[WYWIAD] Boimy sie przyjac ksiedza po koledzie...

- Boimy się przyjąć księdza po kolędzie. Mieszkamy razem... Ile to razy sami słyszeliśmy od znajomych te zdania? Czy rzeczywiście jest powód do strachu przed księdzem? Na pytania odpowiada O. Leonard Bielecki - franciszkanin z Poznania 😊


Ojcze, w wielu parafiach od kilku tygodni trwa kolęda. W innych – dopiero się zaczyna. Niektórzy – zwłaszcza młodzi ludzie - zastanawiają się nad przyjęciem księdza m.in. z powodu wspólnego mieszkania przed ślubem. Zwyczajnie „boją się” kazania, które pewnie ksiądz wygłosi...

Rozumiem, że boją się kazania ci, którzy mieszkają razem na sposób małżeński nie będąc małżeństwem? Ostatecznie ten strach, niepokój może wynikać z kilku powodów. Pierwsza sprawa nie chcą, by ktoś ich pouczał jak żyć, nie chcą, by ich decyzja była krytykowana. Druga sprawa, o wiele ważniejsza, to strach, który może budzić się ze świadomości, że względem Pana Boga jednak nie wszystko jest w porządku. Owszem, to ich decyzja, ale wewnętrzny dyskomfort ze względu na poruszany temat zostaje. Pytanie, dlaczego pozostaje?

Jeśli jest taka możliwość, że tylko jedno będzie w domu na czas kolędy – lepiej aby nie mówiło, że mieszkają razem?

To żadne rozwiązanie, bo nie ważne czy jedno czy dwoje i tak będzie wiadomo, że mieszkają razem. Chyba, że się księdza okłamie, ale to też słabiutko.

A może lepszym rozwiązaniem będzie przyjąć księdza za rok, np. Już po ślubie?

Jeśli ślub ma być faktycznie za rok, jest już wszystko zaplanowane, to dlaczego nie przyjąć już w tym roku? Można powiedzieć: księże, żyjemy bez ślubu, ale w przyszłym roku bierzemy, sprawa załatwiona, czekamy.

Jednak wydaje się, że zupełnie inaczej spojrzy ksiądz na parę, która planuje ślub za kilka miesięcy niż na taką, która o ślubie nie myśli. Prawda?

No właśnie. Ja czasami pytam: słuchajcie, mieszkacie ze sobą, przyjmujecie kapłana, czyli sprawa wiary nie jest wam obojętna, czy zamierzacie się rozejść? Zasadniczo wszyscy odpowiadają, że chcą być razem. Wtedy pytam, to dlaczego się nie pobieracie?

I co dalej?

Jest to jakiś moment wyjściowy do dialogu, jeśli atmosfera nie robi się zbyt napięta. Dużo zależy od podejścia kapłana. Dla mnie to wyzwanie duszpasterskie, by nie wystraszyć ich do Kościoła. Nie mam zamiaru ich na siłę przekonywać, wyzywać. Oni wiedzą jaka jest ich sytuacja, ale nie wiem, czy wiedzą co tracą… Chcę tak poprowadzić rozmowę, by zobaczyli, że Kościół ich nie odrzuca, a wręcz odwrotnie. Nie mówię o nich, o ich sytuacji, tylko o tym jaki Pan Bóg ma plan dla człowieka. Staram się pokazać, że ich miłość może opierać się nie tylko na ludzkich fundamentach. Bóg zna nas, nasz egoizm, nasze trudności w byciu dobrym, wiernym, kochającym, przebaczającym. Dlatego nie zostawia nas sobie samym, chce dać nam pomoc. Boską pomoc, którą nazywamy łaską. Coś czego nie mamy, bo to jest dar. Na ludzi kochających się wzajemnie, taka szczególna łaska spływa, kiedy zawierają sakrament małżeństwa.

Jako praktykujący katolicy chodzimy do kościoła, modlimy się, do czego nam jeszcze kolęda? Może nawet chodzimy do innej parafii niż należymy, a księża i tak nas nie kojarzą...

Może to jedyny moment kiedy cała rodzina gromadzi się razem i wyprasza Bożą pomoc dla swojego domu? Wspólnie, na głos, z kapłanem. Piękny ten domowy kościół.

Z drugiej strony – jesteśmy katolikami, więc wypada przyjąć księdza?

Nie ma przymusu. Żal jednak, by ksiądz nie pobłogosławił mieszkania. Jeśli nie ma o czym rozmawiać z kapłanem, to pytanie czy żyję Kościołem, nie tylko parafią, ale Kościołem, Bogiem?

Ksiądz, który przychodzi na kolędę ma prawo oceniać i krytykować?

Kapłan przychodzi w gościnę. Na zaproszenie domowników. To szansa spotkania. Trzeba pamiętać, że jestem pod czyimś dachem. Mogę wyciągnąć otwartą rękę, lub zacisnąć pięść. Pytanie po co zaciskać? A co do oceny to Pan Jezus już tę sprawę jasno ustawił: nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni…

Od kilku lat chodzi Ojciec z kolędą po Poznaniu. Na pewno nie brakowało również zabawnych sytuacji z takimi odwiedzinami?  

O wiele bardziej od komizmu sytuacyjnego zapamiętuję ludzkie dramaty. Na chwilę staję się częścią czyjegoś świata. To jest niezwykle przejmujące, tym bardziej, że kapłan ma być znakiem nadziei.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Niedoskonala-ja , Blogger