wtorek, 3 grudnia 2019

[WYWIAD] Irena Santor

Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać Panią Irenę Santor. Cieszę się z tego spotkania, ponieważ zwykle poza tematem wiodącym - poruszamy również inne, ciekawe tematy... 


Pani Ireno, czy koncerty wciąż Panią cieszą?

Ależ oczywiście! Mimo wszystko, ciągle tak. Bardzo kocham złotą, polską, słoneczną jesień. Za to bardzo nie lubię deszczowych dni, bo wywołują u mnie przygnębienie, ale fakt, że która chce się ze mną spotkać i słuchać moich piosenek – jest bezcenny. Jestem komuś potrzebna. To, że muszę się zebrać, wsiąść do auta i jechać na koncert jest pewnego rodzaju koniecznością. Muszę jechać, bo tak mam zaplanowane. I to mi pomaga, mobilizuje do działania. Mam jednak pewien limit koncertów, nie przyjmuję wszystkich zaproszeń. 

Skąd bierze Pani swoje nieprzebrane pokłady energii?

Oj, to jest bardzo złudne. Mam swoje słabości. Wstaję rano, coś mnie strzyknie, coś zaboli... Moja energia wynika ze świadomości, że życie mam jedno i szkoda mi go na użalanie się nad sobą.

A co sprawia, że życie mniej boli. Miłość?   

Tak jak wszystkie kobiety – gdy byłam piękna i młoda, ulegałam zauroczeniom, zachwytom miłości romantycznej... Ale kobieta naprawdę dojrzewa do uczucia dopiero, gdy wyzwala się z tego zauroczenia. Wtedy okazuje się, że przyjaźń damsko-męska, w którą nikt nie chce wierzyć, a która istnieje – jest najważniejsza. I kiedy kobieta dojdzie do momentu, że jej ukochany jest jej najlepszym przyjacielem, w dobrym znaczeniu tego słowa, to jest to. Dopiero wtedy jest to prawdziwa miłość.
Czyli to, o co w gruncie rzeczy w całym życiu chodzi...

... ale to ma chyba szansę zdarzyć się dopiero w drugiej połowie życia, kiedy kobieta musi się oswoić z myślą o tym, że młodość niestety się kończy...

Niekoniecznie, ale dojrzewanie niesie za sobą świadomość tego, że człowiek przemija. I tak, z tym trzeba się umieć zmierzyć. Przemijanie to nie jest taka prosta sprawa. Skoro więc teraz jesteś piękna i młoda – ciesz się. A jeśli jesteś dojrzała, to przestań popełniać głupoty, bo nie warto. Jeśli w swoim przemijaniu znajdziesz miłość i przyjaźń – będzie ci łatwiej.

Godzi się Pani z własnym przemijaniem? 

Boli mnie ono, ale jest nieuniknione. I nie ma co krzyczeć, awanturować się i zaklinać czas. Trzeba mieć świadomość tego, że nawet jeśli nie zgodzimy się na przemijanie – ono i tak nadejdzie. Ale nie ma też powodu, żeby biernie się temu przyglądać. Trzeba żyć tym, co jest teraz.

Łatwo powiedzieć, znacznie trudniej zrealizować...

Ja długo się tego uczyłam, i w dalszym ciągu się uczę. Przemijanie jest trudną sprawą, ale godzę się na to.

A jaki jest dzisiaj Pani stosunek do życia?

Od dzieciństwa życie mnie zachwyca. Cieszę się faktem, że żyje. Kiedy dojrzewałam, to zaczęłam się przyzwyczajać do myśli, że to wszystko jest tylko na chwilkę. Chciałabym żyć do końca świata i jeden dzień dłużej, bo życie jest bardzo ciekawe. Przeżyłam je tak jak chciałam. Narobiłam też głupot, ale idealnych ludzi nie ma. Było, minęło. A jeśli to, co zrobiłam, nie pozostawiło w nikim zniechęcenia do mnie – to szczęście.

Czy z perspektywy przeżytych lat, „być” jest Pani zdaniem ważniejsze od „mieć”? 

Opieranie swojego życia tylko na tym, że się coś zdobędzie może dla kogoś ma sens, być może to jest celem. Ale mieć można zawsze. „Fortuna kołem się toczy” – słusznie mówi przysłowie, ale to BYĆ jest trwałe.   

2 komentarze:

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger