czwartek, 12 marca 2020

[WYWIAD] Sukces przyjmuję z pokorą

Andrzej Piaseczny to jeden z moich ulubionych artystów, dlatego cieszę się, że znalazł czas na rozmowę 😊 



Andrzeju, ostatnio w mediach dość dużo się o Tobie pisze, ale wywiadów chyba udzielasz niechętnie? 

Staram się na wszystko znaleźć czas, ale nie ukrywam, że należę do tych ludzi, którzy przedkładają realne życie nad bywanie na świeczniku. Mam świadomość tego, że moja publiczność jest również zaineresowana tym co robię poza sceną, czy udziałem w programach telewizyjnych, ale żadna wypowiedź, kąsek towarzyski, czy nawet jakaś sensacja z życia prywatnego nigdy nie zastąpi tego, co dzieje się miedzy nami kiedy bierzemy udział w koncercie.

Każdy płaci jakąś cenę za popularność. Jaką cenę płacisz Ty?

Może dawniej tak było, ale dzisiaj zupełnie tego nie odczuwam. Nie ma to związku z tzw. poziomem popularności, a raczej z naszym własnym stosunkiem do siebie i samoakceptacją. Biorąc pod uwagę to ilu ludzi mnie - na co dzień, w takim normalnym życiu - rozpoznaje i uśmiecha się do mnie, jestem chyba dość popularny. Mam pełną świadomość, że nie można równać się z aktorami serialowymi, czy młodym pokoleniem gwiazd muzyki. Niech, jeśli to w ogóle konieczne, dzisiaj oni odczuwają jakieś niedogodności sukcesu. Ja swój przyjmuję z pokorą, ale i ogromna radością.

W czym przejawiał się u Ciebie kryzys wieku średniego?

Pewnie z obawą czy jestem jeszcze coś wart. Czy ktoś na mnie jeszcze czeka, czy są ludzie którzy chcą mnie słuchać, nie tylko starych piosenek ale i nowości. Z jednaj strony wiem, że to co za mną to mój wielki skarb, że po latach bardzo intensywnej pracy zaskarbiłem sobie miejsce w ludzkiej przychylności i pamięci, ale z drugiej nie ma chyba artysty, który umie się zaspokoić na tyle w oczekiwaniach, żeby nie chcieć więcej i jeszcze.

Co dziś wystarczy Tobie do szczęścia? 

Scena, rodzina, bliscy, publiczność i czas dla siebie. Niby niewiele, za to czasem trudna do osiągnięcia pełnia.

Masz czas by pobyć sam ze sobą? 

Taki czas jest mi absolutnie potrzebny. Mam go ciągle za mało.

Jakie masz pasje poza muzyką? 

Bardzo lubię bawić się w projektowanie wnętrz. Nie robię tego samodzielnie, ale zawsze się ogromnie cieszę, kiedy efekt  jest „mój”. Bogactwo możliwości jest tu bezkresne. Jednak realizacja jest dopiero wtedy „moja”, kiedy czuć w niej mojego ducha, mój styl, moje kolory. Kiedy ktoś ze znajomych wchodzi do takiego wnętrza, zawsze mówi: „o! Jakie to twoje! Tych pasji jest jeszcze kilka, ale żeby nie zanudzić może następnym razem opowiem więcej...

W jaki sposób najchętniej spędzasz czas wolny?

W domu. I tego  bywania mam właśnie niedostatecznie mało. To taka pułapka, którą zastawiam sam na siebie. Bo kiedy mam ciut więcej wolnego czasu, zaraz wyjeżdżam gdzieś w świat, w miejsca przeze mnie jeszcze niepoznane. A powinienem właśnie więcej być w domu. Może i na to przyjdzie czas...

Na scenie jesteś ponad 25 lat , ale prywatność chronisz. Na co dzień łatwo Cię wzruszyć, zdenerwować? 

Nie chronię jej w znaczeniu ukrywania. W przestrzeni publicznej wolę istnieć jako twórca, piosenkarz, juror, osobowość - nie jako partner, mąż, amant. A jaki jestem? Dokładnie taki jak moje piosenki. Jestem bardzo emocjonalny. Bywa, że wycieram nos w teatrze, zupełnie nie ze względu na katar i kompletnie się tego nie wstydzę. Na denerwowanie się za to mam coraz więcej sposobów. Mimo, że jestem cholerykiem, zupełnie tego w sobie nie lubię i staram się nie denerwować, a jeśli już się tego nie da uniknąć zupełnie, to chociaż w rozsądnych granicach.

Piosenka „Chodź, przytul, przebacz” wciąż cieszy się ogromną popularnością. Jesteś romantykiem?

To  pewnie cecha, której nie można się pozbyć tak łatwo. Kiedy byłem młodszy poddawałem się większym targaniom wewnętrznym i amplituda romantycznych wzlotów i upadków była bardziej spektakularna. To z resztą, patrząc na siebie przeszłego oceniam jako bardzo ładne, a już na pewno wesołe, ale dzisiaj cenie w sobie taki poziom romantyzmu, który jest stałością. Na mój wiek, to znacznie bardziej rozsądny wybór.

Jakie masz najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa? 

Jest ich wiele, ale kiedy zima obchodzi nas w tych czasach bokiem, to jednym ze wspomnień jest wspólny wyjazd mój i brata z rodzicami na ferie zimowe do Krynicy Zdrój. To był 1979 rok, zima stulecia. Śniegu już nie po pas, ale po dachy budynków. I powycinane pomiędzy nimi tory do poruszania się. Las, góry, sanki, mróz szczypiący w nosy i uszy, a my wszyscy roześmiani i turlający się po śniegu. Piękne, prawda?

Przyjaźniłeś się że swoim ojcem? Czego się od niego uczyłeś?

Kiedy byłem nastolatkiem, już nie tak bardzo. Dopiero teraz umiem powiedzieć, że mi go brakuje. Brakuje mi go teraz, dorosłemu człowiekowi. Wiem, że jest przy mnie i cieszy się z moich wszystkości i zgody ze sobą i ze światem. Mimo to żałuję, że nie ma go tu fizycznie, realnie, że odszedł tak wcześnie.

W jakiej relacji jesteś z mamą? 

Proszę pozwolić mi na odrobine poczucia humoru. Powiedział bym, że pozostajemy w relacji śniadaniowej. Mama mieszka u mnie już na stałe. Od może dwóch lat, zawsze wieczorem ustalamy godzinę śniadania na następny dzień. Zawsze się odrobine spóźnia, zawsze dostaję buziaka na dzień dobry i zawsze słyszę: „Oj, nie tak dużo. Tyle przecież nie zjem” 😊

O jakiej kobiecie marzysz? 

Pozostając przy poczuciu humoru… O Mona Lisie. O piosence oczywiście, żeby umieć ją kiedyś wyśpiewać jak Nat King Cole, albo po latach Gregory Porter.

Jakie znaczenie ma dla Ciebie rodzina, bliskość, miłość?   

Znaczenie życia. To bardziej skomplikowane, bo życie składa się z wielu więcej składowych, ale bez tych trzech elementów, wyobrazić sobie życia byłoby nie sposób.

___
Źródło: Twoje Imperium 
Fot.: materiały prasowe   

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger