niedziela, 31 grudnia 2017

[WYWIAD] Malowane henna...

[WYWIAD] Malowane henna...
Dziś Sylwester 🎉🎉🎉 Lubicie wzorki hennowe? Przeczytajcie co na temat henny mówi Ilona - zakochana w mehendi...  



Ilono, skąd zainteresowanie mehendi?

Od zawsze interesowała mnie kultura orientu i bardzo podobały mi się hennowe tatuaże. Jednakże nie do końca wiedziałam jak się zabrać do malowania mehendi. Jakieś 2 lata temu spotkałam w jednej z warszawskich restauracji dziewczynę, która malowala tatuaże na wieczorze panieńskim. Spytałam ją skąd bierze hennowe rożki, którymi maluje. Powiedziała, że można kupić je na allegro. Potem kilkukrotnie zamawiałam gotowe rożki i tak zaczęłam sama malować. Następnym krokiem bylo dla mnie samodzielne mieszanie hennowej pasty, gdyż na anglojezycznych stronach przeczytałam, ze gotowe rożki mogą zawierać szkodliwe substancje, w tym ppd.

Gdzie szukasz inspiracji wzorów, które malujesz?

Wzory staram się wymyślać sama, niekiedy osoba, którą maluję przynosi mi wzor, który się jej podoba. Natomiast jeżeli jakiś odtwarzam albo inspiruje się nim w znacznym stopniu, podaję autora. Inspiracje czerpie głównie z mediów społecznościowych.

Co Cię faacynuje najbardziej w mehendi?

Chyba przede wszystkim nieograniczone możliwości twórcze. Henna pozostaje na skórze maksymalnie przez 2 tygodnie, wiec można malować coraz to nowe wzory. Malowanie henną to też relaks - henna przyjemnie chłodzi skórę, a ja uwielbiam wymyślać i malować nowe rzeczy. Mehendi wystepuje w wielu kulturach i łączy ludzi - niekiedy taki tatuaż (np. ślubny) może być malowany nawet przez kilka dobrych godzin. Wtedy trudno usiedziec w ciszy, wiec można porozmawiac na wiele tematów.

Malowanie henną jest bezpieczne? Każdy może zdobić nią swoje ciało?

Tak, naturalna henna składa się wody destylowanej bądź soku z cytryny, cukru, olejków eterycznych oraz hennowego proszku. Czasem są dodawane do niej inne składniki, np. herbata albo kawa. Żeby naturalna henna zachowała świeżość przechowuje się ją w zamrażarce, bo bez tego psuje się już po kilku dniach. Niebezpieczna może być tzw. czarna henna, która zawiera ppd (parafenylenodiamina) oraz różnego rodzaju chemiczne rożki o niewiadomym składzie, które miesiącami mogą leżeć na sklepowych półkach. Tatuaże z henny są dla każdego, natomiast w przypadku dzieci i kobiet w ciąży zaleca się stosowanie henny mieszanej z olejkiem lawendowym, który jest najdelikatniejszy dla skóry.

Jak przygotować skórę przed malowaniem?

Najlepiej przed malowaniem skóry  zrobić peeling. Przed wykonaniem mehendi nie powinno się również używać kremów albo olejków. Ważne jest, że skóra powinna być czysta.

W jaki sposób dbać o nasz nowy tatuaż?

Hennowa pasta powinna pozostać na skórze przez jak najdłuższy czas - przynajmniej kilka godzin, aby możliwe było uzyskanie jak najciemniejszego koloru. Z własnego doświadczenia powiem, że najlepiej spać z henną. Oczywiście w tym celu warto zakleić tatuaż, żeby się nie pokruszył. Po upływie kilku godzin pastę należy usunąć, najlepiej ręcznikiem lub chusteczką bez namaczania tatuażu. Świeże mehendi można posmarować kremem albo olejkiem.

Czego unikać?

Wrogiem henny jest woda, w szczególności ta chlorowana. Przed wyjściem na basen albo wzięciem prysznica tatuaż można posmarować kremem albo olejkiem.

Jak długo utrzymuje się efekt?

Henna utrzymuje się maksymalnie 2 tygodnie, zazwyczaj jest to 7-10 dni. Jednakże czas ten zależy od kilku czynników - umiejscowienia tatuażu na skórze, pielęgnacji, ale i również od samej skóry. Przykładowo tatuaż na dłoni utrzymuje się zazwyczaj około tygodnia, gdyż to dłonie mają najczęstszy kontakt z wodą.


sobota, 30 grudnia 2017

Peeling skory glowy. Kiedy warto wykonac?

Peeling skory glowy. Kiedy warto wykonac?
Przyzwyczaiłyśmy się do peelingów do ciała, twarzy, a czy używamy je do skóry głowy? Dlaczego warto? Przede wszystkim oczyszczają skórę głowy ze zrogowaciałego naskórka, skóra jest dotleniona, poprawia się ukrwienie głowy. Tym samym – przyspiesza porost włosów, przedłuża świeżość skóry głowy, nadaje im objętości. 


To co, próbujemy? 

Pierwszym łatwym i szybkim peelingiem będzie peeling cukrowy. Potrzebujemy tylko 3 łyżeczki cukru, które rozpuszczamy w letniej wodzie, ponieważ cukier szybko się rozpuszcza, a nam zależy aby jego drobinki dotarły do skóry głowy. Przeznaczony jest dla skóry delikatnej i wrażliwej.

Zdecydowanie najmocniejszym peelingiem, który możemy wykonać same, w domu będzie peeling kawowy – jak się okazuje, jest on również przeznaczony do włosów, chociaż pewnie stosujemy go zwykle do ciała. Także i w tym przypadku – podobnie jak w peelingu cukrowy – potrzebujemy tylko trzy łyżeczki fusów z kawy.

Pamiętajmy jednak, że fusy ciężko usunąć, więc po całym zabiegu dokładnie spłukujemy głowę. Jeśli mamy jaśniejsze włosy – peeling kawowy może je troszkę przyciemnić. Kofeina jednak pobudza włosy do wzrostu. Peeling kawowy świetnie sprawdzi się jako peeling do ciała, a efekt – aksamitna, gładka skóra.

Nieco mniej popularny może okazać się peeling solny. Do przygotowania tego peelingu potrzebować będziemy trzech łyżeczek soli, najlepiej drobnoziarnistej. Peeling z soli polecany jest do skóry przetłuszczającej się, ale rezygnujemy z niego kiedy mamy na głowie strupki czy rany.

Nie przesadzajmy też ze stosowaniem peelingów, choć zwykle tak właśnie robimy, że jakoś nie szczególnie przestrzegamy czasu między jednym zabiegiem a drugim, zwłaszcza kiedy chcemy mieć niemalże natychmiastowe efekty. Dajmy odpocząć skórze. Peelingi róbmy nie częściej jak raz w tygodniu.

Wszystkie peelingi używamy w połączeniu z szamponem. Oczywiście w drogeriach możemy kupić gotowe peelingi, przeznaczony e do skóry głowy, ale domowe sposoby – naturalne – zwykle okazuje się równie skuteczne, a przy tym tańsze. Są łatwe i szybkie w przygotowaniu, a każda z nas, która już sprawdziła peelingi na sobie – z pewnością zauważyła różnice.  

piątek, 29 grudnia 2017

[WYWIAD] Eleni. Nic MILOSCI nie pokona...

[WYWIAD] Eleni. Nic MILOSCI nie pokona...
Mam to szczęście, że poznałam cudownych i dobrych ludzi. Ludzi, którzy często nie mieli łatwego życia... Zawsze takie spotkania, rozmowy i w końcu - relacje - są piękne, bo dzięki tym konkretnym wydarzeniom nie tylko się uczymy, ale i poznajemy samych siebie. Do niezwykle inspirujących osób należy znakomita Eleni.


BÓG MUSI BYĆ W NAS…

Zawsze chętnie wracam wspomnieniami do mojego dzieciństwa i rodzinnego domu. Z radością wspominam tamten czas, który w sposób szczególny kojarzy mi się z moimi rodzicami, babcią, rodzeństwem i wielką miłością między nami. Byłam najmłodszym - dziesiątym dzieckiem, najbardziej rozpieszczanym. Rodzice wychowywali nas w duchu wiary. Mówili, że aby mieć siłę na przetrwanie różnych doświadczeń i trudnych, bolesnych momentów, jakie niesie ze sobą życie, trzeba mieć silną wiarę w Boga. Rodzice wskazali nam również, co jest w życiu najważniejsze. Nie zapomnę nigdy, jak własnym życiem rodzice pokazywali, jak należy postępować, jak żyć i co robić dla drugiego człowieka. Wiem, że miałam wspaniałe dzieciństwo i wspaniałych rodziców, i bardzo się z tego cieszę, ale znam wiele osób, które nie miały tyle szczęścia.

WESPRZEĆ CZŁOWIEKA PIOSENKĄ

Nigdy nie marzyłam o tym, żeby zostać piosenkarką. Moim marzeniem od dzieciństwa było zostać nauczycielką śpiewu. Od zawsze kochałam śpiew i wychowywałam się w rodzinie muzykalnej. Także na co dzień - bez żadnych okazji - śpiewaliśmy i graliśmy. Moje życie mogę podzielić na dwa etapy. Pierwszy - to czas, kiedy byłam bardzo szczęśliwa, miałam w sobie olbrzymie pokłady miłości, którą przekazywałam drugiemu człowiekowi, głównie przez piosenki. Wtedy powstały utwory: „Na miłość nie ma rady”, „Na wielką miłość”, „Miłość jak wino”. Również ogromna radość, która towarzyszyła narodzinom mojej córki Afrodyty, znalazła odzwierciedlenie w mojej twórczości. Potem przyszedł bardzo trudny okres, czas tragedii, rozpaczy po stracie jedynej córki, i to też musiało mieć jakiś oddźwięk w moich piosenkach. Przez muzykę, teksty swoich piosenek chciałam wesprzeć drugiego człowieka, który być może też przeżywa podobny dramat, jest na rozdrożu lub ma inne problemy. W 1995 r., czyli rok po stracie Afrodytki, postanowiłam nagrać płytę „Nic miłości nie pokona”, to była jednocześnie piosenka przewodnia płyty. W tych piosenkach chciałam powiedzieć ludziom, aby nigdy się nie poddawali. Naszą mocą i siłą jest Bóg. To On jest Panem życia, a my powinniśmy poddać się Jego woli, bo tak naprawdę nic sami nie możemy. Po wielu latach powstała także książka pod tym samym tytułem.

ZADAWAŁAM PANU BOGU WIELE PYTAŃ

Po stracie córki zawalił nam się cały świat. Kiedy wydarzyła się ta tragedia, jakby w jednym momencie zostaliśmy bez niczego. Wiem, że wtedy obok mnie byli najbliżsi mi ludzie - rodzina, przyjaciele i księża, którzy bardzo mi pomogli. Ale tak naprawdę to człowiek i tak pozostaje sam ze swoim bólem i sam musi sobie z nim wewnętrznie poradzić. Pamiętam wiele nieprzespanych nocy, w czasie których przeprowadzałam z Bogiem długie rozmowy. Pytałam Go, co mogło doprowadzić do tragedii, przecież nie tylko Piotr był winny. My - dorośli - powinniśmy także poddać się osądowi, czy nie popełniliśmy błędów wychowawczych. Zadawałam Panu Bogu tysiące pytań, na które w końcu otrzymałam odpowiedź. Nie potrafię opisać pokoju w sercu i wewnętrznej harmonii, z którą obudziłam się któregoś dnia. Wtedy przeczytałam opis znajomości Afrodyty z Piotrem, zapisany przez nią na zaledwie trzech stronach. Ten szczególny „testament” kierowała do młodych ludzi, swoich rówieśników… Pisała o lęku i ograniczeniach, które wynikać mogą z danej sytuacji. Pisała o tym, że każdy człowiek jest niepowtarzalny i powinien pracować nad kształtem swojej osobowości i nad własnym rozwojem. Zastanawiałam się, co zrobić, w jaki sposób przekazać publicznie treść tych zapisków córki? Przecież ona chciała to komuś przekazać… „Straszne są sytuacje, w których dochodzi do zainteresowania się życiem innej osoby, powiedziałabym nawet ingerowania w nie. Nie mam tu na myśli rodziców czy opiekunów, bo to jest całkiem odmienna sprawa. Mówię o osobach tzw. bliskich, które zamiast zaakceptować nas takich, jacy jesteśmy, z czasem poznawać i odkrywać, próbują dostosować nas do siebie, przejmując nad nami kontrolę” (z notatnika Afrodyty). Jednego jestem pewna: młodzież musi mieć kontakt z własnymi rodzicami, żeby mogła mówić im o wszystkim, także o swoich problemach. Często ludzie dorośli mogą sobie nawet nie zdawać sprawy z problemów, które dotykają ich dzieci. Jeżdżę na rekolekcje, czytam fragmenty notatnika córki i staram się pokazywać młodym ludziom, że w czasach, kiedy rodzice są zabiegani, sami powinni wyjść im na spotkanie. Między rodzicami a dziećmi konieczna jest bliska więź i wzajemne zaufanie. I najważniejsza jest miłość, ale miłość dobra, nie toksyczna, która zwykle prowadzi do tragedii. I mimo że runął cały mój świat, został fundament. Zrozumiałam, że muszę pogodzić się z wolą Bożą. Wbrew pozorom ta tragedia spowodowała, że jeszcze bardziej zbliżyłam się do Niego. A jeśli się buduje na Chrystusie, to można się podnieść. Nie mówię, że jest to łatwe…
Reklama

RÓŻANIEC DAJE SIŁĘ

Bóg zawsze był obecny w moim życiu. Odmawiam Różaniec zawsze, kiedy odczuwam jakiś niepokój czy kiedy jadę w daleką drogę. Wtedy modlę się za tych, którzy mi towarzyszą. Proszę o szczęśliwe dotarcie do celu i szczęśliwy powrót do domu. Dla mnie Różaniec jest modlitwą, która zapewnia mi łączność z Bogiem. A kiedy kończę odmawianie tej niezwykłej modlitwy, moje serce wypełnia nieopisana radość. Przez Różaniec nie tylko dotykamy tajemnic, które pokazują życie i działalność Jezusa, ale także nasze życie, bo przecież każdy z nas ma jakąś swoją drogę, ma problemy, sprawy, z których czasem nie widzi wyjścia.

JEŚLI CZŁOWIEK WIERZY I KOCHA, TO POTRAFI TEŻ PRZEBACZYĆ…

Mogę powiedzieć, że każde doświadczenie i każde cierpienie niesie ze sobą ból, nieutulony żal, a mimo wszystko bardzo człowieka uszlachetnia. Wtedy patrzymy inaczej, jakby z innej perspektywy, na różnego rodzaju problemy, które w gruncie rzeczy nie są aż tak istotne. Wiem, że nie jest łatwo przebaczyć, i często nie potrafimy tego uczynić, nawet jeśli chodzi o jakąś błahostkę. Przebaczenie przynosi jednak ulgę i przywraca wewnętrzny spokój. A jest człowiekowi potrzebne, bo stanowi o miłości. Przebaczyłam, bo wiedziałam, że tak trzeba.

Nadszedł 22 maja - tego dnia co roku przyznawana jest Nagroda św. Rity. Otrzymują ją trzy kobiety, które żyją na wzór Świętej. Kobiety, które potrafiły przebaczyć. Nie wiedziałam, że zostałam do tej nagrody zgłoszona. Tak się złożyło, że o. Azariasz Hess, bernardyn, który studiował w Rzymie, bardzo często jeździł spowiadać do Cascii, gdzie żyła św. Rita. Wiedział, za co jest przyznawana nagroda, i wiedział też, co wydarzyło się w moim życiu. To o. Azariasz zgłosił mnie do tej nagrody. Któregoś dnia zadzwonił telefon z wiadomością, że otrzymałam Nagrodę św. Rity z Cascii. Byłam zaskoczona. To wspaniale, że przyznawane są nagrody za przebaczenie. Jak już wspomniałam - przebaczyłam, bo uważałam, że tak trzeba w życiu postępować. I te wszystkie kłótnie, w których ścieramy się na co dzień, nie są aż tak ważne. Ścierajmy się, wymieniajmy zdania, ale po to, żeby z tego kiedyś wyszło coś dobrego.

ODWIEDZAĆ LUDZI STARSZYCH

Myślę, że zbyt często zapominamy o tym, że obok nas są ludzie starsi, którzy mają wiele życiowej mądrości i mogą nam wiele podpowiedzieć, wskazać właściwy kierunek. Szacunku do osób starszych nauczyli mnie rodzice. Pamiętam, kiedy pierwszy raz pojechałam na spotkanie z ludźmi, którzy mieszkają w domu spokojnej starości. Pokochałam tych ludzi. Teraz to już jest tradycja, że odwiedzam to miejsce i towarzyszę tym ludziom przy okazji różnych uroczystości. Kiedy śpiewam moje piosenki, oni przypominają sobie czasy swojej młodości. Piękny jest widok ich uśmiechniętych twarzy. Poza tym osobę znaną ze szklanego ekranu mogą teraz mieć na wyciągnięcie ręki. Takie spotkania wiele wnoszą również w moje życie, dają wiele radości i energii. Ubolewam, że tak mało ludzi młodych odwiedza takie miejsca, jak domy spokojnej starości. Każdy z nas kiedyś będzie starszym człowiekiem, a spotkania z ludźmi dużo uczą. Jestem wdzięczna rodzicom, że dali nam życie i pokazali, że jeśli zaufa się Bogu, to On we wszystkim pomoże.

Chcesz więcej inspiracji? Kliknij 👉tutaj👈

Tekst jest opracowany na podstawie rozmowy z 2010 roku, dla Niedzieli Ogólnopolskiej.
Fot.: Super Express

czwartek, 28 grudnia 2017

Oznaki, ze Twoje cialo pelne jest toksyn?

Oznaki, ze Twoje cialo pelne jest toksyn?
Organizm wchłania toksyny kiedy oddychamy, jemy, pijemy...  Ruch pozwala oczyścić organizm i dotlenić w naturalny sposób. Siedzący tryb życia sprzyja odkladaniu się toksyn. 





⏳ Objawy

Toksyny atakują centralny układ nerwowy. Kiedy kumulują się w ciele – zaczyna boleć nas głowa. Przeładowanie toksyczne to również nadmiar tłuszczy w rejonie brzucha. Toksyny uszkadzają zdolność ciała do regulacji poziomu glukozy i cholesterolu, zmieniają poziom hormonów – prowadzi to do otyłości brzusznej.
Nudności, brak apetytu, ale też swędzenie, zaczerwienienie, problemy ze skórą to kolejne oznaki, że mamy zbyt dużo toksyn. Organizm walczy z nimi, próbuje wyeliminować je poprzez skórę. Stąd, kiedy mamy problemy skórne – nie lekceważmy ich.

Innym objawem, który powinien nas zaniepokoić jest przegrzanie. Wątroba w efekcie produkuje zbyt dużo ciepła, które promieniuje na całe ciało. Mały zbyt mało energii – to prowadzi do wyczerpania. Bezsenność osłabia krążenie krwi, prowadzi do problemów ze snem. Biały bądź żółty język jest oznaką, że krew zawiera mnóstwo toksyn. Jeśli zauważamy u siebie któreś z objawów – zacznijmy oczyszczanie ciała z toksyn.

⏳ Plan działania 

Przede wszystkim unikać słodyczy i „śmieciowego” jedzenia. Odsuwamy też smażone potrawy, mięso. Jednak to cukry i tłuszcze są najbardziej niebezpiecznymi składnikami żywności.  Unikamy produktów mlecznych, białej mąki. Jeśli palimy papierosy – możemy mieć problem, ponieważ produkty, które ż nich pochodzą na długo pozostają w organizmie.

Jedzmy więcej owoców i warzyw, gotowanych jajek, białego sera. Raz na jakiś czas powinnyśmy przeprowadzić detoks. Powróci nie tylko lepsze samopoczucie, więcej energii i siły do pracy, ale przede wszystkim będziemy zdrowsze. Zmiany zobaczymy również na twarzy – skóra stanie się gładka.

Zadbajmy o nasze ciało nie tylko z zewnątrz, ale przede wszystkim od wewnątrz. Warto  też wyjechać chociaż na kilka dni. Zabierz ze sobą ulubioną książkę, zastanów się na życiem. Na pewno nie będzie to strata czasu. 

⏳ Łatwa, skuteczna, krótka dieta 

🍋🍋 Dieta cytrusowa 🍋🍋
Jemy pomarańcza, grejpfruty, cytryny. Możemy też pić sok z tych owoców. Dieta nie powinna trwać dłużej jak jeden dzień.

🍅🌽 Dieta warzywna 🌽🍅
Jemy same warzywa (poza ziemniakami, warzywami strączkowymi) marchewki, buraki, brokuły – najlepiej suszone, ewentualnie gotowane. Na tej diecie możemy być maksymalnie tydzień.

środa, 27 grudnia 2017

[WYWIAD] Samotnosc w Swieta...

[WYWIAD] Samotnosc w Swieta...
Dlaczego czujemy się samotni podczas wieczerzy wigilijnej? Co zrobić kiedy słyszymy „Lepiej abyś nie przyjechała?”. O potrzebie trzymania komórki z swoim zasięgu, o samotności, niespełnionych oczekiwaniach odpowiada Waldemar Dulęba – współzałożyciel Pracowni Terapii i Rozwoju, certyfikowany psychoterapeuta Międzynarodowego Towarzystwa Terapii Systemowej z Heidelbergu   



Panie Waldemarze, rozmawiamy na kilka dni przed jednymi z najbardziej rodzinnych świąt. Niestety i tak się może zdarzyć, że podczas wigilii czujemy się obco. Dlaczego? 

Wieczerza wigilijna z założenia jest spotkaniem rodzinnym, serdecznym, które powinno integrować. Jeśli podczas tego spotkania nie czujemy się dobrze, jesteśmy poirytowani, napięci wynika to z tego, że w relacjach jest dużo niezadowolenia, pretensji, zawiedzionych oczekiwań. Ktoś na kogoś jest zły… Kiedy czujemy się obcy i wycofani jest to reakcja na konflikt, który – być może – mnie nie dotyczy bezpośrednio, może to rodzice mają konflikt ze sobą, ale ja w tym konflikcie źle się czuję. Staram się nie angażować, postępować tak „jakby” wszystko było w porządku. Jeśli źle tolerujemy konfliktowe sytuacje podejmiemy się  mediacji, pojednania, unieważniania konfliktu. Może być i tak, że to co się dzieje przerasta moje możliwości i nie podejmuję żadnych interwencji, tylko się wycofam. Mogę się obawiać, że cokolwiek zrobię, powiem – skończy się nieprzyjemnie, np. krytyką czy uwagą. W związku z tym lepiej się nie odzywać, tylko jakoś przetrwać ten czas.

Czy to chodzi o to, aby „jakoś” przetrwać?

Głębia świąt może być różnorako rozumiana. Dla jednych może być ona związana
z przeżyciami religijnymi, dla drugich – ważne będzie spotkanie w miłej i sympatycznej atmosferze. Dla innych jedno i drugie będzie jednakowo ważne. To, jak się czujemy jest wyznacznikiem tego, jaki jest rodzaj więzi i relacji między nami. Czasami jest tak, że rzeczywiście staramy się przetrwać. Kiedy kończy się wieczerza wigilijna, to z ulgą odetchniemy, że się skończyło. Idziemy na spacer, szukamy ciszy, odosobnienia aby odpocząć. To pokazuje, że relacje są konfliktowe, że coś się dzieje. Warto się nad tym zastanowić i zadać pytanie „o co chodzi?”

Dokładamy zapewne wszelkich starań, aby mimo „małych” konfliktów to szczególne spotkanie było wyjątkowe… 

Najczęściej jest tak, że spotkanie jest rzeczywiście autentycznym przeżyciem, doznaniem radości ze spotkania, jest wzajemna  ciekawości, jest coś, co nas łączy i o czym chcemy powiedzieć. Jest też coś, co chcemy usłyszeć od innych. To oznacza, że w gronie rodzinnym, przyjaciół, znajomych – ta bliska więź, relacja są pozbawione wszelkiego rodzaju konfliktów, a jeśli już są – nie są najważniejsze i decydujące. Są i takie spotkanie gdzie bardzo jesteśmy zawiedzeni czy rozczarowani. Bo oczekiwania, wyobrażenie tego kontaktu były  zupełnie inne niż to, czego doświadczamy w realności.

Z czego wynikać może rozczarowanie, nierozumienie? 

Oczekujemy np., że nasze dzieci, które przyjadą na święta bardziej się zaangażują
w przygotowania do nich. Nie ustawią sie w pozycji gościa, którego trzeba obsługiwać. Takie sytuacje mogą wynikać z niezrozumienia tego, co się wokół nas dzieje. Mówiła Pani o „małych” konfliktach – nie muszą być one elementem, który dzieli i niszczy kontakt. Myślę o konfliktach, które pojawiają się w relacjach bliskich osób – jako o czymś  normalnym. Te konflikty są, ale ważną rzeczą jest, abyśmy umieli je w różnych sytuacjach rozwiązywać. Nie chodzi o to, aby unikać konfliktów, ale aby nauczyć się konstruktywnie dawać sobie z nimi radę. Żeby nie były niewyrażonym zawodem, rozczarowaniem, złością, która – nawet ukryta – będzie psuła coś pomiędzy nami. Kiedy  jesteśmy pewni naszej relacji, więzi z bliskimi – być może nie będziemy się bali konfrontacji. Będę mógł powiedzieć o tym, czego się spodziewałem, czego nie dostałem… nie spotka się to z  niezrozumieniem. Druga osoba będzie próbowała nas zrozumieć i będzie poddawała to, co mówimy jakiejś refleksji, ale będzie też mogła dzielić się ze mną własnymi myślami na konkretny temat. Myślę, że kiedy jest przestrzeń do tego, aby można było rozmawiać na temat różnic, każdy konflikt – mniejszy lub większy – możliwy jest do przepracowania. Wtedy ten konflikt nie będzie czymś, co przeszkadza w relacji, w dobrym byciu, samopoczuciu.

Telefon komórkowy staje się nieodłącznym elementem naszego życia. Być może będą i tacy, którzy szukać będą przy stole miejsca dla swojego telefonu… 

O czym mogłoby świadczyć takie zachowanie? Że czekamy  na coś szczególnego, na co nie możemy liczyć przy stole wigilijnym? Jest to chyba przykra okoliczność kiedy ktoś w ten sposób zamanifestuje taką  niewystarczalność. Czyli nie jesteśmy dla kogoś tym, kto mógłby zaspokoić potrzebę bycia, kontaktu, radości czy szczęścia.

A może czegoś jesteśmy niepewni? 

Może być niepewność. Jeśli takie zachowanie wynika z konfliktu, o którym już mówiliśmy, żalu, który nie jest wyrażony – pokazuje, że jednak coś tu przeszkadza. Takie zachowanie może być pewnego rodzaju manifestacją, czy komunikatem nie wprost, o tym, że między nami jest coś nie tak. W tym spotkaniu wigilijnym nie dostanę tego, czego chcę – zrozumienia, bliskości, czułości… Tak jakbyśmy chcieli dać do zrozumienia – to na co czekam będzie później, ale nie z Wami. To jest jakiś ważny sygnał – poza tymi najbliższymi jednak czegoś szukamy. Warto się zastanowić czego szukamy, czego mi brakuje tu i teraz. A może to pytanie: Na ile są mi bliscy?... Co ta bliskość dla mnie znaczy.

Tutaj chodzi może o więzi, które z czasem stają się jednak troszeczkę słabsze? Co zakłóca nasze więzi? 

Porusza Pani ważną kwestię uznania odrębności i separacji. Kiedy zaczynamy dorastać, coraz bardziej zaczynamy się wyodrębniać. Na ile nasi najbliżsi są gotowi aby uznać ten fakt i na ile my jesteśmy gotowi aby się wyodrębnić i nie mieć poczucia winy? To, że coraz bardziej zajmujemy się własnymi sprawami jest w porządku czy nie? Czy mamy poczucie, że rodzice jakby nam na to „pozwolą” czy absolutnie nie akceptują naszej dorosłości i będziemy musieli „sprzedać” im trochę iluzji, że się nic nie zmieniło. Może być to jeden z elementów, który zakłuci naszą autentyczną więź, relację czy kontakt. Uznanie dorosłości, zdrowego separowania się jest przeżyciem, które może zafundować dużo radości i zadowolenia. Z jednej strony rodzice mogą mieć poczucie, że dziecko zdobywa nowe umiejętności, że układa sobie własne życie i tego są ciekawi, trzymamy za nie kciuki, dobrze mu życzymy. Dzięki temu dziecko ma możliwość, aby stać się bardziej dostępne i gotowe do wymiany tym wszystkim co się w jego życiu dzieje. Widzi, że jego odrębność jest akceptowana, że nie jest to więź, która ma zatrzymać w rozwoju. Wtedy łatwiej będziemy akceptowali to, że mamy więcej własnych spraw, i może nie zawsze będzie tak, że spędzimy święta z rodzicami, bo jest np. ktoś z kim będziemy chcieli ten czas spędzić. Nie znaczy to, że nasi najbliżsi przestają być dla nas ważni. Kiedy natomiast dzieje się to na zasadzie poczucia winy, szantażu, niejasności – może być to przyczynek do zarzewia konfliktu, co później nie sprzyja kontaktowi. Jedziemy na spotkanie rodzinne z nadziej na przeżycie czegoś dobrego, ale to wszystko jakoś się odwraca i zaczyna być nieprzyjemnie. Odjeżdżamy z poczuciem: Po co tu przyjechałam? Druga strona też myśli: Lepiej żeby Ciebie tutaj nie było, bo zepsułaś nam święta. Bardzo ważne jest to, czy potrafimy uznać odrębność i zmianę. Wtedy relacja z bliskimi  przestaje być oparta na krępującej zależności. Jest to inny rodzaj relacji, ale nie niszczy tej więzi, która jest.

Co wtedy kiedy słyszymy: „Lepiej, abyś nie przyjechała”?

Przede wszystkim jest to smutne. I zarazem  bardzo dobry moment na refleksję. Ważne też jest, aby tych słów nie usłyszeć tylko w kontekście zarzutu czy ataku, ale jako wyraz rozczarowania czy nienasycenia. Warto zastanowić się co takiego się wydarzyło, że przyjechałam do Was pełna dobrych intencji i co jest „tym” co przemienia nasze spotkanie w udrękę i staje się uciążliwe.  Warto zobaczyć co robimy – czego było za dużo, a czego za mało. Może było za dużo dystansu, a może za mało czułości, bliskości… Coś, co ma być przyjemne zmienia się w nieprzyjemność.
Chodzi o to, aby z dystansem – na tyle, na ile jest to możliwe – zobaczyć ten komunikat „Zepsułaś nam święta”. Jest to pewien sygnał do namysłu. O co tutaj chodzi? Co szwankuje? Być może się doszukamy, że szwankuje nie tylko tu i teraz, że dziś nam nie wyszło, ale może to już któryś rok z kolei nie wychodzi. Jeśli komuś zależy, jest to moment na to, aby szukać różnych dróg rozwiązania aby te relacje były jak najlepsze. Chodzi o to, aby w dynamice rozwoju relacji między ludźmi umieć znaleźć swoje miejsce. Umieć znaleźć dla siebie taką pozycję, która jest do zaakceptowania dla mnie i dla innych. Oczywiście nie wszystko musimy akceptować, ze wszystkim się zgadzać ale kiedy czegoś nie akceptujemy lub się z czymś nie zgadzamy, to rodzi się pytanie – czy uniemożliwi to dalszy kontakt? Czy będzie to przyczynek do zerwania kontaktu?

Od razu trzeba zrywać kontakt? 

Jeśli nie akceptujemy czy jest to jednoznaczne z tym, że tracimy więź? Mogę powiedzieć, że nie akceptuję Twoich wyborów, ale nasza relacja jest zbudowana na czym innym, trwalszym. Ważniejsze jest to, abyśmy ze sobą byli, coś o sobie wiedzieli, nie tracili ze sobą więzi. Jeśli wydaje nam się, że ktoś nas zawodzi, nie spełnia naszych oczekiwań, albo założeń, które mamy na jego temat – może dojść do zerwania więzi. „Nie chcę Ciebie więcej widzieć na oczy”. Dzieje się tak bardzo często w obrębie wartości. Kiedy system wartości rodziców i dzieci zaczyna  być różny – jest to sytuacja, w której trudno się odnaleźć, wkrada się obcość. Czasami nie łatwo znaleźć motywację żeby mimo różnic trwać jednak ze sobą. Aby nie było to czymś, co będzie w naszej relacji zwyciężać – ktoś się zawodzi, odwraca się od tego, co było do tej pory ważne, deklarowane. W tej sytuacji  istnieje taka groźba, że będziemy udawali, że czegoś nie widzimy, albo w jakimś sensie będziemy prowadzili podwójne życie – oficjalne i w ukryciu. Takie życie, do którego bliscy nie będą mieli dostępu, ponieważ wiemy, że oni tego nie zaakceptują w jaki sposób żyjemy co myślimy. Dzieje się to kosztem spontaniczności, otwartości.

Powróćmy jeszcze do samego momentu odetchnięcia po wieczerzy wigilijnej. Wspomniał Pan, że spacer to dobry pomysł na odreagowanie… 

Ta chęć chwilowego odosobnienia  np. spacer może być związana zwyczajnie z tym, że chcemy odpocząć. Rodzaj spotkania i intensywność przeżyć przekracza możliwość pomieszczenia tego we mnie. Może rozmów na jakiś temat jest za dużo. To chęć znalezienia dystansu po to, aby móc znowu uczestniczyć i  zaangażować się w rozmowę. Samotność jest bardziej skomplikowanym uczuciem, które zakłada opuszczenie, niezrozumienia nie mam do kogo się zwrócić, kto mógłby mnie zrozumieć, to co myślę i to, co przeżywam. To wszystko, co się ze mną dzieje kiedy zaczynam komuś opowiadać – jest dla kogoś niezrozumiałe, albo to odrzuca. Wtedy zaczyna się poważny kłopot. Ktoś być może szuka kontaktu i zrozumienia, ale go nie znajduje. Są przecież tacy ludzie, którzy od czasu do czasu sami szukają samotności. Szukają dystansu, izolacji, chociażby po to, aby móc przemyśleć sobie swoje życie. Niektórzy wyjeżdżają na rekolekcje, na medytację – ale to nie jest samotność. Jest to bardziej próba odnalezienia siebie, z dystansem od zgiełku.

Kiedy możemy mówić o samotności? 

Samotność jest wtedy kiedy chcemy kogoś bardzo znaleźć, ale nie potrafimy. Ta nasza prośba zostaje bez odpowiedzi. Wtedy zaczynamy się zastanawiać co z nami jest nie tak. Czego nam brakuje, że inni nas nie chcą, ignorują nas, że jesteśmy źle traktowani, omijani. Jest to sytuacja, którą przeżywamy jako niechęć innych ludzi do nas. Myślę, że zaczyna się duży dramat ludzi samotnych, w zależności od tego jaką mają konstrukcję własnej osobowości. Czy są w stanie poradzić sobie i uznać, że tak właśnie jest? Są tacy, którzy ciągle nie potrafią się pogodzić z taką sytuacją – pukają, kołaczą, ale ciągle napotykają  na niezrozumienie, pustkę, odmowę. Czasem jest to początek dużej ludzkiej tragedii. Po takich doświadczeniach sami możemy dystansować się od innych., Wtedy jest dużo rozgoryczenia na świat, na innych ludzi, że nie chcą, nie są w stanie zobaczyć naszej wrażliwości, wartości. Jest to na pewno przykre, ale nie wiem na ile jest to wyznacznik czasu w którym żyjemy, gdzie więzi – z jednej strony są deklaratywnie bliskie i jest ich dużo. Na ile tych bliskich osób jest rzeczywiście koło nas mało… Komórka, o której Pani wspomniała, może być niezbędnym rekwizytem, który daje nam iluzję że nie jesteśmy sami, że ktoś może na nas czeka, albo – my możemy na kogoś czekać. Chcemy wierzyć, że nie jesteśmy odosobnieni, samotni, bo jest ktoś może daleko, kto  się odezwie, napisze SMS.

Może… 

Zawsze jest to niepewność, oczekiwanie. Myślę, że ci, którzy są dojrzali i pewni relacji – będą mieli mniej wątpliwości. To „może” u nich będzie mniejsze. Oni nie będą zależni od tego, czy ktoś zadzwoni w danym momencie czy nie. Oni będą w stanie znieść sytuację, w której ktoś przez święta nie będzie się do nich odzywał. Będzie miał zrozumienie, że ktoś ma inne osoby, z którymi chce być. Jesteśmy ważni, ale być może nie najważniejsi. Jeśli to „może” jest duże, jest ciągła niepewność – może odzwierciedlać to, jak niepewnie czujemy się w świecie, w relacjach z innymi ludźmi.

Dziękuję za rozmowę. 

sobota, 23 grudnia 2017

[WYWIAD] Kartki, maile czy SMS?

[WYWIAD] Kartki, maile czy SMS?
Ci z nas, którzy wysyłają listy czy kartki - z pewnością nie rezygnują z nich dla maili czy SMS, ale czy w tym całym zabieganiu mamy czas i chęci aby najpierw wybierać kartki a później - stać w długich kolejkach na poczcie? A może wygodniej będzie z SMS? I to od razu: wyślij do wszystkich...  Co sądzi na ten temat psycholog, psychoterapeuta, coach - Ewa Guzowska? 


Pani Ewo, powoli zbliżają się święta. Coraz częściej zastanawiamy się nad prezentami dla naszych bliskich i przyjaciół. W sklepach jednak nie brakuje pięknych kartek świątecznych, i choć bierzemy je do ręki – odkładamy znowu, bo przecież kto ma czas w dzisiejszym zabieganiu na własnoręcznie wpisywanie życzeń?  

Temat Świąt Bożego Narodzenia to temat  piękny, ale też często trudny.  Generalnie to bardzo rodzinne święta, a czasami Rodzina czasami „wymaga”, by spędzać wspólnie święta… nie patrząc – często jak to wygląda z tej innej, głębszej strony.  To co głębiej, zwykle jest ważniejsze niż opakowanie – pięknie przystrojony stół, 12 dań, piękna choinka itd. Za chwilę zacznie się iście świąteczny klimat w sklepach, restauracjach, pubach. Jest teraz mnóstwo pięknych rzeczy, o jakich wcześniej można było pomarzyć. Kiedyś, jeśli ktoś miał telefon – to było coś – korzystał z niego często – łatwiej było zadzwonić niż wyjść z domu, by załatwić  jakąś sprawę. Dziś zupełnie odwrotnie – mamy po parę telefonów, rzadko rozmawiamy, a jak potrzebujemy i tak musimy wyjść z domu – zwykle rzadko,  kto je odbiera… Myślę, że trochę jest z kartami świątecznymi – są piękne, wyszukane, wymyślne… Tylko trzeba je wybrać, napisać życzenia, pójść na pocztę – spędzić tam bezcenny czas, którego nie mamy. Chciałam  tym zwrócić uwagę, że zmienia się podejście do relacji, tych rodzinnych, koleżeńskich, przyjacielskich, jakby były płytsze… Trudniej je budować, bardzo chciałabym się mylić, ale jakoś trudno…

Czy nie jest to jednak tak, że brakiem czasu próbujemy zbyt wiele usprawiedliwić?   

Teraz  właściwie wszystko tłumaczymy brakiem czasu, albo korkami na mieście…  Nie da się temu zaprzeczyć, że czasu mamy relatywnie mniej.  Dlaczego? Pytanie – czy to nasza organizacja czasu, czy wynik zmian, które czy chcemy czy nie i tak zachodzą. Kiedyś zdecydowanie mniej pracowaliśmy i tu powiem, było więcej takich możliwości – by pracować tylko 8 h. Dziś to chyba wielki luksus. I nawet kiedy weżmiemy pod uwagę, wszystkie udogodnienia – zakupy raz na tydzień, pralka, półgotowe produkty – to najczęściej nie rekompensuje nam tego, ile czasu spędzamy w pracy, w korkach i itp.

To prawda, ale rodzi się pytanie: Kupować kartki czy wysłać życzenia SMS i mieć „z głowy”?

Oczywiście to zależy, jak we wszystkim, co dla kogo jest ważne. Można wysyłać kartki wszystkim, którym wydaje się, że by wypadało, a może skupić się na tych relacjach, które są dla nas ważne.  Właściwie – kontakt raz na rok, czy to w postaci kartki, czy sms, niewiele  zmienia i niewiele wnosi. Wg mnie najważniejsza jest relacja, jaką mamy z ludźmi. Jakość relacji albo czy w ogóle ta relacja została zbudowana – czy jest to tylko podtrzymywanie relacji. Osobiście jestem przede wszystkim – za głębokimi relacjami, które  czuje się, że są i zawsze możemy zadzwonić, spotkać się i to będzie dobre dla obu stron.

Z czego wynika to, że jednak decydujemy się na wysłanie życzeń świątecznych SMS? 

Okres przedświąteczny wiąże się z tym, że jest to okres przygotowywań i wzmożonych obowiązków, większych zakupów, poszukiwania prezentów, często też obowiązkowych kolacji firmowych, czyli w tej ciągłej pogoni za czasem – trzeba pomieścić  dodatkowo i to. Poza tym, skoro jest taka możliwość wysyłania sms – najczęściej z nich korzystamy, mając pewność, że nasze życzenia dojdą na czas – a nie jak drogą pocztową, często albo wcześniej albo później, rzadko na czas. Komunikacja  sms  –  zastąpiła drogę pocztową, jeśli weżmiemy młode pokolenie nastolatków wydaje się, że coś takiego jak listy – to dla inna epoka.  Często niemożliwe jest  oprzeć się duchowi czasu, kiedy młodzież głównie kontaktuje się na fb.

Wydaje się, że wysłanie SMS zwłaszcza w okresie świąt nie jest jakimś mega wyzwaniem. W Internecie wiele jest stron z gotowymi życzeniami... Czy życzenia w takiej formie można uważać za eleganckie? 

Uwzględniwszy erę Internetu – e- kartki są bardzo piękne, wesołe i  dodatkowo dochodzą na czas. Czy taka  forma jest elegancka? Wszystko zależy czy przykładamy większą wagę do formy, czy to treści? To sprawa bardzo indywidualna, do czego przykłada się większą wagę.  Moda dyktuje pewne trendy, style zachowań, ubioru itd. –  nie ma sensu z tym dyskutować, może nam się to podobać, bądź nie, ale i tak jest taka jaka jest – zwykle obowiązująca. Jeśli nie idziesz z duchem czasu, zostajesz w tyle. I jeśli zostajesz w tyle, to Twój wybór, ale nie znaczy – że zmienisz kierunek biegu życia, raczej nie.

Czemu więc tak często stawiamy jednak na SMS? Bo łatwiej, szybciej, taniej? SMS można wysłać do ludzi, z którymi niekoniecznie jesteśmy w dobrych relacjach, ale niech wie, niech zna moje dobre serce – można pomyśleć...  

Uważam, że najważniejsze jest się kierować, tym co czuje i co sprawia radość, że kieruję życzenia do wybranej osoby, a wtedy drugą osobę też to ucieszy – bo tego oczekuje. Można powiedzieć, że tak jak we wszystkim najważniejsza jest intencja. Jeśli towarzyszy temu jakaś analiza podszyta ukrytymi pobudkami –  to wydaje się mogłoby być punktem wyjściowym… Czy w ogóle wysyłać – skoro nie płynie to z serca – tylko egoistycznych pobudek?

Mimo, że sami wysyłamy krótkie wiadomości z życzeniami – oczekujemy, że w naszej skrzynce na listy znajdziemy kartki... 

Aktualnie w skrzynce na listy, mamy najwięcej reklam i właściwie tylko to, rzadko przychodzą listy – jeśli w ogóle przychodzą. Mało kto dziś  pisze tradycyjny list. Wymaga to zaangażowania i trochę czasu – pytanie – skoro mogę szybciej, taniej się skontaktować, to czy ta forma jest tak ważna.  Można by domniemywać, że wtedy można by oczekiwać od kogoś, że ktoś przyjmie tę formę komunikacji i tu pojawia się pytanie – ile czasu byśmy na to potrzebowali i czy w ogóle nasz pomysł – nie zawisłby w którymś miejscu – chciałabym bardzo wierzyć, że nie – ale czy potrafię – raczej nie. Staram się być realistką, nawet jeśli wiele rzeczy może mi się nie podobać.

Nieco mniejszą popularnością jak SMS cieszą się e- kartki, o których Pani już wspomniała... Te z kolei mogą być bardziej odpowiednie a wysłane do każdego osobno – dają poczucie wyjątkowości?

Każdy  akcent wyjątkowości jest bardzo przyjemny, ale uważam, że składa się na to znacznie więcej czynników – niż tylko forma komunikacji.  Wg mnie sama forma, bądż jej zmiana nie zbuduje relacji, czyli opakowanie – nie zawsze świadczy o produkcie. Kończąc, życzę Wszystkim, pięknych i owocnych relacji – nie tylko w tym świątecznym czasie, ale w ogóle w życiu – to jest wartością samą w sobie.

Dziękuję za rozmowę.  


piątek, 22 grudnia 2017

[WYWIAD] Jak budowac relacje?

[WYWIAD] Jak budowac relacje?
Temat zdaje się tak oczywisty, że wszystko jest jasne. Czy aby na pewno? Na temat budowania relacji, ale nie tylko - mówi Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach


Pani Ewo, jakie są podstawowe zasady budowania dobrych relacji z ludźmi?

W moim odczuciu to przede wszystkim prawdziwość nas samych, z tym wszystkim, jacy jesteśmy, bez masek, hipokryzji... Szacunek do siebie i do innych. Uczciwość i otwartość, a także zaufanie do siebie  i drugiego człowieka.

Jakie relacje zaliczamy do dobrych i dojrzałych?

To relacje, które mają dla nas kluczowe znaczenie, które zmieniają nasze życie. Uważam, że kiedy doświadczamy ich calym sobą, one zmieniają nas. I to jest esencja dobrych relacji.

Co najczęściej utrudnia komunikację?

Brak  istotnych spraw, o których trudno mówić. Bardzo rzadko rozmawiamy o emocjach, tak jakby ich nie było, a przecież to one nadają smak naszemu życiu. Nikt nie uczy nas o nich rozmawiać. Bez nich trudno cokolwiek budować.

Niezwykle ważna jest treść jaką przekazujemy za pomocą mowy ciała, jednak możemy nad nią też zapanować – w pewnym stopniu. Mimo wszystko po jakimś czasie da się zauważyć niespojność...

Tak,  nasza komunikacja wiele mówi o nas samych, a to co jest najważniejsze to spójność. Kiedy jesteśmy spójni sami ze sobą, znacznie łatwiej się komunikować, często jednak nie jest to takie oczywiste i naturalne, jakby się wydawało. Bywa, że nosimy wiele masek, a potem nie wiemy, która jest prawdziwa…

Jak radzić sobie z przeszkodami, które komunikację utrudniają?

Wszystko zależy na jakim poziomie, mówimy o przeszkodach, bo one są  szalenie ważne – jeśli będziemy mieć na myśli poziom przekonań. Różny poziom przekonań – z pewnością przyda się nam tolerancja dla innego punktu widzenia. A jeśli ta różnica będzie na wyższym poziomie np. misji, czasami komunikacja może być niemożliwa, bądź bardzo trudna…

W jaki sposób zaprzeczać aby nie było to nieprzyjemne?

Przede wszystkim należy bronić swojego zdania, jednak zawsze z szacunkiem do zdania rozmówcy.

Podstawą budowania każdej relacji jest znajomość siebie i szacunek do drugiego człowieka, ale nie zawsze potrafimy wszystkich traktować tak samo...  

Tak to prawda, szacunek  jest wartością nadrzędną. Nie traktujemy wszystkich tak samo, bo to prostu niemożliwe, tak jak niemożliwe jest stworzenie przyjaźni z „każdym” –  to się nie uda, mam tu na myśli prawdziwą przyjaźń, związek. Jesteśmy  tak bardzo zróżnicowani, a przy tym wszystkim, chcemy zwykle podobnych rzeczy: szczęścia, miłości, odnalezienie sensu życia… Tego wszystkiego Wszystkim życzę…

Fot.: pixabay.com.pl

czwartek, 21 grudnia 2017

Wplyw slodyczy na skore. Oczywiste, a jednak...

Wplyw slodyczy na skore. Oczywiste, a jednak...
Każda z nas chyba ma takie dni, kiedy po prostu musi zjeść jakąś słodycz – cokolwiek: ciasteczko, batoniki, cukierki czy czekoladki. Czasem ciężko trzymać dystans od słodyczy, ale jeśli zauważamy, że coś się dzieje ze skórą twarzy, że wygląda gorzej, pojawiają się pryszcze, zaskórniki, że skóra traci elastyczność – może to być znak tego, że mamy wysoki poziom cukru we krwi. Co to oznacza? Wysoki poziom cukru we krwi sprzyja produkowania reaktywnych form tlenu. Wolne rodniki przyspieszają proces starzenia się. 



Która z nas nie słyszała hasła: „Jesteś tym, co jesz”. Z pewnością dotyczy ono nie tylko zdrowia, ale także kondycji naszej skóry. Można też powiedzieć inaczej: „Pokaż mi jak wygląda Twoja skóra, a powiem Ci czego nie powinnaś jeść”. Pamiętajmy o tym – przy całej naszej miłości do słodyczy – że to nadmiar cukru powoduje przetłuszczanie się skóry, pojawienie się wyprysków.

Słodycze – jednym zdaniem – to masa cukru bez żadnych wartości odżywczych. Co nam to daje? Najpierw nagły skok insuliny, a jakiś czas później – równie nagły jej spadek. W konsekwencji czujemy się zmęczeni. Widocznym tego elementem są worki pod oczami, które co prawda można „usunąć” domowymi sposobami, ale pamiętajmy, że sposoby te są skuteczne przez krótki czas.

Oprócz słodyczy, które są numerem jeden w starzeniu się skóry, są też inne produkty, które mają fatalny wpływ na naszą cerę. Należą do nich: sól, słodzik, alkohol, ostre jedzenie, przetworzone wędliny czy smażone potrawy.

Co zrobić, żeby jeść mniej słodyczy?

Przede wszystkim próbować je zastąpić, na przykład w momencie kiedy mamy ochotę na słodycze – sięgnijmy po marchewkę. Rezygnujmy również z kolorowych napojów. Wybieramy raczej te produkty z pełnego ziarna: chleb razowy, makarony gryczane. Podobnie z warzywami: kukurydza, groch, fasola, ziemniaki, soczewica. I aktywność fizyczna. Jeśli jest za zimno – możemy wybrać siłownię.

Podobno też brak ruchu wzmaga apetyt na słodycze. Dbajmy o to, aby nasze posiłki były naprawdę dobre i pożywne, ponieważ także nadwaga ma negatywny wpływ na wygląd naszej skóry. Dbajmy o dobre samopoczucie, dlatego wybierajmy mądrze.

Być może już czas odpowiedzieć sobie na pytanie: Co dla mnie jest ważniejsze? Czy aż tak bardzo kocham słodycze, że przez nie mogę się szybciej zestarzeć?

Tekst dla: magazynfamilia.pl 
Fot.: pixabay.com.pl 

środa, 20 grudnia 2017

[WYWIAD] Swiateczne "przebaczenie"... Sens?

[WYWIAD] Swiateczne "przebaczenie"... Sens?
Świąteczne przebaczenie - czy aby na pewno PRZEBACZENIE a nie "przebaczenie"? Bo wypada, bo tak powinno być... Oddaję głos dla Filipa Kołodziejczyka - psychologa, psychoterapeuty 😎


Panie Filipie, co oznacza „przebaczyć”? 

Dosłownie „przebaczyć” oznacza odpuścić winę, darować. Słownik synonimów podaje w języku polskim również takie znaczenia jak: uniewinnienie, pojednanie, łaskawość. Szczerze mówiąc nie jestem fanem takiego tylko rozumienia tego słowa. Dla mnie brakuje w nim komponentu współodczuwania – współczucia, koniecznego do pełnego zrozumienia sytuacji osoby, która nas skrzywdziła, zrozumienia tej trudności i cierpień, które doprowadziły ją do takiego działania opartego na ignorancji.

Przebaczenie – podobnie jak nawrócenie – jest procesem. O czym musimy wiedzieć, z czym się liczyć – przebaczając?  

Myślę, że konieczne jest uświadomienie sobie, iż do pełnego przebaczenia potrzebne jest całkowite porzucenie obarczania winą osoby, której przebaczamy. Oczywiście nie oznacza to, że musimy pochwalać jej zachowania, czy na nie sobie pozwalać. Ważna jest natomiast nasza wiara w to, że pomimo popełnianych nieprawości – w każdej ludzkiej istocie jest podstawowe dobro, z którym czasem po prostu nie mamy kontaktu – wiedzeni porządaniem, chęcią uniknięcia cierpienia, ignorancją – krzywdzimy czasem siebie i innych. Przebaczając powinniśmy uświadomić sobie motywy kierujące daną osobę do takiego a nie innego zachowania. Proces przebaczania nie jest łatwy – wiąże się z akceptacją i rozliczeniem przeszłości. Niekiedy wymienia się kilka jego faz: wypieranie się, gniew, targowanie się, smutek i akceptacja.

Aby przebaczyć – potrzebujemy miesięcy, niekiedy lat... Dużo zależy przecież od naszego zaangażowania, oczekiwań, emocji...

Oczywiście, poniewaz to jak długo trwa proces przebaczenia zależy od wielu okoliczności. Trudniej wybacza się bliskim, np. rodzicom. Dużo zależy również od tego jak wielkie było nasze cierpienie, jakie emocje się z nim wiązały.

Jakie warunki trzeba spełnić aby rzeczywiście przebaczyć? 

Przede wszystkim trzeba chęci i odwagi otwarcia się na drugą oosobę. Wymaga to umiejętności przyjęcia jej perspektywy.

Co gwarantuje nam przebaczenie? Pogodzenie się z własną słabością? Ulga w cierpieniu – skoro brak przebaczenia wiąże się czasem z cierpieniem?

Jeśli nie znajdziemy w sobie przebaczenia – myśli o krzywdzie i niesprawiedliwości, poczucie bycia ofiarą – będą stale sprawiać nam cierpienie. Przebaczenie może nas od niego uwolnić.

Już niedługo wigilia. W tradycji chrześcijańskiej to czas pojednania i miłości. Na stole kładziemy pusty talerz, ale chyba to już tylko tradycja... Oczywiście „przebaczamy” sobie, ale po kolacji, najdalej po świętach wszystko wraca do normy...

Niestety wpływ ma na to fakt, że takie przebaczenie często nie jest pogłębione refleksją, nie ma elementu pojednania i próby zrozumienia drugiej osoby. Jeśli „przebaczamy” komuś na zasadzie: jesteś zły, ale ja – dobry, łaskawie Ci wybaczam – nie ma to solidnych podstaw.

Jaki jest sens chwilowego przebaczenia?

Nie ma żadnego. Może tylko na moment wyciszyć waśnie, co daje korzyść jedynie doraźną.

Kiedy można mówić o pełnym przebaczeniu?

Kiedy nie obarczamy winą osoby, która nas skrzywdziła, tylko w pełni widzimy jej sytuację i to co ją do niej doprowadziło. Kiedy jesteśmy w stanie w pełni zaakceptować to jak rzeczy się mają. Co powtrazam – nie nie oznacza znowu przyzwalania na krzywdzenie, czy braku reakcji na nie.

W kościele w czasie Świat Bożego Narodzenia usłyszymy piękne homilie nnawiązujące do najbardziej rodzinnych Świąt, pełnych miłości i przebaczenia. „Znak pokoju” – a  może często właśnie postępujemy tak, aby inni widzieli, ale w sercu nie przebaczamy sobie wzajemnie. Być może właśnie zabrakło szczerej rozmowy, zwłaszcza w tym czasie... 

Pozorne gesty przyjaźni i przebaczenia są łatwe do wykonania i mogą dawać pewne korzyści społeczne, dlatego dość często można się z nimi spotkać. Natomiast prawdziwe „miłowanie blizniego swego” i umiejętność przebaczania jest w obecnych czasach rzadkością. Warto wykorzystać ten piękny czas Świąt Bożego Narodzenia by przypomnieć sobie o prawdziwym znaczenia wybaczania, miłości i pojednania. Spędzając czas przy świątecznym stole może warto otworzyć się na siebie wzajemnie, zamiast na ekran telewizora czy swojego smartfona.

Co jest kluczem do prawdziwego przebaczenia?

Umiejętność współczucia, rozumiana jako współodczuwanie a nie litowanie się.

wtorek, 19 grudnia 2017

W poszukiwaniu szczescia?

W poszukiwaniu szczescia?
- Przymierzyłam szczęście. Pasuje mi, będę nosić - pod tymi słowami opublikowalam na fejsie zdjęcie w sukience, którą przymierzyłam. Rzeczywiście wybrałam się w poszukiwaniu "szczęścia" specjalnie na święta. Sukienka śliczna, ale zostały już tylko dwa rozmiary - 36 i 38. Czyli idealnie - jakby czekała na mnie 😊



Również i dziś wybrałam się na zakupy, ale tym razem w poszukiwaniu sukienki dla przyjaciółki, do innego skelpu. I gdyby nie te zakupy - post dziejszy z pewnością by nie powstał 😊 Czemu? No wlasnie, może ktoś mi wyjaśni jak to jest - mierzę sukienkę rozm. XL i jest prawie dobra, chociaż na co dzień noszę rozmiar S...

Czy rzeczywiście te metki i zapisane na nich cyferki świadczą o tym jakie jesteśmy? Tak się zastanawiam o co w tym wszystkim chodzi... Jesteśmy takie jakie jesteśmy - jeśli siebie akceptujemy to nie ma znaczenia jaką cyferkę mamy na sukience. Niestety, ale nie jest to zasada, że im mniejszy rozmiar - tym lepiej... Przyczyn porzucenia kilku kilogramów może być wiele... niekoniecznie w połączeniu z siłownią i dietą...

Daleka jestem od tego, aby dać się "zniewolnić" temu wszystkiemu, co proponują świąteczne wystawy. Oczywiście, że te wszystkie sukienki są śliczne, ale czy to cyferka na metce doda nam pewności siebie?  

Nie dajmy sobie wmówić, że XS czy S to jest ideał, bo tak nie jest! Każda z nas jest wyjatkowa, i nie ma znaczenia w jakiej sukience chodzi. Nie bądźmy też żadną kopią, bo mimo, że może być nawet idealna - zawsze to kopia...

Bądźmy takie jakie jesteśmy! To jest nasze piękno! 💖 

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Czego nie wypada kobiecie po 30 trzydziestce?

Czego nie wypada kobiecie po 30 trzydziestce?
Kiedy kończymy 30 lat robimy pewnie podsumowanie tego, co do tej pory udało nam się osiągnąć, zrealizować, określamy też najbliższe cele, marzenia. I choć 30 lat zwykle kojarzy się z dojrzałością, poukładanym życiem zawodowym i rodzinnym, na zewnątrz nie chcemy zmieniać stylu, który przecież wypracowałyśmy, w którym czujemy się dobrze. A może 30 lat to też czas, aby wymienić garderobę?  



Czy wszystko mi wolno? 

Każda z nas na pewno ma w swojej garderobie – oprócz całych półek tych rzeczy, których od miesięcy nie nosimy - koszulki z nadrukami czy śmiesznymi napisami. Są one dobre, ale pod warunkiem, że założymy je w odpowiednich do tego okolicznościach – wyjazd ze znajomymi za miasto – jak najbardziej, ale czy na co dzień taka koszulka będzie dobrym pomysłem dla kobiety, która nie jest już nastolatką? Od kobiety dojrzałej, która ma 30 lat, wymaga się bardziej przemyślanego wyboru stroju i dodatków – oczywiście w zależności od sytuacji, a przecież nie chcemy być postrzegane jako dziecinne.

Styliści przestrzegają również przez łączeniem kolorowych koszulek z młodzieżową biżuterią. Podobnie jak inne, kolorowe dodatki – spinki do włosów, świecidełka – mogą okazać się nawet trafionym pomysłem, pod warunkiem, że będą spójne z pozostałymi elementami stroju i zaprezentujemy się w nich tylko podczas nieformalnych wyjść. Zdecydowanie jednak takich połączeń unikamy, jeśli zamierzamy brać udział w spotkaniach oficjalnych.

Podobnie w przypadku szortów, choć tutaj sprawa powinna być jasna. Są takie rzeczy, które po prostu nie przystoją kobiecie po 30. Szorty, które eksponują pośladki nie są „cudownym” rozwiązaniem – nawet podczas upałów. W takiej sytuacji zdecydowanie będą lepsze dłuższe spodenki czy przewiewna sukienka, a szorty – jeśli już tak bardzo je lubimy – załóżmy np. na spacer z naszym pupilem, i to najlepiej wtedy, kiedy mamy zgrabną figurę.

W podobny sposób sprawa wygląda z wyborem odpowiedniej torebki. Jak wybrać tę, która będzie dla nas odpowiednia? Ważne, aby znać zasady i nimi się kierować, ponieważ w przypadku, kiedy nasza ulubiona torba, którą zabieramy na plażę – stanie się nieodłącznym elementem codziennej garderoby – z pewnością zwróci uwagę, ale będzie wyglądać śmiesznie. Na co dzień unikamy noszenia toreb ze zwierzakami czy napisami – poza wyjściem na zakupy, ale wybierajmy torebki starannie – stosownie do okazji czy uroczystości, w której będziemy brały udział.

To, że kończymy 30 lat nie oznacza tragedii i całkowitej zmiany naszego życia. Przede wszystkim nigdy nie możemy zapomnieć o sobie i oddać naszego życia innym. Pamiętajmy, że mamy być szczęśliwe, a to, że skończyłyśmy 30. rok życia nie jest powodem do tego, aby wyzbyć się spontaniczności i radości z życia. Nie zabijajmy w sobie optymizmu! 

Tekst: magazynfamilia.pl 
Fot.: pixabay.com.pl 

niedziela, 17 grudnia 2017

Siedem lat. A jakby to bylo wczoraj...

Siedem lat. A jakby to bylo wczoraj...
Dziś kolejna walka Tomasza Adamka. I fajnie, że znowu walczy w kraju, ale szkoda, że jednak nie jest to taki poziom, który prezentował kilka lat temu. Tamte walki, o czwartej, piątej nad ranem - naszego czasu - miały w sobie moc!


Doskonale pamiętam pierwsze spotkanie - wtedy jeszcze z Panem Tomkiem. Ja też wtedy byłam jeszcze na studiach, dopiero po licencjacie, ale już współpracowałam z Magazynem Familia 💖 I to właśnie tam ukazał się nasz pierwszy wywiad - jeszcze przed walką z Vitalim Klitschko 😎


Z Tomkiem - podobnie jak z Mariuszem Wachem - miałam okazję poznać nie tylko boks, ale przede wszystkim jego życie - także duchowe. Pamiętam moment, kiedy jechaliśmy do Gilowic, mijaliśmy kościoł i Tomek przeżegnał się... On tak ma. I to jest w nim piękne, to podziwiam, że przed każdą walką Tomek się żegna. Oczywiście, że nie wszystkim to się podoba...

To cudowne spotykać dobrych ludzi, ale jeszcze piękniejsze jest to, kiedy jesteśmy z nimi w relacji. Dużo śmiesznych sytuacji pozostaje w pamięci, a niektóre przypominają się kiedy przeglądamy zdjęcia, słuchamy wywiadów... To jest niesamowite, że "wielcy" tego świata są tak blisko nas. I są normami 😎


Miałam też ogromne szczęście i przyjemność przeprowadzić wywiad właśnie w Gilowicach - w domu rodzinnym "Górala". Miałam okazję poznać jego rodzinę. To wszystko - te rozmowy, spotkania i poziom relacji ma wpływ na to, co się dzieje z nami podczas walki kogoś, kogo znamy, lubimy, z kim jeszcze chwilkę przed walką - rozmawialiśmy.  A z drugiej strony to też żal i łzy, kiedy wygrywa ktoś inny...


Wierzę, że i dziś Tomasz zejdzie z ringu jako zwycięzca 🏆

sobota, 16 grudnia 2017

Kazimierz Piechowski. Moj Przyjaciel.

Kazimierz Piechowski. Moj Przyjaciel.
Kazimierza Piechowskiego nie trzeba przedstawiać - jest to człowiek dobrze znany zarówno starszym jak i młodzieży. Chociaż, z pewnością są i tacy, którzy historii Pana Kazimierza nie poznali - z różnych powodów...

   
Dziś, kiedy już rzeczywiście pozostały tylko piękne wspomnienia - nie sposób się nie uśmiechnąć do zdjęć czy maili... Miałam tą ogromną przyjemność i zaszczyt nie tylko poznać Pana Kazimierza, ale i przyjaźnić się. A dla dziennikarza nie ma chyba nic pięknejszego jak usłyszeć słowa: Jesteś dla nas jak rodzina!

Tak też było w naszej relacji, chociaż zaczęło się od wywiadu. Był to mój pierwszy wywiad, ale to właśnie mój tekst - rozmowa z Panem Kazimierzem - była "jedynką" na wp.pl    

Od pierwszej chwili kiedy tylko poznałam Pana Kazimierza - miałam mnóstwo pytań, ale i czułam się wyróżniona, że mam zaszczyt poznać i być w relacji z tak wspaniałym człowiekiem. Każde z tych spotkań, chociaż było ich wiele - były szczególne i wyjątkowe... 

Bardzo lubiłam pytać Pana Kazimierza o sprawy związane z ucieczką - jej przygotowaniem, realizacją i konsekwencjami - w przypadku niepowodzenia. Do dziś mam w domu rodzinnym film - z dedykacją, którego jest bohaterem - UCIEKINER. Film polecam obejrzeć... Do dziś powtarzam sobie pytanie: W jaki sposób udało się uciec z miejsca, z którego nierealne było uciec? A w jaki sposób w mundurach oficerów SS i samochodem, którym jeździli SS? Tą historię trzeba poznać! Bezwzględnie! 

To niesamowite, że od ludzi, którzy nie tylko byli w tym "piekle na ziemi" - KL Auschwitz, ale również je przeżyli - słyszeliśmy prawdę o tym, co się tam działo. Nie ma piękniejszego "wyroznienia" dla dziennikarza, jak od tak wyjątkowych osób uczyć się historii. Na szczęście Pan Kazimierz bardzo dużo po sobie zostawił. Równiez na blogu będę publikować wywiady, które razem przygotowywaliśmy. 

Muszę jeszcze jedno napisać - przez dziesięć lat naszej przyjaźni nigdy nie zdarzyło się tak, aby mój telefon czy mail pozostał bez odpowiedzi. Może w dzieisjszym świecie nie jest to norma, aby oddzwonić i odpowiedzieć, ale tak było. Nawet jeśli zdarzyło się tak, że zadzwoniłam w mało odpowiednim momencie - odpowiedz byla. A raz zdarzyło się tak, że zadzwoniłam w czasie uroczystości w KL Auschwitz. Pan Kazimierz odbiera telefon, i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam: "Marciu, dzwonisz do mnie do KL Auschwitz"...

Kazimierz Piechowski był ostatnim z czwórki bohaterów brawurowej ucieczki z KL Auschwitz w dn. 20 czerwca 1942 roku. Miał 98 lat. 

Przyjacielu, odpoczywaj w pokoju! 

Fot. Odwiedziny u Państwa Piechowskich. Byłam z Babcią 💖

piątek, 15 grudnia 2017

6 kroków do idealnego manicure w domu

6 kroków do idealnego manicure w domu
Dłonie są naszą wizytówką. Ozdobą rąk każdej kobiety są piękne, zadbane paznokcie. Nie zawsze mamy czas aby wybrać się do kosmetyczki, ale jeśli dobrze przygotujemy nasze dłonie – w domowym zaciszu również możemy wykonać piękny manicure. Jak się do niego przygotować?


🌺 Po pierwsze: odpowiedni pilnik

Najlepiej piaskowy lub szklany. Jeśli chcemy uniknąć rozdwojenia należy piłować paznokcie od krańca płytki do środka. W przypadku gdy chcemy aby lakier bardziej się trzymał – możemy dodatkowo polerować paznokcie.

🌺 Zmiękczanie skórek

Następnym krokiem jest zmiękczanie skórek w ciepłej wodzie z dodatkiem kilku kropel cytryny i żelu do mycia rąk. Wystarczy również zamoczyć ręce w płatkach mydlanych albo zwykłym mydle w płynie.   W skórki możemy też wmasować specjalny preparat do zmiękczania skórek. Następnie drewnianymi patyczkami odsuwamy je.

🌺 Odtluszczanie

Jeśli chcemy aby efekt był dłuższy, powinnyśmy zastosować preparat odtłuszczający, dzięki czemu  pozwoli on na utrzymanie się lakieru dłużej. W tej roli doskonale sprawdzi się zmywacz do paznokci. Kiedy wybieramy zmywacz – zwróćmy uwagę czy zawiera aceton. Delikatniejsze i nie przesuszające płytki paznokcia są produkty bezacetonowe.

🌺 Baza

Jest również sposób na poprawienie przyczepności lakieru. Wystarczy nałożyć specjalny lakier pokładowy. Chroni on także płytkę przed przebarwieniami.

🌺 Właściwy lakier

Musimy pamiętać, że lepiej będą wyglądały nasze paznokcie jeśli nałożymy dwie cienkie warsty  - zamiast jednej, grubej. I nie ma znaczenia czy lakier, który wybralysmy jest delikatny czy intensywnie czerwony. Nie wolno nakładać jednej warstwy lakieru na drugą, ale jeśli bardzo się spieszymy – możemy nałożyć specjalny wysuszacz lakieru.

🌺 Utwardzacz

Jeśli chcemy aby nasze paznokcie były piękne, o szklistym połysku – możemy nałożyć preparat nawierzchniowy. Dodatkowo przedłuża on trwałość lakieru.

Warto od czasu do czasu zrezygnować z wizyty u kosmetyczki i zrobić manicure w domu. Daje dużo satysfakcji i na pewno zachwyci efektem 🌺



czwartek, 14 grudnia 2017

Opowiedz mi, Babciu...

Opowiedz mi, Babciu...
Moi Dziadkowie - czyli moidziadkowie.pl to prawdziwa inspiracja pomysłów na prezenty dla Babci i Dziadka! Zwykle przecież nie chcemy aby nasz prezent był nijaki i sami też nie chcielibyśmy takiego dostać... Babcie i Dziadkowie to nasze Skarby, ktorych chcemy wyróżnić wyjątkowym prezentem, a do takich należą dwie niebanalne publikacje: Opowiedz mi, Babciu 🎁 klik 🎁 i Opowiedz mi, Dziadku 🎁 klik 🎁


Opowiedz mi, Babciu...  

Wyjątkowy prezent dla każdej Babci. Starannie dobrane pytania pomogą uchwycić ważne wydarzenia w życiu Waszej Babci od jej dzieciństwa do chwili obecnej. Wypełniona książka stanie się cennym skarbem dla całej rodziny. Format 25x30 cm, twarde okładki, gruby papier i solidna oprawa zapewnią wysoką trwałość, łatwość dokonywania wpisów i przyjemność lektury w przyszłości.

Opowiedz mi Babciu to książka do zapisywania wspomnień Waszej Babci, od jej dzieciństwa do chwili obecnej. Babcia, samodzielnie lub z Waszą pomocą, będzie wypełniać książkę odpowiadając na szereg starannie dobranych pytań. Na przykład: kim chciała być, kiedy była mała, jacy byli jej rodzice i dziadkowie, gdzie się bawiła, kiedy poznała Dziadka - swojego męża, czego razem doświadczyli, jak zapamiętała ważne wydarzenia historyczne, co według niej zmieniło się od czasów jej młodości... Załączone rysunki i fotografie pomogą przywołać wspomnienia. W książce pozostawiono też miejsce na własne fotografie 📷😎

Opowiedz mi Babciu to naprawdę wyjątkowy prezent dla Babć. A tak wygląda wersja dla Dziadka:



Wśród prezentów na wyróżnienie zasługuje również gra: 😎 Jak to wtedy było? 🎮 klik 🎮 a taka gra to świetne spędzanie wspólnego czasu! 💖 Idealny pomysł na świąteczne wieczory 😎

Nowa gra, w której babcia, dziadek, matka, ojciec, ale także dzieci i znajomi w przyjaznej atmosferze będą odkrywać i dzielić się  rodzinnymi wspomnieniami. Gra zawiera karty z fotografiami retro, które w zabawny sposób, na zasadzie skojarzeń zachęcają do opowieści. To pierwszy etap gry – opowiadanie – ile rzeczy można sobie przypomnieć spoglądając na zdjęcie? Niemal nieskończoną ilość.

W drugim etapie gry gracze odpowiadają na pytania, które są związane z opowieściami. Słuchałeś dobrze  i możesz odpowiedzieć poprawnie? Jeśli tak, to poruszasz się do przodu na planszy. Zwycięzcą jest ten, kto najlepiej wszystko zapamięta i będzie pierwszy na mecie, ale zwycięstwo nie jest w tej grze najważniejsze, a doświadczenia i przygody, o których usłyszysz. I uwierz mi, wiele opowieści babci, dziadka i twoich bliskich pozostaną w twojej pamięci jako piękne wspomnienia. Jak to wtedy było? Jest wyjątkową grą, która łączy pokolenia i w przyjemny sposób, pomaga trenować pamięć.

Niech te Święta będą wyjątkowe - dzięki pięknym preznetom również! 🎁🎁🎁 

środa, 13 grudnia 2017

[WYWIAD] Czy mozna zyc bez milosci?

[WYWIAD] Czy mozna zyc bez milosci?
Każdy z nas pragnie i szuka miłości, każdy chce być szczęśliwy, ale niekiedy właśnie rezygnujemy z tego, co może dać nam szczęście – aby też nie cierpieć... A może życie w pojedynkę jest lepsze, bezpieczniejsze pod względem zranienia? Odpowiedzi udziela Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach 😎



Pani Ewo, każdy szuka miłości, każdy chce jej doświadczyć, ale czym właściwie ona jest?

Otóż to ważne pytanie – czym jest miłość, definicji pewnie bez liku, ale pewnie dla każdego będzie to też coś innego. Tak czy inaczej nie ma nic piękniejszego od MIŁOŚCI, biedni Ci, co jej nie przeżyli…  Nic jej nie zastąpi, żadne bogactwo, władza, pieniądze…. Miłość nadaje sens życiu. Rozwija i pogłębia. Warto przede wszystkim zacząć od miłości do siebie, to często nie jest łatwe. Nie mogę sobie wyobrazić życia bez miłości, czym by ono było… Z pewnością nie chcę go sobie wyobrażać...

Jeden ze znanych rekolekcjonistów przestrzega przed tym, aby miłości nie mylić z zakochaniem...  

Miłość, to coś głębszego niż zakochanie, ważnego i niepowtarzalnego. Miłość to odpowiedzialność za drugą osobę.  Miłość  -  to spotkanie serc …

Wobec tego – gdzie jej szukać?

Przede wszystkim zacząć szukać tam, gdzie najbliżej. Miłość jest w nas samych. To jest punkt startowy na mapie. Ogromnym błędem i pomyłką jest to, że szukamy jej wszędzie, ale nie w nas samych.  Może warto postawić znak STOP, kiedy zaczynamy szukać gdzie indziej poza samym sobą...

I znowu powracamy do początku – jeśli nie pokochamy najpierw siebie to nie będziemy szczęśliwi nawet z najprzystojniejszym mężczyzna na świecie! Dlaczego jest to tak ważne?

Życie ma to do siebie, że najpiękniejszy obiekt opatrzy się z czasem… A  co potem, szukamy kolejnego eksponatu… To droga po równi pochyłej, prowadząca donikąd… Istotą jest to, co kryje się w człowieku, to co możemy nieustannie w nim odkrywać…

A co za tym idzie – żyjemy w relacji, może też nie zawsze wiemy jak wyrażać to, co czujemy... Granica między zakochaniem i miłością może być cieniutka...

Niestety, tego w szkołach nie uczą, a więc sami powinniśmy o to zadbać.  A może przychodzi to samo, kiedy poczujemy, że to miłość…  Czujemy, doświadczamy, wyrażamy… Nie ma uniwersalnej recepty.

Zakochanie – życie w iluzji miłości?

Życie w iluzji może jest i piękne przez chwile, jesteś w niebie, potem wracasz do siebie…

Poprzez brak miłości do siebie narażamy się niejako na utratę, czy rezygnację z prawdziwej i pięknej miłości?

Miłość, którą mamy w sobie jest podstawą - by tworzyć, by czuć, by doświadczać, by kochać życie… w pojedynkę, czy w duecie…

A miłość nadaje sens życiu...

Zdecydowanie TAK 😊 Cóż może zastąpić ciepły dotyk kochanej nam osoby – daremno szukać….

Możemy być szczęśliwi, ale szczęście okaże się niepełne, jeśli też nie będziemy mieli z kim go dzielić?

Szczęście ma różne formy. Zdecydowanie pięknie jest go dzielić z kochaną osobą… Dzielone szczęście to zawsze podwójne szczęście… Życzę Wszystkim tego, co najważniejsze NIEPOWTARZALNEJ MILOŚCI…  Każda miłość jest pierwsza…

wtorek, 12 grudnia 2017

Sercem pisane... Pomysl na prezent 🎁

Sercem pisane...  Pomysl na prezent 🎁
W kubkach Ani kawa smakuje bardziej! A co ucieszy nas tak samo jak spersonalizowane prezenty? Jednym z pomysłów na piękny prezent są właśnie kubki - specjalne, które tworzy kobieta z pasją 😎 Podpytalam Anię o kilka rzeczy... 



Aniu, skąd zamiłowanie do tworzenia uroczych kubków? 

Jak to często bywa - była to trochę kwestia przypadku. Szliśmy na ślub i potrzebowałam oryginalnego prezentu, a że od dziecka ręce mnie swędzą 😊 to postanowiłam zrobić coś samemu - czyli prosto z serca... Lubię otrzymywać prezenty praktyczne i ładne i sama staram się takie dawać, żeby osoba obdarowana czuła, że poświęciłam swój czas aby jej sprawić radość, bo czy to właśnie nasz czas nie jest najcenniejszy? Tak więc przystąpiłam do dzieła - kupiłam wszystko co potrzebne i powstały filiżaneczki ślubne używane codziennie rano - bardzo fajny rytuał się z tego stworzył u tej pary Później zrobiłam kubek sobie i mężowi żeby każde miało swój - to nasze takie małe dziwactwo 😉 następny był dla córci. Po kilku dniach zamówiła koleżanka, później druga i tak poszło 😁 

Skąd inspiracja? 

Inspiracje czerpię zewsząd... z przyrody, z otoczenia, nawet z polityki 😉 ale najwięcej inspiracji dostarczają mi sami zamawiający. Większość osób wie dokładnie jak taki kubek ma wyglądać 😁 w razie co zawsze służę rada 😉

Nie tylko kubki, ale i kotki... 

Tak i tu znowu przypadek haha 😉 zrobiliśmy z mężem remont u 7-letniej córki w pokoju i szukałam jakichś niebanalnych dodatków, takich dziewczęcych 😁 każda dziewczyna chyba lubi kotki - tak powstały moje - pierwsze po długich konsultacjach oczywiście z obdarowana! 😁

Spersonalizowane prezenty stają się coraz modniejsze. Co było najtrudniejszym wyzwaniem? 

Hmm... ja uwielbiam wyzwania! 😜 im oryginalniejszy kubek tym bardziej jestem nakręcona 😉 nie lubię kopiować napisów, ale jest sporo takich, którymi każdy chce obdarować druga osobę. Największym wyzwaniem było dla mnie namalowanie oka – dostałam projekt od mamy pewnej nastolatki i drżałam w chwili kiedy czekałam na akceptacje mojej pracy 😁 napociłam się wtedy 😉

A co sprawia Ci najwięcej radości?  

Największa radość to radość zamawiającego! Ten błysk w oku, lub ciepłe słowa: jest właśnie taki jaki sobie wymarzyłam, jest taki jaki chciałem, żona będzie szczęśliwa itd. Często dostaję informacje zwrotne, ze np. obdarowany moim kubeczkiem był bardzo uradowany lub że był to najlepszy prezent 😁 miód na moje serce 💜

Gdzie można znaleźć Wasze rzeczy? 😎

Zapraszam na moją 🍵 stronę 🍵 jest wiele inspiracji, ale też jak już wspomniałam - zawsze służę radą i pomocą.

Dziękuję za rozmowę 😎


Fot. Archiwum prywatne 

Ja już mam wybrane kubki, a Wy? 🎁🎁🎁

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Niesamowita Pani Beatka

Niesamowita Pani Beatka

Życie chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać... Przeczytaj historię niesamowitej kobiety - Pani Beaty... 



- Moja zabawa z drutami i szydełkiem zaczęła się gdy miałam 7 lat i trwa nadal - juz 40 lat. Na drutach nauczyła robić mnie moja sąsiadka. Dawała mi resztki włóczek, których już nie mogła wykorzystać. Podobało mi się to, że z włóczki i drutów powstają nieziemskie rzeczy - czapki, szaliki, swetry, o które 40 lat temu było trudno... W sklepach były puste półki...


Po szkole i odrobieniu lekcji brałam druty i coś zawsze sobie dziergałam. W 8 klasie Szkoły Podstawowej były zajęcia z robótek ręcznych. Uczyliśmy się robić na drutach czapkę. Nie było to dla mnie wielkie wyzwanie, ponieważ już w tamtym czasie dość biegle robiłam na drutach i zrobienie czapki nie zrobiło mi żadnej trudności. Oddałam pracę do oceny. Dostalam ocenę niedostateczną, a nauczycielka wezwała moją mamę do szkoły. Powód? Podobno to moja mama wykonała za mnie zadanie... 😊


Druty, szydełka były moją prawdziwą  pasją. Chciałam nawet zostać projektantem mody, ale moje życie potoczyło się inaczej... Musiałam zrezygnować z tego co tak naprawdę mogło mnie uszczęśliwiać, ale nie byłabym sobą gdybym się poddała. Pomyślałam, że skoro nie mogę tego robić zawodowo - będę hobbistycznie.



Tak jak już wcześniej wspomniałam - 40 lat temu były puste półki. A o czym marzą dziewczyny? O nowych ciuchach. Ze mną było podobnie, tylko, że ja oprócz tego, że chciałam fajnie się ubierać - chcialam też ukryć mankamenty swojej budowy - jestem osobą niepełnosprawną. Moje rzeczy zaczęły się podobać znajomym, dlatego też - zaczęłam robić czapki, swetry, szaliki, ale w międzyczasie odkryłam, że szycie na maszynie to też niezła zabawa. I wówczas miałam olbrzymie pole do działania. Druty, szydełka, maszyna do szycia i haft. To wszystko łączę ze sobą.

Zaczęłam tworzyć rzeczy, które przestały koncentrować wzrok na moich plecach. Dziewięć lat temu ze względów zdrowotnych nie mogłam podjąć pracy zawodowej, a oferty pracy dla osób niepełnosprawnych nie było. Może poza małymi wyjątkami: Zatrudnię osobę niepełnosprawną do sprzątania. Bardzo mnie to irytowało. Pomyślałam, czy to, że jestem niepełnosprawna to znaczy, ze tylko nadaję się do sprzątania? Przecież potrafię też inne rzeczy! W tamtym czasie skorzystałam z projektu i założylam małą, jednoosobową firmę. Rękodzieło w Polsce nie cieszy się dużym zainteresowaniem, dlatego pracuję również zawodowo - jako szwaczka, ale nie wyobrażam sobie życia bez szydełka, drutów - bez mojej pasji i stałych klientów.

🏆🏆🏆

Moje osiągnięcia to złota statuetka Firma Godna Zaufania
Udział w targach Twórców Ludowych pogranicza polsko czeskiego w Prudniki
Sukienka, która składa się z tysiąca elementów i tysiąca perełek -zrobiłam tę sukiekę specjalnie na targi 👏👏👏


🎄🎄🎄 Święta już tuż tuż, nie czekajmy z zamówieniem prezentów na ostanią chwilę... Cudeńka, które tworzy Pani Beata są takie urocze! 💖🎁🎁🎁💖


Więcej informacji i zdjęć oraz więcej inspiracji 👗 tutaj 👗

niedziela, 10 grudnia 2017

[WYWIAD] Wydarzenie Eucharystyczne w Legnicy

[WYWIAD] Wydarzenie Eucharystyczne w Legnicy
Pan Bóg wybrał czas i miejsce

Moi najbliżsi od dwóch lat jeżdżą do Sanktuarium Św. Jacka w Legnicy. Dlaczego? Otóż dlatego, że miejsce miało tam Wydarzenie Eucharystyczne. A ja, która czasem mijam Legnicę na trasie - bez szczególnego wzruszenia - omijałam tamtą swiątynię. Do czasu. W lipcu pojechałam tam pierwszy raz, później kolejny i kolejny... 




O co chodzi? Co się takiego wydarzyło? Głos oddaję Ks. Dr Andrzejowi Ziombra – Proboszczowi Sanktuarium Św. Jacka w Legnicy: 

Księże Doktorze, jak Ksiądz przyjął decyzję, że zostanie proboszczem w Sanktuarium św. Jacka?

Zadaniowo. Było to dla mnie zaskoczenie. Przede wszystkim nie spodziewałem się, że tak szybko zostanę proboszczem. Wcześniej pracowałem w Caritas, ale Ksiądz Biskup chciał, abym objął funkcję proboszcza – zgodziłem się z jego wolą.

Jaka była Księdza reakcja, kiedy dowiedział się, że podczas Mszy św. Hostia spadła na dywan?  

Jest to stresujące dla nas, kiedy Komunia Święta, spada na podłogę. W dzień czwartego stycznia, kiedy ksiądz prałat zauważył na Hostii plamy – zaczęliśmy odczuwać pewien niepokój. Pytaliśmy się co Pan Bóg chce nam przez to powiedzieć. Była to mieszanka różnych emocji, dezorientacja.

Dlaczego to, co wydarzyło się w Legnicy określane jest jako wydarzenie eucharystyczne, a nie cud eucharystyczny? 

Taka jest procedura. Kwestia Legnicy potrzebuje jeszcze kilku lat. Od ponad roku prowadzę dokumentację, zobaczymy co się wydarzy w ciągu najbliższych lat, jakie ta sytuacja wyda owoce – pozytywne, duchowe. Szukamy potwierdzenia z nieba. Jest to znak szczególny, niezwykły, ale Kościół jeszcze oczekuje na duchowe owoce.

Z perspektywy roku o jakich owocach może Ksiądz powiedzieć? 

W ciągu roku zdarzyło się niewiele. Są głębokie nawrócenia, ale wiele sytuacji jest związanych z tajemnicą spowiedzi, dlatego... Są uzdrowienia – w dwóch przypadkach cofnął się nowotwór. To jest to, o czym wiemy, ale nie o wszystkim ludzie mówią.

Do Sanktuarium św. Jacka – od momentu ogłoszenia wydarzenia pielgrzymują wierni nie tylko z kraju, ale można powiedzieć – z całego świata?    

Pielgrzymki przybywają z całego świata: z Ameryki Południowej, Północnej, Środkowej, Azji, Libii, Indonezji, Tajlandii, Afryki. Wiele jest pielgrzymek z Europy i z każdego zakątka Polski.

Kiedy Ksiądz jako Proboszcz patrzy na to co się tutaj dzieje – skąd ludzie przyjeżdżają – co Ksiądz czuje? Jest to też w pewnym sensie umocnienie na drodze kapłaństwa? 

Mnie w kapłaństwie nie umacniają pielgrzymki, ale to, co przeżywam. Odbieram maile z Filipin, w których ludzie proszą o przesłanie obrazków. Zastanawiam się wtedy skąd ci ludzie wiedzą o tym, co się stało w Legnicy. Jest to niezwykle. W różnych językach świata są informacje o tym, co się wydarzyło. Cieszę się, że są pielgrzymi. Ci ludzie mają też szansę, aby i w ich życiu coś się zmieniło. To wydarzenie eucharystyczne nie służy temu, aby tworzyć kolejne sanktuarium, ale Pan Bóg daje nam znak. Musimy go odczytać. Jest to szansa dla każdego, kto tutaj pielgrzymuje. Dla mnie też, skoro tu jestem.

W książce "Bóg przemówił w Legnicy", napisał Ksiądz, że zaczął robić rachunek sumienia z tego, w jaki sposób traktuje Eucharystię... Bardzo mnie poruszyło Księdza świadectwo... 

Cały czas robię rachunek sumienia z tego jak traktuje Eucharystię, robię rachunek sumienia z kapłaństwa. Otrzymaliśmy wyraźny sygnał od Pana Boga. Trzeba też mieć świadomość wielkich napięć, które nam towarzyszyły kiedy jeszcze trwały prace badawcze, kiedy nie wiedzieliśmy w ogóle jaki będzie koniec. Nic nie wiedzieliśmy...  Niczego nie byliśmy w stanie zaplanować, ułożyć. To Pan Bóg wybrał czas, wybrał miejsce – teraz to widzę, z perspektywy czasu, że On wszystko układał. My się modliliśmy, ale On wszystkim sterował. Mówię to z całą świadomością.

Pięknie Ksiądz mówi. A ja chyba zbyt często powtarzam, że chciałabym w kościele widzieć księdza, który – przepraszam – ale będzie w sutannie. Może jest to też znak do tych, którzy przychodzą do kościoła za „pięć dwunasta”?  

Dobrze, ale dla Pani to nie jest znak?

Jest. 

Do naszego sanktuarium przyjeżdżają różne grupy, osoby prywatne... Często pytają, czy coś się tutaj zmieniło, czy ludzie się nawrócili. Tyle, że nie chodzi o to, aby zaspokoić swoją ciekawość, bo łatwo jest przyjąć postawę obserwatora – wy się nawracajcie, a my będziemy obserwować jak żyjecie. Często powtarzam: „Nie pytaj się sąsiada co Pan Bóg mówi do niego, ale zapytaj się siebie – co do Ciebie mówi”. Chyba trochę mamy tendencję parawanów – zasłonić się, poobserwować innych. Bóg daje wyraźny sygnał.  

Tak wygodniej, ale może boimy się dlatego, że czujemy się niegodni? Tutaj już żartów nie ma – widzimy ciało, widzimy treści dokumentów. Mamy dowody... 

Jest to strach przed tym, czego Bóg ode mnie jeszcze chce. Być może chce, abym coś więcej jeszcze z siebie dał, a jakoś szczególnie nie mam na to ochoty, bo już sobie ułożyłem życie. Jestem „jakimś” chrześcijaninem, jakoś to wszystko się kręci. Uogólniam, ale myślę, że również naszą parafię ta sytuacja przerosła. Żyje tu mnóstwo ludzi w rodzinach dysfunkcyjnych, mnóstwo dzieci nie zna nawet swoich ojców. Kiedy rozmawiam z tymi ludźmi, mam wrażenie, że to co się stało w ogóle do nich nie dotarło. Oni są zamknięci w swoich skorupach i boją się z nich wyjść. Nikt z nas do tej sytuacji nie był przygotowany. Pan Bóg rzucił nas na głębokie morze.

Co to oznacza? 

Kiedy człowiek czuje się niepewny w sytuacji, w jakiej się znajduje – zaczyna się jej bać, bo nad nią nie panuje. Wielu ludzi boi się tego, bo przestaje nad czymś panować. Przyzwyczailiśmy się do tego, że nad czymś panujemy, nawet nad Panem Bogiem.

Tak naprawdę nad niczym nie panujemy, bo wystarczy, że spóźnimy się na autobus i już musimy zmienić plany...

Nam się tylko tak wydaje, że panujemy. Widzę to też po sobie. Nie jest to tak, że mogę siebie zaplanować dzień, bo wszystko się może wydarzyć. Najważniejsze jest to, aby zacząć modernizację swojego życia. Jesteśmy niejako owinięci naszymi przyzwyczajeniami. Myślę, że wiele osób nie chce się zmienić, bo tak jest dobrze jak jest. Z drugiej strony nie jest tak, że wszyscy postępują w ten sposób. Niekiedy ludzie są mocno dotknięci. Kiedy spotykam się z grupami, mówię, że ten znak Pan Bóg kieruje do nas – konkretnie do Ciebie. Wyzywa do tego, abyś zrobił rachunek sumienia ze swojego chrześcijaństwa. Zawsze podaję też przykład naszych braci prześladowanych - z Sudanu i Indii. Sprawdzianem tego czy jesteś chrześcijaninem, czy jesteś wyznawcą Chrystusa jest to, czy ktoś tak bardzo zachwycił się Twoim życiem, że stał się chrześcijaninem. To chyba jest dla nas wyznacznik...

Co wynika z tego, że jest nas wielu, katolików? 

Dlaczego nie idziemy w głąb? Mamy przecież wszystkie narzędzia – gazety, radio, telewizje, mnóstwo parafii, zakonów. Mamy dostęp do sakramentów świętych, czego nam brakuje by być świętymi? Dlaczego wciąż stawiamy Panu Bogu opory? Dlaczego nie idziemy za Bogiem? Dlaczego Go ograniczamy?

Bo tak lepiej, łatwiej?   

Bo żyje pani swoim stylem życia. Jest nam dobrze w tym, w czym jesteśmy. Trzeba pytać Boga co chce nam powiedzieć.

A może to wszystko ma związek z niegodnością? Tak bardzo się boimy...  

Niegodność jest diabelska. Nikt z nas nie jest godny. Myśli pani, że ja jestem godny, aby tutaj być? Ufam Panu Bogu, bo skoro mnie wybrał, abym tutaj był – jestem. Spełniam swoją posługę. Trzeba się cieszyć z tego, że Bóg nas wybrał. Jestem wdzięczny za to wszystko i przyjmuję to z wdzięcznością.

A bez zaufania Bogu to wszystko się sypie...  

Wiadomo, że tak się stanie. Trzeba zaakceptować to, że nie mamy kontroli nad wszystkim. To Papież Benedykt XVI mówił, abyśmy robili to, co możemy. Nikt nas przecież nie przymusza do robienia rzeczy niemożliwych. To wszystko jest łaską Bożą. Jeśli się jej poddamy – wszystko się poukłada.

W Legnicy Bóg dał znak dla każdego... 

W tym przypadku „coś” widzą nasze oczy, ale jeśli nie widzą – znaczy, że czegoś nie ma? Jest to szczególny znak, a my wszystko chcemy dotknąć, posmakować, zmierzyć, poczuć... Zostało to w jakiś sposób dokarmione, ale prowadzi to do ołtarza, gdzie podczas każdej Mszy św., uczestniczymy w cudzie Eucharystii. Przyjmujemy Ciało Chrystusa. Ten znak jest potwierdzeniem, że jest to Ciało Zbawiciela. Msza św. jest ofiarą Chrystusa, podczas każdej Mszy św. przeżywamy Jego konanie. Znak, który został dany w Legnicy powinien wzmocnić kult Chrystusa. Mamy naprawdę wiele do zrobienia. Świat teraz potrzebuje świadków. Nie bójmy się!

Dziękuję za rozmowę. 

Tekst: magazynfamilia.pl
Fot.: pixabay.com.pl 
Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger