Dlaczego cierpimy? - Co odpowiedział Ojciec Święty?

Dlaczego cierpimy? - Co odpowiedział Ojciec Święty?

Kilka lat temu kiedy rozmawiałam z ks. Kaczkowskim - mówił o papieżu Benedykcie. Opowiedział historię, której nie znałam. Chodziło o cierpienie... Dziś szczególnie kiedy dowiedzieliśmy się o śmierci małego wojownika - warto przypomnieć to, co powiedział Ojciec Święty Benedykt w odpowiedzi na pytanie siedmioletniej Japonki...



"Benedykt XVI powiedział, że także on zadaje sobie pytanie, dlaczego ludzie muszą niekiedy tak cierpieć. W ten sposób papież odpowiedział we włoskiej telewizji na pytanie 7-letniej dziewczynki z Japonii o cierpienie, jakie przyniosło trzęsienie ziemi i tsunami.

W nadzwyczajnym wydaniu programu redakcji katolickiej "Na Jego podobieństwo" w pierwszym kanale telewizji publicznej RAI w Wielki Piątek Benedykt XVI odpowiadał pytania ludzi z kilku krajów.

Papież w odpowiedzi na pytanie małej Japonki o imieniu Elena o cierpienie i strach, jakiego doświadczyło wielu jej rówieśników w niedawnym kataklizmie, podkreślił: "Także ja zadaję sobie pytanie: dlaczego tak jest? Dlaczego wy musicie tyle cierpieć, podczas gdy inni żyją w wygodzie".

"I nie mamy odpowiedzi, ale wiemy, że Jezus cierpiał tak, jak wy, niewinny, że prawdziwy Bóg, który objawia się w Jezusie, jest po waszej stronie. To wydaje mi się bardzo ważne, chociaż nie mamy odpowiedzi, choć pozostaje smutek: Bóg jest po waszej stronie i bądźcie pewni, że to wam pomoże. I pewnego dnia może zrozumiemy też, dlaczego tak jest" - powiedział Benedykt XVI.

Następnie dodał: "W tym momencie wydaje mi się ważne, byście wiedzieli: Bóg mnie kocha, chociaż wydaje się, że mnie nie zna. Nie, kocha mnie, jest po mojej stronie i musicie mieć pewność, że na świecie, we wszechświecie wielu jest z wami, myślą o was, robią wszystko, co mogą dla was, by wam pomóc". "I miejcie świadomość tego, że pewnego dnia zrozumiecie, że to cierpienie nie było na próżno, nie było nadaremne, ale że za nim jest dobry plan, plan miłości" - podkreślił papież. "To nie jest przypadek. Bądź pewna, my jesteśmy z tobą, ze wszystkimi japońskimi dziećmi, które cierpią, chcemy wam pomóc modlitwą, naszymi uczynkami i bądźcie pewni, że Bóg wam pomaga" - mówił Benedykt XVI, odpowiadając na pytanie małej Japonki".

Źródło: info.wiara.pl
Fot.: SEBASTIEN BOZON / AFP
[WYWIAD] Obudź się i żyj!

[WYWIAD] Obudź się i żyj!

Wiosną wszystko budzi się do życia, co daje nam też nową energię do działania 😎 Jeśli połączymy to z pracą, która daje nam satysfakcję i zadowolenie - z pewnością jesteśmy po właściwej stronie mocy 😊 ale to tylko jedna strona medalu - oprócz życia zawodowego mamy życie prywatne, które też trzeba uporządkować... Oddaję głos Ewie Guzowskiej – psycholog, psychoterapeuta, coach 





Pani Ewo, wiosna, porządki wiosenne w szafie, ogrodzie i nierzadko – w życiu, w „nowym życiu”, które chcemy zacząć, życiu za którym tęsknimy... Wiosna to taki dobry czas aby zacząć od nowa?

Zdecydowanie, wiosną wszystko budzi się do życia. Cała natura budzi się z uśpienia. Może warto wykorzystać ten czas dla nas. Czasami warto pomyśleć, co w nas „umarłe” niepotrzebne, zbędne, a czego nowego nam potrzeba. Możliwości pojawiają się wówczas, kiedy dajemy odejść staremu. Wówczas to „nowe” ma szansę się pojawić, a zatem „nowe” idzie, a „stare” jedzie…

Motywacji do odrodzenia się nie powinno mam brakować, wystarczy, że przeanalizujemy siebie, ale jakie są najważniejsze powody do zmiany i rozpoczęcia „nowego życia”?

Myślę, że naprawdę przedwiośnie stanowi taki doskonały czas, by zastanowić się, co naprawdę możemy już spokojnie „puścić”, czego trzymanie nie przynosi nam już żadnych profitów.

Problem może być w nas. Nie potrafimy się cieszyć z naszych sukcesów, ciągle mamy jakieś oczekiwania, nie potrafimy kochać i akceptować siebie... Co w takiej sytuacji powinniśmy zrobić?

Wszystko co poza nami - zaczyna się w nas. Nic nie zmieni się, jeśli my nie zmienimy się. Taka jest natura rzeczy. Istotą życia jest ciągła zmiana. I tu może warto zadać sobie pytanie, czy jestem gotowa/y, na zmiany – czy wolę trzymać się tego, co wydaje się „pewne”, choć to tylko złudzenie. Złudzenia pomagają nam żyć, ale blokują nas przed prawdziwym życiem. Życiem w życiu, a nie obok życia…

Możemy zmienić się również dla kogoś, kto jest dla nas bliski i ważny. A jeśli trwa przy nas w trudnych momentach naszego życia to z pewnością nie dlatego, że oczekuje naszych sukcesów. Trwa, bo akceptuje, rozumie, kocha?

Punktem wyjścia powinniśmy być my sami. Każda zmiana powinna wypływać z naszego wnętrza, jeśli tak jest – wszyscy, włącznie z nami odczują tą zmianę. Jeśli będziemy dążyć do harmonii w nas samych, ta harmonia, będzie udziałem innych. Wszyscy jesteśmy połączeni, choć coraz rzadziej zdajemy sobie z tego sprawę.

Trudny moment życia, w którym być może aktualnie jesteśmy to przecież idealny moment na „nowe życie”. Tylko, że z drugiej strony – to wiąże się z pracą, realizacją planów, zadań... Łatwiej zrezygnować...  

Najbardziej odpowiedni moment do zmiany jest „tu i teraz”, a wiosna może nam pięknie towarzyszyć.  Kiedy podejmujemy decyzję o zmianie, wydaje się, że cały WSZECHŚWIAT nam „kibicuje” i to jest po prostu PIĘKNE.

Mimo czasem podejmowania prób budowania „nowego życia”, jest ono nieskuteczne. Dlaczego nam się nie udaje?

Mogą być różne powody. Współczesny człowiek jest bardzo niecierpliwy, nauczony, że jeśli coś sobie wymyśli, to idzie i kupuje to. Jeśli chodzi o „nowe”, ono tworzy się w swoim właściwym dla siebie procesie, niedorzeczne wydaje się przyśpieszanie tego, wówczas istnieje ryzyko utraty tego, co najbardziej piękne i niepowtarzalne.

Jak przezwyciężyć niepowodzenie, zniechęcenie?

Konsekwencja, konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja. I zachęcam, by wpleść w to trochę zabawy, wtedy łatwiej przychodzi, a zamiast trudu, odczuwamy dziecięcą radość.  To wspaniały dar, niezależnie od wieku, bowiem w każdym w nas jest  „wewnętrzne dziecko”. Bardzo ważną sprawą jest ciągła troska o niego, wtedy będzie nam wdzięczne…

Porażka jest przeciwieństwem sukcesu? Czy bardziej wskazaniem nad odpowiedniego kierunku działania?  

Nie ma porażek, jest tylko droga. Droga jest tym, co znacznie ważniejsze jest od celu. Warto o tym pomyśleć o tym w ten sposób, choć zgoła towarzyszy nam odwrotne myślenie.

Zmiana możliwa jest zawsze, każdy moment wydaje się być idealny?

Ten moment jest „TU i TERAZ” nie ma innego. Nie ma sensu, niczego przesuwać, odciągać. Ważne by w każdej minucie, sekundzie być obecnym w życiu, a ono – jest wspaniałym  drogowskazem – dla każdego z nas. Życzę wiele odwagi i ciągłego odrodzenia. Wszak umieranie dotyczy każdego dnia, by rodziło się NOWE…

Wiosna! Zacznij chcieć więcej!

Wiosna! Zacznij chcieć więcej!

Wiosna w pełni. Upragniona, wyczekana. Promienie słońca dobroczynnie wpływają na naszą skórę, ale przede wszystkim na samopoczucie. To pod ich wpływem uwalniana jest serotonina, która poprawia nasz nastrój. Więcej się uśmiechamy, jesteśmy bardziej wypoczęci, chętniej podejmujemy się nowych wyzwań, po prostu chce nam się więcej.




🌺 Włosy 

Po zimie powinniśmy zadbać o kondycję naszej skóry i włosów. Doskonałe do tego będą kosmetyki w formie olejków, które są bogate w witaminy i nienasycone kwasy tłuszczowe, dodatkowo delikatnie pielęgnują skórę, nawilżają i odżywiają. Chronią również przed działaniem wolnych rodników. Rossmann proponuje nowy olejek do włosów o zmysłowym kokosowym zapachu Isana (11,99zł/100ml). To lekki olejek zawierający formułę pielęgnacyjną z olejami kokosowym i awokado. Ma świeży i przyjemnie słodki zapach. Zapewnia włosom odżywczą pielęgnację i ułatwia ich rozczesywanie, jednocześnie ich nie obciążając. W efekcie włosy są lśniące i elastyczne. Olejek ma cztery zastosowania: intensywnie pielęgnuje przed myciem włosów, po myciu włosów nadaje im połysk i elastyczność, a także można go stosować na suche włosy w celu wykończenia fryzury i jako środek do pielęgnacji końcówek włosów, zapobiegający ich rozdwajaniu się.


🌺 Usta 

Do ust proponujemy olejek Alterra Malina Bio (9,99zł/10ml), który zawiera potrójny kompleks olejów: z oliwek, jojoba i rycynowy. Ten przezroczysty balsam nada ustom wypielęgnowany wygląd i jedwabisty połysk. Zmiękcza, natłuszcza i nawilża. Dzięki ekstraktowi z malin słodko pachnie i wygładza usta.

🌺 Dłonie 


Nie od dziś wiadomo, że zadbane dłonie, to wizytówka zadbanej kobiety. Nie wymaga to skomplikowanych zabiegów, już w domowym zaciszu można stworzyć sobie małe SPA. Przy pomocy nowego pilnika For Your Beauty Sensitive (4,49zł/1szt.) pielęgnacja dłoni rozpocznie się od zadbania o paznokcie. Wyróżniają go drobnoziarniste powierzchnie, umożliwia szczególnie delikatną pielęgnację wrażliwych paznokci. Następnie pozostaje tylko pomalować paznokcie na ulubiony kolor i spryskać je nowym osuszaczem Rival de Loop Quick Dry (8,49zł/50ml). Preparat osusza lakier do paznokci w krótkim czasie. Wystarczy polakierować paznokcie, odczekać 30 sekund, po czym z odległości ok. 15 cm ostrożnie spryskać paznokcie sprayem. Gwarantuje piękny połysk lakieru, bez smug i rys.



Wszystkie produkty z łatwością zmieszczą się do torebki lub kosmetyczki, można je więc zabrać ze sobą wszędzie i po prostu mieć pod ręką.

Informacja prasowa: Rossmann
[WYWIAD] Szkoda tracić czas na głupoty

[WYWIAD] Szkoda tracić czas na głupoty

Wywiad ten przeprowadziłam w 2017 roku. Dziś wracam do tego, co powiedział Krzysztof, ponieważ jest to człowiek uparty, ale dobry, który w ringu potrafi zamienić się w bestię 😎 



Krzysztofie, już wiele miesięcy minęło od Twojej walki z Drozdem. Przyzwyczaiłeś nas przez te cztery lata, że zawsze wracasz z pasem... Ciężko było zacząć normalnie żyć po porażce? 

To był trudny czas i ciężko było zacząć znowu normalnie funkcjonować. Cztery lata były wspaniałe, piękne i ten czas mógłby trwać nadal – gdyby nie moja głowa i problemy, z którymi w tamtym czasie walczyłem. Moja głowa była gdzieś w chmurach. Nie potrafiłem przestać myśleć o problemach i skupić się na treningach i tym, co było dla mnie ważne sportowo w tamtym czasie.

Przygotowania do walki z Drozdem różniły się od przygotowań do wcześniejszych walk?

Nie, byłem po prostu słaby psychicznie. Problemy, które mnie dopadły  nie mogły mi w żaden sposób „pomoc” w ringu.

Po porażce poleciały łzy? 

Nie. Miałem w sobie ogromną złość, w środku. Łzy leciały dużo wcześniej i po walce już chyba ich nie było... Miałem niesamowita złość w swoim sercu. To był taki czas kiedy dużo się działo przed walką. Najlepiej gdyby tamta walka odbyła się dwa, trzy miesiące po wyznaczonym terminie. No, ale, niestety...

W jednym z wywiadów po walce powiedziałeś, że zaczniesz współpracę z psychiatrą. Tak było? 

Przez trzy miesiące współpracowałem z psychiatrą. Był to bardzo dobry czas, który korzystnie wpłynął na moje życie. Każdego człowieka w jakimś momencie dopada handra, złość, niemoc. I chyba każdy ma takie momenty, że życie zaczyna „boleć”, że stajemy się bezradni, ale na szczęście w tym wszystkim nie zostajemy sami – mamy rodzinę, przyjaciół. Podkreślam: Nie zostajemy sami – to jest bardzo ważne. 

Właśnie, obecność... Nie musimy spotykać się co dzień, abyś widział, że możesz na mnie liczyć...

Dokładnie. Mam przy sobie takich ludzi. Jest ich garstka, ale są. Nie chodzi o kogoś, kto fałszywie poklepie po plecach, ale o ludzi, którzy z czystej sympatii i miłości potrafią dobrze doradzić.   

Mówisz o przyjacielach. Jak zdefiniujesz prawdziwą przyjaźń?

Ciężko zdefiniować zagadnienie prawdziwej przyjaźni. Myślę, że nie ma dobrej definicji. Prawdziwą przyjaźń rozumiem jako wyjątkową relację między dwojgiem ludzi. Relację, która bez względu na to, czy dzieje się dobrze czy źle – będzie trwać. Cokolwiek by się nie działo, w jakichkolwiek zawiłych sytuacjach byśmy się nie znaleźli – nasi przyjaciele zawsze będą. Też nie chodzi o to, aby ze wszystkim się zgadzać. Jakiś czas temu przez telefon miałem małe spięcie z moim serdecznym przyjacielem. Później się spotkaliśmy, wyjaśniliśmy sobie pewne kwestie. Nikt na nikogo nie były obrażony, nie było żadnego żalu. Przyjaźń to relacja, która musi być bezwzględnie budowana na zaufaniu. Innej możliwości nie ma, jeśli ma być prawdziwa i szczera.

Jesteś dobrym przykładem tego, że każdy dołek jest do pokonania...

Nie ma takiego dołka, z którego nie dałoby się wyjść, ale czasami ludzie się gubią, zatracają. Myślą, że są w takiej sytuacji, z której nie ma już żadnego wyjścia, nie ma dla nich ratunku. Takie myślenie nie jest pomocne. Moim ratunkiem jest sport.

Niewiele osób zna nasze problemy, a nasze życie na portalach społecznościowych może się znacznie różnic od prawdziwego życia... Nikt przecież nie publikuje smutnych zdjęć... 

Często pod przykrywką uśmiechu albo dobrego samopoczucia nie ujawniamy tak naprawdę tego, co kryje się wewnątrz nas. Mało kto wie jakie myśli tworzą się w głowie, po jakich przejściach jesteśmy, z czym się aktualnie zmagamy... To, że się uśmiechamy wcale nie znaczy, że w naszym życiu jest idealnie i nie mamy żadnych problemów. Na portalach społecznościowych możemy kreować siebie takich, jakimi byśmy chcieli być.

Mimo wielu zajęć, treningów, znajdujesz czas na spotkania z młodymi ludźmi, bierzesz udział w akcjach charytatywnych... Co przekazujesz podczas tych spotkań? 

Zwykle pokazuję kilka ciosów i prezentuję krótki trening. Są to spotkania na których pokazuje im jak wygląda przede wszystkim przygotowanie do treningu. Ćwiczymy razem, pokazuję im różne chwyty.  Później to już oni mają mnóstwo pytań, jest czas na robienie zdjęć, autografy. Mówię o motywacji, o dążeniu do celu, wsparciu. To bardzo ważne, że nawet po przegranej walce jest ktoś, kto nas nie przekreśla. Ktoś, kto pocieszy... Dawniej jeździłem też na kolonie dla dzieci, które organizował Polski Czerwony Krzyż. Jeśli tylko mam czas i możliwości – staram się uczestniczyć w różnych akcjach.

Miałeś taki czas, kiedy myślałeś o zakończeniu kariery?

Kilka lat temu. Na szczęście jakoś się podniosłem.

Motywacja. Gdzie jej szukasz?

Sam sie  nakrecam, sam się motywuje. Życie jest za krótkie żeby interesować się i zaprzątać sobie głowę głupotami. 

Czytasz komentarze po swoich walkach? 

Nie czytam żadnych komentarzy, wypowiedzi. To nie ma sensu. Szkoda na to czasu.

Do tej pory występowałeś na dużych imprezach. Ciężko było przestawić się na gale organizowane w Polsce?

Ująłbym to tak - coś się kończy, coś się zaczyna. Zamknąłem stary rozdział, a otworzyłem nowy. Trzeba sobie radzić w inny sposób. Nie uważam żeby jedna walka przekreśla zawodnika, stawiała go na ostatnim miejscu. To nie jest prawdą, że skoro przegrał to już nic nie pokaże w ringu. Zawodnik dalej jest cenny, groźny, widowiskowy - mimo porażki, która poniósł. Jestem elastyczny – nie miałem problemu z tym, aby znowu występować w kraju. Lubię polską publiczność, lubię to skromniejsze otoczenie.

Czy to nie było tak, że trochę lekceważyłeś przeciwników kiedy byłeś mistrzem świata?  

W ostatniej walce z Fragomenim troszeczkę go zlekceważyłem, ale on już w ringu nie był taki „świeży”. Kiedy walczyłem w obronie pasa – czułem się mocny, byłem zawsze bojowo nastawiony. W tamtej walce akurat wiedziałem, że Fragomeni mi nie zaszkodzi.

Na razie jeszcze jakąś drogę musisz pokonać, aby zdobyć znowu tytuł mistrza świata. Te walki też są po to, abyś sam sobie coś udowodnił?     

Udowodnić samemu sobie, że jeszcze mogę coś w ringu zrobić. Jak to się wyszlystko zmienia... Kiedy byłem nastolatkiem to człowiek, który miał trzydzieści kilka lat był już dla mnie starszym człowiekiem. Dziś sam mam ponad trzydzieści lat. Moja mentalność i patrzenie na świat, na innych się zmienia. Patrzę sam na siebie...

Wow! Dalej boksuje! (śmiech)

(śmiech) dokładnie! Mam doświadczenie, trochę bardziej chłodniejszą głowę, jest fajnie. Przypomniała mi się taka historia... Kiedy chodziłem do szkoły podstawej, rozmawiałem z nauczycielka polskiego. Opowiadałem pani, że spotkałem się ze starszym człowiekiem, ale w pewnym momencie pani się zapytała „Ile lat miał ten starszy człowiek? Odpowiedziałem, że trzydzieści pięć, może trzydzieści siedem... Nauczycielka opowiedziała „dziękuję Ci, Krzysztofie”. Ta pani była wtedy w takim wieku... To pokazuje jak zmienia się nasze spostrzeganie świata i nas samych. 

Mówiliśmy o spotkaniach z dziećmi i młodzieżą, ale miałeś i taki czas kiedy jeździłeś na spotkania z więźniami. O czym im mówiłeś? 

Przede wszystkim o tym, że jest inne życie, że można inaczej funkcjonować.

Kiedy zaczynałeś boksować – marzyłeś aby być docenianym sportowcem. Marzenie się spełniło...  

Chciałem być dobrym sportowcem. W jakimś sensie chciałem być też autorytetem dla dzieci i młodzieży. Zawsze chciałem dobrze, godnie reprezentować nasz kraj.

Cel na Nowy Rok już jasno określony? 

Doprowadzić do walki o mistrzostwo świata i zdobyć pas. To jest mój cel.

Myślisz powoli o zakończeniu kariery bokserskiej? 

Na razie nie myślę, ale chciałbym jeszcze boksować pięć lat.

Cel i ciężka praca zawsze przynoszą efekty... 

Zgdza się. Trzeba samemu się motywować, wyznaczać sobie nowe cele. Nie można tkwić w miejscu. Trzeba ciągle iść do przodu.

Źródło: Magazyn Trenera  
Panie, nie pozwól mi tego zepsuć!

Panie, nie pozwól mi tego zepsuć!

Historia Grzegorza Kleszcza – sztangisty, trzykrotnego olimpijczyka pokazuje jak łatwo się zgubić w świecie, w którym brakuje odpowiednich wzorców. To historia o drodze na szczyt, drodze przez porażki, naukę i nowe doświadczenia... 


Dziś Grzegorz jest szczęśliwym mężem i ojcem. Trenuje w jednym z podwarszawskich klubów, udziela się społecznie i charytatywnie. Każdą wolną chwilkę najchętniej spędza z żoną i dziećmi. Grzegorz mówi o wartościach, którymi żyje i które chce przekazać synkowi i maleńkiej córeczce. Mówi o wartościach, których sam nie poznał w domu rodzinnym ...

Z alkoholem po sąsiedzku


Dzieciństwo i wczesne lata Grzegorza Kleszcza można określić jednym słowem – patologia. W jego najblizszym środowisku było dużo alkoholu, a w związku z tym, że mieszkał naprzeciwko baru – widział, co się tam dzieje. Bójki, przekleństwa i agresja – codzienny widok małego chłopca. Grzegorz doświadczył przemocy nie tylko zewnętrznej – od znajomych z podwórka, ale również w  domu. Nie miał wzorcowej rodziny, nie miał przykładu dobrego, uczciwego, szczęśliwego życia rodzinengo. Sam chyba wtedy nie wierzył, że można wieść szczęśliwe życie. Dziś rodzina to dla niego świętość. W tamtym czasie również młodzi chłopcy w okolicy w jakimś stopniu doświadczali przemocy, która w końcu rodziła agresję. Wiadome, że trzeba było ją gdzieś „wyładować”. Długo jednak nie dało się wytrzymać w takiej atmosferze. Grzegorz zaczął uciekać z domu. Chciał zmienić swoje życie, znajomych. Chciał się uwolnić od patologii, którą miał na codzień.

W drodze do marzeń


W wieku 11 lat zaczął trenować, wyjeżdżać na obozy. „Muszę być silny aby przetrwac” – stało się niejako jego życiowym mottem. To właśnie częste wyjazdy i obozy sprawiły, że zaczął widzieć nowe perspektywy, poznawać życie, o którym do tej pory mógł tylko marzyć. Mimo to – przeszłe życie i nawyki – pozostały. Ten problem jakby z przeszłości – nawet w nowym życiu pozostawał problemem, na który – zdawało się, że nie ma lekarstwa. Impreza bez używek – to nie impreza. Do tego wszystkiego dochodziła jeszcze agresja. Sportowa szansa powoli odchodziła na dalszy plan...


Życiowy sukces i porażka


Dopiero kiedy zrozumiał po co jeździ na obozy – przyszły pierwsze sukcesy. Nic nie przychodzi łatwo, bez treningów, dlatego solidne ćwiczenia i systematyczna, ciężka praca doprowadziły go do mistrzowskiego poziomu. W wieku 19 lat został mistrzem świata juniorów. Był to tym większy sukces, że w ciągu ostatnich siedmiu lat nie było w kraju żadnego mistrzowskiego tytułu. Bóg obdarzył Grrzegorza wielkim talentem do podnoszenia ciężarów. Nie były mu potrzebne żadne używki, wspomagacze, ale ale w tamtym czasie tego nie rozumiał. Sława nie trwała zbyt długo. Brak odpowiednich treningów i przygotowania sprawiały, że motywacja do ćwiczeń była zbyt słaba. Niedługo po sukcesie został przyłapany na dopingu. Zawieszony w podnoszeniu ciężarów. Powoli zaczynało się szare, zwykle życie – bez hoteli, samolotów, imprez, kobiet...

W Pekinie się zaczęło...


Ks. Edward Plen – krajowy duszpasterz sportowców, który – żartobliwie można powiedzieć - jest wszędzie, był również w czasie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku. Zapraszał sportowców na spotkania modlitwie, ale Grzegorz nigdy z zaproszeń księdza nie skorzystał. W czasie zawodów był w bardzo trudnej sytuacji – w pierwszym podejściu nie zaliczył 232kg w podrzucie. Drugiego podejścia również nie zaliczył. Przed trzecim podejściem wypowiedział słowa, które stały się modlitwą i prośbą do Boga, którego ciągle szukał – „Panie, nie pozwól mi tego zepsuć”. W trzecim podejściu podwyższył do 234kg. Sukces! Modlitwa, która wypowiedział była początkiem jego nawrócenia.


Dramatyczna codzienność


Sport był całym jego życiem, pasją, ale kiedy go zabrakło – znowu zaczął się dramat. Nie było już imprez, kolegów, wyjazdów. Beztroskie życie młodego sportowca legło w gruzach. Nie widział żadnych perspektyw do życia. Szansa za wielkie sukcesy prysnęła jak bańka mydlana. Koniec. Tylko, że koniec w tym przypadku oznaczał początek! Niedługo po dramatycznych przejściach, na rekolekcjach poznał o. Jamesa Manjackala. To jemu zawdzięcza to, kim jest dzisiaj.

Bóg Ojciec Miłosierny


Nawrócenie jest procesem, ale Bóg nigdy nie jest obojętny na głos naszej modlitwy. W ciągu ostatnich kilku lat zmieniło się bardzo dużo. Kiedyś potrafił krytykować ksiezy i Kościół – mimo, że starał się zawsze szanować drugiego człowieka. Dziś  Grzegorz ma jasny cel. Kiedyś krecił się niejako  wokół własnej osi – nie wiedział co ze sobą zrobić. Stara się być lepszym człowiekiem. Głosi dobroć Chrystusa – On uratował go z drogi, która prowadziła tylko w jednym kierunku – do zatracenia.

Za co dziękuję Bogu?

Za co dziękuję Bogu?

- Obiecuję, że dam z siebie wszystko i zrobię wszystko, aby pas wrócił do Polski! Vedi, Veni, Vivi – mówił Kamil Szeremeta (17-0, 3 KO) przed walką o mistrzostwo Europy. Białostocki bokser na gali w Rzymie pokonał faworyta gospodarzy. 



Alessandro Goddiego (33-2-1, 16 KO) nie zdołał się otrząsnąć po huraganie ciosów, które przygotował dla niego nasz zawodnik. Pierwsze sekundy drugiej rundy okazały się dla Włocha końcem walki. Piękne zwycięstwo i spełniona obietnica Kamila Szeremety to również niezapomniane emocje dla kibiców. Dzień 23 lutego to polskie święto boksu. Mamy kolejnego mistrza Europy w kategorii średniej. Bez wątpienia z Rzymem Kamil będzie miał piękne wspomnienia, chociaż jedno sprzed lat, było również piękne. – Kiedyś byłem w Watykanie i akurat podczas audiencji papież Benedykt XVI pozdrowił Polaków. Było to niesamowite przeżycie – wspomina.

Zanim jednak doszło do walki o mistrzostwo Europy, która dla Kamila od wielu miesięcy była marzeniem, mogliśmy przyglądać się temu, co działo się na ringu w kraju. Nie bez echa odbyła się walka Szeremety z Jackiewiczem, który często prowokował młodego zawodnika. – Postawa Szeremety zachwyca tylko jego samego – mówił były mistrz Europy wagi pośredniej. Ogromne emocje i dużo złej krwi towarzyszyło rywalom nie tylko podczas ważenia przez galą, ale i w czasie przygotowań. W kwietniu 2015 roku panowie spotkali się w ringu, obydwaj pewni tego, że wygrają tę wojnę. Rafał Jackiewicz często swoimi wypowiedziami zachęcał

Kamila Szeremetę do brutalnej wojny na słowa, ale każdy kto zna Rafała Jackiewicza wie, że on taki jest. – Kim jest Szeremeta, który mówił, że się go wystraszyłem? – pytał Jackiewicz. W dniu 18 kwietnia doszło w końcu do długo wyczekiwanej walki. Szeremeta vs Jackiewicz, Gala Wojak Boxing Night, Legionowo. Kamil Szeremeta na punkty pokonuje Rafała Jackiewicza. – Pomimo jego wieku nadal jest niezłym kocurem. Zrealizowałem plan taktyczny nakreślony przez trenera, chociaż i tak mogłoby być lepiej – powiedział po zwycięskiej walce. I wszystko jest już jasne, wygrywa lepszy. Czy dziś panowie ciągle mają problem kiedy się widzą? - Między mną a Rafałem jest już zgoda – mówi Kamil. – Topór wojenny zakopany, a kiedy czasem widzimy się na sali w Knockout Gym, gdzie na co dzień trenujemy, to podajemy sobie rękę – dodaje.

Blisko rok po walce z Jackiewiczem, Szeremeta krzyżuje rękawice z Ukraińcem również podczas gali w Legionowie, 20 lutego 2016. Artrem Karpets, niepokonany na zawodowych ringach przegrywa w piątej rundzie przez techniczny nokaut, a Kamil Szeremeta odnotowuje kolejne zwycięstwo. – Karpets jest boksem dobrym technicznie, dość mobilnym, ale za ciężko trenowałem aby mieć jakieś wątpliwości – skomentował na kilka dni przed walką. Czy zwycięstwo smakuje lepiej, kiedy wygrywa się z zawodnikiem, który dotąd był niepokonany? – Była to walka jak każda inna – wspomina Kamil. – Dobrze się przygotowywałem, dawałem z siebie 100 proc. tak jak zawsze. Wygrałem przed czasem i z tego się cieszę, aczkolwiek stać mnie na dużo więcej – wyjaśnia bokser.

Droga po pas 


O walce o mistrzostwo Europy w wadze średniej mówiło się od dawna. Kamil wiele razy mówił, że wie czego chce. Jego marzeniem było zdobyć pas, ale jak się okazało droga od obozu przygotowawczego w Zakopanem w 2017 do gali w Rzymie, w lutym 2018 to długi czas, pełen niewiadomych. W sierpniu ubiegłego roku zawodnicy uczestniczyli w obozie. Kamil znany jest z dobrego humoru, który również udziela się wszystkim dookoła. Na swoim profilu na portalu społecznościowym podzielił się krótkim nagraniem, które streszczało to, co się dzieje podczas wypraw w góry. Filmik szczególnie wśród sympatyków sportów walki był szeroko komentowany. – Biegi mieliśmy co drugi dzień, a moim partnerem w wyprawach w góry był Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, także mieliśmy wesoło – wspomina ze śmiechem Kamili. I kontynuuje: - Obydwaj lubimy żarty i śmiech, a ciężkie treningi w takiej atmosferze stają się przyjemniejsze. Obóz uważam za bardzo udany, ale boks to ciężki kawałek chleba... Po obozie stało się coś, czego wolelibyśmy nie przyjmować do wiadomości. Walka o mistrzostwo Europy nie odbędzie się w listopadzie, jak było to zaplanowane, ale przełożona jest na styczeń. – Wykurzyłem się – wspomina bokser. – Ale co mogę zrobić? Zaakceptowaliśmy kolejną zmianę – mówił. Mija kilka tygodni i znowu historia się powtarza. Walka zaplanowana na styczeń odbędzie się w lutym.

Powodem takiej decyzji okazała się kontuzja Emiliano Marsili, który miał boksować podczas tej samej gali. Kamil Szeremeta przyznaje, że największym problem były ciągle zmieniane daty gali. Przyznaje, że były to najcięższe przygotowania w życiu, że przeszedł piekło podczas treningów, ale zapewnia, że pokaże to wszystko w ringu. Oczekiwanie na walkę, solidny obóz i perypetie na drodze do zwycięstwa przeszedł młody bokser z Białegostoku. - Listopadowy termin był bardzo dobry, ponieważ miałem cztery miesiące na przygotowanie. Byłem bardzo zadowolony z tego, że mogłem przejść cały obóz przygotowawczy – wspomina. I dodaje – Nigdy w życiu tak długo nie przygotowywałem się do jednej walki. Kiedy ona już przyjdzie, to będę dosłownie przegotowany, ale nic mnie nie powstrzyma. Przywiozę pas do Polski. Nadszedł dzień długo wyczekiwanej walki. Skończyła się zanim zaczęła się na dobre. Kamil zrobił to, co zapowiadał. – Dziękuję Bogu, że obyło się bez kontuzji. Nie mam żadnych obtarć czy siniaków. Wszystko poszło lepiej niż się spodziewałem – powiedział niepokonany, nowy mistrz Europy w wadze średniej.   

Zwycięstwo nad Włochem Alessandro Goddim było największym sukcesem w zawodowej karierze młodego boksera. Sukces podczas gali w Rzymie na pewno będzie miał duży wpływ na pozycję niepokonanego zawodnika w najważniejszych światowych zestawieniach. Aktualnie Kamil Szeremeta zajmuje 19 miejsce w zestawieniu najlepszych bokserów wagi średniej na świecie. Awansował o 16 pozycji w rankingu portalu statystycznego Boxrec.

Obozy przygotowawcze, treningi, sparingi, walki, wyjazdy – tak w skrócie wygląda życie zawodowego pięściarza. W przypadku Kamila Szeremety jest inaczej, bo to nie boks stawia na pierwszym miejscu, ale rodzinę – przede wszystkim żonę i córeczkę, dla której wywalczył pas. - Żona, córeczka i rodzina jest na piedestale! Boks jest ważny, ale najważniejsza jest rodzina i zdrowie – podkreśla Mistrz Europy. I wyjaśnia, że nie chodzi nawet o jego dobre zdrowie i szczęście, ale przede wszystkim o szczęście bliskich. – O to się modlę każdego wieczoru – dodaje. Nieocenionym wsparciem dla boksera jest żona Ania. Kamil wielokrotnie powtarzał, że to rodzina jest dla niego najważniejsza, a żona rozumie, że musi on wyjeżdżać do Warszawy na treningi, bo tylko w stolicy może szkolić swoje umiejętności pod okiem specjalistów. – Moja żona wie, że czasem trzeba wyjść poza strefę komfortu po to, aby coś w życiu osiągnąć – wyjaśnia.

Najpierw ślub, później urodziny Amelki odmieniły życie niepokonanego pięściarza. Kamil przyznaje, że szaleje na punkcie córeczki. - Nie jest łatwo wyjeżdżać z domu, zwłaszcza teraz kiedy mam malutką córeczkę. Często jest mi smutno kiedy o nich pomyślę, bo nie mogę być z nimi w tym momencie. Są to trudne chwile, ale wiem, że to co robię to robię dla nich. Dla nich żyję. Trenuję, walczę po to, aby one miały w życiu lżej, aby niczego nigdy im nie brakowało – mówi.

- Byłem przy Ani kiedy rodziła i widziałem ile kobieta daje z siebie aby zostać mamą. Widziałem też ile jest w tym bólu i dziś mogę powiedzieć jedno: nie ślub, ale bycie przy sobie kiedy rodzi się dziecko utwierdziło mnie najbardziej w tym, że kocham swoją Anię nad życie i jestem szczęśliwy, że Bóg połączył nasze drogi, bo nigdzie indziej nie znalazłbym lepszej żony – mówi.   

Jednak życie sportowca to nie tylko sukcesy, chociaż w przypadku Kamila ciężko mówić o porażkach, to jednak są momenty, kiedy zastanawia się czy to, co robi ma sens. - Nigdy nie miałem obaw związanych z uprawianiem boksu. Jest to praca jak każda inna. Niesie za sobą zarówno korzyści jak i straty zdrowotne – mówi bokser, chociaż przyznaje, że miał już ciężkie momenty w sportowym życiu kiedy zaczął się poważnie zastanawiać czy nie skończyć ze sportem. – Zastanawiałem się nad tym, czy nie lepiej zostawić sportu i znaleźć „normalną pracę”. Nie ukrywam, że chodziło o finanse. A jakie są realia w boksie to większość pewnie wie – opowiada Kamil. – Dziś jest już lepiej – przyznaje. - Mam duże grono ludzi, którzy mi pomagają – dodaje.

Zwątpienie jednak powraca co jakiś czas. – Pojawiają się myśli i pytania, po co to robię. Czy nie lepiej byłoby mi iść do pracy na osiem godzin? Kiedy jednak pomyślę o swoich marzeniach, o pasji, o sławie, jaką mogę zdobyć przez ciężkie treningi, zdobywając kolejne tytuły – wątpliwości znikają. A jakie jest teraz marzenie? Kilka miesięcy temu było to zdobycie tytułu mistrza Europy, a dziś? – Moim marzeniem jest zapisać się w historii sportu jako dobry zawodnik – mówi Kamil. 

Kiedy przychodzi chwila zwątpienia nie tylko myśli kieruje do żony, rodziny, przyjaciół, którzy są dla niego największym wsparciem, ale też myśli o ludziach, tych, których nawet nie zna. Myśli o biedniejszych, słabszych, chorych. – W takich chwilach kiedy zaczynam narzekać, że boks jest tak ciężkim, pełnym wyrzeczeń sportem, że są ciężkie treningi i wszystko mnie boli, zaczynam myśleć o ludziach, którzy naprawdę są biedni. Myślę też o tych, którzy są chorzy i dali by wszystko, aby móc potrenować boks czy zająć się innym sportem – wyjaśnia. Kamil Szeremeta przeszedł ciężką drogę by dziś być w miejscu, w którym jest, ale potwierdza, że marzenia się spełnia.

Źródło: Tygodnik Idziemy  
Kobiecość jest siłą!

Kobiecość jest siłą!

Czy jestem kobieca? I co to znaczy? Możemy być częstymi gośćmi w salonach urody i kupować ciuchy u znanych projektantów, ale prawdziwy kobiecy urok to więcej niż makijaż, obcisła spódniczka i buty na wysokim obcasie.




– Kobiecość to dar, który otrzymałam, nie mogę go więc nie rozwijać – mówi s. Beata Zawiślak, urszulanka. – Oczywiście, kobiecość siostry zakonnej różni się od kobiecości matki czy żony, ale jest równie piękna i owocna. Cieszę się, że jestem kobietą, bo dla mnie to przede wszystkim otwarcie się na drugiego człowieka. Realizuję się w pełni przez służbę, którą bardzo lubię – to jest pracę z tymi, których Bóg postawi na mojej drodze. Z każdym mogę dzielić się sobą, swoim czasem, talentami, radością, a także prowadzić ich do świętości. To jest moje bycie kobietą, siostrą, matką i przyjaciółką.

– Pracuję w wojsku, gdzie jest tylko 5 proc. kobiet. Gdzie się obejrzę, tam mężczyzna. Jako kobieta mogę im pokazać, jaka siła jest we mnie – w tym trudnym zawodzie, jakim jest służba ojczyźnie. Odnalazłam się w miejscu, gdzie nie każda kobieta, ale również nie każdy mężczyzna daliby radę. Często w rozmowie z mężczyznami wskazuję im na nasz odmienny sposób myślenia. Kobieta żołnierz musi dwa razy więcej wykazać się przed dowódcami, niż koledzy – opowiada Lucyna Podgórska.

– Pomagam innym, bo taka jest natura mojej pracy. A jak realizuję swoją kobiecość? Jestem mamą, spotykam się z koleżankami przy kawie, gotuję dla bliskich. Mam kilka zapachów perfum na różne okazje. Nie zawsze się maluję, ale zawsze w wyglądzie musi być jakaś świeżość – mówi Alicja Czerniak, pielęgniarka.

Męskim okiem

– Dla mnie kobieta jest piękna wtedy, kiedy w każdym stroju i w każdej sytuacji wzbudza zachwyt – czy zmywa naczynia, czy jest wystrojona na galę. Lubię, kiedy jest zadbana, umie wyeksponować swoje walory, jest zalotna i seksowna. Kobietom dziś wydaje się, że piękno kryje się w powiększonych sztucznie ustach i biustach, o rzęsach już nie wspomnę. To ślepy zaułek: kobiecości nie kupi się za pieniądze. Między dbaniem o siebie a oszpecaniem własnego ciała leży cienka granica. Pewne rzeczy wręcz obrzydzają. Natomiast cieszy wzrastająca liczba kobiet w klubach sportowych. Dziewczyny uprawiające sporty walki też potrafią być kobiece, pod warunkiem, że nie mają barków większych od moich 😎 – mówi Mateusz „Master” Masternak, bokser zawodowy. – Lubię być rycerzem dla kobiety potrzebującej pomocy. Nie lubię kobiet samowystarczalnych. Nie chodzi mi o zaradność, ale, moim zdaniem, prawdziwa kobieta potrzebuje faceta... i w drugą stronę oczywiście też to działa.

– Imponuje mi kobieta, której więź z Bogiem jest silniejsza od więzi z ludźmi, których kocha najbardziej, która ma świadomość swojej godności ukochanej córki Boga, która jest wrażliwa moralnie, która kocha ofiarnie i mądrze jednocześnie, która z miłością i szacunkiem odnosi się do wszystkich ludzi, ale wiąże się tylko z tymi, którzy też kochają – wskazuje ks. dr Marek Dziewiecki, rekolekcjonista i psycholog.

– Kobieta jest piękna wtedy, kiedy potrafi przekazywać dobro i miłość. Piękno jest wtedy, kiedy potrafimy się czymś dzielić z drugim człowiekiem – mówi Kuba Malinowski, szef rodzinnej firmy.

– Zdecydowanie kobieta powinna być osobą pogodną, umiejącą zarażać tym innych, mieć swoje zdanie, zasady moralne i pasje, ale nie narzucać ich innym. Musi dbać zewnętrznie o siebie, bo obie sfery są równie ważne... Zaniedbując jedną, nie nadrobi się drugą – zauważa Piotr Płoński, dyspozytor w PKP Cargo.

– Kiedy myślę o pięknej kobiecie, to widzę moją żonę. Piękna kobieta jest uśmiechnięta, wolna od zazdrości i zepsucia, a wiec czysta duchowo. Piękna to znaczy troskliwa i kochająca. Piękno to też ciało, figura, cera i rysy twarzy – każdy mężczyzna widzi to inaczej. Piękna kobieta pięknie żyje – mówi Grzegorz Kleszcz, trzykrotny olimpijczyk w podnoszeniu ciężarów.

Słaba płeć?

– „Na piękno kobiety składa się nie tylko wygląd, ale i emanująca z jej wnętrza osobowość” – to powiedzenie oddaje istotę kobiecego piękna. Jeśli chodzi o wygląd, to istnieje piękno oczywiste, od pierwszego wejrzenia, i to nieoczywiste, które dostrzega się z czasem. Osobowości zaś nie widać, poznajemy ją, gdy z kimś przebywamy i rozmawiamy – wyjaśnia Marcin Czechowski, prawnik.

– Głównie od kobiet zależy jakość relacji w małżeństwie i rodzinie, w gronie przyjaciół i znajomych – tłumaczy ks. Dziewiecki. – Zakochani mężczyźni traktują je jak bóstwa, a później potrafią odnosić się do nich z arogancją i cynizmem. Część kobiet buntuje się wtedy wobec własnej kobiecości, zamiast bronić się przed niedojrzałymi mężczyznami. Wielu mężczyzn nie docenia kobiet i ich roli w społeczeństwie.

Mówi się, że kobiety to słaba płeć. Jednak kiedy ktoś z naszych bliskich potrzebuje pomocy, obecności, wsparcia – jesteśmy, bez względu na wszystko.

Źródło: Tygodnik Idziemy  
Jaka pościel takie sny?

Jaka pościel takie sny?

Dostaję  dużo wiadomości, że dziękujecie za opinię nt tego, co testowałam, co polceam. Cieszę się, że i Wy także jesteście zadowolone ze swoich wyborów 😊 Dziś jeszcze raz zapraszam do Pościelowego Raju 😍 Pamiętajmy, że - jak śpiewa Edyta Geppert - Jaka pościel - takie sny... Warto wybrać dobrze 😊



W związku z tym, że potrzebuję czasu na przetestowanie konkretnych produktów - po raz kolejny polecam pościele, z których jestem bardzo zadowolona - oprócz pięknych wzorów jest też świetna jakość produktów. Poza tym ekspresowa wysyłka i świetny kontakt z klientem. Wybór jest ogromny, więc pewnie tak jak w moim przypadku tak i u Was - na jednym zamówieniu się nie skończy 😉


Pościel, która ilustruje ten wpis to komplet 220x200 z prześcieradłem. W skład wchodzi poszwa na kołdrę, dwie poszewki na poduszki oraz prześcieradło. Całość wykonana jest z wysokiej jakości bawełny satynowej, która jest bardzo miękka  i przyjemna w dotyku (skład: 100% bawełna satynowa). Poszewki na kołdrę i poduszki zapinane są na zamek. Komplet jest ładnie zapakowany.

Poszwa na kołdrę: 220x200
Poszewki na poduszki: 70x80
Prześcieradło: 230x220

Zainspiruj się 👉 tutaj 👈
[WYWIAD] Edyta Geppert: Kocham Cię, życie!

[WYWIAD] Edyta Geppert: Kocham Cię, życie!

27 stycznia wieczorem w kościele na Karolkowej odbył się niezwykły koncert w wykonaniu Edyty Geppert. To, co zrobiło na mnie duże wrażenie - mnóstwo ludzi, którzy nie mieścili się w świątyni. Po koncercie miałam przyjemność porozmawiać chwilkę z Panią Edytą...   


Fot. Materiały prasowe 

Do jakich wspomnień z dzieciństwa lubi Pani najbardziej powracać?

Najchętniej wracam do tych związanych ze szczęśliwymi chwilami.

Czym jest szczęście? Co je Pani daje?

Mam nadzieję, że nie oczekuje Pani ode mnie uniwersalnej recepty. Na swój prywatny użytek uważam, że szczęściem jest brak nieszczęścia.

A śpiew?

W moim przypadku to próba nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem.

Ma Pani takie poczucie, że po Pani koncertach ludzie chcą stawać się lepsi?

Tak naprawdę to nie wiem, co się dzieje po koncertach z moimi słuchaczami. To ich trzeba by było o to zapytać. Mam nadzieję, że czasu, który razem spędziliśmy, nie uważają za stracony.

Po każdym koncercie jest wiele osób, które chcą się z Panią spotkać…

To mnie z jednej strony cieszy, a z drugiej krępuje. Cieszy, bo stanowi dla mnie dowód, że to, co robię, jest ważne nie tylko dla mnie. A krępuje, bo w życiu prywatnym jestem osobą nieśmiałą.

Co daje Pani energię do dalszego działania?

Chyba to, że kocham robić to, co robię.

Podczas Pani koncertu w warszawskim kościele św. Klemensa były tłumy. Ojciec, który posługuje w parafii, powiedział, że tak dużo ludzi było ostatni raz na Mszach Świętych za ojczyznę w stanie wojennym...

To miłe, zważywszy na to, że ludzie dziś mają dużo więcej możliwości spędzania czasu niż wtedy.

Wtedy rozpoczęła Pani karierę zawodową, w latach 80. Co wtedy było najtrudniejsze dla artystki?

Mogę mówić tylko o sobie. Dla mnie – znalezienie repertuaru odpowiedniego, godnego czasu, w którym przyszło mi debiutować. Przypominam, że czasy były smutne i momentami dramatyczne.

Jak wspomina Pani swój pierwszy koncert?

Był nim recital dyplomowy w Państwowej Średniej Szkole Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie w czerwcu 1983 r. Miałam ogromną tremę, bo na widowni byli, oprócz profesorów i uczniów ze szkoły, znamienici goście, m.in. Wojciech Młynarski. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło – otrzymałam dyplom z wyróżnieniem.

Dlaczego wybiera Pani czarny kolor ubioru na scenie?

Bo pozwala skupić się zarówno mnie, jak i słuchaczom.

Śpiewała Pani również rap. Czy rap bez przesłania ma sens?

Moje śpiewanie rapu było żartem zahaczającym o parodię pewnej znanej wykonawczyni. Pytanie o sens należało by chyba skierować do tych, którzy zajmują się rapem na poważnie. Ja się tylko bawiłam tą formą.

Połączyła Pani życie prywatne i życie zawodowe, czyli jednak się da? I to życie, w którym prawie nie ma miejsca dla mediów...

Ktoś powiedział, że prywatność bardzo łatwo sprzedać, ale bardzo trudno ją potem odzyskać. To mnie przekonuje.

Czego nauczyło Panią macierzyństwo?

Tego, że w życiu są sprawy ważne i mniej ważne. Narodziny mojego syna to najważniejsze wydarzenie w moim życiu.


A kobiecość – jak ją Pani rozumie, wypełnia?

Nie zastanawiałam się nad tym. Nie bardzo umiem odpowiedzieć – chyba nawet samej sobie – co to jest i jak widzę swoją kobiecość. Czy to jest świadomość siebie i poczucie własnej wartości? Czy za nią idą jakieś przywileje, czy powinności? Dopiero wtedy, gdybym znała satysfakcjonujące mnie odpowiedzi na te pytania, mogłabym odpowiedzieć, czy ją wypełniam.

Czego nauczyła się Pani od mamy?

Zachowania pogody ducha w trudnych momentach mojego życia.

Nie ma Pani wrażenia, że dzisiejsze kobiety są smutne, jakby mniej szczęśliwe?

Ponieważ żyję tu i teraz, nie wiem, z kim miałabym porównywać smutek i stopień szczęśliwości dzisiejszych kobiet. Jaką skalą to mierzyć? Kobiety idące Nowym Światem wydają mi się częściej uśmiechnięte, niż te np. żyjące na Szmulkach. A może odwrotnie – wszystko zależy od tego, kto to ocenia.

A co ze wsparciem, zaufaniem? Czy dziś mają one jeszcze wartość?

To są dobra zawsze cenione.

W show biznesie również? Jakie tam wartości królują?

Nie wiem, nie czuję się częścią show biznesu. Od lat z rozmysłem działam poza nim.

Dziś wszyscy, mimo braku relacji, nazywają się wzajemnie „przyjaciółmi”. Co jest dla Pani fundamentem przyjaźni?

Lojalność i wyrozumiałość. Bez nich przyjaźń nie istnieje.

Śpiewa Pani „Kocham Cię, życie (...) choć się marnie odwzajemniasz”... Za co kocha Pani życie?

Za to, że jest.

Ludzie, którzy odnoszą sukcesy, chcą być „wszędzie”, a Pani jednak rzadko udziela wywiadów…

Powtórzę za Sławomirem Mrożkiem: „Nie lubię mówić byle czego i byle jak”. A poza tym wszystko, co mam do powiedzenia publicznie, mówię ze sceny swoimi piosenkami.


Źródło: Tygodnik Idziemy

Misyjny bukiet. Komu go podarować?

Misyjny bukiet. Komu go podarować?

Dzieła tworzące Papieskie Dzieła Misyjne to: Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary, Papieskie Dzieło Św. Piotra Apostoła, Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci, Papieska Unia Misyjna. „Misyjny Bukiet” jest jedną z inicjatyw podjętych przez Papieskie Dzieło Św. Piotra Apostoła. Wcześniejszą inicjatywą była akcja AdoMis” – duchowa adopcja misyjnych seminarzystów. Jest to okazja nie tylko do duchowego wsparcia, ale także finansowego. 


Czas prymicji czy ślubów zakonnych już powoli minął, ale śluby, urodziny i imieniny trwają cały rok. Wybieramy się na imieniny do przyjaciół, znajomych – wiadomo, że chcemy obdarować ich czymś, co będzie piękne i szczególne. Pomysłów jest wiele, w końcu dobrze się znamy – wiemy, co sprawi im radość. Imieniny czy urodziny to też dobra okazja do refleksji nad własnym życiem i szczere odpowiedzi na pytania – czy jestem szczęśliwy? Czego w życiu szukam? Co osiągnęłam? Do czego zmierzam?

„Więcej radości jest w dawaniu niż w braniu” – trudno się z tym nie zgodzić. „Misyjny Bukiet” to inicjatywa Papieskiego Dzieła Św. Piotra Apostoła, w którą angażują się nie tylko diakoni, księża, siostry zakonne, ale także ludzie świeccy. Wsparcie i zaangażowanie się w „Misyjny Bukiet” ma na celu wyraz troski o powołania w krajach misyjnych – np. wsparcie misjonarzy w Afryce.

Inicjatywa polega na tym, że każdy, kto chciałby wesprzeć misjonarzy – dostanie kopertę, do której włoży swoją ofiarę. W taki sposób – materialnie i modlitwą – możemy złączyć się z tymi, którzy poświęcają życie, aby głosić Chrystusa w najdalszych zakątkach ziemi. W Polsce możemy cieszyć się kapłanami, którzy służą Kościołowi, sprawują sakramenty święte, ale podzielcie się tą radością z innymi, którzy czekają na kapłanów – apeluje ks. dr Maciej Będziński – dyrektor krajowy Papieskiego Dzieła św. Piotra Apostoła.

Inicjatywa „Misyjny Bukiet” cieszy się dużym zainteresowaniem. W akcję Papieskich Dzieł Misyjnych włączyli się księża prymicjanci, nowożeńcy, jubilaci. „Misyjny Bukiet” można przygotować z każdego wydarzenia – imieniny i urodziny to także dobra okazja do podzielenia się swoim sercem i dobrocią z tymi, którzy są bardziej potrzebujący niż my...

Papieskie Dzieło św. Piotra Apostoła w Polsce wspiera w tym roku trzy seminaria na Madagaskarze, jedno w Peru oraz po jednym na Mauritiusie i na Seszelach.

[WYWIAD] Miłość na odległość...

[WYWIAD] Miłość na odległość...

Miłość... przetrwa wszystko... Kilka lat temu nt. Miłości na odległość rozmawiałam z ks. drem Markiem Dziewieckim...   


Księże Doktorze, związek na odległość, szczególnie w bliskich relacjach: mąż-żona, rodzice-dzieci już sam w sobie zakłada pewną tęsknotę. Jednocześnie - mimo takiego związku – jest to poniekąd skazanie na samotność? 

W tych najważniejszych więziach obowiązuje zasada: im bliżej jest osoba, którą kocham i która mnie kocha, tym bardziej umacniamy siebie nawzajem naszą miłością. Tą właśnie zasadą kierował się Bóg, gdy nadszedł czas pełnego objawienia nam miłości. Bóg-Ojciec posłał nam wtedy swego Jednorodzonego Syna w ludzkiej naturze, by był blisko nas, byśmy mogli Go widzieć, słyszeć, dotykać, by na nas patrzył i by nas wspierał swoją widzialną obecnością. Gdy źli ludzie skazali Jezusa na śmierć, wrócił On do nas po zmartwychwstaniu i pozostał fizycznie blisko nas – w Eucharystii i w Komunii świętej. Nie dziwmy się więc, że wtedy, gdy małżonkowie czy rodzice i dzieci nie żyją pod jednym dachem, zaczynają cierpieć, tęsknić, boleśnie odczuwać brak tego, kto nas kocha i kogo my kochamy. W takich sytuacjach każda ze stron przeżywa poczucie osamotnienia i cierpi.

Gdy nie mamy ukochanej osoby w swoim zasięgu – możemy uzależnić się od telefonu, Internetu, bo przecież cały czas czujemy potrzebę kontaktu? 

Uzależnienie od mediów elektronicznych rzeczywiście grozi, gdyż kontakt za pomocą telefonu, skype’a czy e-maila jest prawdziwy, ale nigdy tak nas nie cieszy i nigdy nie jest dla nas takim  źródłem wsparcia, jak kontakt fizyczny – twarzą w twarz. Najbardziej czujemy się umocnieni, gdy ta druga osoba jest tuż obok nas i gdy tworzy nam poczucie bezpieczeństwa za pomocą swojej fizycznej obecności. Często mówią mi ludzie, których bliscy są daleko od domu, że gdy z nimi kontaktują się za pomocą telefonu czy Internetu, to zwykle rozmawiają całymi godzinami, a mimo to kontakty te pozostawiają niedosyt. Łatwo wtedy po skończeniu rozmowy pozostać przed komputerem i godzinami surfować w Internecie czy szukać „przyjaciół” na portalach internetowych, byle tylko zapomnieć o trudnej rzeczywistości czy
o poczuciu osamotnienia.


Z drugiej strony małżonkowie, którzy żyją w takim związku, doceniają każdą chwilę, gdy są razem i uczą się cierpliwości w czekaniu na kolejne spotkanie. Czy rzeczywiście odległość jest tak wielkim problemem? 

Odpowiedzią niech będzie konkretna sytuacja jednej z rodzin, którą znam od długiego czasu. On - mąż i ojciec – jest szlachetnym i pracowitym człowiekiem. Żeby utrzymać żonę i dwójkę dorastających dzieci musiał kilka lat temu z tej „zielonej wyspy” wyjechać zagranicę, bo w Radomiu i okolicy nie miał szans na pracę. Za każdym razem, gdy spotykałem jego żonę, rozmowa kończyła się jej płaczem. Opowiadała mi o tym, jak bardzo czuje się osamotniona i smutna, mimo że codziennie rozmawia z mężem przez telefon 2-3 godziny, a w weekendy jeszcze dłużej. Niedawno spotkałem tę kobietę po raz kolejny. Tym razem rozpłakała się jeszcze bardziej. Okazało się, że zgodnie z tym, co wspólnie zdecydowali – kilka miesięcy temu mąż wrócił do Polski. Nadal jednak nie było możliwe znalezienie pracy w Radomiu. Żeby rodzina miała za co żyć, musiał zgodzić się na pracę w odległości 300 km od domu. Może przyjeżdżać jedynie na weekendy. Nadal więc cała rodzina cierpi: żona, mąż i dorastające dzieci. Nie we wszystkich rodzinach bliscy przeżywają bycie na odległość aż tak boleśnie, ale jeśli ból jest mniejszy, to znaczy, że małżonkowie czy dzieci zaczynają stopniowo oddalać się od siebie.

Czy to ma sens?”, „Czy przetrwamy?” – te pytania najczęściej zadajemy sobie 
w związku, który od początku będzie związkiem na odległość. Można być daleko, ale stwarzać poczucie bliskości? 

Jeśli bliskie sobie osoby tworzą związek na odległość, to na długą metę nie da się uniknąć poważnych trudności. Przecież z definicji człowiek mi bliski to ktoś taki, kogo kocham z bliska, a nie na odległość. Tą właśnie bliskością różni się miłość do małżonka czy dziecka od miłości do reszty ludzkości. Fizyczna bliskość jest wręcz miarą miłości w małżeństwie i rodzinie na zasadzie: tyle miłości, ile czasu poświęcam moim bliskim. Jeśli z jakichś względów wyjazd jednej z osób jest konieczny i rozstanie na jakiś czas jest nieuniknione, to warto zrobić wszystko, by taka sytuacja trwała krótko i by traktować ją jako wyjątek. Jeśli wyjazd – np. ze względu na pracę – jest planowany na dłużej, wtedy warto zrobić wszystko, by umożliwić szybki przyjazd całej rodziny w to nowe miejsce.

Czy to nie jest tak, że dzięki takiemu związkowi stajemy się bardziej świadomi naszej więzi? 

Z pewnością taka sytuacja pomaga nam uświadomić sobie, jak ważna jest wzajemna więź i jak trudno radzić sobie z codziennością w pojedynkę. Z drugiej strony to uświadomienie ma wysoką nieraz cenę. Ceną tą jest nie tylko smutek i tęsknota, lecz także coraz bardziej dręczące pytanie o to, czy takie bycie „razem” na odległość ma sens. Czasem ceną za związek na odległość jest słabnięcie miłości i stopniowy zanik więzi. Bywa nierzadko i tak, że jedna ze stron układa sobie życie z nowym „partnerem”. Dochodzi wtedy do zdrad małżeńskich, rozpadu rodzin, dramatycznego cierpienia krzywdzonego małżonka i jeszcze bardziej dramatycznego cierpienia krzywdzonych dzieci. Zdarza się i tak, że małżeństwo rozpada się… po powrocie męża czy żony. Okazuje się, że w międzyczasie jedno z nich - lub obydwoje - stali się dla siebie obcy, że siebie już nie rozumieją, że nie mają już wspólnych zainteresowań i wspólnego tematu rozmów, że już nie cieszą się bliskością. Znam takie sytuacje, gdy po kwiatach, łzach radości i przytuleniach na lotnisku w dniu przylotu wytęsknionej osoby, święto zamienia się szybko w rozczarowanie i poczucie wyobcowania po długim okresie bycia „razem” na odległość.

Czy ciągła rozłąka może być przyczyną częstych kłótni, wyrzutów, pretensji?

Na długą metę tego typu sytuacje są trudne do uniknięcia. Zwykle to kobiety – żony, matki, córki – zaczynają coraz głośniej protestować i mówić, że bycie na odległość jest dla nich coraz bardziej nie do zniesienia. Wtedy mężczyźni – mężowie czy synowie – nie rozumieją takich reakcji kobiet, czują się niedoceniani i nie szanowani, no bo przecież oni tam w tych dalekich krajach ciężko pracują, a tu ktoś ma do nich jeszcze pretensje. Eskalacja konfliktu i wzajemna agresja to wtedy już tylko kwestia czasu.

Jak dbać o kontakt, gdy bliskie osoby dzieli duża odległość?

Pierwszym warunkiem poradzenia sobie z tego typu trudnymi sytuacjami jest troska o bliską więź z Bogiem. Według mnie to rzecz absolutnie najważniejsza! Im dalej jesteśmy od ludzi, których kochamy, tym bliżej bądźmy Boga, bo On daje siłę i uczy kochać w każdej sytuacji i za każdą cenę – wiernie, wytrwale, mądrze. Jeśli mąż i żona czy dorosłe dzieci gdzieś tam daleko od domu pozostają blisko Boga, włączają się w życie miejscowej parafii, są zawsze na niedzielnej Eucharystii, modlą się, znajdują sobie stałego spowiednika, to wtedy są w stanie zwycięsko przetrwać próbę odległości. Drugim warunkiem jest codzienne dawanie bliskim osobom znaków, że kochamy, że pamiętamy, że tęsknimy, że liczymy dni i godziny do powrotu. To mogą być telefony, e-maile, sms-y, listy, paczki, a także – co szczególnie cieszy - niezapowiedziane odwiedziny, nawet jeśli podróż sporo kosztuje i wiąże się z dużym zmęczeniem fizycznym. Człowiek jest spotkaniem, a spotkania z tymi, z którymi wiąże nas wielka miłość, dają wielką siłę i umacniają nadzieję na dobrą przyszłość.

Inspiracja na Dzień Dobry

Inspiracja na Dzień Dobry

Dalej. Otwórz drzwi, o których mówiono, że je da się ich otworzyć. Tam czeka życie.
 – Kelly Ann Rothaus 



Jeżeli jesteś nastawiony na to żeby wszyscy cię lubili, będziesz gotowy poświęcić wszystko każdego dnia i niczego nie osiągniesz.
- Margaret Thatcher


🌺🌻🌺🌻🌺

  Zbyt często ludzie pracują ciężko nad niewłaściwą rzeczą. Pracować nad właściwą rzeczą jest prawdopodobnie ważniejsze niż pracować ciężko.
- Caterina Fake

🌺🌻🌺🌻🌺

Dobry plan konsekwentnie wykonany dzisiaj jest lepszy niż idealny plan wykonany jutro.
- George Patton

🌺🌻🌺🌻🌺

Możesz mieć wszystko czego zapragniesz, jeżeli pozbędziesz się przekonania, że nie możesz tego mieć.
 - Robert Anthony

🌺🌻🌺🌻🌺

 Trzymaj się z dala od ludzi, którzy tłamszą twoje marzenia. Mali ludzie zawsze to robią. Jednak naprawdę wielcy sprawiają, że Ty także możesz stać się wielki.
- Mark Twain   

🌺🌻🌺🌻🌺

 Kiedyś – nie ma takiego dnia tygodnia.
 - Janet Dailey

🌺🌻🌺🌻🌺 

Wiele spośród rzeczy, które możesz policzyć, nie liczą się. Wiele z tych, których policzyć nie można, naprawdę się liczą.
- Albert Einstein

🌺🌻🌺🌻🌺 

Najtrudniejsze jest zdecydowanie się na działanie. Reszta to już tylko kwestia wytrwałości - Amelia Earhart

🌺🌻🌺🌻🌺 

Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie 
- Peter Drucker

🌺🌻🌺🌻🌺 

Nie pytaj czego świat potrzebuje. Pytaj co czyni cie pełnym życia i rób to, ponieważ tym czego świat potrzebuje są ludzie pełni życia. 
- Howard Thurman

🌺🌻🌺🌻🌺  

Rob to, co uważasz za stosowne. I tak zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa inaczej...
- Michelle Obama

🌺🌻🌺🌻🌺 

Wasz czas jest orpgraniczony, więc nie marnuje go na życie cudzym życiem. Nie dajcie się schwytać w pułapkę dogmatu, która oznacza życie według wskazówek innych ludzi. Nie pozwólcie, by szum opinii innych zagłuszył wasz wewnętrzny głos. I co najważniejsze, miejcie odwagę iść za głosem swojego serca i intuicji.
 - Steve Jobs

🌺🌻🌺🌻🌺 

Niesłuszne krytyka to często ukryty komplement
 - Dale Carnegie

🌺🌻🌺🌻🌺

 Kiedy nie masz nic oprócz wiary, masz wszystko czego potrzebujesz.
 - Regina Brett 

🌺🌻🌺🌻🌺

 Życie to nie suma oddechów. Życie to suma momentów, kiedy zapiera ci dech w piersi - Vicki Corona

🌺🌻🌺🌻🌺

  Nie ma sytuacji bez wyjścia. Kiedy Bóg drzwi zamyka to otwiera okno.
- Ks. Jan Twardowski

🌺🌻🌺🌻🌺

  Sposobem na zaczęli jest skończenie mówienia i podjęcie działania.
 - Walt Disney

🌺🌻🌺🌻🌺

  Przyszłość zaczyna się dziś, nie jutro.
- Jan Paweł II

🌺🌻🌺🌻🌺 

Oto jest test, aby sprawdzić, czy twoja misja na Ziemi się skończyła. Jeżeli żyjesz – nie jest skończona.
 - Richard Bach

Papa Emerito 💖 Wspomnienia Sekretarza abpa Mokrzyckiego

Papa Emerito 💖 Wspomnienia Sekretarza abpa Mokrzyckiego

Dziś mija kolejna rocznica wyboru kard. Ratzingera na papieża. Z tej okazji dzielę się wywiadem, który kilka lat temu przeprowadziłam z drugim sekretarzem Ojca Świętego Benedykta XVI 💖 Abp Mokrzycki był również sekretarzem Ojca Świętego Jana Pawła II. 

fot. EPA/L'OSSERVATORE ROMANO/PAP

Księże Arcybiskupie, rozmawiamy we Lwowie, do którego skierował Księdza Ojciec Święty Benedykt. Czym dla Ekscelencji była nominacja na arcybiskupa Lwowa?

Ta decyzja to wielkie zaufanie papieża Benedykta XVI. Powierzył mi Kościół, który cieszy się wielkim prestiżem a także chlubi tradycją i historią. Metropolia bardzo żywa, z bogatą historią. Jednocześnie – obecnie znajdująca się w trudnej sytuacji materialnej. Jest to metropolia, która wymaga poświęcenia się i ofiarnej pracy w rozwoju tego kościoła. Dla mnie  jest to też dowód zaufania i wdzięczności papieżowi za powierzenie mi diecezji, ponieważ to moja diecezja – diecezja, w której się wychowałem. Cząstka tej diecezji pozostała na terenie Polski – 33 parafie.

Czyli Ksiądz Arcybiskup po kilkunastu latach wrócił znowu do swojej diecezji…

Tak. Dlatego taka decyzja Ojca Świętego była dla mnie wielką radością, że jako biskup mogę pracować w swojej diecezji, o której tak wiele się słyszało, a która poprzez lata komunizmu wiele wycierpiała. Byliśmy zawsze wychowywani w duchu tej tradycji
w seminarium, a także w codziennym życiu.

Chyba wszyscy byli mile zaskoczeni, kiedy to nowo wybrany papież przemówił do nas w języku polskim. Kto uczył Ojca Świętego naszego języka?

Przed wystąpieniem zawsze robiliśmy próbę w czytaniach Ojca Świętego. Papież dość sobie radził z tym językiem, oczywiście było to w transkrypcji niemieckiej. Zawsze kiedy tam byłem, przed każdym wystąpieniem, przed Anioł Pański, czy przed audiencjami środowymi to już taką lekką próbę robił.

„Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus” – to jedno zdanie znał chyba na pamięć… 

Tak (uśmiech). Kiedyś kolega do mnie zażartował: „Ja już teraz wiem dlaczego Ojciec Święty mówi takim śpiewającym tonem: „Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus”. Ja tak mówię śpiewająco (uśmiech), ale taki ton Ojciec Święty sam sobie wybrał (uśmiech).

Dla Jana Pawła II był Ksiądz „Mieciem”. Dla Benedykta XVI jest Ksiądz „Mietkiem”. Jakie były relacje? 

To są dwie różne osobowości. Jan Paweł II traktował mnie bardziej można powiedzieć jako swojego wnuka, myślę, że takie relacje były… Więc zawsze z taką ogromną życzliwością, sympatią… Natomiast także i Benedykt XVI przez te dwa lata okazał mi wiele życzliwości, wiele serca, chociaż jest człowiekiem bardzo nieśmiałym, ale jednocześnie bardzo otwartym i bardzo wrażliwym. Darzył mnie szczególną życzliwością i sympatią.

Jakie były różnice pomiędzy posługą polskiemu papieżowi a Benedyktowi?

Funkcja była podobna. Jeśli chodzi o Ojca Świętego Benedykta – w większości audiencji generalnych uczestniczył pierwszy sekretarz – ks. Georg Gänswein. Za pontyfikatu Benedykta XVI bardziej pełniłem funkcję drugiego sekretarza – byłem odpowiedzialny za kancelarię. Z Ojcem Świętym Janem Pawłem II – współpraca z ks. Stanisławem w większości była na przemian - co środa – raz on chodził na audiencje, raz – ja. Natomiast wielkiej, innej różnicy nie było.


[WYWIAD] Hejt. Czy jest grzechem?

[WYWIAD] Hejt. Czy jest grzechem?

Kilka tygodni temu rozmawiałam z Ks. Matteo o hejcie w sieci... Temat ważny, który może z różnych względów pomijamy... Czy warto żyć tak jakbyśmy na hejt byli obojętni? 



Proszę Księdza, Chrystus uczy o miłości, a my niekiedy sięgamy do nienawiści – zwłaszcza tej, dość widocznej w Internecie... 

Mogę się z czymś nie zgadzać, mogę mieć inny pogląd na konkretną sprawę, ale to nie daje mi prawa do hejtu. Mówić, że się z kimś nie zgadzamy jest czymś innym – zawsze powinniśmy bronić swoich poglądów. Zanim zaczniemy pozostawiać po sobie jakikolwiek ślad w Internecie, może warto przedtem odpowiedzieć na pytanie: Kim jestem aby hejtować? Czy rzeczywiście wszystko muszę komentować i oceniać? Co daje mi takie prawo?

Może to, że niejako jesteśmy „ekspertami od wszystkiego”? 

Jeśli nie znam się specjalnie na sztuce, to nie komentuję dzieł sztuki. Jest pewien rodzaj wiedzy, którą mamy na konkretny temat, ale nie oznacza to, że jesteśmy ekspertami od wszystkiego. Coś może mi się podobać lub nie, ale jest to moja subiektywna ocena. Kiedy zaczynamy hejtować – bardzo szybko schodzimy na poziom osobisty, personalny. Nie chodzi o to, aby nie mieć swojego zdania, ale o atak personalny, do którego nie mamy prawa.

Cytowanie samego siebie też może być rodzajem pewnej patologii?

Jeśli spojrzymy z naukowego punktu widzenia na fakt, że ktoś cytuje sam siebie – jest to co najmniej dziwne...

Z czegoś to wynika. Brakuje autorytetu? 

Brak autorytetu powoduje to, że każdy chce nim być – przynajmniej dla siebie. Każdy jest najlepszym nauczycielem dla siebie, każdy może oceniać, krytykować, hejtować – w imię prawa do swojej wizji. Pewna forma braku wychowania niesie za sobą również coraz mniej tolerancyjności. Inna opinia, inna wizja niż moja będzie zawsze zła. Brak wychowania przejawia się niekiedy także we wpisach, które powodują hejt.

Wobec tego, z czego wynika odrzucanie autorytetu?  

Nie żyjemy w świecie, który jest czarno – biały. Ten, kto widzi świat w dwóch barwach, czyli albo coś jest dobre albo złe – jest niedojrzałym człowiekiem. Nie akceptuje również wad i niedoskonałości drugiego człowieka.

Hejt = nienawiść. Może nie mamy tego świadomości?  

To, że się z czymś nie zgadzam nie daje mi prawa do hejtowania. Nawet w przypadku kiedy uważam, że konkretny post jest „zły”. Niezgoda na post to roszczenie sobie prawa do bycia sędzią, katem czy obrońcą „biednych”. Nie chodzi tylko o ostrość wypowiedzi, ale również świadomość tego, że hejt staje się medialny i otwarty – w sensie, że większość ma do niego dostęp.

Dobrze, ale hejtowanie prywatnych postów na profilach ludzi, których nie znamy? 

Nie jest to raczej postawa katolicka. Moje kryteria będą nieodpowiednie, ponieważ nie znam motywów dlaczego ta konkretna osoba opublikowała taki a nie inny post czy zdjęcie. Nie wiem w jakim stanie aktualnie jest, jakie jest jej życie, z jakimi problemami się zmaga. Inaczej przyjmuje się krytykę w cztery oczy, ale musi być relacja.

Nie wiem, ale hejtuje...

Powierzchowny sąd jest antychrześcijański. Kościół mówi o upomnieniu najpierw w cztery oczy. Zanim kogoś ocenisz, zadaj sobie pytanie czy tego kogoś znasz, w jakiej relacji z nim jesteś, jak często się spotkacie. Jest przecież dużo okazji aby upomnieć w cztery oczy. Internet nie jest do tego potrzebny.

Może czasami hejt mylimy z krytyką?

Warto pamiętać, że korygowanie czy poprawianie zawsze ma na celu dobro drugiej osoby. Jeśli więc zwracasz mi uwagę dla mojego dobra, to rób to osobiście! Jeśli atakujemy wprost to nie szanujemy drugiej osoby, ale też nie robimy tego dla jej dobra.

A skoro hejtuję – chcę się dowartościować?

Czy autor hejtu jest świadomy tego, co jego wpis może powodować? To, że widzimy drugiego człowieka tylko na zdjęciu nie daje nam prawa do wszystkiego! Być może przez swój hejt poczujemy się lepiej.

Znamy przypadki, kiedy to księża hejtują... A Ksiądz był ofiarą hejtu?

Doświadczyłem hejtu przez post, który udostępniłem na stronie, jaką zarządzam – związaną z duszpasterstwem Włochów. Ksiądz ma spełniać konkretną funkcję. Czy ksiądz powinien być lepszym chrześcijaninem? Tak. A czy jest lepszym człowiekiem? Tego nie wiadomo.

Może hejtowanie w czymś jednak pomaga?

Hejtowanie nie pomaga w niczym. Każdy podział w Kościele jest powodem zgorszenia.

Są sytuacje w których hejt jest wskazany? 

Fala hejtu jest też pewnego rodzaju reakcją na zło, na niesprawiedliwość. Jeśli uznajemy etymologię słowa – nikt nie ma prawa hejtować. Grzech i złość zawsze objawiają się przez kogoś. Czy moje prawo do wolności nie staje się krzywdą dla drugiego? Mogę mówić o tym, co mi się podoba albo nie podoba, ale nie mam prawa krzywdzić, osądzać i krytykować. Warto się zastanowić czy to nie jest tak, że celowo szukam starcia?

Z hejtu trzeba się spowiadać?

Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie czy świadomie działam przeciwko Bogu i ludziom? Jeśli w szerszym kontekście popatrzmy na walkę dobra ze złem, to w sytuacji kiedy hejtuję – rozsiewam zło, nie dobro.

Źródło: Tygodnik Idziemy
Piękno jest w nas!

Piękno jest w nas!

To, że mamy problem z wartościami i czy kulturą choćby względem starszych ludzi – wiadomo nie od dziś, ale jest też inna sprawa, która mnie – jako kobietę – dość zasmuca. Mijam w ciągu dnia setki kobiet –  piękne, uśmiechnięte, zadbane, ale mijam też i smutne, niezbyt dobrze wyglądające, o smutnych oczach... Chciałabym, abyśmy były dumne ze swojej kobiecości!


Nie mówię o tym, że każda ma mieć pomalowane usta na czerwono, zrobione paznokcie i buty na wysokim obcasie, bo nie o to jakby chodzi. Chodzi mi o pokazanie tego piękna, które jest w nas. Piękno, które mamy w sobie odbija się w naszych oczach. Nie raz pewnie słyszymy komplementy, że pięknie dziś wyglądamy, że w naszych oczach widać radość i szczęście. Jednak to nie wszystko...

Bądźmy też bardziej kobiece również na zewnątrz – zakładajmy chętniej sukienki, spódnice i buty na obcasie czy koturnie, a rano znajdźmy czas na makijaż – nie chodzi o godzinne przesiadywanie przez toaletką, ale o ładny, naturalny makijaż, w którym będziemy się dobrze czuły. Nie chodzi o nakładanie maski, ale o delikatny makijaż, który podkreśli naszą urodę.

Podobnie, zadbajmy również o dłonie. Pomalujmy paznokcie, przecież co chwilkę wchodzą na rynek nowości, lakiery holograficzne stały się chyba hitem ostatnich tygodni. Malowanie paznokci nie wymaga przecież wielu godzin. Zarezerwujmy czas tylko dla siebie, wybierzmy ulubiony lakier i do dzieła. Dbajmy również o nasze ciało, bo w zdrowym duchu...

Korzystajmy też z biżuterii, pięknych korali czy bransoletek. A torebki? Przecież to wszystko jest dla nas. Nie bójmy się naszej kobiecości, jest ona siłą! Nie chodźmy smutne, nie miejmy kompleksów, ale zaakceptujmy siebie takimi, jakie jesteśmy. Jesteśmy przecież piękne, bo takie stworzył nas Bóg.

Oczywiście, że to nie ilością przedłużanych rzęs mierzy się naszą kobiecość, ale czy nie jest piękniej, kiedy kobieta ubrana jest w sukienkę, a przy tym uśmiechnięta, radosna? Nie chodzi też o to, aby kreować się na gwiazdy z pierwszych stron gazet. Jesteśmy wyjątkowe i szczególne, nie bójmy się tego pokazywać. Świat dziś, jak chyba nigdy przedtem potrzebuje widocznych znaków dobra. Dobra kobieta podoba się i oczom i sercu, nie żyjemy więc w ukryciu przed światem i drugim człowiekiem. Bądźmy dumne z tego, że jesteśmy kobietami. Szczęśliwymi – tego życzę każdej z nas!

Odpowiedni lakier i ...

Odpowiedni lakier i ...

Te z nas, które uwielbiają malować paznokcie mają pewnie tylko jeden dylemat - który kolor wybrać 😊 Jeśli więc mamy dużo czasu możemy same wykonać piękny manicure - w domu 🌸 A to, że dłonie są naszą wizytówką a ozdobą rąk każdej kobiety są piękne, zadbane paznokcie. Nie zawsze mamy czas aby wybrać się do kosmetyczki, ale jeśli dobrze przygotujemy nasze dłonie – w domowym zaciszu również możemy wykonać piękny manicure. Jak się do niego przygotować? 




💅 Odpowiedni pilnik 

Najlepiej piaskowy lub szklany. Jeśli chcemy uniknąć rozdwojenia należy piłować paznokcie od krańca płytki do środka. W przypadku gdy chcemy aby lakier bardziej się trzymał – możemy dodatkowo polerować paznokcie. 

💅 Zmiękczanie skórek 

Następnym krokiem jest zmiękczanie skórek w ciepłej wodzie z dodatkiem kilku kropel cytryny i żelu do mycia rąk. Wystarczy również zamoczyć ręce w płatkach mydlanych albo zwykłym mydle w płynie.   W skórki możemy też wmasować specjalny preparat do zmiękczania skórek. Następnie drewnianymi patyczkami odsuwamy je.

💅 Odtluszczanie

Jeśli chcemy aby efekt był dłuższy, powinnyśmy zastosować preparat odtłuszczający, dzięki czemu  pozwoli on na utrzymanie się lakieru dłużej. W tej roli doskonale sprawdzi się zmywacz do paznokci. Kiedy wybieramy zmywacz – zwróćmy uwagę czy zawiera aceton. Delikatniejsze i nie przesuszające płytki paznokcia są produkty bezacetonowe.

💅 Baza

Jest również sposób na poprawienie przyczepności lakieru. Wystarczy nałożyć specjalny lakier pokładowy. Chroni on także płytkę przed przebarwieniami.

💅 Właściwy lakier 

Musimy pamiętać, że lepiej będą wyglądały nasze paznokcie jeśli nałożymy dwie cienkie warsty  - zamiast jednej, grubej. I nie ma znaczenia czy lakier, który wybralysmy jest delikatny czy intensywnie czerwony. Nie wolno nakładać jednej warstwy lakieru na drugą, ale jeśli bardzo się spieszymy – możemy nałożyć specjalny wysuszacz lakieru.

💅 Utwardzacz

Jeśli chcemy aby nasze paznokcie były piękne, o szklistym połysku – możemy nałożyć preparat nawierzchniowy. Dodatkowo przedłuża on trwałość lakieru.

Warto od czasu do czasu zrezygnować z wizyty u kosmetyczki i zrobić manicure w domu. Daje dużo satysfakcji i na pewno zachwyci efektem. 

[WYWIAD] Wypalenie zawodowe. Co mam zrobić?

[WYWIAD] Wypalenie zawodowe. Co mam zrobić?

Kilka lat temu miałam wywiad z szefem pilotów. Kapitan powiedział wtedy m.in również i to, że każdemu życzy aby pracę połączyć z pasją. Wtedy jest pięknie! 😊 Niestety często bywa i tak, że na samą myśl o pracy czujemy się źle... Może cierpimy na wypalenie zawodowe? Oddaje głos Ewie Guzowksiej - psycholog, psychoterapeuta, coach




Pani Ewo, dobra praca i zadowolenie przyczynia się do naszego szczęścia? Nie chodzi tylko o wypełnianie obowiązków, ale o coś więcej... 

Z pewnością dobra praca, którą wykonujemy z pasją i zadowolenie z niej powoduje, że wykonujemy ją z przyjemnością. A może chodzi też o coś innego? A może - jeśli jesteśmy szczęśliwi, wykonujemy  naszą pracę inaczej – może ona po prostu – WYKONUJE SIĘ SAMA:) Każdy z nas ma przecież coś do zrobienia w tym życiu dla innych - przynajmniej ja tak do tego podchodzę. Nikt przypadkowo nie trafia na tę planetę zwaną „ziemia”. To po co przychodzimy może zwie się naszą misją…

A kiedy możemy mówić o wypaleniu zawodowym?

Możemy mówić  o różnych poziomach wypalenia zawodowego tj. Stadium wyczerpania emocjonalnego, stadium depersonalizacji i cynizmu, stadium braku poczucia osiągnięć osobistych i kompetencji w związku z wykonywaniem pracy i głównie na tym będę chciała się skupić – czyli negatywnej ocenie kompetencji i negatywnej ocenie własnej pracy.

Jakie są najczęstsze przyczyny stresu? 

Najczęstszą przyczyną wypalenia zawodowego – jest wg mnie niedopasowanie do charakteru wykonywanej pracy. Możemy spojrzeć na wielość czynników i zmiennych jakie tu występują. Wystarczy spojrzeć na to w taki sposób, że sam pojedynczy człowiek jest tak bardzo złożoną istotą, która zmienia się w trakcie swojego życia,  różnice indywidualne, cechy osobowości, temperamentu, jego upodobania, wartości i wiele innych zmiennych… a jeśli do tego dochodzi dynamika grupy – to już mamy mnóstwo różnorodnych kombinacji, o których możemy tylko mówić – znowu w bardzo ograniczonym zakresie. Kolejną sprawą jest to czy osoba wykonująca daną pracę lubi ją i „czuje” ją,  czy po prostu – mozolnie swoją wiedzę próbuje przekuć w praktykę? Istotną sprawą są wartości i przekonania, jakie osoba wyznaje. Wystarczy spojrzeć tylko w ten sposób a daje nam to już bardzo nieskończone spektrum wielu zmiennych.

A brak motywacji i niedowartościowanie przez pracodawcę? Jest to ważne na pewno nie tylko ze względu na efekt pracy?

Praca jest wartością, choć teraz często wygląda to inaczej, a szkoda… Kiedy mamy coś załatwić to po drodze możemy spotkać się z różnymi reakcjami ludzi. Jak to się mówi - wszystko zależy na kogo się "trafi". Moim zdaniem jedno to merytoryczne przygotowanie do pracy, a kolejny kluczowy temat to empatia, mimo wszystko. Z tym bywa różnie, niestety to bardzo smutne. W związku z tym ludziom sensytwnym żyje się trudno.

Wobec tego jak powinniśmy postąpić w sytuacji, kiedy obowiązki w pracy zaczynają nas męczyć? 

Przede wszystkim powinniśmy zadbać o siebie tak jak to tylko możliwe. Nawet, jeśli nie ma możliwości urlopu, to weekend spędzać na świeżym powietrzu w ruchu, najlepiej za miastem, wśród zieleni, robiąc to, co lubimy najbardziej. Każda zmiana środowiska powoduje zmianę w nas, a tym samym wpływa na nasz nastrój. Warto do codzienności „zaprosić” jakieś techniki oddechowe, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem. A przede wszystkim przekserować uwagę na rozwiązania, a nie skupiać się na problemie. Warto też poświęcić trochę czasu na ruch. Warto poddać się refleksji – jak i co mogę to zmienić?

Wypalenie zawodowe jest czymś, co może spotkać każdego, czy da się przed nim „uciec”? 

Lepiej zapobiegać niż leczyć, jeśli tylko to możliwe. Dbając o siebie możemy być bliżej tego, co nas spotyka i biorąc to pod uwagę - odpowiednio szybko reagować.

Możemy z nim walczyć? Jakimi sposobami?

Sposobów jest wiele na radzenie sobie z tym zjawiskiem. Najistotniejsze jest jednak tak jak we wszystkim - rozpoznanie przyczyny - czy leży ona w charakterze pracy, środowisku czy w czymś innym?

Kiedy wskazana jest wizyta u specjalisty? Ile trwa leczenie?  

Leczenie zależy od tego, co jest powodem wypalenia. Nie jest możliwe sprecyzowanie ile czasu trwa, bowiem - jak wcześniej wspominałam - zależy od tego, jaka jest przyczyna. Inaczej będzie przebiegało leczenie w przypadku zmęczenia psychiczno-fizycznego, inaczej w niedopasowaniu, a jeszcze inne będzie w przypadku – interakcji personalnych. Życzę Wszystkim pracy z pasją …  by to zjawisko było ciągle obce… 


Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach. Specjalizuje się w: coachingu systemowym, kierowaym głównie do biznesu; life coachingu; komunikacji interpersonalnej, technikach antystresowych autoprezentacji; terapii indywidualnej i terapii par (diady) oraz toksycznych związków;  zaburzeniach depresyjnych, lękowych, snu; terapii zaburzeń psychosomatycznych; wypaleniu zawodowym, zaburzeniach odzywiania; terapii z uzależnionymi, m.in od alkoholu, hazardu  komputera  seksu.
Fundacja Małych Stópek. Znasz ich?

Fundacja Małych Stópek. Znasz ich?

Połączyła ich idea obrony wartości ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci oraz godności jego przekazania. Tworzą społeczność, która działa i kontaktuje się za pomocą Internetu. Reagują zawsze – tam, gdzie są, a gdzie prawo do życia jest łamane.


Bractwo Małych Stópek - czym jest, jak działa?

Bractwo Małych Stópek za cel uznało edukację i formowanie nie tylko siebie wzajemnie, ale idąc dalej szerzej – kształtowanie opinii publicznej. W jaki sposób działają? Otóż, tworzą różnego rodzaju grafiki i filmy oraz kampanie pro-life, dzięki czemu docierają do różnych zakątków świata – nie ograniczają się do odbiorców w kraju. A odbiorcy są różni – nie tylko zwolennicy i obrońcy życia człowieka od poczęcia – co trzeba mocno podkreślić – do naturalnej śmierci! Kampanie pro-life docierają również i do przeciwników życia ludzkiego. Jednak, co istotne w dzisiejszym, wirtualnym świecie – działania Bractwa Małych Stópek z całą pewnością mają wpływ na rzeczywistość, w której żyjemy. 

A zaczęło się...

Wszystko zaczęło się od Marszu dla Życia w Szczecinie oraz duchowej Adopcji Dziecka Poczętego, chociaż Fundacja Małych Stópek została powołana do życia dopiero w 2012 roku. Przed utworzeniem Fundacji, w Internecie było Bractwo Małych Stópek, które założył ks. Tomasz Kancelarczyk. Warto też wspomnieć, że Fundacja swoim zasięgiem nie ogranicza się tylko do Szczecina, ale działa na terenie całego kraju. Inicjatywy, które podejmuje Fundacja mają również zasięg międzynarodowy. Mają wpływ nie tylko na kształtowanie opinii publicznej, ale pomagają matkom, które zrezygnowały z aborcji i zdecydowały się urodzić dziecko.

Cele? 

Przede wszystkim promocja wartości, które stanowią fundament instytucji małżeństwa i rodziny, inspirowanie i wspieranie tych osób i rodzin, które tego potrzebują. To również praca formacyjna z młodzieżą – edukacja z zakresu rozwoju prenatalnego człowieka i kształtowanie postaw obrony ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Jednym z celów jest także finansowe i pozafinansowe wspieranie edukacji na temat „Ochrony życia ludzkiego w przestrzeni publicznej”.

Misja – najważniejsze...

Oczywiście misją Fundacji jest ochrona każdego nienarodzonego dziecka – bez względu na warunki i okoliczności, w jakich się poczęło. Jest to powiązane z promocją odpowiedzialnego rodzicielstwa. Wszystkie działania Fundacji są skierowane na obronę życia tych najmniejszych, jeszcze nienarodzonych.
Fundację Małych Stópek można wspierać na różne sposoby, a każdy, kto w jakiś sposób pomoże – otrzyma przypinki stópek dziecka w 11. tygodniu życia prenatalnego w naturalnych rozmiarach.

Więcej o Fundacji Małych Stópek 🌸 kliknij 🌸

Copyright © 2014 Niedoskonala-ja , Blogger