Makijaz do kosciola. Wezmy pod uwage gdzie idziemy i po co...

Makijaz do kosciola. Wezmy pod uwage gdzie idziemy i po co...

Zdarza się tak, że czasem wchodzimy do kościoła na krótką modlitwę, bo akurat w ciągu dnia mamy czas, przechodzimy obok, ale nie planowaliśmy tego konkretnego dnia wejść do kościoła. Jesteśmy akurat po spotkaniu, sukienka odpowiedniej długości, nie jest zbyt krótka, ale mamy mocniejszy makijaż... Jak w przypadku każdej wizyty tak też niezaplanowanej wcześniej wizyty w kościele, obowiązują pewne zasady – nasz strój musi być stosowny.




Ważne jest aby wiedzieć do jakiego miejsca wchodzimy. Nie idziemy do kościoła przecież po to, aby kogoś zgorszyć ubiorem, makijażem czy sposobem bycia, ale czymś się sugerujemy kiedy wybieramy taki a nie inny strój. Warto więc odpowiednio przygotować się do wizyty w kościele. „Twój wygląd zewnętrzny jest kartą tytułową Twojego wnętrza” – mówi chińskie przysłowie.

Ile czasu zajmuje nam wybranie odpowiedniej sukienki i dodatków na spotkanie ze znajomymi? Dlaczego więc nie poświęcić czasu, aby wybrać również odpowiednie rzeczy na Mszę św.? Nie jest w dobrym guście zakładanie zbyt krótkich spódniczek, bluzeczek z dużym dekoltem czy mocny makijaż. Kościół to nie miejsce na modowe eksperymenty.

Pamiętajmy o tym, że do kościoła przychodzimy po to, aby modlić się do Boga. Czy może jest inaczej? Jeśli założymy niestosowne ubrania, które „doprawiamy” mocnym, wyrazistym makijażem – zwracamy uwagę na siebie. Makijaż nie jest niczym złym, ale powinien być skromny, delikatny. Starajmy się unikać błyszczyków i zbyt intensywnych kolorów pomadek. Mężczyźni może nawet czasem nieświadomie również zaczną zwracać na nas uwagę, ale czy rzeczywiście o to nam chodzi? Nie przeszkadzajmy tym, którzy przybyli na spotkanie z Bogiem.

Czy do Sejmu założyłybyśmy szorty i koszulkę? Przed wieloma kościołami wiszą obrazki, które przedstawiają odpowiedni strój do świątyni. Wydaje się, że może nie są potrzebne, bo przecież każdy wie jak ma się ubrać i jak się zachowywać, ale czy na pewno? W świecie, w którym żyjemy obowiązuje pewna kultura ubioru. Inaczej ubieramy się kiedy idziemy na zakupy, inaczej kiedy wychodzimy ze znajomymi na imprezę, inaczej na kawę z przyjaciółką, a jeszcze inaczej kiedy idziemy na konferencję do Pałacu Prezydenckiego. W każdym z miejsc, do których się wybieramy obowiązuje inna zasada ubioru.

Czy nie jest to smutny widok, kiedy zwłaszcza na niedzielnej Mszy św., widzimy wiernych, którzy jakby pomylili miejsca? Wydaje się być oczywiste, że do kościoła nie zakładamy sukienek na ramiączkach, bez pleców – taki strój jest odpowiedni, ale na plażę. Księdzu też jest gorąco, ale nie chodzi w podkoszulku. Czy i Państwo macie może wrażenie, że czasami zastanawiacie się kiedy patrzycie na wiernych w domu Pańskim – skąd wracali, że wstąpili do kościoła? Z zakupów, czy prosto z imprezy? Naprawdę dres czy zbyt obcisłe, krótkie sukienki nie są odpowiednim strojem, w jakim powinniśmy przebywać w świątyni.

Sama uwielbiam mocniejsze makijaże, ciągle testuje jakieś kosmetyczne nowinki i czasami aż ciężko, żeby nie użyć konkretnego kosmetyku, cienia do powieki... ale pytanie: W jakim celu idę do Kościoła? 😎

Podobnie z ubiorem. Większość pewnie ma tak samo - szafa pełna sukienek, a jak przychodzi ubrać się na ważne wydarzenie - konferencje, wręczenie nagród, galę - nie ma się w co ubrać, bo wszystko zbyt krótkie 😜

Mi też nie jest łatwo czasem się ogarnąć, ale jednak miejsce do którego wchodzimy - jest święte 😍💒
Jak zmienia sie cialo kobiety przed okresem?

Jak zmienia sie cialo kobiety przed okresem?

Dlaczego przed okresem mamy większy brzuch? A może któraś z nas mogła w sklepie zrobić zakupy poza kolejką? I to nie z powodu brzuszka ciążowego, ale okresowego... Tuż przed okresem nasze ciało zaczyna się zmieniać – dzięki czemu niekiedy możemy uchodzić za te, które spodziewają się dziecka...


Bóle pleców, bóle podbrzusza, bóle głowy, bolesność piersi, zaparcia, wzrost masy ciała, nerwowość, rozdrażnienie, chwiejność emocjonalna, zawieszony apetyt, spadek koncentracji – to najczęstsze objawy związane z zespołem napięcia przedmiesiączkowego. Należy jednak dopisać jeszcze jeden objaw – bardzo często towarzyszący kobietom przed okresem – wzdęty brzuch. Nie ma w tym nic dziwnego, wiele kobiet tak ma. Choć może czasem czujemy dyskomfort się niekomfortowo, ale wiemy, że po okresie wszystko wraca do normy.

Co się dzieje?

Estrogeny – podstawowe hormony płciowe, które wytwarzają jajniki – zatrzymują wodę i sód w organizmie. Pobudzają wydzielanie wazopresyny i aldosteronu – substancji odpowiedzialnych za zatrzymanie wody i sodu. Prowadzi to do obrzęków, uczucia pełności, napięcia i bolesności piersi.

PMS – zespół napięcia przedmiesiączkowego prawdopodobnie jest odpowiedzią organizmu na zmiany poziomu hormonów związane z cyklem menstruacyjnym, ale dokładnie nie wiadomo jaka jest jego przyczyna.


Co zrobić aby mniej bolało?

Znalezienie odpowiednich sposobów na złagodzenie objawów będzie z pewnością wymagało metody prób i błędów, ale jednym z najprostszych sposobów, a zarazem skutecznych – jest picie dużej ilości wody i zbilansowana dieta. Często pomagają też zioła: mięta, rumianek, koper włoski, kminek, imbir. Warto sprawdzić też jak wpłynie na nasze ciało ciepły termofor. Okłady te zwykle przynoszą ulgę w bólu.

Za miesiąc znowu to samo...

Poziom estrogenów wzrasta na 8-10 dni przed miesiączką. Estrogeny zatrzymują sól i prowadzą do zwiększenia objętości płynów pozakomórkowych i pozanaczyniowych w organizmie. W tym czasie możemy przybrać na wadze nawet do 4 kg – efekt zatrzymania wody w organizmie. To nadmiar wody jest przyczyną powstania obrzęków przed miesiączką. W każdym cyklu zachodzi wiele zmian hormonalnych, ale po miesiączce wszystko wraca do normy. Także i my znowu możemy cieszyć się piękną figurą swojego ciała, bez wzdętego brzucha.

Teskt dla: magazynfamilia.pl
Fot.: archiwum prywatne /pixabay.com.pl
Sposoby na dlugie wieczory. Czas start!

Sposoby na dlugie wieczory. Czas start!

Nie wiem jak Wy, ale mimo, że nie lubię jesieni i zimy - wieczory jesienne lubię, bo tyle rzeczy można zrobić, na które latem jakoś niezbyt mamy czas czy chęci 😎 Moim nr 1 są seriale i książki, oczywiście oprócz artykułów i wywiadów - dziennikarstwo to moja pasja 😍 Jesienne wieczory uważam za otwarte 😊



 Oto moja propozycja na jesienne wieczory:

🎥 Film

Na pewno jest kilka filmów, których nie zdążyłaś obejrzeć. Nie czekaj dłużej – długie wieczory sprzyjają nadrobieniu zaległości w filmach. Najlepiej wybierz taki, którego akcja dzieje się latem. Idealnym wybór,  będzie komedia. "Wyznania zakupoholiczki" to komedia, do której często powracam 💕 Lepiej unikaj horrorów, chyba, że lubisz 😜 A może zaproś kilka przyjaciółek i zorganizuj seans filmowy?

📚 Książka

Z książką jak z filmem – pewnie masz odłożonych na półce kilka książek, za które wciąż nie masz czasu się zabrać. Teraz nie ma już na co czekać – ciepły koc, herbata albo czekolada i wieczór idealny 😊 Jeśli nie masz swoich propozycji, polecam powieść „Trzy metry nad niebem” (F. Moccia), „Wszystko, czego nie zdążyliśmy powiedzieć” (M. Levy), „Mężczyzna idealny” (M. Viewegh).

📷 Zdjęcia

Układanie i przeglądanie zdjęć – zwłaszcza tych z wakacji, wywoła na pewno dobre wspomnienia i poprawi nastrój. Możesz też ustawić kilka zdjęć w mieszkaniu – kiedy na nie spojrzysz – wspomnienia odżyją. Działa 😎

📑 Sprzątanie

Ciągle za mało mamy czasu, aby zająć się sprzątaniem. Pewnie większość z nas ma taką szufladę, do której wrzuca wszystko – paragony, zapasowe klucze, nożyczki, śrubki. Uporządkuj rzeczy w szafie, na półkach. Przy okazji przejrzyj swoje rzeczy - jeśli są takie, w których nie chodzisz, oddaj je. Przy okazji porządków zadbaj też o swoją kosmetyczkę, a raczej - kosmetyczki 😎

🔬 Ucz się czegoś nowego

W Internecie jest wiele darmowych, ciekawych kursów on-line. Rozwijaj się. A może dobrym sposobem jest podszkolenie angielskiego, albo nauka nowego języka? Innym sposobem czegoś nowego jest również testowanie nowych przepisów kulinarnych 🎂 Polecam zrobić tiramisu 🍰

🛁 Kąpiel

Muzyka, oleje, pachnące balsamy, zapachowe świece – i domowe SPA już gotowe. Nie zawsze możemy pozwolić sobie na wyjazd do SPA, ale zawsze możemy je przygotować w domu. Potrzeba tak niewiele, aby poczuć się jak nowo narodzona. A do tego świece olejowe... Cudo...

