poniedziałek, 4 marca 2024

[WYWIAD] Dlaczego nie możemy zobaczyć Boga?

Dlaczego nie możemy zobaczyć Boga? Na pytania odpowiada Ks. Prof. Janusz Królikowski - dziekan tarnowskiej Sekcji Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Papieskiego Św. Jana Pawła II w Krakowie. Autor licznych publikacji naukowych i popularnonaukowych. W latach 1996 - 2009 był wykładowcą teologii wschodniej na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie. Od 1997 - wykładowca teologii dogmatycznej na Wydziale Teologicznym Sekcja w Tarnowie Uniwersytetu Papieskiego Św. Jana Pawła II w Krakowie. Od 2010 roku - wykładowca mariologii w Instytucie Maryjno - Kolbiańskim "Kolbianum" w Niepokalanowie. Ks. Prof. Janusz Królikowski jest m.in. Przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Mariologocznego.

 

pixabay.com/pl/


Księże Profesorze, co to znaczy, że nie możemy zobaczyć Boga i pozostać przy życiu? (por. Wj 33,20)

- Niewidzialność Boga wynika przede wszystkim z tego faktu, że Bóg jest duchem, natomiast nasza percepcja ma charakter zmysłowy. Sfery duchowej możemy jednak szukać, a nawet dowodzić racjonalnie jej istnienie, jak czynimy i z Bogiem i z duszą. Między Bogiem i człowiekiem istnieje „sfera nieprzystawalności – regium dissimilutudinis, jak powiedział trafnie św. Augustyn. Jest ona w obecnym naszym stanie cielesno-duchowym nie do przekroczenia. Potrzebujemy do tego specjalnego uzdolnienia pochodzącego od Boga, którego dostępuje dusza po opuszczeniu ciała, a więc tego świata. Gdybyśmy obecnie zobaczyli Boga, Jego wielkość i majestat, umarlibyśmy z przerażenia, doświadczywszy przepaści bytowej, jaka dzieli nas od Boga. Możemy to sobie jakoś wyobrazić, gdy na przykład znajdujemy się wobec kogoś wielkiego duchowo – w pierwszej chwili już wielkość duchowa człowieka, jeśli sobie ją uświadamiamy, wciska nas w ziemię. Nie doświadczają czegoś takiego tylko ludzie naprawdę wielcy, a więc podobni do tego wielkiego. Potrzeba więc osiągnięcia pewnego podobieństwa do Boga, aby móc przed nim stanąć. Potępieni w piekle nie będą oglądać Boga, bo musieli by zniknąć wobec Jego majestatu. Piekło jest jakimś ratunkiem dla ich istnienia.

Z czego wynika tworzenie fałszywego obrazu Boga? 

- Fałszywy obraz Boga wynika przede wszystkim z tego, że poddajemy się wpływom naszej wyobraźni, a więc najbardziej niebezpiecznej władzy duchowej, którą posiadamy. Jeśli chcemy mówić o Bogu, a nawet modlić się, musimy dokonać radykalnej rezygnacji z wyobraźni. „Bóg jest zawsze większy” – jak mówił św. Augustyn; można by dodać jest zawsze nieskończenie większy. Wyobraźnia, niestety, sprowadza Boga do naszego poziomu, a wtedy owoc naszej wyobraźni staje się po prostu kłamstwem. Jakkolwiek łatwo stwierdzamy, że człowiek zawsze tworzy sobie obraz Boga na swoje podobieństwo i uznajemy to za niejako naturalne, to musimy pamiętać, że w sensie ścisłym taki proces duchowo-intelektualny ma charakter heretycki. Bardzo wyraźnie mówili o tym ojcowie Kościoła, a św. Cyryl Aleksandryjski poświęcił temu osobny list.

Jakie konsekwencje niesie za sobą fałszywy obraz Boga? 

- Fałszywy obraz Boga zafałszowuje najpierw właściwą wizję człowieka, skoro człowiek został stworzony „na obraz i podobieństwo Boże”. Jeśli więc człowiek zafałszuje obraz Boga, to oszukuje samego siebie. Dlatego tak ważna jest czystość wiary, którą nazywamy ortodoksją, czyli po prostu jej prawda. Nie jest prawdą – jak twierdzą niektórzy – że nie jest ważne, w co się wierzy, gdyż ważna jest tylko miłość. Czy jest możliwa prawdziwa miłość, gdy obraz Boga jest fałszywy? Na pewno nie, ponieważ tylko odpowiednie, nawet jeśli jest minimalne, poznanie Boga, daje konieczne ukierunkowanie naszemu działaniu, a więc i miłości. Jeśli nie poznamy, czym jest miłość w Bogu, to czy jest możliwa autentyczna miłość do człowieka. Zauważmy na przykład, że w Biblii monogamiczna miłość małżeńska jest ściśle związana z objawieniem Boga w Jego jedyności. Na tym gruncie może się ona rozwinąć w kształcie, który ukazuje Pieśń nad pieśniami. Bez Boga mamy poligamię i rozwody, czego w większości przypadków dowodzą współcześni ateiści.

Wróćmy jeszcze do początku... Dlaczego Bóg Ojciec jest niewidzialny?

- Bóg Ojciec jest oczywiście niewidzialny z racji, o których już wspomniałem na początku, ale teologicznie biorąc, nie jest to całkiem ścisłe. W Ewangelii św. Jana znajdujemy wielokrotnie stwierdzenia Jezusa, w których podkreśla On, że kto widzi Jego, ten widzi Ojca. Bóg Ojciec jest poznawany przez Jezusa, Syna Jego Jedynego, i w Nim stał się także jakoś widzialny. On jest widzialnością Ojca. Pozostaje to oczywiście tajemnicą, ale zasadnicze rysy obrazu Ojca możemy poznać za pośrednictwem objawienia dokonanego przez Jego Syna. Dlatego mówimy, na przykład w hymnie Chwała na wysokości…, że jest On „Synem Ojca”. To trochę tak, jak patrząc na dzieci, chwytamy częściowo rysy jego rodziców. W przypadku Jezusa mamy do czynienia z czymś o wiele głębszym, dlatego, że Jezus wie, że ma objawić Ojca i chce to uczynić. 

Każdego dnia, praktycznie każdej godziny – mamy możliwość zobaczyć Jezusa? Wystarczy pójść do świątyni, na adorację Najświętszego Sakramentu?    

- Zobaczyć – może to zbyt mocno powiedziane. Wolałbym mówić, że możemy spotkać Jezusa w Kościele, w Jego sakramentach, w Jego słowie, w ubogich i potrzebujących, w najwyższym stopniu możliwość spotkania otwiera się przed nami w tajemnicy Eucharystii, a więc w czasie Mszy świętej połączonej z przystępowaniem do Komunii, a potem w adoracji Najświętszego Sakramentu wystawionego w monstrancji lub ukrytego w tabernakulum. Chrystus zostawił nam siebie „prawdziwie, rzeczywiście i istotowo”, ale także cieleśnie i osobowo. On po prostu żyje wśród nas, aby dzielić się z nami swoim życiem. Kto żyje wiarą, ten może uchwycić Jego życie i nim się napełnić. Jest to doświadczenie wiary, ale jakże wielkie to doświadczenie, skoro możemy nawiązać z Nim osobową, konkretną i żywą więź. Co więcej może to być więź przemieniająca nasze życie.

Spotkanie z Jezusem zmieniało życie ludzi. Jak dziś spotkać Żywego Boga?

- Spotkanie z Bogiem jest możliwe, ale jest uwarunkowane naszą osobistą wrażliwością oraz wrażliwością czasów, w których żyjemy. Wewnętrzne spotkanie z Bogiem żywym było i jest możliwe. Wydaje mi się, że w naszych czasach na spotkanie z Bogiem otwiera nas przede wszystkim nasze ludzkie doświadczenie samotności. Kiedyś to zagadnienie analizowałem teologicznie i  nasunął mi się taki wniosek. Sądzę więc, że trzeba na nowo odkryć w objawieniu Bożym, za pośrednictwem Pisma Świętego i życia Kościoła, że Bóg jest po prostu Bogiem bliskim, działającym w dziejach i w naszym życiu. Trzeba odrzucić bałwochwalstwo, które się rozpowszechniło, a które w miejsce Boga stawia rozmaite bożki. Starożytni żydzi mawiali: „Bóg jest daleki, ale jest bliski, bożki są bliskie, ale są dalekie”. Bóg jest daleki, ale swoją miłością jest bliski, natomiast wszelkie bożki są bliskie, bo można je dotknąć czy zobaczyć, bo są z drewna lub kamienia, a nawet jeśli są ze złota, to i tak to nic nie zmienia, bo są niezwykle odległe od człowieka z powodu swojego zimna, bezduszności i bezsilności, a więc z powodu swojej martwoty. Spotkać Boga można… jeśli się postawi na dążenie do spotkania z Nim. Nie jest to tylko gra słów, ale zasada postępowania. Spotka Boga tylko ten, kto chce Go spotkać!

Eucharystia i spowiedź to realne spotkanie z Bogiem Ojcem?

- Spotkanie „sakramentalne” z Bogiem po tym, jak Syn Boży stał się człowiekiem, ma charakter uprzywilejowany. Jest to spotkanie na pewno realne, a nawet można by dodać rzeczywiste, bezpośrednie i osobowe. To, kim był Jezus jako człowiek, ma dzisiaj swoje przedłużenie w sakramentach. Nie spotka się Chrystusa na „entuzjastycznym” koncercie, co dzisiaj stało się modne, nie spotka się Go w zatłoczonym autobusie, nie spotka się Go w dyskusji, nawet o charakterze religijnym, jak na przykład debata synodalna. To wszystko może jakoś pomóc, jeśli jest odpowiednio przeżywane, ale nie tworzy jeszcze rzeczywistości spotkania z Jezusem. Czy to jest On, czy nasze projekcje? Takie pytanie zawsze trzeba sobie uczciwie stawiać i równi uczciwie na nie odpowiadać.

A to, w jaki sposób traktujemy drugiego człowieka? „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci”...

- Papież św. Paweł VI, mówiąc o różnych formach obecności Chrystusa w Kościele i świecie, nawiązując do słów Chrystusa, do których i pani czyni aluzję, wskazał ubogich jako tych, którzy noszą w sobie obecność Chrystusa. Nie wątpimy w to, aby równocześnie musimy pamiętać, że jest to obecność, którą wyznajemy nie aktem wiary, ale aktem miłości. Przez okazaną uczynkami miłość wyznajemy obecność Chrystusa w naszych bliźnich. Bliźni nie ma być przedmiotem naszej kontemplacji, ale naszego czynu.

Bóg Ojciec mówi do nas przez konkretnych ludzi, przez wydarzenia?

- To także jest prawdą, ale być może jest najtrudniejsze, bo człowiek jest tylko ułomnym znakiem obecności Bożej, którego sens może uchwycić i wydobyć tylko zażyłość z Bogiem, okazana i przeżyta na dwóch wcześniejszych poziomach, a więc na poziomie sakramentalnym i na poziomie uczynków miłości. Ludzie, niestety, częściej zaciemniają Boga niż Go ukazują. Może to moje ograniczenie, ale jakoś tak to widzę. Dochodzi do tego zafałszowywanie prawdy o człowieku. Zmagam się na przykład z tym, że dzisiaj zrobiono z kapłana zasłonę rzuconą na Boga i Jego obecność. Zjawisko nie jest nowe, gdyż jego genezy trzeba szukać już pod koniec XIX wieku, zwłaszcza w literaturze. Jest to działanie głęboko antyreligijne, ale jest również prawdą, że coś w tym jest. Wyrastam z takiej duchowości kapłańskiej, która kazała w nim widzieć „drugiego Chrystusa”, przy całej „zuchwałości” tego stwierdzenia. Taka wizja kłoci się z coraz powszechniejszą wizją, która mówi: „Kapłan też człowiek!”. Owszem, człowiek, ale ma odsyłać do Kogoś większego. Tego samego doświadcza dzisiaj młodzież, gdy mówi, że nie godzi się na Boga jako Ojca, ponieważ ma takie doświadczenie ojca, które Boga jedynie zasłania. Problem jest więc złożony. Także dzisiejsza kosmologia eliminuje Boga ze świata – światu wystarczą prawa przyrody; do jego wyjaśnienia i trwania nie potrzeba Boga. W starożytności zaczynano od kosmosu, aby dojść do Boga; począwszy od średniowiecza wychodzono od człowieka, aby z Nim się spotkać. Dzisiaj trzeba chyba wychodzić od miłości, której mimo wszystko wszyscy szukają.


___
Źródło: PCh24.pl  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger