piątek, 14 grudnia 2018

[WYWIAD] Z grzechem nie ma żartów

[WYWIAD] Z grzechem nie ma żartów
O spowiedzi... 

Wywiad przeprowadziłam kilka lat temu, ale z okazji przed Świętami Bożego Narodzenia publikuję jego treść... Rozmawiałam z o. prof. Dariuszem Kowalczykiem.


Ojcze Profesorze, zdajemy sobie sprawę, że Pan Bóg jest miłosierny i w swojej miłości przebaczy nam grzechy, które szczerze wyznamy, ale jak wyznać szczerze grzechy, kiedy "boimy się" reakcji księdza?

Jeśli odczuwamy coś, co nazywamy strachem przed spowiednikiem, to warto się nad tym dłużej zastanowić. Na czym ten „strach” właściwie polega i jakie są jego przyczyny? Jest rzeczą naturalną, iż wyznawanie grzechów, szczególnie niektórych, nie przychodzi nam łatwo. Odczuwamy wstyd, zażenowanie. Boimy się, że usłyszymy od spowiednika coś, co będzie dla nas trudne. W tej sytuacji trzeba sobie uświadomić, że tego rodzaju emocje są częścią pokuty. Wyznawanie grzechów nie jest błahostką, ale sakramentem właśnie pokuty. Bóg jest miłosierny, lecz to nie znaczy, że mamy „bezstresowo” podchodzić do naszych grzechów, bo przecież i tak nam przebaczy… Może być też tak, że mieliśmy jakieś niedobre doświadczenie w konfesjonale, które rzutuje na teraźniejszość. W takiej sytuacji pomódlmy się za spowiednika, który nas zranił. Może zabrakło mu kompetencji, może miał zły dzień, może jest cukrzykiem i miał trudny moment właśnie, kiedy mnie spowiadał… I powierzmy nasze zranienie Bogu. Warto w tym kontekście wspomnieć tutaj o tym, co opowiedział mi pewien współbrat. Poszedł kiedyś do spowiedzi do jednej z rzymskich bazylik. Spowiednik w pewnym momencie zaczął na niego krzyczeć, ale współbrat nie miał pojęcia, z jakiego powodu. Sytuacja zrobił się na tyle absurdalna, iż współbrat oznajmił spowiednikowi, że chyba zaszło jakieś nieporozumienie i wstał od konfesjonału. Wyspowiadał się u innego spowiednika.

„Przecież nikogo nie zabiłem, nie mam grzechu ciężkiego, po co mam iść  do spowiedzi?” – nie raz słyszę od znajomych. Grzech ciężki to przecież nie tylko zabójstwo? 

Warto tutaj zauważyć, że przez wiele wieków sakramentalna pokuta odnosiła się jedynie do grzechów ciężkich. Nieznana była w Kościele spowiedź sakramentalna z grzechów lekkich, które ze swej natury mogą zostać odpuszczone na wiele innych sposobów. Dość powiedzieć, że taki na przykład św. Augustyn po swoim nawróceniu i przyjęciu chrztu nigdy nie musiał przystępować do kanonicznej pokuty. Na przestrzeni wieków praktyka się zmieniła, choć istota pozostała ta sama. Obecnie drugie przykazanie kościelne mówi, że każdy wierny jest zobowiązany przynajmniej raz w roku spowiadać się ze swoich grzechów. Ponadto jesteśmy zachęcani do tzw. spowiedzi z pobożności, czyli z grzechów lekkich, które jako takie nie są przeszkodą, by przyjąć Komunię świętą. Dlaczego zatem się spowiadać, skoro sumienie nie wyrzuca nam żadnego grzechu ciężkiego? Sądzę, że wiele osób mogłoby w oparciu o własne doświadczenie odpowiedzieć, że praktykują regularną spowiedź, bo czują się do niej zaproszeni przez Chrystusa, który jest obecny i działa w swoim Kościele. Nie powinniśmy ograniczać swego religijnego życia tylko do tego, co konieczne, co nas obowiązuje pod sankcja grzechu ciężkiego. Warto rozwijać się, otwierać się na działanie Boga we własnym życiu, nieustannie nawracać… Regularna spowiedź może nam w tym pomóc. Bywa też tak, że przekonywanie siebie i innych, że nie ma się żadnej potrzeby, by pójść do spowiedzi, wskazuje na jakiś ukryty problem. Może czujemy, że spowiedź sakramentalna coś w nas odkryje, do czego sami przed sobą nie chcemy się przyznać tkwiąc w pewnym zakłamaniu.

Po szczerej spowiedzi, po odejściu od kratek konfesjonału – w oczach mamy łzy… I znowu jesteśmy blisko Pana Boga, pewni, że chcemy skończyć z grzechem… Dlaczego niekiedy aż tak trudno porzucić to, co niszczy miłość i wiarę a często prowadzi donikąd? 

To jest pytanie: Czy rzeczywiście chcemy skończyć z grzechem? Innymi słowy: Czy chcemy się nawracać? Niekiedy traktujemy spowiedź nie jako element rzeczywistego nawrócenia, ale jako jedynie obowiązek albo ryt, który pozwala nam poczuć się lepiej. Można by rozróżnić pomiędzy chrześcijańskim i pogańskim traktowaniem spowiedzi. W postawie chrześcijańskiej chodzi o nawracanie serca ku Bogu w Kościele i konkretne szukanie woli Bożej. Pogańskie (magiczne) traktowanie spowiedzi polega natomiast na odbyciu rytu, który daje mi na moment poczucie czystości, aby móc przyjąć Komunię, przez co mogę zapewnić sobie przychylność Boga. Tymczasem trzeba pamiętać, że uzyskanie sakramentalnego odpuszczenia grzechów, to nie jednorazowe wydarzenie, ale element drogi. Potrzebny jest ciąg dalszy. Trzeba prosić Boga, abym ujrzał brzydotę grzechu, abym nie dawał się oszukiwać po raz kolejny pokusom przedstawiającym grzech jako coś dla mnie przyjemnego, dobrego. Są grzechy, które bywają swego rodzaju nałogiem. Ich popełnianie przynosi nam chwilową ulgę. Grzeszymy też niekiedy z lęku… Krzywdzimy innych, bo się boimy, że inni skrzywdzą nas, że coś stracimy. Nie wystarczy zatem krótki rachunek sumienia przed traktowaną rytualnie spowiedzią. Warto regularnie podejmować na modlitwie refleksję nad swymi postawami i czynami. Taka refleksja to nic innego, jak rachunek sumienia. Mistrzem może być tutaj św. Ignacy Loyola, który dał nam wiele wskazówek na temat, jak robić regularny, codzienny rachunek sumienia.

Co w  momencie, kiedy spowiedź traktujemy jako obowiązek? Czy taka spowiedź jest ważna? Wyznajemy grzech, ale i tak wiemy, że jeszcze z nim nie skończymy…

Spowiedź z poczucia obowiązku sama w sobie nie jest czymś złym, nawet jeśli nasze postanowienie poprawy jest bardzo niedoskonałe. Wręcz przeciwnie, pozwala nam nie zagubić się zupełnie. Ale jesteśmy wezwani do czegoś więcej. Bo przecież Bóg chce wejść z nami w osobistą relację, a nie być jedynie jakimś Policjantem patrzącym, czy wypełniamy obowiązki. Weźmy przykład. Ktoś spowiada się od lat, że opuszcza niedzielną Mszę świętą. Spowiada się i znowu opuszcza. Nie ma żadnej poprawy. I prawdopodobnie nie będzie, jeśli niedzielna Msza jest traktowana jedynie jako w gruncie rzeczy niezrozumiały, formalny obowiązek. Sytuacja może zacząć się zmieniać, kiedy doświadczymy Jezusa osobiście, kiedy w spowiedzi spotkamy Jezusa, który mówi mi: Kocham Cię, pragnę, abyś był blisko Mnie, bo to dla Ciebie dobre; nie odchodź ode mnie w grzech. Wówczas Msza staje się spotkaniem z żywym Bogiem, który nas zaprasza do stołu Słowa, Ciała i Krwi Pańskiej. Wówczas tak zaplanujemy niedzielę, aby być na Mszy, bo będziemy czuli się zaproszeni przez samego Boga.  Może nie wszystko od razu będzie idealnie, ale coś drgnie i spowiedź przestanie być swoistym wahadłem: grzech, przebaczenie, ten sam grzech itd. Poczujemy, że nie kręcimy się w kółko, ale idziemy naprzód.

Jeśli będziemy mieć w sercu obraz kochającego i wybaczającego Boga, nie będzie  wiązało się to z przyzwoleniem na „małe grzeszki”? Przecież wiemy, że Pan Bóg i tak nam wybaczy… 

Wyobraźmy sobie syna, który rani matkę, ale matka mu zawsze przebacza, z czego syn wyciąga wniosek, że może matkę zranić kolejny raz, bo i tak mu przebaczy. Powiemy, i będziemy mieli rację, że to chora sytuacja, a nie doświadczenie miłosierdzia. Bóg robi wszystko, aby ocalić grzesznika, ale brzydzi się grzechem. Kategoria „gniewu Bożego” wciąż jest aktualna. W Bogu gniew jest wyrazem miłości, która cierpi, kiedy grzech niszczy człowieka. Jezus modli się z krzyża za swoich prześladowców, ale wcześniej wypowiada wiele mocnych słów chłoszcząc zakłamanie, obłudę, niesprawiedliwość. Nie róbmy z orędzia o miłosierdziu usprawiedliwienia dla naszego zakłamania i przywiązania do grzechu. Pamiętajmy też o słowach Jezusa: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21). W życiu chrześcijańskim chodzi o rozeznawanie i pełnienie woli Ojca. Przystępując do spowiedzi, trzeba mieć w sercu prawdziwy, ewangeliczny obraz Boga. A Bóg Jezusa Chrystusa, to Bóg miłosierny, który jednak wypali każdy grzech, bo w Bożym Królestwie nie ma miejsca dla grzechu. Z grzechem bowiem nie ma żartów. Jego owocem ostatecznie jest śmierć. Grzech nas oblepia i może sprawić, że już nie będziemy zdolni otworzyć się na Boże miłosierdzie. Zauważmy, że postawa: „Mogę trochę pogrzeszyć, bo Bóg i tak mi wybaczy”, znajduje się blisko tego, co Pismo święte nazywa „grzechem przeciwko Duchowi Świętemu”. Grzech ten nie może zostać przebaczony, ale nie dlatego, że miłosierdzie Boże jest ograniczone, lecz dlatego, że człowiek lekceważąc działanie Ducha staje się zamknięty na Boga i przebaczenia po prostu nie przyjmuje.

A co z grzechami, które wstydzimy się wyznać?

O tym już trochę mówiliśmy, wstyd łączy się bowiem z lękiem. Wstyd może być zdrową reakcją na nasze czyny. Wstydzimy się, bo jest czego się wstydzić. Nie jesteśmy bezwstydni, i dobrze. Ale istnieje też wstyd nieadekwatny do sytuacji, który wcale nie pomaga nam w nawróceniu, ale sprawia, że zamykamy się sami w sobie. Dobry, zdrowy wstyd idzie w parze z pokorą. Zły, chory wstyd jest natomiast przejawem pychy, często ukrytej. Poczucie wstydu może stać punktem wyjścia do refleksji nad sobą, do rachunku sumienia. Możemy sobie zadać sobie pytania: Jakich uczynków i myśli się wstydzę? Dlaczego właśnie tych? Najbardziej wstydliwe wydają się grzechy dotyczące seksualności, na przykład masturbacja. Być może jednak powinniśmy odczuwać większy wstyd z powodu innych grzechów, takich jak na przykład złe mówienie o innych, bezsensowne kłótnie, chciwość, egoizm. Niekiedy sądzimy, że grzechy, których najbardziej się wstydzimy, są najcięższe, i w konsekwencji koncentrujemy się na nich. Ale to może być błędem, który sprawia, że przez całe lata nie dostrzegamy tego, co najważniejsze w duchowym, moralnym wymiarze naszego życia. Prośmy Boga o zdrowe poczucie wstydu, które, nawet jeśli jest przykre, stanowi swoistą busolę w rozeznawaniu między dobrem i złem. Przychodzi mi jeszcze jeden konkretny aspekt poruszanej sprawy. Niekiedy jest tak, że wstydzimy się, bo znamy osobiście księdza, który siedzi w konfesjonale. Można to zrozumieć. Dlatego nie ma niczego złego w tym, by – o ile to możliwe – wybrać sobie spowiedź o księdza, który nas nie zna. Trzeba jednak uważać, by tak postępując nie wejść w jakąś nieszczerość przed Bogiem i przed samym sobą. Wstyd przed znajomym księdzem może bowiem brać się m.in. z tego, że nie chcemy poprawiać się z popełnianych grzechów.

Mimo, że postanawiamy poprawę poprawy – do konfesjonałów są długie kolejki… Czy jesteśmy zbyt słabi? Czy zbyt często nie potrafimy “odciąć się” od grzechu?

Jan Paweł II też często się spowiadał, chociaż w kolejce do konfesjonału nie stał. Spowiednicy przychodzili do niego. Z tego jednak nie wynika, że nie potrafił odcinać się od grzechu. W tzw. spowiedzi z pobożności, kiedy penitentowi sumienie nie wyrzuca żadnych grzechów ciężkich, chodzi nie tyle o odcinanie się od poważnych grzechów, do których ciągle powracamy, ale o realizowanie coraz większego dobra. Kiedy skonfrontujemy nasze codzienne życie z przykazaniem miłości Boga i bliźniego, to zawsze dostrzeżemy niedostatki, czy też zaniedbania. Jesteśmy słabi, ale nie na tym polega nasz główny problem. Św. Paweł, Apostoł narodów, też doświadczał słabości. Ale kiedy prosił, by Pan odjął od niego tę słabość, to usłyszał: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali”. Z czego Apostoł wyciąga konkluzję: „Będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2 Kor 12,9). Właśnie! Spowiedź może nam pomóc w zobaczeniu swoich słabości i w otworzeniu się na Chrystusową moc. Nie martwiłbym się zatem długimi kolejkami do spowiedzi. One mnie cieszą. Oby tylko te spowiedzi przynosiły większy, chciany przez Boga, owoc. W wymiarze indywidualnym, ale także społecznym. Dlatego tak ważne jest, byśmy w sakramencie pokuty widzieli żywego Boga, który nas kocha i mówi nam prawdę, a nie „magiczny” ryt oczyszczenia.

Źródło: deon.pl  

wtorek, 11 grudnia 2018

[WYWIAD] Kartki, maile czy SMS? Jak wysyłamy życzenia?

[WYWIAD] Kartki, maile czy SMS? Jak wysyłamy życzenia?
Kupować kartki czy wysłać życzenia SMS i mieć "z głowy"? A może iść na kompromis i wysłać kartkę przez Internet? Chociaż może jeden SMS do wszystkich o choinkach i Mikołajkach, bezimiennie - załatwi sprawę? Jak to jest? Co ma sens? - mówi Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach...  


Powoli zbliżają się święta. Coraz częściej zastanawiamy się nad prezentami dla naszych bliskich i przyjaciół. W sklepach jednak nie brakuje pięknych kartek świątecznych, i choć bierzemy je do ręki - odkładamy znowu, bo przecież kto ma czas w dzisiejszym zabieganiu na własnoręcznie wpisywanie życzeń?

Temat Świąt Bożego Narodzenia to temat piękny, ale też często trudny. Generalnie to bardzo rodzinne święta, a czasami Rodzina czasami "wymaga", by spędzać wspólnie święta… nie patrząc - często jak to wygląda z tej innej, głębszej strony. To co głębiej, zwykle jest ważniejsze niż opakowanie - pięknie przystrojony stół, 12 dań, piękna choinka itd. Za chwilę zacznie się iście świąteczny klimat w sklepach, restauracjach, pubach. Jest teraz mnóstwo pięknych rzeczy, o jakich wcześniej można było pomarzyć. Kiedyś, jeśli ktoś miał telefon - to było coś - korzystał z niego często - łatwiej było zadzwonić niż wyjść z domu, by załatwić  jakąś sprawę. Dziś zupełnie odwrotnie - mamy po parę telefonów, rzadko rozmawiamy, a jak potrzebujemy i tak musimy wyjść z domu - zwykle rzadko, kto je odbiera… Myślę, że trochę jest z kartami świątecznymi - są piękne, wyszukane, wymyślne… Tylko trzeba je wybrać, napisać życzenia, pójść na pocztę - spędzić tam bezcenny czas, którego nie mamy. Chciałam tym zwrócić uwagę, że zmienia się podejście do relacji, tych rodzinnych, koleżeńskich, przyjacielskich, jakby były płytsze… Trudniej je budować, bardzo chciałabym się mylić, ale jakoś trudno…

Czy nie jest to jednak tak, że brakiem czasu próbujemy zbyt wiele usprawiedliwić? 

Teraz właściwie wszystko tłumaczymy brakiem czasu, albo korkami na mieście… Nie da się temu zaprzeczyć, że czasu mamy relatywnie mniej. Dlaczego? Pytanie - czy to nasza organizacja czasu, czy wynik zmian, które czy chcemy czy nie i tak zachodzą. Kiedyś zdecydowanie mniej pracowaliśmy i tu powiem, było więcej takich możliwości - by pracować tylko 8 h. Dziś to chyba wielki luksus. I nawet kiedy weżmiemy pod uwagę, wszystkie udogodnienia - zakupy raz na tydzień, pralka, półgotowe produkty - to najczęściej nie rekompensuje nam tego, ile czasu spędzamy w pracy, w korkach i itp.

To prawda, ale rodzi się pytanie: Kupować kartki czy wysłać życzenia SMS i mieć "z głowy"?

Oczywiście to zależy, jak we wszystkim, co dla kogo jest ważne. Można wysyłać kartki wszystkim, którym wydaje się, że by wypadało, a może skupić się na tych relacjach, które są dla nas ważne.  Właściwie - kontakt raz na rok, czy to w postaci kartki, czy sms, niewiele  zmienia i niewiele wnosi. Wg mnie najważniejsza jest relacja, jaką mamy z ludźmi. Jakość relacji albo czy w ogóle ta relacja została zbudowana - czy jest to tylko podtrzymywanie relacji. Osobiście jestem przede wszystkim - za głębokimi relacjami, które  czuje się, że są i zawsze możemy zadzwonić, spotkać się i to będzie dobre dla obu stron.

Z czego wynika to, że jednak decydujemy się na wysłanie życzeń świątecznych SMS?

Okres przedświąteczny wiąże się z tym, że jest to okres przygotowywań i wzmożonych obowiązków, większych zakupów, poszukiwania prezentów, często też obowiązkowych kolacji firmowych, czyli w tej ciągłej pogoni za czasem - trzeba pomieścić  dodatkowo i to. Poza tym, skoro jest taka możliwość wysyłania sms - najczęściej z nich korzystamy, mając pewność, że nasze życzenia dojdą na czas - a nie jak drogą pocztową, często albo wcześniej albo później, rzadko na czas. Komunikacja sms -  zastąpiła drogę pocztową, jeśli weźmiemy młode pokolenie nastolatków wydaje się, że coś takiego jak listy - to dla inna epoka. Często niemożliwe jest oprzeć się duchowi czasu, kiedy młodzież głównie kontaktuje się na fb.

Wydaje się, że wysłanie SMS zwłaszcza w okresie świąt nie jest jakimś mega wyzwaniem. W Internecie wiele jest stron z gotowymi życzeniami... Czy życzenia w takiej formie można uważać za eleganckie?

Uwzględniwszy erę Internetu - e- kartki są bardzo piękne, wesołe i dodatkowo dochodzą na czas. Czy taka  forma jest elegancka? Wszystko zależy czy przykładamy większą wagę do formy, czy to treści? To sprawa bardzo indywidualna, do czego przykłada się większą wagę. Moda dyktuje pewne trendy, style zachowań, ubioru itd. -  nie ma sensu z tym dyskutować, może nam się to podobać, bądź nie, ale i tak jest taka jaka jest - zwykle obowiązująca. Jeśli nie idziesz z duchem czasu, zostajesz w tyle. I jeśli zostajesz w tyle, to Twój wybór, ale nie znaczy - że zmienisz kierunek biegu życia, raczej nie.

Czemu więc tak często stawiamy jednak na SMS? Bo łatwiej, szybciej, taniej? SMS można wysłać do ludzi, z którymi niekoniecznie jesteśmy w dobrych relacjach, ale niech wie, niech zna moje dobre serce - można pomyśleć... 

Uważam, że najważniejsze jest się kierować, tym co czuje i co sprawia radość, że kieruję życzenia do wybranej osoby, a wtedy drugą osobę też to ucieszy - bo tego oczekuje. Można powiedzieć, że tak jak we wszystkim najważniejsza jest intencja. Jeśli towarzyszy temu jakaś analiza podszyta ukrytymi pobudkami - to wydaje się mogłoby być punktem wyjściowym… Czy w ogóle wysyłać - skoro nie płynie to z serca - tylko egoistycznych pobudek?

Mimo, że sami wysyłamy krótkie wiadomości z życzeniami - oczekujemy, że w naszej skrzynce na listy znajdziemy kartki...

Aktualnie w skrzynce na listy, mamy najwięcej reklam i właściwie tylko to, rzadko przychodzą listy - jeśli w ogóle przychodzą. Mało kto dziś  pisze tradycyjny list. Wymaga to zaangażowania i trochę czasu - pytanie - skoro mogę szybciej, taniej się skontaktować, to czy ta forma jest tak ważna. Można by domniemywać, że wtedy można by oczekiwać od kogoś, że ktoś przyjmie tę formę komunikacji i tu pojawia się pytanie - ile czasu byśmy na to potrzebowali i czy w ogóle nasz pomysł - nie zawisłby w którymś miejscu - chciałabym bardzo wierzyć, że nie - ale czy potrafię - raczej nie. Staram się być realistką, nawet jeśli wiele rzeczy może mi się nie podobać.

Nieco mniejszą popularnością jak SMS cieszą się e- kartki, o których Pani już wspomniała... Te z kolei mogą być bardziej odpowiednie a wysłane do każdego osobno - dają poczucie wyjątkowości?

Każdy akcent wyjątkowości jest bardzo przyjemny, ale uważam, że składa się na to znacznie więcej czynników - niż tylko forma komunikacji. Wg mnie sama forma, bądż jej zmiana nie zbuduje relacji, czyli opakowanie - nie zawsze świadczy o produkcie. Kończąc, życzę Wszystkim, pięknych i owocnych relacji - nie tylko w tym świątecznym czasie, ale w ogóle w życiu - to jest wartością samą w sobie.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Wigilia firmowa. Jak się ubrać?

Wigilia firmowa. Jak się ubrać?
Jeśli w firmie, w której pracujemy obowiązuje dress-code to firmowa wigilia będzie doskonałą okazją aby pokazać się z innej, może dotąd nieznanej strony. Może jednocześnie z bardziej kobiecej strony, jeśli na przykład na co dzień chodzimy w spodniach... Zanim wybierzemy strój na wigilię firmową, dobrze wcześniej poznać miejsce, w którym się ona będzie odbywać... 



W restauracji 🌲👗🌲

Wigilia firmowa w restauracji to jeszcze nie jest okazja aby zakładać suknie wieczorowe, nawet jeśli jest to wigilia z ludźmi, którzy znają nas tylko z wersji sportowej 😊 Doskonałym wyborem - zamiast wieczorowych kreacji - będą sukienki koktajlowe bądź zestawy: spódnica + bluzka czy spódnica + spodnie, ale zdecydowanie różniące się od teych, które zakładamy na co dzień do pracy. Zdecydowanie unikamy mundurków! 😊


🌲👗🌲 W klubie 

Złota zasada brzmi: imprezowo, ale ze smakiem. Żadnych krociutkich spódniczek, dżinsów i krzykliwych topów. Żadnych kreacji, którymi będziemy zwracać na siebie uwagę. To nie zwykle wyjście do klubu, a wigilia firmowa, więc umiar trzeba zachować. Co prawda podczas wigilii firmowej organizowanej w klubie możemy pozwolić sobie na więcej, ale z zachowaniem klasy i elegancji, co jest jednak wskazane.

W siedzibie firmy 🌲👗🌲

Idealnym wyborem okazują się sukienki proste, ale nie powinny się znacznie różnić od stylu, który towarzyszy nam na co dzień. Takie sukienki nadadzą bardziej uroczysty charakter wigilii obchodzonej w miejscu pracy. Doskonałym dodatkiem będą duże kolczyki 😊

Nie masz pomysłu co zalożyć? Kliknij tutaj i odnajdź sukienkę 👗

niedziela, 9 grudnia 2018

Portfel. Czym się sugerować, by był dobrym prezentem?

Portfel. Czym się sugerować, by był dobrym prezentem?
Kolor i wygląd - to przede wszystkim od nich zależy wybór portfela, ale żeby nie było aż tak łatwo i prezent okazał się trafiony i ucieszył obdarowaną przez nas osobę to trzeba odpowiedzieć sobie na kolejne pytania...



Portfele damskie, uniwersalne, portmonetki... Jak wybrać właściwy? Przede wszystkim zwracamy uwagę na materiał, z jakiego produkt jest wykonany. A mogą być róźne: portfele skórzane, portfele ze skóry ekologicznej, lakierowane, ale również z syntetycznych i naturalnych tworzyw. Po drugie warto zwrócić uwagę na typ portfela, jego kształt i wielkość. Także rodzaje zapięcia nie pozostają bez znaczenia...

Warto też pamiętać, że portfel powinien być dostosowany do wieku i stylu osoby, którą chcemy nim obdarować. Portfele skórzane są przeznaczone dla osób dorosłych, które cenią elegancję i estetykę.  Mimo, że portfel jest niezbędnym gadżetem zwrówno dla kobiet jak i mężczyzn - bez znaczenia, czy ciągle mamy w nim dużo pieniędzy 💰 ważne jest to, aby jednak - poza tym, że będzie ładny - spełniał swoją praktyczną rolę.

🎁 Portfel dla kobiety powinnyśmy wybierać tak aby był dopasowany do dodatków, które nosi - torebka, buty. Czy kobieta, której chcemy podarować portfel jest minimalistką czy raczej woli mnie wszystko przy sobie?

🎁 Portfel dla mężczyzny powinien być elegancki, a jednocześnie porządny. Nie powinien być zbyt duży, ale powinny zmieścić się w nim najpotrzebniejsze rzeczy.  Mały, praktyczny i w ciemnych barwach: czarny, brązowy, granatowy, bordo.

Portfele skórzane są eleganckie, pakowane w pudełku producenta, co czyni je pięknym prezentem 🎁 Nie masz pomysłu? Zobacz tutaj 🎁

piątek, 7 grudnia 2018

Jak się ubrać na Wigilię?

Jak się ubrać na Wigilię?
Wigilia to jeden z tych dni w roku, których ważność powinniśmy podkreślić strojem. Jak powinno być? Elegancko i dostojnie zarazem. Ubiór na wieczerzę wigilijną powinien być też dobrany w takich sposób, że będziemy się czuć dobrze, i świetnie przy tym wyglądać. Złote dodatki mile widziane 👑 





Kobiety z jedej strony mają o wiele lepiej niż mężczyźni, którzy zwykle zakładają garnitur, bo w kobiecej garderobie możemy wybierać między sukienkami, spodnicami, bluzkami, koszulami i spodniami. A nawet tak modnymi w ostatnim czasie kombinezonami.

Jeśli zdecydujemy się na 👗 sukienkę 👗 - powinna być dopasowana do sylwetki. A jej kolor? Dobrym będzie wybór czerwonej, ale jeśli w tym kolorze czujemy się źle to zdecydujmy się na sukienkę w kolorze czarnym albo granatowym. W świątecznym klimacie świat dobrze wyglądają też różnego rodzaju stylizacje w kolorze bordo czy butelkowym. Bez znaczenia na jaki krój sukienki się zdecydujemy - z długim czy krótkim rękawem, to marynarka zawsze doda elegancji naszej kreacji.

Garsonki. To także dobry pomysł na strój podczas wigilijnej kolacji. Tuszują niedoskonałości, ale podkreślają walory naszej sylwetki. Z powodzeniem można zrezygnować z koszuli z kołnierzykiem na rzecz kostiumu - żakietu i spódnicy albo żakietu i spodni. Bluzka z metalicznego materiału będzie się dobrze prezentować. Jeśli jednak zdecydujemy się założyć efektowną biżuterię to koszula może być bardzo prosta.

A dodatki? 👑👑👑

Kolczyki, łańcuszki, bransoletki... Warto, naprawdę warto w ten piękny, wyjątkowy wieczór wigilijny założyć komplet pięknej biżuterii. A jeśli nie mamy nic pięknego to może warto zainwestować w wyjątkowy komplet biżuterii?   

Dobrze jest przygotować ubranie na wigilijny wieczór troszkę wcześniej niż na ostatnią chwilę. Szykowanie się "za pięć dwunasta" to niepotrzebne nerwy w święta 🌲💖🌲    

Nie masz pomysłu na wigilijną stylizację? Zainspiruj się! 💑  

czwartek, 6 grudnia 2018

Rękawice bokserskie BAIL od Rywal - Sport

Rękawice bokserskie BAIL od Rywal - Sport
Podobno w życiu przypadków nie ma... Najpierw, prawie dziesięć lat temu zaczęłam przeprowadzać wywiady z bokserami - m.in. z Tomkiem Adamkiem, Andrzejem Gołotą. Kilka lat później spotkałam się przy okazji konferencji prasowych z Wladimirem Klitschko, a w 2012 roku podczas Wrocław Global Forum 2012 we Wrocławiu - z Vitalim Klitschko...


Dzięki współpracy z Mariuszem Wachem miałam ogromną przyjemność kilkukrotnie wyjść do ringu jako Team Wach. Tyle, że w sukieneczce, szpileczkach...

Kilka tygodni temu zamieniłam sukieneczkę i szpileczki na strój sportowy i rękawice. I dziś właśnie będzie o rękawicach BAIL, które są prezentem od Rywal - Sport, za co dziękuję 😊

Bokserskie rękawice są przeznaczone dla kondycyjnego i zawodowego boksu z przeciwnikiem. Rękawice bokserskie są osobistym ochraniaczem. Nie są przeznaczone do wspólnego użytku, ponieważ szybko się zużywają. Obniżają możliwość kontuzjowania przeciwnika podczas uderzeń w jego głowę lub na tułów. Obniżają wykonanie uderzenia na ręce podczas boksowania. Podczas użycia rękawice zapinamy na dłoni wokół nadgarstka - rzepem lub sznurujemy.

Żywotność  rękawic zależy od ich przechowywania i korzystania. Podczas użytkowania wyściółka z pianki może się rozdrobnić jak i kurczyć - tym samym zmniejszyć poziom ochrony. W takim przypadku rękawice trzeba wykluczyć, dlatego, że nie zapewniają dostatecznej ochrony. Nie są przeznaczone do prób uderzeń bokserskich trenerów (worki, łapy itd). Nie służą do ochrony przed uderzeniem w twarde lub ostre przedmioty. W przypadku korzystania w sprzeczności z tej wskazówki może doprowadzić do szybkiego zużycia i zniszczenia rękawic. Mokro, zimno oraz zmniejszenie ciepła obniża techniczne parametry ochraniacza. Okres gwarancji obejmuje dwa lata - dotyczy tylko wad fabrycznych.

Zewnętrzny materiał: naturalna skóra
Podszewka: 100% polyester
Podkładka: poliuretanowa lub polietylenowa pianka
Mankiet: rzep lub sznourowania

Zanieczyszczoną powierzchnię przemywamy wilgotną szmatką. Wilgotne rękawice wysuszyć w temperaturze pokojowej. Nie czyścić ostrymi przedmiotami i środkami chemicznymi. Przechowywać w temperaturze pokojowej w czystym, suchym i dobrze wentylowanym pomieszczeniu. Nie wystawiać na działanie wilgoci, promieniowania ciepła, światła słonecznego i pleśni.

Przy zakupie rękawic dobrze też jest pomyśleć o ochraniaczach zębów i bandażach bokserskich 😊

Symbol CE oznacza, że produkt jest zgodny z europejskimi wymogami bezpieczeństwa dla zdrowia, środowiska i ochrony klienta 😎           

środa, 5 grudnia 2018

Wybierz idealną bieliznę dla siebie...

Wybierz idealną bieliznę dla siebie...
Bielizna to nasza tajna broń! I dobrze chyba, aby była widoczna tylko dla nas - czyli przede wszystkim dobrana do naszego typu sylwetki. Szukajmy takiej bielizny, w której będziemy się czuły wyjątkowo, atrakcyjnie i jeszcze bardziej kobiece i pewne siebie, bo dobrze dobrana bielizna potrafi naprawdę zdziałać wiele 😊



Złota zasada brzmi, że unikamy przede wszystkim kupowania zbyt małych majteczek. Dlaczego? Powodów jest co najmniej kilka. Pomijam już sam fakt, że źle dobrana bielizna będzie widoczna pod sukienką czy spodniami, ale przede wszystkim zbyt małe majteczki mogą podrażnić okolice intymne! Nie są tylko piękną ozdobą, ale i ochroną miejsc intymnych. Może czasami nawet o tym nie myślimy...  Na szczęście wybór jest tak duży, że bez problemu znajdziemy bieliznę idealną dla nas 👙

🌺 Figi bezszwowe z koronką i oczkiem - hit tego sezonu! 

Julimex Flirty to jedyna tak zmysłowa kolekcja, która podkreśla kobiecość! Czym się wyróżniają? Subtelnym oczkiem w kształcie trójkąta i... koronkową wstawką na dole przodu. Model, który doda pewności siebie. Dobrze dobra bielizna powinna być nie tylko piękną, ale i wygodną na co dzień 👙

🌺 Figi bezszwowe z siateczką, idealne pod...
  
... nawet dopasowane ubranie! To nowoczesny model, który łączy w sobie cechy praktyczne, a przy tym prezentuje się bardzo oryginalnie.

🌺 Klasyczne, gładkie figi bezszwowe 

To połączenie zmysłowych brazilian z wygodnymi, klasycznymi modelami. Podkreślają krągły kształt pośladków. 

🌺 Pod sukienkę? Halka

Zjawiskowo gładka, wykonana z lejącej dzianiny i ozdobiona delikatną koronką przy dekolcie i na dole. Dzięki zastosowaniu nowoczesnej technologii INVISIBLE-LINE - pozostanie niewidoczna pod ubraniem 😊 Model na cienkich ramiączkach. Kobiece kształty podkreślają zaszewski na biuście, nie splaszczajac go. I jeszcze jeden plus: halka zapobiega elektryzowaniu się sukienek i spódnic 👗 


Jak określić rozmiar biustonosza?
👙 Zmierz obwód w najszerszym miejscu biustu;
👙 Zmierz obwód pod biustem;
👙 Zajrzyj do tabeli wyborów aby poznać jaki rozmiar powinien mieć Twój idealny biustonosz.

Jak określić rozmiar majteczek?
👙 Zmierz obwód w talii w najwyższym miejscu;
👙 Zmierz w najszerszym miejscu obwód bioder;
👙 Zajrzyj do tabeli wymiarów i wybierz swój model 😊

Jednak to bez znaczenia, który typ sylwetki jest dla nas najbliższy, bo każda z nas jest piękna, a dobrze dobra bielizna pomoże nam się tylko o tym przekonać. Jeśli brakuje nam wiary w siebie to nawet najpiękniejsza bielizna nam jej nie doda, ale z pewnością będzie miała wpływ na nasze lepsze samopoczucie... 



Majteczki z wysokim stanem są dobrym rozwiązaniem dla kobiet, które mają szersze biodra i większy brzuch. Jeśli chcemy wymodelować te części ciała - świetnie sprawdzi się bielizna wyszczuplająca, o której już niedługo pojawi się kolejny post 😊 Bielizna wyszczuplająca to także doskonały wybór przy dopasowanych sukienkach.

Pamiętajmy o tym, że bielizną możemy poprawić swoje kształty, ale uwaga - jeśli dokonamy złego wyboru to możemy uzyskać odwrotny efekt. Nie bójmy się też zaryzykować i kupić bieliznę w sklepie internetowym - nie dość, że jest dużo większy wybór bielizny to i ceny są atrakcyjniejsze 💰💰 A która z nas nie lubi takich zakupów?

⁉ Nie masz pomysłu na prezent? 🌲🎁🌲 Zainspiruj się i wybierz coś dla siebie 👙 Z kodem: JG2018 -10% zniżki 🎁🎁🎁

poniedziałek, 3 grudnia 2018

[WYWIAD] Gdy Przyjaciel umiera...

[WYWIAD] Gdy Przyjaciel umiera...
Bycie w relacji przyjacielskiej sprawia, że czujemy się ważni i potrzebni dla drugiej osoby, ale też mamy poczucie, że ten ktoś potrzebuje nas. I nagle to wszystko znika i nigdy się już nie powtórzy… O przeżywaniu żałoby po śmierci bliskiej nam osoby mówi Marcin Korowaj - psycholog, psychoterapeuta 




Przyjaźń jest szczególną więzią. Przyjaciel to ktoś wyjątkowy. Ktoś, kto zna nas bardzo dobrze. I nagle, w codziennym zabieganiu dostajemy wiadomość, że nasz Przyjaciel nie żyje…

Tak przyjaźń możemy nazwać szczególną więzią, w której ludzie obdarowują siebie  akceptacją, zaufaniem, wsparciem, pomocą w trudnych chwilach. Bycie w relacji przyjacielskiej sprawia, że czujemy się ważni i potrzebni dla drugiej osoby, ale też mamy poczucie, że ten ktoś potrzebuje nas. Przyjaźń to wspólny czas, śmiech, smutek, wspólne wspomnienia. I nagle to znika i nigdy się już nie powtórzy…

Nagle jakby i nasze życie się zatrzymuje… Niedowierzanie, żal, złość, płacz… Zwykle w takich momentach słyszymy: "Taki młody, mógł jeszcze żyć…". Wydaje się - słowa pocieszenia, które jeszcze bardziej bolą…

W takich sytuacjach pierwszą reakcją jest niedowierzanie czy zaprzeczanie, że nasz przyjaciel nie żyje.  Nie dopuszczamy tego do siebie, do swojej świadomości tego co się stało - chcemy żeby to nie była prawda.  Później pojawia się złość. Zadajemy sobie pytanie dlaczego on, dlaczego to się stało, jaki to ma sens - najczęściej te pytania pozostają bez odpowiedzi. Szukamy wyjaśnień i zrozumienia tego co się stało. Kierujemy swoją złość na innych, na Boga, na siebie. Często nasi bliscy, znajomi próbują nas pocieszyć, podtrzymać na duchu (a przynajmniej tak im się wydaje, że to robią), sprawić by cierpienie zniknęło mówiąc "taki młody, mógł jeszcze żyć …" takie słowa mogą nam uświadamiać nam jeszcze bardziej jaka stratę ponieśliśmy, zastanawiamy się co było jeszcze przed nami razem co nas mogło by czekać. Częstymi słowami, które nie pomagają są też "musisz się wziąć w garść", "czas leczy rany" czy "jesteś młoda/dy musisz żyć". Takie słowa nie sprawią, ze osobie w żałobie poczuje się lepiej czy będzie jej lżej. Takie słowa padają bo bardzo często boimy się mówić o śmierci czy nie wiemy jak to zrobić.

Poprzez śmierć przyjaciela, osoby bliskiej, doświadczamy wielkiej straty wszystkiego co wiązało się z tą osobą, straty ważnego kawałka naszego życia z czym związany jest duży ból.  To tak jakby wyjąć jedno koło zębate z mechanizmu zegarka gdzie reszta kół przestaje funkcjonować  sprawnie co powoduje, że zegarek przestaje dobrze działać. Strata tworzy ranę, która powoduje ból. Jeśli zostawimy ranę i nie będziemy próbować jej opatrzyć prawdopodobnie ból będzie się ciągle nasilał i rana będzie się słabo goić. Opatrzeniem rany po stracie będzie przeżywanie żałoby w postaci akceptacji własnych emocji, nie odrzucaniu ich, wyrażaniu ich i nazywaniu, płakaniu jeśli ma się taką potrzebę. Dlatego też najlepszym sposobem na pomoc w sytuacji żałoby jest bycie przy tej osobie, wysłuchanie jej bez ocen oraz akceptacji tego co przeżywa.

Czasem mamy żal sami do siebie, że nie mogliśmy być przy naszym przyjacielu w ostatnich dniach czy godzinach jego życia. Ten żal mimo upływu czasu - nie ustaje. Co jest przyczyną takiego zachowania?

Często takie myślenie pojawia się w sytuacji gdy nasz przyjaciel (osoba bliska) długo choruje, czy leży w szpitalu a my akurat w chwili śmierci byliśmy w innym miejscu, bo zmusiły nas do tego inne okoliczności, które nie pozwoliły nam być tego dnia przy naszej osobie bliskiej. Po takiej sytuacji mamy poczucie winy, że zawiedliśmy, że nie pożegnaliśmy się, że mieliśmy jeszcze tyle do powiedzenia i że nigdy więcej już nie będziemy mieli okazji tego zrobić.  Zdarza się też, że najzwyczajniej w świecie boimy się towarzyszyć w ostatnich chwilach naszej osoby bliskiej - przyjaciela. Pojawia się bezradność, że nie możemy nic z tą sytuacją zrobić czy myślenie życzeniowe, że jak udamy, że wszystko jest w porządku to sytuacja problemowa zniknie.  Bardzo dobrze opisuje taką sytuację E.E. Schmidt w swojej najsłynniejszej powieści "Oskar i pani Róża". Autor pokazuje strach rodziców, którzy unikają rozmowy o śmierci ze swoim umierającym dzieckiem.

W takich momentach niekiedy może mamy wyrzuty sumienia, że zbyt mało czasu poświęciliśmy tak wyjątkowej osobie. A może nie zdążyliśmy właśnie powiedzieć jak ważne miejsce zajmuje w naszym życiu… Jak radzić sobie z takimi wyrzutami, myślami?

W takich sytuacjach warto pamiętać, że mamy prawo się bać i jest to naturalne, że w takiej sytuacji pojawia się strach czy bezradność, że nie mogliśmy przewidzieć momentu śmierci przyjaciela, i że nie mamy takiej mocy żeby to kontrolować.  Warto też pamiętać,  że przeszliśmy długą i wyjątkową drogę wspólnie z naszym przyjacielem i to ona jest najważniejsza.  Można powiedzieć, że żaden moment nie jest dobry na pożegnanie gdyż nie chcemy dopuścić do naszej świadomości, że tracimy ważną dla nas osobę, pojawia się myślenie, że jak wrócimy z pracy czy z zakupów to na pewno jeszcze porozmawiamy ze sobą.  Moim zdaniem nie da się przygotować na odejście bliskiej nam osoby nawet posiadając wiedzę o tym, że jest to nieuchronne.  W sytuacji gdzie pojawia się poczucie winy i utrzymuje się przez długi czas, warto skorzystać z pomocy terapeuty, który pomoże zobaczyć własne emocje i spróbować je wyrazić, zmierzyć się z nimi, przyjrzeć się nim.

Mimo, że od śmierci naszego przyjaciela mijają kolejne miesiące, lata - nam wciąż ciężko pogodzić się z jego przedwczesnym odejściem. Powracamy do archiwum wiadomości, SMS. Jest to jeden ze sposobów na "zatrzymanie" tego człowieka?

Takie zachowanie może się pojawić w drugiej fazie w przeżywaniu żałoby, gdzie występuje tak zwana dezorganizacja emocjonalna. Chodzimy do miejsc gdzie wspólnie bywaliśmy, przeglądamy wspólne zdjęcia, czytamy wspólna korespondencje czy wiadomości.  Jest to próba zatrzymania osoby, która odeszła jeszcze na jakiś czas - jest to trochę traka próba walki z nieodwracalnym, próba zaprzeczaniu rzeczywistości. Może wtedy pojawić się myślenie, że przyjaciel tylko wyjechał i zaraz wróci i wszystko będzie jak dawniej.  Taki stan może trwać jakiś czas, aż do kolejnej fazy żałoby, która charakteryzuje się przeżywaniem smutku, osamotnienia, depresji. Jeśli stan poszukiwania zmarłej nam osoby trwa lata i osoba nie przechodzi do fazy przeżywania smutku warto zastanowić czy nie potrzebna byłaby pomoc specjalisty np. terapeuty.  Tylko przejście przez cały proces żałoby prowadzi do akceptacji i pogodzenia się ze stratą, prowadzi do tak zwanego stanu równowagi.

Jakiś czas temu znalazłam taki cytat: "Ci, których kochamy nie umierają, bo miłość jest nieśmiertelna". Zgodzi się Pan z tymi słowami?

Uważam, że osoby które obdarowujemy miłością stają się częścią nas jeszcze za życia. Mają wpływ na to jak postrzegamy różne obszary naszego funkcjonowania. Jak postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość, jak postrzegamy nas samych i jakich dokonujemy wyborów. Miłość polega na wymianie - dajemy, ale też otrzymujemy różne rzeczy od bliskich nam osób (przyjaciół). To co otrzymamy staje się częścią nas i żyje w nas.

Żałoba - i od razu w myślach mamy czarne ubrania, smutną twarz… Tymczasem żałobę można przeżywać w sercu. Nie trzeba przecież chodzić na czarno w czasie żałoby?

W każdej kulturze, społeczeństwie są obecne symbole, które zostały wytworzone umownie przez członków danej społeczności, funkcjonujące od wielu pokoleń. W kulturze chrześcijańskiej (i nie tylko) - kolor czarny funkcjonuje jako kolor śmierci, ale np. w kulturze romskiej na pogrzeb zakłada się ubrania w kolorze czerwonym co symbolizuje ochronę przed złymi duchami. U niektórych plemion wschodnich europejskich na czas żałoby kobiety ubierały się wyłącznie na biało. Odstąpienie od pewnej umowy społecznej (jaką jest symbol) jest traktowany jako brak identyfikacji z wydarzeniem (w tym przypadku śmierci), co może się spotykać z ostracyzmem ze strony społeczeństwa. Nie ma nigdzie przymusu zakładania czarnych ubrań, lecz dana osoba naraża się wtedy na posądzenie iż nie przeżywa smutku po stracie, a śmierć osoby bliskiej traktuje lekceważąco.

Źródło: deon.pl

sobota, 1 grudnia 2018

[WYWIAD] Wirtualny związek. Bajka czy rzeczywistość?

[WYWIAD] Wirtualny związek. Bajka czy rzeczywistość?
Wirtualny związek – bajka czy rzeczywistość? Na pytania odpowiada Ewa Guzowska– psycholog, psychoterapeuta, coach 😎


Pani Ewo, kim są „zranieni single”?

To co pierwsze przychodzi mi na myśl, to zranione uczucia osób, które zdecydowały się otworzyć, zaufać, wyjść ze strefy komfortu, a potem doświadczyły czegoś, co „zburzyło” ich dotychczasowe życie u podstaw. Fundamenty konstrukcji psychicznej najczęściej ulegają destrukcji. Zdarza się, że rany te ulegają zabliźnieniu po długim czasie, ale jeśli taki człowiek ponownie spotka się z kolejnym rozczarowaniem… bywa różnie.

Pod jakim kątem wirtualne znajomości są bezpieczniejsze od tych, które nawiązujemy w realnym życiu?

Trudno odpowiedzieć jednoznacznie czy wirtualne znajomości są bezpieczniejsze, ponieważ wszystko zależy od tego, czego chcemy od związku… Czy związek wirtualny jest tylko przez chwilę, a potem przechodzi w realną znajomość czy przez cały czas to wirtualna znajomość? Absolutnie, wirtualna znajomość nie daje bezpieczeństwa, by ustrzec nasze stany świadomości przed zranieniem, ponieważ daje mnóstwo okazji do zdrad, kłamstw, oszustw… Żyjąc w wirtualnym świecie życie wydaje się dość płaskie, ponieważ człowiek jest „zwierzęciem stadnym”- potrzebuje drugiego, realnego człowieka, by porozmawiać na żywo, potrzebujemy dotyku, czego wirtualny świat nie daje. Z drugiej strony to też ryzyko, że trafimy na fałszywe profile.

Relacje w wirtualnym świecie wymagają również czasu, a skoro go nie mamy, bo ciągle za czymś biegniemy – będziemy mieć go na podtrzymywanie relacji w Internecie?

Jeśli chodzi o portale internetowe to można być kimkolwiek, kim tylko chce się być. Wystarczy zamieścić ładne zdjęcie i wspaniały opis np. jestem lekarzem w Syrii, a potem wykreować siebie – jak tylko chcemy, ukrywając wszelkie kompleksy. Mało tego, można mieć wiele wielbicielek, które traktują to poważnie i zaczynają „żyć” i być częścią tych wszystkich kłamstw…

Jeśli ktoś jest nieśmiały, albo denerwuje się w kontakcie z drugim człowiekiem „na żywo” to niech zacznie zażywać tabletki na uspokojenie. Portal randkowy jest odpowiednim miejscem dla tych, którzy się ciągle czegoś „boją”?

Z pewnością portal randkowy nie jest remedium na „nieśmiałość”, podobnie tak jak leki uspakajające. Jeśli pojawiają się tego typu problemy to należałoby się tym zająć i rozwiązać to we właściwy sposób – psychoterapeutyczny. Jeśli osoba jest nieśmiała i cicha, to tak naprawdę, powinna bardzo ostrożnie wchodzić w relacje, by potem nie leczyć latami zranionych stanów świadomości.

Z czego więc wynika przedłużanie wirtualności i brak chęci do spotkania twarzą w twarz, mimo, że wirtualna znajomość kwitnie?

Współczesny człowiek jest dość samotny, może dlatego szuka jakiegokolwiek kontaktu z drugim człowiekiem, a portale społecznościowe dają taką możliwość… Patrząc na dzisiejszą młodzież, głównie komunikuje się za pomocą Internetu. Podejście do związku bardzo zmieniło się w dzisiejszym konsumpcyjnym – przede wszystkim – świecie. Młodzi ludzie, którzy już doświadczyli odrzucenia, zdrady, kłamstw, mogą z dużą dozą nieufności wchodzić w związki, a jeśli już to mogą mieć dystans do drugiej strony. Zawiedzione zaufanie jest trudne do odbudowania, potrzeba czasu na zabliźnienie się ran.

Mężczyźni lubią też stwarzać wokół siebie mity. To również jeden z powodów niechęci do spotkania? Strach przed tym, że „maska” opadnie?

Zdecydowanie, póki jesteśmy w wirtualnym świecie, możemy wszystko… Poza tym, możemy też wciągać kogoś w swoją „gre”, która może stać się nawet pożywką dla kogoś, nie bacząc, że drugiej stronie – rozwala to całkowicie świat… A jeśli ktoś taki jeszcze wcześniej doświadczył odrzucenia w rodzinie, czy jest możliwe by zaufał kolejny raz? Czy coś może stanowić gwarancję, że tym razem nie stanie się podobnie? Jedynym sposobem na to, jest zbudowanie siebie na „nowo”. Być może od fundamentów, których nawet wcześniej nie było. Nie buduje się domów od dachu, bo taki dom szybko się zawali… Dom buduje się od fundamentu. Podobnie jest z nami…

A jednak można się wirtualnie zakochać…

Lepiej zakochać się i stracić, niż nigdy nie doświadczyć straty. Zakochać można się na wiele różnych sposobów, a portale randkowe należy traktować jak narzędzie. Nigdy nie wiemy, jaka „czekoladka” nam się trafi…

Tylko, że istnieje ryzyko, że nie zakochujemy się w osobie a w naszym wyobrażeniu…

Niezależnie, czy w wirtualnym świecie, czy w rzeczywistym, zdarza się, że zakochujemy się w naszym wyobrażeniu… Poznanie siebie i nasz własny rozwój może nas przed tym ustrzec, więc przede wszystkim na początek najlepiej zacząć od miłości własnej, tylko tej zdrowej.

Wobec tego jak w najprostszy sposób odróżnić mężczyznę od gawędziarza?

Po prostu tak jak we wszystkim wystarczy być uważnym. Tylko tyle, a może aż tyle.

Co z poczuciem odpowiedzialności w wirtualnym świecie?

Poczucie odpowiedzialności w sieci zależy przede wszystkim od osoby. Tak jak i rzeczywistym świecie, tylko w wirtualnym świecie wydaje się, że nie jest zwykle brana pod uwagę.

O co tak naprawdę chodzi w relacji partnerskiej? 

Uważam, że w każdej relacji przede wszystkim chodzi o szacunek, jeśli tego nie ma, trudno coś zbudować. Warto być uważnym, czy osoba z którą jestem, szanuje siebie samą? A jeśli tak, jest prawdopodobne, że szanuje innych ludzi. Wszystko zależy jaką relację chcemy zbudować? Życzę Wszystkim jak najmniej zranienia, a jeśli już zdarzy się – to potraktowania tego, jako coś czym należy się zająć, by lepiej poznać siebie.

Może Cię również zainteresować:
🌺 Zdrada. Czy możliwe jest po niej normalne życie?
🌺 Przepis na Miłość?
🌺 Kiedy walka nie ma sensu?

piątek, 30 listopada 2018

Jesienny strój kąpielowy?

Jesienny strój kąpielowy?
🎁🎁🎁 Jako, że Mikołajki tuż tuż - zaczynam od 🔖🔖🔖 rabatu dla Czytelniczek 👑 Na hasło: Niedoskonala-ja aż 15% zniżki ❕Kod rabatowy: NIEDOSKONALA15 🔥🔥🔥

„Jeszcze tylko grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj i wakacje...” – śpiewał Kabaret OTTO. Dla jednych jeszcze kilka miesięcy wyczekiwania na upragnione wakacje, a inni już planują wypoczynek w najbliższych tygodniach, kiedy do nas przyjdzie zima. I z pewnością nic tak nie poprawia samopoczucia jak wyszukiwanie odpowiedniego kierunku na odpoczynek – prawdziwy, bez smartfona, tabletu... Morze, plaża, palmy i beztroskie życie przez kilkanaście dni... 



Uwielbiam przedłużać – na tyle na ile mogę – lato. Jesienią łączę letnie sukienki i spódniczki z grubszymi swetrami i bluzami, ale też nie rezygnuję z poszukiwań stroi kąpielowych, które tak uwielbiam. Wybór ich jest tak ogromny, że każda z nas znajdzie coś dla siebie. Do znudzenia będę też powtarzać, że to nie nasze ciuchy sprawiają w jakiś magiczny sposób, że czujemy się pewniejsze siebie i atrakcyjniejsze, ale to nasza wiara w siebie, w piękno, które jest w każdej z nas. Bez znaczenia czy w ostatnim czasie przybyło nam kilka kilogramów, ale najważniejsze jest to abyśmy akceptowały siebie takimi jakie jesteśmy. Nawet najpiękniejsze sukienki nie dodadzą nam „piękności”, której w sobie nie potrafimy odnaleźć. Strój kąpielowy może pomóc w wydobyciu tego piękna, oczywiście odpowiednio dobrany... Jest wiele modeli strojów, w których będziemy się czuły wyjątkowo. Mój ulubiony strój jednoczęściowy może i jest odważny, ale jaki piękny! 👙👑 

Nie bójmy się więc wybierać takich rzeczy, w których będziemy się dobrze czuły – nie bójmy się komentarzy innych, bo nie mają one wpływu na nasze życie. Strój kąpielowy nawet jesienią to dobra inwestycja, bo przecież w każdym miesiącu możemy wybrać się na basen. Ponadto stroje kąpielowe w wersji sportowej to doskonałe rozwiązanie nie tylko na wakacyjny wyjazd – można w nich spokojnie ćwiczyć na siłowni, biegać brzegiem morza, ale można również zabierać na siłownię. Stroje te są pięknie wykonane! Ktoś kiedyś powiedział, że stroje kąpielowe są nudne? Nic bardziej mylnego! Tu możesz bawić się kolorami! Ah, jak przyjemnie się marzy... 😍👒👙👑

Więcej inspiracji 👙 tutaj 👙  

środa, 28 listopada 2018

Odzież nie tylko na 11 listopada

Odzież nie tylko na 11 listopada
Za nami 11 listopada, ale nie koniec świętowania związanego z obchodami setnej rocznicy odzyskania niepodległości. I zwykle z okazji różnych rocznic - stajemy przed wyborem nowej odzieży patriotycznej. Wielu z nas ma na pewno koszulki i bluzy, a na rynku pojawia się coraz to więcej modeli z symbolami np. Małego Powstańca czy Polski Walczącej. Nic dziwnego, że mamy problem z wyborem nowego produktu... 



A kiedy nie będziemy brali udziału w żadnym wydarzeniu kolejnych rocznic - odzież patriotyczna pozostaje aktualna, ponieważ takie produkty to również doskonały wybór na wydarzenia związane ze sportem. Wystarczy zobaczyć na kibiców podczas chociażby gali boksu... Jednak nie zapominajmy, że odzież patriotyczna nie kończy się na koszulkach i bluzach. Wśród bogatych ofert sklepów znajdziemy również torebki, szastetki czy nerki, ale także breloki do kluczy, kubki, spodnie i kurtki. Nie chodzi też o to, aby kupować bez opamiętania 😊 ale aby wybierać odzież dobrej jakości. 


W zakupach przez Internet liczą się dla mnie dwie podstawowe sprawy: opis produktu zgodny z prawdą i kontakt z klientem. ULTRAPATRIOT - to w tym sklepie znalazłam kurtkę, która bardzo mi się spodobała - moro z kapturem. Jestem nią zachwycona! Duży plus za naszywkę 3d pvc "Orzeł UltraPatriot" 😊 Kolejny plus jest taki, że firmę tworzą ludzie z pasją!

🎁🎁🎁 Niedługo już Mikołajki 🎁🌲🎁 Jeśli szukasz prezentowych inspiracji, kliknij 👉 tutaj 👈

poniedziałek, 26 listopada 2018

[WYWIAD] Zniszczone obrazki, uszkodzone figurki... Co z nimi zrobić?

[WYWIAD] Zniszczone obrazki, uszkodzone figurki... Co z nimi zrobić?
Dziś z okazji pięknego święta - publikuję wywiad o tym, co zrobić ze zniszczonymi obrazkami, książeczkami do nabożeństwa, czy figurkami... Co powinniśmy zrobić kiedy np przy śmietniku widzimy zniszczony obraz Świętej Rodziny albo Jezusa Milosiernego? Na moje pytania odpowiada biskup Adam Bałabuch. Całość wywiadu dostępna w Tygodniku Idziemy 😊   


Księże Biskupie, czym są sakramentalia?

Na to pytanie znajdujemy odpowiedź w Katechizmie Kościoła Katolickiego, w którym czytamy: „Święta Matka Kościół ustanowił sakramentalia. Są to znaki święte, które z pewnym podobieństwem do sakramentów oznaczają skutki, przede wszystkim duchowe, a osiągają je przez modlitwę Kościoła. Przygotowują one ludzi do przyjęcia głównego skutku sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia" (KKK 1667).

O jakie okoliczności życia chodzi?

Sakramentalia zostały ustanowione przez Kościół dla uświęcenia pewnych posług w Kościele, pewnych stanów życia, najrozmaitszych okoliczności życia chrześcijańskiego, a także użytkowania rzeczy potrzebnych człowiekowi (...).  Zawierają one zawsze modlitwę, której często towarzyszy jakiś określony znak, jak włożenie ręki, znak krzyża, pokropienie wodą święconą  (KKK 1668).

Dlaczego błogosławimy obrazki, medaliki, figurki? Jakiego znaczenia one nabierają? 

Należałoby tutaj mówić o błogosławieniu różnych przedmiotów kultu religijnego. Termin „poświęcenie” określa obrzędy związane z oddaniem do użytku liturgicznego kościoła lub ołtarza. Kościół błogosławi ludzi oraz rzeczy i miejsca związane z ludzką działalnością, życiem liturgicznym i osobistą pobożnością. Przez obrzęd błogosławieństwa wypraszamy dla ludzi określone dobra duchowe lub materialne. Błogosławimy dewocjonalia prosząc, by ci, którzy będą się nimi posługiwać, otrzymali potrzebne im łaski.

Pobłogosławiony obrazek czy medalik został oddany Panu Bogu? Jak to zrozumieć? Czy to oznacza, że pobłogosławiony obrazek możemy komuś przekazać?

Błogosławieństwo jest słowną formułą, która połączona jest z gestem lub znakiem liturgicznym (np. pokropienie wodą święconą czy znak krzyża uczyniony ręką). W tych modlitwach i znakach zawiera się prośba o Boże błogosławieństwo i uświęcenie ludzkiego działania. Posługując się zatem pobłogosławionym medalikiem czy różańcem mamy nadzieję na uproszenie Bożych dobrodziejstw. Oczywiście, że pobłogosławiony obrazek czy inny przedmiot możemy ofiarować innym, by mogli obficiej korzystać z Bożych łask.

Wskazane jest, aby pobłogosławione dewocjonalia przekazać jako prezent ludziom, którzy deklarują się jako osoby niewierzące?

Nie widzę tutaj przeciwwskazań, by można było pobłogosławioną rzecz ofiarować także osobom niewierzącym. Musiałbym mieć jednak pewność, że osoba obdarowana uszanuje ten pobłogosławiony przedmiot.

Czy Pan Bóg potrzebuje obrazków i figurek aby oddawać Mu cześć?

To nie Pan Bóg, ale człowiek potrzebuje znaków, które pomogą mu odnieść się w modlitwie do Pana Boga. Opatrzność Boża posługuje się obrazami czy figurami, poprzez które udziela  ludziom szczególnych łask.

Z drugiej strony – sposób niszczenia świętych obrazków też uczy szacunku do Pana Boga?

To jest bardzo ważny problem, bo tutaj idzie o szacunek do świętych wizerunków czy rzeczy pobłogosławionych. Niestety zdarza się, że te rzeczy są wyrzucane do kosza, a potem na śmietnik. Jest to bardzo smutne. Ze świętymi wizerunkami i pobłogosławionymi rzeczami należy oczywiście obchodzić się z należytym szacunkiem. 

Tymczasem naderwane obrazki czy porwane medaliki przechowujemy przez lata w mieszkaniu... Co z nimi zrobić, skoro nie nadają się już do użytku? 

Podarte papierowe obrazki czy przedmioty z drewna można spalić. Trudniej jest z przedmiotami wykonanymi z metalu czy plastiku, np. figurki. Myślę, że zużyte i zniszczone dewocjonalia można poddać też powtórnemu przerobowi. Spotkałem się też z tym, że jeden z księży zniszczone dewocjonalia - zwłaszcza metalowe - zakopywał na cmentarzu. Najważniejsze jest, aby dewocjonalia nie były wyrzucane do ogólnego śmietnika, aby się nie poniewierały.

Święte wizerunki są nie tylko na obrazach, ale na przeróżnych produktach... Wystarczy wybrać się do miejsc kultu religijnego, aby zobaczyć, że jednak jest to problem na szeroką skalę... 

Warto w tym miejscu postawić pytanie, czy jest konieczne umieszczanie świętych wizerunków na niektórych rzeczach, jak np. zniczach, które później wyrzuca się do kubła. Widziałem w jednym ze sklepów z pamiątkami w Lourdes wiele różnych przedmiotów (np. zapalniczki, długopisy czy cukierki), na których był umieszczony wizerunek Matki Bożej. W innych sanktuariach zawija się krówki w papierek z wizerunkiem Matki Bożej, który zazwyczaj wrzuca się do kosza. Może warto zastanowić się wcześniej, co kupujemy.

Zniszczone obrazki najlepiej spalić, ale co z tymi, którzy mieszkają w bloku i nie mają takiej możliwości?

Myślę, że nie jest to problem, bo poszczególne osoby nie mają zazwyczaj wielkiej ilości zniszczonych obrazków, dlatego można znaleźć miejsce, gdzie można byłoby je spalić.

A co zrobić z wizerunkami Pana Jezusa, Matki Bożej czy świętych, które nie były poświęcone? Często takie obrazki dostajemy na pielgrzymce czy są dołączane do prasy katolickiej...

Do wizerunków Pana Jezusa, Matki Bożej czy świętych, ale też innych świętych znaków jak np. krzyż, powinniśmy się odnosić z szacunkiem niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z obrazkiem pobłogosławionym czy też niepobłogosławionym. Nie należy takich obrazków wyrzucać na śmietnik, ale jeśli są zniszczone lub miałyby się gdzieś poniewierać, to należałoby je spalić, albo też użyć do tego celu niszczarki. 

Ktoś zapyta: Wierzysz w Pana Boga czy w obrazki? Jaki jest sens przechowywać te na przykład z kolędy? 

To jest oczywiste, że wierzymy w Pana Boga i dlatego szanujemy święte wizerunki i znaki. Można zapytać: kochasz mamę czy jej zdjęcie? Ponieważ kocham mamę, nie wrzucę jej zdjęcia na śmietnik.

W jaki sposób czcić święte obrazki?

Należy jednak pamiętać, że nie chodzi tutaj o oddawanie czci samemu obrazowi, lecz o oddawanie czci osobie, którą ten obraz przedstawia: Chrystusowi, Matce Bożej, aniołom i świętym. Wizerunki te pomagają nam niewątpliwie w modlitwie, dlatego umieszczamy je w naszych kościołach czy mieszkaniach, aby mając przed oczyma np. krzyż czy obraz Matki Bożej znosić nasze modlitwy. 

A co z folderkami, na których znajduje się fragment Ewangelii, a które rozdawane są na ulicy? Można i w tym przypadku mówić o szacunku?

Uważam, że jak najbardziej trzeba odnosić się także z wielkim szacunkiem do tekstów Pisma Świętego. Można folderki czy inne publikacje, gdzie są zawarte  teksty Pisma Świętego oddać na makulaturę czy skorzystać z niszczarki.

Podobnie chyba jest w przypadku kartek świątecznych z wizerunkiem Chrystusa czy Świętej Rodziny? Najlepszym rozwiązaniem jest ich palenie? Kartki przecież dostajemy od bliskich nam osób... 

Kartki świąteczne możemy przechowywać jako pamiątki, które przypominają nam o pamięci bliskich nam osób. Ale jeśli nie chcemy ich przechowywać, to należałoby je zniszczyć pamiętając o szacunku dla świętych wizerunków i znaków.

Starą figurkę można umieścić w kapliczce, która znajduje się na przykład w ogrodzie. Ksiądz Biskup uważa, że jest to dobre rozwiązanie?

Oczywiście, że także starą figurkę można umieścić np. w przydomowej kapliczce. Na przykład starą figurkę można poddać renowacji, tak jak to się robi w naszych kościołach. Byłby to też piękny zwyczaj, gdyby niektóre figurki czy obrazy przekazywać kolejnemu pokoleniu, jako rodzinną świętość, przed którą rodzice czy dziadkowie wypraszali potrzebne łaski.

A oddanie takich przedmiotów księdzu? W jakiej sytuacji można oddać dewocjonalia, których nie chcemy – proboszczowi?

Nie byłby to zły pomysł, gdyby przy parafii można było pozostawić zniszczone czy zużyte dewocjonalia, żeby nie były one wyrzucane do kosza, a późnej na śmietnik.

Jaką postawę powinniśmy przyjąć kiedy widzimy na śmietniku na przykład obraz Świętej Rodziny czy Różaniec?

Ze względu na szacunek dla tych zapewne pobłogosławionych rzeczy, a jednocześnie świętych znaków czy wizerunków powinniśmy ten obraz czy różaniec wziąć i postąpić tak, jak to wcześniej zostało to już powiedziane. Widziałem kiedyś, jak wiele krzyżyków pracownicy jednego ze śmietnisk odnajdywali i składali w pokoju kierownika. A obrazki z pierwszej Komunii św. odwożono do właściciela.

W przypadku kiedy sami niszczymy poświęcony obraz czy figurkę – popełniamy grzech?

Jeżeli utylizujemy pobłogosławione dewocjonalia z szacunkiem, to oczywiście nie popełniamy grzechu. Inaczej ma się rzecz, kiedy ktoś wyrzuca takie rzeczy po prostu na śmietnik, albo jeszcze gorzej niszczy np. przydrożne krzyże czy kapliczki. Zapewne takie czyny należy wyznać przy spowiedzi.

Inaczej sprawa wygląda jeśli chodzi o wizerunek świętych w prasie katolickiej? Prasa nie jest poświęcona... 

Jeżeli chodzi o prasę katolicką, gdzie często prezentowane są święte wizerunki, to jeśli nie można jej spalić, wolno oddać ją na makulaturę.

Kiedy popełniamy świętokradztwo?

Świętokradztwo definiuje Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2120: „Świętokradztwo polega na profanowaniu lub niegodnym traktowaniu sakramentów i innych czynności liturgicznych, jak również osób, rzeczy i miejsc poświęconych Bogu. Świętokradztwo jest grzechem ciężkim, zwłaszcza jeżeli jest popełnione przeciw Eucharystii, ponieważ w tym sakramencie jest obecne w sposób substancjalny Ciało samego Chrystus”.

Źródło: Tygodnik Idziemy  

sobota, 24 listopada 2018

[WYWIAD] Prawdziwa relacja czy złudzenie?

[WYWIAD] Prawdziwa relacja czy złudzenie?
Ile to razy płakaliśmy przez kogoś, kto był nam tak bliski! Ile razy byliśmy tak bardzo zwiedzeni, że nic nie było w stanie nas pocieszyć... I ile to razy obiecywalismy sami sobie, że już koniec, że nie będzie kolejnej szansy. - Jest też taki rodzaj bliskości kiedy kogoś nie mamy blisko siebie, ale wiemy, że jest i jego bycie jest dla nas bardzo ważne. Może o nas myśleć, za nami tęsknić. Mamy się do kogo zwrócić - mówi Waldemar Dulęba - psychiatra 



Panie Waldemarze, czym jest bliskość? 

Bliskość jest pewnym rodzajem więzi, którą chce się ciągle umacniać i odnawiać. Bliskość zakłada pewną stałość. Nie jest tak, że przygodne spotkanie ludzi na wakacjach, w sklepie, pracy będą jakoś szczególnie nam bliscy. Bliskość to rodzaj więzi i tęsknoty do kogoś bardzo konkretnego.

Taka więź jest możliwa z każdym?

Bliskość ma swoją intensywność. Co innego oznacza bliskość dziecka z rodzicami, inny wymiar ma bliskość rodzicielska, przyjacielska, miłosna,  małżeńska.

Żeby być dla kogoś bliskim trzeba być rzeczywiście blisko, w zasięgu drugiego człowieka? 

Bliskość nie musi być bliskością fizyczną. Bliskość to poczucie ważności kogoś dla nas. Nie trzeba dużo szukać, wystarczy w codzienności zobaczyć jak ludzie, którzy są ze sobą w jednym pokoju nie tworzą bliskiej relacji - mało tego, mają trudność aby razem wytrzymać, a z kimś z kim dzieli ich wiele kilometrów potrafią mieć dobry kontakt emocjonalny, dobre myśli. Mają  poczucie, ba przekonanie, że tam gdzieś daleko jest ktoś, kto ich nie tylko rozumie ale  kocha.

Wspomniał Pan o różnych rodzajach bliskości, ale zawsze jest to wyraz tego, że jesteś dla mnie ważny we wzajemnej relacji?

Bliskość może być fizyczna, emocjonalna, psychiczna. Jest też taki rodzaj bliskości kiedy kogoś nie mamy blisko siebie, ale wiemy, że jest i jego bycie jest dla nas bardzo ważne. Może o nas myśleć, za nami tęsknić. Mamy się do kogo zwrócić. Mamy ku komu kierować swoje uczucia, swoje myśli. Bliskość fizyczna jest oczywiście potrzebna i różnie się przejawia np. małemu dziecku, fizyczna bliskość jest niezbędna by się czuło bezpieczne, zaopiekowanie.

W relacjach ludzi dorosłych bliskość też jest gwarantem bezpieczeństwa? 

Tak. Jest, i bezpieczeństwo rozumiane jako obecność kogoś, możność skorzystania z jego pomocy - to rodzaj bezpieczeństwa, który polega na tym, że wiem, że nie będę sam wtedy, kiedy będzie mi trudno. Sam fakt, że istnieją ludzie ważni dla nas i my dla nich jesteśmy ważni to olbrzymi kapitał.

Co jest ważne w bliskości?

Na pewno nie jednostronna relacja, ale możliwość wymiany. Wejście w relacje - jestem ważny dla Ciebie, ale Ty jesteś ważny dla mnie. Stajemy się dla siebie bliscy. Mogą nas łączyć różne rzeczy - wspólne przeżycia, wspólna wrażliwość, zainteresowania, perspektywa wspólnego działania, albo choroba. Ważne jest, aby w bliskości mieć poczucie przydatności - wzajemnej przydatności, nie takiej eksploatującej jedną stronę. Ktoś jest nam potrzebny w bliskości chociażby dlatego, żebyśmy nie przeżywali pustki i samotności. Bliskość fizyczna nie jest konieczna do jej potwierdzenia, że np. jeśli jesteśmy blisko fizycznie to jesteśmy bliscy sobie.

Można mówić o bliskości na odległość?

Oczywiście. W bliskości na odległość jest tęsknota za "kimś", że kiedyś będziemy mogli się spotkać. Czegoś oczekujemy, czegoś miłego doświadczymy, bo jeśli ten ktoś w naszych oczekiwaniach nie zawodzi i my nie zawodzimy - to wzmacnia poczucie bliskości i więzi. 

Bliskość wirtualna nie ma chyba za wiele wspólnego z bliskością w rzeczywistości...

Czy to właśnie jest bliskość? Czy to, że mamy w kalendarzu adresy różnych ludzi zapewnia nam poczucie nie bycia samotnym i poczucia bliskości z tymi ludźmi? Żeby bliskość była autentyczna potrzeba zażyłości, poczucia więzi i konieczna jest wymiana między dwojgiem ludzi lub grupą. Nie może być to relacja jednostronna.

Podobnie działa Facebook. To, że mamy 1500 znajomych wcale nie oznacza, że kiedy chcemy z kimś porozmawiać - mamy się do kogo autentycznie odezwać.  Może bardziej są to znajomości wirtualne aniżeli prawdziwe? I tak naprawdę kiedy znikniemy z portalu - nikt nie zauważy?

Kiedy dowiadujemy się, że bliskość jest złudna,  jest iluzją? Kiedy okaże się, że kolejni nasi znajomi z różnego rodzaju komunikatorów zaczną milknąć? Czy wszystko, co nazywamy bliskością tak naprawdę nią jest? Czy jesteśmy w stanie zauważyć, że jesteśmy samotni pomimo tego ogromu osób, z którymi się  kontaktujemy? Jest to raczej rodzaj uzależnienia - iluzji relacji z innymi. Być może chodzi o to, aby sobą kogoś zainteresować...

Co decyduje o tym, że kogoś nazywamy naszym bliskim?

Czy bliskość jest wtedy kiedy ktoś potrafi reagować na nas, a kiedy jest taka potrzeba to wesprze, weźmie za rękę, będzie obok? Czy bliskość jest związana z wymianą pewnych informacji i nic więcej nas nie wiąże? Próba wymiany informacji to jeszcze nie jest bliskość. Może jest to pewien rodzaj kontaktu a nie bliskość? Kontaktu, w którym będziemy wymieniać swoje poglądy, opinie. Będziemy dostarczać informacji. Bliskość jest intymnym rodzajem więzi, gdzie zaangażowana są emocje.

Czyli wychodzimy ze znajomymi na spacer, do kina a tak naprawdę może to nie być bliskość...

Jeśli już wychodzimy to znaczy, że łączy nas coś więcej niż tylko przekazanie informacji. Chcemy się spotkać, czekamy na to.

Chęć spotkania ze znajomymi jest zawsze początkiem bliskości?

Jest bardziej zaawansowanym rodzajem więzi. Ludzie mogą być nam bliscy z różnych powodów, np. przez takie same poglądy,  wartości, podobne doświadczenia. Jest jeszcze taki rodzaj bliskości jako niepowtarzalny związek, w którym ktoś jest komuś oddany, gotowy do poświęceń czasu, uwagi. To inny rodzaj bycia wzajemnie ze sobą, bardziej zaangażowany i intymny.

Bliskość nie znaczy też wyłączność dla konkretnych osób, prawda?

Gdyby bliskość miała formę zawłaszczenia drugiej osoby, czy miałaby wywoływać zazdrość, bo jesteś tylko dla mnie i dla nikogo innego, na pewno byłaby to okoliczność, która nie sprzyjałaby byciu w dobrym kontakcie. Zawsze w bliskości jest ważne, aby mieć poczucie wolności i wyboru. Jestem, ale nie dlatego, że się boję, że muszę. Jestem dlatego, bo chcę być.

A jeśli kiedyś ktoś w bliskości nas zawiódł? Kończymy wszystko, "usuwamy" wspomnienia?

Jaka musi być krzywda, jaki musi być zawód,  żeby podjąć decyzję - zrywam z nią kontakt, nigdy więcej, więź się kończy... Może jest to rzeczywiście na tyle poważne, że zawód, którego doświadczamy jest związany ze świadomym działaniem szkodzenia naszej więzi. Ale jeśli jest to jednorazowe, nie intencjonalne - i da się to wyjaśnić, zorientować jakie były przyczyny, zrozumieć. Jeśli ktoś zawodzi w obszarze intymnym - zdrada, więź, która tworzyła tę bliskość poprzez takie świadome działanie może być nieodwracalnie zniszczona. Wszystko zależy jednak od skali wydarzenia. Jeśli niewielkie wydarzenie potrafi tak zdestabilizować i potrafimy kogoś odrzucić to być może wcale bliskość nie była tak silna jak się nam wydawało. Może wymyśleliśmy sobie, że jest to ktoś dla nas ważny i my dla niego. I owszem może być to powodem rozczarowania ale też brakiem rozeznania kim dla siebie byliśmy.

Dlaczego koniecznie chcemy być blisko kogoś?

Jednym z powodów jest to, że jesteśmy istotami społecznymi, które jednak chcą być w związkach, relacjach tworzyć wspólnoty. Budujemy opierając się na tych związkach poczucie własnej wartości, lubimy być kochani, chcemy kochać.  Czasami jest tak, że bliskość jest nam potrzebna o czym już mówiliśmy, żeby się czuć bezpiecznie. Jeśli nie mamy kogoś bliskiego będziemy mieli więcej wątpliwości, będziemy niepewni tego jacy jesteśmy. Bo to w wymianie między rodzicami a dzieckiem kształtuje się obraz nas samych.

Próbować zatrzymać kogoś wbrew jego woli, tylko po to aby nie czuć się samotnym?

Jeśli jest jednostronna chęć zatrzymania kogoś, to trudno będzie kogoś zatrzymać. Pytanie jest takie: dlaczego chcemy kogoś zatrzymać przy sobie - może to rodzaj zależności? Ale w dużej mierze wynikającej z naszych lęków i niepewności. Jeśli ktoś nas opuści czy z kimś stracimy kontakt - myślimy, że nie damy sobie sami rady? Powody bycia blisko innych mogą być różne, i o nich mówiliśmy, ale podstawowym jest to, że sami nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie komfortu życia.

Pewnie zdarza się i tak, że jesteśmy z kimś ze strachu, ale trudno mówić o bliskości w takiej relacji?

Kiedy jesteśmy z kimś, a jednym z poważniejszych powodów jest strach, lęk, obawa - zaczyna być to kłopotliwe, bo trudno mówić o bliskości.  Jest to pewien rodzaj zniewolenia.

Człowiek jest stworzony do życia w relacji...

W jakimś sensie to, jacy jesteśmy, jakie mamy o sobie zdanie zależy jakie budujemy relacje od najmłodszych lat. Żeby coś o sobie wiedzieć w kontekście innych ludzi - musimy wchodzić w relacje i chcąc nie chcąc w nie wchodzimy. Nawet jeśli okaże się, że to nas rozczarowuje, nie zadowala. Ten rodzaj wymiany jaki się dzieje między ludźmi buduje wiedzę o nas samych i wiedzę o innych ludziach. Niekiedy dużo czasu musi upłynąć nim się zorientujemy , że jesteśmy w zależnej relacji. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteśmy "uwikłani" i zależni od innych ludzi.

W czym przejawia się ta niesamodzielność?

Niesamodzielności czy bezradności doświadczamy zazwyczaj kiedy zostajemy opuszczeni. Widzimy jak bardzo jesteśmy niezaradni, jak bardzo trudno jest znaleźć nam powód aby coś zrobić,  gdzieś wyjść. Dopiero wtedy widzimy jak dużą rolę ktoś odgrywał w naszym życiu, bo np. był inspiratorem działań - nie musiałem nic poza realizacją czyichś pomysłów, bo ciągle coś mi podpowiadał. I zazwyczaj jest to bolesne doświadczenie, bo ujawnia się prawda o samym sobie, sobie niesamodzielnym.

Jak się dowiedzieć jacy jesteśmy?

Poprzez świadomą refleksję nad samym sobą, ale też dzięki umiejętności odważnego przyglądania się samemu sobie.
Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger