piątek, 30 listopada 2018

Jesienny strój kąpielowy?

Jesienny strój kąpielowy?
🎁🎁🎁 Jako, że Mikołajki tuż tuż - zaczynam od 🔖🔖🔖 rabatu dla Czytelniczek 👑 Na hasło: Niedoskonala-ja aż 15% zniżki ❕Kod rabatowy: NIEDOSKONALA15 🔥🔥🔥

„Jeszcze tylko grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj i wakacje...” – śpiewał Kabaret OTTO. Dla jednych jeszcze kilka miesięcy wyczekiwania na upragnione wakacje, a inni już planują wypoczynek w najbliższych tygodniach, kiedy do nas przyjdzie zima. I z pewnością nic tak nie poprawia samopoczucia jak wyszukiwanie odpowiedniego kierunku na odpoczynek – prawdziwy, bez smartfona, tabletu... Morze, plaża, palmy i beztroskie życie przez kilkanaście dni... 



Uwielbiam przedłużać – na tyle na ile mogę – lato. Jesienią łączę letnie sukienki i spódniczki z grubszymi swetrami i bluzami, ale też nie rezygnuję z poszukiwań stroi kąpielowych, które tak uwielbiam. Wybór ich jest tak ogromny, że każda z nas znajdzie coś dla siebie. Do znudzenia będę też powtarzać, że to nie nasze ciuchy sprawiają w jakiś magiczny sposób, że czujemy się pewniejsze siebie i atrakcyjniejsze, ale to nasza wiara w siebie, w piękno, które jest w każdej z nas. Bez znaczenia czy w ostatnim czasie przybyło nam kilka kilogramów, ale najważniejsze jest to abyśmy akceptowały siebie takimi jakie jesteśmy. Nawet najpiękniejsze sukienki nie dodadzą nam „piękności”, której w sobie nie potrafimy odnaleźć. Strój kąpielowy może pomóc w wydobyciu tego piękna, oczywiście odpowiednio dobrany... Jest wiele modeli strojów, w których będziemy się czuły wyjątkowo. Mój ulubiony strój jednoczęściowy może i jest odważny, ale jaki piękny! 👙👑 

Nie bójmy się więc wybierać takich rzeczy, w których będziemy się dobrze czuły – nie bójmy się komentarzy innych, bo nie mają one wpływu na nasze życie. Strój kąpielowy nawet jesienią to dobra inwestycja, bo przecież w każdym miesiącu możemy wybrać się na basen. Ponadto stroje kąpielowe w wersji sportowej to doskonałe rozwiązanie nie tylko na wakacyjny wyjazd – można w nich spokojnie ćwiczyć na siłowni, biegać brzegiem morza, ale można również zabierać na siłownię. Stroje te są pięknie wykonane! Ktoś kiedyś powiedział, że stroje kąpielowe są nudne? Nic bardziej mylnego! Tu możesz bawić się kolorami! Ah, jak przyjemnie się marzy... 😍👒👙👑

Więcej inspiracji 👙 tutaj 👙  

środa, 28 listopada 2018

Odzież nie tylko na 11 listopada

Odzież nie tylko na 11 listopada
Za nami 11 listopada, ale nie koniec świętowania związanego z obchodami setnej rocznicy odzyskania niepodległości. I zwykle z okazji różnych rocznic - stajemy przed wyborem nowej odzieży patriotycznej. Wielu z nas ma na pewno koszulki i bluzy, a na rynku pojawia się coraz to więcej modeli z symbolami np. Małego Powstańca czy Polski Walczącej. Nic dziwnego, że mamy problem z wyborem nowego produktu... 



A kiedy nie będziemy brali udziału w żadnym wydarzeniu kolejnych rocznic - odzież patriotyczna pozostaje aktualna, ponieważ takie produkty to również doskonały wybór na wydarzenia związane ze sportem. Wystarczy zobaczyć na kibiców podczas chociażby gali boksu... Jednak nie zapominajmy, że odzież patriotyczna nie kończy się na koszulkach i bluzach. Wśród bogatych ofert sklepów znajdziemy również torebki, szastetki czy nerki, ale także breloki do kluczy, kubki, spodnie i kurtki. Nie chodzi też o to, aby kupować bez opamiętania 😊 ale aby wybierać odzież dobrej jakości. 


W zakupach przez Internet liczą się dla mnie dwie podstawowe sprawy: opis produktu zgodny z prawdą i kontakt z klientem. ULTRAPATRIOT - to w tym sklepie znalazłam kurtkę, która bardzo mi się spodobała - moro z kapturem. Jestem nią zachwycona! Duży plus za naszywkę 3d pvc "Orzeł UltraPatriot" 😊 Kolejny plus jest taki, że firmę tworzą ludzie z pasją!

🎁🎁🎁 Niedługo już Mikołajki 🎁🌲🎁 Jeśli szukasz prezentowych inspiracji, kliknij 👉 tutaj 👈

poniedziałek, 26 listopada 2018

[WYWIAD] Zniszczone obrazki, uszkodzone figurki... Co z nimi zrobić?

[WYWIAD] Zniszczone obrazki, uszkodzone figurki... Co z nimi zrobić?
Dziś z okazji pięknego święta - publikuję wywiad o tym, co zrobić ze zniszczonymi obrazkami, książeczkami do nabożeństwa, czy figurkami... Co powinniśmy zrobić kiedy np przy śmietniku widzimy zniszczony obraz Świętej Rodziny albo Jezusa Milosiernego? Na moje pytania odpowiada biskup Adam Bałabuch. Całość wywiadu dostępna w Tygodniku Idziemy 😊   


Księże Biskupie, czym są sakramentalia?

Na to pytanie znajdujemy odpowiedź w Katechizmie Kościoła Katolickiego, w którym czytamy: „Święta Matka Kościół ustanowił sakramentalia. Są to znaki święte, które z pewnym podobieństwem do sakramentów oznaczają skutki, przede wszystkim duchowe, a osiągają je przez modlitwę Kościoła. Przygotowują one ludzi do przyjęcia głównego skutku sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia" (KKK 1667).

O jakie okoliczności życia chodzi?

Sakramentalia zostały ustanowione przez Kościół dla uświęcenia pewnych posług w Kościele, pewnych stanów życia, najrozmaitszych okoliczności życia chrześcijańskiego, a także użytkowania rzeczy potrzebnych człowiekowi (...).  Zawierają one zawsze modlitwę, której często towarzyszy jakiś określony znak, jak włożenie ręki, znak krzyża, pokropienie wodą święconą  (KKK 1668).

Dlaczego błogosławimy obrazki, medaliki, figurki? Jakiego znaczenia one nabierają? 

Należałoby tutaj mówić o błogosławieniu różnych przedmiotów kultu religijnego. Termin „poświęcenie” określa obrzędy związane z oddaniem do użytku liturgicznego kościoła lub ołtarza. Kościół błogosławi ludzi oraz rzeczy i miejsca związane z ludzką działalnością, życiem liturgicznym i osobistą pobożnością. Przez obrzęd błogosławieństwa wypraszamy dla ludzi określone dobra duchowe lub materialne. Błogosławimy dewocjonalia prosząc, by ci, którzy będą się nimi posługiwać, otrzymali potrzebne im łaski.

Pobłogosławiony obrazek czy medalik został oddany Panu Bogu? Jak to zrozumieć? Czy to oznacza, że pobłogosławiony obrazek możemy komuś przekazać?

Błogosławieństwo jest słowną formułą, która połączona jest z gestem lub znakiem liturgicznym (np. pokropienie wodą święconą czy znak krzyża uczyniony ręką). W tych modlitwach i znakach zawiera się prośba o Boże błogosławieństwo i uświęcenie ludzkiego działania. Posługując się zatem pobłogosławionym medalikiem czy różańcem mamy nadzieję na uproszenie Bożych dobrodziejstw. Oczywiście, że pobłogosławiony obrazek czy inny przedmiot możemy ofiarować innym, by mogli obficiej korzystać z Bożych łask.

Wskazane jest, aby pobłogosławione dewocjonalia przekazać jako prezent ludziom, którzy deklarują się jako osoby niewierzące?

Nie widzę tutaj przeciwwskazań, by można było pobłogosławioną rzecz ofiarować także osobom niewierzącym. Musiałbym mieć jednak pewność, że osoba obdarowana uszanuje ten pobłogosławiony przedmiot.

Czy Pan Bóg potrzebuje obrazków i figurek aby oddawać Mu cześć?

To nie Pan Bóg, ale człowiek potrzebuje znaków, które pomogą mu odnieść się w modlitwie do Pana Boga. Opatrzność Boża posługuje się obrazami czy figurami, poprzez które udziela  ludziom szczególnych łask.

Z drugiej strony – sposób niszczenia świętych obrazków też uczy szacunku do Pana Boga?

To jest bardzo ważny problem, bo tutaj idzie o szacunek do świętych wizerunków czy rzeczy pobłogosławionych. Niestety zdarza się, że te rzeczy są wyrzucane do kosza, a potem na śmietnik. Jest to bardzo smutne. Ze świętymi wizerunkami i pobłogosławionymi rzeczami należy oczywiście obchodzić się z należytym szacunkiem. 

Tymczasem naderwane obrazki czy porwane medaliki przechowujemy przez lata w mieszkaniu... Co z nimi zrobić, skoro nie nadają się już do użytku? 

Podarte papierowe obrazki czy przedmioty z drewna można spalić. Trudniej jest z przedmiotami wykonanymi z metalu czy plastiku, np. figurki. Myślę, że zużyte i zniszczone dewocjonalia można poddać też powtórnemu przerobowi. Spotkałem się też z tym, że jeden z księży zniszczone dewocjonalia - zwłaszcza metalowe - zakopywał na cmentarzu. Najważniejsze jest, aby dewocjonalia nie były wyrzucane do ogólnego śmietnika, aby się nie poniewierały.

Święte wizerunki są nie tylko na obrazach, ale na przeróżnych produktach... Wystarczy wybrać się do miejsc kultu religijnego, aby zobaczyć, że jednak jest to problem na szeroką skalę... 

Warto w tym miejscu postawić pytanie, czy jest konieczne umieszczanie świętych wizerunków na niektórych rzeczach, jak np. zniczach, które później wyrzuca się do kubła. Widziałem w jednym ze sklepów z pamiątkami w Lourdes wiele różnych przedmiotów (np. zapalniczki, długopisy czy cukierki), na których był umieszczony wizerunek Matki Bożej. W innych sanktuariach zawija się krówki w papierek z wizerunkiem Matki Bożej, który zazwyczaj wrzuca się do kosza. Może warto zastanowić się wcześniej, co kupujemy.

Zniszczone obrazki najlepiej spalić, ale co z tymi, którzy mieszkają w bloku i nie mają takiej możliwości?

Myślę, że nie jest to problem, bo poszczególne osoby nie mają zazwyczaj wielkiej ilości zniszczonych obrazków, dlatego można znaleźć miejsce, gdzie można byłoby je spalić.

A co zrobić z wizerunkami Pana Jezusa, Matki Bożej czy świętych, które nie były poświęcone? Często takie obrazki dostajemy na pielgrzymce czy są dołączane do prasy katolickiej...

Do wizerunków Pana Jezusa, Matki Bożej czy świętych, ale też innych świętych znaków jak np. krzyż, powinniśmy się odnosić z szacunkiem niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z obrazkiem pobłogosławionym czy też niepobłogosławionym. Nie należy takich obrazków wyrzucać na śmietnik, ale jeśli są zniszczone lub miałyby się gdzieś poniewierać, to należałoby je spalić, albo też użyć do tego celu niszczarki. 

Ktoś zapyta: Wierzysz w Pana Boga czy w obrazki? Jaki jest sens przechowywać te na przykład z kolędy? 

To jest oczywiste, że wierzymy w Pana Boga i dlatego szanujemy święte wizerunki i znaki. Można zapytać: kochasz mamę czy jej zdjęcie? Ponieważ kocham mamę, nie wrzucę jej zdjęcia na śmietnik.

W jaki sposób czcić święte obrazki?

Należy jednak pamiętać, że nie chodzi tutaj o oddawanie czci samemu obrazowi, lecz o oddawanie czci osobie, którą ten obraz przedstawia: Chrystusowi, Matce Bożej, aniołom i świętym. Wizerunki te pomagają nam niewątpliwie w modlitwie, dlatego umieszczamy je w naszych kościołach czy mieszkaniach, aby mając przed oczyma np. krzyż czy obraz Matki Bożej znosić nasze modlitwy. 

A co z folderkami, na których znajduje się fragment Ewangelii, a które rozdawane są na ulicy? Można i w tym przypadku mówić o szacunku?

Uważam, że jak najbardziej trzeba odnosić się także z wielkim szacunkiem do tekstów Pisma Świętego. Można folderki czy inne publikacje, gdzie są zawarte  teksty Pisma Świętego oddać na makulaturę czy skorzystać z niszczarki.

Podobnie chyba jest w przypadku kartek świątecznych z wizerunkiem Chrystusa czy Świętej Rodziny? Najlepszym rozwiązaniem jest ich palenie? Kartki przecież dostajemy od bliskich nam osób... 

Kartki świąteczne możemy przechowywać jako pamiątki, które przypominają nam o pamięci bliskich nam osób. Ale jeśli nie chcemy ich przechowywać, to należałoby je zniszczyć pamiętając o szacunku dla świętych wizerunków i znaków.

Starą figurkę można umieścić w kapliczce, która znajduje się na przykład w ogrodzie. Ksiądz Biskup uważa, że jest to dobre rozwiązanie?

Oczywiście, że także starą figurkę można umieścić np. w przydomowej kapliczce. Na przykład starą figurkę można poddać renowacji, tak jak to się robi w naszych kościołach. Byłby to też piękny zwyczaj, gdyby niektóre figurki czy obrazy przekazywać kolejnemu pokoleniu, jako rodzinną świętość, przed którą rodzice czy dziadkowie wypraszali potrzebne łaski.

A oddanie takich przedmiotów księdzu? W jakiej sytuacji można oddać dewocjonalia, których nie chcemy – proboszczowi?

Nie byłby to zły pomysł, gdyby przy parafii można było pozostawić zniszczone czy zużyte dewocjonalia, żeby nie były one wyrzucane do kosza, a późnej na śmietnik.

Jaką postawę powinniśmy przyjąć kiedy widzimy na śmietniku na przykład obraz Świętej Rodziny czy Różaniec?

Ze względu na szacunek dla tych zapewne pobłogosławionych rzeczy, a jednocześnie świętych znaków czy wizerunków powinniśmy ten obraz czy różaniec wziąć i postąpić tak, jak to wcześniej zostało to już powiedziane. Widziałem kiedyś, jak wiele krzyżyków pracownicy jednego ze śmietnisk odnajdywali i składali w pokoju kierownika. A obrazki z pierwszej Komunii św. odwożono do właściciela.

W przypadku kiedy sami niszczymy poświęcony obraz czy figurkę – popełniamy grzech?

Jeżeli utylizujemy pobłogosławione dewocjonalia z szacunkiem, to oczywiście nie popełniamy grzechu. Inaczej ma się rzecz, kiedy ktoś wyrzuca takie rzeczy po prostu na śmietnik, albo jeszcze gorzej niszczy np. przydrożne krzyże czy kapliczki. Zapewne takie czyny należy wyznać przy spowiedzi.

Inaczej sprawa wygląda jeśli chodzi o wizerunek świętych w prasie katolickiej? Prasa nie jest poświęcona... 

Jeżeli chodzi o prasę katolicką, gdzie często prezentowane są święte wizerunki, to jeśli nie można jej spalić, wolno oddać ją na makulaturę.

Kiedy popełniamy świętokradztwo?

Świętokradztwo definiuje Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2120: „Świętokradztwo polega na profanowaniu lub niegodnym traktowaniu sakramentów i innych czynności liturgicznych, jak również osób, rzeczy i miejsc poświęconych Bogu. Świętokradztwo jest grzechem ciężkim, zwłaszcza jeżeli jest popełnione przeciw Eucharystii, ponieważ w tym sakramencie jest obecne w sposób substancjalny Ciało samego Chrystus”.

Źródło: Tygodnik Idziemy  

sobota, 24 listopada 2018

[WYWIAD] Prawdziwa relacja czy złudzenie?

[WYWIAD] Prawdziwa relacja czy złudzenie?
Ile to razy płakaliśmy przez kogoś, kto był nam tak bliski! Ile razy byliśmy tak bardzo zwiedzeni, że nic nie było w stanie nas pocieszyć... I ile to razy obiecywalismy sami sobie, że już koniec, że nie będzie kolejnej szansy. - Jest też taki rodzaj bliskości kiedy kogoś nie mamy blisko siebie, ale wiemy, że jest i jego bycie jest dla nas bardzo ważne. Może o nas myśleć, za nami tęsknić. Mamy się do kogo zwrócić - mówi Waldemar Dulęba - psychiatra 



Panie Waldemarze, czym jest bliskość? 

Bliskość jest pewnym rodzajem więzi, którą chce się ciągle umacniać i odnawiać. Bliskość zakłada pewną stałość. Nie jest tak, że przygodne spotkanie ludzi na wakacjach, w sklepie, pracy będą jakoś szczególnie nam bliscy. Bliskość to rodzaj więzi i tęsknoty do kogoś bardzo konkretnego.

Taka więź jest możliwa z każdym?

Bliskość ma swoją intensywność. Co innego oznacza bliskość dziecka z rodzicami, inny wymiar ma bliskość rodzicielska, przyjacielska, miłosna,  małżeńska.

Żeby być dla kogoś bliskim trzeba być rzeczywiście blisko, w zasięgu drugiego człowieka? 

Bliskość nie musi być bliskością fizyczną. Bliskość to poczucie ważności kogoś dla nas. Nie trzeba dużo szukać, wystarczy w codzienności zobaczyć jak ludzie, którzy są ze sobą w jednym pokoju nie tworzą bliskiej relacji - mało tego, mają trudność aby razem wytrzymać, a z kimś z kim dzieli ich wiele kilometrów potrafią mieć dobry kontakt emocjonalny, dobre myśli. Mają  poczucie, ba przekonanie, że tam gdzieś daleko jest ktoś, kto ich nie tylko rozumie ale  kocha.

Wspomniał Pan o różnych rodzajach bliskości, ale zawsze jest to wyraz tego, że jesteś dla mnie ważny we wzajemnej relacji?

Bliskość może być fizyczna, emocjonalna, psychiczna. Jest też taki rodzaj bliskości kiedy kogoś nie mamy blisko siebie, ale wiemy, że jest i jego bycie jest dla nas bardzo ważne. Może o nas myśleć, za nami tęsknić. Mamy się do kogo zwrócić. Mamy ku komu kierować swoje uczucia, swoje myśli. Bliskość fizyczna jest oczywiście potrzebna i różnie się przejawia np. małemu dziecku, fizyczna bliskość jest niezbędna by się czuło bezpieczne, zaopiekowanie.

W relacjach ludzi dorosłych bliskość też jest gwarantem bezpieczeństwa? 

Tak. Jest, i bezpieczeństwo rozumiane jako obecność kogoś, możność skorzystania z jego pomocy - to rodzaj bezpieczeństwa, który polega na tym, że wiem, że nie będę sam wtedy, kiedy będzie mi trudno. Sam fakt, że istnieją ludzie ważni dla nas i my dla nich jesteśmy ważni to olbrzymi kapitał.

Co jest ważne w bliskości?

Na pewno nie jednostronna relacja, ale możliwość wymiany. Wejście w relacje - jestem ważny dla Ciebie, ale Ty jesteś ważny dla mnie. Stajemy się dla siebie bliscy. Mogą nas łączyć różne rzeczy - wspólne przeżycia, wspólna wrażliwość, zainteresowania, perspektywa wspólnego działania, albo choroba. Ważne jest, aby w bliskości mieć poczucie przydatności - wzajemnej przydatności, nie takiej eksploatującej jedną stronę. Ktoś jest nam potrzebny w bliskości chociażby dlatego, żebyśmy nie przeżywali pustki i samotności. Bliskość fizyczna nie jest konieczna do jej potwierdzenia, że np. jeśli jesteśmy blisko fizycznie to jesteśmy bliscy sobie.

Można mówić o bliskości na odległość?

Oczywiście. W bliskości na odległość jest tęsknota za "kimś", że kiedyś będziemy mogli się spotkać. Czegoś oczekujemy, czegoś miłego doświadczymy, bo jeśli ten ktoś w naszych oczekiwaniach nie zawodzi i my nie zawodzimy - to wzmacnia poczucie bliskości i więzi. 

Bliskość wirtualna nie ma chyba za wiele wspólnego z bliskością w rzeczywistości...

Czy to właśnie jest bliskość? Czy to, że mamy w kalendarzu adresy różnych ludzi zapewnia nam poczucie nie bycia samotnym i poczucia bliskości z tymi ludźmi? Żeby bliskość była autentyczna potrzeba zażyłości, poczucia więzi i konieczna jest wymiana między dwojgiem ludzi lub grupą. Nie może być to relacja jednostronna.

Podobnie działa Facebook. To, że mamy 1500 znajomych wcale nie oznacza, że kiedy chcemy z kimś porozmawiać - mamy się do kogo autentycznie odezwać.  Może bardziej są to znajomości wirtualne aniżeli prawdziwe? I tak naprawdę kiedy znikniemy z portalu - nikt nie zauważy?

Kiedy dowiadujemy się, że bliskość jest złudna,  jest iluzją? Kiedy okaże się, że kolejni nasi znajomi z różnego rodzaju komunikatorów zaczną milknąć? Czy wszystko, co nazywamy bliskością tak naprawdę nią jest? Czy jesteśmy w stanie zauważyć, że jesteśmy samotni pomimo tego ogromu osób, z którymi się  kontaktujemy? Jest to raczej rodzaj uzależnienia - iluzji relacji z innymi. Być może chodzi o to, aby sobą kogoś zainteresować...

Co decyduje o tym, że kogoś nazywamy naszym bliskim?

Czy bliskość jest wtedy kiedy ktoś potrafi reagować na nas, a kiedy jest taka potrzeba to wesprze, weźmie za rękę, będzie obok? Czy bliskość jest związana z wymianą pewnych informacji i nic więcej nas nie wiąże? Próba wymiany informacji to jeszcze nie jest bliskość. Może jest to pewien rodzaj kontaktu a nie bliskość? Kontaktu, w którym będziemy wymieniać swoje poglądy, opinie. Będziemy dostarczać informacji. Bliskość jest intymnym rodzajem więzi, gdzie zaangażowana są emocje.

Czyli wychodzimy ze znajomymi na spacer, do kina a tak naprawdę może to nie być bliskość...

Jeśli już wychodzimy to znaczy, że łączy nas coś więcej niż tylko przekazanie informacji. Chcemy się spotkać, czekamy na to.

Chęć spotkania ze znajomymi jest zawsze początkiem bliskości?

Jest bardziej zaawansowanym rodzajem więzi. Ludzie mogą być nam bliscy z różnych powodów, np. przez takie same poglądy,  wartości, podobne doświadczenia. Jest jeszcze taki rodzaj bliskości jako niepowtarzalny związek, w którym ktoś jest komuś oddany, gotowy do poświęceń czasu, uwagi. To inny rodzaj bycia wzajemnie ze sobą, bardziej zaangażowany i intymny.

Bliskość nie znaczy też wyłączność dla konkretnych osób, prawda?

Gdyby bliskość miała formę zawłaszczenia drugiej osoby, czy miałaby wywoływać zazdrość, bo jesteś tylko dla mnie i dla nikogo innego, na pewno byłaby to okoliczność, która nie sprzyjałaby byciu w dobrym kontakcie. Zawsze w bliskości jest ważne, aby mieć poczucie wolności i wyboru. Jestem, ale nie dlatego, że się boję, że muszę. Jestem dlatego, bo chcę być.

A jeśli kiedyś ktoś w bliskości nas zawiódł? Kończymy wszystko, "usuwamy" wspomnienia?

Jaka musi być krzywda, jaki musi być zawód,  żeby podjąć decyzję - zrywam z nią kontakt, nigdy więcej, więź się kończy... Może jest to rzeczywiście na tyle poważne, że zawód, którego doświadczamy jest związany ze świadomym działaniem szkodzenia naszej więzi. Ale jeśli jest to jednorazowe, nie intencjonalne - i da się to wyjaśnić, zorientować jakie były przyczyny, zrozumieć. Jeśli ktoś zawodzi w obszarze intymnym - zdrada, więź, która tworzyła tę bliskość poprzez takie świadome działanie może być nieodwracalnie zniszczona. Wszystko zależy jednak od skali wydarzenia. Jeśli niewielkie wydarzenie potrafi tak zdestabilizować i potrafimy kogoś odrzucić to być może wcale bliskość nie była tak silna jak się nam wydawało. Może wymyśleliśmy sobie, że jest to ktoś dla nas ważny i my dla niego. I owszem może być to powodem rozczarowania ale też brakiem rozeznania kim dla siebie byliśmy.

Dlaczego koniecznie chcemy być blisko kogoś?

Jednym z powodów jest to, że jesteśmy istotami społecznymi, które jednak chcą być w związkach, relacjach tworzyć wspólnoty. Budujemy opierając się na tych związkach poczucie własnej wartości, lubimy być kochani, chcemy kochać.  Czasami jest tak, że bliskość jest nam potrzebna o czym już mówiliśmy, żeby się czuć bezpiecznie. Jeśli nie mamy kogoś bliskiego będziemy mieli więcej wątpliwości, będziemy niepewni tego jacy jesteśmy. Bo to w wymianie między rodzicami a dzieckiem kształtuje się obraz nas samych.

Próbować zatrzymać kogoś wbrew jego woli, tylko po to aby nie czuć się samotnym?

Jeśli jest jednostronna chęć zatrzymania kogoś, to trudno będzie kogoś zatrzymać. Pytanie jest takie: dlaczego chcemy kogoś zatrzymać przy sobie - może to rodzaj zależności? Ale w dużej mierze wynikającej z naszych lęków i niepewności. Jeśli ktoś nas opuści czy z kimś stracimy kontakt - myślimy, że nie damy sobie sami rady? Powody bycia blisko innych mogą być różne, i o nich mówiliśmy, ale podstawowym jest to, że sami nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie komfortu życia.

Pewnie zdarza się i tak, że jesteśmy z kimś ze strachu, ale trudno mówić o bliskości w takiej relacji?

Kiedy jesteśmy z kimś, a jednym z poważniejszych powodów jest strach, lęk, obawa - zaczyna być to kłopotliwe, bo trudno mówić o bliskości.  Jest to pewien rodzaj zniewolenia.

Człowiek jest stworzony do życia w relacji...

W jakimś sensie to, jacy jesteśmy, jakie mamy o sobie zdanie zależy jakie budujemy relacje od najmłodszych lat. Żeby coś o sobie wiedzieć w kontekście innych ludzi - musimy wchodzić w relacje i chcąc nie chcąc w nie wchodzimy. Nawet jeśli okaże się, że to nas rozczarowuje, nie zadowala. Ten rodzaj wymiany jaki się dzieje między ludźmi buduje wiedzę o nas samych i wiedzę o innych ludziach. Niekiedy dużo czasu musi upłynąć nim się zorientujemy , że jesteśmy w zależnej relacji. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteśmy "uwikłani" i zależni od innych ludzi.

W czym przejawia się ta niesamodzielność?

Niesamodzielności czy bezradności doświadczamy zazwyczaj kiedy zostajemy opuszczeni. Widzimy jak bardzo jesteśmy niezaradni, jak bardzo trudno jest znaleźć nam powód aby coś zrobić,  gdzieś wyjść. Dopiero wtedy widzimy jak dużą rolę ktoś odgrywał w naszym życiu, bo np. był inspiratorem działań - nie musiałem nic poza realizacją czyichś pomysłów, bo ciągle coś mi podpowiadał. I zazwyczaj jest to bolesne doświadczenie, bo ujawnia się prawda o samym sobie, sobie niesamodzielnym.

Jak się dowiedzieć jacy jesteśmy?

Poprzez świadomą refleksję nad samym sobą, ale też dzięki umiejętności odważnego przyglądania się samemu sobie.

wtorek, 20 listopada 2018

Odpoczywaj w pokoju wiecznym...

Odpoczywaj w pokoju wiecznym...
Wtorek, rano. Pracuję nad wywiadem z Kamilem Stochem i dostaję powiadomienie w smartfonie. Otwieram i czytam, że nie żyje Andrzej Gmitruk... 


  
Nie, przecież to niemożliwe, żeby Andrzej nie żył. Dzwonię do Mariusza Wacha, ale ma wyłączony telefon. Ktoś musi mi potwierdzić, że to jest prawda, chociaż tak bardzo nie chcę w nią wierzyć !!! Dzwonię do Pana Janusza Pindery i pytam: Czy to prawda, że Andrzejek Gmitruk nie żyje? - Niestety, to prawda... - usłyszałam...

Trenera Gmitruka poznałam kilka lat temu, dokładnie nie wiem który to był  rok. Później spotkaliśmy się przy okazji treningów Andrzeja Gołoty i jakiś czas później - na pożegnalnym śniadanku, na które zaprosiła mnie Pani Mariola i Andrzej Gołota. I od tamtej pory moja relacja z Andrzejkiem była taka zwyczajna, już nie od konferencji do konferencji - dzwoniłam do niego kiedy chciałam porozmawiać o przygotowaniu konkretnego zawodnika, poprosić o komentarz czy dowiedzieć się jak widział ostatnią galę. Tematów zawsze było kilka, a przy tym wszystkim dobry humor, który chyba nigdy Andrzejka nie opuszczał. On nawet w czasie krótkiej rozmowy potrafił żartować. Dzwoniłam aby go zaprosić na imieniny... ale też - dzwoniłam bez okazji. A jeśli zdarzyło się tak, że nie odebrał - zawsze oddzwonił. Czasem z kilkudniowym opóźnieniem, ale zawsze. I zawsze, za każdym razem w taki sam sposób zaczynaliśmy rozmowę: 

- Witam najlepszego Trenera na świecie 😊
- Cześć Martuniu... 


Wspaniały, dobry człowiek. Miałam ogromne szczęście poznać Trenera Gmitruka. Zawsze, zawsze kiedy tylko była okazja - zamieniliśmy chociaż kilka słów. Pamiętam kiedy wybierał się na wakacje do Egiptu... Tak długo wtedy rozmawialiśmy. Opowiadał, że trochę się boi, bo taki kraj... Pod koniec rozmowy powiedział, abym się pomodliła o szczęśliwy powrót...  Te wszystkie historie, które opowiadał... Ten ciągły uśmiech i pogodne nastawienie do świata i ludzi sprawiało, że był to ktoś wyjątkowy. Ktoś, kto nie traktował drugiego człowieka gorzej - chociaż mógłby tak postępować, bo sukcesów na swoim koncie Andrzejek miał wiele. Dobry człowiek, skromny... Boks już nigdy nie będzie taki sam... Cieszę się, że miałam szczęście poznać tak wspaniałego człowieka... Tak ciężko pisać o Andrzejku "był"...

