sobota, 18 stycznia 2020

[WYWIAD] Ucieczka od... emocji?

[WYWIAD] Ucieczka od... emocji?
Uciekanie od emocji nie rozwiązuje problemu? A może są sytuacje, kiedy ucieczka jest dobrym sposobem? Na pytania odpowiada Paweł Żukowski - psycholog, psychoterapeuta.  


Panie Pawle, różne zdarzenia przeżywamy z różnymi emocjami. I choć może niekiedy chcemy je „wyłączyć” – ciągle w nas są...

Jestem zdania, że wszystkie emocje, które przeżywamy pełnią ważną funkcję i warto się w nie wsłuchiwać. Emocje można porównać do lampek sygnalizacyjnych w jakimś urządzeniu, które sygnalizują nam coś bardzo istotnego. Złość, strach, radość, smutek – informują nas o czymś ważnym z naszej perspektywy. W relacjach z ludźmi warto brać pod uwagę emocje – swoje i tej drugiej osoby, chociaż nie zawsze byliśmy nauczeni by to robić.

Po czym rozpoznać brak zaangażowania?

Kiedy druga osoba nie bierze pod uwagę uczuć i potrzeb tej pierwszej. Ogólnie chodzi o brak zainteresowania tym, czego ta osoba chce, o czym myśli, czego potrzebuje. Często zaangażowana osoba nie dostrzega braku zaangażowania u tej drugiej osoby.

Z czego to wynika?

Bywa na przykład tak, że mamy przekonanie, że nie robimy wystarczająco dużo dla partnera. Robimy coraz więcej, staramy się coraz bardziej ale przynosi to odwrotny skutek – partner czuje że nie musi się już starać. Co więcej, zachowanie nadmiernie zaangażowanego partnera zaczyna go wręcz złościć i druga zaczyna się wycofywać z relacji.

Gdzie szukać źródeł takiego zachowania?

Może mieć to związek z niską samooceną. Z reguły są to sprawy, które kształtują się w dzieciństwie. W życiu dorosłym odtwarzamy w relacjach partnerskich to, co znamy z przeszłości.

Kiedy należy się zgłosić do specjalisty?

Ludzie zgłaszają się z różnymi problemami. Z reguły – kiedy osoba czuje, że sama nie jest już w stanie sobie poradzić z emocjami. Objawy mogą być przeróżne: lęk, objawy depresyjne – smutek, drażliwość, nadużywanie substancji psychoaktywnych. Zgłaszają się osoby, których związki zwykle kończą się w taki sam sposób – np. ona oczekuje bliskości, ale nie może tej potrzeby zrealizować, bo ciągle pojawia się jeden scenariusz – zbytnio się angażuje w związek z partnerem, nie odczytuje w porę sygnałów o braku zaangażowania z drugiej strony i kiedy partner się z nią rozstaje czuje się skrzywdzona, oszukana. Warto zgłosić się do specjalisty kiedy zauważamy, że cały czas odtwarzamy jeden, krzywdzący nas lub innych, scenariusz. Lub kiedy nie radzimy sobie z emocjami.

W towarzystwie niejako gramy kogoś, kim nie jesteśmy – a w środku nie możemy poradzić sobie ze swoimi problemami, naszym życiem...

Nierzadko tak się dzieje. Nie zawsze chcemy się „skontaktować” z tym, co w środku. Przyznanie się przed samym sobą, że mam problem nie jest przyjemne. Terapia przynosi ulgę, ale jest to też ciężka praca nad sobą samym. Najpierw trzeba się skonfrontować się z tym, co trudne. Na co dzień chciałoby się od tego jakoś uciec...

Da się uciec od emocji?

Są różne sposoby – nadmierne imprezowanie, alkohol, narkotyki, ale też gry komputerowe, zakupy... wszystko, co pozwala na ucieczkę od siebie samego.

Te sposoby akurat są na krótki czas...

Czasem te tymczasowe sposoby radzenia sobie mogą przekształcić się w uzależnienie. Takie mogą być konsekwencje uciekania od emocji. To, co służy człowiekowi, to przeżycie i spotkanie się z nimi. Czuję smutek - mam prawo go czuć, bo się rozstałem – mimo, że w tej relacji nie było idealnie. Smutno mi, bo skończyło się coś dobrego, co dawało dobre emocje.

Trzeba niejako „przeżyć” te emocje?

Czasami możemy sami je przeżyć, ale często potrzeba nam kogoś z zewnątrz aby wysłuchał bez oceniania, atakowania żadnej ze stron, z dystansem. Emocje muszą przepłynąć. Zatrzymane, niewyrażone będą powracać. Zatrzymywanie smutku, złości nie służy. Jeśli ciagle blokujemy w sobie złość na sytuacje, które się zdarzają – w końcu jakaś drobna, niewinna rzecz spowoduje wybuch.

piątek, 17 stycznia 2020

W odwiedzinach u rodziców Kamila Socha

W odwiedzinach u rodziców Kamila Socha
Reportaż sprzed roku, ale wzięło mnie na wspomnienia 😊 

W naszej codzienności - reportaż z odwiedzin rodziców Kamila Stocha 😎

Czwartkowy poranek w Zakopanem wita nas pięknym słońcem. Spacer Krupówkami, na których rankiem jest jeszcze mało turystów kończy się przy Sanktuarium Najświętszej Rodziny. To właśnie na plebanii, przy świątyni spotykam się z ks. Bogusławem Filipiakiem – proboszczem zakopiańskiej parafii.  
Biało – czerwony kościół.


Za dwa dni rozpocznie się Puchar Świata w skokach narciarskich. – Atmosfera się udziela. Już od rana do naszego kościoła przychodzą kibice z wymalowanymi flagami na policzkach, w szalikach. Podczas Pucharu Świata atmosfera jest niezwykła. Ludzie bawią się i świętują na ulicach Zakopanego – mówi ks. Bogusław, kustosz Sanktuarium.

Jednak na terenie parafii nie ma wspólnego oglądania skoków. Podobnie jak na plebanii. – Na parafii posługuje siedmiu księży, nie oglądamy wspólnie skoków, ponieważ jest to trudne do zrealizowania. W niedzielę jest dwanaście Mszy św., ale skoczków wspieramy modlitwa. Jeśli obowiązki nam powalają – kibicujemy na miejscu, pod skocznią. Jest to wyjątkowy czas, kiedy chce się tam po prostu być – dodaje duchowny. Ks. Proboszcz żartobliwie mówi, że w dniach kiedy są skoki to pół kościoła jest w biało – czerwonych barwach.

- Kamil nie afiszuje się swoją wiarą. Przychodzi do naszego kościoła, uczestniczy we Mszy św., przyjmuje sakramenty. Nie siada w pierwszej ławce, aby go wszyscy widzieli. Jest pokorny. Niekiedy też wspólnie z żoną uczestniczą we Mszy św. – mówi ks. Filipiak. Żartuje, że teraz kibice będą chodzić do zakopiańskiego kościoła na Krupówkach, bo tutaj Kamil przychodzi się modlić.

Ks. Proboszcz zna Kamila od ponad pięciu lat. – Pokorny, życzliwy, nie gwiazdorzy. Zawsze ze spokojnym uśmiechem, zawsze się przywita, poda dłoń – wspomina początki znajomości. Z sentymentem wspomina także wydarzenia charytatywne, w które włączył się również skoczek.

- Kamil jest przykładem wielkiego człowieka, odnosi kolejne sukcesy, ale jednocześnie wie Komu za nie podziękować. Pochyla głowę przed Panem Bogiem. Chętnie niesie też pomoc drugiemu człowiekowi – podsumowuje duchowny.  – Ma pani plany na wieczór? – pyta ks. Bogusław. - Żadnych – odpowiadam. – To wieczorem jedziemy do Zębu.

🎶🎶🎶 Muzyka z dawnej mp3 🎶🎶🎶

O ile poranek był słoneczny, wieczór już zdecydowanie przypomina powrót zimy. Wspólnie z ks. proboszczem Bogusławem jedziemy do Zębu – miejscowości, z której pochodzi skoczek. Trasa, chociaż krótka, bo około 20 kilometrów, to wyjątkowa, bo przez Gubałówkę, a widoki... bajkowe! Zajeżdżamy pod plebanię w Zębie. Ks. Kazimierz Sołtysik już na nas oczekuje. We trójkę jedziemy do Państwa Sochów.
Ledwo wchodzimy do salonu, a już Pani Krystyna – mama Kamila, częstuje ciastem. Pan Bronisław – tato, pochyla się przy kanapie. Widzę, że trzyma w ręku dużą płytę. Nieco zdziwiona pytam – co to? – a to... to taka dawna mp3 – odpowiada z uśmiechem. Muzyka gra...

Zwykle kiedy człowiek zaczyna odnosić sukcesy – spotyka go fala hejtu, ale dużym wsparciem jest wtedy drużyna i ci, którzy są najbliżej. – Skoki narciarskie to jest sport indywidualny, ale Kamil zawsze podkreśla, że tworzą drużynę. Jeden przegra, drugi - wygra, ale to wsparcie drużyny jest bardzo ważne – podkreśla mama. - Kamil nawet kolegów wziął do reklamy. Jeszcze sam nigdy nie wystąpił – dodaje tato.


Kamil Stoch wielokrotnie czyni znak krzyża przed skokiem. To wiara skoczka stała się głównym tematem zainteresowania w ostatnim czasie. - Dla nas wiara, modlitwa, uczestniczenie we Mszy św. jest naturalne. To jak oddychanie, założenie ciepłej kurtki z zimowy dzień. Wiara jest dla nas oczywista – mówi Pani Krystyna. Rodzice zgodnie mówią, że to media niepotrzebnie poruszyły temat wiary, gdyż jest to sprawa indywidualna, intymna. - Kamil szczerze wyznaje – dodaje Pan Bronisław.

Ks. Filipiak mówi też o tym, że złośliwi w Internecie pytają: I co mu Pan Bóg do skoku pomógł? Żegna się przed skokiem, bo wierzy w jakieś siły, które go niosą? - Z Bogiem każda sprawa – tak mawiali starsi. To jest nasze, góralskie powiedzenie. Jest to dla nas normalne, że Pan Bóg jest obecny w naszej codzienności – tłumaczy mama.

W miłej atmosferze, przy herbatce, cieście, oscypkach i muzyce mijają kolejne minuty naszego spotkania, aż nagle dzwonek do drzwi. Pan Bronisław wprowadza gościa – Krzysztofa, wiernego fana ze Szczecina. Krzysztof Karolak, który od wielu lat działa z Kamilem przy różnych akcjach charytatywnych – zwłaszcza dla Hospicjum w Szczecinie, pokazuje książki, plastrony z autografami Kamila i innych skoczków. I zaczyna do każdego opowiadać historię... - My już nawet nie mamy dla siebie żadnych pamiątek, wszystko rozdaliśmy. Kamilu dużo działa charytatywnie, różne rzeczy przekazujemy na aukcje. Pomaga dzieciom – zwłaszcza chorym. Żyjemy według zasady: żyć tu i teraz – dodaje tato.

⏳⏳⏳ Tu i teraz ⏳⏳⏳

Turniej Czterech Skoczni Trwa. Jesteśmy razem z synem – wspomina tato. I dodaje – ta zasada: tu i teraz doskonale sprawdziła się podczas głosowania w Plebiscycie na Najlepszego Sportowca. Dwa dni wcześniej, przed imprezą mieliśmy informację, że Kamil zajął trzecie miejsce – wspomina z uśmiechem Pan Bronisław. - Ewa jechała do Warszawy z przekonaniem, że odbierze statuetkę za trzecie miejsce – dodaje Pani Krystyna. Reakcję można sobie wyobrazić, jakie jest zaskoczenie! – Ucieszyliśmy się bardzo. Dla mnie to był szok, bo byłem przekonany, że wygra Lewandowski – komentuje tato.

🔱🔱🔱 Sukces za sukcesem 🔱🔱🔱

Patrzę na regał, a tam – pośród innych nagród i ta, szczególna statuetka – Najlepszego Sportowca Roku. Kamil zafundował swoim najbliższym i kibicom dużo emocji. Truniej Czterech Skoczni i fenomenalne zwycięstwo aż prosi się o komentarz. – Zachowanie Svena Hannawalda to był fantastyczny gest, warty zauważenia – skomentował Pan Bronisław.

🍩🍰🍦 Prymas i słodycze 🍦🍰🍩

Czas mija, a tematów coraz więcej. Pan Bronisław zmienia tylko płyty... Krzysztof pyta czy wiemy jak Kamil uczył się w szkole. - Prymasem to nie był. I wszyscy wybuchliśmy śmiechem. A jak przyjeżdża Kamil do domu, to rozmawiacie też o skokach?  – A broń Boże, śmieje się Pan Bronisław. Proszę się częstować – słyszymy co chwilkę. A Kamil je słodycze? – je, jest wszystko żerny – śmieje się tata.

💪💪 Natarczywi kibice 💪💪

Życie Państwa Stochów zmieniło się bardzo. - Klubowicze przychodzą – śmieje się Pan Bronisław. I dodaje, że na początku kiedy kibice przyjeżdżali do Zębu byli bardzo natarczywi. - Koniecznie chcieli się spotkać z Kamilem, mimo, że mówiliśmy, że go w domu nie ma. A dziś? Dziś są już inni. Cieszą się, że mogą być w miejscowości, z której Kamil pochodzi – mówi tato.

👦 Wnuczek – ekspert 👦

Rodzice zwykle zawody oglądają w domu. – Wnuczek mówi kto i ile skoczył, i czy dobrze skoczył. To taki nasz mały znawca skoków. On zna wszystkich – uśmiecha się Pan Bronisław. I dalej, mówi - u nas to nerwy w kłębek zawsze, przeżywamy to wszystko, a później – jak jest dobrze to się cieszmy, a jak jest gorzej to też się cieszymy. W skokach narciarskich nie ma nudy. Cieszymy się wszystkimi sukcesami naszych skoczków.

🍻🍻 Zimne piwo 🍻🍻

- Po TCS Kamil opowiadał, jak Włodzimierz Szaranowicz zadał pytanie: O czym Ty marzysz? – o zimnym piwie – odpowiedział. Marzył o tym, aby wziąć prysznic, aby zszedł z niego ten cały stres – wspomina Pani Krystyna. – Pamiętajmy, że zawodnicy po skokach idą na kontrolę. Gdzieś tam pojawiają się dziennikarze... On po TCS był zwyczajnie zmęczony – dodaje Pan Bronisław.


Muzyka już ucichła, a za oknem ciemno... Późnym wieczorem wyjeżdżamy z Zębu. Po drodze mijamy kuligi, których uczestnicy nie kryją radości z zimy. A my ruszamy w kierunku Gubałówki, do Zakopanego...

😎📷😎 Wierni kibice 😎📷😎

- Zakopane przyciąga od wielu lat ludzi z różnych państw – oprawa, atmosfera, prowadzenie imprezy w sposób niezapomniany i niepowtarzalny. Wiadome, że najgłośniejszy doping jest wtedy kiedy skaczą polscy skoczkowie, ale kibice nie zapominają o pozostałych – szczególnie sportowych legendach jak Ammann, Kasai, Schlirenzauer. Wierni kibice pamiętają również o tych, którzy podnoszą się po upadkach, i tych, którym skok nie wyszedł – mówi ks. Łukasz Nizio, duszpasterz sportowców Archidiecezji Krakowskiej, kibic.

- Wspólne wyjazdy na zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich zainicjował wiele lat temu nasz sołtys – Szczepan Bryś. Były to czasy, kiedy Adam Małysz zaczynał osiągać coraz to lepsze rezultaty. Wspaniała atmosfera, którą tworzą kibice, oraz niesamowity klimat Zakopanego – mówi Mateusz Niesporek, kibic z Żywocic.

- Zawsze kiedy mój ulubiony skoczek zasiada na belce startowej, staram się na niego patrzeć z ogromnym podziwem, ale nie zazdroszczę presji, którą musi przeżywać. Jestem dumny, że mój kraj i Ojczyznę reprezentują ludzie, którzy są bardzo skromni, mimo sukcesów jakie osiągają – mówi Kl. Piotr z IV roku MWSD z Warszawy, kibic.

- W czasach gonitwy i permanentnego braku czasu pojawia się weekend, który przepełniony jest dialogiem, wspólnymi śpiewami podczas wieczornych spotkań, mnóstwem dobrego humoru i zabawy. Jest czas na to, aby zauważyć innych ludzi wokół siebie – wspomina Mateusz Gałeczka, kibic z Żywocic.  

- Jesteśmy tu zawsze, co roku – czy jest dobrze czy źle. Tacy są wierni kibice – dodaje Adrian Glacel, również kibic z Żywocic.

- Jak już oglądam Polaka to czuję dumę, że mnie i nas reprezentuje. Jeśli już bardzo dobrze skoczy to mnie wzrusza. Wygrana daje poczucie zwycięstwa i powiedzenie światu: Tacy jesteśmy. Potrafimy zwyciężać! Kamil - pokorny człowiek, wierzący... Skoki to zawsze wzruszenie i wielkie emocje – mówi ks. Radek z Gdańska, kibic.

Fot. Ewa Bilan - Stoch
Archiwum prywatne Kamila Stocha 

czwartek, 16 stycznia 2020

[WYWIAD] Bliskość czy iluzja?

[WYWIAD] Bliskość czy iluzja?
Ile to razy płakaliśmy przez kogoś, kto był nam tak bliski! Ile razy byliśmy tak bardzo zwiedzeni, że nic nie było w stanie nas pocieszyć... I ile to razy obiecywalismy sami sobie, że już koniec, że nie będzie kolejnej szansy. - Jest też taki rodzaj bliskości kiedy kogoś nie mamy blisko siebie, ale wiemy, że jest i jego bycie jest dla nas bardzo ważne. Może o nas myśleć, za nami tęsknić. Mamy się do kogo zwrócić - mówi Waldemar Dulęba - psychiatra 



Panie Waldemarze, czym jest bliskość? 

Bliskość jest pewnym rodzajem więzi, którą chce się ciągle umacniać i odnawiać. Bliskość zakłada pewną stałość. Nie jest tak, że przygodne spotkanie ludzi na wakacjach, w sklepie, pracy będą jakoś szczególnie nam bliscy. Bliskość to rodzaj więzi i tęsknoty do kogoś bardzo konkretnego.

Taka więź jest możliwa z każdym?

Bliskość ma swoją intensywność. Co innego oznacza bliskość dziecka z rodzicami, inny wymiar ma bliskość rodzicielska, przyjacielska, miłosna,  małżeńska.

Żeby być dla kogoś bliskim trzeba być rzeczywiście blisko, w zasięgu drugiego człowieka? 

Bliskość nie musi być bliskością fizyczną. Bliskość to poczucie ważności kogoś dla nas. Nie trzeba dużo szukać, wystarczy w codzienności zobaczyć jak ludzie, którzy są ze sobą w jednym pokoju nie tworzą bliskiej relacji - mało tego, mają trudność aby razem wytrzymać, a z kimś z kim dzieli ich wiele kilometrów potrafią mieć dobry kontakt emocjonalny, dobre myśli. Mają  poczucie, ba przekonanie, że tam gdzieś daleko jest ktoś, kto ich nie tylko rozumie ale  kocha.

Wspomniał Pan o różnych rodzajach bliskości, ale zawsze jest to wyraz tego, że jesteś dla mnie ważny we wzajemnej relacji?

Bliskość może być fizyczna, emocjonalna, psychiczna. Jest też taki rodzaj bliskości kiedy kogoś nie mamy blisko siebie, ale wiemy, że jest i jego bycie jest dla nas bardzo ważne. Może o nas myśleć, za nami tęsknić. Mamy się do kogo zwrócić. Mamy ku komu kierować swoje uczucia, swoje myśli. Bliskość fizyczna jest oczywiście potrzebna i różnie się przejawia np. małemu dziecku, fizyczna bliskość jest niezbędna by się czuło bezpieczne, zaopiekowanie.

W relacjach ludzi dorosłych bliskość też jest gwarantem bezpieczeństwa? 

Tak. Jest, i bezpieczeństwo rozumiane jako obecność kogoś, możność skorzystania z jego pomocy - to rodzaj bezpieczeństwa, który polega na tym, że wiem, że nie będę sam wtedy, kiedy będzie mi trudno. Sam fakt, że istnieją ludzie ważni dla nas i my dla nich jesteśmy ważni to olbrzymi kapitał.

Co jest ważne w bliskości?

Na pewno nie jednostronna relacja, ale możliwość wymiany. Wejście w relacje - jestem ważny dla Ciebie, ale Ty jesteś ważny dla mnie. Stajemy się dla siebie bliscy. Mogą nas łączyć różne rzeczy - wspólne przeżycia, wspólna wrażliwość, zainteresowania, perspektywa wspólnego działania, albo choroba. Ważne jest, aby w bliskości mieć poczucie przydatności - wzajemnej przydatności, nie takiej eksploatującej jedną stronę. Ktoś jest nam potrzebny w bliskości chociażby dlatego, żebyśmy nie przeżywali pustki i samotności. Bliskość fizyczna nie jest konieczna do jej potwierdzenia, że np. jeśli jesteśmy blisko fizycznie to jesteśmy bliscy sobie.

Można mówić o bliskości na odległość?

Oczywiście. W bliskości na odległość jest tęsknota za "kimś", że kiedyś będziemy mogli się spotkać. Czegoś oczekujemy, czegoś miłego doświadczymy, bo jeśli ten ktoś w naszych oczekiwaniach nie zawodzi i my nie zawodzimy - to wzmacnia poczucie bliskości i więzi. 

Bliskość wirtualna nie ma chyba za wiele wspólnego z bliskością w rzeczywistości...

Czy to właśnie jest bliskość? Czy to, że mamy w kalendarzu adresy różnych ludzi zapewnia nam poczucie nie bycia samotnym i poczucia bliskości z tymi ludźmi? Żeby bliskość była autentyczna potrzeba zażyłości, poczucia więzi i konieczna jest wymiana między dwojgiem ludzi lub grupą. Nie może być to relacja jednostronna.

Podobnie działa Facebook. To, że mamy 1500 znajomych wcale nie oznacza, że kiedy chcemy z kimś porozmawiać - mamy się do kogo autentycznie odezwać.  Może bardziej są to znajomości wirtualne aniżeli prawdziwe? I tak naprawdę kiedy znikniemy z portalu - nikt nie zauważy?

Kiedy dowiadujemy się, że bliskość jest złudna,  jest iluzją? Kiedy okaże się, że kolejni nasi znajomi z różnego rodzaju komunikatorów zaczną milknąć? Czy wszystko, co nazywamy bliskością tak naprawdę nią jest? Czy jesteśmy w stanie zauważyć, że jesteśmy samotni pomimo tego ogromu osób, z którymi się  kontaktujemy? Jest to raczej rodzaj uzależnienia - iluzji relacji z innymi. Być może chodzi o to, aby sobą kogoś zainteresować...

Co decyduje o tym, że kogoś nazywamy naszym bliskim?

Czy bliskość jest wtedy kiedy ktoś potrafi reagować na nas, a kiedy jest taka potrzeba to wesprze, weźmie za rękę, będzie obok? Czy bliskość jest związana z wymianą pewnych informacji i nic więcej nas nie wiąże? Próba wymiany informacji to jeszcze nie jest bliskość. Może jest to pewien rodzaj kontaktu a nie bliskość? Kontaktu, w którym będziemy wymieniać swoje poglądy, opinie. Będziemy dostarczać informacji. Bliskość jest intymnym rodzajem więzi, gdzie zaangażowana są emocje.

Czyli wychodzimy ze znajomymi na spacer, do kina a tak naprawdę może to nie być bliskość...

Jeśli już wychodzimy to znaczy, że łączy nas coś więcej niż tylko przekazanie informacji. Chcemy się spotkać, czekamy na to.

Chęć spotkania ze znajomymi jest zawsze początkiem bliskości?

Jest bardziej zaawansowanym rodzajem więzi. Ludzie mogą być nam bliscy z różnych powodów, np. przez takie same poglądy,  wartości, podobne doświadczenia. Jest jeszcze taki rodzaj bliskości jako niepowtarzalny związek, w którym ktoś jest komuś oddany, gotowy do poświęceń czasu, uwagi. To inny rodzaj bycia wzajemnie ze sobą, bardziej zaangażowany i intymny.

Bliskość nie znaczy też wyłączność dla konkretnych osób, prawda?

Gdyby bliskość miała formę zawłaszczenia drugiej osoby, czy miałaby wywoływać zazdrość, bo jesteś tylko dla mnie i dla nikogo innego, na pewno byłaby to okoliczność, która nie sprzyjałaby byciu w dobrym kontakcie. Zawsze w bliskości jest ważne, aby mieć poczucie wolności i wyboru. Jestem, ale nie dlatego, że się boję, że muszę. Jestem dlatego, bo chcę być.

A jeśli kiedyś ktoś w bliskości nas zawiódł? Kończymy wszystko, "usuwamy" wspomnienia?

Jaka musi być krzywda, jaki musi być zawód,  żeby podjąć decyzję - zrywam z nią kontakt, nigdy więcej, więź się kończy... Może jest to rzeczywiście na tyle poważne, że zawód, którego doświadczamy jest związany ze świadomym działaniem szkodzenia naszej więzi. Ale jeśli jest to jednorazowe, nie intencjonalne - i da się to wyjaśnić, zorientować jakie były przyczyny, zrozumieć. Jeśli ktoś zawodzi w obszarze intymnym - zdrada, więź, która tworzyła tę bliskość poprzez takie świadome działanie może być nieodwracalnie zniszczona. Wszystko zależy jednak od skali wydarzenia. Jeśli niewielkie wydarzenie potrafi tak zdestabilizować i potrafimy kogoś odrzucić to być może wcale bliskość nie była tak silna jak się nam wydawało. Może wymyśleliśmy sobie, że jest to ktoś dla nas ważny i my dla niego. I owszem może być to powodem rozczarowania ale też brakiem rozeznania kim dla siebie byliśmy.

Dlaczego koniecznie chcemy być blisko kogoś?

Jednym z powodów jest to, że jesteśmy istotami społecznymi, które jednak chcą być w związkach, relacjach tworzyć wspólnoty. Budujemy opierając się na tych związkach poczucie własnej wartości, lubimy być kochani, chcemy kochać.  Czasami jest tak, że bliskość jest nam potrzebna o czym już mówiliśmy, żeby się czuć bezpiecznie. Jeśli nie mamy kogoś bliskiego będziemy mieli więcej wątpliwości, będziemy niepewni tego jacy jesteśmy. Bo to w wymianie między rodzicami a dzieckiem kształtuje się obraz nas samych.

Próbować zatrzymać kogoś wbrew jego woli, tylko po to aby nie czuć się samotnym?

Jeśli jest jednostronna chęć zatrzymania kogoś, to trudno będzie kogoś zatrzymać. Pytanie jest takie: dlaczego chcemy kogoś zatrzymać przy sobie - może to rodzaj zależności? Ale w dużej mierze wynikającej z naszych lęków i niepewności. Jeśli ktoś nas opuści czy z kimś stracimy kontakt - myślimy, że nie damy sobie sami rady? Powody bycia blisko innych mogą być różne, i o nich mówiliśmy, ale podstawowym jest to, że sami nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie komfortu życia.

Pewnie zdarza się i tak, że jesteśmy z kimś ze strachu, ale trudno mówić o bliskości w takiej relacji?

Kiedy jesteśmy z kimś, a jednym z poważniejszych powodów jest strach, lęk, obawa - zaczyna być to kłopotliwe, bo trudno mówić o bliskości.  Jest to pewien rodzaj zniewolenia.

Człowiek jest stworzony do życia w relacji...

W jakimś sensie to, jacy jesteśmy, jakie mamy o sobie zdanie zależy jakie budujemy relacje od najmłodszych lat. Żeby coś o sobie wiedzieć w kontekście innych ludzi - musimy wchodzić w relacje i chcąc nie chcąc w nie wchodzimy. Nawet jeśli okaże się, że to nas rozczarowuje, nie zadowala. Ten rodzaj wymiany jaki się dzieje między ludźmi buduje wiedzę o nas samych i wiedzę o innych ludziach. Niekiedy dużo czasu musi upłynąć nim się zorientujemy , że jesteśmy w zależnej relacji. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteśmy "uwikłani" i zależni od innych ludzi.

W czym przejawia się ta niesamodzielność?

Niesamodzielności czy bezradności doświadczamy zazwyczaj kiedy zostajemy opuszczeni. Widzimy jak bardzo jesteśmy niezaradni, jak bardzo trudno jest znaleźć nam powód aby coś zrobić,  gdzieś wyjść. Dopiero wtedy widzimy jak dużą rolę ktoś odgrywał w naszym życiu, bo np. był inspiratorem działań - nie musiałem nic poza realizacją czyichś pomysłów, bo ciągle coś mi podpowiadał. I zazwyczaj jest to bolesne doświadczenie, bo ujawnia się prawda o samym sobie, sobie niesamodzielnym.

Jak się dowiedzieć jacy jesteśmy?

Poprzez świadomą refleksję nad samym sobą, ale też dzięki umiejętności odważnego przyglądania się samemu sobie.

środa, 15 stycznia 2020

Miód dobry na... wszystko?

Miód dobry na... wszystko?
Miód rewelacyjnie sprawdza się w leczeniu ropiejących ran, które powstały w wyniku oparzeń. Zdaniem naukowców, prawdziwy miód świetnie oczyszcza wątrobę i wykazuje właściwości detoksykacyjne. Wzmacnia organizm, leczy przeziębienia i łagodzi podrażnienia skóry – to chyba najbardziej nam znane właściwości miodu, a jest ich znacznie więcej. Dlaczego tak ważne jest, aby miód był w każdej kuchni, w każdej apteczce? 


Miód zawiera witaminy z grupy B (B1, B2, B6 i B12), C, A, biotynę, kwas pantotenowy, kwas foliowy oraz duże ilości potasu, fosforu, chloru, wapnia, magnezu i molibdenu. 

Właściwości wykrztuśne, przeciwgorączkowe, uspokajające i napotne posiada miód lipowy. Charakteryzuje się herbacianą barwą i nieco gorzkawym smakiem. Przy zaburzeniach pracy układu pokarmowego świetnie sprawdzi się słodki, o lekko kremowym odcieniu miód akacjowy. W leczeniu anemii natomiast sprawdzi się miód koniczynowy, o ciemniejszym kolorze i kwaśnym smaku. Działa również uspokajająco. Także miód wielokwiatowy polecany jest przy anemii i alergii. Jeśli mamy problemy z drogami oddechowymi – powinniśmy sięgnąć po miód rzepakowy, który doskonale jest przyswajany przez wątrobę. Charakteryzuje się słodkim smakiem. Miód wrzosowy sprawdzi się w przypadku leczenia kamicy nerkowej, dróg moczowych i zapalenia jelit. Wyróżnia go piękny, bursztynowy kolor oraz aromatyczny wrzosowy smak i zapach. W leczeniu miażdżycy i niedokrwistości poleca się miód malinowy o zapachu i posmaku malin. Działa również napotnie, antyseptycznie i przeciwgorączkowo. Podobnie miód gryczany – świetnie sprawdzi się w leczeniu schorzeń układu krążenia, osłabienia pamięci, miażdżycy i zaburzeniach na tle nerwowym.

wtorek, 14 stycznia 2020

A w Nowym Roku może by tak...

A w Nowym Roku może by tak...
... nie czekać na specjalne okazje, by sprawić komuś przyjemność prezentem? 🎁 Ile to razy mamy wręcz doskonałą okazję by powiedzieć komuś jak bardzo jest dla nas ważny, ale z jakiegoś powodu odkładamy to ciągle na później i później. Niestety, to "później" może się szybciutko zamienić na "nigdy"... bo przecież nigdy nie wiemy czy nie widzimy kogoś po raz ostatni...  


Życie jest tak cudowne, że nie można odkładać go na później! Kilka lat temu rozmawiałam z psychologiem na temat wewnętrznego dziecka. Mówiłyśmy o tym, że czasami po prostu wstydzimy się głośniej zaśmiać, ale wcale nie dla tego, że to konkretne zdarzenie nie wywołuje śmiechu, ale z obawy przed tym jak inni nas odbiorą. Tylko czy to jest nasze życie, czy kierują nim inni?

Bardzo byłam zaskoczona - pozytywnie, kiedy zobaczyłam, że są bluzy "księżniczek" i "księcia" 🎁 W końcu! Bo przecież nie można żyć w jakimś ciągłym strachu przed tym, co ktoś o nas pomyśli. Bluzy dla odważnych? Hmm... Taka bluza to doskonały prezent dla wszystkich, którzy cenią swobodę i mają dystans do siebie i świata 😎 Z pewnością nie jedną księżniczkę ucieszy taaaki prezent na urodziny w postaci bluzy!

W styczniu, w pierwszym tygodniu nowego miesiąca mam taki zwyczaj, że zapisuję w kalendarzu daty urodzin ludzi, którzy są mi bliscy.  Czasami naprawdę wystarczy tak niewiele, by zobaczyć uśmiech na twarzy tych, którzy są przy nas od lat. Bez specjalnej okazji! Albo inaczej - prezent na dowolną okazję! 🎁 Strasznie tego nie lubię, kiedy słyszę: "Czekam na właściwy moment". Super, ale co jeśli się nie doczekasz? 

Zbliża się Dzień Babci i Dzień Dziadka, później Walentynki - a może tak tym, których kochamy - zamówimy prezent personalizowany? 💖 Kochani, nie wstydźmy się bliskości, czułości i ciepła! 💖     

Zainspiruj się! 🎁

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Mam planer... do torebki!

Mam planer... do torebki!
Piękny i bardzo praktyczny - czyli taki, jaki lubię najbardziej - prezent, dostałam od Ani i Agnieszki z MamyKalendarz. Chociaż prezent przyszedł na Mikołajki - potrzebowałam czasu, aby się przekonać, czy taki planer ułatwi mi pracę 😊 Do tej pory miałam "zwykły" kalendarz, w którym na bieżąco zapisywałam wszystko to, co było istotne. W związku z tym, że dużo wyjeżdżam - w końcu zrezygnowałam z notatek w kalendarzu, a jego miejsce w torebce zajmowało co innego. I tak oto w piękny, słoneczny grudniowy poranek dostałam pierwszy w życiu planer, i to do torebki!


To, co spodobało mi się najbardziej to rubryki, które można wykorzystać w taki sposób, jaki jest dla nas najlepszy. Sześć kolumn - bez wątpienia ułatwiają plan dnia, ale i tygodnia. Same decydujemy co się w nich znajdzie. Jest miejsce na określenie zadań, wpisanie spotkań, priorytety. Zawsze brakowało mi systematyczności w odznaczaniu dat kolejnych publikacji, a z planerem, który używam od 9 grudnia - jest to takie wygodne! Bardzo, bardzo polecam produkt. Zdecydowanie ułatwia codzienne funkcjonowanie, jeśli na co dzień mamy co robić... 😊 Planer do torebki to 128 stron! Niech będą wypełnione dobrymi myślami - przynajmniej raz w tygodniu! ✔🌟


Plusem planera jest również to, że możemy zacząć go używać w dowolnym momencie. Właśnie nie mogłam się powstrzymać, stąd pierwszy wpis u mnie pojawił się już 9 grudnia 😊 Bardzo podoba mi się również i to, że w planerze jest specjalna kieszonka na ważne dokumenty i... długopis do smartfonów! 😊 Dla dziennikarki jest to zestaw idealny. Planer ma ładną szatę graficzną, jest lekki i daje swobodę planowania. Do planera dołączone są naklejki.


Planer idealny?

Dla mnie tak! 😊 I myślę, że dla każdej, która potrzebuje mieć jasno opisy plan działania. Co prawda Święta Bożego Narodzenia już za nami, ale czy to oznacza, że nie możemy sprawić przyjemności Przyjaciółce i dać jest prezent ładny i praktyczny? 😊 Planer, o którym piszę to wersja limitowana, więc... ⏰🎁


Zainspiruj się i planuj Nowy 2020 Rok z planerem! 💖
Niech ten Rok będzie piękny! 🎁

niedziela, 12 stycznia 2020

[WYWIAD] Rafał Jackiewicz: Rób to, co kochasz!

[WYWIAD] Rafał Jackiewicz: Rób to, co kochasz!
Każdy wywiad z Rafałem to wielka niewiadoma 😎 Nigdy nie wiesz co się wydarzy 😎 Wracam dziś do tej rozmowy sprzed ponad trzech lat, i choć projekt już ma kolejne edycje - jest kilka rzeczy, które są wciąż aktualne 😉


Jesteś gotowa?

Oczywiście, tylko nie wiem czy poradzisz sobie z odpowiedzią na moje pytania (śmiech).

Ja nie wiem czy Ty ogarniesz moje odpowiedzi (śmiech).

Rafale, co w ogóle u Ciebie słychać? 

A pracuje sobie nad moim nowym projektem – boks dla wszystkich. Jest on kierowany do ludzi, którzy nigdy nie walczyli, a chcieliby spróbować swoich sił w ringu, podczas walki. Projekt kierowany jest zarówno do mężczyzn jak i kobiet. Na razie w jedenastu miastach w kraju stwarzamy możliwość profesjonalnego, trzymiesiecznego przygotowania się do walki. W pakiecie dostajesz sprzęt bokserski, ubrania – spodenki, koszulka, a na miesiąc przed walką – odżywki. Masz możliwość doświadczyć jaka to jest ciężka praca aby systematycznie trenować przed walką, stoczyć ją i wygrać.

Są ograniczenia wiekowe?  

Ukończone 18 lat, poza tym nie ma żadnych ograniczeń wiekowych. Nie ważne w jakim jesteś wieku – zawsze możesz spróbować swoich sił.

Kobiety i mężczyźni trenują na takich samych zasadach? 

Są trzy kategorie ludzi, w każdej kategorii są trzy kategorie wagowe. W White Colour Boxing trenują ci, którzy nigdy nie walczyli. Chcą udowodnić, że nie są tylko grzecznymi chłopakami w garniturach, ale potrafią też przywalić. W kategorii kobiet trenują takie panie, które chciałyby walczyć na zawodowych ringach, bądź po prostu przeżyć przygodę życia. Te panie mogą mieć za sobą walki amatorskie. Trzecia kategoria to fighter – dla mężczyzn, którzy chcieliby zostać piesciarzami. Ten, kto w danej kategorii wygra turniej – dostanie debiut w Sferis KonckOut Promotions.

Dajesz szanse nowym, młodym, a co z Twoją przyszłością w ringu? 

Moja przyszłość w ringu dobiega już końca . W tym roku – na pewno. Na 99 proc. w drugiej połowie roku kończę karierę. Trzy walki jeszcze przede mną – boks, kickboxing, MMA. Piosenki mam już wybrane (śmiech). Zawsze mówiłem, że do ostatniej walki wyjdę przy „Kolorowych jarmarkach” Maryli Rodowicz. Do wczenisjeszych dwóch – „Kaczuszki” i „Wujcio Wariatuńcio” – moja żona przygotuje repertuar, a dzieci z przedszkoli Mrówkolandia w Nowej Iwicznej i Mińska – zaśpiewają.

Wygrywasz, przegrywasz – czytasz komentarze po walce? 

Tak, czytam. Śmieję się czasami z tego, co wypisują „mędrcy” Internetu.

17 lutego skończyłeś 40 lat. Gdybyś miał wskazać kilka najważniejszych wydarzeń swojego życia, co by to bylo? 

To, że mnie porwali i spie******em. Mój kolega powiedział: „Rafciu, jak chcesz to ich łamiemy, wywozimy i robimy co jeszcze chcesz”. I wiesz co odpowiedziałem? „Pie***le. Dziś mam Ciebie. Chętnie bym ich połamał, ale dziś mam „plecy”. Co będzie jak Ciebie zabraknie?”. Co się stało?  Minęło 5 lat, kolega poszedł siedzieć na 9 lat. I co by było? Nie wiadomo... Po porwaniu dostałem propozycję aby wejść w normalną grupę, zorganizowaną. Powiedziałem, że pie***le. Wtedy akurat rodził mi się syn. Moja wizyta w wojsku, która trwała sześć dni, w ciągu której trzy razy uciekłem z jednostki, a dwa dni przesiedziałem na wojskowym dołku. Poznałem moja żonę, z którą jestem 13 lat. Miałem do wyboru – dojrzała, młoda, ułożona kobieta czy fajna, 18-letnia dziewczyna. Wybrałem moją obecną żonę i to była dobra decyzja. Urodziło się troje moich dzieci. A w wieku 29 lat zdałem maturę. To były jedne z ciekawszych decyzji, które podjąłem. Te wydarzenia sprawiły, że dziś jestem w tym miejscu, w którym jestem.  

I wybrałeś inne, normalne życie...

Dziś mam wspaniałą żonę i dzieci. Mam fajną pracę. Nigdy nie miałem dużo w życiu. Mnie i mojego brata wychowywała mama. Zawsze robiła tak, że mieliśmy wystarczająco – miałem się w co ubrać i co zjeść. Mama była bardzo dobrym człowiekiem. Była też częstym gościem w szkole, do której chodziłem. Zawsze powtarzała: Rob to, co lubisz, a nie to, co ktoś ci każe. Mama nigdy nie była zaklamana, i wiesz co? Dużo podobieństwa do mojej mamy widzę w swojej żonie. Dla mnie przede wszystkim liczy się to, żeby być dobrym człowiekiem.

Dlatego dziś jesteś dobrym ojcem i chcesz zapewnić dzieciom szczęśliwe dzieciństwo, którego sam nie miałeś? 

Może dlatego jestem ojcem, który się martwi i przejmuje. Moje dzieci – może trochę na szczęście, albo na nieszczęście – są takie jak ja. A jak wiesz – byłem dobrze jeb***ty (śmiech). Moje dzieci są o wiele mądrzejsze ode mnie, mają dobre oceny w szkole, dobrze się uczą. Kiedyś co było dla mnie ważne – iść, nawalić się, rozwalić imprezę, kogoś okraść. Dziś największą wartość ma dla mnie rodzina – żona i dzieci.

Gdybyś mógł cofnąć czas – coś byś usunął ze swojego życia? 

Nie myślę o tym. Po co mam myśleć co mógłbym wymazać – jeśli nie mogę tego zrobić. Gdybym mógł to coś bym na pewno usunął.

Kto rządzi w domu? 

No wiadomo, moje tygrysy – Rafcio Junoor i Maja (śmiech).

Na ringu zawzięty, a w domu troskliwy, ale wymagający tatuś?  

Taki właśnie jestem i nie mam z tym problemu. Jestem spełnionym sportowcem, spełnionym człowiekiem. Moj plan dnia wygląda tak samo od kilku lat... Wstaję rano, budzi mnie mój synek Rafał Junior, ogarniam dzieci. Wracam do domu, idę biegać. Ogarniam dom, robię pranie, sprzątam,  przygotowuję obiad dla mojej rodziny. Jadę do Warszawy na trening – dziennie prowadzę 3 - 4 treningi. Sam również trenuję – staram się przynajmniej raz dziennie.

Nie wstydzisz się tak wprost mówić o sporztaniu, gotowaniu? 

Jakbym miał się wszystkim przejmować co ktoś skomentuje to bym siedział w domu i nic się nie odzywał. Nie wstydzę się niczego. Dziś mogę zmieniać pieluchy mojemu synowi i mogę go karmić. Za chwilkę idę na trening i wale w łeb. Jestem takim człowiekiem, który na jednym skrzyżowaniu zatrzyma się i wyciągnie chama z samochodu, bo zasłużył, a na drugim – przeprowadzę staruszkę przez ulicę. Nie mam z niczym problemu.

Jesteś po prostu dobrym człowiekiem...

I chyba dlatego przegrywam swoje ostatnie walki. Zawsze powtarzam, że walczę tak jak żyje. Kiedyś żyłem z dnia na dzień, w sobotę i w niedzielę dyskoteki, a trenowałem po to, aby się bić w weekend (śmiech). Szukałem wyzwań, adrenaliny, sławy...   Jak wpie*****lem dla największego chama na wsi to przyjmowałem jego moc (śmiech). W taki sposób zyskiwałem szacunek i sławę. Dziś jest inaczej. Zajmuję się dziećmi, ogarniam dom. Ostatnimi czasy znalazłem iPhone 5 – oddałem, ale kilka lat temu bym ukradł i sprzedał. Kiedyś było tak, że walczyłem ciągle dla adrealaniny a dziś adrenalina mi się podnosi jak zmieniam pieluchy synowi. Zmieniłem podejście do życia. Ty mówisz, że jestem dobry, a ja uważam, że ludzie z natury są źli.

A sam uważasz się za złego człowieka? 

Nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę idealny. Jak wiesz – odwalałem w swoim życiu niezłe numery. Nie czuję misji do spełnienia, nie próbuje zbawić świata, ale jak ktoś mnie poprosi o pomoc to zawsze pomagam na tyle na ile mogę. Dbam przede wszystkim o moją rodzinę, przyjaciół, których mam kilku – Kudlaty, Szponder, Janek Nerka i Czaszka.  

O Twoim życiu i historiach już wkrótce będziemy mogli przeczytać w książce, której premiera odbędzie się 24 maja...  

Tytuł książki „Granice, których nie bylo” – mowi sam za siebie. Gwarantuje, że każdy, kto będzie ją czytał - nie będzie się nudził nawet przez jedną kartkę. Jest to książka napisana częściowo moim językiem. Książka o życiu, o akcjach, które odp***doliłem, o sporcie – wszystkie moje walki są opisane, a każda historia walki jest zajebista.

Jakie masz przesłanie dla ludzi młodych, którzy zaczynają dopiero swoją drogę z boksem?   

Mam apel: Zostawcie to, nie przychodzcie na salę, bo tu trzeba zapie***lać. Lepiej pograjcie na PlayStation (śmiech).

Jak to będzie za rok, kiedy spotkamy się o tej samej porze, po Twojej zakończonej karierze. Nie będzie Ci czegoś brakowało? 

Będzie mi brakowało dostawania w łeb i będę musiał prosić żonę żeby raz na jakiś czas mnie przeczesała (śmiech).
Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger