Piotrkowska 77

Piotrkowska 77

Historia Klubu Spadkobierców 😊

Budynek przy ulicy Piotrkowskiej 77 stanowi zwartą zabudowę wschodniej pierzei tej ulicy wypełnionej 3-4 piętrowymi kamienicami z końca XIX wieku. Mowa tu o kwartale pomiędzy ul. Moniuszki i ul. Tuwima. Około stu metrów w stronę północną znajduje się zachodni wylot ulicy Moniuszki (dawniej pasaż Meyera) o luksusowej niegdyś zabudowie, a wieńczy go narożny, tzw. Dom Geyera - dzieło Hilarego Majewskiego z 1886 roku. Pięćdziesiąt metrów dalej w stronę północną znajduje się reprezentacyjny hotel Łodzi z przełomu XIX i XX wieku "Grand Hotel".



Zważywszy jeszcze, że po tej samej stronie co budynek Piotrkowska 77 mieści się pod numerem 69 teatr i hotel "Viktoria". Uznać można odcinek ulicy Piotrkowskiej na którym znajduje się obiektem oznaczony numerem 77 za najbardziej reprezentacyjny i eksponowany punkt Łodzi z przełomu wieków" - tak opisywano dom przy Piotrkowskiej 77 w biuletynie informacyjnym, w kilka miesięcy po zakończeniu działań wojennych w 1918 roku.

Taki charakter budynek przy ul. Piotrkowskiej 77 zachował aż do dzisiaj, stanowiąc centrum handlowo - usługowe współczesnej Łodzi. Wróćmy jednak do bardzo ciekawej historii tego miejsca...

Około roku 1984 drewniany dom przy ul. Piotrkowskiej 131 wraz z zabudowaniami gospodarczymi i ogrodem był własnością jednego z łódzkich tkaczy Antoniego Pitzela. Kolejnymi właścicielami posesji byli: Teodor Kahl, małżonkowie Schadke, a następnie państwo Adolf i Otylia Otto, którzy nabyli nieruchomość za 4 tysiące rubli i założyli księgę hipoteczną. W czerwcu 1889 roku posesję nabył za sumę 15 tysięcy srebrnych rubli bankier Maksymilian Goldfeder. Nowy właściciel był przykładem typowego "Lodzermenscha", czyli człowieka robiącego karierę na gruncie szybko rozwijającego się miasta. W 1891 roku przystąpiono do budowy nowej siedziby Goldfeder według projektu znanego polskiego architekta Hilarego Majewskiego.



 W 1896 roku działka przy Piotrkowskiej 131 w wyniku nowej regulacji numerów otrzymała numer 77. W latach 1889 - 1932 Maksymilian Goldfeder wraz ze swoją rodziną rozwinął w budynku działania bankową. Na dole posesji znajdował się kantor, a na górze rezydencja rodziny Goldfederów. W 1923 roku Maksymilian Goldfeder umiera a wraz z jego śmiercią bankrutuje jego rodzinny interes. Zgłaszają się kolejni wierzyciele z kraju, a także z banków w Paryżu i Londynie. Dopiero we wrześniu 1930 roku nieruchomość została wystawiona na sprzedaż i nabyta przez Towarzystwo Łódzkich Wąskotorowych Kolei Dojazdowych za kwotę 265 tysięcy złotych. Pięć lat po zakończeniu II wojny światowej budynek przekazano łódzkiemu Miejskiemu Zakładowi Komunikacyjnemu. W 1985 roku MZK zawarł umowę ze Zrzeszeniem Studentów Polskich, na podstawie której ZSP otrzymało w użytkowanie parter oraz I piętro budynku frontowego z częścią korytarza.


W 1978 roku obiekt stał się własnością Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej, a od stycznia 1968 roku budynek przy Piotrkowskiej 77 figuruje w spisie obiektów zabytkowych Wojewódzkiego Konserwatora Łodzi.

W burzliwych latach sześćdziesiątych parter budynku czyli studencki klub "Siódemki" był miejscem spotkań łódzkiej bohemy artystycznej, a częstymi jego gośćmi byli m. in. słynny reżyser Roman Polański i kompozytor Krzysztof Komeda.

Od 1998 roku trwała renowacja pomieszczeń na I piętrze.  Na pomysł otworzenia tam Klubu Spadkobierców wpadli właściciele "siódmek" Państwo Mariola i Bogdan Wysoccy.  Wszystkie prace odbywały się pod okiem konserwator zabytków, gdyż zamiarem pomysłodawców, a jednocześnie wymogiem konserwatora było wierne oddanie klimatu tych ekskluzywnych wnętrz z przełomu wieków.


"Klub Spadkobierców" gości swych bywalców w pięciu salach, w tym jedna jest bardzo przestronna z efektownym drewnianym barem. Wystrój każdej z nich szokuje swym przepychem, bogactwem zdobień i ornamentów, wskazując na wybitny kunszt i pomysłowość rzemieślników, którzy pracowali na zlecenie poprzedniego właściciela. Na szczegółową uwagę zasługują sufity, będące arcydziełem sztukaterii i malarstwa. 


Budynek przy Piotrkowskiej 77 z jego wartościami artystycznymi i architektonicznymi wystroju wnętrz zaliczyć można bez wątpienia do najwspanialszych zabytków architektury łódzkiego okresu eklektyzmu.

Na życzenie gości lub firm właściciele Klubu Spadkobierców udostępniają salę konferencyjna lub inną - dla potrzeb spotkań w mniejszym gronie. Wszyscy goście Klubu mogą liczyć na wyśmienite potrawy kuchni polskiej, przyrządzane pod bacznym okiem szefa kuchni Haliny Brockiej. 

Kilka razy w tygodniu czas gościom umila muzyka klasyczna, często też odbywają się kameralne koncerty. Dla wszystkich, którzy odwiedzają Łódź "Klub Spadkobierców" jest miejscem, w którym po prostu wypada bywać, podziwiać jego wnętrza, delektować się jego nastrojem i atmosferą.

- Mariola i Bogdan Wysoccy  
Mam szczescie do ludzi

Mam szczescie do ludzi

Ciągle powtarzam, że życie bez marzeń jest bardzo smutne. I ciągle zachwycam się historiami ludzi, których poznaję... Dziś krotka historia Agnieszki, która stworzyła piękne miejsce - wyjątkowe... 


Agnieszko, zwykle kiedy decydujemy się na własną działalność – coś musi się wydarzyć w naszym życiu, że jednak podejmujemy ryzyko...

Kilka lat temu całkowicie przewróciłam swoje życie osobiste i zawodowe do góry nogami. W poprzedniej pracy zwyczajnie się wypaliłam. Do założenia działalności namówiła mnie moja córka i partner, którzy bardzo mnie wspierają. Dzięki nim istnieje Lollipop.

W pewnym sensie decyzja o własnej działalności wiąże się z ryzykiem, nieznanym... Jakie były Twoje największe obawy? Dlaczego zdecydowałaś się właśnie na sklep z sukienkami, i ogólnie – ślicznymi dodatkami?

Oczywiście bardzo się bałam, ponieważ na rynku jest ogromna konkurencja a ja nie chciałam otworzyć kolejnego butiku. Chciałam stworzyć klimatyczne miejsce, gdzie oprócz tego, że możemy przymierzyć ubrania to  możemy napić się pysznej kawy. I to się udało. Mogę śmiało napisać, że mam szczęście do ludzi. U nas nie tylko klientki kupią sukienkę, ale posiadamy w asortymencie też bluzeczki, spodnie, marynarki - dla kobiet w różnym wieku.

Nie masz wrażenia, że kobiety są czasem – mimo wszystko – mało kobiece?

Polki są bardzo kobiece! Tylko często brakuję nam czasu i boimy się eksperymentować z modą. Lubimy ubierać się „bezpiecznie”.

Z czego wynika to, że boimy się zdecydować na odważniejszą sukienkę, bluzeczkę z dekoltem?

Uważam, że często na siłę szukamy u siebie mankamentów urody i nie dajemy sobie powiedzieć, że jest inaczej.

Z jednej strony niekiedy może się boimy, a z drugiej – nawet wiek nie jest przeszkodą, aby założyć krótką sukienkę, choć nasza figura woła: „Kobieto, dieta!” 😊

Wydaje nam się, że jak założymy krótką sukienkę lub bluzeczkę z dekoltem to za bardzo zwracamy na siebie uwagę. A często to jest tylko w naszej głowie.

Czy to nie jest tak, że wstydzimy się być kobiece?

Faktycznie, boimy się swojej kobiecości i często nie wierzymy w siebie!

Czym dla Ciebie jest kobiecość? 

Kobiecość dla mnie to  przede wszystkim pewność siebie .Trzeba w siebie wierzyć, akceptować i kochać siebie. Trzeba również dostrzegać pozytywne rzeczy, które nam się przytrafiają i je doceniać.

Twoje sposoby na jej wyrażanie? 

Jeśli na przykład wychodzimy gdzieś ze swoim partnerem, który nas bardzo prosi, żebyśmy założyły jakąś sukienkę to zróbmy to! Nas to nic nie kosztuje, a kochanej osobie sprawimy ogromną przyjemność. I na pewno będzie to udany wieczór. To jeden z moich sposobów na wyrażenie kobiecości.

Styczeń i luty to miesiące, które słyną z różnych bali. Co polecisz klientkom, które szukają pięknej, balowej kreacji?  

W tym roku na bale karnawałowe i studniówkowe często wybieramy szlachetne kolory. Jest to butelkowa zieleń, bordo. Odważniejsze Panie wybierają soczystą czerwień. Coraz więcej Pań wybiera długie, eleganckie suknie, choć oczywiście krótkie, rozkloszowane sukienki jak zawsze cieszą się ogromnym powodzeniem. W tym sezonie zdecydowanie u moich klientek króluje koronka - nie tiul.

Więcej inspiracji 🌹 Lollipop 🌹




918. Kazimierz Piechowski

918. Kazimierz Piechowski

W dn. 27 stycznia 2018 przypada 73. Rocznica wyzwolenia KL Auschwitz. Z tej okazji publikuję tekst o moim Przyjacielu Kazimierzu Piechowskim - więzień nr 918.


Były więzień obozu KL Auschwitz, jeden z czwórki bohaterów, którzy dnia 20 czerwca 1942 roku dokonali brawurowej ucieczki z miejsca, skąd „niemożliwe było uciec” – jak wielokrotnie podkreślał w wywiadach. Autor książek: „Byliśmy numerami” oraz „My i Niemcy”. Bohater filmu „UCIEKINER”. Harcerz. Patriota. Kazimierz Piechowski urodził się 3 października 1919 w Rajkowskim Młynie. 

- Od drugiego roku życia mieszkałem w Tczewie. Miasto nad Wisłą, wówczas miasto graniczne – od północy za Wisłą było Wolne Miasto Gdańsk, a zaledwie kilka kilometrów w górę rzeki, po drugiej jej stronie, rozciągały się Prusy Wschodnie – Ostpreußen. Ja nie byłem takim uczniem, dla którego nauka to był cały świat. Mój świat to Wisła. Gdy miałem 9 lat razem z moim kolegą Niemcem – Erwinem Schultzem przepłynęliśmy pierwszy raz Wisłę, a Wisła w Tczewie taka rozległa, szeroka i taka nasza… Moje priorytety zmieniły się, gdy w wieku dziesięciu lat wstąpiłem do harcerstwa. Byłem z tego bardzo dumny. Po powrocie do domu zaprezentowałem Przyrzeczenie Harcerskie mamie. Przytuliła mnie do siebie, a ja zauważyłem łzy na jej twarzy. Czemu płaczesz mamo? – spytałem. Z radości synu, z radości – wyszeptała... – wspominał w wywiadzie, którego udzielił mi kilka lat temu.

Życie młodego chłopaka szybko zmieniło się z koszmar. W dniu 20 czerwca 1940 roku, wraz z 312 więźniami przyjechał do KL Auschwitz. Drugim transportem... Tak wspominał tamten dzień: 

- Pamiętam, że był słoneczny dzień. Pamiętam krzyki: „Raus verfluchte Schweine! Alles raus! Los! Los! Schnell! Schnell! Schweine Polen!” („Wychodzić przeklęte świnie! Wszyscy wychodzić! Jazda! Jazda! Szybko! Szybko! Polskie świnie!”). Wśród krzyków okładali nas kijami, kolbami karabinów… Nie zdawaliśmy sobie sprawy, gdzie jesteśmy. Okazało się, że Auschwitz to jest coś gorszego od rozstrzelania. To był szok. Biją, ciężka praca, głód…

Wielokrotnie w rozmowie podkreślał, że dla SS-manów byli numerami. Oni nie znali imion i nazwisk więźniów. Wspominał:

- Na pasiakach, własnoręcznie przyszywaliśmy numery, którymi nas obdarzono. Miałem numer 918. Esesmani nie znali naszych nazwisk, dla nich - przedstawicieli "czystej rasy" - byliśmy numerami.

O życiu w obozie śmierci napisał książkę „Byliśmy numerami”. Szczególnie poruszające się wspomnienia ze spotkania z O. Maksymilianem Kolbe. Kazimierz Piechowski był obecny również podczas apelu, w czasie którego O. Kolbe oddał życie za skazanego współwięźnia. 

- Był czas kiedy straciłem nadzieję na przetrwanie tego piekła. Pracowałem wtedy przy budowie krematorium. Wszystko zależało od kapo - miał prawo zabić każdego. Kiedy miał dobry humor - pracowaliśmy normalnie, ale zdarzało się, że wpadał w gorszy nastrój. Wtedy zarządzał pracę "biegiem!". Nikt z nas nie miał pewności, czy przeżyje do następnego dnia. Każdy dzień pracy mógł okazać się dniem ostatnim. W KL Auschwitz nikt i nic nie gwarantowało przeżycia – wspominał.

Życie Kazimierza Piechowskiego od młodych lat było naznaczone ucieczką, jednak to ta ucieczka – 20 czerwca 1942 roku przeszła do historii. Wspólnie z trzema przyjaciółmi: Eugeniuszem Benderą, Stanisławem Jasterem i Józefem Lempartem ułożyli plan ucieczki, z obozu centralnego. Uciekli przebrani w mundury SS-manów, z bronią, i samochodem komendanta SS. Historię ucieczki doskonale obrazuje film „UCIEKINER”. Kazimierz Piechowski tak wspominał ostatnie chwile na terenie KL Auschwitz: 

- Samochód ruszył w kierunku wyjazdu z terenu obozu. Kiedy jechaliśmy, miałem cały czas przygotowaną broń, żeby walnąć sobie w łeb. Nasz plan awaryjny zakładał, że jeżeli gdziekolwiek na terenie obozu coś nam nie wypali, likwidujemy siebie. Wszystko szło dobrze – mijaliśmy esesmanów, którzy nam salutowali – do momentu, gdy zobaczyliśmy szlaban. Byliśmy od niego jakieś 200 metrów. Niemcy nie podnosili szlabanu. Genek zmienił bieg. Do szlabanu było około 100 metrów, szlaban na dole. „Pięćdziesiąt metrów i nic, ani drgnie” – wspomina. „Czterdzieści, to samo. Genek redukuje bieg „na dwójkę”. Trzydzieści, i nic. Dwadzieścia, to samo. Zaczynam patrzeć na broń, z której mam sobie strzelić w głowę. I wtedy ktoś wali mnie w kark z całej siły i syczy do ucha: Kazek zrób coś!”. Ja w mundurze oficerskim SS wychyliłem się z auta i rzuciłem w kierunku szlabanu siarczystą wiązankę. Esesman niemal w podskokach pobiegł do korby i podniósł szlaban. Wolność... Uciekać mogliśmy tylko jeden dzień w tygodniu, w sobotę. Dlatego, że tego dnia pracowaliśmy tylko do południa. Esesmani zamykali magazyn i wyjeżdżali do swoich domów. A 20 czerwca 1942 r. była sobota – wspominał.

Po ucieczce wstąpił do Armii Krajowej i walczył do zakończenia wojny. Wrócił na Pomorze, ale został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa i skazany na 10 lat więzienia – 7 lat odsiedział. Z czasem życie Kazimierza Piechowskiego zaczęło się zmieniać – zaczął spełniać swoje marzenia. Uwielbiał podróżować – wspólnie z żoną byli w ponad 60 krajach, na każdym kontynencie. Miałam zaszczyt przyjaźnić się z Kazimierzem Piechowskim, odwiedzam go w domu, w Gdańsku. Kiedyś podczas takiego spotkania zapytałam o Syndrom Auschwitz. Tak odpowiedział:

- Tzw. Syndrom Auschwitz często dręczył byłych więźniów przez lata, przypominając piekło obozu. Auschwitz - pisał bezimienny więzień - punkt na mapie, czarna plama w środku Europy. Ta ognista plama sadzy, krwawa plama prochów. Dla setek tysięcy - miejsce bez nazwy. Z wszystkich krajów Europy jechały tam pociągi, załadowane setkami tysięcy ludzi, dla wielu była to stacja końcowa. Nawet nie wiedzieli, gdzie są. Wyładowywano ludzi z ich życiem, ich pamięcią, ich wielkim zdziwieniem, spojrzeniem, które stawiało tylko pytania. Często ci ludzie nie widzieli niczego poza dymem, nim zostali spaleni...

Dziś już wiadomo. Po wielu latach to wiemy. Wiemy, że ten punkt na mapie to Auschwitz. Straszne, okrutne słowo. Przy jego dźwięku sumienie świata dostaje drgawek. To miejsce, gdzie człowiek człowiekowi czynił coś takiego, co w żadnym języku świata nie zostało dotąd zdefiniowane. AUSCHWITZ. Gigantyczny cmentarz bez grobów i krzyży, gdzie setki tysięcy ludzkich istot spoczywa w jednym grobie pełnym bezimiennych prochów. Miejsce, gdzie człowiek pokornie pochylał czoło przed wielkim majestatem śmierci i milczenia. Nie, nie da się zapomnieć o Auschwitz.

Kazimierz Piechowski zmarł 15 grudnia 2017 roku. Przeżył 98 lat.  
Przyjacielu, odpoczywaj w pokoju. 


Tekst: Tygodnik Idziemy
Piekna, bo Zdrowa. Kampania spoleczna.

Piekna, bo Zdrowa. Kampania spoleczna.

Już w pierwszy weekend lutego 3-4.02.2018 r. przed kinem Kinoteka w Warszawie stanie specjalny cytobus, w ramach Ogólnopolskiej Kampanii Społecznej „Piękna bo Zdrowa”, organizowanej przez Ogólnopolską Organizację Kwiat Kobiecości. 


Każda kobieta będzie mogła wykonać bezpłatne badanie cytologiczne oraz bezpłatne badanie w kierunku obecności genotypów 16 i 18 wirusa brodawczaka ludzkiego (HPV) i odebrać prezent.

Podświetlony tego dnia Pałac Kultury i Nauki na czerwono sygnalizować będzie oficjalny start kampanii.

Na godzinę 10:00 w sobotę 3 lutego br. przed cytobus przybędą ambasadorki kampanii Kasia Cerekwicka, Olga Borys, Julia Wieniawa, Agnieszka Więdłocha i Nicole Sochacki-Wójcicka @mamaginekolog, które wykonają badanie cytologicznie, aby dać dobry przykład wszystkim kobietom i przede wszystkim udowodnić, że to badanie trwa zaledwie 5 minut.

Więcej informacji:
🌹 www.cytologiczne.pl
🌹 www.facebook.com/kwiatkobiecosci/
Pieniadze vs szczescie?

Pieniadze vs szczescie?

Pieniądze. Podobno szczęścia nie dają... czy aby na pewno? A może potrzebujemy pieniędzy po to, by udowodnić swoją wielkość? Na którym miejscu pozostają wartości? Czy w ogóle jest na nich miejsce? O pieniądzach i szczęściu mówi Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach



Pani Ewo, pieniądze dają szczęście? Na to pytanie pewnie każda z nas odpowiedziałaby inaczej...

Czasami warto zadać sobie pytanie, co chciałabym „kupić” za posiadane pieniądze…. Bo jak w przysłowiu, same w sobie pieniądze szczęścia nie dają, ale z pewnością pozwalają realizować wiele z naszych marzeń, być może… Jeśli chodzi o marzenia, to uważam, że to świetnie. A co jeśli mamy pieniądze, nie mając marzeń? Tak naprawdę możemy przez chwilę cieszyć się jeszcze jednym dobrem, ale zwykle trwa krótką chwilę, po paru dniach już jak wszystko traci na świeżości… I później znowu pustka…

Tak, to właśnie pieniądze ułatwiają nam życie, sprawiają przyjemność, dzięki nim wyjeżdżamy na wycieczki... ale również i pieniądze mogą niszczyć człowieka...

Zdecydowanie tak. Zmieniają też perspektywę, dając złudzenie, że wszystko możemy mieć, ale to nieprawda. Pewnych uniwersalnych wartości nie kupimy za pieniądze, ani też tak naprawdę, nie będziemy wiedzieli, dlaczego inni z nami są, jeśli nie będziemy umieli czuć i patrzeć szerzej…

Mimo wszystko pieniądze nie mogą, nie powinny być najważniejsze. A czasami może to właśnie pieniądze zajmują miejsce drugiego człowieka?

Jeśli weźmiemy pod uwagę, zachodniego człowieka, do dziś są plemiona, gdzie pieniędzy nie ma, a ludzie żyją i funkcjonują.… Wydają się egzotyczni, tak samo jak my dla nich…. To chciwość współczesnego człowieka powoduje, że otaczając się bogactwem, jest coraz bardziej samotny i nieszczęśliwy.

Co się wtedy dzieje, kiedy przestaje się liczyć człowiek, a zaczyna – pieniądz?

Wydaje mi się, że wówczas traci ze swojego człowieczeństwa, traktuje ludzi przedmiotowo, a tym samym stawia siebie wyżej w hierarchii, często tylko z powodu pieniędzy.

Można mieć pieniądze, ale przez nie stracić skarbu w postaci rodziny, przyjaciół...

Jak najbardziej pokazują to dzisiejsze statystyki rozwodowe i rozpady rodzin, w tym też z powodu majątków. Zwykle nikt potem nie jest szczęśliwy i nie jest w rodzinie.

Skąd ta chęć dążenia – przesadnego dążenia – za bogactwem?

Pewnie przyczyn jest wiele, m.in. może potrzeba poczucia bezpieczeństwa i pewnego rodzaju pycha… Być może utożsamiane jest ze szczęściem i szacunkiem, choć to już chyba coraz rzadziej…

Pieniądze nie powinny być celem naszego życia... Co wskazuje na to, że się nim stają?

Być może to, że konsumpcyjny styl życia narzuca nam coraz bardziej agresywny rynek. Lot na księżyc dziś - proszę bardzo, w zasięgu tych co mają pieniądze i mają takie marzenie…

Tego, co najważniejsze – nie kupimy...

Dokładnie. Nie kupimy miłości, zdrowia i drugiego życia...
Z czego ucieszy sie nowoczesna babcia?

Z czego ucieszy sie nowoczesna babcia?

Czasy, w których z babcią i dziadkiem można było się skontaktować tylko za pomocą listu już dawno, dawno przeszły do historii. Dzisiejsze babcie i dziadkowie coraz częściej korzystają z technik nowoczesności. Cieszy to szczególnie wnuków, którzy są dumni z babci i dziadka.




To, że szczególnie babcie uwielbiają fotografować swoich wnuków i prawnków chyba nie ulega wątpliwości, ale może właśnie Dzień Babci jest okazją do tego, aby sprawić babci niespodziankę i kupić Smartfon, który będzie po prostu robił zdjęcia lepszej jakości? 📷  Z pewnością i dla babci będzie to większa inspiracja i wyzwanie 😊

Nie ograniczamy się jednak tylko do prezentu dla babci, bo dziadek również nie pogardy dobrym smartfonem 😊 ale jak wybrać odpowiedni model? W Internecie nie brakuje "kuszących" ofert. Przegladnelam wiele z nich, ale wybrałam trzy modele smartfonów, które są proste w obsłudze i niedrogie. Przy każdym modelu zwracałam uwagę na jakość zdjęć...


Pierwszy model, który mi się spodobał to MyPhone Prime Plus. Może być to idealny prezent zarówno dla babci jak i dziadka. To, co wyróżnia ten model to zdecydowanie dwie kamery: przednia do robienia selfie i video-konferencji, chociaż babcie i dziadkowie z drugiej możliwości raczej korzystać nie będą (matryca o rozdzielczości 5Mpix). Druga kamera, czyli aparat główny posiada matrycę o rozdzielczości 8 Mpix. Ponadto, model ten wyposażony jest również w lampę błyskową LED, która może też służyć jako latarka 😊 Atrakcyjna jest również cena 😊

Wiecej o produkcie przeczytasz 👉 tutaj 👈

Drugim modelem na jaki zwróciłam uwagę jest Telefon myPhone Power. Ten telefon ma na przykład DualSIM. Jest to duże ułatwienie w przypadku, kiedy babcia i dziadek wyjeżdżają np na wczasy do innego kraju. Nie trzeba zmieniać kart - i tak z jednej można dzwonić, a z drugiej - korzystać z Internetu. Jest to niewątpliwie przydatne 😊 Na uwagę zasługuje też pamięć wbudowana - jest to aż 8 GB! Czyli można robić i robić zdjęcia... Bez obawy, że zabraknie pamięci 😊 A jeśli babcia i dziadek zatesknią za wnukami - maksymalny czas rozmów przez ten model telefonu wynosi 13 godzin.

Wiecej? Kliknij 👉 tutaj 👈

I  trzecim modelem, którym się zainteresowałam jest myPhone City Silver Sky. To, co wyróżnia ten model to aluminiowa obudowa. 2 GB pamięci oznacza, że swobodnie babcia i dziadek beda modli korzystać z różnych aplikacji. A może właśnie nie tyle babcia i dziadek, co wnukowie, którzy do nich przyjadą 💖  W drugim modelu byłam zahwycona 8 GB pamięci, a tu... uwaga! Aż dwa razy więcej - 16 GB! 😊 Tak czy inaczej - nie chodzi o to jak wiele jest pamięci w telefonie, ale o to, aby zapisać na nim piękne zdjecia czy video. Chodzi o to, aby babcia i dziadek z radością korzystali ze swoich smartfonów, by z radością wspominali piękne chwile, które - dzięki telefonom - zachowają się na długo...

Więcej? Kliknij 👉 tutaj 👈

Nie czekajmy na odpowiedni moment, aby sprawić niedspodziankę dla babci i dziadka. Nie ulega wątpliwości, że są dla nas kimś wyjątkowym - czy więc tylko z okazji Dnia Babci i Dziadka możemy dawać prezenty? 😊
Olejowanie wlosow. Jaki ma sens?

Olejowanie wlosow. Jaki ma sens?

Chociaż w ostatnim czasie olejowanie włosów staje się coraz bardziej popularne i w widoczny sposób wpływa na poprawę wyglądu włosów, to jednak te z nas, które nigdy nie olejowały włosów – mogą się zastanowić nad takim sposobem dbania o włosy na co dzień, szczególnie kiedy są posiadaczkami kruchych i zniszczonych włosów. W zależności od potrzeb – olejować możemy całe włosy, same końcówki czy ograniczyć się tylko do skóry głowy. 


Olejowanie włosów ma wiele zalet, wyróżnić należy m. in  to, że przede wszystkim jest to regeneracja włosów zniszczonych i wzmocnienie – suchych. Ponadto, włosy będą pełne blasku, sprężyste, odżywione, elastyczne i bardziej odporne na zniszczenia, z którymi spotykamy się najczęściej: promieniowanie UV, wysoka temperatura, sól morska.

Wobec tego, jaki olej wybrać, jeśli dopiero zaczynamy? 

Na początku odpowiedni będzie olej słonecznikowy czy oliwa z oliwek, bądź olej kokosowy, który z pewnością mamy w kuchni. Może być też olej z pestek dyni, rycynowy. W zależności od tego, który akurat mamy. Olej najlepiej jest przechowywać w lodówce – miejscu chłodnym i ciemnym. Oleje kupimy w różnych miejscach: apteki, drogerie, sklepy internetowe, markety.

Olejowanie włosów najlepiej wykonywać 1 – 3 godziny przed myciem, 1 – 2 razy w tygodniu. Najlepiej też przetestować  różne oleje, by wybrać ten najbardziej odpowiedni dla nas. Olej kokosowy to numer 1 wśród tych, które stosowane są do włosów – doskonale je odżywia i regeneruje zniszczone końcówki. Dla porównania - oliwa z oliwek zawiera silne właściwości nawilżające, świetnie nadaje się do włosów suchych.  Olejowanie włosów to jeden z najskuteczniejszych sposobów na regenerację. To naturalna odżywka.

Jaka jest najlepsza metoda olejowania włosów?

Tak jak jest kwestią indywidualną wybór odpowiedniego dla nas oleju – tak samo w przypadku metody nakładania oleju. Możemy wcierać olej (1 płaska łyżeczka) od nasady włosa po sam koniec. Olej można pozostawić nawet na całą noc. Można go też nakładać na wilgotne włosy, albo przygotować płukankę. Do miski z wodą (0,5 l - 1l ciepłej wody) dodajemy 1 łyżkę oleju i opłukujemy mieszanką włosy. Zostawiamy na kilka godzin. Olejowanie włosów daje długotrwałe efekty, na które jednak trzeba poczekać.

Zanim zaczniemy...  

Zanim jednak przystąpimy do olejowania włosów, powinnyśmy wiedzieć, że bezwzględnie zawsze włosy muszą być czyste, zarówno przed jak i po – rozczesujemy włosy, a olej pozostawiamy na włosach minimum 15 minut. Do najczęstszych błędów należą: nakładanie oleju na brudne włosy, nakładanie zbyt dużej ilości oleju, oraz – nieodpowiedni jego dobór.

Jak zmyć olej?

Przede wszystkim zaczynamy od dokładnego spłukiwania ciepłą wodą. Myjemy włosy przy skórze głowy rozwodnionym szamponem, spłukujemy i nakładamy odżywkę.

Nie można też nakładać oleju na nadmiernie przetłuszczone włosy – w konsekwencji może to doprowadzić do ich wypadania. Nadmiar sebum sprzyja wypadaniu włosów. W przypadku zniszczonych włosów szczególnie nie zaleca się ich suszyć gorącym strumieniem suszarki. Podobnie z używaniem prostownicy i lokówki. Właściwa pielęgnacja to sekret do długich i lśniących włosów.  

Tekst dla: magazynfamilia.pl 
Fot.: pixabay.com.pl 
Wybierasz sie w gory? Przeczytaj...

Wybierasz sie w gory? Przeczytaj...

Napisałam ten tekst prawie rok temu, ale wciąż jest aktualny 😊 

Po pierwsze – zanim wyruszysz w drogę – dokładnie zaplanuj trasę wędrówki. Pamiętaj, aby nie sugerować się opisem letnich wycieczek – zimą mają one niewiele wspólnego, a pokonanie konkretnego odcinka może się znacznie wydłużyć, czasami nawet dwukrotnie! Zimą niezbędne jest lawinowe ABC (detektor, sonda, łopatka). Czytaj też uważnie to, co jest napisane na tablicach ostrzegawczych – nie stoją tam dla dekoracji 😎


Jeśli koniecznie chcesz wybrać się na dłuższą wycieczkę – warto więc wyruszyć wcześnie rano, aby przed zmrokiem być już w schronisku. Wybierz taką trasę, która będzie dostosowana do Twojej kondycji. Nie wybieraj trasy, która może być zbyt trudna! W góry zawsze lepiej i bezpieczniej wybrać się w kilka osób.

Pamiętaj o odpowiednim przygotowaniu. Oblodzenia, lawiniaste żleby i strome stoki mogą być niebezpieczne dla Ciebie i Twojego zdrowia. Licz się również z tym, że w górach mogą pojawić się nagłe opady śniegu, szybki spadek temperatury czy silny wiatr. To znowu spowoduje ograniczoną widoczność i utrudni orientację w terenie. Może być to groźne dla Twojego życia.

Jeśli nie będziesz odpowiednio przygotowana – mogą pojawić się problemy na trasie. Zanim wybierzesz sie na szlak - najlepiej sprawdź na stronie GOPR-u prognozę pogody i stopień zagrożenia lawinowego. Ostatecznie – zrezygnuj z wędrówki. O ile to możliwe poruszaj się znakowanymi szlakami letnimi.

Ubierz się odpowiednio do aktualnych warunków atmosferycznych – ciepło i wygodnie. Spakuj do plecaka apteczkę pierwszej pomocy – nie zapomnij o kocu termicznym! Pamiętaj też aby przed wyruszeniem na szlak naładować baterię w telefonie. Pamiętaj aby zabrać ze sobą latarkę – w razie potrzeby będziesz mogła nadać sygnał SOS. Wpisz do telefonu numery ratunkowe: 601 100 300 lub 985.

Zostaw też w schronisku informację o której godzinie planujesz wrócić i gdzie się udajesz. Jeśli z jakiegoś powodu zmienisz plan wyprawy – nie zapomnij powiadomić o tym w schronisku. Zabierz ze sobą odpowiedni sprzęt. Jeśli czegoś Ci zabrakło – bez problemu wypożyczysz brakujący sprzęt w schronisku. Jednak ani z Twoim sprzętem, ani wypożyczonym – nie kupisz umiejętności posługiwania się nim.

Zanim wyruszysz w góry – zjedz porządne śniadanie. Termos z ciepłą herbatą i jedzenie energetyczne niech Ci towarzyszy podczas wędrówki! Pamiętaj również o tłustym kremie do twarzy, który zabezpieczy skórę przed mrozem i słońcem.

Góry nic nam nie zrobią dopóki sami na nie nie wejdziemy. Przede wszystkim – zdrowy rozsądek! I baw się dobrze, najlepiej z grupą przyjaciół – zawsze bezpieczniej i radośniej 😎😎😎

Randka – jak się przygotować?

Randka – jak się przygotować?

Jak wyglądać dobrze, czuć się swobodnie, ale nie przesadzić? Jaki strój będzie odpowiedni na randkę? Na co koniecznie musimy zwrócić uwagę? Co można założyć, aby wyglądać seksownie, ale nie posunąć się za daleko?



👙 Bielizna 

Przygotowania zacznij od... bielizny! I chociaż nie widać jej spod ubrania, o wiele pewniej będziesz się czuła w dobrze dobranej bieliźnie. Ładna, seksowna bielizna pozwoli Ci jeszcze bardziej czuć się kobietą! Warto zainwestować w coś nowego, w czym naprawdę poczujesz się wyjątkowo i pięknie.

💇 Włosy

Na nic zda się nowa, piękna bielizna, jeśli nie zadbasz o swoje włosy. Wydaje się oczywiste, że muszą być umyte i wyglądać ładnie. Możesz pójść do swojej ulubionej fryzjerki, albo sama ułożyć włosy w sposób, w który dodadzą Ci pewności siebie. Nie twórz niewiadomo jakiej fryzury – badz piękna naturalnie.

👸 Dekolt

Zlota zasada brzmi – nie odmładzaj się na siłę, bądź dumna ze swojego wieku! Nie eksperymentuj, nie szalej z kolorami. Bądź sobą! Bądź naturalna! Unikaj sukienek ze zbyt dużym dekoltem. Oczywiście możesz pozwolić sobie na założenie sukienki z dekoltem, ale na plecach – przekaz nie będzie zbyt dosłowny, ale na pewno rozpali zmysły mężczyzny, z którym się spotkasz.

👗 Sukienka, spódnica

Trzeba pamiętać o odpowiedniej długości – podobnie jak głoszą zasady dress code stroju biznesowego, które trzeba przestrzegać – tak i na randkę – musi być odpowiednia długość sukienki/spódnicy. Nie zakładaj mini! Pamiętaj, że zbyt wzywający strój może dać odwrotny efekt, a zbyt krótkie, obcisłe sukienki nie dadzą Ci pełnej naturalności, bo ciągle będziesz się stresować, czy nie pokazujesz za dużo. Zamiast cieszyć się spotkaniem – będziesz ciągle myślała jak wyglądasz, a chyba inny jest cel randki, na którą się wybierasz?

🌺 Wzory, kolory

Umiar – bezwzględnie trzeba o nim pamiętać. Załóż sukienkę w kwiaty, we wzorki – jeśli dobrze się w niej czujesz, ale nie przesadzaj. Nasz ukochany powinien się skupić na nas, a nie na stroju. Wybierz taki strój, który podkreśli ładnie Twoja figurę.

👠 Szpilki, szpileczki

Tutaj nie ma ograniczeń – im wyższe tym lepsze! Nie ograniczajmy się też do jednego koloru - wybierzmy te, które nam się podobają - niech będą w kwiaty, odważne kolory! Większość z nas takie lubi 😊

👛 Dodatki

Pozwól sobie na dyskretną biżuterię, ale znowu – pamiętaj aby nie przesadzić! 😎

I na koniec – strój dobieraj odpowiednio do miejsca, w którym się spotkacie. Źle będziesz się czuć kiedy pójdziesz ubrana zbyt elegancko, a przyszły „ukochany” zaprosi Cię na spacer do parku. Jeśli nie jesteś pewna, gdzie pójdziecie – zapytaj. I bawcie się dobrze 😊


Szukasz inspiracji? 👗 klik 👗  
Zdjęcia: Sklep Lollipop 🌺
Wyjatkowe, bo dla wyjatkowych osob...

Wyjatkowe, bo dla wyjatkowych osob...

Już za kilka dni – 21 i 22 stycznia będziemy obchodzić Dzień Babci i Dziadka. Dziadkowie to osoby, które kojarzą nam się z dobrem, ciepłem, ale przede wszystkim z ogromem miłości. To Babcia i Dziadek zawsze znajdowały i znajdują dla nas czas. To oni po kryjomu obdarowywały nas cukierkami, pozwalały nie myć się wieczorem, przymykały oko na nasze wybryki. To właśnie na nich możemy zawsze liczyć, zawsze służą swoją pomocą, wiedzą, doświadczeniem. Jesteśmy dla nich KIMŚ wyjątkowym, jesteśmy ICH wnuczkami. My również powinniśmy tak Ich traktować.



Święto Babci i Dziadka to bardzo dobry czas by zatrzymać się na chwilę, pomyśleć o Nich. By przypomnieć sobie za co Ich kochamy. Dziadkowie nie oczekują od nas drogich, wymyślnych prezentów. Według mnie największym prezentem jaki możemy im oferować to nasz CZAS. Czas, którego zawsze nam brakuje. To chwila, kiedy siądziemy z nimi przy filiżance herbaty, świeżo upieczonym i pachnącym cieście i porozmawiamy, powspominamy. Udając się do Dziadków możemy im zanieść niewielkie pudełko, w którym znajdą się nasze wspólne wspomnienia... oraz słodki upominek, np. ulubioną czekoladę Dziadka zapakowaną w niebanalny sposób...

W box'ie mogą znaleźć się wspólne fotografie, piękne życzenia od serca oraz elementy nawiązujące do zainteresowań Dziadków. Może są działkowcami i uwielbiają prace w ogrodzie? Może Babcia uwielbia piec i gotować? Może Dziadek to zapalony wędkarz lub majsterkowicz? A może lubią wypady rowerowe? - pyta Asia z House of Papers  niesamowita kobieta, która tworzy śliczne cudeńka 💖

Tworząc taki box często zadaje moim Klientom najróżniejsze pytania, by jak najwięcej dowiedzieć się o osobie obdarowanej. Jaki kolor lubi, czym się interesuje, na jaką okazję ma być stworzony box itp. Pytania pomagają mi w stworzeniu wyjątkowego, niepowtarzanego i w pełni spersonalizowanego prezentu. Do każdego projektu podchodzę indywidualnie i z wielkim sercem. Wykonując go robię go tak, jakbym robiła go dla najbliższej osoby. Chcę by czuła się wyjątkowo. Największym podziękowaniem są uśmiech na twarzy Klienta, który odbiera produkt oraz późniejsze wysyłane wiadomości z informacją, że osoba obdarowana była zachwycona, wzruszona. Zdarza się też, że otrzymuję zdjęcia 😊 - dodaje pomyslodawczyni House of Papers.

Takie chwile mnie napędzają, sprawiają, że chce mi się wstawać rano i wymyślać kolejne pomysły, szukać nowych inspiracji. Wierzę, że to co robię ma sens w dobie masowej produkcji, że prace wykonane ręcznie mają to „coś”. To „coś” zawiera się w czasie, który poświęcam na wykonanie każdej pracy, niezależnie od tego czy jest to kartka okolicznościowa, zaproszenie ślubne, wianek czy jak w tym przypadku exploding box czy czekoladownik. Uważam, iż mimo, że są droższe od tych kupionych w markecie - są tego warte, gdyż są robione z myślą o danej osobie. Są spersonalizowane, niepowtarzalne a przez to wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju - podkreśla Asia.

Fot. House of Papers
Okres. Sprawdzony sposob na ukojenie bolu

Okres. Sprawdzony sposob na ukojenie bolu

Te z nas, które dość boleśnie przechodzą miesiączkę, szukają różnych sposobów na ukojenie bólu. To, co pomaga jednym – niekoniecznie działa dobrze na inne. Jak dobrze to znamy... Zanim jednak przekonamy się, że coś jest dla nas odpowiednie – próbujemy, bo przecież bardzo cierpimy zwłaszcza pierwszego i drugiego dnia krwawienia.



Oprócz tabletek, które mamy już sprawdzone, możemy z pewnością sięgnąć po niepokalanek mnisi. Jest to zioło, które pomaga skutecznie złagodzić ból podczas miesiączki, ale ma też inne plusy – np. reguluje cykl miesiączkowy, stabilizuje poziom hormonów. Niepokalanek mnisi ma działanie m.in. moczopędne, napotne, przeciwgorączkowe, rozkurczowe, odkażające i uspokajające.

Zioło to wykorzystuje się także do leczenia niepłodności. Niepokalanek mnisi stymuluje i stabilizuje poziom hormonów odpowiedzialnych za owulację, prawidłowy przebieg cyklu i jego regularność. To sprzyja większej płodności. Ma on zdolność aktywowania hormonów płciowych. Po niepokalanek mnisi sięgamy nie tylko w przypadku chęci zwiększenia szans na zajście w ciążę, ale również wtedy, kiedy chcemy leczyć objawy zaburzeń hormonalnych i problemy skórne.

Niepokalanek mnisi występuje w rejonie Morza Śródziemnego i w zachodniej Azji. Już w starożytnej Grecji był używany jako remedium w schorzeniach kobiecych. W średniowieczu stał się symbolem czystości i niewinności.

Niemieccy naukowcy z Universitats Fraunklinik w Heidelberg potwierdzają skuteczność niepokalanka mnisiego w podnoszeniu płodności i leczeniu zaburzeń związanych z niepłodnością. W badaniu udział wzięło 67 kobiet z rzadkimi miesiączkami i 30 kobiet z brakiem miesiączki. Przez okres ponad trzech miesięcy podawano im preparat ziołowy na bazie niepokalanka mnisiego. U pacjentek tych znacznie poprawił się poziom progesteronu w formie lutealnej, pojawiła się wcześniejsza owulacja, a 38 kobiet zaszło w ciążę.

I jeszcze słowo o PMS...

Główną odpowiedzialność za objawy PMS przypisuje się prolaktynie – hormonowi, który wytwarzany jest przez przysadkę mózgową. Odpowiada m.in. za proces laktacji. Nieprawidłowy wzrost poziomu prolaktyny poznamy po objawach takich jak np.: rozchwianie emocjonalne, ból głowy, bolesność piersi. W badaniach naukowych udowodniono, że wyciąg z niepokalanka mnisiego blokuje wydzielanie prolaktyny z przysadki. W ten sposób powoduje normalizację stężenia progesteronu i drugiej fazy cyklu miesięcznego.

[WYWIAD] Ploteczkarnia. Miejsce z dusza...

[WYWIAD] Ploteczkarnia. Miejsce z dusza...

To właśnie w tej pięknej herbaciarni - Ploteczkarnia - odbyło się pierwsze Spotkanie Blogerek z Pasją. To tu, na Chmielnej 26/65 człowiek znajdzie spokój w świecie, który ciągle pędzi do przodu... Tu, właśnie w tym pięknym miejscu zatrzymuje się czas, a przecież każdy z nas marzy o chwili tylko dla siebie... 


Ploteczkarnia to miejsce, do którego możesz przyjść z mamą, babcią, przyjaciółką... Historia powstania herbaciarni to też długa droga, o której opowie Kasia Urbańska - szefowa 😊

Kasiu, każdy kto chociaż raz odwiedzi Ploteczkarnię – z pewnością do niej wraca. Stworzyłaś piękne, magiczne miejsce w samym sercu Warszawy. Czyli możesz potwierdzić, że marzenia się spełniają? 

Tak, ponieważ wielu osobom odpowiada klimat tego miejsca i dlatego tu wracają. Co ciekawe są to osoby w różnym wieku: młodzież licealna, studenci, mamy i babcie, kobiety i mężczyźni.

Podoba się wystrój, który jednak wyróżnia Ploteczkarnię na tle innych miejsc...  

Miałam trochę obawy, że może wystrój jest zbyt retro, a teraz wszędzie królują meble z palet lub betonowe ściany i rury od klimatyzacji bez osłony – taki nowoczesny industrialny design, ale jak dla mnie zbyt zimny. Przedwojenna kamienica w kwartale zabytków i nieduża powierzchnia lokalu trochę narzuciła charakter tego miejsca  w stylu vintage. Miało być ciepło, przytulnie, kameralnie i chyba się udało.

Nie mam wątpliwości, że tak! 

Od myśli – marzenia o tym miejscu do realizacji minęło sporo czasu i w pewnym momencie, kiedy dojrzałam do całkowitej zmiany mojego życia - rzeczy zaczęły dziać się jakby same w magiczny sposób jak na magiczne miejsce przystało 😊 a serio...Tak, Ploteczkarnia to dowód na to, że jeżeli się czegoś bardzo pragnie i jest to nam przeznaczone prędzej czy później takie marzenie się spełni.

Zanim jednak powstała Ploteczkarnia – pracowałaś na etat... I w końcu nadszedł moment przełomowy, a wraz z nim wątpliwości i pytania. Co było najtrudniejsze? 

Najtrudniejsze dla mnie było pokonanie uczucia, co będzie jeżeli zawiodę swoich najbliższych, bo decyzja o własnej działalności - zwłaszcza tak specyficznej - nie zawsze z normowanym czasem pracy wywraca życie do góry nogami, nie tylko osoby prowadzącej własny biznes, ale i jej rodziny.


Co dziś, z perspektywy czasu było dla Ciebie wtedy najważniejsze? 

Duże wsparcie i zachęta ze strony bliskich i słowa: Jak nie spróbujesz nie będziesz wiedzieć czy się uda czy nie…

A nadzieja, wiara? Jak jej nie stracić w sytuacjach, które wydają się bez wyjścia? 

Mam problem z tym pytaniem, bo czasem brakuje mi po ludzku cierpliwości i zaufania. Wiara i nadzieja o które pytasz są niekompletne bez miłości. Dla mnie Bóg jest miłością. Lokal to taki prezent od Niego dla mnie z bonusem w postaci kochających męża i córki, którzy mnie wspierają, chociaż zdarzają się sytuacje, że ciężko jest udźwignąć takie błogosławieństwo zwłaszcza, kiedy predyspozycje artystyczne i głowa w chmurach biorą górę nad zdrowym rozsądkiem i ekonomią 😊

Ploteczkarnia to nie tylko miejsce w którym możemy napić się herbaty, ale też miejsce, w którym odbywają się warsztaty...

Organizujemy wszelkiego rodzaju warsztaty rękodzieła. Właśnie od warsztatów handmade zaczynaliśmy i stopniowo udało się rozszerzyć działalność o herbaciarnię, tak więc w tygodniu zapraszamy na kawę, herbatę czy czekoladę na gorąco, a w weekendy na warsztaty handmade. Organizujemy zajęcia malowania na jedwabiu czy czekoladzie, modniarskie – robimy kapelusze, fascynatory, biżuteryjne, florystyczne  i wiele innych…

W Ploteczkarni dzieje się wiele. Które wydarzenie było dla Ciebie szczególne? 

Mogłabym długo opowiadać, bo codziennie odwiedzają mnie niezwykłe osoby, a to bardzo inspiruje, ale też dystansuje od własnych błahych problemów. Takie najbardziej szczególne cykliczne wydarzenia to  bezpłatne warsztaty rękodzieła dla osób leczących się onkologicznie, odbywające się raz w miesiącu. Współpracuję z Fundacją Rak’n’Roll i przychodzą na te zajęcia osoby w trakcie leczenia lub już po i za każdym razem zadziwia mnie ich umiejętność celebrowania życia, wiara i nadzieja o którą pytałaś wcześniej. Co nie znaczy, że one nie przechodzą trudnych chwil, wręcz przeciwnie, ale jest w nich taka cudowna świeża radość dziecka i wdzięczność. Z jednej strony są bardzo słabe przez chorobę, a z drugiej jest w nich siła. Trudno to wyjaśnić…

Być może zrozumie to ktoś, kto jest w podobnej sytuacji... Bierzesz udział również w różnych akcjach charytatywnych. Wierzysz w to, że dobro powraca?

Potrzeba pomagania nie wypływa z kalkulacji odzyskania tego co się „zainwestowało” - w moim przypadku - czasu czy przekazywania umiejętności. Po prostu czuję taką potrzebę i stąd moje zaangażowanie w akcje charytatywne. „Dobro powraca” czy w to wierzę?  Chyba tak, jednak niekoniecznie musi powrócić  do nas tu i teraz w doczesnym życiu.

Trudno się z tym nie zgodzić, choć pewnie i ten temat powraca często przy okazji różnych wydarzeń... Jakiej herbaty można się napić w Ploteczkarni? 

Oj, wybór herbat w Ploteczkarni jest naprawdę ogromny. Możemy zaproponować naszym gościom herbaty czarne, czerwone, szmaragdowe – typu oolong, zielone i białe, aromatyzowane i naturalne, ziołowe i owocowe bezteinowe. Dla tych którzy nie preferują herbaty mamy aromatyczną kawę lub czekoladę na gorąco.
Serdecznie zapraszam 😊
Wyjatkowy prezent dla Babci...

Wyjatkowy prezent dla Babci...

Nie tak dawno opublikowałam wywiad z Anią, która tworzy piękne kubki. Kto przegapił wywiad, klika 👉 tutaj 👈  Jak się okazuje - Kicanka to nie tylko kubki, ale i piękne kwiatki, które mogą okazać się wyjątkowym prezentem dla Babci 💖 


Ania to niesamowita kobieta, z ogromną energią! Jej głowa pełna jest pomysłów na nowości, ale nie tylko... uwielbia wyzwania i rozważy wszystkie propozycje, które klienci wysyłają.

Im trudniejsze jest to zadanie - tym więcej daje jej radości ❤ ja już niejednokrotnie przekonałam się o tym, że Ania z wielką uwagą slucha pomysłów i wskazówek, dzięki czemu rzeczy, które u niej zamawiamy są tak bardzo wyjątkowe. Jakiś czas temu tak mi powiedziała:  Niebawem dzień Babci i Dziadka... Warto pamiętać o dwójce tych często zgarbionych, pokrytych siateczką zmarszczek, ale jakże kochanych nam osób! To nierzadko oni wspomagali rodziców w naszym wychowaniu, przekazywali rodzinne wartości, sekrety i historie, kto nas bardziej rozpieszczał jak nie dziadkowie? 😊

- Nie muszę was przekonywać, jak wielką radość sprawi im nasza pamięć, nasz drobny gest, poświęcony czas, czasem wypita wspólnie herbata 😊 i tu proponuje kubek z osobistą dedykacją! Każdego ucieszy ten podarek zwłaszcza jeśli babcie i dziadkowie mieszkają daleko... Z jedną z moich babć dzieli mnie kilkadziesiąt kilometrów i mówi, że zawsze kiedy pije w kubeczku ode mnie przesyła mi ciepłe myśli ❤



To, że Babcia i Dziadek są szczególnymi osobami - nikogo chyba przekonywać nie trzeba... I mimo tego, że zwykle dzieli nas kilkaset kilometrów - w te szczególne dla Nich dni - bądźmy blisko. Pięknie powiedział Kard. Wyszyński: "Ludzie mówią, że czas to pieniądz, a ja Wam mówię - czas to miłość"...

 A jeśli chodzi o dobre, ciepłe myśli - cóż... Wszystko to, co wysyłamy - WRACA do nas 💖 myślę, że każdy z nas już tego doświadczył... Pamiętajmy o tym nie tylko od święta... Nie bójmy się okazywać uczuć!

Dobrym pomysłem, oprócz kubków są kolorowe niewiędnące pluszowe tulipany. Która z nas nie lubi dostawać kwiatów? 😊

Tulinany od Ani stoją cały rok! 😊 My już mamy kwiatki dla naszych Babć, a Wy?
Lodzka Rajtuza. A dokładnie...

Lodzka Rajtuza. A dokładnie...

Kilka dni temu odwiedziłam jedno z ulubionych miast - piękną Łódź 😊 Przy okazji dowiedziałam się o Łódzkiej Rajtuzie, która mocno mnie zaciekawiła. Która z nas nie lubi rajstop we wzorki, z delikatnym akcentem kwiatów... 😊 Taka właśnie jest kobieta, a w czym będziemy się jeszcze bardziej kobieco czuły jak nie w sukienkach i spodniach? Do tego oczywiście ulubione rajstopy...     


Na opakowaniu czytamy: „Hej, dziewczyno z miasta! Tadeusz Kościuszko puszcza do Ciebie oko z cokołu, plac Wolności wiruje, stajnia jednorożców pulsuje kolorami, parki zielenieją, Manufaktura kusi zakupami, a fabrykanckie wille i kamienice zdają się nucić piosenkę o dzieweczkach jak anioł, co przędą niteczki… To magia miasta! Daj się jej ponieść! Nieważne, czy pędzisz rikszą przez Pietrynę, korzystasz z migawki, biegniesz, idziesz, czy jedziesz rowerem miejskim. Ważne, że trasa podróży wiedzie przez Łódź, a na nogach masz rajtuzy miastowe!”. Opisano tu prawie wszystkie obrazki, które znajdziemy na rajtuzach. Oryginalność projektu polega na pozornym chaosie, sąsiedztwie najważniejszych miejsc Łodzi tuż obok siebie – z pominięciem topografii miasta, za to z dużą dozą humoru. W mieście dużo się dzieje, a na Rajtuzach Miastowych widać to najlepiej.

Od stóp do ud!  

Od poprzednich projektów marki znanej już łodzianom i łodziankom Rajtuzy Miastowe różni oczywiście design – Łódzka Fabryka Rajstop Gabriella stawia na oryginalne projekty. Rajtuzy mają modny, popielaty kolor, a rysunki, które zapełniają je od stóp aż do ud, mają czarne krawędzie, trochę jak z dziecięcej malowanki, trochę jak z komiksu. Miastowe są grubsze niż poprzednie rajtuzy lokalne, nie straszny im chłód i wiatr, nadają się więc nie tylko na jesień, ale i na nadchodzącą zimę. Ucieszą się też łodzianki, dla których poprzednie projekty marki były zbyt śmiałe, bo wymagały spódnic i sukienek przed kolano – tym razem wzór umieszczono na całej długości. Rajtuzy Miastowe sprawdzą się jako prezent dla dziewczyn z Łodzi i dla przyjezdnych, jako pamiątka z wizyty w stolicy polskiego włókiennictwa.

Siła! 

Gabriella to marka, która znana jest ze swojego przywiązania do włókienniczej historii i tożsamości. Swoje lokalne projekty sygnuje nazwą „Łódzka Fabryka Rajstop Gabriella”. Jej historia to ciekawy przykład rozwoju przemysłu kreatywnego, którego korzenie tkwią głęboko w tkance miasta. To również przykład tego, jak rodzinna firma produkcyjna staje się silną, rozpoznawalną marką.

Pasja! 

Firma powstała w 1996 roku w Łodzi, w budynku przy ul. Brzezińskiej, gdzie wcześniej swoją siedzibę miały Zakłady Przemysłu Pończoszniczego „Feniks”. W pierwszych dniach działalności produkcja odbywała się na dwóch maszynach dziewiarskich i koordynował ją tylko jeden pracownik. Obecnie rajstopy marki Gabriella są produkowane na ponad 200 nowoczesnych maszynach dziewiarskich i wykańczane na dziesiątkach specjalistycznych urządzeń. Wiedza, doświadczenie i pasja tworzenia sprawiły, że w ciągu kilku lat mała rodzinna firma została jednym z największych producentów wyrobów pończoszniczych w Polsce.

Inspiracja! 

Początkowo produkcja firmy oparta była na produktach klasycznych. Jednak w odpowiedzi na potrzeby klientów, poszerzono ją o ciekawe wzornictwo i linie specjalistyczne. Ważny wizerunkowy przełom w historii marki nastąpił w grudniu 2015 roku, gdy Gabriella stworzyła submarkę lokalną – Łódzka Rajtuza i wypuściła pierwszy lokalny produkt – Rajtuzy z Miasta Łodzi. Rajstopy mające formę zakolanówki, przedstawiały najważniejsze zabytki Łodzi: bramę przy byłych zakładach Izraela Poznańskiego, pomnik Tadeusza Kościuszki na placu Wolności oraz fabryki przemysłowej dzielnicy Księży Młyn. W marcu 2016 roku do sprzedaży trafiły Rajtuzy Fabryczne – cienkie, z motywem drobnej, dymiącej fabryczki. W czerwcu 2016 roku marka wprowadziła do sprzedaży torby bawełniane na ramię, z grafiką przedstawiającą kobiece nogi oraz hasłem „Z Miasta Łodzi się pochodzi” a w marcu 2017 – Rajtuzy Awangardowe, inspirowane twórczością Władysława Strzemińskiego. W listopadzie 2016 roku marka Gabriella zaprezentowała submarkę dedykowaną Warszawie – Rajtuzy Stołeczne w formie zakolanówki, na których zestawiono ze sobą popularne elementy miejskiego krajobrazu – Pałac Kultury i Nauki, pomnik Syrenki oraz Wisłę. W październiku 2017 roku na rynek śląski firma wypuściła Rajtuzy Ślońskie, którymi znów zachwyciła media i opinię publiczną, a przede wszystkim panie śledzące najnowsze modowe trendy – wielkość zamówień złożonych w pierwszych dniach po premierze pozytywnie zaskoczyła właścicieli i pracowników Gabrielli 😊

Łódzka Rajtuza jest również fundatorem nagród podczas Spotkania Blogerek z Pasją, które odbędzie się już 27 stycznia! 😊


[WYWIAD] Czy warto dawac druga szanse?

[WYWIAD] Czy warto dawac druga szanse?

Czy warto dawać drugą szansę? Byliśmy w związku, byliśmy szczęśliwi. Od początku była między nami „chemia”, ale w którymś momencie przestaliśmy być ze sobą szczerzy. Zamiast rozmawiać –zaczęliśmy się unikać. A może warto dać sobie jeszcze jedną szansę? Odpowiada Ewa Guzowska – psycholog, psychoterapeuta, coach.



Pani Ewo, oczywistym jest, że w toksycznych związkach czy relacjach nie ma możliwości aby myśleć nawet o drugiej szansie, bo jest to bez sensu. Zgodzi się Pani ze mną?

W przypadku toksycznego związku najczęściej osoby nie potrafią się „ostatecznie” rozstać. Jeśli osoby rozejdą się na chwilę, to najczęściej nie mogą stworzyć innego związku. „Innego”, bo każdy inny i tak jest podobny do tego poprzedniego. Jeśli zmieniamy tylko osobę, tak naprawdę nie zmienia się nic…   Istotne jest, by przyjrzeć się czemuś w nas, dlaczego wchodzimy właśnie w takie związki. Nikt inny za nas tego nie zrobi. Czasami wydaje się, że chemia pojawia się szybko, niestety, jak później często się okazuje, poza nią – być może niewiele łączy. Problematyczne jest określenie – co w tym związku trzyma mnie? Czy to seks? Bezpieczeństwo? Kumpelstwo? Okazuje się, że to duży problem, kiedy człowiek nie wie, czym jest miłość. Przychodzą mi na myśl słowa z Małego Księcia: „Jeśli kochasz puść to wolno. Jeśli jest Twoje i tak do Ciebie wróci. Jeśli nie wróci, znaczy, że nigdy Twoje nie było…”.   A co dzieje się najczęściej, trzymamy mocno – sami nie wiedząc CO trzymamy? Jest to dość skomplikowany temat. Inaczej sprawy się mają, jeśli chodzi o związek...

Czasem taki drugi początek jest lepszy niż ten pierwszy...

Wszystko zależy, co jest powodem tarć w związku? Jeśli to naprawdę są drobiazgi, warto nad tym popracować. Jeśli chodzi o tematy, które dotyczą np. przekonań, wartości, jakie w życiu osoba wyznaje, czasami jest to trudne, a wręcz niemożliwe. Najczęściej odgrywamy, poniekąd związki naszych rodziców… czyli znowu wracamy – do punktu startowego: CZAS WRÓCIC DO DOMU…

Z czego to wynika, ten drugi lepszy początek?

Zdecydowanie, jeśli  obydwie osoby chcą pracować nad związkiem, bo ta druga osoba jest bardzo ważna dla niej… wówczas nic nie stoi na przeszkodzie, należy podjąć tę pracę.  Praca ta zwykle bardzo popłaca – bo rozwijamy się przez taki związek.  A nasz rozwój, to być może najważniejsza rzecz, jaką powinniśmy się zająć…

Druga szansa to też niejako przyznanie się do błędu?

Przyznanie się do błędu, wymaga wiele odwagi, a odwaga ta świadczy o nas samych i dla nas samych jest istotną informacją. Nie musimy być nieskazitelni i zwykle to niemożliwe. Wystarczy, że będziemy po prostu ludzcy. Człowiek jest osobą popełniającą błędy, ważne by ich się nie wypierał, tylko uczył się na nich i nie popełniał ich w przyszłości.

Ludzie się zmieniają... Spotkanie po latach może być początkiem czegoś pięknego... Czegoś, czego może wcześniej nie potrafiliśmy docenić, zobaczyć?

Tak, ludzie się zmieniają i trzeba mieć to na uwadze, że być może spotkanie po latach, będzie czymś niesamowitym i radosnym.  Nie można jednak pominąć tego faktu, że każda z osób w tym czasie, żyła swoim życiem i być może jest już zupełnie inną osobą niż tą którą znaliśmy przed laty. To może być pułapka, w którą czasami chętnie się wpada. Wspomnienie beztroskości wraca i znowu chce się to zatrzymać, niestety często już jest to niemożliwe.

A może właśnie i takie powroty są potrzebne? Bardziej też poznajemy siebie...  

Nie sposób wejść drugi raz do tej samej rzeki, gdyż rzeka płynie… Nic nie jest już takie samo…

Zdarza się też i tak, że strach robi swoje... Może właśnie życie da drugą szansę i znowu będę cierpieć?

Jeśli nic nie zmieniliśmy w sobie, z pewnością, będziemy cierpieć i pytanie, czy być może to jest nasza rola, którą graliśmy w rodzinie…  Warto przyjrzeć się tej roli. Być może się okazać, że w każdym związku byliśmy ofiarą, dawcą albo katem, biorcą… W żadnym związku – nie było harmonii ani równowagi, ponieważ to byłoby niemożliwe.

Druga szansa nie daje przecież gwarancji, że teraz już będzie pięknie...

Druga szansa, bez pracy, nie daje nic innego, niż na wejściu, poza może kolejnymi rozczarowaniami i frustracją. Inaczej nie może się zdarzyć, jeśli nic w nas nie zmieniło się – nie może być inaczej...

Każda relacja jest inna, inne uczucia, emocje, ale gdzie jest ta granica, której nie powinniśmy przekraczać – jeśli chodzi o drugą szansę?

Toksyczne związki, to wiadomo, co poza? Pierwsza czy druga szansa, nie powinna pozbawiać nas wzajemnie szacunku do siebie…  Jestem zdania, że czasami lepiej rozstać się wcześniej, by nie tracić tego, co być może było też piękne…. Życzę Wszystkim przede wszystkim szacunku do siebie, wówczas łatwiej do drugiej osoby, a to podstawa każdego związku 😊

Sven jakiego nie znamy...

Sven jakiego nie znamy...

Kto z nas nie kojarzy wspaniałego niemieckiego skoczka Svena Hannawalda? Niektórzy z pewnością do dziś nie potrafią zrozumieć dość nietypowego sposobu w jaki wyrażał swoje emocje. Przez szesnaście lat był jedynym w historii zawodnikiem, który wygrał Turniej Czterech Skoczni. Sven Hannawald – człowiek niezwykle skromny, wrażliwy, który przeszedł ciężką drogę by być dziś tym, kim jest. I chociaż dobrze znamy jego sportowe życie – o tym, co działo się po zakończeniu kariery – nie mówiło się tak głośno jak o sukcesach...  


Kilka lat temu zapytałam Svena czy celem było zwycięstwo w TCS? Opowiedział: Nie można wyznaczać sobie takiego celu, aby wygrać. Po prostu nadszedł taki czas. Nie można powiedzieć, że teraz dobrze skaczę i ustalę nowy rekord skoczni. To tak nie będzie działać... Moje zwycięstwo było największym sukcesem i szczególnym wydarzeniem.

Sven Hannawald w sezonie 2001/2002 dostarczył nam wielu emocji! Było to piękne wydarzenie, które wielu z nas pewnie dość dobrze pamięta. I tak królował aż do soboty, 6 stycznia 2018. W tym roku to Kamil Stoch – choć początkowo nie był faworytem – nie zostawił rywalom złudzeń. 

- Teraz jesteśmy w tym klubie we dwóch. Nareszcie mogę z kimś porozmawiać, dotychczas mogłem jedynie prowadzić monolog – powiedział do Kamila Stocha. Zanim jednak Kamil wylądował, Sven zapowiedział, że jeśli Polak zwycięży – będzie jednym z pierwszych, którzy mu pogratulują. Zdania dotrzymał.

Niezwykle wzruszające jest jego wyznanie, którym podzielił się w swojej książce: „Sven Hannawald. Triumf. Upadek. Powrót do życia”. Uczucia, które towarzyszyły mu przed ostatnim skokiem w Turnieju, opisał słowami: W tamtym momencie nie słyszałem żadnego aplauzu. Tylko to, jak wali mi serce. Znajdowałem się w jakimś tunelu.

Od 27 kwietnia 2004 Sven Hannawald rozpoczął pobyt w Klinice Medycyny Psychosomatycznej w Bad Groenenbach. Diagnoza: syndrom wypalenia.
- Zrozumiałem, że wyjście z tego nie jest możliwe z dnia na dzień. Że zdrowienie jest procesem, który może potrwać latami – wspomina.

Dziś wiedzie spokojne życie – jest szczęśliwym mężem i ojcem. Nie brakuje mu również czasu na granie w piłkę i sporty motorowe. Kiedyś powiedział mi: Nie czuję się jak „gwiazda”. Mieszkam i żyję bardzo normalnie. Nie czuję się, że jestem jakiś wyjątkowy czy lepszy. 

Tekst dla: Tygodnik Idziemy
Fot.: sportowefakty.pl 
[WYWIAD] Pani Renata. Kobieta z pasja...

[WYWIAD] Pani Renata. Kobieta z pasja...

Kiedy zakładałam bloga nie spodziewałam się, że poznam piękne historie ludzi, którzy nie są "gwiazdami" 😊 Dziś kolejny wywiad z kobietą, która tworzy z pasją... 



Pani Renato, dziś ma Pani swoją działalność. Jak to się zaczęło?

Jestem mamą dwudziestoletniej córki Julity. Przez kilka lat byłam bezrobotna, ale wiosną ubiegłego roku dostałam ofertę dotyczącą dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Skorzystałam z tej okazji. I tak się zaczęło – najpierw tygodniowy kurs, następnie pisanie biznes planu... Udało się. W czerwcu 2017 roku zaczęłam działalność.

Jak się domyślam, przygoda z drutami zaczęła się w Szkole Podstawowej? 

W siódmej klasie Szkoły Podstawowej nauczyłam się robić na drutach. I stąd też wziął się pomysł na działalność związaną z rękodziełem. W późniejszym czasie zaczęłam robić też swetry i inne wyroby. I tak nauczyłam się łączyć pasję z pracą. Robię to, co lubię a dodatkowo daje mi to dużo satysfakcji. Jestem domatorem, więc ten rodzaj pracy mi odpowiada.


Co można u Pani zamówić? 

Wszystkie moje produkty dostępne są na 👉 stronie internetowej 👈 Wszystkie też są robione na drutach i szydełku. Można u mnie kupić poduszki, ozdoby do wystroju wnętrz, ale również czapki, czapki, kominy dla dzieci i dorosłych, ale ciągle przybywa nowych produktów...


W takiej pracy pewnie ogromne znaczenie ma zadowolenie klientów? 

Najważniejsze jest dla mnie to, że moim klientom podoba się to, co robię. Dobre słowa to najlepsza nagroda.

W jaki sposób składać zamówienie? 

Zamówienia można składać indywidualnie. Wiadomo, że rękodzieło jest czasochłonne i pracochłonne, ale daje mi ono wiele satysfakcji. Chcę również zająć się szycie i haftem maszynowym, ale na to wszystko przyjdzie czas...

A czas na hobby, poza drutami i szydełkiem? 

Na co dzień zajmuje się domem. Moim hobby są rajdy samochodowe – jeśli tylko czas mi pozwala to jeżdżę i kibicuję.

Dziękuję za rozmowę. 
Zadania rodzicow chrzestnych

Zadania rodzicow chrzestnych

„Dzieci, rodząc się z upadłą i skażoną grzechem pierworodnym naturą, również potrzebują nowego arodzenia w chrzcie, aby zostały wyzwolone z mocy ciemności i przeniesione do Królestwa wolności dzieci Bożych, do którego są powołani wszyscy ludzie. Czysta darmowość łaski zbawienia jest szczególnie widoczna przy chrzcie dzieci. Gdyby Kościół i rodzice nie dopuszczali dziecka do chrztu zaraz po urodzeniu, pozbawiliby je bezcennej łaski stania się dzieckiem Bożym” (KKK, 1250). 


Chrzest święty to wydarzenie dla całej rodziny i świetna okazja do spotkania. To też wspaniała okazja do wspólnej modlitwy. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że „aby mogła rozwijać się łaska chrztu, potrzebna jest pomoc rodziców. Na tym też polega także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku jak i dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego. Ich misja jest prawdziwą funkcją eklezjalną. Cała wspólnota eklezjalna ponosi częściowo odpowiedzialność za rozwój i zachowywanie łaski otrzymanej na chrzcie” (KKK, 1255).

Rola rodziców chrzestnych nie kończy się w dniu Chrztu św. dziecka, ale trwa do końca życia. To rodzice chrzestni są również odpowiedzialni – oprócz rodziców - za wychowanie dziecka w wierze chrześcijańskiej. I chociaż to właśnie podczas liturgii rola matki chrzestnej ogranicza się do nałożenia na dziecko białej szatki, a rola ojca chrzestnego – zapalenia świecy, zadań będzie przed nimi wiele.

Liturgia Chrztu św. bogata jest w symbole i znaki. Najważniejsze, aby dobrze je odczytać. Również i w tym względzie przychodzi na pomoc Katechizm Kościoła Katolickiego, w którym jest wyjaśnione: „Biała szata ukazuje, że ochrzczony „przyoblekł się w Chrystusa” (Ga 3, 27) i zmartwychwstał z Chrystusem. Świeca zapalona od paschału oznacza, że Chrystus oświecił neofitę i że ochrzczeni są w Chrystusie „światłem świata” (Mt 5, 14). Nowo ochrzczony jest teraz dzieckiem Bożym w Jedynym Synu. Może odmawiać modlitwę dzieci Bożych „Ojcze nasz”.

Kim powinni być rodzice chrzestni? 

Przede wszystkim powinni być to ludzie, którzy żyją prawdziwe chrześcijańskim życiem – czyli są wierzący, praktykujący. Przy wyborze chrzestnych nie powinna mieć znaczenia majętność. Rozpieszczanie dziecka podarunkami powinno być na kolejnym miejscu. Na rodziców chrzestnych powinno się wybrać ludzi, którzy są związani i bliscy rodzinie malucha. Mają oni dbać o rozwój duchowy dziecka, więc muszą być w relacji. Chrzestni podczas Chrztu św. powinni przystąpić do Komunii świętej.

[WYWIAD] Dlaczego chrzest swiety jest tak wazny?

[WYWIAD] Dlaczego chrzest swiety jest tak wazny?

Dlaczego zapalamy Paschał, co symbolizuje biała szata, w jakim celu ksiądz namaszcza głowę krzyżmem świętym? - na te i inne pytania odpowiada ks. płk Zbigniew Kępa z Katedry Polowej Wojska Polskiego 



Księże Pułkowniku, chrześcijaństwo odwołuje się często do znaków i symboli, ale trzeba nauczyć się je dobrze odczytywać... 

Chrześcijanie wychowani i ukształtowani w kulturze chrześcijańskiej potrafią te symbole i znaki zauważyć i odczytać ich przesłanie. Do tej wrażliwości na znaki i symbole odwołał się Chrystus. W niedzielę Chrztu Pańskiego w Ewangelii św. Łukasza usłyszeliśmy, że "Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest."

Co to oznacza?

Chrzest, którego udzielał Jan Chrzciciel nad rzeką Jordan miał charakter pokutny. Nie był jednym z obyć rytualnych służących oczyszczeniu. Wiązał się z nawróceniem; ze zmianą dotychczasowego grzesznego życia na życie zgodne z przykazaniami Bożymi, z wolą Bożą. Przystępujący do chrztu janowego wyznawał swoje grzechy i przyjmował pokutę. Takiemu chrztu poddał się Pan Jezus.

Chrystus potrzebował chrztu, który miał charakter pokutny?

Jezus nie potrzebował takiego chrztu, ale uczynił to ze względu na nas. Przyjął chrzest w duchu solidarności z nami, z ludzkością, która potrzebowała odkupienia. Jego chrzest odtworzył niebo i sprowadził Ducha Świętego. To, co dokonało się podczas Jego chrztu powtarza się teraz przy naszym chrzcie. Podczas chrztu, kapłan lub inny szafarz, polewa wodą głowę przystępującego do chrztu i wypowiada słowa "Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego". Poprzez polanie wodą, zanurzenie w wodzie i wypowiedzenie formuły chrztu dokonuje się to, co dokonało się podczas chrztu Chrystusa. Otwierają się niebiosa i na ochrzczonego zstępuje Duch Święty. Staje się to zgodnie z zapowiedzią św. Jana Chrzciciela: "Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem". Podczas chrztu zostają otwarte wrota, które zamknął grzech Adama, odcinając nas od Boga.

Wobec tego co dokonuje się podczas chrztu świętego?

Podczas naszego chrztu niebo się otwiera i Bóg udziela nam Ducha, oznajmiając, że jesteśmy Jego dziećmi umiłowanymi w Chrystusie, w których ma upodobanie. Chrzest w Jordanie był potrzebny nam, a nie Jezusowi. On przez ten chrzest wprowadził nas w misterium Bożego synostwa, otworzył przystęp do Ojca i do udziału w życiu samej Trójcy Świętej, która objawiła się w tym momencie. Teraz Bóg nie jest już tylko daleko w niebie, ale jest także blisko, całkiem blisko, bo w nas samych.

Dlaczego ksiądz podczas chrztu św., namaszcza głowę ochrzczonego krzyżmem świętym? 

W starożytności Izraelici, stanowiący naród wybrany przez Boga, stosowali obrzęd namaszczania poświęconym olejem przy ustanawianiu króla, kapłana lub proroka. Namaszczenie było znakiem szczególnego wybrania przez Boga oraz wyznaczało człowiekowi ściśle określone zadania, których wypełnianie miało prowadzić do realizowania się w świecie Bożych zamysłów. Do wykonania tych zadań Bóg dawał wybrańcowi swoją moc, swojego Ducha. Przez przyjęcie Sakramentu Chrztu Świętego człowiek jakby jednoczy się z Chrystusem, staje się duchowym dzieckiem Boga. Otrzymuję więc od Najlepszego Ojca udział w kapłańskiej, prorockiej i królewskiej misji Pana Jezusa, a także w zobowiązaniach, jakie z niej wypływają.

Osobom, którym udzielany jest chrzest święty zwykle nakłada się białą szatę. Dlaczego jest to aż tak ważne? 

W starożytności chrześcijańskiej nowoochrzczonych ubierano w długie, białe szaty, w których przez cały tydzień chodzili do kościoła, aby słuchać głoszonych katechez mistagogicznych, wyjaśniających im zobowiązania płynące z przyjęcia tego sakramentu. Białą szatka, nakładana przy chrzcie ma podwójną wymowę: Z jednej strony biel jest znakiem duchowej czystości i radości człowieka, który w Sakramencie Chrztu Świętego otrzymuje od Boga tzw. łaskę uświęcającą. Z drugiej zaś strony, sam gest nakładania białej szaty stanowi nawiązanie do słów Świętego Pawła Apostoła, który pisał o przyjmujących chrzest jako o "przyoblekających się w nowego człowieka" (por. Ef 4, 24) zyskujących stan duchowego podobieństwa do Stwórcy, którego przybranymi dziećmi się stają.

Znakiem widocznym przy chrzcie świętym jest świeca...

Jest to ostatni znak widoczny przy chrzcie. Podczas udzielania tego Sakramentu w kościele płonie paschał - duża świeca, na której umieszczone są symbole pięciu ran Chrystusa. Płonący paschał oznacza, że ten sam Pan Jezus, który umarł na krzyżu, teraz  jako Zmartwychwstały jest duchowo obecny pośród modlących się. Zapalenie świecy przypomina więc, że dla każdego ochrzczonego słowa Chrystusa powinny stać się lampą dla stóp (por. Ps 119, 105), czyli najważniejszym źródłem zasad postępowania, tak by mógł on - w ziemskim życiu "płonąc" miłością na wzór Chrystusa - w wieczności zjednoczyć się ze światłością świata. Wskazuje również na wielką odpowiedzialność za rozpalanie i podtrzymywanie wiary w dziecku, jaka spoczywa na jego biologicznych i chrzestnych rodzicach oraz pozostałych bliskich. Stanowi swoistą przestrogę przed słowami i czynami, które mogłyby odciągać młodego chrześcijanina od Pana Jezusa.

Źródło: deon.pl
Kultura. Niektorych nie dotyczy!

Kultura. Niektorych nie dotyczy!

Garnitur nie ma mocy zamieniać chłopczyków w mężczyzn... 

W ostatnich czas dość sporo jeżdżę komunikacją miejską i jednego nie potrafię zrozumieć - jak mężczyzna może nie ustąpić miejsca kobiecie, a już zwłaszcza kobiecie w ciąży. Może to ja żyję w innym świecie, ale może ktoś mi wytłumaczy: Jak można nie zauważyć kobiety w ciąży, która stoi w autobusie obok typa - przepraszam za wyrażenie, który nie ogarnia?! Co istotne - typ jest ubrany w garnuturek, czyli zakładamy, że jakaś kulturę jednak powinien prezentować...  




Jak można siedzieć w autobusie - w garniturku i ze słuchawkami w uszach i nie zauważać tego, co dzieje się obok !!! Nie piszę o jakiejś pani, która stoi w środku autobusu, ale o kobiecie, która stoi obok typa, który wygodnie rozsiadł się na krzeselku. Jest to przykry widok, a co więcej - bardzo niedobra lekcja dla tych młodych ludzi, którzy również w autobusie jechali.  

Nie cierpię zaklamania i hipokryzji, ale to, co się powtarza - nagminnie - w środkach komunikacji miejskiej jest bardzo smutne i przerażające. Ludziom brakuje wyczucia. Każdy jest zmęczony po dniu pracy, ale czy kobietom w ciąży koniecznie musimy fundować dodatkowe zmęczenie?

Żeby też nie było niejasności - nie mówię, że każdy, bez względu na swój aktualnie zły stan zdrowia musi wstać po to, by ustąpić miejsca, ale jeśli nic nam nie jest, nie zemdlejemy, nie jesteśmy osłabieni - warto uczynić dobry uczynek. Nam nic się nie stanie, a tej kobiecie z pewnością będzie miło. Nie bądźmy obojętni. Jeszcze kilka dni temu skladalismy siebie najlepsze życzenia, a tuż po świętach nie potrafimy zachować się kulturalnie względem tych, którzy pomocy potrzebują. Pomocy warto postaci wolnego krzesełka w autobusie, metrze...  

Kobiety zwykle są silne, ale brak słów na patologię, która - mam wrażenie - ciągle się szerzy. Żal tylko tych chlopaczkow...
Spotkanie oplatkowe...

Spotkanie oplatkowe...

Ogromną miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu opłatkowym redakcji Tygodnika Idziemy. Było to dla mnie tym bardziej ważne wydarzenie, że w Tygodniku do tej pory moje teksty ukazywały się okazjonalnie. Miło mi było poznać ludzi, których do tej pory znałam tylko z telewizji. 


Od wielu lat powtarzam, że bardzo ważne jest to, aby przebywać z ludźmi, którzy są dobrzy i uczciwi. Doskonale przecież wiemy jak potrafimy się zmieniać - inaczej zachowujemy się w towarzystwie, a inaczej już rozmawiamy przez telefon. Jakby dwie różne osoby. Tak bardzo różne... Tym bardziej spotkanie z ludźmi, którzy nie boją się mówić swojego zdania, którzy je bronią - jest cenne.


Przez dziesięć lat pracy w mediach spotkałam różnych ludzi - wielkich bohaterów, artystów, mistrzów świata, "gwiazy" i ludzi, którym los dał smutniejsze życie... Bez wątpienia - każde spotkanie czegoś uczyło. Niesamowite jest to, że jako redaktorzy możemy mieć lepszą okazję do spotkań z tymi, którzy są zwykle mało dostępni.


Spotkanie opłatkowe i nowe znajomości z pewnością przyniosą owoce w postaci nowych wywiadów i reportaży. Trzeba odkryć w sobie pasję i zakochać się w życiu, którym żyjemy - wtedy jest pięknie 😊

Copyright © 2014 Niedoskonala-ja , Blogger