Niech Bóg da Ci niebo. Odpoczywaj w pokoju wiecznym, Przyjacielu...       

niedziela, 18 listopada 2018

[WYWIAD] Serce czy rozum?

[WYWIAD] Serce czy rozum?
Ewa Guzowska – psycholog, psychoterapeuta, coach odpowiada na pytania dotyczące kierowania się sercem a rozumem...   



Pani Ewo, nie raz byliśmy w sytuacji, kiedy musieliśmy podjąć trudną decyzję. Serce mówiło jedno, rozum – drugie... 

Serce mówi wiele, najczęściej rozpoznaje sytuację w jednej sekundzie... Sztuka polega na tym, by nie pomylić tego tylko i wyłącznie z ekscytacją, z pewnego rodzaju chwilowym podnieceniem. W dzisiejszych czasach ludzi ekscytuje wiele spraw, sytuacji, osób, tylko często trwa to zaledwie ułamek sekundy. Później fajerwerki szybko gasną. Zdecydowanie należy słuchać podszeptów serca i być im wiernym, przy założeniu, że jesteśmy zintegrowani  i umiemy być uczciwi wobec samych siebie. Kiedy mamy taką odwagę, będziemy umieli  odróżniać to, co szczególnie ważne...

Przy decyzjach, które podejmujemy sercem mamy na względzie przede wszystkim to, czy kogoś nie skrzywdzimy, czy ta konkretna decyzja jest zgodna z wyższymi wartościami, czy jest słuszna. Serce się nigdy nie myli? 

Serce zna odpowiedź, zanim pomyślimy głowa. Ważne jest to by mieć świadomość siebie i swoich wartości, potrzeb, pragnień. Nie należy mylić miłości z chwilowym zauroczeniem czy pożądaniem. Miłość nie krzywdzi i nie boli. Unikamy miłości, ponieważ boimy się zranienia, ale miłość to najpiękniejsze uczucie. Jeśli doświadczymy tej miłości w sobie, nigdy nikogo nie skrzywdzimy, ponieważ od tego momentu, będziemy „posłuszni” miłości, która zna odpowiedź na nurtujące nas pytania i poprowadzi nas najlepszą dla nas drogą. Niestety, najczęściej zakochujemy się w kimś nie kochając siebie, ale czy to jest miłość? Miłość to nie coś, co można kupić, zasłużyć na nią, zdobyć ją. Prawdziwa miłość nie krzywdzi, nie rani, nie boli, choć często mamy takie podejście do tematu. Jeśli kochamy sami siebie, nikt nie jest w stanie nas skrzywdzić. Jeśli ktoś  podejmuje decyzję o odejściu – można  tylko życzyć tej osobie wiele szczęścia. W tym wyraża się prawdziwa miłość. Kochając siebie, nie rozpadniemy się na małe kawałeczki. Inaczej temat wygląda w toksycznym związku – tam zwykle się rozpadamy….

Emocje bardzo wiele mówią o nas, dlaczego więc czasem się ich boimy i niejako wypieramy się? 

Najczęściej boimy się odrzucenia - jeśli go znamy. Odrzucenie boli i do chwili jak będziemy się tego bali, nigdy nie będziemy wolni… Bez wolności nie ma miłości, gdyż tylko będąc wolnymi możemy kochać naprawdę. Kiedy jesteśmy na różne sposoby emocjonalnie „zniewoleni”, nie możemy mówić o prawdziwej miłości, tylko o niewoli. 

Z drugiej strony decyzje, które podejmujemy pod wpływem emocji są zawsze zgodne z naszymi potrzebami, pragnieniami. Są szczere i prawdziwe? 

To wszystko zależy od tego jak wyglądają nasze emocje i jaki mamy z nimi kontakt. Często jesteśmy „pogubieni” we własnych  emocjach, nie jesteśmy w stanie ich rozpoznać, nie potrafimy ich nazwać. Jeśli towarzyszy nam emocjonalny chaos, to nasze decyzje z pewnością nie mogą być ani trafione ani prawdziwe. Jest  to być może „punkt krytyczny” od którego wiele zależy, jakie decyzje będziemy mogli podejmować.

Z czego wynikają nietrafione decyzje? 

Nietrafione decyzje najczęściej podejmujemy pod wpływem impulsu, a jeśli tak są podejmowane trudno by było inaczej. Towarzyszący temu wszystkiemu ogarniający chaos, powoduje, że sami nie wiemy, czy to jest słuszna decyzja, ponieważ zwykle po chwili przychodzi powątpiewanie i tracimy swoją pewność. Potem jest już tylko droga donikąd.

Kiedy emocje są złym doradcą?

Nasz wewnętrzny chaos jest najczęściej powodem naszych błędnych decyzji. Nie zdajemy sobie sprawy, że nasza wewnętrzna harmonia ma nam wiele do zaoferowania. Im stajemy się bardziej harmonijni - nasze życie zmienia się niemal w każdej dziedzinie. Często posługuję się taką metaforą: kiedy chcemy zobaczyć pod wodą rafy koralowe - warunkiem jest piękna pogoda, w czasie sztormu – nie jest to absolutnie możliwe...

Dlaczego więc zachęca się do podążania uczuciami? 

Kiedy otwieramy serce, wszystko zmienia się wokół. Prawda jest jednak taka, że często nasze serca są zamknięte, ponieważ doświadczyły odrzucenia, poniżenia, lekceważenia, czyli doświadczyły wiele bólu i rozczarowania od zewnętrznego świata.  Najczęściej i najłatwiej schronić się wtedy przed światem.

Są takie sytuacje kiedy brakuje odwagi do wypowiedzenia tego, co naprawdę czujemy... Czy to jest jakby skazywanie siebie na życie w iluzji? 

Uważam, że jeśli wiemy, że to naprawdę czujemy, mamy też odwagę, by powiedzieć o swoich uczuciach. Jeśli ktoś je zlekceważy lub wykorzysta, to  problem leży po tej drugiej stronie. Nie ma potrzeby brać za to odpowiedzialności. Miłość jest czymś pięknym, nie zdarza się każdemu. Każda miłość jest pierwsza.

A może czasami jesteśmy w takiej sytuacji, że lepiej milczeć, bo kiedy się odważymy na szczere opowiedzenie o swoich uczuciach – to tylko pogorszy sytuację?

Jeśli tak jest, to pytanie, co tak naprawdę może pogorszyć sytuację, jeśli nasze uczucia są szczere. Można podjąć różne decyzje, być może naprawdę czasami bardzo trudne, ale w sumie to jest nasze życie. Z podjęciem każdej decyzji wiąże się pewna konsekwencja. Z kolei, przemilczenie uczucia też jest innego rodzaju decyzją, ale też decyzją.   

Zwykle też lubimy powracać do tego co mile i przyjemne. Może właśnie dlatego idealizujemy głos serca? 

Głos serca jest bardzo ważny. Wydaje się, że ludzie coraz bardziej zdają sobie z tego sprawę, gdyż bycie głuchym na głos serca czyni nas nieszczęśliwymi i ubogimi, zarówno w sprawach małych i bardzo istotnych. Głos serca, jeśli nauczymy się go słuchać będzie prowadził nas przez życie w sposób możliwie najlepszy dla nas. Ważne, by nauczyć się go słuchać.

Jak wobec tego namówić rozum i serce do współpracy?  

Właściwie nie trzeba namawiać, wydaje się, że wystarczy jeśli popracujemy nad zintegrowaniem siebie i wszystko będzie działało jak najbardziej zgrany duet. Czasami głowa też jest potrzebna  Życzę Wszystkim otwarcia się podszepty serca, które na początku mogą być nawet bardzo ciche. Jeśli im pozwolimy - usłyszymy piękny i niepowtarzalny dla nikogo innego ich ton…

piątek, 16 listopada 2018

Czas na zmiany. Czas na nowe...

Czas na zmiany. Czas na nowe...
Przychodzi taki czas, że koniecznie chcemy coś zmienić. Cokolwiek - kupić nowy stoliczek, zasłony czy poduszki dekoracyjne, których wybór jest ogromny! Przy okazji przeglądania zasłon - odnajdujemy jakby przypadkowo firankę, którą po prostu musimy mieć!  😊 Uczucie z pewnością znane wielu z nas 😊


Lekka, zwiewna firanka doda lekkości całemu pomieszczeniu, ale jeśli dobierzemy ją w sposób nieodpowiedni - czyli przy wyborze będziemy sugerowały się tylko tym, że jest to produkt wyjątkowy, piękny, a nie koniecznie idealnie pasujący do sypialni, kuchni itd -  uzyskamy efekt odwrotny do zamierzonego, dlatego tak ważne jest opowiedzieć sobie najpierw na pytania co tak naprawdę skłania mnie do wyboru nowej firanki? Nie decydujemy się kupić "coś" tylko dlatego, że jest piękne.


W podjęciu decyzji pomoże nam określenie przede wszystkim do jakiego pomieszczenia wybieramy firanę i jaki w tym pomieszczeniu króluje styl. Następnie zwracamy uwagę na funkcjonalność, materiał i dodatki. To wszystko składa się na wybór odpowiedniej do pomieszczenia firanki. 

Jasne kolory optycznie powiększają wnętrza. Delikatna dekoracja okna doskonale sprawdzi się w przypadku mniejszych pomieszczeń. Zwiewne firany dodadzą całemu wnętrzu wyjątkowego klimatu. A jeśli chcemy stworzyć ciepły, domowy klimat - do firan dobieramy lekkie zasłony.  W przypadku kiedy chcemy wybrać nową firanę do mniejszej sypialni bądź salonu o mniejszej powierzchni - zdecydowanie powinniśmy unikać masywnych, ciężkich zasłon, które przeznaczone są raczej do dużego salonu. W połączeniu ze stylizowanymi meblami -  klasyczna dekoracja okna doda wyjątkowego wyrazu. Tu świetnie sprawdzą się bogato zdobione i długie zasłony.

Firany to element dekoracji okna, który całkowicie potrafi odmienić charakter danego pomieszczenia. Decyduje ona o ostatecznym wystroju sypialni czy salonu, przez co jest ważnym elementem dekoracji okna... I podobnie jak w przypadku zasłon - wybór odpowiednich wbrew pozorom do łatwych nie należy 😊 






Wiecej inspiracji 🌺 tutaj 🌺

środa, 14 listopada 2018

[WYWIAD] Dbasz o dziecko, które w Tobie jest?

[WYWIAD] Dbasz o dziecko, które w Tobie jest?
Wewnętrzne dziecko - pewnie nie raz o nim słyszeliśmy. A właściwie o sobie, bo jest ono w nas. Jak o nie dbać? Oddaję głos Ewie Guzowksiej - psycholog, psychoterapeuta, coach 





Pani Ewo, czym jest Wewnętrzne Dziecko

Wewnętrzne Dziecko jest częścią naszej psychiki. Zdarza się, że ta część z powodu różnych ran, traum z dzieciństwa, może być zamrożona. Nie mamy z nią wówczas żadnego kontaktu, co nie oznacza, że jej nie ma.  Często ten brak kontaktu z naszym wewnętrznym dzieckiem, może powodować wiele różnych trudności w życiu dorosłym. Zachowujemy się w jakiś sposób, sami nie wiedząc, dlaczego właśnie tak? Bardzo często może powodować te pewnego rodzaju „utknięcie” w  relacjach, sytuacjach, stanach, a także może mieć wpływ na nasze zdrowie fizyczne. Wewnętrzne dziecko jest w nas – dorosłych, pytanie, czy mamy z nim kontakt czy nie? 

Dlaczego tak istotny jest kontakt z Wewnętrznym Dzieckiem?  

Kontakt z wewnętrznym dzieckiem jest istotny dlatego, że wiele problemów często wynika z naszego dzieciństwa. Kiedy nie jesteśmy w stanie tego nazwać, uświadomić sobie - możemy krążyć w kółko, a nasze problemy emocjonalne będą nas przytłaczać.  Zajęcie się w życiu dorosłym naszym wewnętrznym dzieckiem często jest wspaniałą okazją „spotkania z samym sobą”.  To spotkanie może wyjaśnić nam wiele naszych zachowań, przekonań, a przede wszystkim uzdrowić na wielu poziomach – psychicznych, ale także  fizycznych.

Nie zawsze odkrywanie Wewnętrznego Dziecka jest przyjemne... Jeśli w dzieciństwie doznaliśmy zaniedbania, braku wsparcia i miłości –w miejsce Wewnętrznego Dziecka może pojawić się Wewnętrzny Krytyk?  

Niestety często tak jest, że spotkanie z naszym wewnętrznym dzieckiem to trudne sprawy. Często wymaga to pewnej gotowości, czasami ogromnej odwagi. Prawda jest jednak taka, że nawet jeśli nie zajmiemy się tym, to ta „poraniona”  i „zamrożona” część w nas jest, domagając się uwagi na różne dla psychiki sposoby. Jednym z takich sposobów bywają objawy w ciele fizycznym. Jest to chyba najczęstszy sposób, by osoba chorująca przyjrzała się temu, co może być przyczyną tej choroby. Pewna Pacjetnka kiedyś przyszła na sesję ze zgłoszeniem: mam słaby system immunologiczny – już drugi raz tej jesieni biorę antybiotyk na przeziębienie. Nic więcej na początku nie powiedziała, w żaden sposób nie zaczynała od jakichkolwiek problemów natury emocjonalnej. Podaję ten przykład, bo on pokazuje jak ważne jest nasze podejście do choroby. Z różnej strony można na nią spojrzeć – w tym z poziomu psychiki.  Pojawiające się przeziębienia ustąpiły, a Pancjentka – przy tej okazji mocno przeorganizowała swoje życie m.in. poradziła sobie z nadwagą.  W trakcie terapii dieta jaką rozpoczęła Pancjentka, okazała się lekka i bardzo skuteczna. Trudno byłoby osiągnąć takie efekty bez nawiązania kontaktu z wewnętrznym dzieckiem. Praca z wewnętrznym dzieckiem rozświetla wiele mrocznych do tej pory obszarów. Pomaga zrozumieć siebie i po trosze świat... Ważne spojrzeć na to, że pewne zdarzenia, choroby, trudności przydarzają się nam po coś… by lepiej zrozumieć siebie i innych.  Zawsze patrzymy i widzimy świat  przez pryzmat tego, co nosimy w sobie… 

A Wewnętrzny Krytyk nie pozwala być słabym? 

Wewnętrzny Krytyk zwykle nie pozwala nam uwierzyć i zobaczyć siebie. Często sabotuje nasze działania, marzenia, plany.  W przypadku, kiedy wewnętrzny krytyk ma nad nami „władzę” - my jej zwykle nie mamy, jeśli chodzi o to jak może wspierać i kształtować swoje życie.

Zamrożone reakcje czy emocje na wydarzenia, które związane są z konkretną sytuacją i tak powrócą, jeśli nie są przepracowane? A wtedy trochę będą mogły namieszać w naszym, poukładane życiu?  

Zamrożone emocje zwykle utrudniają nam – w tak zwanym „układaniu życia”. To „poukładanie” jest prawie niemożliwe, mam tu na myśli naprawdę „zdrowe” życie pod względem relacji i radości z niego płynącej. Jeśli nosimy w sobie „zmarzlinę” bardzo trudno „zakwitnąć”! Bez tego trudno jest cieszyć się życiem. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie rok bez przysłowiowej „wiosny”? Cóż to za rok?

To właśnie ta głęboka część siebie jest źródłem spontaniczności, radości, szczęścia? 

Zdecydowanie ta „żywa część” nas samych, pozwala nam na spontaniczność, radość dziecka, kreację i w ogóle dobre szczęśliwe życie. Często staramy się nadać to szczęście życiu, szukając pewnych zamienników, ale to droga na skróty – która zwykle kończy się, wraz z nadejściem nudy i monotonni i potrzeby nowych atrakcji świata zewnętrznego. 

Okazuje się, że powrót do Wewnętrznego Dziecka może być też błogosławieństwem. W jakich przypadkach szczególnie?  

Uważam, że zawsze jest wielkim błogosławieństwem, ponieważ zawsze przynosi tylko korzyści. Droga może być trudna, ale efekt z pewnością przyjdzie. Doświadczenie siebie  to wielka nagroda za włożony trud w proces terapeutyczny.

Dlaczego ważne jest aby poznać swoje Wewnętrzne Dziecko i oddać je pod opiekę Wewnętrznego Dorosłego?   

Nie ma nikogo innego, kto mógłby to zrobić od nas samych. Nikt inny nie zna nas tak dobrze jak my sami – nawet jeśli pewne stany zostały „zamrożone”.  Odmrożenie ich pozwoli nam wiele doświadczyć i pokochać siebie, co nie jest wcale sprawą prostą…jak często się okazuje.


Brak kontaktu z Wewnętrznym Dzieckiem przejawia się też w konkretnych wyborach, jakich dokonujemy. Widać to dobrze na także w pragnieniach, które mamy, za którymi dążymy? 

Uważam, że w życiu, nic nie jest przypadkowe, wszystko naprawdę ma swój czas, miejsce i sens. Naszym celem jest zrozumienie tego i nadanie temu pewnego znaczenia. To rzadkie podejście, ale pomagające zrozumieć lepiej siebie i  innych. Nasze trudne dotychczas życie może zachwycić nas jak nic wcześniej dotąd i to jest niepowtarzalność każdego człowieka….

Jak dbać o Wewnętrzne Dziecko w życiu dorosłym?  

Hmm, dzieci najbardziej lubią kiedy się je rozpieszcza… czy czegoś więcej im potrzeba? Możemy uczyć się obserwować dzieci...

Mamy po trzydzieści lat i czasami – choć mielibyśmy ochotę głośno się śmiać czy skakać – nie wypada... To trochę smutne...  

Nie wypada, to zależy jaki punkt widzenia przyjmiemy.  Może wybrać swój punkt widzenia i wybrać radość i śmiech…  Nie ma przecież nic bardziej spontanicznego niż czysta radość….  Pamiętajmy RADOŚĆ jest przeciwieństwem LĘKU…

Życzę Wszystkim bardzo dobrego kontaktu z wewnętrznym dzieckiem,
To jeden z najlepszych sposobów by być SZCZĘŚLIWYM 😊
Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger