czwartek, 28 lutego 2019

Fotoprezenty, które zachwycą

Fotoprezenty, które zachwycą
Kilkukrotnie pisałam o tym jak ważne jest dbanie o relacje z tymi, których kochamy. Doskonale wiemy też, że jeśli czymś kogoś obdarowujemy – nie powinniśmy oczekiwać wzajemności, gdyż jest to wyraz naszej wdzięczności za obecność, życzliwość, wsparcie... 


Oprócz wspólnego spędzania czasu na przykład na siłowni, jest kilka innych sposobów na umacnianie więzi. Dla nas – kobiet, idealnym popołudniem będzie dzień w SPA czy zakupy, a przy tym „oderwanie się” od spraw bieżących chociaż na chwilkę. Są też i takie sposoby wyrażenia wdzięczności za przyjaźń, które nie skończą się wraz z mijającym dniem. Jednym z prezentów, które ucieszą osobę, którą chcemy obdarować są modne ostatnio fotoprezenty.

Dzięki współpracy z Uwolnij Kolory miałam przyjemność przekonać się o jakości produktów, które proponują. Fotoobraz, na który możemy wybrać dowolne zdjęcie – jest wykonany bardzo starannie, ale to wysoka jakość produktu jest dla mnie numerem jeden. Od nas zależy jaki format i kształt wybierzmy – nie jest to narzucone z góry, ale w razie pytań – kontakt z klientem na sześć z plusem 😊 Fotoobraz doda świeżości w salonie czy w pokoju, jest idealnym uzupełnieniem kompozycji i wystroju każdego mieszkania. Poza tym taki fotoprezent to doskonały prezent dla Babci i Dziadka, na którym zostanie uwiecznione zdjęcie z wnuczętami. Jest też pięknym prezentem dla nowożeńców! 

Tysiące wzorów i doskonała jakość produktu sprawia, że Uwolnij Kolory to firma, którą polecam do wykonania produktów w postaci fotoprezentów. Ogromnym plusem jest czas realizacji. Poza fotoobrazami, którymi jestem zachwycona - firma oferuje również fotoksiążki, fotokalendarze czy fotokubki.
Pamiętajmy, że nie warto czekać na specjalną okazję, aby naszym bliskim powiedzieć, że są dla nas ważni. Dziś jest odpowiedni dzień, aby sprawić komuś radość, a przecież nie ma nic piękniejszego od uśmiechu kogoś, kogo kochamy i kto jest dla nas ważny.  

Nie masz pomysłu na foto – prezent? Zainspiruj się!

___
Fot.: Materiały prasowe 😊

środa, 27 lutego 2019

W czym do ślubu cywilnego?

W czym do ślubu cywilnego?
Kiedyś przeczytałam, że jest jeden taki dzień, w którym kobieta wstaje i wie w co ma się ubrać. Ten dzień to oczywiście dzień ślubu - kościelnego czy cywilnego, ale bez wątpienia - jeden z najważniejszych w naszym życiu.


W przypadku kiedy decydujemy się wziąć ślub cywilny, który również nie wymaga aż tak długiego czasu przygotowań jak w przypadku ślubu kościelnego, jest też zwykle skromniejszą uroczystością  - najwięcej energii my - kobiety, poświęcamy na wybór odpowiedniej sukienki. Pudrowy róż, biała czy może ecru? Długa czy krótka? Koronkowa czy bardziej elegancka?

W tak wyjątkowy dzień warto spełnić swoje marzenie. Jeśli cały czas marzyłyśmy o długiej, białej sukni jak do ślubu kościelnego - nic nie stoi na przeszkodzie! 😊 Najważniejsze jest to, abyśmy czuły się wyjątkowo! Oprócz tego, że sukienka ma być zjawiskowa i dopasowana do naszej sylwetki i typu urody, nie powinna być zbyt krótka. Zdecydowanie przy wyborze sukienki na ślub cywilny powinnyśmy unikać głębokich dekoltów i nadmiernych przeźroczystości.

Co prawda ślub w plenerze daje nam większe możliwości, to jednak każda z nas ma przecież swój niepowtarzalny styl, więc w sukience powinnyśmy się czuć jak we własnej skórze. Pamiętajmy, że modele o kroju litery A i dekolt w kształcie litery V - optycznie wyszczupli sylwetkę. Nie zapominamy też o dodatkach - delikatna, złota biżuteria będzie pięknym uzupełnieniem całości stylizacji. I szpileczki... Ładnie prezentować się będą te w kolorze cielistym. 

Mi bardzo podobają się krótkie sukienki, ale również piękne są te długie, zwiewne, do kostek... Długość sukienki zależy od indywidualnych upodobań przyszłej Panny Młodej. Zasada jest prosta - szykownie i elegancko, czyli z umiarem 😊

Dobrze dobrana sukienka ślubna podkreśli naszą urodę i wyjątkową osobowość. Pamiętamy oczywiście, że w przypadku kiedy zdecydujemy się na obcisłą sukienkę - aby dobrze dobrać także bieliznę. Dużym plusem sukienki na ślub cywilny jest to, że będziemy mogły założyć ją również na inne uroczystości - np. rodzinne. Bardzo podobają mi się modne tak ostatnio sukienki: dopasowana góra i rozkloszowany dół! Mnie urzekły! Pięknie się prezentują, a my czujemy się w nich jak księżniczki! 👑🌹   

Szukasz wymarzonej sukienki na ślub cywilny? Zainspiruj się! Kliknij tutaj 🌹

Przeczytaj również:
🌷 Torebka wieczorowa.
🌷 Szalone druhny!
🌷 Czy można kochać za bardzo? 

wtorek, 26 lutego 2019

[WYWIAD] Kiedy czujesz się gorsza od innych...

[WYWIAD] Kiedy czujesz się gorsza od innych...
Ten wywiad chyba nigdy by nie powstał, gdyby nie to, że tak często w rozmowach z różnymi kobietami słyszę, że mają różne kompleksy. Każda z nas je ma - ja też!  😊 ale czy to jest powód dla którego mamy być smutne? Czy to, że mamy kilka kilo więcej, drobne przebarwienia - czyni nas gorszym od kobiet, które są szczuplejsze? Bo brzydkich kobiet nie ma. Nie kilogramy świadczą o człowieku. I chyba do końca życia będę powtarzać, że prawdziwe piękno jest w nas!



Publikuję wywiad z Ewą Guzowską - psycholog, psychoterapeuta, coach - która mówi o tym, co naprawdę jest ważne i na co powinnyśmy zwracać uwagę 😊 

Pani Ewo, jak rozumieć poczucie własnej wartości?

Poczucie własnej wartości można rozpatrywać przede wszystkim w bardzo szerokim aspekcie, gdyż dotyczy i przekłada się na wszystkie dziedziny naszego życia. Można powiedzieć śmiało, że towarzyszy nam przez nasze życie i może być czymś, co wspiera i pomaga dojść tam, gdzie chcemy - albo wręcz przeciwnie. Odbija się w tym jacy my jesteśmy, jak traktujemy ludzi i jak ludzie nas traktują, tym samym wpływając na nasze zadowolenie z życia. Możemy rozpoznać i ocenić jak wygląda ono u nas, zastanawiając się np.
🌹 jak traktuję siebie, a jak traktuję innych?
🌹 czy często zastanawiam i rozmyślałam, jak inni mnie odbierają, oceniają?
🌹 jak podchodzę do różnych wyzwań w życiu, czego chcę i czy z tego rezygnuje?

Kiedy to poczucie wartości jest niskie, wiąże się to z wieloma straconymi okazjami, często zablokowana jest spontaniczność i radość życia. Często może prowadzić do depresji.

Jakie są przyczyny niskiej samooceny?

Zwykle przyczyny te można znaleźć we wczesnym dzieciństwie, tzn. jak traktowali nas rodzice, czy byli z nas zadowoleni, czy wymagali wiele nie widząc jak wiele nas to kosztuje. Później idąc przez życie, ciągle mamy wrażenie, że coś jeszcze „musimy” zrobić, by być wystarczająco dobrym, tylko zwykle ta poprzeczka podnosi się do góry i zdobycie kolejnego celu – nie czyni nas szczęśliwymi na dłużej.

Co charakteryzuje człowieka o niskim poczuciu wartości?

Człowiek o niskim poczucie wartości zwykle ma zablokowany swój potencjał, który może nie zostać odkryty. Człowiek taki często nie wie, co to radość, szczęście i sam bardzo nisko siebie ceni, a często w ogóle nie zauważa swoich osiągnięć. Zdarza się, że dużą wagę poświęca swojemu intelektowi, zaniedbując sferę emocjonalną. Nie żyje pełnią życia, ponieważ zablokowany potencjał – hamuje w tym, co chciałby robić naprawdę, mam na myśli realizację swoich potrzeb, a nie cudzych.

Skąd bierze się w nas to poczucie bycia gorszym od innych?

Kształtuje się to już w najmłodszych latach naszego życia. Bardzo ważne jest tu podejście naszych rodziców do nas, naszych osiągnięć, potrzeb, pragnień. Istotne jest jak rodzice nas widzą, bardzo często jeśli rodzice mają niskie poczucie wartości, obserwujemy to i wtedy też trudno o bycie innym, bez pracy – gdyż dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację.

Też nie chodzi o to, aby wyzbyć się ideałów i wartości... Pytanie, czy ideały istnieją w realu?

Trzeba mieć swoje ideały, ale nie jest możliwe nimi być, to już wydaje się niebezpieczne… Zawsze można lepiej, inaczej, a poza tym, stawianie sobie takie idealnego celu, zwykle wiąże się z bardzo dużym rozczarowaniem, gdyż życie jest „żywe” i zmienia się w nim ciągle. Więc co wtedy dzieje się z raz ustalonym ideałem, on może jest, tylko nasze frustracja wraz z nim może wzrastac. Uważam, że wystarczy mieć „wystarczające” poczucie wartości, a to zwykle możemy poznać po jakości swojego życia. Poczucie wartości nie jest celem samym w sobie, ono ma „służyć” nam, a nie my jemu.

Podobnie z błędami i porażkami? Nikt przecież nie jest od nich wolny...

Błędy i porażki są wpisane w życie każdego, z jedną różnicą, jedni się do tego przyznają inni nie. Nie ma nic złego, ani w jednym, ani w drugim, ważne by z tego wszystkiego uczyć się jak najwięcej. Warto by porażki czy błędy, prowadziły nas do zmiany i do zobaczenia – jak można inaczej…

Jak rozpocząć pracę nad poczuciem wartości? Jak wyzbyć się tej "gorszosci"?

Zwykle tak jak ze wszystkim, przede wszystkim trzeba rozpoznać ten problem. To już właściwie – początek drogi, która nie ma końca. Można obserwować siebie, być bardziej świadomym, pewnie tez dobrze porozmawiać na ten temat ze specjalistą (psychoterapeuta/coach), który tez wskaże inne, szersze możliwości i zwróci uwagę na istotne obszary. Ważne by traktować, to jako coś pięknego, a nie zło konieczne. Życie jest PODRÓŻĄ i warto tak do niego podchodzić, życie nie jest czymś, co się nie zmienia. I od nas zależy, ile w tej podróży doświadczymy, przeżyjemy, poczujemy…. I na ile po prostu się spełnimy…

Jak wzmocnić poczucie wartości?

Przede wszystkim, trzeba zobaczyć siebie, często widzimy innych, tylko nas samych w tym nie ma. Jak wtedy możemy znać siebie, wiedzieć i znać swoje potrzeby. To jest niemożliwe, ważne by zmienić ten kierunek- ważne by być WAZNYM dla siebie i kochającym… Być może brzmi jak banał, ale jak się okazuje nie jest to takie proste i oczywiste… Życzę Wszystkim „wystarczająco dobrego poczucia własnej wartości” - poznać to można po jakości swojego życia 😊

Szukasz sukienki, w której poczujesz się bardziej kobieco? Zainspiruj się! Kliknij tutaj 👈 👗👑👒👗🎀 

Przeczytaj również: 
🌷 Jak mówić o emocjach?
🌷 Kiedy walka nie ma sensu?
🌷 Jaka pościel takie sny? 

poniedziałek, 25 lutego 2019

ISANA. Maska glinkowa do twarzy

ISANA. Maska glinkowa do twarzy
Dawno nie było o kosmetykach, chociaż cały czas coś testuję 😊 Wśród różnych kremów, maseczek, żeli pod prysznic, płynów do kąpieli, peelingów - jest maska, którą szczególnie polecam! ISANA Tonerde Maske - maseczka, po której stosowaniu różnicę zauważysz od razu 😊


ISANA Maska glinkowa do twarzy - z węglem aktywnym i białą glinką (50ml). Wspomaga dogłębne oczyszczanie skóry, działa matująco. Biała glinka wchłania nadmiar tłuszczu w skórze. Po zastosowaniu maski skóra twarzy jest bardziej gładka. Maskę stosujemy w zależności od potrzeb, ale nie częściej jak 2 razy w tygodniu. Oczywiście omijamy okolice oczu i ust. Po nałożeniu maski - zostawiamy ją na 10 - 15 minut, po czym okrężnymi ruchami - spłukujemy ciepłą wodą.

Stosowałam tę maskę przez blisko miesiąc. Bardzo jestem zadowolona, dlatego polecam. Produkt dostępny w drogeriach Rossmann 😊 

Przeczytaj również: 
🌷 Domowe sposoby na wypadające włosy. 
🌷 Peeling do ust.
🌷 SPA w łazience! 

niedziela, 24 lutego 2019

[WYWIAD] Prawdziwa relacja czy złudzenie?

[WYWIAD] Prawdziwa relacja czy złudzenie?
Ile to razy płakaliśmy przez kogoś, kto był nam tak bliski! Ile razy byliśmy tak bardzo zwiedzeni, że nic nie było w stanie nas pocieszyć... I ile to razy obiecywalismy sami sobie, że już koniec, że nie będzie kolejnej szansy. - Jest też taki rodzaj bliskości kiedy kogoś nie mamy blisko siebie, ale wiemy, że jest i jego bycie jest dla nas bardzo ważne. Może o nas myśleć, za nami tęsknić. Mamy się do kogo zwrócić - mówi Waldemar Dulęba - psychiatra 




Panie Waldemarze, czym jest bliskość? 

Bliskość jest pewnym rodzajem więzi, którą chce się ciągle umacniać i odnawiać. Bliskość zakłada pewną stałość. Nie jest tak, że przygodne spotkanie ludzi na wakacjach, w sklepie, pracy będą jakoś szczególnie nam bliscy. Bliskość to rodzaj więzi i tęsknoty do kogoś bardzo konkretnego.

Taka więź jest możliwa z każdym?

Bliskość ma swoją intensywność. Co innego oznacza bliskość dziecka z rodzicami, inny wymiar ma bliskość rodzicielska, przyjacielska, miłosna,  małżeńska.

Żeby być dla kogoś bliskim trzeba być rzeczywiście blisko, w zasięgu drugiego człowieka? 

Bliskość nie musi być bliskością fizyczną. Bliskość to poczucie ważności kogoś dla nas. Nie trzeba dużo szukać, wystarczy w codzienności zobaczyć jak ludzie, którzy są ze sobą w jednym pokoju nie tworzą bliskiej relacji - mało tego, mają trudność aby razem wytrzymać, a z kimś z kim dzieli ich wiele kilometrów potrafią mieć dobry kontakt emocjonalny, dobre myśli. Mają  poczucie, ba przekonanie, że tam gdzieś daleko jest ktoś, kto ich nie tylko rozumie ale  kocha.

Wspomniał Pan o różnych rodzajach bliskości, ale zawsze jest to wyraz tego, że jesteś dla mnie ważny we wzajemnej relacji?

Bliskość może być fizyczna, emocjonalna, psychiczna. Jest też taki rodzaj bliskości kiedy kogoś nie mamy blisko siebie, ale wiemy, że jest i jego bycie jest dla nas bardzo ważne. Może o nas myśleć, za nami tęsknić. Mamy się do kogo zwrócić. Mamy ku komu kierować swoje uczucia, swoje myśli. Bliskość fizyczna jest oczywiście potrzebna i różnie się przejawia np. małemu dziecku, fizyczna bliskość jest niezbędna by się czuło bezpieczne, zaopiekowanie.

W relacjach ludzi dorosłych bliskość też jest gwarantem bezpieczeństwa? 

Tak. Jest, i bezpieczeństwo rozumiane jako obecność kogoś, możność skorzystania z jego pomocy - to rodzaj bezpieczeństwa, który polega na tym, że wiem, że nie będę sam wtedy, kiedy będzie mi trudno. Sam fakt, że istnieją ludzie ważni dla nas i my dla nich jesteśmy ważni to olbrzymi kapitał.

Co jest ważne w bliskości?

Na pewno nie jednostronna relacja, ale możliwość wymiany. Wejście w relacje - jestem ważny dla Ciebie, ale Ty jesteś ważny dla mnie. Stajemy się dla siebie bliscy. Mogą nas łączyć różne rzeczy - wspólne przeżycia, wspólna wrażliwość, zainteresowania, perspektywa wspólnego działania, albo choroba. Ważne jest, aby w bliskości mieć poczucie przydatności - wzajemnej przydatności, nie takiej eksploatującej jedną stronę. Ktoś jest nam potrzebny w bliskości chociażby dlatego, żebyśmy nie przeżywali pustki i samotności. Bliskość fizyczna nie jest konieczna do jej potwierdzenia, że np. jeśli jesteśmy blisko fizycznie to jesteśmy bliscy sobie.

Można mówić o bliskości na odległość?

Oczywiście. W bliskości na odległość jest tęsknota za "kimś", że kiedyś będziemy mogli się spotkać. Czegoś oczekujemy, czegoś miłego doświadczymy, bo jeśli ten ktoś w naszych oczekiwaniach nie zawodzi i my nie zawodzimy - to wzmacnia poczucie bliskości i więzi. 

Bliskość wirtualna nie ma chyba za wiele wspólnego z bliskością w rzeczywistości...

Czy to właśnie jest bliskość? Czy to, że mamy w kalendarzu adresy różnych ludzi zapewnia nam poczucie nie bycia samotnym i poczucia bliskości z tymi ludźmi? Żeby bliskość była autentyczna potrzeba zażyłości, poczucia więzi i konieczna jest wymiana między dwojgiem ludzi lub grupą. Nie może być to relacja jednostronna.

Podobnie działa Facebook. To, że mamy 1500 znajomych wcale nie oznacza, że kiedy chcemy z kimś porozmawiać - mamy się do kogo autentycznie odezwać.  Może bardziej są to znajomości wirtualne aniżeli prawdziwe? I tak naprawdę kiedy znikniemy z portalu - nikt nie zauważy?

Kiedy dowiadujemy się, że bliskość jest złudna,  jest iluzją? Kiedy okaże się, że kolejni nasi znajomi z różnego rodzaju komunikatorów zaczną milknąć? Czy wszystko, co nazywamy bliskością tak naprawdę nią jest? Czy jesteśmy w stanie zauważyć, że jesteśmy samotni pomimo tego ogromu osób, z którymi się  kontaktujemy? Jest to raczej rodzaj uzależnienia - iluzji relacji z innymi. Być może chodzi o to, aby sobą kogoś zainteresować...

Co decyduje o tym, że kogoś nazywamy naszym bliskim?

Czy bliskość jest wtedy kiedy ktoś potrafi reagować na nas, a kiedy jest taka potrzeba to wesprze, weźmie za rękę, będzie obok? Czy bliskość jest związana z wymianą pewnych informacji i nic więcej nas nie wiąże? Próba wymiany informacji to jeszcze nie jest bliskość. Może jest to pewien rodzaj kontaktu a nie bliskość? Kontaktu, w którym będziemy wymieniać swoje poglądy, opinie. Będziemy dostarczać informacji. Bliskość jest intymnym rodzajem więzi, gdzie zaangażowana są emocje.

Czyli wychodzimy ze znajomymi na spacer, do kina a tak naprawdę może to nie być bliskość...

Jeśli już wychodzimy to znaczy, że łączy nas coś więcej niż tylko przekazanie informacji. Chcemy się spotkać, czekamy na to.

Chęć spotkania ze znajomymi jest zawsze początkiem bliskości?

Jest bardziej zaawansowanym rodzajem więzi. Ludzie mogą być nam bliscy z różnych powodów, np. przez takie same poglądy,  wartości, podobne doświadczenia. Jest jeszcze taki rodzaj bliskości jako niepowtarzalny związek, w którym ktoś jest komuś oddany, gotowy do poświęceń czasu, uwagi. To inny rodzaj bycia wzajemnie ze sobą, bardziej zaangażowany i intymny.

Bliskość nie znaczy też wyłączność dla konkretnych osób, prawda?

Gdyby bliskość miała formę zawłaszczenia drugiej osoby, czy miałaby wywoływać zazdrość, bo jesteś tylko dla mnie i dla nikogo innego, na pewno byłaby to okoliczność, która nie sprzyjałaby byciu w dobrym kontakcie. Zawsze w bliskości jest ważne, aby mieć poczucie wolności i wyboru. Jestem, ale nie dlatego, że się boję, że muszę. Jestem dlatego, bo chcę być.

A jeśli kiedyś ktoś w bliskości nas zawiódł? Kończymy wszystko, "usuwamy" wspomnienia?

Jaka musi być krzywda, jaki musi być zawód,  żeby podjąć decyzję - zrywam z nią kontakt, nigdy więcej, więź się kończy... Może jest to rzeczywiście na tyle poważne, że zawód, którego doświadczamy jest związany ze świadomym działaniem szkodzenia naszej więzi. Ale jeśli jest to jednorazowe, nie intencjonalne - i da się to wyjaśnić, zorientować jakie były przyczyny, zrozumieć. Jeśli ktoś zawodzi w obszarze intymnym - zdrada, więź, która tworzyła tę bliskość poprzez takie świadome działanie może być nieodwracalnie zniszczona. Wszystko zależy jednak od skali wydarzenia. Jeśli niewielkie wydarzenie potrafi tak zdestabilizować i potrafimy kogoś odrzucić to być może wcale bliskość nie była tak silna jak się nam wydawało. Może wymyśleliśmy sobie, że jest to ktoś dla nas ważny i my dla niego. I owszem może być to powodem rozczarowania ale też brakiem rozeznania kim dla siebie byliśmy.

Dlaczego koniecznie chcemy być blisko kogoś?

Jednym z powodów jest to, że jesteśmy istotami społecznymi, które jednak chcą być w związkach, relacjach tworzyć wspólnoty. Budujemy opierając się na tych związkach poczucie własnej wartości, lubimy być kochani, chcemy kochać.  Czasami jest tak, że bliskość jest nam potrzebna o czym już mówiliśmy, żeby się czuć bezpiecznie. Jeśli nie mamy kogoś bliskiego będziemy mieli więcej wątpliwości, będziemy niepewni tego jacy jesteśmy. Bo to w wymianie między rodzicami a dzieckiem kształtuje się obraz nas samych.

Próbować zatrzymać kogoś wbrew jego woli, tylko po to aby nie czuć się samotnym?

Jeśli jest jednostronna chęć zatrzymania kogoś, to trudno będzie kogoś zatrzymać. Pytanie jest takie: dlaczego chcemy kogoś zatrzymać przy sobie - może to rodzaj zależności? Ale w dużej mierze wynikającej z naszych lęków i niepewności. Jeśli ktoś nas opuści czy z kimś stracimy kontakt - myślimy, że nie damy sobie sami rady? Powody bycia blisko innych mogą być różne, i o nich mówiliśmy, ale podstawowym jest to, że sami nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie komfortu życia.

Pewnie zdarza się i tak, że jesteśmy z kimś ze strachu, ale trudno mówić o bliskości w takiej relacji?

Kiedy jesteśmy z kimś, a jednym z poważniejszych powodów jest strach, lęk, obawa - zaczyna być to kłopotliwe, bo trudno mówić o bliskości.  Jest to pewien rodzaj zniewolenia.

Człowiek jest stworzony do życia w relacji...

W jakimś sensie to, jacy jesteśmy, jakie mamy o sobie zdanie zależy jakie budujemy relacje od najmłodszych lat. Żeby coś o sobie wiedzieć w kontekście innych ludzi - musimy wchodzić w relacje i chcąc nie chcąc w nie wchodzimy. Nawet jeśli okaże się, że to nas rozczarowuje, nie zadowala. Ten rodzaj wymiany jaki się dzieje między ludźmi buduje wiedzę o nas samych i wiedzę o innych ludziach. Niekiedy dużo czasu musi upłynąć nim się zorientujemy , że jesteśmy w zależnej relacji. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteśmy "uwikłani" i zależni od innych ludzi.

W czym przejawia się ta niesamodzielność?

Niesamodzielności czy bezradności doświadczamy zazwyczaj kiedy zostajemy opuszczeni. Widzimy jak bardzo jesteśmy niezaradni, jak bardzo trudno jest znaleźć nam powód aby coś zrobić,  gdzieś wyjść. Dopiero wtedy widzimy jak dużą rolę ktoś odgrywał w naszym życiu, bo np. był inspiratorem działań - nie musiałem nic poza realizacją czyichś pomysłów, bo ciągle coś mi podpowiadał. I zazwyczaj jest to bolesne doświadczenie, bo ujawnia się prawda o samym sobie, sobie niesamodzielnym.

Jak się dowiedzieć jacy jesteśmy?

Poprzez świadomą refleksję nad samym sobą, ale też dzięki umiejętności odważnego przyglądania się samemu sobie.

Przeczytaj również: 


piątek, 22 lutego 2019

[WYWIAD] Rafał Jackiewicz - nieco poważniej niż zwykle

[WYWIAD] Rafał Jackiewicz - nieco poważniej niż zwykle
Przeglądałam wywiady sprzed kilku lat i trafiłam na ten z Rafałem. Gdyby na świecie było więcej takich pozytywnych ludzi jak on - świat byłby lepszy...   

Rok temu pisałam: Każdy wywiad z Rafałem to wielka niewiadoma 😎 Nigdy nie wiesz co się wydarzy 😎 Wracam dziś do tej rozmowy sprzed blisko roku, i choć projekt już ma II edycję - jest kilka rzeczy, które są wciąż aktualne 😉


Jesteś gotowa?

Oczywiście, tylko nie wiem czy poradzisz sobie z odpowiedzią na moje pytania (śmiech).

Ja nie wiem czy Ty ogarniesz moje odpowiedzi (śmiech).

Rafale, co w ogóle u Ciebie słychać? 

A pracuje sobie nad moim nowym projektem – boks dla wszystkich. Jest on kierowany do ludzi, którzy nigdy nie walczyli, a chcieliby spróbować swoich sił w ringu, podczas walki. Projekt kierowany jest zarówno do mężczyzn jak i kobiet. Na razie w jedenastu miastach w kraju stwarzamy możliwość profesjonalnego, trzymiesiecznego przygotowania się do walki. W pakiecie dostajesz sprzęt bokserski, ubrania – spodenki, koszulka, a na miesiąc przed walką – odżywki. Masz możliwość doświadczyć jaka to jest ciężka praca aby systematycznie trenować przed walką, stoczyć ją i wygrać. 

Są ograniczenia wiekowe?  

Ukończone 18 lat, poza tym nie ma żadnych ograniczeń wiekowych. Nie ważne w jakim jesteś wieku – zawsze możesz spróbować swoich sił.

Kobiety i mężczyźni trenują na takich samych zasadach? 

Są trzy kategorie ludzi, w każdej kategorii są trzy kategorie wagowe. W White Colour Boxing trenują ci, którzy nigdy nie walczyli. Chcą udowodnić, że nie są tylko grzecznymi chłopakami w garniturach, ale potrafią też przywalić. W kategorii kobiet trenują takie panie, które chciałyby walczyć na zawodowych ringach, bądź po prostu przeżyć przygodę życia. Te panie mogą mieć za sobą walki amatorskie. Trzecia kategoria to fighter – dla mężczyzn, którzy chcieliby zostać piesciarzami. Ten, kto w danej kategorii wygra turniej – dostanie debiut w Sferis KonckOut Promotions.

Dajesz szanse nowym, młodym, a co z Twoją przyszłością w ringu? 

Moja przyszłość w ringu dobiega już końca . W tym roku – na pewno. Na 99 proc. w drugiej połowie roku kończę karierę. Trzy walki jeszcze przede mną – boks, kickboxing, MMA. Piosenki mam już wybrane (śmiech). Zawsze mówiłem, że do ostatniej walki wyjdę przy „Kolorowych jarmarkach” Maryli Rodowicz. Do wczenisjeszych dwóch – „Kaczuszki” i „Wujcio Wariatuńcio” – moja żona przygotuje repertuar, a dzieci z przedszkoli Mrówkolandia w Nowej Iwicznej i Mińska – zaśpiewają. 

Wygrywasz, przegrywasz – czytasz komentarze po walce? 

Tak, czytam. Śmieję się czasami z tego, co wypisują „mędrcy” Internetu. 

17 lutego skończyłeś 40 lat. Gdybyś miał wskazać kilka najważniejszych wydarzeń swojego życia, co by to bylo? 

To, że mnie porwali i spie******em. Mój kolega powiedział: „Rafciu, jak chcesz to ich łamiemy, wywozimy i robimy co jeszcze chcesz”. I wiesz co odpowiedziałem? „Pie***le. Dziś mam Ciebie. Chętnie bym ich połamał, ale dziś mam „plecy”. Co będzie jak Ciebie zabraknie?”. Co się stało?  Minęło 5 lat, kolega poszedł siedzieć na 9 lat. I co by było? Nie wiadomo... Po porwaniu dostałem propozycję aby wejść w normalną grupę, zorganizowaną. Powiedziałem, że pie***le. Wtedy akurat rodził mi się syn. Moja wizyta w wojsku, która trwała sześć dni, w ciągu której trzy razy uciekłem z jednostki, a dwa dni przesiedziałem na wojskowym dołku. Poznałem moja żonę, z którą jestem 13 lat. Miałem do wyboru – dojrzała, młoda, ułożona kobieta czy fajna, 18-letnia dziewczyna. Wybrałem moją obecną żonę i to była dobra decyzja. Urodziło się troje moich dzieci. A w wieku 29 lat zdałem maturę. To były jedne z ciekawszych decyzji, które podjąłem. Te wydarzenia sprawiły, że dziś jestem w tym miejscu, w którym jestem.   

I wybrałeś inne, normalne życie...

Dziś mam wspaniałą żonę i dzieci. Mam fajną pracę. Nigdy nie miałem dużo w życiu. Mnie i mojego brata wychowywała mama. Zawsze robiła tak, że mieliśmy wystarczająco – miałem się w co ubrać i co zjeść. Mama była bardzo dobrym człowiekiem. Była też częstym gościem w szkole, do której chodziłem. Zawsze powtarzała: Rob to, co lubisz, a nie to, co ktoś ci każe. Mama nigdy nie była zaklamana, i wiesz co? Dużo podobieństwa do mojej mamy widzę w swojej żonie. Dla mnie przede wszystkim liczy się to, żeby być dobrym człowiekiem. 

Dlatego dziś jesteś dobrym ojcem i chcesz zapewnić dzieciom szczęśliwe dzieciństwo, którego sam nie miałeś? 

Może dlatego jestem ojcem, który się martwi i przejmuje. Moje dzieci – może trochę na szczęście, albo na nieszczęście – są takie jak ja. A jak wiesz – byłem dobrze jeb***ty (śmiech). Moje dzieci są o wiele mądrzejsze ode mnie, mają dobre oceny w szkole, dobrze się uczą. Kiedyś co było dla mnie ważne – iść, nawalić się, rozwalić imprezę, kogoś okraść. Dziś największą wartość ma dla mnie rodzina – żona i dzieci.

Gdybyś mógł cofnąć czas – coś byś usunął ze swojego życia? 

Nie myślę o tym. Po co mam myśleć co mógłbym wymazać – jeśli nie mogę tego zrobić. Gdybym mógł to coś bym na pewno usunął.

Kto rządzi w domu? 

No wiadomo, moje tygrysy – Rafcio Junoor i Maja (śmiech). 

Na ringu zawzięty, a w domu troskliwy, ale wymagający tatuś?  

Taki właśnie jestem i nie mam z tym problemu. Jestem spełnionym sportowcem, spełnionym człowiekiem. Moj plan dnia wygląda tak samo od kilku lat... Wstaję rano, budzi mnie mój synek Rafał Junior, ogarniam dzieci. Wracam do domu, idę biegać. Ogarniam dom, robię pranie, sprzątam,  przygotowuję obiad dla mojej rodziny. Jadę do Warszawy na trening – dziennie prowadzę 3 - 4 treningi. Sam również trenuję – staram się przynajmniej raz dziennie.

Nie wstydzisz się tak wprost mówić o sporztaniu, gotowaniu? 

Jakbym miał się wszystkim przejmować co ktoś skomentuje to bym siedział w domu i nic się nie odzywał. Nie wstydzę się niczego. Dziś mogę zmieniać pieluchy mojemu synowi i mogę go karmić. Za chwilkę idę na trening i wale w łeb. Jestem takim człowiekiem, który na jednym skrzyżowaniu zatrzyma się i wyciągnie chama z samochodu, bo zasłużył, a na drugim – przeprowadzę staruszkę przez ulicę. Nie mam z niczym problemu. 

Jesteś po prostu dobrym człowiekiem...

I chyba dlatego przegrywam swoje ostatnie walki. Zawsze powtarzam, że walczę tak jak żyje. Kiedyś żyłem z dnia na dzień, w sobotę i w niedzielę dyskoteki, a trenowałem po to, aby się bić w weekend (śmiech). Szukałem wyzwań, adrenaliny, sławy...   Jak wpie*****lem dla największego chama na wsi to przyjmowałem jego moc (śmiech). W taki sposób zyskiwałem szacunek i sławę. Dziś jest inaczej. Zajmuję się dziećmi, ogarniam dom. Ostatnimi czasy znalazłem iPhone 5 – oddałem, ale kilka lat temu bym ukradł i sprzedał. Kiedyś było tak, że walczyłem ciągle dla adrealaniny a dziś adrenalina mi się podnosi jak zmieniam pieluchy synowi. Zmieniłem podejście do życia. Ty mówisz, że jestem dobry, a ja uważam, że ludzie z natury są źli. 

A sam uważasz się za złego człowieka? 

Nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę idealny. Jak wiesz – odwalałem w swoim życiu niezłe numery. Nie czuję misji do spełnienia, nie próbuje zbawić świata, ale jak ktoś mnie poprosi o pomoc to zawsze pomagam na tyle na ile mogę. Dbam przede wszystkim o moją rodzinę, przyjaciół, których mam kilku – Kudlaty, Szponder, Janek Nerka i Czaszka.   

O Twoim życiu i historiach już wkrótce będziemy mogli przeczytać w książce, której premiera odbędzie się 24 maja...  

Tytuł książki „Granice, których nie bylo” – mowi sam za siebie. Gwarantuje, że każdy, kto będzie ją czytał - nie będzie się nudził nawet przez jedną kartkę. Jest to książka napisana częściowo moim językiem. Książka o życiu, o akcjach, które odp***doliłem, o sporcie – wszystkie moje walki są opisane, a każda historia walki jest zajebista.

Jakie masz przesłanie dla ludzi młodych, którzy zaczynają dopiero swoją drogę z boksem?   

Mam apel: Zostawcie to, nie przychodzcie na salę, bo tu trzeba zapie***lać. Lepiej pograjcie na PlayStation (śmiech).

Jak to będzie za rok, kiedy spotkamy się o tej samej porze, po Twojej zakończonej karierze. Nie będzie Ci czegoś brakowało? 

Będzie mi brakowało dostawania w łeb i będę musiał prosić żonę żeby raz na jakiś czas mnie przeczesała (śmiech).

Więcej o tych, którzy mają pasję? 👉 klik 👈

Przeczytaj również: 
🌷 Kamil Stoch: Mam szczęście do ludzi
🌷 Monika Kuszyńska: Poukładało się pięknie...
🌷 Edyta Geppert: Kocham Cię, życie!

środa, 20 lutego 2019

Kobieto, bądź kobieca!

Kobieto, bądź kobieca!
To, że mamy problem z wartościami i czy kulturą choćby względem starszych ludzi – wiadomo nie od dziś, ale jest też inna sprawa, która mnie – jako kobietę – dość zasmuca. Mijam w ciągu dnia setki kobiet –  piękne, uśmiechnięte, zadbane, ale mijam też i smutne, niezbyt dobrze wyglądające, o smutnych oczach... 


Chciałabym, abyśmy były dumne ze swojej kobiecości. Nic nam jej bardziej nie doda jak wiara w siebie. I żeby było jasne – nie mówię, że każda ma mieć pomalowane usta na czerwono, zrobione paznokcie i buty na wysokim obcasie, bo nie o to jakby chodzi. Chodzi mi o to, abyśmy nie bały się pokazać piękna, które jest w nas.

Piękno, które mamy w sobie - odbija się w naszych oczach. Mówi się, że świat, który nas otacza jest odbiciem świata, który nosimy w sobie. Nie raz pewnie słyszymy komplementy, że pięknie dziś wyglądamy, że w naszych oczach widać radość i szczęście. Jednak to nie wszystko. Bądźmy też bardziej kobiece również na zewnątrz – zakładajmy chętniej sukienki, spódnice i buty na obcasie czy koturnie, a rano znajdźmy czas na makijaż – nie chodzi o godzinne przesiadywanie przez toaletką, ale o ładny, naturalny makijaż, w którym będziemy się dobrze czuły. Nie chodzi o nakładanie maski, ale o delikatny makijaż, który podkreśli naszą urodę.

Wieczorem znajdźmy czas aby pomalować paznokcie, przecież co chwilkę wchodzą na rynek nowości, lakiery holograficzne stały się chyba hitem ostatnich miesięcy. Malowanie paznokci nie wymaga przecież wielu godzin. Zarezerwujmy czas tylko dla siebie, wybierzmy ulubiony lakier i do dzieła. Dbajmy również o nasze ciało, bo w zdrowym duchu...

Korzystajmy też z biżuterii, pięknych korali czy bransoletek. A torebki? Przecież to wszystko jest dla nas. Nie bójmy się naszej kobiecości, jest ona siłą! A może zbliżająca się wiosna to idealny czas aby w końcu kupić wymarzoną suknię wieczorową? Okazji aby ją założyć na pewno będzie kilka. W pięknej sukience wieczorowej poczujemy się jak księżniczki! Jesteśmy piękne, bo takie stworzył nas Bóg.

poniedziałek, 18 lutego 2019

Wspomnienia o ŚP. Ks. Marku Rybińskim

Wspomnienia o ŚP. Ks. Marku Rybińskim
Osiem lat temu misjonarz Ks. Marek Rybiński został zamordowany. 

Dziś publikuję reportaż, który przygotowałam rok temu. Przy tej okazji dziękuję Państwu Rybińskim za zaproszenie i czas, za życzliwość... Dzięki spotkaniu z najbliższymi księdza mamy jeszcze bardziej szansę poznać jakim człowiekiem był Ks. Marek...    

Ks. Marek w Tunezji pracował prawie cztery lata. Uczył w szkole, muzułmańskie dzieci. Wspominał, że są tłumy do szkoły, którą – jak wszyscy wiedzą – prowadzą chrześcijanie. Podkreślał, że jest szczęśliwy. - Był zakochany w tym kraju – mówi Barbara Rybińska, mama.


Ile razy przyjeżdżał do domu – prawie nie miał czasu dla najbliższych, ale w pierwszej połowie sierpnia 2010 roku było inaczej. Misjonarz spędził w rodzinnym Szczecinku kilkanaście dni. Wszystko przez kontrakt, który się skończył i trzeba było podjąć decyzję co dalej. - Z perspektywy czasu nie mam wątpliwości co do tego, że to wszystko było ułożone w piękny plan. Piękny w tym sensie, że najpierw Marek był w domu, a później my byliśmy dziewięć dni u niego – wyjaśnia mama.

Misjonarz prowadził bardzo aktywne życie. Z kolegami zrobił film i dostali za niego nagrodę finansową. – Miał pragnienie, aby za część pieniędzy, mogli przyjechać do niego rodzice. - Dla nas była to duża niespodzianka. Chciał abyśmy zobaczyli jak pracuje, gdzie żyje – wyjaśnia.

- Pierwsze doświadczenia z pobytu w Tunezji były niesamowite. Niezwykle serdeczni, przyjaźni ludzie. Po dwóch dniach byłam zakochana w tym kraju. Czasem patrzyłam przez okno na plac boiska. Marek obwieszony był dziećmi jak winogrono – wspomina z uśmiechem mama.

Serdeczni ludzie, a to właśnie jeden z nich zamordował Ks. Marka. – Kiedy byliśmy z mężem w Tunezji, lubiłam siedzieć w ogrodzie. Z widokiem na te drzwi... – wspomina. Po raz ostatni współbracia widzieli ks. Marka 17 lutego 2011 roku. W związku z tym, że nie przyszedł na wieczorną i poranną liturgię - zawiadomili policję. Ciało misjonarza z poderzniętym gardłem znaleziono w piątek. Zabójcą był Tunezyjczyk, który pracował jako stolarz w szkole prowadzonej przez salezjanów.

- Musiałam go widzieć, ale nie znałam pracowników. Widziałam człowieka, który zachodził do pomieszczenia, w którym to się stało. Kiedy dowiedziałam się o śmierci syna zrozumiałam, że w każdej nacji są dobrzy i źli ludzie. Nie mogę mieć pretensji do całego kraju – mówi.

- Pamiętam, że robiłam coś w kuchni. Młodsza córka dostała SMS od starszej córki, z pytaniem: Co się u Was dzieje, bo dostaję SMS z wyrazami współczucia? Po chwili powiedziała: Mamo, ja też takie SMS dostałam. Zrobiłyśmy szybki przegląd tych, którym mogłoby się coś stać. Nikt nie pomyślał o Marku... – wspomina. - Z piętnaście minut później do córki zadzwoniła koleżanka. Krzyknęła: Co Ty mówisz! Nigdy nie zapomnę jej oczu... Popatrzyła na mnie i powiedziała: Mamo, Marek nie żyje.

Dlaczego stolarz zamordował polskiego księdza? - Miał jakieś motywy do tego, co zrobił  – mówi mama.  - Miał dwoje dzieci, nie miał pracy, nie płacił alimentów. Żona zabroniła mu kontaktować się z dziećmi. Marek chciał mu pomóc – tłumaczy. Duchowny zaproponował, aby stolarz zrobił ławki. Dał pieniądze, aby zapłacił za materiały. Kiedy misjonarz pojechał je odebrać – okazało się, że nikt nie wpłacił pieniędzy.

- On się nie upominał o pieniądze, ale jemu zależało na rozwiązaniu problemu. Wiem, że Marek  nigdy nie postąpiłby w nieludzki sposób – mówi mama. - Uważam, że czyn, którego dopuścił się tamten mężczyzna był spowodowany tym, że Marek był katolickim misjonarzem. Groził mu już wcześniej.

- Jest mi trochę żal tego człowieka. On przegrał wszystko. Przez jakiś czas uważałam siebie za nie normalną. Sama się dziwię, jak mogę nie mieć do niego nienawiści za to, co zrobił. Nienawiść bardziej niszczy tych, którzy nienawidzą. Nie chciałam dać mu szansy, aby jeszcze bardziej skrzywdził naszą rodzinę – tłumaczy mama. – Do dziś nie przechodzi mi przez gardło to, co zrobił.  

W Tunezji nie chodził w sutannie, za to, kiedy przyjeżdżał do Szczecinka i szedł z mamą do kościoła – zakładał sutannę. - Byłam tak bardzo z niego dumna! – mówi Pani Barbara. I dodaje, że zawsze miała wielki szacunek do księży. Prymicje syna wspomina ze wzruszeniem - Było to dla mnie niesamowite, że krew z mojej krwi, kość z mojej kości stoi przed ołtarzem, i że wolno mu tam stać. Kiedy widziałam go przed ołtarzem byłam bardzo dumna – wspomina mama misjonarza.  

Morderca misjonarza dostał dożywocie. - Z tą świadomością, co zrobił to będzie żył on - nie ja – dodaje mama. - Marek był dobrym człowiekiem, nikomu nie zrobił krzywdy. Nie było opcji, żeby nie zadzwonił na Dzień Matki, Boże Narodzenie, Wielkanoc, moje imieniny. Wielkanoc... czekałam na jeden telefon, bo ciągle mi go brakowało. Uparcie czekałam, mimo, że miałam świadomość, że się go nie doczekam. Minęło siedem lat i to w mojej świadomości już się zakodowało, że nie będzie tego telefonu. Wierzę, że Marek jest. Ogromną mam nadzieję, że go jeszcze zobaczę – dodaje.

Wiadomość o zabójstwie misjonarza wstrząsnęła całym światem. Potępiło je także główne ugrupowanie islamistów w Tunezji. Jego ciało spoczywa w grobowcu salezjanów na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie. Ks. Marek miał zaledwie 34 lata.


___
Źródło: Tygodnik Idziemy  
Fot. YouTube /archiwum własne 

sobota, 16 lutego 2019

[WYWIAD] Serce czy rozum?

[WYWIAD] Serce czy rozum?
- Serce zna odpowiedź, zanim pomyślimy głowa. Ważne jest to by mieć świadomość siebie i swoich wartości, potrzeb, pragnień. Nie należy mylić miłości z chwilowym zauroczeniem czy pożądaniem - mówi Ewa Guzowska - psycholog, psychoterapeuta, coach 



Pani Ewo, nie raz byliśmy w sytuacji, kiedy musieliśmy podjąć trudną decyzję. Serce mówiło jedno, rozum – drugie... 

Serce mówi wiele, najczęściej rozpoznaje sytuację w jednej sekundzie... Sztuka polega na tym, by nie pomylić tego tylko i wyłącznie z ekscytacją, z pewnego rodzaju chwilowym podnieceniem. W dzisiejszych czasach ludzi ekscytuje wiele spraw, sytuacji, osób, tylko często trwa to zaledwie ułamek sekundy. Później fajerwerki szybko gasną. Zdecydowanie należy słuchać podszeptów serca i być im wiernym, przy założeniu, że jesteśmy zintegrowani  i umiemy być uczciwi wobec samych siebie. Kiedy mamy taką odwagę, będziemy umieli  odróżniać to, co szczególnie ważne...

Przy decyzjach, które podejmujemy sercem mamy na względzie przede wszystkim to, czy kogoś nie skrzywdzimy, czy ta konkretna decyzja jest zgodna z wyższymi wartościami, czy jest słuszna. Serce się nigdy nie myli? 

Serce zna odpowiedź, zanim pomyślimy głowa. Ważne jest to by mieć świadomość siebie i swoich wartości, potrzeb, pragnień. Nie należy mylić miłości z chwilowym zauroczeniem czy pożądaniem. Miłość nie krzywdzi i nie boli. Unikamy miłości, ponieważ boimy się zranienia, ale miłość to najpiękniejsze uczucie. Jeśli doświadczymy tej miłości w sobie, nigdy nikogo nie skrzywdzimy, ponieważ od tego momentu, będziemy „posłuszni” miłości, która zna odpowiedź na nurtujące nas pytania i poprowadzi nas najlepszą dla nas drogą. Niestety, najczęściej zakochujemy się w kimś nie kochając siebie, ale czy to jest miłość? Miłość to nie coś, co można kupić. Prawdziwa miłość nie krzywdzi, nie rani, nie boli. Jeśli kochamy sami siebie, nikt nie jest w stanie nas skrzywdzić. Jeśli ktoś podejmuje decyzję o odejściu – można tylko życzyć tej osobie wiele szczęścia. W tym wyraża się prawdziwa miłość. Kochając siebie, nie rozpadniemy się na małe kawałeczki. Inaczej to wygląda w toksycznym związku – tam zwykle się rozpadamy….

Emocje bardzo wiele mówią o nas, dlaczego więc czasem się ich boimy i niejako wypieramy? 

Najczęściej boimy się odrzucenia - jeśli go znamy. Odrzucenie boli i do chwili jak będziemy się tego bali, nigdy nie będziemy wolni… Bez wolności nie ma miłości, gdyż tylko będąc wolnymi możemy kochać naprawdę. Kiedy jesteśmy na różne sposoby emocjonalnie „zniewoleni”, nie możemy mówić o prawdziwej miłości, tylko o niewoli. 

Z drugiej strony decyzje, które podejmujemy pod wpływem emocji są zawsze zgodne z naszymi potrzebami, pragnieniami. Są szczere i prawdziwe? 

To wszystko zależy od tego jak wyglądają nasze emocje i jaki mamy z nimi kontakt. Często jesteśmy „pogubieni” we własnych emocjach, nie jesteśmy w stanie ich rozpoznać, nie potrafimy ich nazwać. Jeśli towarzyszy nam emocjonalny chaos, to nasze decyzje z pewnością nie mogą być ani trafione ani prawdziwe. Jest to być może „punkt krytyczny” od którego wiele zależy, jakie decyzje będziemy mogli podejmować.

Z czego wynikają nietrafione decyzje? 

Nietrafione decyzje najczęściej podejmujemy pod wpływem impulsu, a jeśli tak są podejmowane trudno by było inaczej. Towarzyszący temu wszystkiemu ogarniający chaos, powoduje, że sami nie wiemy, czy to jest słuszna decyzja, ponieważ zwykle po chwili przychodzi powątpiewanie i tracimy swoją pewność. Potem jest już tylko droga donikąd.

Kiedy emocje są złym doradcą?

Nasz wewnętrzny chaos jest najczęściej powodem naszych błędnych decyzji. Nie zdajemy sobie sprawy, że nasza wewnętrzna harmonia ma nam wiele do zaoferowania. Im stajemy się bardziej harmonijni - nasze życie zmienia się niemal w każdej dziedzinie. Często posługuję się taką metaforą: kiedy chcemy zobaczyć pod wodą rafy koralowe - warunkiem jest piękna pogoda, w czasie sztormu – nie jest to absolutnie możliwe...

Dlaczego więc zachęca się do podążania uczuciami? 

Kiedy otwieramy serce, wszystko zmienia się wokół. Prawda jest jednak taka, że często nasze serca są zamknięte, ponieważ doświadczyły odrzucenia, poniżenia, lekceważenia, czyli doświadczyły wiele bólu i rozczarowania od zewnętrznego świata.  Najczęściej i najłatwiej schronić się wtedy przed światem.

Są takie sytuacje kiedy brakuje odwagi do wypowiedzenia tego, co naprawdę czujemy... Czy to jest jakby skazywanie siebie na życie w iluzji? 

Uważam, że jeśli wiemy, że to naprawdę czujemy, mamy też odwagę, by powiedzieć o swoich uczuciach. Jeśli ktoś je zlekceważy lub wykorzysta, to  problem leży po tej drugiej stronie. Nie ma potrzeby brać za to odpowiedzialności. Miłość jest czymś pięknym, nie zdarza się każdemu. Każda miłość jest pierwsza.

A może czasami jesteśmy w takiej sytuacji, że lepiej milczeć, bo kiedy się odważymy na szczere opowiedzenie o swoich uczuciach – to tylko pogorszy sytuację?

Jeśli tak jest, to pytanie, co tak naprawdę może pogorszyć sytuację, jeśli nasze uczucia są szczere. Można podjąć różne decyzje, być może naprawdę czasami bardzo trudne, ale w sumie to jest nasze życie. Z podjęciem każdej decyzji wiąże się pewna konsekwencja. Z kolei, przemilczenie uczucia też jest innego rodzaju decyzją, ale też decyzją.   

Zwykle też lubimy powracać do tego co mile i przyjemne. Może właśnie dlatego idealizujemy głos serca? 

Głos serca jest bardzo ważny. Wydaje się, że ludzie coraz bardziej zdają sobie z tego sprawę, gdyż bycie głuchym na głos serca czyni nas nieszczęśliwymi i ubogimi, zarówno w sprawach małych i bardzo istotnych. Głos serca, jeśli nauczymy się go słuchać będzie prowadził nas przez życie w sposób możliwie najlepszy dla nas. Ważne, by nauczyć się go słuchać.

Jak wobec tego namówić rozum i serce do współpracy?  

Właściwie nie trzeba namawiać, wydaje się, że wystarczy jeśli popracujemy nad zintegrowaniem siebie i wszystko będzie działało jak najbardziej zgrany duet. Czasami głowa też jest potrzebna  Życzę Wszystkim otwarcia się podszepty serca, które na początku mogą być nawet bardzo ciche. Jeśli im pozwolimy - usłyszymy piękny i niepowtarzalny dla nikogo innego ich ton…


Przeczytaj również: 
🌷 Prawdziwa bliskość czy iluzja?

Copyright © 2016 Niedoskonala-ja.pl , Blogger