego podchodzę. Nikt przypadkowo nie trafia na tę planetę zwaną „ziemia”. To po co przychodzimy może zwie się naszą misją…

A kiedy możemy mówić o wypaleniu zawodowym?

Możemy mówić  o różnych poziomach wypalenia zawodowego tj. Stadium wyczerpania emocjonalnego, stadium depersonalizacji i cynizmu, stadium braku poczucia osiągnięć osobistych i kompetencji w związku z wykonywaniem pracy i głównie na tym będę chciała się skupić – czyli negatywnej ocenie kompetencji i negatywnej ocenie własnej pracy.

Jakie są najczęstsze przyczyny stresu? 

Najczęstszą przyczyną wypalenia zawodowego – jest wg mnie niedopasowanie do charakteru wykonywanej pracy. Możemy spojrzeć na wielość czynników i zmiennych jakie tu występują. Wystarczy spojrzeć na to w taki sposób, że sam pojedynczy człowiek jest tak bardzo złożoną istotą, która zmienia się w trakcie swojego życia,  różnice indywidualne, cechy osobowości, temperamentu, jego upodobania, wartości i wiele innych zmiennych… a jeśli do tego dochodzi dynamika grupy – to już mamy mnóstwo różnorodnych kombinacji, o których możemy tylko mówić – znowu w bardzo ograniczonym zakresie. Kolejną sprawą jest to czy osoba wykonująca daną pracę lubi ją i „czuje” ją,  czy po prostu – mozolnie swoją wiedzę próbuje przekuć w praktykę? Istotną sprawą są wartości i przekonania, jakie osoba wyznaje. Wystarczy spojrzeć tylko w ten sposób a daje nam to już bardzo nieskończone spektrum wielu zmiennych.

A brak motywacji i niedowartościowanie przez pracodawcę? Jest to ważne na pewno nie tylko ze względu na efekt pracy?

Praca jest wartością, choć teraz często wygląda to inaczej, a szkoda… Kiedy mamy coś załatwić to po drodze możemy spotkać się z różnymi reakcjami ludzi. Jak to się mówi - wszystko zależy na kogo się "trafi". Moim zdaniem jedno to merytoryczne przygotowanie do pracy, a kolejny kluczowy temat to empatia, mimo wszystko. Z tym bywa różnie, niestety to bardzo smutne. W związku z tym ludziom sensytwnym żyje się trudno.

Wobec tego jak powinniśmy postąpić w sytuacji, kiedy obowiązki w pracy zaczynają nas męczyć? 

Przede wszystkim powinniśmy zadbać o siebie tak jak to tylko możliwe. Nawet, jeśli nie ma możliwości urlopu, to weekend spędzać na świeżym powietrzu w ruchu, najlepiej za miastem, wśród zieleni, robiąc to, co lubimy najbardziej. Każda zmiana środowiska powoduje zmianę w nas, a tym samym wpływa na nasz nastrój. Warto do codzienności „zaprosić” jakieś techniki oddechowe, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem. A przede wszystkim przekserować uwagę na rozwiązania, a nie skupiać się na problemie. Warto też poświęcić trochę czasu na ruch. Warto poddać się refleksji – jak i co mogę to zmienić?

Wypalenie zawodowe jest czymś, co może spotkać każdego, czy da się przed nim „uciec”? 

Lepiej zapobiegać niż leczyć, jeśli tylko to możliwe. Dbając o siebie możemy być bliżej tego, co nas spotyka i biorąc to pod uwagę - odpowiednio szybko reagować.

Możemy z nim walczyć? Jakimi sposobami?

Sposobów jest wiele na radzenie sobie z tym zjawiskiem. Najistotniejsze jest jednak tak jak we wszystkim - rozpoznanie przyczyny - czy leży ona w charakterze pracy, środowisku czy w czymś innym?

Kiedy wskazana jest wizyta u specjalisty? Ile trwa leczenie?  

Leczenie zależy od tego, co jest powodem wypalenia. Nie jest możliwe sprecyzowanie ile czasu trwa, bowiem - jak wcześniej wspominałam - zależy od tego, jaka jest przyczyna. Inaczej będzie przebiegało leczenie w przypadku zmęczenia psychiczno-fizycznego, inaczej w niedopasowaniu, a jeszcze inne będzie w przypadku – interakcji personalnych. Życzę Wszystkim pracy z pasją …  by to zjawisko było ciągle obce… 


Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach. Specjalizuje się w: coachingu systemowym, kierowaym głównie do biznesu; life coachingu; komunikacji interpersonalnej, technikach antystresowych autoprezentacji; terapii indywidualnej i terapii par (diady) oraz toksycznych związków;  zaburzeniach depresyjnych, lękowych, snu; terapii zaburzeń psychosomatycznych; wypaleniu zawodowym, zaburzeniach odzywiania; terapii z uzależnionymi, m.in od alkoholu, hazardu  komputera  seksu.
Fundacja Małych Stópek. Znasz ich?

Fundacja Małych Stópek. Znasz ich?

Połączyła ich idea obrony wartości ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci oraz godności jego przekazania. Tworzą społeczność, która działa i kontaktuje się za pomocą Internetu. Reagują zawsze – tam, gdzie są, a gdzie prawo do życia jest łamane.


Bractwo Małych Stópek - czym jest, jak działa?

Bractwo Małych Stópek za cel uznało edukację i formowanie nie tylko siebie wzajemnie, ale idąc dalej szerzej – kształtowanie opinii publicznej. W jaki sposób działają? Otóż, tworzą różnego rodzaju grafiki i filmy oraz kampanie pro-life, dzięki czemu docierają do różnych zakątków świata – nie ograniczają się do odbiorców w kraju. A odbiorcy są różni – nie tylko zwolennicy i obrońcy życia człowieka od poczęcia – co trzeba mocno podkreślić – do naturalnej śmierci! Kampanie pro-life docierają również i do przeciwników życia ludzkiego. Jednak, co istotne w dzisiejszym, wirtualnym świecie – działania Bractwa Małych Stópek z całą pewnością mają wpływ na rzeczywistość, w której żyjemy. 

A zaczęło się...

Wszystko zaczęło się od Marszu dla Życia w Szczecinie oraz duchowej Adopcji Dziecka Poczętego, chociaż Fundacja Małych Stópek została powołana do życia dopiero w 2012 roku. Przed utworzeniem Fundacji, w Internecie było Bractwo Małych Stópek, które założył ks. Tomasz Kancelarczyk. Warto też wspomnieć, że Fundacja swoim zasięgiem nie ogranicza się tylko do Szczecina, ale działa na terenie całego kraju. Inicjatywy, które podejmuje Fundacja mają również zasięg międzynarodowy. Mają wpływ nie tylko na kształtowanie opinii publicznej, ale pomagają matkom, które zrezygnowały z aborcji i zdecydowały się urodzić dziecko.

Cele? 

Przede wszystkim promocja wartości, które stanowią fundament instytucji małżeństwa i rodziny, inspirowanie i wspieranie tych osób i rodzin, które tego potrzebują. To również praca formacyjna z młodzieżą – edukacja z zakresu rozwoju prenatalnego człowieka i kształtowanie postaw obrony ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Jednym z celów jest także finansowe i pozafinansowe wspieranie edukacji na temat „Ochrony życia ludzkiego w przestrzeni publicznej”.

Misja – najważniejsze...

Oczywiście misją Fundacji jest ochrona każdego nienarodzonego dziecka – bez względu na warunki i okoliczności, w jakich się poczęło. Jest to powiązane z promocją odpowiedzialnego rodzicielstwa. Wszystkie działania Fundacji są skierowane na obronę życia tych najmniejszych, jeszcze nienarodzonych.
Fundację Małych Stópek można wspierać na różne sposoby, a każdy, kto w jakiś sposób pomoże – otrzyma przypinki stópek dziecka w 11. tygodniu życia prenatalnego w naturalnych rozmiarach.

Więcej o Fundacji Małych Stópek 🌸 kliknij 🌸

Syndrom Śpiącej Królewny?

Syndrom Śpiącej Królewny?

Może na początku temat ten wydaje się mało zrozumiały, bo przecież jak w dzisiejszym świecie można spać za długo, jeśli ciągle się spieszymy, ciągle na wszystko brakuje nam czasu? Dlaczego tak ważna jest odpowiednia ilość snu? Otóż dlatego, że zapobiega ona m.in. chorobom takim jak na przykład cukrzyca i miażdżyca, choroby serca czy otyłość. 




Naukowcy są zgodni co do tego, że czas snu dla dorosłego człowieka to 8-9 godzin. Jak jest z nami? Śpimy tak jak zalecają specjaliści, czy trochę dłużej? Jeśli nasz sen trwa więcej niż 9 godzin, zdaniem prof. Michaela Irvin z Uniwersytetu Kalifornijskiego – może być przyczyną wielu problemów takich jak chociażby nadwaga, problem z koncentracją czy depresja.

Profesor Irvin zauważa, że to właśnie długie spanie może doprowadzić do problemów z nadwagą. Zamiast szczególnie w ciągu dnia, ale również wieczorem - żyć aktywnie – wybieramy jednak łóżko, czyli aktywność fizyczną i intelektualną zostawiamy gdzieś na drugim planie. Wybór ten oczywiście prowadzi do ograniczenia ilości spalanych kalorii. Efektem jest tłuszcz odłożony z niespalonej energii. W konsekwencji takich wyborów może doprawić to do nadwagi.

Jednak oprócz nadwagi, istnieje również większe ryzyko zachorowania na cukrzycę. Jeśli śpimy za długo – podczas snu może się podnosić poziom cukru we krwi. To z kolei doprowadzić może szybko do choroby.

Przerażające wręcz są wyniki naukowców, którzy przekonują, że zbyt długie spanie może postarzać mózg nawet o 2 lata! A oprócz tego może mieć negatywny wpływ na wykonywanie codziennych zajęć i obowiązków! Jednak to nie koniec, ponieważ drugie spanie może mieć także wpływ na jakoś snu – będzie on po porostu gorszej jakości, a co za tym idzie – w konsekwencji jest to problem z regeneracją.

Niestety nie jest to koniec złych wiadomości, otóż długie spanie może także przyczynić się do chorób serca, które są najczęstszą przyczyną śmieci w naszym kraju. Aż o 34 proc. ci, którzy śpią zbyt długo – narażeni są na wystąpienie chorób serca. 

Kiedy możemy mówić o patologii? Odpowiada prof. Waldemar Szelenberger: „O patologii mówimy wtedy, gdy senność nie ustępuje po śnie i/lub gdy pojawia się podczas angażującej aktywności, na przykład w trakcie rozmowy, podpisywania kontraktu, egzaminu. (...) Nadmierną sennością w ciągu dnia nazywamy niezdolność do utrzymania dostatecznej czujności podczas głównego epizodu czuwania w ciągu doby, z niepożądanym zapadaniem w sen”. (Źródło: natemat.pl).

Syndrom śpiącej królewny. Co to jest? 

Zespół Kleinego-Levina – to bardzo rzadkie schorzenie, na które cierpi ok 1000 osób na całym świecie. Charakteryzuje się atakami snu co kilka miesięcy. Chorzy śpią po 22 godziny na dobę. Kontakt z nimi jest wręcz niemożliwy, bo nie można ich dobudzić.

Jak się okazuje – z długiego spania jest więcej szkód niż pożytku. Warto więc sprawdzić zmiany do swojego życia, również te, dotyczące snu, tak aby móc na względzie swoje dobre zdrowie. 

[WYWIAD] Obsesja sprzątania?

[WYWIAD] Obsesja sprzątania?

Nieustanne sprzątanie, wszystkiego i po wszystkich, bez wzgledu na porę. I nie ma znaczenia, że każdy sprząta po sobie, bo jest w domu osoba, która obsesyjnie sprząta, chociaż nie ma czego… Ewa Guzowska – psycholog, psychoterapeuta, coach – mówi o tym kiedy sprzątanie staje się obsesją...  




Pani Ewo, czym jest zespół obsesyjno – kompulsyjny?

Zaburzenie obsesyjno-kompulsywne to inaczej nerwica natręctw. Charakteryzuje się występowaniem natrętnych myśli (obsesje) lub czynności (kompulsje) u postaw których leży lęk, niepokój, a także wewnętrzne cierpienie.

Co to oznacza w praktyce?

W praktyce oznacza to, że osoba cierpiąca na takie zaburzenie żyje pod presją przymusu czyli np. musi posprzątać, poukładać, nie może odejść od ważnych dla niej zadań, nie może zakończyć mycia w czasie „normalnym” itp.

Z czego to się bierze? Gdzie są źródła obsesji?

Osoba, która cierpi na tego typu zaburzenie najczęściej stara się kontrolować świat i ludzi, co daje jej iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa. Źródłem najczęściej jest lęk, który towarzyszył osobie od dziecka. Jeśli występował w rodzinie – ryzyko się zwiększa.

Jakie formy mogą przybrać obsesje?

Myśli natrętne mają charakter intensywny. Zwykle są bardzo przykre, czasami też wstydliwe. Często też budzą sprzeciw osób, u których występują. Wśród obsesyjnych myśli można wyróżnić natrętne, niechciane myśli, ale też natrętną niepewność – np. czy drzwi zostały zamknięte, impulsy natrętne – np. osoba boi się, że może komuś zrobić krzywdę widząc noże w kuchni, luminacje – ciągłe „przeżuwanie” jednego tematu, obsesyjny wstręt przed brudem – niemożność korzystania z publicznych toalet, konieczność utrzymywania perfekcyjnego porządku.

Obsesja sprzątania znaczenie utrudnia życie. Niwelowanie niewielkich oznak brudu jest już czymś niepokojącym?

W takim przypadku temat jest niepokojący, ponieważ mamy do czynienia z czynnościami natrętnymi (kompulsje), np. natrętne sprawdzanie, czy zamknęliśmy drzwi, czy też zbyt częstym natrętnym myciem rąk, a także przymusowym porządkowaniem przedmiotów, przesadnym dążeniem do porządku, a także czynności bardziej złożonych np. rytualnym czynnościom, które mają zapobiec katastrofie. Osoba taka podlega ciągłemu przymusowi, a tym samym zwykle towarzyszy jej nieustanny lęk.

Jednak obsesja sprzątania wiąże się również z negatywnym wpływem na relacje międzyludzkie?

Zdecydowanie może to utrudniać relacje międzyludzkie, ponieważ osoba zdrowa zwykle nie jest w stanie zrozumieć tego zachowania. Proszę wyobrazić sobie, że żona posprząta wspaniale kuchnie i jest bardzo zadowolona, a mąż ciągle jeszcze po niej poprawia. Bez zrozumienia istoty rzeczy – to naprawdę może być uciążliwe.

Jakie aspekty najczęściej przybierają?

Jest całe spektrum takich zachowań. Niemożliwe jest by je w większości wymienić. Na przykład osoba wychodząc z domu na rytualne czynności potrzebuje godzinę, ale u osoby, która czeka na nią – z czasem może to powodować wiele nieporozumień i skończyć się brakiem cierpliwości. Osoba, która skarży się na takie objawy  najczęściej radzi sobie z funkcjonowaniem w życiu w sposób bardzo złożony. Jeśli dotyczy to spraw małoistotnych – sprawa wydaje się mniej groźna. Czasami jednak osoba taka jest zmuszona zmienić generalnie swoje funkcjonowanie, w tym także zawodowe.

Wspomniała Pani o obawach przed wyrządzeniem krzywdy innej osobie… To chyba szczególnie niebezpieczne zaburzenie?

Takie objawy zdarzają się i zwykle są bardzo niepokojące dla samego zainteresowanego. W momencie kiedy przychodzą mu natrętne myśli, że mógłby zrobić krzywdę komuś – wówczas to jeszcze bardziej potęguje niepokój w osobie.

Czasami też sprawdzamy po kilka razy czy dobrze zamknęliśmy drzwi, ale są z pewnością sytuacje, które takie zachowanie uzasadniają?

Nie mamy tu na myśli pojedynczego sprawdzenia, bo czasami nawet lepiej to sprawdzić, ale mówimy tu o powtarzającej się przymusowej sytuacji.

Da się kontrolować natrętne myśli?

Nie chodzi tu o to kontrolę. Natrętne myśli najczęściej pojawiają się na skutek ogromnej kontroli, która ma w jakiś sposób wcześniej miała osobie zapewnić poczucie bezpieczeństwa, jednak często zdarza się, że to co kontrowaliśmy kontroluje nas.

W jaki sposób pomóc osobie, która ma obsesje?

Istotną sprawą jest przyjrzenie się temu jakie jest podłoże tej nerwicy. Psychoterapia właśnie temu służy. Warto spojrzeć na tę nerwicę jako na pewnego rodzaju błogosławieństwo, choć kiedy trwa –  oczywiście jest to przekleństwo, ale pozwala bardzo wiele zmienić w swoim życiu, mam tu na myśli sposób myślenia, funkcjonowanie w relacjach. Dobrze jest prześledzić jakość życia i zobaczyć co być może nie było takie jakie chcieliśmy i czego tak naprawdę nie chcemy. Czy chcemy całkowicie kontrolować swoje życie z nadzieją, że jest to możliwe, czy chcemy obudzić zaufanie, że możemy czuć się bezpieczni w nim?

Kiedy udać się do specjalisty?

Im wcześniej – tym lepiej. Można zmienić swój sposób myślenia, czucia i działania, by cieszyć się życiem lepszej jakości. Warto spojrzeć na to w ten sposób, że każdy sam jest odpowiedzialny za swoje życie i każdy sam musi wykonać tę pracę, jeśli chce cieszyć się życiem… Życzę Wszystkim, życia jak najwyższej jakości…

Misyjny bukiet. Komu go podarować?

Misyjny bukiet. Komu go podarować?

Dzieła tworzące Papieskie Dzieła Misyjne to: Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary, Papieskie Dzieło Św. Piotra Apostoła, Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci, Papieska Unia Misyjna. „Misyjny Bukiet” jest jedną z inicjatyw podjętych przez Papieskie Dzieło Św. Piotra Apostoła. Wcześniejszą inicjatywą była akcja AdoMis” – duchowa adopcja misyjnych seminarzystów. Jest to okazja nie tylko do duchowego wsparcia, ale także finansowego. 


Czas prymicji czy ślubów zakonnych już powoli minął, ale śluby, urodziny i imieniny trwają cały rok. Wybieramy się na imieniny do przyjaciół, znajomych – wiadomo, że chcemy obdarować ich czymś, co będzie piękne i szczególne. Pomysłów jest wiele, w końcu dobrze się znamy – wiemy, co sprawi im radość. Imieniny czy urodziny to też dobra okazja do refleksji nad własnym życiem i szczere odpowiedzi na pytania – czy jestem szczęśliwy? Czego w życiu szukam? Co osiągnęłam? Do czego zmierzam?

„Więcej radości jest w dawaniu niż w braniu” – trudno się z tym nie zgodzić. „Misyjny Bukiet” to inicjatywa Papieskiego Dzieła Św. Piotra Apostoła, w którą angażują się nie tylko diakoni, księża, siostry zakonne, ale także ludzie świeccy. Wsparcie i zaangażowanie się w „Misyjny Bukiet” ma na celu wyraz troski o powołania w krajach misyjnych – np. wsparcie misjonarzy w Afryce.

Inicjatywa polega na tym, że każdy, kto chciałby wesprzeć misjonarzy – dostanie kopertę, do której włoży swoją ofiarę. W taki sposób – materialnie i modlitwą – możemy złączyć się z tymi, którzy poświęcają życie, aby głosić Chrystusa w najdalszych zakątkach ziemi. W Polsce możemy cieszyć się kapłanami, którzy służą Kościołowi, sprawują sakramenty święte, ale podzielcie się tą radością z innymi, którzy czekają na kapłanów – apeluje ks. dr Maciej Będziński – dyrektor krajowy Papieskiego Dzieła św. Piotra Apostoła.

Inicjatywa „Misyjny Bukiet” cieszy się dużym zainteresowaniem. W akcję Papieskich Dzieł Misyjnych włączyli się księża prymicjanci, nowożeńcy, jubilaci. „Misyjny Bukiet” można przygotować z każdego wydarzenia – imieniny i urodziny to także dobra okazja do podzielenia się swoim sercem i dobrocią z tymi, którzy są bardziej potrzebujący niż my...

Papieskie Dzieło św. Piotra Apostoła w Polsce wspiera w tym roku trzy seminaria na Madagaskarze, jedno w Peru oraz po jednym na Mauritiusie i na Seszelach.

[WYWIAD] W chmurach... ✈

[WYWIAD] W chmurach... ✈

Bardzo często znamy tylko ich głosy z kabiny pilotów. Chociaż czasem zastanawiamy się jak wygląda rzeczywiście ich praca „od kuchni” – nie mamy zwykle możliwości, aby podczas lotu być w kabinie pilotów. Kapitan Dariusz Szulc – szef pilotów w SprintAir, w niezwykłej atmosferze opowiada o swojej pracy... 


Panie Kapitanie, dzięki Państwa gościnności mam przyjemność przeprowadzić niezwykły wywiad, bo w chmurach – i to dosłownie. Praca pilota wiąże się chyba z ciągłym stresem? 

Na pewno są sytuacje stresujące, pracujemy w mało komfortowej sytuacji dla nas. Musimy być sprawni od samego początku do końca. Są takie momenty, że musimy działać szybko i sprawnie, są momenty startu i lądowania, które wymagają od nas pełnej koncentracji, postępowania zgodnie z procedurami – oczywiście mając na celu szybką reakcję.

Jesteśmy na wysokości ok. 5 tys. km. Widać tylko chmury – to nie utrudnia w jakiś sposób lotu? 

Nie ma to większego znaczenia czy widać ziemię, czy wykonujemy lot w chmurach. Wykonujemy lot według ustalonych przepisów. Lot ponad chmurami,
w chmurach czy z widocznością ziemi – jeśli mamy stałą trasę jest wykonywany na stałych parametrach. Są różnice, które wynikają na przykład z pogody, niekorzystnych warunków meteorologicznych – burze, bardzo silne wiatry. To nie ma jednak żadnego znaczenia emocjonalnego dla nas. Naturalnie, kiedy widzimy ziemię – możemy podziwiać piękne widoki. To jest piękna sprawa – możemy się podzielić tym z pasażerami. Zawsze cieszymy się, że jest dobra pogoda. To jest dla nas też pewien komfort lotu.

Lepiej się lata w dzień czy w nocy? 

Są pewne różnice kiedy lata się w dzień i w nocy. Dla człowieka naturalną rzeczą jest praca w ciągu dnia. Człowiek musi odpoczywać w nocy, żeby mógł pracować w dzień. Nam jako pilotom łatwiej pracuje się w dzień, dlatego, że mamy większy komfort. Szybciej dostrzegamy jakieś błędy wynikające z odczytu informacji. To też przekłada się na nasze mniejsze zmęczenie. Każdy z nas się męczy, a po jakimś czasie jego zdolność się osłabia. W osiemdziesięciu procentach jesteśmy wzrokowcami – wiadomo, że nasz wzrok bardziej się meczy w nocy, bo musi dostrzegać pewne elementy. Musi ciągle walczyć z tą różnicą.

Ma Pan czasem już dość tej pracy, dość latania? 

No pewnie (śmiech). To jest ludzka sprawa. Jednemu się chce iść bardziej do pracy
w poniedziałek, drugiemu – w środę. Ja jestem na tej wygranej pozycji, że pracuję jako pilot – robię to co lubię, i jeszcze dostaję za to pieniądze. Życzę każdemu kto pracuje w wymarzonym swoim zawodzie, żeby był wytrwały. Tylko przez wytrwałość można dojść do takiego momentu jak ja teraz. Czasem zdarza się, że jestem zmęczony, ale zawsze mówię, że przyjemność spotka mnie tam wyżej, w chmurach. Ta praca sprawia mi przyjemność, daje mi satysfakcję. Jestem w stanie utrzymać rodzinę, uśmiechnięte dziewczyny mijają mnie w pracy – to wszystko sprawia, że moje akumulatory dodatkowo się jeszcze ładują.


Za niedługo będziemy się zniżać do lądowania. Co jest trudniejsze – strat czy lądowanie? 

Pod pewnymi względami i strat jest bardziej niebezpieczny i lądowanie jest bardzo ryzykowne. Wiadomo, że są takie momenty podczas całego lotu, że musimy być skupieni. Musimy zdawać sobie sprawę, że od naszej szybkiej reakcji zależy jaki będzie lot. Dużo trudniejsze jest lądowanie chociażby z racji tego, że my musimy poprowadzić ten samolot, wylądować w określonym miejscu na pasie, i też wielokrotnie jest taka sytuacja, że lądujemy przy minimalnej widzialności. Start jest też dość niebezpieczny dla nas, ale poziom tego zagrożenia jest troszkę mniejszy. To jest troszkę łatwiejszy etap.

Wywiad przeprowadziłam w 2012 roku 😎 

Maseczki, maseczki...

Maseczki, maseczki...

Każda z nas ma swoje ulubione maseczki, peelingi... A jeśli wiosna to czas ma małe  eksperymentowanie 😊 

🌺 Maseczka z ogórka jest odpowiednia dla każdego rodzaju skóry. Rozjaśnia i nawilża, likwiduje cienie pod oczami, ma również właściwości zmiękczające i odświeżające. Chociaż najbardziej znana jest z tego, że rozjaśnia przebarwienia skórne czy blizny potrądzikowe.   


🌺 Maseczka z ogórka i olejku rycynowego. Ta maseczka zalecana jest przede wszystkim osobom, które chcą rozjaśnić przebarwienia skórne. Aby ją wykonać, będziemy potrzebowały: pół ogórka, który najpierw musimy sparzyć wrzątkiem, następnie zetrzeć na tarce oraz łyżeczkę olejku rycynowego. Mieszamy do uzyskania papki, nakładamy na umytą skórę twarzy. Większą ilość możemy nałożyć na miejsca, w których znajdują się przebarwienia. Spłukujemy po 15 minutach. Jest to maseczka nie tylko prosta w przygotowaniu, ale i przynosząca efekty w postaci widocznej poprawy kolorytu cery.

🌺 Maseczka z ogórka i jogurtu naturalnego. Jeśli chcemy przygotować maseczkę łagodzącą, oprócz ogórka będziemy potrzebowały jogurt naturalny. Ogórek ścieramy na tarce, dodajemy łyżkę soku z cytryny i dwie łyżki jogurtu naturalnego. Całość mieszamy, nakładamy na twarz i pozostawiamy na max. 20 minut. Następnie, przemywamy skórę chłodną wodą.

🌺 Maseczka z banana i jogurtu naturalnego. Maseczka bananowa to połączenie banana z jogurtem naturalnym. Przygotowanie jej jest równie proste, jak wcześniejszych maseczek i chociaż, ta nie zawiera ogórka – efekty są podobne. Miksujemy banana, dodajemy łyżkę miodu i łyżkę jogurtu naturalnego. Papkę nakładamy na twarz, szyję i dekolt i pozostawiamy nie dłużej jak 20 minut. Zmywamy zimną wodą.

W walce z przebarwieniami świetnie sprawdzi się połączenie ogórka z sokiem z cytryny. Rozjaśniające właściwości cytryny przecież są dobrze znane, od lat. Jednak, w połączeniu z ogórkiem – potrafią zdziałać cuda na naszej twarzy. Tak wykonana maseczka działa również przeciwstarzeniowo. Ogórek doskonale nawilża naszą skórę, wygładza i zmiękcza naskórek, nadaje skórze promiennego, świeżego wyglądu. Pamiętajmy jednak, że do maseczek potrzebujemy świeżego ogórka.    

Copyright © 2014 Niedoskonala-ja , Blogger