czwartek, 12 grudnia 2019

Co na lepszy humor?

Co na lepszy humor?
Nie załamuj się tym, że coś nie wyszło. I co z tego? Z każdej porażki wyciągamy wnioski, ale nie przestajemy cieszyć się życiem – jest ono tak piękne! Poniżej kilka słynnych polepszaczy humoru – sprawdzają się świetnie, ale najlepiej kiedy połączymy kilka ze sobą. Gwarantuję, że nawet deszcz za oknem nie będzie miał większego znaczenia.


Zaczynamy tradycyjnie – od czekolady. Działa ona antydepresyjnie. Zawiera fenyloetyloaminę, która wydzielana jest przez mózg zakochanego człowieka. Dobrym rozwiązaniem jest spotkanie z przyjaciółkami przy gorącej czekoladzie. Zawsze działa. A jak czekolada to i wino. Tylko nie butelka od razu, a dwa kieliszki wina 😊 Nie zaszkodzą, ale dzięki nim poprawi nam się humor, poczujemy się rozluźnieni i będziemy odstresowani. Do powyższego zestawu przydałby się film – i mamy połączenie idealne. Film, komedia, kabaret – bez znaczenia, oby tylko to, co zobaczymy na ekranie wywoływało nasz uśmiech. Najlepiej spisać sobie własną listę filmów na polepszenie humoru.

Innym sposobem na poprawienie nastroju jest po prostu pozytywna muzyka. Ma ona wpływ na nasz nastrój. Przyjaciele – bo jakże możemy o nich zapomnieć? Przecież to właśnie oni odbierają od nas telefony o czwartej nad ranem i słuchają tego, co mamy do powiedzenia. Wszystko, co możemy robić z przyjaciółmi działa antydepresyjnie. Nie zapominajmy też o sporcie – choć może ciężko się zmobilizować do ćwiczeń, kiedy w końcu się uda – dostrzeżesz różnice. Podczas wysiłku z naszego mózgu uwalniają się endorfiny – hormony szczęścia. Sport poprawia również sylwetkę...

I także, co ciekawe – przytulenie, nie tylko poprawia humor, ale zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na depresję. I ostatnie, moje ulubione...  Ktoś powiedział, że zakupy szczęścia nie dają – być może nie wiedział co kupować 😊 Jedno jest pewne – zakupy humor poprawią na pewno! Co prawda za zakupy trzeba zapłacić, ale czyż poprawa humoru nie jest ważniejszą sprawą?

środa, 11 grudnia 2019

A może czarny kombinezon?

A może czarny kombinezon?
Nigdy nie sądziłam, że kiedyś dobrowolnie zamienię sukienki na kombinezon, ale stało się 😊 Jednoczęściowy kombinezon z rękawem 3/4 i ozdobnym zamkiem jest bardzo praktyczny, a do tego - elegancki. Pasuje na różne okazje - nie tylko na spotkanie ze znajomymi, ale także na bardziej oficjalne wyjścia. 


Kombinezon jest bardzo wygodny, bo uszyty z bardzo dobrego gatunku dzianiny wiskozowej, która jest odporna na mechacenie się - piszę o tym dlatego, że kombinezon zakładam dość często i nie widzę żadnych zmian. Cały czas jakość kombinezonu jest bardzo dobra. Czasami właśnie wydaje nam się, że zaoszczędzimy kiedy kupimy tańszy  produkt, ale czy posłuży nam przez naprawdę długi czas? 


Aż dziwne, ale kiedy mam do wyboru sukienkę a kombinezon - wybieram opcję numer dwa. Jeszcze z dwa miesięce temu byłoby to wręcz nierealne 😊 Muszę też przyznać, że lekko zbluzowana góra kombinezonu skutecznie maskuje mankamenty sylwetki, wyszczupla.     



Jeśli któraś z Was nie jest przekonana co do kupienia kombinezonu - zachęcam, by wyzbyć się obaw 😉 Też nie byłam przekonana, ale zaryzykowałam i dziś już nie wyobrażam sobie by w szafie nie było dla miejsca na kombinezon 😊 


A może właśnie w kombinezonie usiądziemy przy wigilijnym stole?
Więcej inspiracji tutaj 🎁🎄

wtorek, 10 grudnia 2019

W czym przy wigilijnym stole?

W czym przy wigilijnym stole?
Chociaż Święta Bożego Narodzenia już tuż tuż...  to na razie w ogóle nie czuję, że za troszkę dłużej jak dwa tygodnie usiądziemy do wspólnego stołu. Połowa grudnia to odpowiedni czas, by zacząć się rozglądać za kreacją, którą założymy na wieczerzę wigilijną. Z jednej strony mamy dużo łatwiej niż mężczyźni, którzy zwykle wybierają garnitur, ale z drugiej strony wybór odpowiedniej sukienki czy tak modnych kombinezonów – do najłatwiejszych nie należy...  


Sukienka powinna być przede wszystkim dopasowana do sylwetki. Jeśli chodzi o kolor to do wyboru mamy te w czerwieni, czerni i granatu – najmodniejsze w czasie świątecznym. Bardzo modne są też sukienki w kolorze bordo i butelkowym. Krój sukienki może być dowolny, ale marynarka zawsze doda elegancji całej stylizacji. Warto mieć to na uwadze 😊 Dobrym pomysłem są również garsonki. Bez wątpienia będziemy wyglądały elegancko podczas wyjątkowego świątecznego wieczoru. Garsonki mają jeszcze inną zaletę – doskonale tuszują niedoskonałości, i... podkreślają walory sylwetki. Z powodzeniem można zrezygnować z koszuli z kołnierzykiem na rzecz kostiumu - żakietu i spódnicy albo żakietu i spodni. Bardzo ładnie będzie się prezentować bluzka z metalicznego materiału. Na prostą koszulę decydujemy się wtedy kiedy wybieramy efektowną biżuterię 😊

Wieczór wigilijny daje możliwość, by założyć biżuterię, jeśli na co dzień  z jakiegoś powodu jej nie nosimy. Kolczyki, łańcuszki, bransoletki warto wyjąć ze szkatułki, bo piękny, wyjątkowy wieczór wigilijny to doskonała okazja by założyć komplet ładnej  biżuterii. Jeśli jednak nie mamy nic wyjątkowego - może warto to zmienić? Do wieczerzy wigilijnej jeszcze kilkanaście dni...

Aby uniknąć niepotrzebnego świątecznego stresu podczas szykowania się do kolacji – warto przygotować sobie ubranie troszkę wcześniej...

Zainspiruj się z Lejdi.pl 💖 

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Moja mała torebeczka

Moja mała torebeczka
O torebkach już pisałam wcześniej, bo wiadomo - która z nas ma ich wystarczająco?  Zwłaszcza, że co chwilę widzimy nowe modele! 😊 Zawsze jest "jakaś" okazja by kupić nową torebkę... Już od jakiegoś czasu zdecydowanie wybieram te mniejsze modele torebek damskich, które są bardziej praktyczne - nie zawsze muszę mieć przy sobie tablet 😎


Niedawno dostałam śliczną, małą torebkę, która mnie po prostu zauroczyła. Torebeczki damskie chyba mają taką moc! W związku z tym, że w ciągu tygodnia mam kilka wywiadów - bardzo chętnie wybieram właśnie tę małą, elegancką torebkę. Jest doskonałym dopełnieniem stylizacji. Pasuje zarówno do płaszcza i muszkieterek, ale ładnie wygląda w połączeniu kurki i botków.  


Kilka tygodni temu udzieliłam wywiadu dla Obcasy Podlasia, pod tytułem: Kocham żyć! Kochani, bardzo Was zachęcam by nie czekać na "odpowiedni moment", bo mimo tego, że życie jest piękne i cudowne - czasami po prostu możemy nie zdążyć wyrazić komuś naszej wdzięczności, miłości... Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia - nie odkładajmy przede wszystkim MIŁOŚCI na później. Nawet najdrobniejszy prezent - dany od serca - będzie bardzo ważny. 


Każda z nas ma przy sobie wspaniałe kobiety, które są z pewnością nieocenionym wsparciem, bez których życia sobie nie wyobrażamy. Nie ma na co czekać - trzeba działać, i wyrażeniu wdzięczności i miłości pomóc 💖 Piękna czarna listonoszka sprawdzi się doskonale nie tylko podczas spacerów, ale i wyjazdów... 👜  



Zainspiruj się i spraw piękną torebkę kobietcie, która jest dla Ciebie ważna!    

niedziela, 8 grudnia 2019

[WYWIAD] Otrzymaliśmy łaskę powrotu do wiary

[WYWIAD] Otrzymaliśmy łaskę powrotu do wiary
Wiemy, że miłości nie da się nauczyć, miłość trzeba świadczyć. Wierzę, że w tej miłości jesteśmy - mówi Radosław Pazura. A myślę, że szczególnie w Adwencie warto przypomnieć świadectwa ludzi, którzy cieszą się z powrotu do Boga...   


Panie Radku, widzę, że ma Pan na ręku różaniec. Nie wstydzi się Pan tak chodzić?

Nie mogę wstydzić się tego, co jest najważniejsze. Ten różaniec jest oznaką także tego, że identyfikuję się z wiarą katolicką, że wierzę w Jednego Boga.

Wolność… Kiedyś chyba używał Pan w inny sposób swojej wolności?

Nasze życie postrzegamy w dwóch etapach: życie przed i po wypadku. Wypadek był momentem zwrotnym, był sposobnością aby się przemienić. Otrzymaliśmy łaskę powrotu do wiary i nawróciliśmy się, dlatego pojmowanie wolność przed i po wypadku diametralnie się różni. Jeśli żyło się w grzeszności - nawrócenie polega na tym, że człowiek odwraca się od dotychczasowego życia. To proces, który w naszym życiu trwa nadal.

W Pana przypadku proces nawrócenia rozpoczął się w dość tragicznych okolicznościach…

Tak jak powiedziałem, wydarzeniem, które przyczyniło się do nawrócenia był wypadek.  Tak naprawdę dzięki niemu zaczęliśmy oceniać co w życiu było niewłaściwe, co powinno nazywać się "dobrem" a co "złem". Teraz wiemy, że bez Pana Boga nie bylibyśmy w stanie nic zrobić. Tylko komunia i relacja z Nim pomaga w udźwignięciu tego wszystkiego. Taką łaskę otrzymaliśmy. Może w trochę niewytłumaczalny sposób… Pan Bóg działa w przedziwny sposób i dopuszcza w naszym życiu różne sytuacje, czasem brutalne, które można wykorzystać do tego, aby się przemienić. My otworzyliśmy się na Jego działanie. Owocami tego był sakrament małżeństwa, narodziny Klary, i wiele innych wydarzeń, które przybliżają nas do Niego.

Jechaliście we trójkę, Waldek Goszcz zginął na miejscu. Wam Pan Bóg dał drugą szansę. Można przecież było to zaproszenie Pana Boga do "nowego życia" odrzucić?

To, że znalazłem się wtedy w tym samochodzie to był przypadek, ale jak się okazuje - przypadków nie ma… Jest wielką tajemnicą dlaczego Waldek zginał w wypadku, a mnie i mojemu koledze była dana szansa, aby być tutaj, żyć dalej i coś z tym życiem zrobić. Zawsze do wyboru są dwie drogi - można przyjąć łaskę i nawrócić się do Pana Boga, albo odrzucić. W moim przypadku łaska Boża działa do tej pory. A czemu dokonało się to przez śmierć drugiego człowieka? To wielka tajemnica. Wierzę w to, że Waldek jest w niebie. Modliłem się za jego duszę. W którymś roku, w okresie między 1 a 8 listopada ofiarowałem odpust zupełny za jego duszę. Wierzę, że to wszystko było po coś. W moim przypadku - jego ofiara - znaczyła bardzo, bardzo dużo. Wiele światła płynie z naszej wiary, z Ewangelii, szczególnie - znaczenia krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa - Jego cierpienia, Jego męki, Jego zwycięstwa.

Pamięta Pan moment wypadku?

Podobno byłem przytomny. Pamiętam jednak dopiero moment po przebudzeniu i cały okres dochodzenia do zdrowia. Byłem w śpiączce, sztucznie przytrzymywany przy życiu. Ten czas doskonale pamięta moja żona. Wiem jak bardzo ważne jest to, że ktoś bliski jest przy drugim człowieku, choćby inni mówili, że on nic nie czuje, nic nie wie i tak naprawdę nikogo nie musi koło niego być.

Miłość przejawia się także w obecności…

Często nie mamy w sobie może takiej siły, czy też  - idąc dalej - tak wielkiej miłości, bo do miłości się to wszystko sprowadza, aby trwać przy drugim człowieku, którego się kocha. To jest też sprawdzian miłości. Teraz wiem, mam na to dowód, jaka wielka miłość musiała być w Dorocie. Ona nie wyobrażała sobie życia beze mnie.

Stan Pana zdrowia był już krytyczny, ale nagle nastąpiła zmiana…

Kiedy Dorota dostała informację od pani doktor, że stan jest bardzo krytyczny i trzeba poinformować najbliższą rodzinę, bo nie wiadomo czy przeżyję, zamknęła się w pomieszczeniu, w którym przez prawie trzy godziny przeprowadziła najprawdopodobniej najprawdziwszą modlitwę swojego życia. Przypomniała sobie, że jest osobą wierzącą, wypowiedziała na głos to wszystko co było w naszym życiu - złego i dobrego. Była rozpacz, lament, bluźnierstwa, obietnice, pretensje - było wszystko. Ponazywała wiele rzeczy po imieniu. Całą rozmowę z Panem Bogiem zakończyła stwierdzeniem, że jeśli to jest taka wola, i ma mnie zabrać - przyjmie to, ale prosi Go o jedno - jeśli tak się stanie, żeby nauczył ją z tym żyć, bo jej się wydaje, że nie będzie umiała. I wtedy dopiero pojechała do domu, wzięła prysznic, poczuła wewnętrzny pokój. Rano obudził ją telefon od pani doktor, która dzień wcześniej poinformowała, że stan jest krytyczny. Telefon był z wiadomością, że jest dobrze. Pani doktor tego nie umiała wytłumaczyć, ale było dobrze. Z perspektywy czasu to wydarzenie oceniamy jako cud.

Wiele osób modliło się o Pana powrót do dobrego zdrowia. Odczuwał Pan tę modlitwę?

Chcę podkreślić istotę i wagę modlitwy wstawienniczej. Wiem, że wielu ludzi modliło się o moje zdrowie. Żona zamawiała msze św.  To wszystko przyniosło niesamowity skutek. Stał się cud! Nie mogliśmy zaprzepaścić tej łaski. Dopiero po moim przebudzeniu, kiedy dochodziłem do siebie Dorota powiedziała mi o tym, co się wydarzyło. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Od tej chwili pięknie zaczął działać Pan Bóg, podsyłał różne osoby, książki… Dzięki osobom, które zaczęły się koło nas pojawiać - zaczęliśmy się zbliżać się jeszcze bardziej do Pana Boga. Zaczęliśmy zadawać sobie pytania: Kim jesteśmy? Kim dla nas jest Pan Bóg?

W jaki sposób działał Pan Bóg? 

Na przykład w naszym życiu pojawiły się siostry klaryski, kapucynki. Niby przypadkowo, ale to było ewidentne działanie Pana Boga. Na fizykoterapii była siostra klauzurowa (w regule zakonu jest zapisane kiedy mogą opuszczać klasztor, np. sprawy związane ze zdrowiem). Dowiedziała się w rejestracji, że mieszkam na tej samej ulicy co ona. Podeszła, zapytała czy mogę ją podwieźć. Nie wiedziała, że jestem aktorem. I tak oto zaczęła się nasza znajomość z s. Grażyną.

Czyli nie ma Pan żalu do Pana Boga, raczej wdzięczność?

Wdzięczność. Wierzę w to, że Panu Bogu na nas zależało. Zaczął uzdrawiać. Miałem bardzo ciężkie obrażenia, w ciągu pół roku doszedłem do zdrowia. To jest kolosalny postęp. Miałem skomplikowane  złamanie nogi, rozpatrywano też amputację. Nagle wyszedł facet, który - widzi Pani, normalnie funkcjonuje, jest w dobrej formie - jeżdżę na nartach, pływam, skaczę, biegam, gram w siatkówkę. Za uzdrowieniem duszy, o którą najbardziej chodziło Panu Bogu, szło też uzdrowienie ciała. Przysłowie głosi: W zdrowym ciele - zdrowy duch, a ja mówię: W zdrowym duchu - zdrowe ciało.

Kiedy nastąpił ten przełomowy moment zwrócenia się do Pana Boga?

Łaska tego wypadku polegała na tym, że zostaliśmy niejako - szczególnie Dorota, postawieni pod murem. Doszło do spiętrzenia wydarzeń i takiego momentu życia każdego z nas, że zwłaszcza Dorota nie miała wyjścia i musiała się zwrócić do Wyższej Instancji. Nagle sobie przypomniała, że jest Ktoś taki jak Bóg. Wierzyła przecież w Kogoś takiego, kto jest ponad wszystkim. Znalazła się w takiej sytuacji, która ją - jako człowieka - przerosła. Nam się ciągle wydaje, że nad wszystkim panujemy, wszystko kontrolujemy, że jesteśmy władcami życia, kierujemy nim. Nic bardziej złudnego. Dorota w tym czasie przeszła jakby szybki kurs prawdy o nas. Znalazła się w sytuacji, kiedy zobaczyła, że naprawdę nic nie jest od nas zależne. Jedynym kierunkiem, w który mogła się zwrócić był Pan Bóg.

Jak Pan rozumie miłość?

Miłość jest tak wielkim pojęciem, nieograniczonym, że nie sposób go wytłumaczyć. Tak jak nie możemy do końca zrozumieć i wytłumaczyć Pana Boga, który jest Miłością. Miłość jest jakby światłem w nas, które może promieniować, ale trzeba wejść w relację z Panem Bogiem. Bez tego otwarcia na Niego nigdy nie będziemy w stanie choć minimalnie pojąć czym jest miłość naprawdę.

Niekiedy błędnie myli się miłość z uczuciem…

Uczucie w pewnym momencie się kończy, a prawdziwa miłość nigdy się nie skończy. Uczucie jest częścią miłości, które pojawia się na początku. Nie raz pomaga nam rozeznać czy to jest "ta" osoba. Tak było w naszym przypadku - w pewnym momencie uczucie zaczęło się wypalać, zaczęliśmy się błąkać, zwyciężał egoizm. Każde z nas było niezależne, ale z drugiej strony coś nas do siebie pchało. Brakowało nam odniesienia do Pana Boga. Żyliśmy w iluzji miłości.

Przeczytałam kiedyś, że Pan Bóg dopuszcza do nas tylko tyle ile możemy udźwignąć…

Pan Bóg dopuszcza do nas różne sytuacje. Pokazuje, że bez Niego zginiemy. I choćby śmierć później przyszła - wierze, ze nie zginę. To wspaniale i pełne tajemnicy w naszej wierze aby nasze życie rozpatrywać w kontekście życia wiecznego. Pan Jezus jest żywy, tylko nie możemy tego pojąć, objąć, bo ciągle jesteśmy w doczesności, w zewnętrzności. Wszystkiego chcemy się dowiedzieć, zrozumieć, dotknąć. Pan Bóg nas zachęca, żeby totalnie wejść w głębię Miłości. Żeby zaufać i zawierzyć - wydaje mi się, że to sens naszej wiary. Święty Jan Paweł II w swoim pontyfikacie zaufał Jezusowi, i zaufał Maryi. Wydaje mi się, że to zaufanie jest najtrudniejsze w naszej wierze.

Może właśnie w codziennym pośpiechu zapominamy, że należy troszczyć się także o ducha?

Wiele pracy poświęcamy naszej zewnętrzności - żeby osiągnąć sukces, być dobrym tatą, mamą. To jest bardzo dobre, ważne, ale nie najważniejsze. Często zapominamy o naszym duchu. Trzeba wejść w głęboką więź z Panem Jezusem, aby zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Zgłębianie Słowa Bożego, angażowanie się w życie Kościoła, korzystanie z sakramentów - moim zdaniem w to trzeba angażować się z takim samym natężeniem jak w naszych codziennych obowiązkach. Życie duchowe powinno napędzać codzienne nasze życie. Wtedy wszystko miałoby właściwy wymiar. Wiem, że jest to trudne.

Zaufanie Panu Bogu, zdanie się na Jego wolę - łatwo powiedzieć, ale o wiele trudniej rzeczywiście tak żyć…

Pan Bóg po to przyszedł na świat, abyśmy próbowali Go naśladować i nie zatracili życia wiecznego. Nie znaczy to, że przypadkiem nie wpadniemy w jakieś pułapki. Nawet jeśli tak się stanie - ale będziemy z Nim - On nas przez to przeprowadzi. On nas uzdrowi, uleczy, nie da nam zatracić życia wiecznego. 

Od razu chętnie Pan to wszystko przyjmował?

Nie chciałem przyjąć tych darów, zamykałem się. Siła Kościoła przejawia się w tym, że jeśli przyjęliśmy chrzest, inne sakramenty, to nawet jeśli wcześniej byliśmy na bakier - każde, nawet minimalne otwarcie się na Niego  daje potężne łaski. Zawsze możemy powrócić. Chrzest jest zaszczepieniem w nas życia wiecznego. W razie problemów wynikających z kruchości i słabości naszego jestestwa otrzymaliśmy na początku trzeciego tysiąclecia niezwykłą pomoc w postaci kult Bożego Miłosierdzia. Jest to dla nas podpowiedź, że nawet jak jesteśmy w bagnie, to Pan Jezus nas wyciągnie.

Któregoś wieczoru kiedy dzwoniłam, telefon odebrała Pana żona. Powiedziała: "Mąż siedzi z dzieckiem nad matematyką". Czym dla Pana jest ojcostwo?

Przyjście Klary było dla nas cudem. O dziecko staraliśmy się kilka lat… Wiedzieliśmy, że naturalną konsekwencją sakramentu małżeństwa, którym On nas złączył - jest pragnienie potomstwa. Mieliśmy bardzo dużo przeszkód, również duchowych… Dużo było naszej grzeszności jeszcze sprzed czasu nawrócenia, ale zły duch zawsze przegrywa z Panem Jezusem, z Duchem Świętym i z Kościołem. Zadania, które stoją przed nami to przekazać Klarci na ile można co to jest miłość. Wiemy, że miłości nie da się nauczyć, miłość trzeba świadczyć. Wierzę, że w tej miłości jesteśmy. Zapewnia nam to sakrament małżeństwa i relacja z Panem Jezusem.

sobota, 7 grudnia 2019

Co za ręczniki!

Co za ręczniki!
Kiedy otworzyłam przesyłkę i zobaczyłam ręczniki - tak właśnie pomyślałam: Co za ręczniki! Niedawno pisałam o ręcznikach personalizowanych jako ładny i praktyczny prezent dla Babci i Dziadka, a dziś przyszedł czas na ręczniki w kocury 😉


I znowu będę się powtarzać, że fajny pomysł na prezent itd, ale nie mogę pisać inaczej, kiedy produktami jestem zachwycona. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdemu pomysł się spodoba, ale z własnego doświadczenia wiem, że prezenty praktyczne  - a przy tym personalizowane są wyjątkowe i trzeba by się pewnie mocno postarać, by obdarowanej osobie nie sprawiły one przyjemności. Chyba też jakiś szczególnie nie muszę nikogo o tym przekonywać 😊 A jeśli ktoś nie ma w ogóle pomysłu na grafikę - bez obaw! Inspiracji nie brakuje... 😎


Ręczniki zachwycają grafiką, która jest wykonana perfekcyjnie. Są bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Bez wątpienia nadają łazience nowego charakteru 😊    


Tyle, że jak to zwykle bywa przy kupowaniu nowych produktów - gdzieś musi być miejsce na "stare", które przecież są nam tak potrzebne, mimo, że w konkretnych sukienkach ostatni raz byłyśmy ubrane co najmniej dwa lata temu! 😀 Brzmi znajomo? 😀 I tu przychodzi nam na pomoc genialny wynalazek jakim są worki  próżniowe! Te to potrafią pomieścić wszystko! Aż sama byłam zaskoczona, że tak dużo rzeczy, których na razie nie używam - zmieściło się do worka, który bez problemu można "ukryć" w szafie 😊 Ogromnym plusem jest to, że worek zajmuje znacznie mniej miejsca niż ciuchy poukładane na półce. Bardzo, bardzo polecam! 


Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia... Może nie warto już czekać dłużej i wybrać taki kolor ręczniku i grafikę, że bliska nam osoba na widok upominku zacznie się uśmiechać? 💖 Praktyczne, ładne prezenty nigdy nie wychodzą z mody... 

Zainspiruj się!      

czwartek, 5 grudnia 2019

Czworonożni Funkcjonariusze

Czworonożni Funkcjonariusze
Skoro już nawet cały Zakład Kynologii Policyjnej czytał reportaż - czas na publikację na blogu 😊 Raz jeszcze dziękuję Funkcjonariuszom za wsparcie w przygotowaniu publikacji 😎


Jedyny taki Ośrodek w Polsce, który szkoli psy na potrzeby Policji, Straży Miejskiej i Służby Ochrony Państwa. Zakład Kynologii Policyjnej w Sułkowicach – stąd psy rozchodzą się na cały kraj.


Jak wyglądałaby Wasza służba bez psów? – Psy służbowe pełnią bardzo ważną funkcję na wielu płaszczyznach zadań realizowanych przez Policję. Każdego dnia są wykorzystywane w służbie patrolowej na terenie całego kraju. Biorą udział w zabezpieczaniu różnego rodzaju imprez czy poszukiwaniu osób zaginionych. Stanowią ważny element w walce z przestępczością narkotykową, są niezastąpione podczas wyszukiwania materiałów wybuchowych. Ich brak spowodował by utratę ważnego sojusznika w walce z przestępczością a także najlepszego partnera w służbie jakim jest pies – podkreśla inspektor Marek Hańczuk - kierownik Zakładu Kynologii Policyjnej w Sułkowicach. 

- Mamy kilka specjalizacji psów: patrolowo – tropiące, patrolowe, tropiące – mówi asp. Sebastian Srogosz z ZKP. – Poza tym jest też specjalizacja do szukania zwłok ludzkich, wyszukiwania narkotyków, osmologiczne oraz do działań bojowych – dodaje funkcjonariusz. Kurs specjalistyczny musi przejść każdy pies, ale czy każdy się nadaje do tego, by służyć? – Najczęściej psy, które kwalifikowane są do kursu, są między 12 a 24 miesiącem życia, ale mogą być troszkę młodsze bądź troszkę starsze. Wszystko definiuje jednak to jak pies wygląda pod względem weterynaryjnym – mówi asp. Srogosz. – Psy użytkowe wszędzie wejdą, chcą wszystko sprawdzić, niczego się nie boją. Muszą być to psy z konkretnym charakterem, wdrożone w reżim treningowy. Takich psów szukamy. Trzeba pamiętać, że te psy będą pracować w sytuacjach, które mocno będą je obciążać psychicznie – wyjaśnia policjant.


Praca weterynarza w Zakładzie Kynologii Policyjnej różni się od tej w „zwykłej” przychodni weterynaryjnej? – Jest specyficzna. To praca z jednym gatunkiem, z psami w jednym wieku. W sensie rozwoju zawodowego jest to wada. Dodatkowo, są to psy, które pracują. Cykl szkoleniowy jest ustawiony w taki sposób, żeby urazów było jak najmniej, ale najczęstsze urazy dotyczą stawów – mówi weterynarz nadkom. Dariusz Siewierski.  

Psy muszą spełniać wymagania weterynaryjne: muszą być zdrowe, w typie określonej rasy i nie mogą mieć żadnych dysfunkcji w postaci przyciętych uszu czy ogona, bo to dyskwalifikuje ich już na stracie. Oczywiście muszą być też zaszczepione przeciwko wściekliźnie oraz dysponować dokumentacją radiologiczną stawów biodrowych i łokciowych. Na terenie Zakładu Kynologii Policyjnej można spotkać hodowców, którzy przywieźli młode psy – na razie są kandydatami, a czy rozpoczną kurs? – Nabór trwa cały rok, ponieważ mamy kilkanaście kursów rocznie, a na każdy kurs potrzeba około dziesięciu psów – mówi aspirant. Psy najczęściej pochodzą z hodowli psów specjalistycznych, ale mogą pochodzić również z hodowli od ludzi, którzy w żaden sposób nie są powiązani z Policją. Warunek jest jeden, muszą być konkretnej rasy – owczarek niemiecki, owczarek holenderski, owczarek belgijski malinois czy retrivery. 


Kurs specjalistyczny trwa cztery i pół miesiąca. Psy, razem z przewodnikami i instruktorami pracują od poniedziałku do piątku, ale weekendy mają wolne. Instruktorów jest piętnastu, z każdym pracuje po pięciu, sześciu przewodników. To instruktor odpowiada za przebieg dydaktyczny kursu specjalistycznego, który przewodnik przechodzi razem z psem.

Ogromny teren treningowy w Zakładzie Kynologii Policyjnej jest opanowany przez psy, a mimo wszystko z odległości kilku metrów cały czas słychać głośne szczekanie. W końcu nie wszystkie na raz mogą wyjść. Policyjne psy mają bardzo dobre warunki – każdy ma kojec, który dodatkowo wyposażony jest w taki sposób, by chronić zwierzę przed zimnem. Każdy ze służbowych psów zachowuje się inaczej – jedne głośno szczekają, inne wręcz skaczą po kojcu na nasz widok. Nie ma jakieś konkretnej zasady co do tego, jak psy są rozdzielane do kojców. – Ich przydział do konkretnego kojca zależy od daty rozpoczęcia kursu. Psy patrolowo – tropiące są trochę większe, mają też inne zadania. Jednym z nich jest utrzymanie ładu i porządku publicznego podczas imprez masowych. Ponadto, biorą udział w służbie prewencyjnej oraz w tropieniu śladów ludzi – mówi policjant. Kojców jest 233, obecnie nie są nawet w połowie zamieszkane przez czworonożnych funkcjonariuszy. - Musimy być przygotowani na sytuację, która wymagałaby dużego zabezpieczenia w pobliżu Warszawy. Wtedy do nas przyjeżdżają przewodnicy z całej Polski i muszą mieć miejsce dla swoich pupili, a jako jednostka kynologiczna musimy być przygotowani na przyjęcie większej ilości psów – tłumaczy stróż prawa.
Psy służbowe dostają jedzenie po zajęciach, które zaczynają się już o 7.00, a kończą o 13.45. W tym czasie mają też przerwę. – Psy nie mogą pracować cały czas. Po zakończeniu ćwiczeń  odpoczywają, ale zdarza się, że przewodnicy zabierają swoich pupili na spacer, bawią się z nimi. Po swojej pracy zostają nagrodzone. Nie gotujemy psom. Podajemy im zbilansowaną suchą karmę – mówi asp. Srogosz.


- Czworonogi policyjne mają też imiona, które nadawane są z rozdzielnika, oraz numer ewidencyjny. Zwykle mają dwa imiona – uśmiecha się funkcjonariusz. – Jedno imię jest służbowe, które widnieje w dokumentacji, ale na co dzień pies występuje pod imieniem, które nada mu jego przewodnik – dodaje. Podczas kursu widzimy różne zachowania psów, niekiedy agresywne. Psy mają do wykonania konkretne zadania. Jakie jest ryzyko, że pies może ugryźć bez komendy? – Praktycznie zerowe, ale też nie wszystkie psy są uczone gryzienia. W pierwszej kolejności kursu specjalistycznego, który wymaga gryzienia, szkolenie polega na zachęcaniu psów do gryzienia i budowaniu ich pewności siebie. W trakcie zabawy  każdemu zwierzęciu daje się ugryźć rękaw, który wykonany jest z przyjemnego do gryzienia materiału. W następnym etapie szkolenia pies atakuje już konkretną osobę. Pozorant dysponuje specjalnym sprzętem tresurowym, np.: rękawy, kombinezony, które zapewniają bezpieczny przebieg ćwiczeń obronnych – wyjaśnia funkcjonariusz.

- Kiedy przewodnik ma w grafiku wolne, to jego pies też ma dzień wolny. Pracują zgodnie z grafikiem jaki ma ich przewodnik. Psy patrolowe i patrolowo – tropiące wyjeżdżają do służby codziennie, a psy specjalistyczne czekają w gotowości na telefon – tłumaczy asp. Srogosz.


Czekają na konkretne sprawy, jak np. morderstwo? – W większych miastach są dyżurni miejskiego stanowiska kierowania, którzy zajmują się zarządzaniem patrolami, natomiast w mniejszych miejscowościach, w których są Komendy Powiatowe Policji, są dyżurni jednostki. Jeśli dyżurny nie dysponuje psem służbowym w trakcie służby, dzwoni do przewodnika, który ma tzw. dyżur domowy – najczęściej są to telefony które, dotyczą użycia psa do wyszukiwania narkotyków bądź tropienia śladów ludzi. Dyżurny decyduje o użyciu psa, powiadamia przewodnika, a ten stawia się we wskazanym miejscu. Najczęściej jest to miejsce zdarzenia. Po przybyciu dowiaduje się o tym, co się stało, skąd może pobrać materiał zapachowy lub jaki obszar należy z psem przeszukać. Od tego momentu już zazwyczaj rozpoczyna się praca z psem – wyjaśnia funkcjonariusz.

Zdarzają się i takie sytuacje, kiedy policjant może nie zgodzić się na udział psa w konkretnym zadaniu? – Policjant może odstąpić od użycia psa służbowego, jeżeli użycie go może spowodować uszczerbek na zdrowiu zwierzęcia – tłumaczy asp. Srogosz. – Wszędzie tam, gdzie Policja prowadzi czynności służbowe, a jeśli zajdzie taka potrzeba to może zostać użyty pies, ale nadrzędnym warunkiem użycia psa jest to, aby miejsce było bezpieczne zarówno dla zwierzęcia jak i przewodnika. - Pies patrolowo - tropiący musi być przygotowany również na to, że w pewnym momencie może dojść do sytuacji, w której znajdzie przestępcę. Być może będzie on chciał zaatakować psa, pies będzie się musiał bronić sam, ale będzie musiał też obronić swojego przewodnika – dodaje aspirant. 


W Zakładzie Kynologii Policyjnej w Sułkowicach jest około 60 psów. Są bardzo różne, chociaż tak podobne. Jedne idą spokojnie przy swoim przewodniku, inne – szczególnie te młodsze – cudują. Jest nawet pies, który w drodze na zajęcia, zatrzymuje się co kilka metrów po to, by bezskutecznie zdjąć kaganiec. Wygląda to komicznie, ale funkcjonariusze nie tracą cierpliwości. – Nie ma takiej możliwości, by policjant kopnął psa czy w jakiś sposób bił go. Psy mają szerokie obroże, więc nie ma obawy, że się psa poddusi. Nieodpowiednie zachowanie trzeba skorygować i przywołać psa do porządku. Jest to siła konsekwencji – wyjaśnia funkcjonariusz.


Po zakończeniu szkolenia, pies rozpoczyna służbę w konkretnej Komendzie Policji. – Za psa specjalistycznego płaci się nawet około 7 tysięcy złotych. Pies patrolowo – tropiący to koszt około 8 tysięcy, ale najwięcej, bo aż 12 tysięcy kosztuje tzw. pies bojowy. Koszty zakupienia psów ponosi Komenda Wojewódzka Policji – mówi asp. Sebastian Srogosz.


Każda służba się kiedyś kończy. A psy pracują tyle, na ile pozwala im zdrowie i wiek. – Pies w pierwszej kolejności po zakończeniu służby trafia do swojego przewodnika. Jeśli okaże się, że ten nie będzie miał warunków i nie może się zająć psem, to wtedy szuka mu domu. Jeśli nie uda się znaleźć domu dla psa to procedury pozwalają na sprzedanie zwierzęcia w drodze przetargu, ale pracuję z pasami służbowymi od dziesięciu lat i nigdy nie spotkałem się z tym, aby jakiś czworonóg został w ten sposób sprzedany. Zazwyczaj trafiają do domu swojego przewodnika. Mój służbowy pies, z którym pracowałem w jednostce terenowej w Łodzi, po zakończeniu służby spędza jesień swojego życia u mnie w domu – podsumowuje asp. Sebastian Srogosz.  

___
Fot.: Podinsp. Artur Walasek ZKP CSP 

środa, 4 grudnia 2019

Idealny prezent dla kociarzy 💖

Idealny prezent dla kociarzy 💖
Nigdy bym nie powiedziała, że zwierzątko można darzyć tak silnym uczuciem, ale nauczył mnie tego nasz uroczy kocur - Kubuś 💖 Dziś chyba mam też więcej wrażliwości kiedy widzę biedne i opuszczone kotki... 


Moi Przyjaciele - od czasu kiedy pojawił się Kubuś - już nie mają problemów z tym, co mi kupić 🎁 Podoba mi się wszystko, co ma związek z kotkami 🐱 A skoro mam kilka pięknych i przede wszystkim praktycznych prezentów - może i dla Waszych Przyjaciół staną się one inspiracją...


Jestem zachwycona asortymentem 👑 Skarpektowego Raju 👑  który z powodzeniem można nazwać również rajem dla kociarzy. Długo szukałam takiego miejsca, a kiedy już powoli traciłam nadzieję - znalazłam dokładnie to, czego szukałam! Szczególnie w czasie chłodnych i zimnych miesięcy to właśnie skarpetki z kotami staną się nieodłącznym elementem garderoby 😊 Z pewnością też wywołają uśmiech na twarzach wszystkich, którzy zobaczą na nasze stopy (potwierdzone!) 😊 Wybór skapertek jest bardzo duży, więc mogą być one doskonałym upominkiem nie tylko z okazji zbliżających się Świat Bożego Narodzenia 💖 Skarpetki są bardzo wygodne, przyjemne w dotyku. I tak oryginalne! Oczywiście można się pokusić o skapertek z typowo świątecznym akcentem 🎄🎁🎄


W związku z tym, że na ogół dużo odpoczywam 😉 ale też "trochę" pracuję - kiedy mam tylko wolniejszy dzień to śpię i śpię 😊 Oczywiście na poduszeczkach z poszewkami... W koty! 🐱 Poszewki na poduszki to kolejny pomysł na prezent, który, już spodoba się nie tylko właścicielom kotków. Doskonale do dekoracji! Bez wątpienia nadadzą pomieszczeniu nowego blasku 🌟🌟🌟


Jeśli do tej pory szukacie czegoś, co spodoba się właścicielom kotków - poszuwaknia można już uznać za zakończone, ponieważ w 👑 Skarpetkowym Raju 👑 znajdzie właśnie to, czego szukacie! 💖🐱 Sprawdźcie sami! 👈  

wtorek, 3 grudnia 2019

[WYWIAD] Irena Santor

[WYWIAD] Irena Santor
Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać Panią Irenę Santor. Cieszę się z tego spotkania, ponieważ zwykle poza tematem wiodącym - poruszamy również inne, ciekawe tematy... 


Pani Ireno, czy koncerty wciąż Panią cieszą?

Ależ oczywiście! Mimo wszystko, ciągle tak. Bardzo kocham złotą, polską, słoneczną jesień. Za to bardzo nie lubię deszczowych dni, bo wywołują u mnie przygnębienie, ale fakt, że która chce się ze mną spotkać i słuchać moich piosenek – jest bezcenny. Jestem komuś potrzebna. To, że muszę się zebrać, wsiąść do auta i jechać na koncert jest pewnego rodzaju koniecznością. Muszę jechać, bo tak mam zaplanowane. I to mi pomaga, mobilizuje do działania. Mam jednak pewien limit koncertów, nie przyjmuję wszystkich zaproszeń. 

Skąd bierze Pani swoje nieprzebrane pokłady energii?

Oj, to jest bardzo złudne. Mam swoje słabości. Wstaję rano, coś mnie strzyknie, coś zaboli... Moja energia wynika ze świadomości, że życie mam jedno i szkoda mi go na użalanie się nad sobą.

A co sprawia, że życie mniej boli. Miłość?   

Tak jak wszystkie kobiety – gdy byłam piękna i młoda, ulegałam zauroczeniom, zachwytom miłości romantycznej... Ale kobieta naprawdę dojrzewa do uczucia dopiero, gdy wyzwala się z tego zauroczenia. Wtedy okazuje się, że przyjaźń damsko-męska, w którą nikt nie chce wierzyć, a która istnieje – jest najważniejsza. I kiedy kobieta dojdzie do momentu, że jej ukochany jest jej najlepszym przyjacielem, w dobrym znaczeniu tego słowa, to jest to. Dopiero wtedy jest to prawdziwa miłość.
Czyli to, o co w gruncie rzeczy w całym życiu chodzi...

... ale to ma chyba szansę zdarzyć się dopiero w drugiej połowie życia, kiedy kobieta musi się oswoić z myślą o tym, że młodość niestety się kończy...

Niekoniecznie, ale dojrzewanie niesie za sobą świadomość tego, że człowiek przemija. I tak, z tym trzeba się umieć zmierzyć. Przemijanie to nie jest taka prosta sprawa. Skoro więc teraz jesteś piękna i młoda – ciesz się. A jeśli jesteś dojrzała, to przestań popełniać głupoty, bo nie warto. Jeśli w swoim przemijaniu znajdziesz miłość i przyjaźń – będzie ci łatwiej.

Godzi się Pani z własnym przemijaniem? 

Boli mnie ono, ale jest nieuniknione. I nie ma co krzyczeć, awanturować się i zaklinać czas. Trzeba mieć świadomość tego, że nawet jeśli nie zgodzimy się na przemijanie – ono i tak nadejdzie. Ale nie ma też powodu, żeby biernie się temu przyglądać. Trzeba żyć tym, co jest teraz.

Łatwo powiedzieć, znacznie trudniej zrealizować...

Ja długo się tego uczyłam, i w dalszym ciągu się uczę. Przemijanie jest trudną sprawą, ale godzę się na to.

A jaki jest dzisiaj Pani stosunek do życia?

Od dzieciństwa życie mnie zachwyca. Cieszę się faktem, że żyje. Kiedy dojrzewałam, to zaczęłam się przyzwyczajać do myśli, że to wszystko jest tylko na chwilkę. Chciałabym żyć do końca świata i jeden dzień dłużej, bo życie jest bardzo ciekawe. Przeżyłam je tak jak chciałam. Narobiłam też głupot, ale idealnych ludzi nie ma. Było, minęło. A jeśli to, co zrobiłam, nie pozostawiło w nikim zniechęcenia do mnie – to szczęście.

Czy z perspektywy przeżytych lat, „być” jest Pani zdaniem ważniejsze od „mieć”? 

Opieranie swojego życia tylko na tym, że się coś zdobędzie może dla kogoś ma sens, być może to jest celem. Ale mieć można zawsze. „Fortuna kołem się toczy” – słusznie mówi przysłowie, ale to BYĆ jest trwałe.   

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Rewelacyjne wyszczuplanie

Rewelacyjne wyszczuplanie
Bielizna wyszczuplająca to taki rodzaj bielizny, której może i większość z nas nie potrzebuje... Mimo to jej wybór jest ogromny! Te produkty chyba najbardziej są nam przydatne kiedy za miesiąc uroczysta gala albo ślub koleżanki, a my kupiłyśmy suknię, która byłaby idealna jeśli byśmy wykonały plan treningowy, ale niestety... W takiej sytuacji wybawieniem okaże się bielizna wyszczuplająca, która optycznie odejmie nam kilogramów, wysmukli sylwetkę i zatuszuje niedoskonałości...


Druga skóra?  

Optycznie zmniejsza brzuch, podnosi biust i pośladki. Eksponuje walory. Bielizna wyszczuplająca powinna być przede wszystkim niewidoczna pod ubraniem, nie powinna mieć szwów – powinna być jak druga skóra. Idealnie sprawdzi się podczas ważnych wyjść. Do wyboru mamy różne rodzaje bielizny wyszczuplającej - nie tylko body, majteczki i topy, ale także leginsy i modelujące sukienki – w zależności od tego, którą partię ciała chcemy wyeksponować. Najważniejsze, aby były wykonane z dobrej jakości materiałów. A jakość ma swoją cenę...


Optyczne cuda... 

Odpowiednio podkreśla figurę, jest przyjemna w noszeniu i bardzo wygodna, dzięki czemu można ją nosić cały dzień – jeśli jest taka potrzeba. Modelująca halka optycznie wyszczupli sylwetkę i odpowiednio podniesie biust. Wysokie majtki podnoszą pośladki, niwelują fałdki na brzuchu i maskują masywne uda. Gorset jest dobrym rozwiązaniem zarówno dla kobiet z mniejszym jak i większym biustem. Podniesie, powiększy i ładnie wyprofiluje biust.   


Szczerość względem siebie!

Źle dopasowana bielizna może powodować bóle brzucha, zaparcia, wzdęcia. Może być też przyczyną spłycenia oddechu, problemów z nietrzymaniem moczu oraz żylaków nóg. Nie kupujmy mniejszych rozmiarów – nie ma sensu się oszukiwać. W wyborze bielizny wyszczuplającej wybierajmy tej sam rozmiar bielizny, jaki nosimy na co dzień. Testowałam różne produkty z różnych firm... Produkty MITEX bardzo przypadły mi do gustu - są eleganckie, miękkie w dotyku i przyjemne w noszeniu. Zbliżają się Mikołajki... Gdyby ktoś nie miał jeszcze pomysłu na prezent to... 👙🎁


Pamiętajmy, że bielizną wyszczuplająca nie zastąpi aktywnego stylu życia. Powinna być pomocą w sytuacjach nadzwyczajnych, bo da natychmiastowy efekt, ale raczej nie powinnyśmy jej nosić każdego dnia... 

Zainspiruj się! 👙🎁

niedziela, 1 grudnia 2019

[WYWIAD] Po co chodzić na roraty?

[WYWIAD] Po co chodzić na roraty?
- Niekiedy widziałem dzieci z tornistrami, a rodziców z torbami z zakupami, którzy w codziennym zabieganiu znaleźli czas na udział w roratach. To piękne świadectwo, że w tej codzienności, można zawsze znaleźć czas dla Pana Boga - mówi ks. Dr Rafał Mocny, którego podpytam o sens Mszy Świętej roratniej...    


Według tradycji roraty to pierwsza Msza święta o wschodzie słońca, dlaczego właśnie roraty odprawiane są wczesnym rankiem?

Adwent jest wyjątkowym czasem przeżywanym w Kościele, czasem oczekiwania i przygotowania do przeżycia Bożego Narodzenia. Chrystus, który narodził się w Betlejem jest przedstawiany jako światło wschodzącego słońca, przychodzi jako ten, który może wyciągnąć człowieka z ciemności - kojarzonej z trwaniem w ciemności grzechu. "Wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają" Łk 1,78-79. Dlatego przychodzimy rano, aby trzymając w ręku lampion stawać się świadkami światła Chrystusa, które nosimy w sercu.

W niektórych parafiach roraty są również wieczorem. Jest to zamiennik porannej Eucharystii?

Roraty są Mszą św. celebrowaną ku czci Najświętszej Maryi Panny. Tradycyjnie była to Msza sprawowana o poranku i w wielu parafiach dalej tak jest. Jednak duszpasterze doświadczyli pewnie tego, że niełatwo było zachęcić do udziału przede wszystkim dzieci, które zaczynają swoje zajęcia szkolne może szybciej niż w minionym czasie. Dlatego zdarza się często, że Roraty są przenoszone na wieczór, albo późne popołudnie.

Jaki jest ich sens?

Nazwa pochodzi od łacińskich słów pieśni często śpiewanej na ich początku - Rorate caeli desuper - "Spuśćcie rosę, niebiosa". Eucharystia rozpoczyna się przy zgaszonych światłach - zapalają się one dopiero podczas uroczystego hymnu "Chwała na wysokości Bogu". Jest to jeden z nielicznych przypadków w roku liturgicznym, kiedy hymn ten śpiewa się każdego dnia - wyłącznie podczas Rorat. W czasie rorat razem z Maryją przeżywamy czas oczekiwania na przyjście Chrystusa. Dlatego czytania liturgiczne, głoszone kazania mają nas do tego przygotować.

Dlaczego tak ważne jest aby na roraty zabierać ze sobą lampion? 

Symbolika światła jest w chrześcijaństwie bardzo bogata. Na roratach zapala się dodatkową świecę - roratkę, która symbolizuje obecność czuwającej Maryi. Uczestnicy rorat mają zapalone świece lub lampiony, które nawiązują do czuwającej Maryi. Ich znaczenie można też odnaleźć w Ewangelii o pannach głupich i rozsądnych, oczekujących z lampami w ręku. Te mądre zatroszczyły się, żeby nie zabrakło oliwy, a te które "poszły sobie kupić" przeoczyły najważniejszy moment. Dlatego mając w ręku lampion możemy wypracować w sobie tą piękną cechę - oczekiwanie. Po roratach niesie się zapalone lampiony do domu, na świadectwo światła Chrystusa, będącego w naszym sercu.

Na roraty dość licznie przybywają dzieci. Czy możemy powiedzieć o ryzyku, że te dzieci za jakiś czas zwyczajnie "wyrosną" z uczestnictwa w Roratach?

Dzieci są szczególnie serdecznie zapraszane przez duszpasterzy. Księża z myślą o dzieciach przygotowują cykl katechez głoszonych przy okazji Rorat, ale oczywiście nie tylko dzieci są jedynymi uczestnikami tych Mszy. Najpiękniejszym sposobem przeżycia rorat jest przeżycie ich z całą rodziną. Dlatego mógłbym powiedzieć, że nie "wyrosną", ale "dorosną", do tego aby w przyszłości przyjść jako rodzice ze swoimi dziećmi. Znane są też duszpasterstwa, które organizują Roraty np. dla studentów lub innych szczególnych grup, ale Roraty są Mszą dla wszystkich.

Obowiązki, a niekiedy może nawet wygoda przyczyniają się do tego, że nie chodzimy na roraty. Czy wobec tego nie możemy przystąpić do Komunii św?

To prawda. Dzisiejszy świat ze swoją gonitwą jest bardzo zabiegany i czasami brakuje czasu na codzienne roraty. Niekiedy widziałem dzieci z tornistrami, a rodziców z torbami z zakupami, którzy w codziennym zabieganiu znaleźli czas na udział w roratach. To piękne świadectwo, że w tej codzienności, można zawsze znaleźć czas dla Pana Boga. Chciałbym też przytoczyć kilka przykładów z historii, które pokazują, jak bardzo zabiegani ludzie - jakimi byli królowie - bezwzględnie znajdowali czas na roraty. Dla przykładu, codziennego udziału w tej Mszy świętej przestrzegali królowie Zygmunt Stary i Zygmunt August, królowa Bona, Anna Jagiellonka i Marysieńka Sobieska. Zygmunt I Stary i Anna, jego córka, starali się o to, aby w kaplicy królewskiej na Wawelu roraty odprawiane były nie tylko w czasie Adwentu, ale przez cały rok raz na tydzień. Na ten cel przeznaczyli pewne fundusze i w 1545 roku utworzono, przy kaplicy zygmuntowskiej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi, specjalną kapelę śpiewaczą "rorantystów". Jeżeli królowie mieli czas na roraty, to cóż my moglibyśmy powiedzieć? Przykazania Boże i Kościelne mówią o obowiązku niedzielnej Eucharystii. Dlatego nie popełnia się grzechu nie przychodząc na Roraty w ciągu tygodnia.

Jak dobrze przygotować się do przeżycia adwentu i rorat?

W Ogólnych Normach Roku Liturgicznego i kalendarza, można znaleźć następującą definicję: "Adwent ma podwójny charakter. Jest okresem przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, przez który wspominamy pierwsze przyjście Syna Bożego do ludzi. Równocześnie jest okresem, w którym przez wspomnienie pierwszego przyjścia Chrystusa kieruje się dusze ku oczekiwaniu Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów. Z obu tych względów Adwent jest okresem pobożnego i radosnego oczekiwania". Dobre przeżycie Adwentu i rorat jest związane z rozważaniem tych dwóch prawd: obecności Chrystusa już teraz, prowadzącego nas przez życie, którego celem jest wieczność. Warto więc w tym bardzo krótkim czasie trochę się zatrzymać. Żeby nie dać się ponieść atmosferze Bożego Narodzenia, zanim te święta faktycznie się zaczną. Bo wtedy łatwo jest przeżyć Boże Narodzenie bez Boga… Czuwanie wypracowuje piękne cechy: pracę nad sobą, gotowość na spotkanie Pana z czystym sercem. Dlatego warto przeżyć Adwent uczestnicząc w roratach, przystąpić do Sakramentu Pokuty, czy wziąć udział w organizowanych przez parafię rekolekcjach. 
Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger