wtorek, 12 lutego 2019

[WYWIAD] Mam szczęście do ludzi

W październiku rozmawiałam z Kamilem Stochem, ale rozmowę publikuję teraz 😊 



Sezon rozpoczęty, czyli spokojniejszy czas już za Panem…

Owszem, był czas na spokojny trening oraz czas dla rodziny. Chociaż w tym roku tego drugiego było niewiele. W dalszym ciągu chcę się rozwijać jako sportowiec dlatego mam świadomość, że muszę wiele poświęcić aby być na wysokim poziomie. Teraz zaczyna się karuzela wyjazdów i zawodów. W naszym kraju zainteresowanie skokami jest bardzo duże i to bardzo cieszy nas, zawodników. Lubimy, kiedy pod skocznie przychodzi dużo ludzi, którzy chcą nas oglądać i nam kibicować. Często, oczywiście zdarza się, że po skokach kibice proszą o zdjęcia i  autografy. Na ogół są to miłe sytuacje.

Podobno nawet do kościoła w Zakopanym przychodzą kibice, bo liczą na zdjęcie z Panem?

Czasami bywa tak, że kiedy wychodzę z kościoła to ktoś prosi o zdjęcie. Wtedy odmawiam. Jest to zarówno miejsce, jak i sytuacja, którą należałoby jednak uszanować. Ale to nie jest tak, że ludzie specjalnie przyjeżdżają do zakopiańskich kościołów żeby mnie spotkać. Są to sporadyczne sytuacje.

Czyta Pan komentarze na swój temat?

Jeżeli czytam jakieś komentarze to raczej robię to na swoim oficjalnym profilu. Tam piszą kibice, którzy śledzą moje poczynania i piszą słowa, które mnie budują. Czytam także listy, których przychodzi do mnie sporo. Niektóre są naprawdę wyjątkowe i bardzo mnie poruszają – takie zostawiam sobie na pamiątkę.

A które poruszają najbardziej? 

Takie, które czytając wiem, że zostały napisane od serca i ktoś szczerze się zastanowił co chce napisać.

Kto pisze najwięcej? 

Przedział wiekowy jest bardzo różny. Od pięciolatków, którzy piszą drukowanymi literami, poprzez licealistów, młodzież i ludzi starszych. Młodsi zwykle proszą o autografy, a starsi –  różnie.

Jak Pan lubi spędzać czas wolny? Jest czas na inny sport?

Czytam dużo książek. W czasie sezonu i między treningami staram się mieć przy sobie dobrą lekturę. Bardzo lubię oglądać siatkówkę, piłkę ręczną – oczywiście kibicuję naszej reprezentacji. I lubię też oglądać piłkę nożną, mam swój ulubiony klub angielski. Udało mi się oglądać kilkukrotnie ich mecz na stadionie.

To prawda, że „Kamil jest wszystkożerny” – jak mówił pański tata? 

(Śmiech). Trochę rzeczywiście tak jest. Wykonuję konkretny zawód, który wymaga podróży  – dlatego jadam w różnych miejscach, w których podawane są różne potrawy. Bywa czasem tak, że dostanę do jedzenia coś, co nie jest moją ulubioną potrawą, ale muszę ją zjeść, bo inaczej będę głodny (śmiech).

Tato pomaga w sportowym życiu syna?

Tato jest psychologiem klinicznym i nigdy nie był zawodowym sportowcem. A  w sporcie jest trochę inaczej. Poza tym każdy z nas jest inny – bywam w różnych, czasem bardzo stresujących sytuacjach, w których trzeba znaleźć swój system koncentracji i sposób na siebie.

Były chwile załamania, brak motywacji?

Bywały takie chwile, ale z motywacją nigdy nie miałem problemu. Owszem, bywały momenty,  kiedy coś nie szło, kiedy zastanawiałem się czy to wszystko ma sens... Czy ta praca, którą wykonuję – była tego warta? Po niedługim czasie wszystko wracało do normy. Wystarczyło dobre słowo od kogoś bliskiego, dobry skok i gorsze momenty mijały.

A skąd płynie największe wsparcie? 

Ostoją i skałą jest dla mnie żona. Jest najbliższą mi osobą. Rozumie mnie najlepiej. A to dla mnie – jako sportowca – jest ogromnie ważne, że kogoś takiego mam. Wsparcie mam również w rodzicach, w moich siostrach i kolegach z drużyny i trenerach. Zawsze powtarzałem, że mam bardzo duże szczęście w życiu, to się tyczy również do ludzi, których spotykam.

Wstaje Pan rano i myśli o kolejnych wyzwaniach?

Myślę o tym, co mam zrobić tego dnia. Mam marzenia sportowe i życiowe, ale mam też cele i obowiązki. Jeśli jest to dzień, w którym mam trening to myślę o tym, na co mam zwracać uwagę podczas treningu – na czym mam się skupić, nad czy pracować. A jak jestem w domu to mam swoje prywatne sprawy.

Ale w domu jest Pan dość rzadko...

Wyjeżdżam na kilka dni, wracam na kilka dni i jest to dość systematyczne. Nie ma takich wyjazdów, kiedy nie ma mnie w domu przez trzy miesiące. Najdłuższe wyjazdy trwają nie dłużej jak 10 – 11 dni. Dziś żyjemy też w innym świecie – jest Internet, telefon, więc kontakt jest jeszcze bliższy.

Jedno ze sportowych marzeń się spełniło niedawno, bo Sven Hannawald –- został symbolicznie pokonany?

Nie można mówić o pokonywaniu Svena. On był niesamowity w swoim czasie, kiedy odnosił sukcesy. Skoki narciarskie bardzo się zmieniły w ciągu ostatnich pięciu lat – są inni zawodnicy, inny sprzęt, inne skocznie. A co dopiero w ciągu dwudziestu lat? Ja osiągnąłem ten sam sukces co Sven Hannawald, tylko w innym czasie.

Kiedy Sven zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni – marzył Pan o tym, aby za kilka lat zrobić to samo?

Oczywiście, ale nie było to przekonanie, że muszę tak zrobić. Przez lata kariery nauczyłem się, że trzeba bardziej pracować, wierzyć w sukces, ale nie myśleć o tym cały czas. Najlepiej jest pracować i czekać cierpliwie. Cierpliwość to jest główna cnota, którą trzeba posiadać w sporcie – nie tylko w skokach.

Do tej pory miał Pan tylko jeden upadek, który wstrzymał karierę sportową? 

Przestałem liczyć upadki (śmiech). Prawie co roku mam jakiś upadek mniej lub bardziej groźny, z większymi bądź mniejszymi potłuczeniami, ale taki, który wyeliminował mnie na dłużej – był tylko jeden. I chociaż z pozoru wyglądał niegroźnie – w skutkach był fatalny.

Doświadczenia okazały się cenne?

Oczywiście, trzeba być zawsze skoncentrowanym, do samego końca. Z drugiej strony – bywa różnie. Nie na wszystko mamy wpływ – bo na przykład warunki atmosferyczne od nas nie zależą. Nie wszystko kończy się tak jak sobie zaplanowaliśmy.

Co zmieniły w Pana życiu złote medale olimpijskie?

Nigdy nie uważałem, że jestem od kogoś lepszy i zasługuję na więcej niż człowiek, który stoi obok mnie. Uważam, że każdy zasługuje na to, na co sam sobie zapracuje. To jest kwestia wiary – nie tylko wiary w Boga, ale wiary w to, co się chce osiągnąć. I sposób, w jaki chce się to osiągnąć. Czy ja się zmieniłem? Zmieniam się, jestem bardziej doświadczonym człowiekiem i zawodnikiem. Wydaje mi się, że jestem inny niż nawet rok temu.

Powszechnie wiadomo, że stara się Pan uczestniczyć we Mszy Świętej nawet w powszedni dzień. Dlaczego?

To nie jest do końca tak, że muszę codziennie chodzić do kościoła. Kiedy na przykład nie mogłem być w niedzielę na mszy świętej, to jeśli mam czas i okazję to wtedy staram się iść w tygodniu. Zostałem wychowany w wierze katolickiej, a im jestem starszy tym bardziej pojmuję to, co się dzieje wokół mnie. Staram się zagłębiać w zagadnienia związane z naszą wiarą. Jeśli mam okazję, to czytam Ewangelię na dany dzień. Wierzę w to, że wiele z tego, co dzieje się wokół mnie – pochodzi od Boga. Oczywiście nie należy tego rozumieć dosłownie, bo jeśli się potknę to nie znaczy to, że Bóg tak chciał (śmiech). Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś ciężko pracuje to będzie mu dane cieszyć się z owoców, a co za tym idzie – także z sukcesów swojej pracy.

Niedługo święta Bożego Narodzenia. Do jakich wspomnień lubi Pan wracać? 

Moje dzieciństwo było bardzo szczęśliwe, chociaż bardzo krótkie (śmiech). Szybko zacząłem wyjeżdżać na zgrupowania, treningi i zawody. Uważam, że miałem najpiękniejszy dom rodzinny – w każdym tego słowa znaczeniu. Każde święta Bożego Narodzenia były dla mnie błogosławieństwem, czasem odpoczynku, czasem spędzanym z najbliższymi. Był to radosny czas. I tak pozostało do dzisiaj.

Wierzy Pan w to, że dobro powraca? 

Nie tylko dobro, bo zło również. Wierzę w to. Jest to wartość, którą kieruję się w życiu.

___
Źródło: Tygodnik Idziemy 
Fot. pixabay.com/pl/   

1 komentarz:

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger