[WYWIAD] Hantle w domu. Tak czy nie?

[WYWIAD] Hantle w domu. Tak czy nie?

Ćwiczyć w domu czy nie? A może oprócz zwykłego cardio fajnie jest urozmaicić trening i włączyć do niego np. hantle? Tyle, że kiedy jesteśmy na siłowni to trenerzy pokażą nam co i jak, a w domu? Jak się właściwie zabrać za trening z hantlami w domu? Odpowiedzi na pytania udziela nie kto inny a Szymon Wiśniewski - medalista mistrzostw świata seniorów w wioślarstwie, aktualnie certyfikowany trener personalny, instruktor fitness, nauczyciel WF i trener wioślarstwa grupy juniorów w klubie AZS UMK Energa Toruń. Prywatnie uczestnik licznych biegów długodystansowych oraz zawodów triathlonowych.



Szymonie, ciężko czasem w ciągu tygodnia znaleźć czas aby wybrać się na siłownię. Czasami nawet przez kilka dni nie mamy możliwości aby iść na trening na siłownię. Hantle – dobry wybór jeśli chodzi o trening w domu? 

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od stopnia naszych umiejętności. Jeśli mamy świadomość ciała, ruchu - hantle to jak najbardziej dobry środek do realizacji treningu. Jednak jeśli dopiero zaczynamy przygodę z ciężarami to każdy trening robiony samodzielnie czy to przy uzyciu hantli, trx, czy tylko z własnym ciałem, może okazać się mało efektywny. Same hantle jako pomoc treningowa jest świetnym rozwiązaniem, nawet w warunkach domowych, lecz nie każdy wykorzysta je w pełni efektywnie.

Chcemy ćwiczyć w warunkach domowych. Czym się sugerowac przy wyborze hantli?

Wybierając hantle do warunków domowych brałbym pod uwagę: budżet, miejsce do ćwiczenia jak również miejsce ich przechowywania. Nie każdy może pochwalić się domową siłownią. W przypadku braku większej powierzchni sugerowałbym hantle składane. Można przy użyciu jednego gryfu uzyskać różne ciężary odpowiednio dokręcając lub odkręcając poszczególne części. Jeśli ktoś ma większą powierzchnie - większa ilość ciężarków da większe możliwości zmian obciążenia w treningu bez zbędnych przerw na skręcanie np. przy treningu progresywnym. Ma to jednak też „wady”. Hantle do np. pracy nad bicepsem będą miały mniejsze obciążenie niż np. do wyciskania na klatkę, co oznacza naprawdę duży wachlarz pojedynczych par hantli. Przy wyborze odpowiednich hantli kierowałbym się także materiałem z jakiego są wykonane. Najtańsze hantle dostępne na rynku nawet w hipermarketach są przeważnie stalowe lub żeliwne bez dodatkowego zabezpieczenia krążków (w celu zmniejszenia kosztów co jasne). Jeśli jednak podłoże na jakim ćwiczymy w domu nie jest pokryte gumą podłogową jak w klubie fitness, to kontakt ciężaru z parkietem może być opłakany w skutkach. W tym przypadku lepiej - moim zdaniem, zainwestować w szersze hantle pokryte gumową powłoką. To główne składowe, którymi bym się kierował. Oczywiście można by to rozbić dalej np. jeśli trzymamy je np. w garażu czy w miejscu gdzie może być więcej wilgoci to wtedy warto aby były pokryte w całości np. powłoką bitumiczną co pozwoli na większą ochronę antykorozyjną.

Jak dobrać ich odpowieni ciężar? Załóżmy, że ktoś dopiero zaczyna ćwiczyć...

Każdy człowiek jest inny i każdy początkujący jest inny. Nie ma „złotego środka”. Wszystko zależy od tego jakie grupy mięśniowe chcemy ćwiczyć, jakiej jesteśmy płci, wieku i tak naprawdę co potrafimy. Zasada jest taka, aby ćwicząc daną grupę mięśniową pracować tylko nią. Czyli gdy ćwiczymy wspomniany wcześniej biceps to ciężar musi być tak dobrany, aby nie pracować przy nim tułowiem „machając” w przód i tył.

Jakie mięśnie możemy ćwiczyć za pomocą hantli? 

W zasadzie wszystkie. Zależy to od naszej kreatywności, wiedzy i umiejętności.

Właśnie – wiedza, umiejętności... Jakie są odpowiednie ćwiczenia dla początkujących? Pierwszy krok?

Jako trener personalny początkującym zalecam po pierwsze kontakt z kimś z mojego fachu. Nie dlatego, że chcę zarobić, a dlatego, że jestem przeciwnikiem ćwiczenia on Line, lub z trenerem przez Internet bez kontaktu osobistego. Trener musi zobaczyć z kim ma do czynienia, w jakiej formie jest ta osoba, na jakie podstawowe błędy ma zwrócić uwagę taka osoba, jak ćwiczyć aby uniknąć kontuzji. Raczej nie polecam inwestycji w hantle i ruszeniu do ostrego treningu w domu jedynie po wnikliwej analizie forum kulturystycznego.

Najpierw spotkanie z trenerem. Później już ćwiczymy na poziomie bardziej zaawansowanym...

Osoby zaawansowane świetnie wiedzą co mają robić 😊. Jest wiele możliwości i równie dużo celów jakie chce się osiągnąć.

Wspominałeś o kryteriach wyboru odpowiednich ciężarków, o ich przechowywaniu, ale na co trzeba zwracać uwagę podczas treningu z hantlami? 

Zawsze najważniejsze jest bezpieczeństwo, aby nie zrobić sobie krzywdy, nie nabawić się kontuzji. Trening ma być też przyjemnością a nie karą – warto o tym pamiętać.

Przyjemność z treningu, to jasne. Kiedy ćwiczymy więcej i częściej – dobrze to wypływa na nasze ciało? Organizm przecież musi się kiedyś regenerować...

Dla kogoś, kto nie trenuje wyczynowo to jeden, dwa dni przerwy w tygodniu spokojnie wystarczą na regenerację. Czyli ćwiczymy np. w poniedziałek, we wtorek, środa – wolna. Można ćwiczyć też co dzień od poniedziałku do piątku, ale wtedy weekend wolny. Minimum trzy razy w tygodniu powinniśmy ćwiczyć.

Jak długo powinien trwać trening? 

W zależności od tego ile mamy czasu. Trening z zasady jeśli trwa 60-90 minut jest już naprawdę dobrze poukładany, co nie znaczy, że jeśli mamy tylko 30 minut to nie warto brać się do pracy. Każda chwila poświecona na aktywność fizyczną w celu poprawy lub utrzymania zdrowia, nie tylko dbania o sylwetkę jest dla naszego organizmu zbawienna. Lepiej poświecić 3 x30 minut w tygodniu niż 2 x po 90 minut. W treningu rekreacyjnym najważniejszy jest mimo wszystko umiar. Nie należy próbować w tydzień zrobić z siebie gladiatora lub „Kobietę Kota”.

Musi być progres. Co jaki czas należy zmienić program treningowy?

Efektywność programu treningowego zmniejsza się po około 3-4 tygodniach. Wynika to z adaptacji mięśniowej do danego wysiłku. Co nie oznacza, że musimy od razu robić rewolucję z planem. Możemy zwiększyć ciężary, lub zwiększyć ilość powtórzeń. Wszystko zależy od tego jaki mamy cel -szykujemy się do igrzysk olimpijskich czy do sezonu plażowego? Druga sprawa to czas wolny, który możemy poświęcić na trening.

O jakiej porze najlepiej ćwiczyć? Rano, wieczorem? 

Z porą treningową jest tak samo jak z czasem poświeconym na trening. Jeśli mamy czas tylko rano albo tylko wieczorem to z punktu widzenia amatorskiego uprawiania sportu nie ma to znaczenia aż tak wielkiego. Nie dajmy się zwariować. To aktywność ma być dodatkiem do życia, a nie odwrotnie. Jeśli jest odwrotnie, co mi się także zdarza, to wtedy gwarantuję, że takie osoby nie trenują z hantlami w warunkach domowych.

Dlaczego tak ważna jest rozgrzewka?

To bardzo dobre pytanie. Jest to element na co dzień często bagatelizowany przez sporą rzeszę amatorów ciężarów. Podobnie jak po treningowe rozciąganie. Rozgrzewka jak sama nazwa wskazuje mam rozgrzać nasze mięśnie, choć nie tylko. Ma po prostu przygotować cały organizm: zarówno układ krwionośny, oddechowy, kostno-stawowy jaki i mięśniowy - do zwiększonej pracy. Po pierwsze trening po dobrej rozgrzewce jest efektywniejszy - tak tak, będzie można targać większe ciężary. Po drugie bezpieczniejszy - odpowiednia temperatura naszych mięsni zwiększy ich elastyczność na rozciąganie i skurczanie, przez co zmniejszy ryzyko mikro i makro urazów. To samo dotyczy naszych stawów i kości. Po treningu zachęcam też do rozciągania. Wiem wiem, już grono sceptyków odpowie, że po mocnym treningu siłowym stretching jest nie wskazany itp. Ja mam na myśli delikatną relaksację mięsni po wysiłku do tzw. Słodkiego bólu.

Źródło: Dieta & Trening, listopad - grudzień 2016   

[WYWIAD] Zdradzone zaufanie...

[WYWIAD] Zdradzone zaufanie...

Ktoś powiedział, że zaufanie wchodzi po schodach a zjeżdża windą...   
Wywiad z Ewą Guzowską - psycholog, psychoterapeuta, coach o zaufaniu, o jego łamaniu i braku...


Pani Ewo, w każdym związku mogą zdarzyć się sytuacje, w których partner nas okłamuje, oszukuje, zawodzi… Można zapobiegać takim zachowaniom? Nie możemy przecież nikogo ograniczać, jesteśmy wolni…

To prawda. Niemal w każdym związku zdarzają się kryzysy, zwłaszcza jeśli mamy na myśli związek z wieloletnim stażem.  Należałoby  zadać sobie pytanie, czy to jest normalne, jeśli partner nas okłamuje i dlaczego to robi? I czy my związaliśmy się z partnerem, dla którego  kłamstwo to jego druga natura? Jeśli tak to nie ma czemu się dziwić – było wiadome od początku, że w naszym przypadku też nie będzie inaczej  – więc jak i co chcemy egzekwować? Natomiast, jeśli wcześniej  partner  był szczery i nagle zaczyna kłamać, to powody mogą być różne np. nie lubi się tłumaczyć ze wszystkiego i o wszystkim opowiadać, czuje się kontrolowany, a może to być  bardzo ważne, np. oświadcza, że musi zostać dłużej w pracy, choć jest to nieprawda. A może zdradza od dłuższego czasu i ciągle wymyśla jakieś historie – to już zupełnie inny temat. Jeśli ktoś notorycznie oszukuje, czy można to tolerować? Chodzi tu o wartości dla nas ważne, które winny być przestrzegane w związku – to nie jest ograniczanie czyjeś wolności.  Wiele czynników tu wchodzi w grę – niektórzy nie chcą „zobaczyć”, że są oszukiwani – gdyby zobaczyli – coś należałoby  z tym coś „zrobić”. Bywa, że boimy się gwałtowanych zmian, które pociągają wiele konsekwencji i tkwimy w tym, co znane.

Przebaczenie, kolejna szansa… To często może prowadzić do rozstania?  

Kolejna szansa, być może…  Jak zawsze najistotniejsze jest czy osoby chcą być ze sobą dalej, czy być może – nie jest już im dobrze w związku, więc prędzej czy później pojawi się kolejna pokusa, która będzie przyczyną kłamstwa. Historia powtórzy się znowu i znowu…

Od czego zaczyna się brak zaufania?   

Brak zaufania zaczyna się od momentu kiedy zostało zburzone, czyli ktoś zdradził nas myślą, słowem, uczynkiem. Nic nie jest już takie samo i nigdy nie będzie – jeśli ktoś zadał nam ból. Każde rozczarowanie, zdrada, ból – zmienia nasza strukturę.

Zawiedzione zaufanie. Długi proces aby je odzyskać. Długi, ale przynoszacy zamierzony efekt? 

Najbardziej istotną sprawą wydaje się, to z jaką osobą mamy do czynienia np. jeśli prawda dla kogoś nie będzie wartością nadrzędną – można się spodziewać, że sytuacja się powtórzy – to tylko kwestia czasu. Zasadne wydaje się, że nie to jest najważniejsze, czego my oczekujemy od tej osoby – tylko jaka ta osoba jest sama w sobie – jeśli jest z gruntu prawdziwa, uczciwa, a coś wymknęło się spod kontroli – to wówczas jest szansa na powodzenie…

Osoba, która została zraniona, oszukana – przeżywa ból. Co z emocjami? Mówić o nich?

Jeśli osoba przeżywa ból, to tak naprawdę tylko ona wie, jaka skala jest tego bólu – i od zasobów do jakich ma dostęp w sobie – zależy,  jak sobie z tym poradzi.  Czy mówić o nim, czy nie – to znowu zależy z jaką osobą mamy do czynienie,  jedni z nas mówią, a inni nie… Praca by sobie z tym poradzić i tak jest zdecydowanie pracą leżącą po naszej stronie.

Dlaczego zdradzamy zaufanie kogoś, kto jest nam bliski, kogo kochamy?

Wiele spraw dzieje się na poziomie nieświadomym i  emocje wymykają się spod kontroli, dlatego im większa świadomość siebie tym lepsza podstawa. Przykrą prawdą jest, że najwięcej bólu doświadczamy jednak od osób kochanych, najbliższych. To co najbliżej, boli najbardziej…

Czy jest sens rozmawiać szczerze z osobą, która nas oszukała?

Rozmowa jest ważna jeśli jest wzajemne zrozumienie. Jeśli tego nie ma, często sama rozmowa nie wystarcza bez poznania przyczyn – co spowodowało, że doszło do oszustwa lub kłamstwa. Życie zwykle nie jest takie, jak nam się wydaje…

Nie z każdym da się porozmawiać, chociaż rozmowa powinna być kwestią czasu…

Zwłaszcza w sytuacji, kiedy nasze zaufanie zdradził ktoś, kogo kochamy… I tu jakby wracamy do początku,  wszystko ma sens i  jest  ważne, tym bardziej im osoby są bardziej świadome siebie. Wydaje się, że to takie proste, ale to tylko pozory.  Kiedy nie poświęcamy czasu na swój wgląd w samego siebie, sprawy nie są oczywiste – tak jak się wydaje.

Od czego rozpocząć proces naprawy straconego zaufania?

Być może zabrzmi to dziwnie, ale od siebie… Zazwyczaj wcześniej jest wiele rzeczy, które powinny zwrócić naszą uwagę, a mimo to nie zwróciły? Dlaczego? Być może byliśmy uśpieni na pewne sygnały, być może ufaliśmy bardziej komuś niż sobie…. Za każdym kolejnym naszym rozczarowaniem, coraz bardziej poznajemy siebie przede wszystkim…. Cóż najwięksi oszuści i kłamcy, to nasi najlepsi nauczyciele…

Źródło: kobietamag.pl 
Krav Maga!

Krav Maga!

A dziś o pięknej sztuce walki... 👊👊 



Czym charakteryzuje się Krav Maga? 

Cechą podstawową jest bazowanie w treningu na podstawowych odruchach obronnych człowieka, i takie ich wzmacnianie, aby zapewnić skuteczność w stresie – również osobie zaskoczonej i mało wytrenowanej. Techniki są proste, a metoda treningowa kształci zachowania odruchowe. Od pierwszych działań uczymy działań wobec grupy agresorów, pracując według realistycznych scenariuszy. Zakłada się i szkoli do sytuacji „paniki i chaosu”.

Czy konieczne jest doświadczenie z innych systemów walki?

Krav Maga można uczyć się w różnych programach. Inaczej pracujemy np. w czasie 5-dniowego warsztatu dla biznesmenów, a inaczej w treningu samoobrony pań, a jeszcze inaczej z żołnierzami jednostek specjalnych. Krav Maga nie stoi w sprzeczności z żadnymi innymi systemami – tzn. nabyte inne umiejętności najczęściej nie przeszkadzają w treningu KM, ale wyjątkiem są bardzo tradycyjne, zrytualizowane systemu wschodu – w takiej sytuacji konieczna jest dłuższą praca. Bywa i tak, że umiejętności boksu, karate albo zapasów stanowią dobrą podstawę do dalszej pracy – szczególnie w tzw. Grupach permanentnych. Nie jest jednak konieczne posiadanie wcześniejszych doświadczeń z innych systemów walki. Wszystkich umiejętności uczymy od podstaw.

Czy Krav Maga jest skuteczna? 

Od ponad 50 lat KM jest weryfikowana codziennie w sytuacjach militarnych lub policyjnych zagrożeń, jak również agresji wobec osób cywilnych. Sam twórca systemu Krav Maga Imi Lochtenfeld stoczył dziesiątki brutalnych walk przewodząc grupie samoobrony żydowskiej przeciw bojówkom faszystowskim, a następnie biorąc udział w akcjach Hagany (w tym również elitarnych jednostek Palmach), a później Izraelskich Sił Obrony. Dzięki ciągłej pracy ekspertów Krav Maga w Izraelu i innych krajach (USA, Brazylia, Francja i innych) oraz analizie skuteczności w realnych zagrożeniach techniki i taktyki walki Krav Maga jest uznawana za najskuteczniejszy system samoobrony świata (por. Magazyn „Black Belt”, listopad 2017).

Czym różni się Walka Wręcz KM od cywilnej Samoobrony KM?

Zasadniczy zrąb systemu oraz metody treningowe pozostają takie same. Różnice w doborze niektórych technik oraz metod treningu biorą się z różnych potrzeb żołnierza (np. Likwidacja wartowników, porwania, walka na banery czy użycie innego wyposażenia wojskowego), policjanta (taktyka i techniki interwencji) czy osoby cywilnej (np. Obrona kobiet przed gwałtem). ktyka i techniki interwencji) czy osoby cywilnej (np. obrona kobiet przed gwałtem).

Źródło: http://www.kravmaga.pl 👊👊
Przyjaźń to "coś" więcej...

Przyjaźń to "coś" więcej...

Mówi się, że Przyjaciele to rodzina, którą sami sobie wybieramy 😊 I coś w tym jest! Komu z nas zależy na byle jakich relacjach? Kto z nas nie przywiązuje żadnej uwagi do tego na jakim poziomie jest konkretna relacja? Jednak w przyjaźni dzieją się różne czary - mary, które może w konkretnym momencie świadczą bardziej o zerwaniu relacji niż jej pielegnowaniu, ale czy to nie jest tak, że im większe scięcie - tym wartościowsza przyjaźń? Oczywiście warunkiem jest dobro i uczciwość, bo bez tej podstawy nie ma sensu zaczynać jakiejkolwiek relacji 😊


Siedem zasad prawdziwej przyjaźni:

👉 AKCEPTACJA – prawdziwa przyjaciółka akceptuje Ciebie taką jaką jesteś. Nie wymaga, abyś się zmieniła, zmieniła swój styl, sposób bycia, zachowanie. Przyjaciel nie zmienia, nie wskazuje na nasze wady, ale widzi dużo pozytywnych cech, których może same nie dostrzegamy. W obecności przyjaciela czujemy się świetnie.
👉 SZCZEROŚĆ – mimo że trudna, ale konieczna. Przyjaciel mówi jak jest, chce pomóc, abyśmy w przyszłości dokonywały lepszych i dobrych wyborów.
👉 NA DOBRE I NA ZŁE – przyjaciel będzie z nami nie tylko wtedy kiedy wszystko układa się dobrze, ale będzie zwłaszcza wtedy kiedy jesteśmy załamane, smutne, zranione przez kogoś. Przyjaciel nie jest zazdrosny o nasze szczęście i sukcesy, ale cieszy się razem z nami.
👉 PRZEBACZENIE – w prawdziwej przyjaźni przebaczanie sobie sprzeczek i nieporozumień jest oczywiste. Przyjaciel się nie obraża, choć ma prawo mieć focha.
👉 BEZ TAJEMNIC – chociaż wie o nas prawie wszystko – potrafi dochować tajemnicy. Przyjaciel skorzysta z dobrej rady, ale nigdy nie zrobi niczego wbrew nam.
👉 SAMOPOCZUCIE – potrafi nas podnieść na duchu kiedy jest nam źle, kiedy nie mamy już nowej energii do działania. To przyjaciel daje nam energię, daje – nie zabiera.
👉 SPOTKANIE W POŁOWIE DROGI – nie musi odzywać się pierwszy, i mimo że nie zawsze jest czas na kawę – przyjaciel zawsze jest obecny w naszym życiu.

Przyjaźń buduje zaufanie i więź emocjonalną. Cechy charakterystyczne dla przyjaciół to: prawdomówność, dyskrecja, wsparcie, zaufanie, dobrotliwość, równość pozycji, wzajemna pomoc, wspólna aktywność, prawo do przemilczenia niektórych spraw. Relacje przyjacielskie wzmacniają również poczucie własnej wartości, motywują do działania i dostarczają energii.


Wpływ przyjaźni na zdrowie:
🌸 ludzie, którzy mają przyjaciół łatwiej zrywają z nałogami i rzadziej też do nich wracają,
🌸 łatwiej podejmują decyzje o odchudzaniu,
🌸 mają większą odporność organizmu,
🌸 częściej zapinają pasy bezpieczeństwa.

Źródło: magazynfamilia.pl  
W tych piankach i Ty się zakochasz!

W tych piankach i Ty się zakochasz!

A dziś, żeby nie było, że poniedziałek jest tylko "zły" - dzielę się z Wami cudownymi produktami pod prysznic - pianki, które odkryłam całkiem niedawno...


Kremowe, delikatne, pięknie pachnące, takie są pianki pod prysznic Isana. Dostępne w dwóch wersjach zapachowych – delikatnym różano-kokosowym Rose Dream oraz orzeźwiającym cytrynowym Lemon Taste 😊 Obydwie zasługują na to, abyś je przetestowała, a zackochasz się od razu 💘


Obydwie pianki obłędnie pachną, tylko od nastroju zależy, którą opcję wybierzemy. Róża i kokos są łagodne, ich słodki aromat działa uspokajająco, natomiast cytryna to eksplozja energii i uczucie świeżości. W składzie znajdziemy również olej z awokado, z wysoką zawartością witaminy E. 

Wnika w skórę, dając efekt długotrwałego nawilżenia, dodatkowo ją regeneruje i łagodzi podrażnienia. Pianki  są wyjątkowo puszyste i łagodne dla skóry.

Dzięki kremowej konsystencji łatwo je rozprowadzić na skórze i są wyjątkowo wydajne – dozownik zapewnia kontrolę nad zużywaną ilością produktu. Doskonałe do relaksującej lub pobudzającej kąpieli, ale również sprawdzą się do golenia nóg, dając poczucie gładkiej i wyjątkowo aksamitnej skóry. 

Pianka Rose Dream została oznaczona logotypem Wyjątkowy Produkt, jest więc produktem starannie wyselekcjonowanym, najwyższej jakości i godnym zaufania. Obie pianki dostępne są tylko w drogeriach Rossmann (cena: 6,99 zł/200 ml).
[WYWIAD]  ANI MRU MRU

[WYWIAD] ANI MRU MRU

Wywiad z nimi to zawsze duże wyzwanie, ponieważ zwykle jest więcej śmiechu jak rozmowy. I choć ich spektakl „Nuda, rutyna i odcinanie kuponów” – jest dobrze znany, nadal bawią nas sceniczne numery w wykonaniu Kabaretu Ani Mru Mru. O wybuchach, mieszance wybuchowej, godzinnych próbach przed występem i kilku innych sprawach opowiadają Marcin Wójcik, Michał Wójcik i Waldek Wilkołek 😎 


Wasz program: „Nuda, rutyna i odcinanie kuponów” brzmi wyjątkowo zachęcająco (śmiech), ale jeśli ktoś zdecyduje się wybrać na Wasz spektakl – ma się spodziewać, że będzie nuda i rutyna?

Marcin: Spodziewać się należy wszystkiego, bo jesteśmy trójką nieobliczalnych mężczyzn. Staramy się, aby ta nuda połączona z rutyną i odcinaniem kuponów dawała mieszankę wybuchową. I jeżeli uda nam się załatwić gaz i tlen, to wybuchamy na scenie (śmiech).

Michał: A publiczność wybucha śmiechem.

Waldek: Myślę, że tak, bo jeśli ktoś nie lubi kabaretu Ani Mru Mru, a przyszedł tutaj, bo dziewczyna mu kazała, albo dostał w pracy bilet – a okaże się, że kompletnie nie jesteśmy z jego bajki to prawdopodobnie się wynudzi. Jestem przekonany, że ktoś spośród publiczności na pewno znajdzie dla siebie nudę.

Wybuchowo jest też kiedy na scenie pojawia się Pan Andrzej, w jednym 
z dobrze znanych skeczów… (śmiech)

Marcin: Tak, to było kilka lat temu. Niestety Robert jest osobą niezrównoważoną psychicznie (śmiech) i nigdy nie wiadomo co mu do głowy strzeli. I w związku z tym, tamten numer wyglądał tak jak wyglądał (śmiech).

Michał: To właśnie zależy o jakiej mieszance wybuchowej mówimy. Na przykład – Waldek przed występem je różne rzeczy i wtedy jest już bardzo blisko do mieszanki wybuchowej (śmiech). A jeśli chodzi o humor – to też zależy od Waldka. Zależy co zje – bo jeśli jest najedzony to ma dobry humor, a jeśli jest głodny – to wszystko ciągnie w dół – wiadomo…

I w tym momencie na scenę wychodzi przystojny Marcin, tłum szaleje…

Marcin: Tak, gównie mężczyźni się ustawiają w kolejce po zdjęcia (śmiech). Jak wychodzę na scenę to rzeczywiście jest szał. Kobiety piszczą, mężczyźni są zazdrośni. Natomiast później wychodzi Michał i wszystko wraca do normy. Ludzie wtedy spostrzegają, że piękno jest względne. Jak się postawi krowi placek przy kwiatku, to wiadomo, że kwiatek jest ładniejszy.

Na scenie oglądamy Was od 13 lat. Kabaret traktujecie jako pracę, czy jako styl życia?

Michał: Traktujemy jako fantastyczną przygodę, która pozwala nam przeżyć. To jest nasza pasja. Do dziś dobrze się tym bawimy, a publiczność nas utwierdza w tym, że warto to robić, ponieważ cały czas przychodzą na nasze występy.

Marcin: Dopóki publiczność się uśmiecha, to zamierzamy to robić.

Gracie bardzo dużo, nie męczy Was to?

Waldek: Męczy.

Marcin: Kiedyś graliśmy nawet ok. 200 występów rocznie, teraz – 10 dni w miesiącu. Czy to jest dużo? Znam kabarety, które grają znacznie więcej. My przez to, że występujemy 13 lat – to przez pierwsze 10 lat pracowaliśmy dość intensywnie, teraz przyszedł czas na to żeby …

Michał: Odpoczywać.

Marcin: Nie męczy nas to, że musimy gdzieś dojechać. Przecież kierowcy tirów też jeżdżą, piloci – latają.

Na scenie uśmiech nie znika Wam z twarzy, ale macie niekiedy takie momenty, że zwyczajnie macie dość?

Marcin: Cały czas mamy dość (śmiech). Na co dzień jesteśmy ponurymi, smutnymi mężczyznami, którzy mają wszystkiego dość. Na scenie jednak ten uśmiech się pojawia bardzo często, ale teraz też mogę się uśmiechnąć (śmiech).


Michale, tak tajemniczo się uśmiechasz, aż widać, że masz chęć coś powiedzieć…

Michał: Waldek przeważnie chce najszybciej skończyć, żeby mógł coś zjeść. Jak są przerwy w skeczach, to on zawsze coś przekąsi.

Macie takie skecze, gdzie można jeść?

Waldek: O, to byłby świetny pomysł.

Marcin: Mieliśmy. Skecz: „Ojciec ma zawsze rację”.

Waldek: Podczas tego skeczu jedliśmy naprawdę zupę. Wjeżdżała na scenę parująca zupa, i ludzie z pierwszych rzędów byli rzeczywiście zaskoczeni, czuli zapach rosołu albo żurku. To już robiliśmy i to jest dobry kierunek.

Michał: … ale mieliśmy też skecz, w którym można było jeść, palić i pić (śmiech).

Wasze ulubione skecze?

Marcin: Bardzo fajnie grało się razem z Czarkiem Pazurą, bo przed każdym występem Czarek zwoływał godzinną próbę, bo musiał sobie przypominać tekst. No i tak to (śmiech).

Michał: Bardzo dużo, ale chyba do dzisiaj niezmiennie – „Czerwony Kapturek”. Sytuacja, śmieszność, pomysł…

Marcin: Nie mam ulubionych skeczy z Ani Mru Mru. Wszystkie lubię tak samo (śmiech).

Z czego jesteście najbardziej dumni?

Michał: Z Waldka. Walduś to nasze dziecko, które cały czas rośnie.

Marcin: Ja jestem dumny z mojej córki. Moja córka ma 9 lat, prowadziliśmy razem festyny.

A jeśli mielibyście szanse, aby jeszcze raz zdecydować o swojej przyszłości – poszlibyście tą samą drogą?

Michał: Tak.

Marcin: Ja bym poszedł, ale jak Michał szedłby już inną drogą (śmiech).

I to by było na tyle 😎
Wywiad przeprowadziłam w 2011 roku 😊

Fot. Materiały prasowe. 

Skąd się biorą problemy ze snem?

Skąd się biorą problemy ze snem?

Każdy zbliżający się wieczór powoduje stres i podenerwowanie? O ile kilka bezsennych nocy możemy jeszcze uznać za normę, to w przypadku długiej bezsenności – należy udać się do specjalisty. Pamiętaj, że bezsenność w długim czasie jest uciążliwą i niebezpieczną dolegliwością. Blisko 40 proc społeczeństwa w naszym kraju narzeka na problemy związane ze snem.


Co burzy spokojny wypoczynek? Skąd się bierze bezsenność? Jak z nią walczyć? Nasz organizm potrzebuje się przecież zregenerować i nabrać sił na nowy dzień. 

Po pierwsze STRES spowodowany np. żałobą, zmianą pracy, egzaminem – to przyczyny przemijającej bezsenności. Najlepiej nauczyć się włączyć ze stresem, ale pomocne będą też chwila wyciszenia czy relaksująca kąpiel.

BÓL – jest drugą, najczęstszą przyczyną (zaraz po stresie) bezsenności. Wywołuje zaburzenia koncentracji, powoduje trudności w logicznym myśleniu, ogólne zmęczenie oraz obniżenie zdolności intelektualnych. Jednym z najczęstszych rodzajów bólu przewlekłego jest ból kręgosłupa.

Kolejną przyczyną, która wpływa na jakoś naszego snu jest zażycie NAPOJÓW Z KOFEINĄ. Zaliczają się  do nich: kawa, coca – cola, mocna herbata i napoje energetyzujące. Negatywne działanie kofeiny to zaburzenia snu, kłopoty z zaśnięciem, redukcja całkowitego czasu snu, skrócenie czasu snu głębokiego. W wysokich dawkach pojawia się biegunka, pocenie się, wymioty, szybkie bicie serca, przyspieszenie oddechu, drgania mięśni.

AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA -  jest istotna w przypadku, kiedy chcemy się cieszyć pełnią zdrowia i udanym wypoczynkiem w nocy. Zmęczenie fizyczne korzystnie wpływa na sen, ale nie możemy pozwalać sobie na zbyt duży wysiłek fizyczny na mniej niż trzy godziny przed snem. 

Inną przyczyną bezsenności mogą być  ZMIANY POZIOMU HORMONÓW. Wahania poziomu hormonów mają duży wpływ na jakość snu, jednak najbardziej narażone na problemy ze snem są kobiety w czasie cyklu miesiączkowego, ciąży, w okresie poporodowym i podczas klimakterium.

Także ZAŻYWANIE LEKÓW może mieć wpływ na jakoś naszego snu. Głównie chodzi o leki odchudzające, środki hormonalne, które mimo wszystko najlepiej zażywać rano. Warto w tym miejscu przypomnieć, że „Leki to nie cukierki, zażywanie ich wcale nie jest nieszkodliwe” – dr Belleville, profesor na Universite Laval w Kanadzie.

I na koniec zdaje się oczywiste, ale OBFITE POSIŁKI znacząco „odbijają się” na nasze wyspami czy raczej nie-wyspanie. Bezwzględnie unikamy białego pieczywa i mięsa! Również niewielkie ilości kawy, herbaty, alkoholu nie są wskazane na krótko przed snem. Alkohol sprzyja senności, ale na krótki czas. Po przebudzeniu będziemy mieli problem aby znowu zasnąć.   

To jednak zaburzenia psychiczne: stany depresyjne, psychozy, zaburzenia lękowe i zaburzenia osobowości są najczęstszymi przyczynami bezsenności.   

Zanim położysz się do łóżka – zadbaj o nastrój. Wyłącz główne światło, wyłącz sprzęty. W ten sposób przygotujesz mózg do fazy snu. Pamiętaj, że optymalna temperatura dla dobrego snu to 18 – 20 st. C. Jak ognia unikaj tłustego jedzenia na chwilę przed snem!  
Perfekcyjnie Niedoskonala!

Perfekcyjnie Niedoskonala!

Jakiś czas temu z przyjaciółkami mówiłyśmy na temat ideału - idealnie posprzątane mieszkanie, idealne biurko i w końcu idealny wygląd i idealna figura. Tyle, że idealna to nie znaczy zrobiona...


Sama przez kilka lat przedłużałam włosy i rzęsy, ale czy to rzeczywiście sprawia, że czujemy się bardziej kobiece? W pewnym sensie na pewno pomaga, ale nie centymetry przedłużonych włosów mówią o nas, o naszym prawdziwym pięknie, które przecież każda nosi w sobie! 

Czasem się zastanawiam - bo chociaż sama nie mam nic wspólnego z siłownią, to ciekawi mnie ile kobiet dba o swoją figurę sama dla siebie? Jesteśmy przecież piękne, więc chyba nie ma większego sensu przymuszać się do czegoś tylko po to, aby komuś udowodnić jakie jesteśmy. Nie bądźmy dla innych, ale bądźmy dla siebie. Prawdziwe, takie jakie jesteśmy 👑 

Każda z nas ma jakieś kompleksy, ale nie żyjemy przecież w idealnym świecie. Może poza życiem na fejsie, bo tam na zdjęciach w większości wszystko jest idealne... Czy nasze życie - nasze mieszkania, biurka, figura jest idealna? A czy czujemy potrzebę wpisywania się w jakieś skale "ideału"? 😊 

Przeraża mnie kiedy widzę kobiety, które są - przepraszam za wyrażenie - sztuczne. Nie mówię, że nie mamy prawa o siebie dbać, ale chyba jest jakiś umiar! Dziś sztuczny biust i usta, a jutro? 

Przedłużone włosy, sztuczne rzęsy, sztuczny biust czy setki godzin na siłowni nie uczynią z naszą kobiecością cudów, aż do czasu kiedy same nie odkryjemy jej w sobie! A przecież nie ma piękniejszej podróży jak odkrywanie siebie...   

Jestem perfekcyjnie Niedoskonala, ale doskonale sobie z tym radzę! 👑👑👑
[WYWIAD] Poukładało się pięknie...

[WYWIAD] Poukładało się pięknie...

Moniki Kuszyńskiej nikomu przedstawiać nie trzeba. Miałam ogromną przyjemność poznać i rozmawiać, a był to jeden z tych wywiadów, które są po prostu inne...  


Pani Moniko, spotykamy się w Łodzi. Tu każdy Panią zna, pozdrawia. Jakie to uczucie? 

Teraz kiedy słyszę, że nawet pan w taksówce przekazuje mi pozdrowienia przez panią, to przyjmuję to z zaskoczeniem, ale jest to bardzo miłe. Jestem z Łodzią mocno związana, bo jest to moje miasto i od urodzenia tu żyłam, tu dorastałam. Tu mnie znają, tu czasem koncertuję, tu mieszkają moi znajomi. 

Są takie wspomnienia, do których lubi Pani szczególnie powracać? 

Całe moje dzieciństwo, młodość, szkoła, przyjaźnie, Piotrkowska – która od zawsze mi się kojarzyła z dorosłością, bo musiałam wyjść z osiedla, na którym mieszkałam, i zaczęłam dojeżdżać do liceum... To wszystko to są takie nasze symbole. Już w dzieciństwie chciałam być piosenkarką. Moje marzenie się spełniło. Od kiedy pamiętam bawiłam się też w występy i bardzo mocno mnie do tego ciągnęło.

Dziś jest stres przed koncertem? 

Zawsze. Więcej lub mniej, ale kiedy śpiewam w moim mieście to stres jest większy, dlatego, że przychodzą znajomi, rodzina. 

Krawiectwo, projektowanie ubrań w ogóle nie było na liście zainteresowań?  

Marzenia artystyczne były pierwsze. Zaczęły się spełniać. Rodzice i cała moja rodzina związana jest z branżą krawiecką. Zajmują się projektowaniem mody, a ja do tego mam lewe ręce (śmiech). Może dziecko jednak dostaje jakiś dar, z którym instynktownie poczuwa, że coś powinno zrobić, iść w konkretnym kierunku.

Iść mimo wszystko... Czym jest niepełnosprawność? 

Nie wiem, bo się nie zastanawiam nad tym. Nie widzę niepełnosprawności, również u siebie jej nie widzę. Nie jest czymś, co zaprząta moja głowę. Na początku bardzo mi to doskwierało, bo czułam się inna. Byłam inna od tej osoby, którą byłam wcześniej. Siłą rzeczy miałam różne ograniczenia, których wcześniej nie było. Różni ludzi próbują różnie definiować niepełnosprawność. A kiedy popatrzymy na ludzi, którzy stają się niepełnosprawni ruchowo a żyją bardzo aktywnie, a z drugiej strony zobaczymy tych, którzy są zdrowi, ale nie wykorzystują swoich szans i potencjału to rzeczywiście skłania to do refleksji...       

Pamięta Pani moment wypadku?

Pamiętam, ale nie rozpamiętuję. Mam różne triki nerwowe kiedy dzieje się coś na drodze, bo moje ciało przypomina sobie tamten moment.

Po kilkunastu latach wróciła Pani do Milicza. Powiedziała Pani bardzo ważne słowa...

Myślałam, właściwie aż do dnia koncertu, że przyjazd do Milicza nie zrobi na mnie jakiegoś większego wrażenia. Nie chce pamiętać Milicza źle tylko dlatego, że spotkało mnie tu coś bardzo, bardzo trudnego. Gdy zbliżaliśmy się, to takie dziwne emocje we mnie się pojawiły i nie wiem skąd się wzięły. Trochę mnie to zaskoczyło. Jednak tych niemal dwanaście lat temu skończyło się tu moje pierwsze życie. Koniec pierwszego był jednocześnie początkiem „drugiego” życia.   

Miała Pani żal do Boga?

Nie miałam żalu do Pana Boga, ale miałam wiele pytań: Dlaczego tak się stało? Do czego to co się wydarzyło ma mnie doprowadzić? Kiedy dziś – z perspektywy czasu – patrzę na to wszystko to widzę sens, że w taki właśnie sposób potoczyło się moje życie.

Wdzięczność? 

Dziś potrafię się cieszyć życiem. Kiedyś, jeszcze przed wypadkiem byłam dużo smutniejszą osobą...

Teraz widzę szczęśliwa, uśmiechniętą kobietę. To również zasługa synka?

Dopiero zaczynam się uczyć od niego, a przede wszystkim uczę się miłości. Potrafię kochać, ale nie wiedziałam, że istnieje taka miłość, że można aż tak kochać. Nie wiedziałam, że można czuć taką bliskość i więź. Jednocześnie jest to też pewnego rodzaju obciążenie, odpowiedzialność. Nie da się opisać słowami tego, co czuję.

Jedziecie na koncert, a synek zostaje w domu?

Zostaje z moją mamą albo z moją siostrą. Na szczęście mam taką możliwość. W tej chwili też ustalamy koncerty w taki sposób, aby nie zostawiać go na noc.

A co z operacją, o której rozpisywały się media? Zrezygnowała z niej Pani dla synka?

Nic takiego nie miało miejsca. Wiem, że jakiś czas temu w mediach pojawiła się wiadomość, że stanęłam na nogi, ale przekazywanie takiej informacji, która jest nieprawdziwa jest nadużyciem. Testowałam urządzenie do rehabilitacji, które powoduje, że człowiek się pionizuje, i z pomocą rehabilitanta jest w stanie przejść kilka kroków, ale nie jest prawdą, że stanęłam na nogi. Wiadomości tego typu są denerwujące, ale tak media funkcjonują... Nie wiem jak można podać informację, która nie jest wcześniej sprawdzona. Ostatnią operację miałam chyba dziesięć lat temu i od tamtego czasu nie robiłam nic, ponieważ na ten moment nie ma dla mnie opcji na zmianę.

A może niedługo nadejdzie dzień, który przyniesie zmianę?

Absolutnie tego nie wykluczam, ale też nie myślę o tym na co dzień. Na pewno marzyłabym o takim dniu. Jeśli tak się stanie – będę szczęśliwa, ale jeśli się nie stanie – również będę szczęśliwa.     

Jak odkrywa Pani swoją kobiecość? 

Kiedyś byłam piękną, młodą kobietą i kiedy ktoś patrzył na mnie z boku to niczego mi nie brakowało, a jednak kobiecości w ogóle nie czułam. Miałam bardzo dużo kompleksów, miałam dużo zastrzeżeń do swojego wyglądu. W ogóle byłam dla siebie bardzo krytyczna. A dziś, pomimo tego, że jest we mnie dużo niedoskonałości – potrafię akceptować to wszystko. Znam swoje mocne strony, znam słabe strony... Czas też robi swoje jeśli chodzi o kobiecość, bo ona w nas dojrzewa.

Wydarzenia sprzed kilku lat pomogły w jej rozumieniu? 

Wypadek spowodował to, że moje ciało się osłabiło. Zrozumiałam, że ciało to nie wszystko. Nasze piękno jest głębiej. Jeśli chcemy być piękne jako kobiety to nie możemy polegać tylko na swoim ciele. Dopiero kiedy to zrozumiałam to ustąpiły te wszystkie myśli, zastanawianie się nad sobą w kategoriach: czy jestem dość dobra, dość ładna, dość mądra... Zaakceptowałam siebie taką jaką jestem i lubię siebie. Czuję się dobrze ze swoją kobiecością. 

Jest Pani bardzo aktywna. Gdzie są te pokłady energii?

Skąd mam tyle energii? Od ludzi. Gdybym żyła sama, to pewnie w ogóle nie wstawałabym z łóżka, ale kiedy widzę, że to co robię ma sens, i sprawia radość innym... Wiadomo, że są też obowiązki względem dziecka i męża, ale jeśli można zrobić coś dobrego dla kogoś to jest to piękne. Mimo niekiedy nawet zmęczenia trzeba się zmobilizować i działać.

Patrzę na Panią i na Pani męża i widzę, że miłość istnieje naprawdę...

Wsparcie Kuby jest ogromne. Nigdy nie myślałam, że coś tak cudownego mnie spotka. Że to wszystko się tak pięknie poukłada. Moja rodzina to najważniejsze co mam.

Źródło: Tygodnik Idziemy  

Inni, którzy mają pasję? Klik 👈
Ludzie z tatuażami, dzięki!

Ludzie z tatuażami, dzięki!

*Czasami dobrzy ludzie pokryci są tatuażami, a czasem najgorsi jakich spotykasz - chodzą co niedzielę do kościoła*. Można pójść dalej i dopisać jeszcze jedno zdanie, ale...  

Chociaż tak trudno nie zgodzić się z Ks. Kaczkowskim i w tym, że *nie trzeba być katolikiem aby być dobrym człowiekiem* 💖 


Ludzie z tatuażami - dziękuję, że Was mam! 🎁

Każda z nas ma taki dzień, dni, tygodnie, kiedy nie może zrozumieć konkretnego zachowania osoby, która deklaruje się jako chrześcijanka, ale której zachowanie mówi co innego... W różnych miejscach jesteśmy, z różnymi ludźmi współpracujemy, więc normalne jest to, że czasem wysluchamy żali na temat kogoś innego. Zwyczajna krytyka tak łatwo jest dziś akceptowana, że szok! Po co komentować? Czegoś komuś zazdrościsz, to weź się do roboty, bo i tamta osoba coś robiła! Nie cierpię, kiedy zaczyna się obgadywanie! Zwykle w takiej chorej atmosferze zostawiam towarzystwo i wychodzę.

Niestety są też takie sytuacje, chociaż może - stety, które pokazują nam dużo o konkretnych osobach. Dla mnie wyznacznikiem wiary nie jest ilość Mszy świętych, w których uczestniczę, ale jakość. Czy podczas Eucharystii jest moje serce?

Ile to razy osoby, które - jak napisałam na początku - chodzą co niedzielę do kościoła, nierzadko doprawdzają nas do łez, niestety nie ze śmiechu...  Kilka lat temu jechałam na wywiad do świetnego człowieka i mojego ulubionego rapera - Palucha. Kiedy powiedziałam o tym księdzu, który byl na mojej parafii, skomentował: Po co? Przecież on jest łysy...

I co z tego, że łysy? To znaczy, że zły? Znam wielu ludzi z tatuażami, ludzi, którzy są po prostu dobrzy. I znam też innych...

Najlepiej ocenić, ale czy to jest norma, że jeśli chodzę co niedzielę do kościoła to jestem dobrym człowiekiem?       
[WYWIAD] Kto krytykuje najczęściej i dlaczego?

[WYWIAD] Kto krytykuje najczęściej i dlaczego?

Dlaczego krytykujemy? - to jest pytanie, które być może i sami sobie od czasu do czasu zadajemy. Dlaczego? Czy  naprawdę nie mamy nic innego czym powinniśmy się zająć jak właśnie krytyka innych? A co w przypadku kiedy to my stajemy się ofiarami krytyki innych? Czemu krytykują? Na te i inne pytania odpowiada Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach 😎



Pani Ewo, osoby krytykujące są nieszczęśliwe? 

Kiedy słyszę ocenę i krytykę pod adresem innych osób, zastanawiam się, dlaczego tak bardzo ludzie zwracają uwagę na innych, poświęcając im tyle uwagi, energii i zainteresowania. Być może to odciąga uwagę od nich samych. Zdecydowanie łatwiej jest przekserować uwagę na innych niż przyjrzeć się sobie, co może wynikać z tego, że „boimy się” coś zobaczyć u siebie, a może też nasz świat nie jest aż tak interesujący?

No właśnie... Może ci, którzy krytykują żyją w mało interesującym świecie?  

Często krytykujący ludzie nie patrzą na to, że mogą w jakiś krzywdzący sposób wpływać na innych… Czy to jest w porządku? Z pewnością destrukcyjna krytyka odbija się na naszych relacjach i może zburzyć całkowicie zaufanie do osób bliskich. I pojawia się zasadnicze pytanie, o kim tak naprawdę świadczą – słowa krytyki kierowane w stronę kogoś innego? Czy osoby krytykujące nie robią tego głównie z osobistych pobudek – by poczuć się lepiej? Jeśli tak jest, temat wydaje się, znacznie głębszy niż można by przypuszczać.

Krytyka innych to też dobry sposób na odwrócenie uwagi od tego, co dzieje się w nas samych? 

Wszystko, co na zewnątrz odciąga naszą uwagę od nas samych, może warto zadać sobie wówczas pytanie, dlaczego to, co we mnie nie jest dla mnie interesujące? Powołując się na maksymę jednego z filozofów Sokratesa, która brzmi: „Poznaj człowieku samego sobie”, uważam, że dogłębne poznanie samego siebie, jest tak wystarczająco absorbujące, że bezsensowne jest poświęcanie czasu na krytykę, która w żaden sposób nie zbliża nas do nas samych, a wręcz przeciwnie - oddala. Uważam, że jeśli skutecznie przekserujemy uwagę na siebie, nasze życie będzie ciągle bardzo interesujące i zaskakujące, gdyż odkrywanie siebie, wydaje się nie mieć końca…

Wobec tego skąd się bierze skłonność do krytyki? 

Uważam, że skłonność do krytyki bierze się w głównej mierze z wielu nieuświadomionych kompleksów, spraw, których nie chcemy, bądź nie jesteśmy gotowi na to, by zmierzyć się z nimi…  Najczęściej jednak z zaniżonego poczucia własnej wartości, które w jakiś sposób domaga się naszej uwagi, a czasami pracy własnej z tym tematem. Powodem krytyki, może też być skrywana zazdrość, z którą trudno sobie czasami poradzić, a jej nasilenie może mieć destrukcyjny wpływ na osobę.

Nie bez znaczenia jest też dzieciństwo tych, którzy dorastali w rodzinach pełnych krytyki. Rodzice nie mają świadomości jak bardzo krzywdzą swoje dzieci?  

Zdecydowanie olbrzymie znaczenie ma tutaj rodzina, w której wyrasta się, czy jest ona wspierająca, czy niestabilna, a może czasami wręcz taka, że podkopuje zamiast budować poczucie wartości. Najczęstszą formą jest warunkowanie dziecka w taki sposób, że jeśli spełnia oczekiwania rodziców, jest w porządku, a jeśli ma swoje potrzeby, które nie są akceptowane przez nich, zaczynają  się różne trudne dla dziecka sytuacje. Dziecko czasami musi wybierać pomiędzy tym, czego się od niego tylko oczekuje, rezygnując z siebie, co w konsekwencji prowadzi do wielu późniejszych problemów, np. kończy studia, które wybrali dla niego rodzice, nie znosząc tej dziedziny albo jest takie jak widzieliby go rodzice… często jednak nie do końca szczęśliwe. Kiedy żyjemy w wewnętrznym konflikcie - niemożliwe jest szczęśliwe życie…

Źródło krytyki zwykle początek bierze w rodzinie? 

Rodzina to pierwsze otoczenie z których spotykamy się jako dzieci i tym, czy chcemy czy nie - nasiąkamy. To rodzina kształtuje w nas różnego rodzaju umiejętności, zachowania, przekonania i ona wpływa na nas od narodzin, zwykle w znacznym stopniu przez całe życie… 

Kiedy krytyka jest destrukcyjna? 

Kiedy jest celowo wymierzona w drugą osobę, by skrzywdzić ją w jakiś sposób, bądź jej zaszkodzić… zwykle ma na celu, przynieść jakiś określony, ściśle zamierzony skutek…

Co charakteryzuje osoby, które krytykują? Jest jakaś wspólna cecha? 

Najczęściej to osoby, które mają kompleksy i nie są  szczęśliwe w swoim życiu, ta krytyka wówczas staje się pewnego rodzaju antidotum na swoje życiowe niezadowolenie. Często powoduje, że czują się lepiej, kiedy kogoś obgadają, wyśmieją, ocenią. To próżność przez nich przemawia…zdecydowanie łatwiej kogoś obgadać, niż zająć się swoimi problemami, często nie zdając sobie sprawy z tego, że w ogóle jakieś są…

Za co najczęściej krytykujemy?

Uważam, że wygląd jest tak bardzo teraz istotny, media kreują go w sposób bardzo agresywny, więc jeśli ktoś nie podąża za modą i panującymi trendami, może być obgadywany lub wyśmiany…  Inność jest zwykle najlepszym ulubionym tematem, zwykle nie lubimy innych od siebie… może stanowią lustro, w którym możemy się przeglądać i odbicie nie zawsze jest zadawalające…

Jaka jest zależność między krytyką a poczuciem własnej wartości?

Jeśli czujemy się ze sobą dobrze, jesteśmy ze sobą pogodzeni, nasze poczucie wartości jest w porządku, nie mamy potrzeby krytyki, ponieważ niczemu ona wtedy nie służy, nie służy temu, by poprawić swoje  słabe samopoczucie…

Jak wyzwolić się z krytykowania innych?  

Najprostszym sposobem jest zajęcia się sobą, wówczas nie ma czasu, by zajmować się innymi… I po prostu być sobą, gdyż wszyscy inni są już zajęci… Wszystkim życzę tego, by mieli odwagę być po prostu, a może aż sobą…. Wówczas nasze życie nabierze niepowtarzalnych barw i odcieni…

👑👑👑

Przeczytaj również: 
W mojej parafii był Ojciec Święty Jan Paweł II

W mojej parafii był Ojciec Święty Jan Paweł II

W czerwcu 2017 roku minęło trzydzieści lat od Mszy świętej na rozpoczęcie II Krajowego Kongresu Eucharystycznego, sprawowanej przez Ojca Świętego Jana Pawla II. To również rocznica wprowadzenia relikwii Świętego Papieża do naszej świątyni. Na pamiątkę tych wydarzeń przygotowałam specjalnie dla naszej gazetki parafialnej wywiad z osobistym sekretarzem Papieża Polaka - abpem Mieczysławem Mokrzyckim 😊 



Księże Arcybiskupie, w czerwcu br. minie trzydzieści jeden lat od Kongresu Eucharystycznego, który odbył się w naszej parafii, pod przewodnictwem Ojca Świętego Jana Pawła II. Co Ksiądz Arcybiskup robił w czerwcu 1987 roku?       

W czerwcu 1987 roku byłem jeszcze diakonem. Dopiero trzy miesiące później, w dn. 18 września 1987 roku w Lubaczowie z rąk biskupa Mariana Jaworskiego przyjąłem święcenia kapłańskie.

Jak Ksiądz Arcybiskup zapamiętał czas przed wyborem papieża? Mówiło się, że może zostać wybrany kardynał z naszego kraju? 

W tym roku, 22 października będziemy wspominać czterdziestą rocznicę wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. W tym czasie byłem uczniem Technikum Rolniczego. W naszym społeczeństwie mówiło się, że może być wybrany papież Polak, ale jeśli zostanie wybrany Polak i przyjmie imię Piotr – będzie koniec świata. Z tym pytaniem zwróciliśmy się do naszego katechety. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że zawsze trzeba się modlić o wybór papieża.

Co od wyboru Ojca Świętego było dla Księdza Arcybiskupa szczególnym przeżyciem – jako ucznia? 

Kiedy Jan Paweł II został wybrany – była to dla nas wielka radość. W tym czasie mieszkałem w internacie. Dla mnie ogromnym przeżyciem była pierwsza pielgrzymka Ojca Świętego do Polski. Chciałem śledzić to wydarzenie przez telewizję, ale w tym czasie były lekcje. Niektórzy moi koledzy w ogóle nie przyszli do szkoły, a ja ciągle nie byłem spokojny, że za chwilkę transmisja, a ja nie mogę oglądać relacji. Skaleczyłem się wtedy w nogę, krwią pomazałem sobie okolice nosa i tym sposobem zwolniłem się z lekcji i pobiegłem przed ekran telewizora.

Później wszystko działo się już bardzo szybko... Kiedy był Ksiądz już sekretarzem Jana Pawła II, mówił on o swojej rodzinie? 

Jan Paweł II bardzo mało mówił o swojej rodzinie. Czasami wspominał o swoim ojcu, który wychowywał go w wierze i patriotyzmie. Z takim samym szacunkiem wspominał swoją mamę, która umarła kiedy był malutki.

Miał na biurku jakieś zdjęcia?  

Tak, na biurku miał portrety swoich rodziców i brata.

Pamiętam kiedy Ksiądz Arcybiskup wspominał o śpiewających wieczorach...   

Ojciec Święty Jan Paweł II uczył nas kochać Kościół, kochać swoją Ojczyznę. Był wielkim patriotą. Chętnie spotykał się z ludźmi polityki. Chętnie śpiewał też polskie kolędy, które od Bożego Narodzenia do Trzech Króli – śpiewaliśmy każdego wieczoru. W sierpniu śpiewaliśmy pieśni patriotyczne, przy których często się wzruszał.

Jaka relacja była między Księdzem Arcybiskupem a Ojcem Świętym? 

Darzył mi szczególną sympatią. Zawsze odnosił się do mnie z życzliwością. Wiedziałem, że w moim towarzystwie czuł się dobrze. Młody kapłan w stroju prałackim – to zawsze wywoływało uśmiech na twarzy Ojca Świętego.

Młodzież zajmowała miejsce szczególne  w posłudze piotrowej? 

Ojciec Święty zawsze stawiał na młodzież, chociaż troską obejmował wszystkich wiernych – od najmłodszych do najstarszych, ale zawsze nam pokazywał, że trzeba zwracać szczególną uwagę na młodzież. Wiedział, że zwłaszcza w czasie dojrzewania trzeba być blisko młodzieży, by pokazywać im właściwe wartości, by dobrze formować ich charaktery i osobowość. Mimo choroby on zawsze miał kontakt z młodzieżą dlatego, że ich kochał.

Jakie przesłanie Ksiądz Arcybiskup skieruje do młodzieży z parafii Wszystkich Świętych w Warszawie? 

Ojciec Święty przyjął święcenia kapłańskie w Święto Wszystkich Świętych, dzięki czemu może być Waszym szczególnym patronem. Podczas przemówienia na Westerplatte powiedział: Musicie od siebie wymagać, nawet jeśli inni od was nie wymagają. I abyście razem z Chrystusem szli przez życie, bo wtedy nie zmarnujecie swojego życia. Będzie kimś. Będziecie mieć przede wszystkim radość i pokój w sercu.

Wpis bardzo osobisty

Wpis bardzo osobisty

Uwielbiam swoją pracę i nie zamienilabym jej na inną, ale kiedy mam tak dużo obowiązków, że kolejne zadania do wykonania zapisuję na kartce czy w kalendarzu i nie nadążam z ich przygotowaniem - zawsze to znak, że czas powoli zwolnić...   


I tak się zastanawiam po co to wszystko... Ciągle gdzieś się spieszę, ciągle mam zapisany kalendarz kolejnymi wydarzeniami, które przeplatają się z niezapowiedzianymi wcześniej konferencjami, autorskimi spotkaniami... Dlaczego tak często powtarzam "nie mam czasu". Czy naprawdę go nie mam, czy jest to raczej problem związany ze złą organizacją czasu - jak podkreślał papa emerito.

Czerwiec się dopiero zaczął, a pierwszy piątek miesiąca to ten dzień, kiedy staram się być na Eucharystii. Jeszcze nigdy nie pisałam tutaj o kazaniu, ale to, które usłyszałam w ten czerwcowy piątek było tak wyjątkowe, że zainspirowało mnie do napisania postu. Ksiądz mówił - mam wrażenie, że o mnie. W sensie, że potrafimy się zmieniać zaraz po wyjściu z kościoła. I tak myślę, że często jednak nakladam maskę - chcę być doskonała we wszystkim. Doskonale wykonywać swoje obowiązki, doskonale mieć poukładane w szafie, doskonale wyglądać. Różnie z tym wszystkim bywa, bo im chcę bardziej doskonale - tym większe spięcia. Przy tym oczywiście nieporozumienia z tymi, których kocham najbardziej. A przecież tych, których najbardziej kochamy nie chcemy ranić! Dlaczego więc właśnie przy nich ściągamy maski i pokazujemy to, jacy jesteśmy naprawdę? Chrystus jest miłosierny, a ja? Czy mam prawo kimś gardzić, wyśmiewać? Czym jestem lepsza od kogoś? Co to oznacza? I co z tym zrobię?

Dziś tak łatwo być kimś, kim nie jestem. Przerabiane zdjęcia na fejsie to już norma, idealnie wysprzatane biurko czy mieszkanie - też, ale czy może w życiu nie chodzi o coś więcej jak porządek w mieszkaniu, idealna figura na przerobionych zdjęciach i tworzenie takiego obrazu siebie o jakim marzymy? Ten pierwszy piątek i kazanie było wypowiedziane w ważnym dla mnie czasie, dlatego tak bardzo mnie poruszyło.     
Czasem warto przerwatościować swoje życie, by zrozumieć o co tak naprawdę w nim chodzi... Czy naprawdę istotniejsze jest BYĆ czy MIEĆ? KOCHAĆ czy GRAĆ? Warto czasem zostawić to wszystko i wyjechać - najlepiej w góry 😎

PS. Nie odkładajmy na później tego, co czujemy potrzebę wypowiedzieć już teraz! Życie jest nieprzewidywalne, więc żyjmy tu i teraz...    
[WYWIAD] Żeglarz na medal! Mateusz Kusznierewicz!

[WYWIAD] Żeglarz na medal! Mateusz Kusznierewicz!

W 2014 roku przeprowadzilam wywiad z człowiekiem, który bardzo mnie inspiruje 😎 O Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie i Sydney, tytule „Żeglarza roku”, motywacji i zwątpieniu oraz o Fundacji, spotkaniach z młodzieżą i marzeniach rozmawiałam z Mateuszem Kusznierewiczem – złotym i brązowy medalistą olimpijskim, trzykrotnym mistrzem świata i czterokrotnym mistrzem Europy.



Panie Mateuszu, na swoim sportowym koncie ma Pan wiele medali. Z Igrzysk Olimpijskich w Atlancie w 1996 roku przywiózł Pan złoty krążek – pierwszy taki w historii polskiego żeglarstwa. Taki był cel?

Cel określony wynikowo miałem zupełnie inny. Poniekąd nawoływał do zwycięstwa, ale moim celem było miejsce w pierwszej ósemce. To było duże wyzwanie, ponieważ były to moje pierwsze igrzyska. Nie miałem na swoim koncie tak znaczących wyników i sukcesów na mistrzostwach świata i mistrzostwach Europy jak jest teraz. Mierzyłem siły na zamiary. Moimi rywalami byli znakomici żeglarze, którzy mieli dużo większy dorobek medalowy niż ja. Wiedziałem jednak, że bardzo dobrze się przygotowałem. Rok przed igrzyskami wyznaczyłem sobie plan przygotowań. Wszystko zagrało po mojej myśli. Wykorzystałem szansę, jaka się nadarzyła. Zakończyło się sukcesem.

W 1999 roku otrzymał Pan tytuł „Żeglarza roku”, który przyznawany jest raz w roku przez Międzynarodową Federację Żeglarską ISAF. Czym było dla Pana to wydarzenie?

Ten tytuł był jakby wisienką na torcie. Było to docenienie moich osiągnięć żeglarskich, nie patrząc tylko na wyniki jednych regat, ale całego sezonu 1999 roku. Co ciekawe – nie zdobyłem wtedy złota mistrzostw świata i mistrzostw Europy. Na dwóch imprezach zdobyłem srebrne medale. Świat żeglarstwa patrzył na mnie w taki sposób, że wśród żeglarzy oceanicznych, olimpijczyków – okazało się, że to ja najbardziej zasłużyłem na ten tytuł. To był jeden z moich większych sukcesów w karierze sportowej. Dwukrotnie wcześniej byłem nominowany do tego tytułu, najpierw w 1996 roku, później – 199. Jak to się mówi – do trzech razy sztuka i to w 1999 roku po nominacji otrzymałem również tę wspaniałą nagrodę.

W 2004 roku został Pan uhonorowany tytułem „Żeglarza wszechczasów”. Zdobył Pan ogromną popularność. Nie przeszkadzało to w codziennym życiu?

Jestem przyzwyczajony. Skupiam swoją uwagę na tym, co mam do zrobienia. Udział w jakichkolwiek konkursach traktuję jako dodatek.

Co Pana motywowało do dalszej pracy?

Mało żyję tym, co do tej pory osiągnąłem. Bardziej żyję tym, co jest teraz, w którym momencie jestem i co mam przed sobą. Za każdym razem, kiedy patrzę w skali roku, czy czterech lat – wyznaczałem sobie jakieś cele. Droga do osiągnięcia tego celu najbardziej mnie pasjonowała. Kiedy budziłem się rano i wiedziałem, że mam przed sobą zadania, naukę, sprawdzenie jakiegoś pomysłu, fajny trening, wyjazd, podróż, regaty czy wypróbowanie nowego żagla – to było dla mnie najważniejsze. Mnie nie trzeba było długo namawiać do intensywnej, długiej i ciężkiej pracy. Miałem radość z tego, co przede mną. Jestem osobą, która jest otwarta na świat. Chętnie poszerzam swoje horyzonty. Wiedziałem, że każdego dnia mogę się czegoś nowego dowiedzieć, co nie zawsze było związane z sukcesem i ze zwycięstwem. Z biegiem lat nauczyłem się, że rożne doświadczenia mnie wzbogacają. Powodują, że jestem lepszym, ciekawszym człowiekiem.

W 2000 roku, po Igrzyskach Olimpijskich w Sydney i czwartym miejscu, przyszedł jakiś kryzys?

Przyszedł moment zwątpienia. Po starcie w Sydney miałem bardzo trudny okres w swoim życiu. W pewnym momencie chciałem to wszystko rzucić i zająć się czymś innym, żeby po raz kolejny nie doświadczać tego typu sytuacji. Moje czwarte miejsce w Sydney wynikało głównie z tego, że źle się przygotowałem do igrzysk. Poleciałem do Australii przetrenowany. Kiedy w 2000 roku, przed wyjazdem do Australii, zdobywałem tytuły mistrza świata i mistrza Europy – to spowodowało, że jechałem jako główny faworyt do zwycięstwa. Nadałem sobie bardzo duże tempo treningu, olbrzymie obciążenia. Czwarte miejsce w gronie trzydziestu najlepszych zawodników na świecie nie było złe, ale nie osiągnąłem swojego celu. Nie zdobyłem kolejnego medalu.

Blisko 21 lat temu zdobył Pan swój pierwszy złoty medal podczas mistrzostw Polski. Co Pan pamięta z tamtego czasu?

To były moje początki. I pierwsze moje regaty na otwartym morzu – we Władysławowie. Było to duże wyzwanie, ponieważ do tego czasu żeglowałem na jeziorach. Wtedy bardziej walczyłem z żywiołem niż ze swoimi przeciwnikami, ale skupiłem się na jak najlepszym starcie.

A wszystko zaczęło się w wieku 9 lat…

To był zbieg okoliczności. Rodzice zachęcali mnie do aktywności sportowej, bo wiedzieli, że mam z tego wiele przyjemności i frajdy. Jeździłem na rowerze, pływałem, chodziłem na zajęcia skoku do wody, gimnastykę, gokarty. W pewnym momencie mama zapytała, czy nie chciałbym pojechać na dwa tygodnie na obóz żeglarski. I tak wszystko się zaczęło. Pojechałem. Spodobało mi się. Poprosiłem, aby rodzice po wakacjach zapisali mnie do klubu. początku była to tylko i wyłącznie zabawa. Dopiero po jakimś czasie zacząłem odnosić pierwsze sukcesy.

W 2007 roku założył Pan swoją Fundację. Skąd zrodził się taki pomysł?

W 1996 roku podjąłem się realizacji pewnej misji. Wiele swojego wolnego czasu poświęcałem na promocję sportu, aktywności – szczególnie wśród dzieci i młodzieży. Chciałem to w pewien sposób usystematyzować, aby wprowadzić pewną organizację. Miałem wokół siebie kilka osób, które były chętne do działania. Najlepszym podmiotem do realizacji takich celów była fundacja, na rzecz której pozyskiwaliśmy środki finansowe, aby móc realizować różne przedsięwzięcia. I od września 2007 roku Fundacja funkcjonuje, realizuje bardzo fajne projekty. To jest moja działalność społeczna. I ten obszar w moim życiu ma duże znaczenie.

Bierze Pan udział w różnych spotkaniach, również z młodzieżą. Co podczas takich spotkań chce Pan przekazać?

Pomysł na życie. Pomysł na ciekawe rozwiązania. Chcę szczególnie młodzież zachęcić, aby poszerzała swoje horyzonty. Zachęcam ich do zrozumienia świadomości swojej wartości, ale też do wypracowywania różnych wartości, które są ważne w życiu. Zachęcam ich do wyznaczania sobie celów. W trakcie spotkania opowiadam im moje historie olimpijskie. Moja droga sportowa nie jest usłana tylko sukcesami, ale również momentami, w których nie było łatwo, kiedy popełniałem błędy. W jaki sposób wyciągałem wnioski, jak starałem się nie popełniać dwa razy tego samego błędu. Opowiadam im o podróżach, o spotkaniu rekina, pływaniu wśród delfinów. Zachęcam młodzież do spojrzenia na świat w nieco inny sposób i zainspirowania ich do działania.

Ma Pan w ogóle czas wolny?

Dobre pytanie. Tak… Staram się mieć czas dla siebie, przede wszystkim dla moich najbliższych, dla rodziny. Każdego dnia – rano, popołudniu, wieczorem – wyłączam na jakiś czas telefon, nie odbieram maili, nie mam spotkań. Jestem wtedy z moimi najbliższymi. I raz w tygodniu umawiam się sam ze sobą po to, aby się zastanowić, czy to co robię ma sens, czy to ma dobry wpływ na mnie, na moich najbliższych, na osoby, z którymi współpracuję. To spotkanie sam ze sobą ma wpływ na uporządkowanie mojego wewnętrznego spokoju, harmonii.

Co jest dla Pana ważne w życiu?

Bardzo ważna jest harmonia. To jest balans pomiędzy ciałem, umysłem, sercem, duszą. Wszystko, co robię. Wszystko, co mnie dotyczy – z kim rozmawiam, z kim się spotykam, z kim przeżywam różne emocje – chcę, żeby to było ułożone w fajną harmonię. Żeby to było spójne z moją naturą, z moimi przyzwyczajeniami i potrzebami. Staram się nie zmuszać do niczego. W momencie, kiedy coś jest niesamowicie kuszące i wydawałoby się, że muszę coś takiego zrobić, nie zawsze jest to prawidłowe. Kolejną rzeczą, która jest dla mnie ważna – aby być dobrym człowiekiem. Zwracać uwagę na szacunek, lojalność.

Ma Pan jeszcze jakieś niespełnione marzenia?

Kilka mam. Bardzo lubię podróżować, poznawać świat. Nie byłem jeszcze w dalekiej Japonii. Za mało chodziłem po górach. Góry dają mi bardzo dużo pozytywnej energii.

Jakie plany na przyszłość?

Zakończyłem już karierę olimpijczyka i do Rio de Janeiro się nie wybieram, ale będę dalej żeglował. Moje plany są związane z regatami morskimi, oceanicznymi. Na pewno więcej czasu będę starał się spędzać z rodziną. Mam wspaniałą rodzinkę, trzyletnią córeczkę i półrocznego synka. Widzę jak dużo radości im sprawia, kiedy jesteśmy razem. To jak one chłoną świat, jak się uczą, jakie wartości w nich budujemy, jaki świat pokazujemy. To ma olbrzymie znaczenie i jest dla mnie najważniejsze.

Źródło: sporteuro.pl 
Foto: redbull.com

Lato, lato wszędzie!

Lato, lato wszędzie!

Przed nami długo wyczekiwane, ciepłe i miejmy nadzieję, słoneczne lato. Z ogromną radością wystawiamy twarz do słońca, ładujemy się pozytywną energią i przyjmujemy dawki hormonów szczęścia. Gdy dni są dłuższe i coraz więcej promieni słonecznych dociera do nas, zaczynamy myśleć o wakacjach. 



Czas wolny kojarzy się z beztroską, zabawą, odpoczynkiem. Rossmann przygotował zestaw niezbędnych akcesoriów, które zachwycają soczystymi kolorami, a do tego są funkcjonalne.

Niejedno dziecko zachwyci się chustą z Myszką Minnie, czy motywem z bajki Auta, uroczymi klapkami plażowymi, czy maską do pływania. Dorośli również znajdą coś dla siebie – torby plażowe z flamingiem lub motywem marynarskim, do kompletu torby termiczne i japonki.

W ofercie znajdziecie również kolekcję z lamą, która utrzymana jest w przyjemnych pastelowych barwach – kosmetyczki, bidony, kubki. Propozycje są dostępne w drogeriach Rossmann, w promocyjnych cenach (od 3,99 zł do 39,99 zł).

Promocja obowiązuje w terminie 09-29.06 🌞

Tekst i foto: materiały prasowe 

Copyright © 2014 Niedoskonala-ja , Blogger