🏃 Siłownia

Długie wieczory sprzyjają również wyjściu na siłownię albo na basen. Ćwiczenia pozytywnie wpływają na nasze zdrowie – fizyczne i psychiczne. Aktywny wypoczynek doda nam energii. Po ćwiczeniach możemy wybrać się na basen, albo skorzystać z relaksu w saunie. Będzie to dobre dopełnienie aktywnego wieczoru. Oczywiście najlepiej, jeśli siłownia jest niedaleko mieszkania 🚋

💅 Salon urody

Jeśli masz więcej czasu, pozwól sobie na relaks w salonie urody. Jest kilkanaście zabiegów, które można wykonać tylko w okresie jesiennym. Najlepiej wybrać się do sprawdzonego salonu urody - przy okazji zabiegu możemy też przedłużyć rzęsy... Takie dzień każdej z nas się przyda. Jak pięknie być kobietą! 👠👜👗👒


Wiadomo, że najwygodniejszym sposobem sprzedania długiego wieczoru jest lenistwo przed telewizorem, ale czy jest to najbardziej efektywne spędzenie długich wieczorów? A Wy macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na długie wieczory? 😎 
Bielizna. Co o nas zdradza?

Bielizna. Co o nas zdradza?

Co Twoja bielizna zdradza o Tobie?

Każda z nas jest wyjątkowa i piękna. Jeśli dodatkowo nosimy ładną bieliznę – stajemy się jeszcze bardziej pewne siebie i atrakcyjniejsze dla otoczenia, mimo, że bielizna jest widoczna tylko dla nas. Dobrze dobrana bielizna podkreśli wszystkie zalety naszej sylwetki. Kochane, pamiętajmy, że aby podobać się komuś – najpierw musimy zaakceptować siebie i podobać się same sobie. 


To, jaką bieliznę wybieramy nie jest przypadkowe. Mamy swoje ulubione kolory, wzory, delikatne koronki... To wszystko zdradza jakie jesteśmy – zdradza nasz charakter, osobowość, to jakie jesteśmy. Zgodzicie się? 

🌸 Biel – symbol czystości i niewinności. Delikatność. Panie, które zakładają białą bieliznę bywają nieśmiałe, ale zwykle są to tylko pozory. To niepoprawne romantyczki o ufnej naturze.

🌸 Cielisty i nude – naturalność. Cielistą bieliznę zakładają najczęściej kobiety, które są naturalne i nie mają nic do ukrycia. Kobiety, które są pozbawione sztuczności, dobrze zorganizowane, gotowe do stawienia czoła wyzwaniom. Panie w cielistej bieliźnie mają też swoje zasady, których się trzymają i przestrzegają.

🌸 Pastele to romantyczność. Otwarte i dobre kobiety stawiają na pastele. Najczęściej po taką bieliznę sięgają te panie, które wzbudzają zaufanie i wierzą w siłę szczerości – to właśnie one chętnie wybierają ciepłe kolory, które dominują w ich garderobie.

🌸 Fiolet – romantyczność i kobiecość, z nutką zmysłowości. Kobiety pełne namiętności chętnie wybierają fioletową bieliznę. To również ulubiony kolor tych pań, które mają własny gust.

🌸 Róż – kobiecość i zmysłowość. Róż to słodki kolor, dlatego jest jednym z najczęściej wybieranych kolorów bielizny. Przeznaczony przede wszystkim dla romantycznej kobiety o wielkiej potrzebie miłości.

🌸 Niebieski symbolizuje równowagę. Najczęściej bieliznę w tym kolorze wybierają panie, które czują się stabilnie i wszystko mają pod kontrolą.

🌸 Zieleń – kobiety, u których przeważa zielony kolor bielizny są z reguły  spokojne i stonowane. Wielbicielki spokoju potrzebują zachęty do łóżkowych igraszek.

🌸 Czerwień – namiętność i elegancja. Kobiety, które noszą czerwoną bieliznę nie są nieśmiałe, ale zwykle wiedzą czego chcą. Są przebojowe, pewne siebie i nowoczesne. Idealny kolor dla kobiet o bardzo ognistym usposobieniu. Bielizna w tym kolorze to dobry pomysł na specjalne okazje.

🌸 Czerń – subtelny urok i zmysłowość. Po bieliznę w klasycznej czerni najczęściej sięgają silne indywidualistki, eleganckie kobiety. Kobiety, które zakładają czarną bieliznę zwykle są tajemnicze, niedostępne i wymagające.

Bielizna to najbardziej zmysłowa cześć naszej garderoby. Podczas zakupów posłuchaj własnej intuicji i wybierz taką bieliznę, która trafia w Twój gust. Komplet eleganckiej bielizny potrafi zdziałać naprawdę cuda! 😍

Fot.: pixabay.com.pl 
[WYWIAD] Emocje. Po co nam one?

[WYWIAD] Emocje. Po co nam one?

Temat emocji od czasu do czasu pojawia się na moim blogu, ponieważ jest to temat niezwykle ważny. I chociaż może zbyt często nie potrafimy się ogarnąć w emocjach - konieczne jest nauczenie się o nich mówić... również dla własnego dobra, ale oddaję głos specjalistce - Ewie Guzowskiej - psycholog, psychoterapeuta, coach  



Pani Ewo, co jest istotą emocji?

Istotą emocji jest to, że wszyscy odczuwamy różne emocje. Należą do nich m.in. radość, smutek, złość, gniew, wstyd i inne. Psychologia nie daje jednoznacznego wyjaśnienia skąd się biorą, zależy to od podejścia. Emocje nie są ani dobre ani złe, choć oczywiście część z nich – może być bardzo trudnych. Jeśli spojrzymy na nie w taki sposób - być może będzie łatwiej się im przyglądać, a nie uciekać od nich. Jeśli tylko im pozwolimy - przyniosą nam bardzo istotne informacje o kierunku naszego życia np. czy zmierzamy w dobrym kierunku, czy rozsądniej byłoby się wycofać.
Niestety na skutek traumatycznych doświadczeń życiowych, obrony są tak wielkie, że trudno je odczuwać. Niektórzy twierdzą, że emocje do niczego nie są potrzebne.
Na jakimś etapie życia może to pomaga przetrwać, ale z pewnością - nie żyć pełnią życia. Emocje nadają sens życiu, stanowią o jego nieograniczonych poziomach, głębokościach i wglądach. Przede wszystkim pozwalają poznać nam: SAMEGO SIEBIE. Wiem, że może brzmi to zbyt prozaicznie – taka jednak jest rzeczywistość. Nie poznamy siebie za pomocą umysłu, ponieważ umysł zniekształca rzeczywistość. Emocje – pomagają się w nią zanurzyć, głębiej i coraz głębiej. Wówczas – zadziwia nas niesamowita magiczna strona życia.

Emocje są niezbędnym elementem naszej psychiki. Jakie są ich zadania, do czego są nam potrzebne?

Uważam, że życie bez emocji trudno nazwać życiem, raczej pewnego rodzaju przetrwaniem. To emocje nadają życiu niepowtarzalnego smaku, posmaku, kolorytu. Kiedy zakochujemy się, nie wiemy dlaczego – umysł nie zna na to odpowiedzi. A my czujemy się zakochani… czy może być coś piękniejszego? To uczucie, które nadaje niesamowitą wartość życiu, to miłość... z różnymi blaskami i cieniami… a jednak tak ważna. Emocje mówią nam z kim czujemy się dobrze, a z którymi nam nie po drodze. Zdecydowanie skracają czas operacyjny – nasz umysł, potrzebowałby głębszej analizy – wypadkowa zwykle nie jest zadawalająca. Emocja, która się pojawia – w sekundzie – jest nośnikiem bezcennej dla nas informacji. Jednej jedynej właśnie dla nas. Jest niepowtarzalna i jedyna dla każdego.

Jakie elementy składają się na powstanie w nas emocji?

Można powiedzieć tu o elementach werbalnych i niewerbalnych. Do tych werbalnych możemy zaliczyć język, którym się posługujemy. Natomiast do tych niewerbalnych - intonację, siłę głosu, mimikę twarzy, gestykulację.

Do czego doprowadzić może nadmierne przeżywanie emocji o znaku ujemnym?

Jeśli pojawiają się negatywne emocje, należy je rozpoznać i najlepiej dotrzeć do źródła skąd się wzięły. Czy emocje, które przeżywamy mają związek z aktualną sytuacją, czy nie? Ważna jest umiejętność obserwowania i nazywania emocji. Jeśli poddamy się im, poprowadzą nas dalej i kiedy dojdziemy do źródła – wówczas – nastąpi uzdrowienie negatywnych emocji, ale ważne by nie uciekać.

A jeśli chodzi o emocje pozytywne? Jaka jest ich cecha charakterystyczna?

Emocje pozytywne to niesamowita siła napędowa w naszym życiu. Motywują nas do działania, sprawiają, że każdy dzień może być inspirujący, piękny i niepowtarzalny. Tak naprawdę wszystko dzieje się przecież w nas samych. A to, co się dzieje ma bezcenną wartość w naszej wędrówce zwanej życiem.


Największy wpływ mamy na emocje wewnętrzne?

Tak, na te emocje mamy wpływ tylko my sami. To od nas zależy jak głęboko odważymy się wejść w ten nasz emocjonalny świat. A kiedy się odważymy, żadna siła nas przed tym nie powstrzyma. Psychoterapia oferuje tu pomoc i wsparcie, by nie być w tym samemu. Praca i tak należy do nas samych, wówczas możemy stawać się kreatorami swojego życia. A czy jest coś piękniejszego niż życie?

Tłumienie i nieprzyznawanie się do przeżywanych emocji – czy to jest dobry wybór?

Generalnie brak kontaktu z emocją czyni nas bardziej „ludzkimi ludźmi”. Jesteśmy żywi, kiedy nasze emocje są żywe, żyją, zmieniają się, a tym samym są najpewniejszym kierunkowskazem w życiu. Zdarza się, że GPS – często się myli… Niewyrażane emocje mają bardzo duży wpływ na nasze zdrowie psychofizyczne, a jest to kluczowa sprawa, jeśli chcemy być zdrowi i szczęśliwi. Według mnie nie jest możliwe wyeliminowanie emocji.

W jakich przypadkach zachowanie zgodne z emocją może nie wystąpić?

Bywają takie emocje jak złość, która jest społecznie nieakceptowana. Ważne jednak by nauczyć radzić sobie z tą emocją, ponieważ niewyrażona ma bardzo wielką siłę rażenia. Zdarza się, że może prowadzić to do zachowań przemocowych.

Jakie zachowania zalicza się do reakcji emocjonalnych? Kiedy możemy o nich mówić?

Wyrażana radość, smutek, złość, gniew, wstyd, zazdrość, ale także wybuchy złości. Możemy je nazywać i mówić o nich tylko wtedy, kiedy pozwolimy sobie na ich czucie. Niestety wiele osób na pytanie: co teraz czujesz? - ma trudność z nazwaniem tego stanu. To jest smutne, ponieważ może wskazywać na to jak słaby kontakt mamy z samym sobą. Jak zatem możemy rozmawiać o kontakcie z innymi? To czyni nas odłączonych, oddzielonych od siebie, innych, świata…. To czyni nas nieszczęśliwych i cierpiących.

Czym charakteryzują się procesy emocjonalne?

Procesy emocjonalne charakteryzuje duża zmienność. Emocje stale się zmieniają. Samo obserwowanie tych emocji może stanowić już bardzo duży wgląd w to, co dzieje się w nas w każdej chwili. Daje możliwość rozpoznania czy to rzeczywistość czyni nas smutnymi, czy to co w sobie nosimy – czyni nas takimi? To ważna umiejętność – rozpoznawanie stanów. To może pomóc odpowiedzieć na pytanie np. czy ta zdrada nas boli, czy inne zdrady bolały nas jeszcze mocniej, tylko wówczas nie byliśmy w stanie się z tym zmierzyć…


I znowu powracamy do tego, że człowiek nie zawsze może zdawać sobie sprawę ze swoich stanów emocjonalnych. Jakie zmiany w stanie świadomości mogą wywoływać reakcje emocjonalne?

Odnosząc się do świadomości - wystarczy „pozwolić tej chwili być taką, jaką jest. To wystarczy” – to z jednej strony może wydawać się łatwe, ale takie wcale nie jest… Proszę spróbuj w tej chwili – pozwól tej chwili być taką jaką jest... A później sprawdź czy to Ci się udało… Niech to stanowi odpowiedź – prawdopodobnie będzie inna dla każdego.

Co pomaga w rozpoznawaniu swoich emocji?

W rozpoznawaniu emocji pozwala bycie uważnym. To naprawdę najlepsza droga - być zanurzonym w „tu i „teraz” – to tylko tyle, albo aż tyle…

Jedną z zasad kierowania emocjami jest prawdziwy obraz nas samych, poznanie siebie. Dlaczego jest to tak istotne?

Poznanie siebie jest tym, co kieruje i daje nam azymut – w którą stronę ruszyć, czym się zajmować, z kim być. A przede wszystkim, pozwala odkryć sens naszego istnienia, a każdego sens – jest przecież inny… Przychodzimy po coś, by coś z siebie dać… Życzę Wszystkim życia przepełnionego emocjami pozytywnymi, a gdy pojawią się negatywne – „wytropienia” – skąd się wzięły, a to będzie stanowić o naszej sile i zdrowiu…

Tekst dla: magazynfamilia.pl
Fot.: pixabay.com.pl

Ks. Marek Rybinski. Misjonarz.

Ks. Marek Rybinski. Misjonarz.

Pod koniec czerwca miałam zaszczyt reprezentować Grupę Misyjną Ordynariatu Polowego WP podczas Szkoły Animatorów Misyjnych I stopnia w Centrum Formacji Misyjnej. 

Podczas jednego z wieczorów mieliśmy okazję zobaczyć krótki (26 min.) film o ŚP. Ks. Marku Rybińskim. Misjonarzu, który został zamordowany w Tunezji... 

Warto poznać historię tego człowieka... 



Kilka razy do roku media informują nas o morderstwach dokonanych na misjonarzach. Szczególnie jest to temat trudny kiedy chodzi o misjonarza z naszego kraju. Ciężko zrozumieć też dlaczego tak się stało, skoro pojechali głosić Chrystusa...
I chociaż może na co dzień tematy misji nie są u nas numerem jeden – chętnie do nich powracamy w czasie Tygodnia Misyjnego, kiedy to nawet podczas kazań księża często wspominają, podają przykłady też tych, którzy odeszli już z tego świata. A którzy nie zawahali się podjąć decyzji o wyjeździe w dalekie zakątki kraju.

Jedną z takich osób był Ks. Marek Rybiński – misjonarz 

Kiedy był w trzeciej klasie LO, złożył podanie o przyjęcie do Zgromadzenia Salezjańskiego. „Zwracam się z uprzejmą prośbą o przyjęcie mnie do Nowicjatu Towarzystwa Salezjańskiego w Czerwińsku. Prośbę swoją motywuję tym, że chciałbym pracować jako kapłan – salezjanin z młodzieżą lub na misjach świętych, w duchu św. Jana Bosko” – pisał uczeń trzeciej klasy Liceum!

W dn. 21 maja 2005 roku Ks. Marek z rąk metropolity łódzkiego abpa Władysława Ziółka przyjął święcenia kapłańskie. Został skierowany do pracy duszpasterskiej w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym w Warszawie. Powołanie misyjne cały czas w nim dojrzewało, ale do podjęcia ostatecznej decyzji przyczyniło się wydarzenie -  jubileusz 25-lecia Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego. Po refleksji i modlitwie napisał podanie o wyjazd na misje.


Na początku września 2007 roku Ks. Marek odleciał do Tunisu. Miejscem misyjnej pracy młodego misjonarza była Manouba – miasteczko niedaleko Tunisu. Warto zaznaczyć, że Ks. Marek uczył w szkole, którą salezjanie prowadzą od 1988 roku. W szkole uczy się 800 uczniów i wszyscy to muzułmanie. Dzięki szczodrości darczyńców z Polski zrealizował cztery projekty misyjne na swojej placówce: wymianę ławek w szkole podstawowej, plac zabaw dla dzieci przedszkolnych i szkolnych, oraz zadaszenie nad nimi i boisko do koszykówki. Na uwagę zasługuje również fakt, że dzięki stypendiom z intencji mszalnych otrzymanych z Ośrodka, które tam odprawiał – zapewnił wspólnocie skromne utrzymanie. Nie czuł się bohaterem. Zawsze był skromny, trochę za plecami innych.

 Arcybiskup Tunisu mianował Ks. Marka kapłanem polskiej społeczności, której młody misjonarz poświęcał dużo czasu, m. in. na przygotowanie młodzieży do sakramentu bierzmowania.

Po raz ostatni współpraca widzieli Ks. Marka w dn. 17 lutego 2011 roku, około 10.00. Nie przyszedł tego dnia na wieczorną modlitwę, a rano – nie był na Mszy św. Nie znaleźli go też w pokoju. Zawiadomił policję.

Funkcjonariusze znaleźli ciało Ks. Marka Rybińskiego z poderzniętym gardłem w szkolnej komórce. Wiadomość o zabójstwie misjonarza wstrząsnęła całym światem, który potępił te straszną zbrodnię. Zabójstwo Ks. Marka potępiło także główne ugrupowanie islamistów w Tunezji. Zabójcą polskiego misjonarza okazał się Tunezyjczyk, który pracował jako stolarz w szkole prowadzonej przez salezjanów, w której Ks. Marek był ekonomem. 

Pogrzeb Ks. Marka Rybińskiego odbył się w dn. 3 marca. Jego ciało spoczywa w grobowcu salezjanów na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie. Ks. Marek miał zaledwie 34 lata.


Historię Ks. Marka można też poznać w filmie dokumentalnym „Dusza Tunezyjska”.  

Tekst dla: magazynfamilia.pl
Fot.: SOM /archiwum prywatne 
[WYWIAD] Tozsamosc misjonarza swieckiego

[WYWIAD] Tozsamosc misjonarza swieckiego

W Tygodniu Misyjnym szczególnie bliskie stają nam się sprawy misjonarzy i w ogóle misji. Z pewnością wśród znajomych mamy tych, którzy na dalekich zakątkach świata głoszą Chrystusa tym, którzy Go jeszcze nie poznali. 




A co z misjonarzami świeckimi? Także i oni są posyłani, ale jakie warunki muszą spełnić? O tożsamości misjonarza świeckiego mówi Ks. Kamil Leszczyński - doktorant misjologii na UKSW. 

Proszę Księdza, czym właściwie jest tożsamość chrześcijańska?

Tożsamość to główny punkt odniesienia dla naszej samoświadomości oraz dla naszego sposobu istnienia i funkcjonowania. Zasadność tego twierdzenia weryfikuje się najbardziej wtedy, gdy ktoś traci poczucie tożsamości. Tożsamość chrześcijanina realizuje się w naśladowaniu Jezusa Chrystusa. Tym samym chrześcijaństwo jest niejako przedłużeniem misji Jezusa Chrystusa, jej uobecnieniem i urzeczywistnieniem w kontekście uwarunkowań współczesnego świata. W Chrystusie wszyscy ludzie i narody odnajdują swoją pierwotną i prawdziwą tożsamość, która na skutek grzechu została zapoznana.[1] Tożsamość chrześcijańska wynika z bycia w bliskiej więzi z Chrystusem. Najlepszym tego przykładem jest św. Paweł, który powiedział: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Ga 2, 20

W przypadku kiedy sfera fizyczna, psychiczna i duchowa współgrają ze sobą, można stwierdzić, że dana osoba jest gotowa do wyjazdu na misje?

Tak, integralność tych trzech płaszczyzn jest rzeczą kluczową przy wysyłaniu osoby na placówkę misyjną. Z jednej strony integralność jawi się jako określony zbiór cnót moralnych, z drugiej zaś – jako wolne i odpowiedzialne stosowanie tychże cnót w codziennym życiu. Co jest istotą osoby zintegrowanej? Wydaje się, że osobowa integralność danego człowieka sprowadza się ostatecznie do jego uczciwego zaangażowania.

Jakie są – oprócz problemów zdrowotnych, inne istotne przeciwwskazania do wyjazdu?

Jakiekolwiek zaburzenie spójności jednej z tych trzech płaszczyzn: fizycznej, psychicznej czy duchowej jest przeciwwskazaniem do wyjazdu. Nie możemy na placówki misyjne wysyłać np. osoby zaburzonej psychicznie, czy takiej, która np. nie będzie miała zdrowej duchowości. Każdego rodzaju patologia, która nas dezintegruje jest przeciwwskazaniem do wyjazdu.

Ważnym elementem jest motywacja. W czym przejawia się i charakteryzuje dobra motywacja? Czyli ta właściwa, a nie np. chęć poznania innego zakątka świata, ciekawe zdjęcia itd.

Musimy pamiętać, że wyjazd na wolontariat misyjny czy na placówkę misyjną nie jest wyjazdem o charakterze turystycznym czy krajoznawczym. Główną motywacją osób wyjeżdżających na placówki misyjne powinna być chęć naśladowania Jezusa Chrystusa. Jeśli naśladowanie Jezusa stanie się naszą główną motywacją, to tym samym przyczynimy się do tego, że zaangażowanie tych osób stanie się przedłużeniem misji Zbawiciela.

W jaki sposób poprzez swoje działania należy przedłużać zbawczą misję Chrystusa?

Dawanie świadectwa jest najlepszym sposobem! Świadectwo chrześcijańskie jest potwierdzeniem wiary w Chrystusa. Celem chrześcijańskiego świadectwa jest pozyskiwanie ludzi dla Chrystusa w myśl, którą zostawił nam Paweł VI w Evangeliinuntiandi: Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli to dlatego, że są świadkami…[2] A więc Kościół jak najbardziej może ewangelizować świat za pomocą swojego postępowania i obyczaju, to jest przez świadectwo potwierdzone życiem; ono jasno uwidacznia jego wierność Panu Jezusowi, ubóstwo, wstrzemięźliwość, wolność od jakiekolwiek władzy w świecie, a wreszcie świętość.[3] W świadectwie chrześcijanina na pierwszy plan wysuwa się nie on sam, ale Ten o którym świadczy. Benedykt XVI zauważa: Stajemy się świadkami, gdy poprzez nasze czyny, słowa i sposób bycia ktoś Inny objawia się i udziela. Można powiedzieć, że to świadectwo jest środkiem, dzięki któremu prawda o miłości Bożej dociera w historii do człowieka, zapraszając go, by dobrowolnie przyjął tę radykalną nowość. W tym świadectwie Bóg się wystawia, by tak rzec, na ryzyko wolności człowieka.

Tekst dla: magazynfamilia.pl
Fot.: pixabay.com.pl


 👉 Źródło:
[1] Synod Biskupów, Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary chrześcijańskiej. Instrumentum laboris, Watykan 2012, s. 4- 5.
[2] Paweł VI, Evangelii nuntiandi, 8 grudnia 1975, nr 41.
[3] Synod Biskupów, Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary chrześcijańskiej. Instrumentum laboris, Watykan 2012, s. 69.

[WYWIAD] Nienawisc w sieci... Skad sie bierze?

[WYWIAD] Nienawisc w sieci... Skad sie bierze?

W weekend miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w XX Forum Młodzieży Urszulanskiej w Pniewach. Jak to zwykle bywa - przy różnych okazjach robimy zdjęcia i selfie. Za jedno, które udostępniam na swoim profilu na fejsie - zostałam "nagrodzona" hejtem. O co chodzi w hejtach? Oddaję głos Ewie Guzowskiej - psycholog, psychoterapeuta, coach  




Pani Ewo, jak należy zdefiniować nienawiść?

Nienawiść jest bardzo silnym uczuciem, można by ująć najprościej, że jest przeciwnym biegunem miłości, jeśli uwzględnilibyśmy intensywność tych uczuć. Miłość – to bardzo silne pozytywne uczucie wobec kogoś, nienawiść natomiast negatywne. Nienawiść często wiąże się z bólem, powstałym na skutek zranienia, upokorzenia, oszukania, wrogości. Nienawiść bywa czasami tak silna, że może ona stać się pewnego rodzaju obsesją. Osoba owładnięta tą obsesją nienawiści, chęci zemsty właściwie myśli tylko o osobie, której nienawidzi. Wszystko inne może być pozbawione znaczenia, ważna jest chęć odwetu – w stosunku do osoby, która była sprawcą bólu.

Nienawiść w sieci – ma swoją definicję?

Hate -  w języku angielskim oznacza nienawiść, stąd zaadoptowana i spolszczona nazwa „hejt”. Najprościej mówiąc hejtowanie to zamierzone działanie w sieci, które jest przejawem nienawiści, złości, agresji, wrogości. Mamy wtedy do czynienia ze wszystkimi możliwymi  sposobami, by kogoś obrazić, poniżyć, upokorzyć czy ośmieszyć. Może przybierać bardzo różne formy, słów, obrazków, a także różnych filmików. Najczęściej fala hejtu zalewa różne fora i serwisy.

Czym jest „hejt”? 

Jest pełnym nienawiści wpisem w sieci, który ma na celu wyrażenie swojej wrogości i nienawiści.

Skąd bierze się w nas chęć „dowalenia” drugiej osobie w Internecie?

Obserwując zachowania i wzajemny stosunek osób do siebie, często można spotkać się na ulicy, w autobusie, tramwaju z dużą wrogością. Szczególnie w dość dużych aglomeracjach miejskich, gdzie tempo życia i  ciągły brak czasu towarzyszy nam każdego dnia, a także z braku możliwości rozładowywania negatywnych emocji, przeradzają się one często w akty agresji. Kiedyś znacznie więcej ludzie pracowali fizycznie, np. robiąc drewno, uprawiając ogród, mając kontakt z przyrodą – wiele emocji w ten sposób się rozpuszczało. Dziś, kiedy cierpimy na taki brak kontaktu z naturą, oczywistą sprawą jest, że negatywne emocje mamy w sobie, nie wiemy jak sobie z nimi radzić. I tak, albo złość mocno tłumimy, albo wywalamy ją w sposób niekontrolowany i złowrogi. Problemem jest to, że nikt nie uczy nas – jak komunikować swoje emocje. Jakby emocje nie były ważne, wiele osób zresztą ma taki właśnie taki stosunek do swoich emocji, ignorując je, aż pewnego dnia – dają o sobie znać w sposób niespodziewany – albo jesteśmy wściekli, albo wpadamy m.in. w depresję.

Ważne jest też środowisko z którego pochodzimy. Od tego trzeba chyba zacząć? 

Ważnym czynnikiem oczywiście jest środowisko w jakim dorastamy, funkcjonujemy jako osoby dorosłe. Istotną funkcję pełnią tutaj, także nasze traumy i rany z dzieciństwa. Nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz napisał  już w „Grażynie”, że nie ma z gruntu ludzi złych, są tylko żle skierowane emocje. I trudno się z tym nie zgodzić. Patrząc na historię świata, można śmiało stwierdzić, że gdzieś za tym wszystkim kryją się ludzkie emocje – te pozytywne i te negatywne.

A dlaczego sieć? 

Tak, jak w wielu przypadkach sieć daje poczucie „bezpieczeństwa”. Możemy kogoś obrazić, zwymyślać, ciągle zostając anonimowym. To  jak kanał spustowy, złości, nienawiści, która zmienia percepcję człowieka. Patrząc na ten temat z drugiej strony, ważne by mieć na uwadze, że może to być bardzo raniące i krzywdzące, naruszające granice, poglądy, przekonania i wartości innych osób. Wiąże się to z brakiem szacunku do drugiej osoby, a tym samym, z pogwałceniem naszej prywatności, godności ludzkiej.

Mimo, że osoba, która jakoś nas „hejtuje” nie jest podpisana imieniem i nazwiskiem – niekiedy przejmujemy się komentarzem, który wpisała... 

Być może taki właśnie miała cel? Zwykle nikt z nas nie lubi oceny i krytyki, może za wyjątkiem tej konstruktywnej. Nie jest to przecież sposób na załatwianie spraw. Jest to brak szacunku do innych, a tym samym do samych siebie. Tak jak traktujemy innych zwykle tak traktujemy się, mam na myśli tutaj głębsze pokłady naszej psychiki. Jeśli traktujemy siebie z szacunkiem i godnością, tak samo będziemy traktować innych. Nie jest to przecież miłe, jakiś pogląd czy opinia „leci” po sieci i ktoś kto ją czyta, nie wie i nie zna całości sprawy, jak wygląda z obiektywnego punktu widzenia, a jednak ktoś inny może na tej bardzo zawężonej opinii – zbudować sobie sfałszowany wizerunek osoby, która nie ma nic wspólnego z tym, co zostało napisane przez anonimowego autora.

Jak należy reagować na hejty?  

Przede wszystkim warto zastanowić się, czy to ma jakikolwiek związek z prawdą? Jeśli nie ma i nie mamy sobie nic do zarzucenia, warto robić swoje i nie brać tego do siebie, to po prostu strata czasu. Zważywszy, że każdy może napisać dziś wszystko, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za swoje czyny.

Ciekawe są też przyczyny takiego sposobu spędzania czasu w Internecie...

Zastanawiam się często, jak ludzie mają na to czas i jak trwonią go w taki sposób, jakby mieli nieograniczoną ilość życia. To wskazuje na ogromną próżność i właściwie problemy z organizacją swojego czasu w sposób, który mógłby przynieść efekty, które mogły być korzystne dla innych osób. Jeśli dajemy dobro, to ono wraca i pomnaża się, czyniąc nasze życie przyjemniejszym i bezpieczniejszym. Jesteśmy tutaj wydaje się głównie po to, by się rozwijać, a nie jesteśmy za karę. Życie jest darem i winniśmy dobrze go wykorzystać, nie krzywdząc i nie raniąc się nawzajem.

A ja zastanawiam się nad czymś jeszcze - czemu w sieci jest tak wiele nienawiści? 

Generalnie w ludziach jest wiele nienawiści, nie trzeba daleko szukać, wystarczy przecież otworzyć jakąkolwiek stronę z wiadomościami – po prostu to się czuje. To świadczy o kondycji dzisiejszego człowieka, która pozostawia wiele do życzenia. Czasami  zdarza się, jak ludzie mówią: najbezpieczniej czuję się ze swoimi psami czy kotami – czy to nie dziwne? W doskonałej sztuce „Nasza klasa”  -  jest takie smutne zakończenie – padają tam słowa Żydówki, która mówi: „I co zostaje z tego życia, 59 kanałów telewizyjnych, najlepsze to te o zwierzętach” – to bardzo smutne, a nawet przerażające.

Czy to nie jest tak, że z jednej strony niejako „wylewamy” swoją nienawiść w Internecie, ale też – w jakimś stopniu „przenosimy” ją do realnego życia i relacji?

Trudno nie ulegać wpływom, tego co „wylewa się” w Internecie, wszystko z czym w jakikolwiek sposób mamy kontakt, nie pozostaje bez śladu w naszej psychice.  Jeśli „karmisz” ją dobrem, będzie tam dobro, jeśli karmisz wrogością i nienawiścią, czy przemocą, to też tam zostaje. Widoczne jest to nawet w bajkach i kreskówkach dla dzieci,  gdzie zatem mają szukać  dobra i wartości?

Jak walczyć z hejtami w sieci?   

Każda walka zwykle wymaga ofiar, sama w sobie, nie jest niczym dobrym. Teraz od tej walki aż huczy w sieci… Tak, jak w wielu przypadkach – to tylko konsekwencja czegoś co było wcześniej.  Być może należy zmienić coś stosunek do siebie i zacząć „pracować” nad tym, by żyło się nam przyjemnie…. I tu oczywiście temat jest bardzo złożony, począwszy od edukacji, rodzin, przekonań, szacunku itd.  To temat bardzo szeroki – może warto podać dalej, dobrą myśl, życzenie, uczynek…. by świat mógł stać się lepszy, to my go przecież tworzymy…

Dziękuję za rozmowę.

📷 pixabay.com.pl 
O depilacji slow kilka...

O depilacji slow kilka...

Depilacja - różne rodzaje, różne sposoby pozbycia się niechcianych włosków... Każda z nas ma swoje ulubione, te wybrane i skuteczne sposoby, ale dziś kilka słów o produktach, które są także skuteczne - a dostępne w drogeriach Rossmann 😍 







Isana pianka do golenia 

ISANA pianka do golenia o zapachu jagód: jej największymi zaletami są świeży, owocowy zapach oraz wartościowa formuła pielęgnacyjna.

Nawilżające składniki aktywne, takie jak aloes gliceryna, zapobiegają podrażnieniom, zapewniając skórze sprężystość i gładkość.

Pianka doskonale sprawdza się jako baza przy goleniu skóry nóg, a także wrażliwych partii ciała jak pachy czy okolice bikini.





Cena: 5,29 zł/150 ml 😎
🌹 🌹 🌹



Isana Sensitive balsam po depilacji 

Dzięki aktywnej formule pielęgnacyjnej z pantenolem, olejem migdałowym i aloesem łagodnie pielęgnuje i nawilża skórę po goleniu. Zawarty w balsamie wyciąg z nagietka zapewnia jej ukojenie i sprężystość. Dzięki lekkiej konsystencji balsam jest bardzo wydajny, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania.

To absolutny „must have” niezależnie od sposobu depilacji jaki wybierzesz.

Cena: 5,99 zł/125 ml 😎

🌷 🌷 🌷

Isana sztyft do depilacji twarzy i okolic bikini do skóry wrażliwej

Sztyft do depilacji z aloesem idealnie nadaje się do delikatnego, nieskomplikowanego i dokładnego usuwania uciążliwych włosków rosnących w okolicach szczególnie wrażliwych – pod pachami, na twarzy czy bikini. Przeznaczony jest do natychmiastowego stosowania i nie musi zostać ogrzany. Specjalnie opracowany sztyft umożliwia depilację niewielkich obszarów skóry. Sztyft zawiera również paski fizeliny do wielokrotnego użytku. Sposób użycia: Zawartość sztyftu nanieść w kierunku porostu włosów bezpośrednio na depilowane miejsce. Nałożyć pasek fizeliny na skórę, i przez 5 sekund wygładzać dłonią w kierunku porostu włosów. Następnie naciągnąć skórę jedną ręką, a drugą szybkim ruchem odciągnąć fizelinę w kierunku przeciwnym do porostu włosów.

Cena 16,99 zł / 4 ml 😎

🌹 🌹 🌹

Isana Pace 6 Lady maszynka do golenia z jednym wkładem 

Dzięki nowej maszynce do golenia ISANA Pace 6 Lady kobiety doświadczą nowej jakości depilacji. Wyposażona w dwa razy po trzy ostrza ruchoma głowica dopasowuje się do kształtu ciała i usuwa delikatnie i dokładnie zbędne owłosienie.

Specjalna technologia ostrzy umożliwia optymalne golenie również wrażliwych okolic. Połączenie sześciu sprężyście zamocowanych ostrzy i ergonomicznej rączki pozwala na równomierne przesuwanie się ostrzy i ergonomicznej pozwala na równomierne przesuwanie się ostrzy po skórze, dzięki czemu zostaje znacznie zredukowana ilość podrażnień.




Cena: 20,99 zł / 1 szt. + 1 wkład 😎


Tekst i foto: materiały prasowe 
Wiecej na: rossmann.pl
Rozaniec Misyjny. Tydzien Misyjny trwa...

Rozaniec Misyjny. Tydzien Misyjny trwa...

Niedziela Misyjna i Tydzień Misyjny trwa! Z pewnością dla tych z nas, którzy mają przyjaciół na misji – jest to czas szczególny. Jeśli jednak na co dzień tematyka misji nie jest nam bliska – nic straconego, ponieważ w Tygodniu Misyjnym każdy może wesprzeć misjonarzy i misjonarki, którzy w dalekich zakątkach świata głoszą Ewangelię.  



Różaniec Misyjny – czyli jaki? 

Pierwsze skojarzenie jest n pewno takie, że skoro misyjny to składa się z pięciu kolorów, które kolejno symbolizują kontynenty. Zielony – nawiązuje do zieleni afrykańskich lasów tropikalnych oraz jest kolorem nadziei. Czerwony – podkreśla kolor skóry Indian, rdzennych mieszkańców Ameryki. Biały – oznacza kolor skóry Europejczyków. Niebieski – symbolizuje wody chrztu i wody Oceanu Spokojnego, na którym rozsiane są liczne wyspy. Australia jest zewsząd otoczona wyspami. Żółty – przypomina ludy Azji, najliczniejsze na świecie. Często też porównuje się ich skórę do koloru żółtego.  

Modlitwa kontynentalna... 

Tak jak na Różańcu poszczególne kolory symbolizują konkretne kontynenty, tak samo kolory oznaczają modlitwę, szczególnie za ten wybrany kontynent.

🌴🌴Afryka: Boże, spojrzyj z miłością na młode Kościoły Afryki i spraw, aby coraz jaśniej widziały, że jesteś jedyną Drogą i Prawdą. Niech dzielą się tym przekonaniem ze swoimi siostrami i braćmi, którzy Cię jeszcze nie spotkali.

🌴🌴Ameryki: Dziewico z Guadelupe, Matko obu Ameryk, wstaw się u Pana, by napełnił głodem świętości cały Lud Boży i wzbudził liczne powołania. Matko Pięknej Miłości, strzeż rodziny, by żyły w zgodzie i błogosław wychowaniu dzieci i młodzieży.

🌴🌴Europa: Królowo Apostołów, Matko Jezusa Chrystusa, byłaś z Nim u początków Jego życia i misji. Przygarnij do siebie narody Europy. Ojcze, spraw, by rodziny i społeczeństwa powróciły do swoich chrześcijańskich korzeni. Niech Kościół stanie się na nowo źródłem licznych powołań misyjnych.

🌴🌴Oceania: Maryjo, dziękujemy Ci za miłość, którą obdarzasz swych synów i córki w Papui Nowej Gwinei. Dziękujemy za macierzyńską troskę o głosicieli Ewangelii Twego syna w tym kraju. Zanosimy do Ciebie błagania o nowe powołania do kapłaństwa i życia zakonnego. Proś Pana żniwa, by posłał robotników do winnicy swojej.  

🌴🌴Azja: Panie, wybrałeś sobie spośród narodów Azji wielu ludzi gotowych dla Ciebie na wszystko. Spraw, by świadectwo ich życia wskazywało drogę ku Tobie. Niech Azja szuka Cię żarliwie i podąża za Twoim głosem. Niech ewangeliczne ziarno zapadnie głęboko w świadomość tych ,udowi niech przyjęcie obfity plon.

Założycielką Różańca misyjnego była francuska Paulina Jaricot. Początki tej formy modlitwy misyjnej sięgają 1826 roku. Ks. abp Fulton J. Sheen – dyrektor Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary w USA odkrył na nowo misyjne korzenie Żywego Różańca. W tym roku Tydzień Misyjny rozpoczyna się Niedzielą Misyjną w dn. 22 października i potrwa do soboty.

Tekst dla: magazynfamilia.pl
Fot.: pixabay.com.pl
Źródło: misje.pl

Bozy ring - XX Forum Mlodziezy Urszulanskiej

Bozy ring - XX Forum Mlodziezy Urszulanskiej

W dniach 20 - 22 października odbyło się XX Forum Młodzieży Urszulańskiej w Pniewach. Ogromną miałam przyjemność uczestniczyć w wydarzeniu, które było piękne pod wieloma względami. Poniżej notka 😎


Ten ring jest jeden – to nasze życie. I wejście jest jedno – nasze narodziny. Zejście z tego ringu też tylko jedno – to nasza śmierć. Pomiędzy jednym a drugim wiele walk, a nagroda do zdobycia wielka – życie wieczne. Dlatego tak ważny jest wybór trenera i sposobu walki. Najlepiej sprawdza się w tej roli nasz Pan, Jezus Chrystus. To jedyny „trener”, który zaprasza do walki na pewno wygranej – On sam już wcześniej zapracował na to zwycięstwo, teraz wystarczy tylko nasza dobra wola, nasze słuchanie Jego Słowa, karmienie się Jego Ciałem i Krwią. Nasza współpraca z łaską dokonuje się także podczas spowiedzi, która jest szybkim powstawaniem z upadków po ciosach, jakie zadaje nam nasz grzech. I to był właśnie temat naszego tegorocznego forumowego spotkania – sakrament pokuty i pojednania. Jego sens i to, jak go przeżywamy.


A skąd te sportowe metafory? Otóż naszym gościem była dziennikarka sportowa z Warszawy, pani Marta Jacukiewicz, która dzieliła się z młodymi swoją wiarą, ale także opowiadała o życiu i wierze tych, z którymi pracuje na co dzień – polskich bokserów, takich jak np. Tomasz Adamek. Sportowe słownictwo bardzo szybko podchwycił o. Michał Legan, który – podobnie jak rok temu – był duchowym przewodnikiem naszego Forum. Nagle okazało się, że życie duchowe i boks mają sporo wspólnego, nieprzypadkowo chrześcijanie już w starożytności nazywani byli Bożymi atletami.

Młodzi, których do Pniew tym razem przybyło 140, bardzo byli zainteresowani i tematem, i takim sposobem jego przekazania. Pytani ostatniego dnia o to, z czym wyjeżdżają, podkreślali m.in., że tegoroczna tematyka jest dla nich ważna i była strzałem w dziesiątkę. Tym bardziej, że sami też mogli zabrać głos w rozmowie o sakramencie spowiedzi, mówili więc o tym, jak go rozumieją, co w nim jest dla nich trudne, a co im pomaga w jego przeżywaniu.


„Jeśli chcę zwyciężyć, słucham trenera” – tę receptę jednego z bokserów wprowadzaliśmy w życie, duchowe życie. Zachęceni do tego byliśmy także zagranym przez siostry nowicjuszki pięknym spektaklem o Jonaszu. Słuchaliśmy więc Jezusa w Jego Słowie, przez które przeprowadzał nas o. Michał (potem forumowicze stwierdzili, że choć ojciec mówił do wszystkich, każdy usłyszał coś dla siebie). Wpatrywaliśmy się w Jezusa podczas adoracji w sobotni wieczór . Dla wielu był to także czas powstania z upadku – przystąpienia do sakramentu pojednania. Sobotnia (liturgicznie niedzielna) Eucharystia, serce naszego Forum, była także szczególna dzięki temu, że biorące udział w spotkaniu urszulanki odnowiły podczas niej swoje śluby. Dla nas, sióstr, odnowienia ślubów wobec tak młodego Ludu Bożego też było doświadczeniem niecodziennym i mocnym. Po Eucharystii i odśpiewaniu Apelu Jasnogórskiego z kaplicy pniewskiej ruszyła procesja młodych do figury Matki Bożej – zmówiliśmy różaniec będąc w drodze, powierzając Maryi wszystkie trudy naszych dróg życiowych. Dalszy ciąg wieczoru i sobotnia noc były czasem radości i budowania wspólnoty w zabawie, jako że Boży atleci też potrzebują odpoczynku i relaksu.

Ten ring, którym jest nasze życie, nie jest przerażający, kiedy jest się kierowanym przez Jezusa i kiedy ma się team, który wspiera i patrzy w tym samym kierunku. Kiedy w piątek młodzi przyjeżdżali z Warszawy, Krakowa, Bydgoszczy i Szczecina, Dolska i Nowego Tomyśla, Sieradza, Poznania, Otorowa, z Pniew i okolicy (na Forum była spora grupa uczniów naszej urszulańskiej szkoły), w dużej mierze się jeszcze nie znali, ponieważ prawie połowa uczestników była na spotkaniu po raz pierwszy.


Młodzież wyjeżdżająca z Pniew była bogatsza o nowe relacje, czuła się umocniona doświadczeniem wspólnoty, doświadczeniem wiary innych. Wyjeżdżali z otrzymanym podczas rozesłania „Dzienniczkiem” św. Faustyny i zachętą, by z niego uczyć się ufności Bożemu Miłosierdziu. My – ekipa prowadząca – cieszymy się bardzo tym, że na październikowym Forum byli także jego „absolwenci”. I choć niektórzy z nich miesiąc wcześniej zainicjowali Forum 2.0, na którym spotkali się ze swoimi rówieśnikami i podejmowali ten sam temat sakramentu pokuty i pojednania, to na spotkaniu młodszych też chcieli być. I dobrze, że byli – jako animatorzy i świadkowie wiary. Niech Bóg będzie uwielbiony w tym wszystkim, co wydarzyło się podczas XX Forum Młodzieży Urszulańskiej.

s. Bogusława Belok
Źródło: Sanktuarium w Pniewach.
Fot.: Siostry Urszulanki

[WYWIAD] Makijaz slubny. Porady wizazystki.

[WYWIAD] Makijaz slubny. Porady wizazystki.

O makijażu ślubnym opowiada Sylwia Latawska - wizażystka...



Sylwio, w jaki sposób typ urody wpływa na dobór makijażu?

Makijaż jest trochę jak ubranie - odpowiednio dobrany podkreśli nasze walory. Świadomość jakim typem urody jesteśmy pozwoli nam dopasować zarówno kolorystykę jak również intensywność makijażu, dzięki czemu nasza cera będzie wyglądała świeżo i młodo, i będzie odpowiednio komponowała się z wybraną suknią.

Z niedoskonałościami cery walczy wiele z nas, ale dzień ślubu jest tak piękny i wyjątkowy, że chcemy zapomnieć o tym, co nam przeszkadza... Jak skutecznie zatuszować te niedoskonałości?

Na wszelkie niedoskonałości cery, wizażystki mają swoje tajne tricki (uśmiech). Podstawą jest dobrze dobrany podkład (a czasem kilka jego rodzajów – na różne partie twarzy i ciała) i korektory w różnych kolorach, które należy dopasować do zmian wymagających zatuszowania.

Jakie cechy łączy w sobie makijaż ślubny?

Makijaż ślubny jest trudnym makijażem, ponieważ łączy w sobie cechy makijażu dziennego, wieczorowego i fotograficznego. Musi być świeży i subtelny, ale na tyle wyrazisty, aby na zdjęciach lub wieczornem nadal podkreślał piękno panny młodej.

Makijaż ślubny ma być nie tylko dopasowany do naszej urody, ale niejako ma odzwierciedlać nasz charakter...

Oczywiście, makijaż - tak samo jak suknia, uczesanie oraz dodatki – powinien iść w parze z naszym temperamentem. Nieśmiała, romantyczna i skromna kobieta zapewne nie zdecyduje się na czerwone trampki do sukni ślubnej bądź mocniejszy makijaż.

O czym trzeba pamiętać kiedy wykonujemy makijaż ślubny? Dlaczego tak ważne jest, aby był wykonany przez wizażystkę?

Makijaż musi współgrać z całą stylizacją ślubną, być trwały i podkreślać nasz charakter i typ urody. Doświadczona wizażystka będzie umiała połączyć wszystkie te elementy w spójną całość.

Po co makijaż próbny?

Głównie po to, aby dać pannie młodej komfort w dniu ślubu. Tego dnia nie ma już czasu na eksperymenty, podczas próby mamy natomiast możliwość wypróbować kilku makijaży, w różnej kolorystyce i intensywności. Ważne jest też to, że podczas próby mamy możliwość sprawdzenia czy cera nie zareaguje alergicznie na jakiś kosmetyk.

Jak przygotować twarz do makijażu ślubnego?

Chcąc dobrze przygotować twarz do makijażu ślubnego należy ją dobrze nawilżać (zaczynamy co najmniej kilka tygodni przed uroczystością), możemy wykonać delikatny peeling (wypróbowany już wcześniej) oraz inwestujemy w sen, aby być wypoczętą.

Jakie kolory będą dominowały w makijażu w tym sezonie?

Nie jestem zwolenniczką sezonowych trendów, bo nie każdej kobiecie mogą one pasować. Poza tym ślub jest jedną z najważniejszych uroczystości w naszym życiu - często wracamy do zdjęć i wspominamy ten dzień. Warto więc postawić na look zgodny z naszym charakterem i naszym poczuciem estetyki, a nie tylko na chwilową modę.

Tekst dla: magazynfamilia.pl
Fot.: Sylwia Lipińska
Wybieramy szczoteczki!

Wybieramy szczoteczki!

Szczoteczka elektryczna czy soniczna?

Zanim znalazłam swój ideał - też wydawało mi się, że używam najlepszej szczoteczki, ale kiedy właśnie zmieniłam obrotową na soniczną - wiem, że to najlepsza decyzja. Nie tylko to, że jest delikatna i piękna, ale przede wszystkim nie trzeba jej często ładować! Jest to bardzo ważne dla tych, którzy często gdzieś wyjeżdżają - także spokojnie, można nie zabierać ładowarki do szczoteczki 😉




Kto z nas nie marzy o pięknym, białym uśmiechu... W codziennym zabieganiu trudno nie zacząć dnia od kawy, później kolejnej... Picie kawy, herbaty, palenie papierosów nie sprzyja zachowaniu pięknego uśmiechu, ale szczoteczki elektryczne na pewno poprawią wygląd naszych zębów – są znacznie skuteczniejsze niż zwykłe szczoteczki, a systematyczne szczotkowanie zębów już w niedługim czasie przyniesie efekty rozjaśnienia. Chodzi o to, aby dobrać odpowiednią dla nas szczoteczkę.

Wiele z nas stało pewnie przed wyborem odpowiedniej dla siebie szczoteczki. W Internecie producenci szczoteczek elektrycznych co chwilę prezentują nowości. Wybór odpowiedniej szczoteczki nie należy do łatwych, ale kiedy poznamy właściwości konkretnych modeli – z całą pewnością wybierzemy odpowiednią szczoteczkę dla siebie.

Wśród najbardziej popularnych szczoteczek wyróżnia się: obrotowe, obrotowe – pulsacyjne, soniczne i ultradźwiękowe. Szczoteczki obrotowe charakteryzują się okrągłą główką, która obraca się na zmianę – raz w lewą, raz w prawą stronę. Na minutę wykonują do blisko 9.000 ruchów.

Szczoteczki obrotowe – pulsacyjne są unowocześnione, posiadają ruch dociskający do zębów (pulsacyjny). Również mają znacznie zwiększoną ilość ruchów w porównaniu do szczoteczek rotacyjnych, ponieważ w przypadku szczoteczek pulsacyjnych jest to od 20.000 do 40.000 ruchów na minutę.

Szczoteczki soniczne są chyba jedną z tych nowości, które uwielbiamy. Nie tylko pięknie wyglądają, ale przede wszystkim czyszczą większą powierzchnię niż szczoteczki obrotowe. Wygląd główki - zbliżony do szczoteczki tradycyjnej, wykonują od 30.000 do 42.000 ruchów na minutę.

Szczoteczki ultradźwiękowe – ze wszystkich szczoteczek – najlepiej czyszczą kieszonki przydziąsłowe. Wytwarzają fale ultradźwiękowe, które nie są słyszalne dla człowieka.

Sposób poruszania się główki i jej kształt to nie wszystko czym powinniśmy się sugerować przy wyborze szczoteczki elektrycznej. Warto zwrócić również uwagę na jej kształt i rozmiar, ale także – moc baterii. Nie zawsze też te najtańsze i najprostsze modele okażą się najlepsze dla nas. Rozmiar szczoteczki dobieramy odpowiednio do wieku, podobnie i trwałość włosa – dobieramy do stanu wrażliwości dziąseł.

Wybór szczoteczek jest duży, dlatego warto przemyśleć zakupy, bo przecież nie chodzi tylko o to, aby kupić najdroższą szczoteczkę, ale przede wszystkim o to, aby mycie zębów stało się bardziej dokładne niż do tej pory. Możemy również poprosić stomatologa o podpowiedź w wyborze odpowiedniej szczoteczki.

Tekst dla: magazynfamilia.pl 
Fot.: pixabay.com.pl 
Domowe sposoby na cienie pod oczami...

Domowe sposoby na cienie pod oczami...

Cienie pod oczami wyglądają nieestetycznie, są oznaką zmęczenia, stresu lub choroby. Chciałybyśmy wyglądać pięknie, ale „coś” nam przeszkadza. Wysypiamy się, używamy kremów pod oczy a efekty... marne. Czy można się pozbyć cieni pod oczami? Poznaj domowe sposoby na poprawienie wyglądu skóry wokół oczu.


👉 Kiedy myślimy o domowych sposobach na cienie pod oczami, na myśl w pierwszej kolejności przychodzi nam z ogórek. I słusznie. Ogórki zawierają przeciwutleniacze, zmniejszają nie tylko opuchliznę, ale także zaczerwienienia, podrażnienia. Plastry ogórka przechowujemy w lodówce, następnie pozostawiamy je na oczach na około 30 minut. Efekt – ładniejsza, widocznie poprawiona skóra wokół oczu.

👉 Kolejnym, sprawdzonym domowym sposobem jest ziemniak. Także i plastry ziemniaka – przed zastosowaniem – chłodzimy w lodówce. Taki okład zadziała na skórę ściągająco, ponadto będzie skuteczny w pozbyciu się zatrzymanej wody pod oczami. A przecież o to nam chodzi.

👉 Mleko to kolejny sposób na walkę z cieniami. Wacik maczamy w mleku, następnie przykładamy do powieki i pozostawiamy nie dłużej jak kilkanaście minut. Okład z zimnego mleka zmniejszy opuchliznę.

👉 Rumianek znany z właściwości rozjaśniających, poradzi sobie także w przypadku cieni pod oczami. Okłady robimy dwa razy dziennie, przez kilkanaście dni. Wystudzone saszetki, które wcześniej zaparzyłyśmy w filiżance pod przykryciem – kładziemy na powieki, na mniej więcej 15 minut.

👉 Zimna woda, którą być może przyzwyczaiłyśmy się przemywać twarz rano także zmniejsza zaczerwienienia i opuchliznę. Podobny efekt dadzą przykładane zimne łyżki, które wcześniej wkładamy na kilkanaście minut do lodówki.

Domowe sposoby co prawda radzą sobie z problemem cieni pod oczami, ale trzeba pamiętać, że działają przez krótki czas. Pamiętajmy też o odpowiedniej ilości spożywanej wody – potrafi zdziałać cuda. Skóra będzie nawilżona, a niedoskonałości – zredukowane. Cienie pod oczami mogą być spowodowane zatrzymaniem zbyt dużej ilości płynów w organizmie.

Przyczyn cieni pod oczami może być kilka, należą do nich m.in.: uwarunkowania genetyczne, wiek, alergie. Zmniejszamy spożycie alkoholu i kawy, ograniczamy palenie papierosów, z umiarem przebywamy na słońcu. I na koniec – zmywamy makijaż po całym dniu!

Tekst dla: magazynfamilia.pl
Fot.: pixabay.com.pl
Niepokalanek mnisi.

Niepokalanek mnisi.

Te z nas, które dość boleśnie przechodzą miesiączkę, szukają różnych sposobów na ukojenie bólu. To, co pomaga jednym – niekoniecznie działa dobrze na inne. Jak dobrze to znamy... Zanim jednak przekonamy się, że coś jest dla nas odpowiednie – próbujemy, bo przecież bardzo cierpimy zwłaszcza pierwszego i drugiego dnia krwawienia.


Oprócz tabletek, które mamy już sprawdzone, możemy z pewnością sięgnąć po niepokalanek mnisi. Jest to zioło, które pomaga skutecznie złagodzić ból podczas miesiączki, ale ma też inne plusy – np. reguluje cykl miesiączkowy, stabilizuje poziom hormonów. Niepokalanek mnisi ma działanie m.in. moczopędne, napotne, przeciwgorączkowe, rozkurczowe, odkażające i uspokajające.

Zioło to wykorzystuje się także do leczenia niepłodności. Niepokalanek mnisi stymuluje i stabilizuje poziom hormonów odpowiedzialnych za owulację, prawidłowy przebieg cyklu i jego regularność. To sprzyja większej płodności. Ma on zdolność aktywowania hormonów płciowych. Po niepokalanek mnisi sięgamy nie tylko w przypadku chęci zwiększenia szans na zajście w ciążę, ale również wtedy, kiedy chcemy leczyć objawy zaburzeń hormonalnych i problemy skórne.
Niepokalanek mnisi występuje w rejonie Morza Śródziemnego i w zachodniej Azji. Już w starożytnej Grecji był używany jako remedium w schorzeniach kobiecych. W średniowieczu stał się symbolem czystości i niewinności.

Niemieccy naukowcy z Universitats Fraunklinik w Heidelberg potwierdzają skuteczność niepokalanka mnisiego w podnoszeniu płodności i leczeniu zaburzeń związanych z niepłodnością. W badaniu udział wzięło 67 kobiet z rzadkimi miesiączkami i 30 kobiet z brakiem miesiączki. Przez okres ponad trzech miesięcy podawano im preparat ziołowy na bazie niepokalanka mnisiego. U pacjentek tych znacznie poprawił się poziom progesteronu w formie lutealnej, pojawiła się wcześniejsza owulacja, a 38 kobiet zaszło w ciążę.

I jeszcze słowo o PMS...

Główną odpowiedzialność za objawy PMS przypisuje się prolaktynie – hormonowi, który wytwarzany jest przez przysadkę mózgową. Odpowiada m.in. za proces laktacji. Nieprawidłowy wzrost poziomu prolaktyny poznamy po objawach takich jak np.: rozchwianie emocjonalne, ból głowy, bolesność piersi. W badaniach naukowych udowodniono, że wyciąg z niepokalanka mnisiego blokuje wydzielanie prolaktyny z przysadki. W ten sposób powoduje normalizację stężenia progesteronu i drugiej fazy cyklu miesięcznego.

Tekst dla: magazynfamilia.pl
Fot.: pixabay.com.pl
Nadzwyczajny Swiety - wspomnienia Kard. Dziwisza

Nadzwyczajny Swiety - wspomnienia Kard. Dziwisza

Czasem nazywają mnie "przyjacielem" Ojca Świętego. Nigdy do tego słowa nie przywiązywałem wagi, bo nigdy - i do dziś dnia - nie uważam się za przyjaciela Jana Pawła II... - mówi kard. Stanisław Dziwisz




Księże Kardynale, zaledwie kilka tygodni minęło od kolejnej rocznicy urodzin Ojca Świętego. Przy człowieku świętym spędził Ksiądz wiele lat. Które świętowanie najbardziej utkwiło w pamięci?

Obchodzenie urodzin związane jest z tradycją niemiecką. W polskiej tradycji obchodzi się raczej imieniny niż urodziny. Ojciec Święty właściwie nie obchodził urodzin. Był człowiekiem wyjątkowym, który wpisał się w historię, który tę historię tworzył. To my - najbliższe otoczenie - zawsze wspominaliśmy tę datę. Natomiast pamiętam dobrze - jeszcze w Krakowie za czasów, kiedy Ojciec Święty był arcybiskupem - świętowaliśmy jego imieniny - Karola. Przeważnie w ten dzień jeździł do Niepołomic - tam jest piękna kaplica Św. Karola Boromeusza, jego patrona. Ojciec Święty był związany z tym świętym. Zawsze też w dzień imienin przyjeżdżały grupy z Archidiecezji Krakowskiej, najczęściej z Podhala. Mieli przygotowany program artystyczny - składali życzenia, śpiewali. Staraliśmy się stworzyć atmosferę, która sprzyjałaby świętowaniu.

Ojciec Święty dostawał od Was prezenty?

Nie. My nie dawaliśmy Ojcu Świętemu prezentów - składaliśmy życzenia. Przy okazji imienin zawsze był bardziej wystawny obiad. I zawsze byli zaproszeni goście. Ojciec Święty nie przywiązywał do tego większej wagi.

Powróćmy do wyboru Ojca Świętego. Gdzie Ksiądz Kardynał wtedy był? Jaka była reakcja na ogłoszenie wyboru?

Tamten moment pamiętam bardzo dobrze. Utrwalił się głęboko w mojej pamięci. W momencie ogłoszenia wyboru Ojca Świętego byłem na Pl. Św. Piotra. Pomyślałem sobie: "Stało się". Pomyślałem też o tym, co go czeka - odpowiedzialność, troska o Kościół. Wybór nie był może tak wielkim zaskoczeniem, ponieważ w Rzymie mówiło się, że jednym z czołowych kandydatów był arcybiskup krakowski. Potem pisali w gazetach, że został wybrany człowiek nieznany, ale to nieprawda. Kard. Karol Wojtyła był znany w Kościele

Jaki był Ojciec Święty dla swoich najbliższych współpracowników?

Kontakt z Ojcem Świętym był bardzo prosty, rodzinny. Właściwie każdy wiedział co ma robić. Ojciec Święty nigdy nikomu nie rozkazywał, nie wydawał poleceń.

Jakie były relacje?

Będąc z Ojcem Świętym staraliśmy się wykonywać jego życzenia czy polecenia. Było to bardzo naturalne, zwyczajne. To nie były relacje pracodawca - pracownik, absolutnie nie. To była wspólnota. Najbardziej odpowiada mi słowo "wspólnota rodzinna", która troszczyła się o wszystko - sprawy wielkie i małe.

Ojciec Święty kochał góry, Ksiądz Kardynał chodził również na górskie wędrówki. Co było w nich nadzwyczajnego?

Uczestniczyłem zawsze w wyprawach w góry. Wiedziałem, że Ojciec Święty jest wrażliwy na piękno, również piękno przyrody - piękno gór, jezior. On w tym wszystkim szukał Stworzyciela. Szukał spokoju, ciszy. W czasie wędrówek wcale nie rozmawiał. Chciał być sam na sam z Panem Bogiem. Był bardzo otwarty na kontakt ze Stwórcą, obecnym w naturze. Tu szukał odnowy duchowej.


 Śpiewaliście wieczorami?

W górach dzień kończy się wieczorem przy ognisku. Osoby, które nam towarzyszyły - lubiły śpiewać. Ojciec Święty włączał się, bądź z radością słuchał. To były bardzo miłe chwile, które dawały mu odpoczynek i odprężenie.

Jak Ojciec Święty spędzał swój czas wolny?

Ojciec Święty lubił czasem obejrzeć dobry film. Niewiele miał czasu wolnego, ale przygotowywaliśmy kilka filmów w ciągu roku. Nie raz mówił, że oglądanie dobrych filmów pobudza jego wyobraźnię. Ojciec Święty bardzo lubił się śmiać. Nie z kogoś, ale z zabawnych sytuacji. Co dzień w okresie Bożego Narodzenia śpiewał kolędy. Nawet wtedy, kiedy odprawiał Mszę św. sam. Był pogodny, zwyczajny, a w tym wszystkim - w tej zwyczajności - było coś nadzwyczajnego.

Ksiądz Kardynał był nie tylko przy Ojcu Świętym w radościach, ale i w smutkach…

Towarzyszyłem Ojcu Świętemu w radościach i troskach dnia codziennego, w chwilach podniosłych i tragicznych.

W dn. 13 maja 1981  roku…

Ojciec Święty został postrzelony śmiertelnie. Został uratowany dzięki - jak sam mówił - wstawiennictwu Matki Bożej. Tak mówił. Był o tym przekonany. Tak myślało również najbliższe otoczenie. Ta jedna kula przeszyła jego ciało na wylot. Stracił prawie trzy czwarte krwi. Wszystko wewnątrz było zniszczone. Lekarze robili wszystko co mogli, aby go uratować. Był taki moment, kiedy przyszedł do mnie lekarz i powiedział, że będzie trzeba udzielić sakramentu namaszczenia chorych, ponieważ zaledwie słychać bicie serca, ciśnienie spada… Nie chciał powiedzieć: "Idzie do śmierci"… Później były również choroby, które bardzo Ojca Świętego osłabiły. Nigdy jednak nie opuścił brewiarza. Wiele razy był naznaczony cierpieniem.

Ksiądz Kardynał został nazwany "Przyjacielem Ojca Świętego". Czy tak jest?

Czasem nazywają mnie "przyjacielem" Ojca Świętego. Nigdy do tego słowa nie przywiązywałem wagi, bo nigdy - i do dziś dnia - nie uważam się za przyjaciela Jana Pawła II. Bardziej odpowiada mi określenie "syn duchowy", który współpracuje ze swoim ojcem. Dla mnie Jan Paweł II był ojcem. Tak samo dla sióstr i dla wszystkich w domu.

Był jak ojciec, ale w życiu Ojca Świętego nie brakowało zmartwień, problemów… Rozmawiał z Księdzem Kardynałem o tym, co go trapi?

Najbliższe otoczenie żyło problemami Ojca Świętego i jego radości i troski były również moimi radościami i troskami. Chociaż Ojciec Święty nie był bardzo wylewny, ale można było odczuć, kiedy przeżywał problemy Kościoła, kapłanów i biskupów, prześladowania chrześcijan, wojny i katastrofy…

Przy boku Ojca Świętego Ksiądz Kardynał spędził wiele lat. Jak dziś ocenia Ksiądz tamten czas?

Coraz bardziej widzę, że była to wielka łaska. Wciąż na nowo odkrywam  głębię życia duchowego Ojca Świętego. Był bardzo otwarty, ale oprócz tego miał głębokie życie duchowe. Do tej głębi niewielu miało możliwość dotarcia i poznania. Nie żeby on się z tym krył, ale poznanie wnętrza drugiego człowieka wymaga więcej czasu.

Mówi Ksiądz o głębi życia duchowego Ojca Świętego. W czym ona się wyrażała?

Głębokie życie duchowe jest wynikiem zjednoczenia człowieka z Bogiem. Ojciec Święty był cały zanurzony w Bogu. Stąd ta głębia, świeżość i niepowtarzalność. Tym doświadczeniem dzielił się w swoich homiliach czy przemówieniach, np. w orędziu na Boże Narodzenie. To wszystko, o czym mówił i pisał wynikało ze aktualnego stanu jego życia duchowego.

Ostatnie dni marca i pierwsze kwietnia 2005 roku wyraźnie wskazywały, że to koniec ziemskiego życia Ojca Świętego?

Wtedy wszystkie znaki wskazywały, że zbliża się moment odejścia. Choroba była już wcześniej, ale Ojciec Święty nad nią panował i mógł w jakiś sposób jeszcze funkcjonować. Na przełomie marca i kwietnia nastąpił nagły kryzys. Lekarze zrozumieli, że sytuacja jest bardzo poważna, że może się skończyć śmiercią.

Ojciec Święty uczył, że nasze życie ma doprowadzić nas do spotkania z Panem…

Ojciec Święty przygotowywał nas do tego odejścia. Nie raz mówił, że całe życie człowieka powinno być przygotowaniem do tego momentu odejścia, bo to jest ostateczny cel. Życie na ziemi ma nas przygotować do spotkania z Panem Bogiem. Ten ostatni dzień… Już było widać, że Ojciec Święty odchodzi. Żegnał się ze wszystkimi. Z kardynałami, ale też z tymi, którzy posługiwali w Watykanie.

Jak rozpoczął się dzień 2 kwietnia 2005 roku?

Rano odprawiliśmy Mszę świętą. Ojciec Święty był w łóżku. Koncelebrował, modlił się razem z nami, przyjął Komunię Świętą. Potem były inne modlitwy, adoracja, dziękczynienie.

Pożegnanie…

Przed południem przychodzili Kardynałowie i pracownicy Kurii Rzymskiej, aby się z nim pożegnać. To były krótkie pożegnania. Ojciec Święty podawał dłoń i mówił: "dziękuję". Większej rozmowy nie było, ale już to było wielkim przeżyciem. Myślę, że dla Ojca Świętego też, chociaż nie okazywał wzruszenia, nie płakał. Pożegnanie było większym przeżyciem dla nas, niż dla niego.

Co było popołudniu?

Po południu poprosił, żeby czytano Pismo Święte. Ks. Tadeusz Styczeń, uczeń Ojca Świętego czytał Ewangelię św. Jana - rozdział po rozdziale. I tak poprzez rozważania i modlitwę Ojciec Święty przygotowywał się do śmierci.

Wybiła godzina 21.37…

Byłem wtedy przy Ojcu Świętym. Widziałem na monitorze ostatnie uderzenie serca… I gdy lekarz stwierdził zgon, zaśpiewaliśmy "Te Deum Laudamus". Hymn uwielbienia Pana Boga za człowieka i za całe dzieło, które się przez niego dokonało. Za całe jego życie. Nie było nastroju żałoby, tylko wyraz wdzięczności. Wyczuwało się wdzięczność Panu Bogu za dar Ojca Świętego. Nie odmawialiśmy modlitwy "Wieczny odpoczynek", lecz "Chwała Ojcu…". Był traktowany jako święty człowiek.

Który moment był dla Księdza Kardynała najtrudniejszy?

Najbardziej wstrząsający moment, który bardzo mocno przeżyłem, miał miejsce tuż przed zamknięciem trumny, kiedy według liturgii trzeba było nałożyć welon na twarz Ojca Świętego. Świadomość, że żegnam człowieka, z którym żyłem tak długo… Patrzyłem na jego spokojną twarz i musiałem teraz zasłonić ją welonem - symbol, że już należy do innego świata.

Jak przyjął Ksiądz decyzję Ojca Świętego Benedykta o nominacji na arcybiskupa Krakowa - ukochanego miasta Ojca Świętego?

Ojciec Święty Benedykt zaprosił mnie do siebie. Najpierw odprawialiśmy Mszę św., później udaliśmy się na śniadanie. W rozmowie Ojciec Święty powiedział, że ma zamiar mianować mnie arcybiskupem Krakowa. Powiedziałem, że Kraków miał zawsze wybitnych ludzi, że zawsze był to książę. Ostatnim był książę Sapieha. Pierwszym nie-księciem był kard. Wojtyła. Ojciec Święty powiedział: "To był książę ducha". Dalsza część rozmowy to już tajemnica między Ojcem Świętym a mną. W każdym razie na koniec Benedykt XVI powiedział: "Ja Ci błogosławię. Masz iść i koniec". To nie łatwa decyzja…

Były obawy przed rozpoczęciem posługi na krakowskiej ziemi?

Z jednej strony miałem świadomość tego, co mnie czeka, co podejmuję. Z drugiej - to nie ja wybrałem dla siebie takie zadanie. Była to propozycja, na którą wyraziłem zgodę. Miałem zaufanie do Ojca Świętego, który ma asystencję Ducha Świętego. Wierzyłem, że Pan Bóg da łaskę i z Bożą pomocą będę mógł służyć Ludowi Bożemu.

Ksiądz Kardynał znał Ojca Świętego jak nikt inny. Miał Ksiądz wątpliwość, że Jan Paweł II jest człowiekiem świętym?

Nie miałem wątpliwości. Nie tylko dlatego, że znałem Ojca Świętego z bliska, ale również dlatego, że widziałem znaki z nieba. Do beatyfikacji i kanonizacji są potrzebne znaki z nieba, które nazywa się cudami. Tych znaków z nieba było bardzo dużo i ciągle są. Nie wiem jak kiedyś historia to wszystko oceni, bo tych łask za życia i po śmierci było dużo. Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym, a dzisiaj mogę modlić się przez wstawiennictwo Ojca Świętego. Jestem przekonany, że św. Jan Paweł II również dziś wyprasza dla nas łaski.

Tekst dla: deon.pl
Fot.: Interia.pl
Copyright © 2014 Niedoskonala-ja , Blogger